w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Nie pracuję ani dla potomności, ani dla zamożności

Wywiad dla Times of India, 6 listopada 2011
Tytuł oryginalny: 'I work for neither posterity nor prosperity' : SRK
Autor: Anshul Chaturvedi


W rozmowie na dzień przed czterdziestymi szóstymi urodzinami Shah Rukh Khan nie chce oglądać się za siebie, mówi o tu i teraz – sztuce robienia filmów, a nie przychodach, o tym, co daje mu napęd i czemu kpiny i docinki na temat jego i jego pracy są jak nazarbattoos – czarne kropki na czole odpędzające zły los.

Odnosząc się do ostrej krytyki, jaką zebrali KKR w początkowych sezonach IPL, powiedziałeś, że kiedy zespół po prostu wygra, cały ten ostrzał się skończy – że "sukces ma taką właściwość, że usuwa wszystkie osobowe i bezosobowe ataki". Czy w twoim przypadku nie jest odwrotnie?

Tak, przyjacielu, u mnie dzieje się coś naprawdę dziwnego!

Od Shirisha nazywającego "Ra.One" petardą, która nie odpaliła(1) do Thackeraya niemal nazywającego cię "lojalistą Pakistanu", a wszystko to w obrębie tygodnia – co ty zrobiłeś, żeby to wywołać?

Obie rzeczy są nieważne... Powiem coś zupełnie szczerze. Mam nadzieję, że nie zabrzmi to zbyt obcesowo. Ludzie, którym się powiodło, działają, godzą się z tym, a innym pozostawiają życie na koszt ich dzieła. Ja coś tworzę. A potem zostawiam to dla innych, żeby się na tym pożywili.
To dość dziwne – jeśli ktoś wspomni moje nazwisko, to ono ma moc dania mu sławy. Tylko dzięki posłużeniu się moim nazwiskiem. To dar od Boga. Syn spytał mnie o to któregoś dnia, o 6 rano zadzwonił i spytał: "Tato, ludzie o tobie gadają. Nie jesteś zły? Nie chcesz ich pobić?".
Powiedziałem: "Nie, twój ojciec ma taki dar. Jeśli chcesz być sławny, wymień nazwisko ojca". I powiedziałem: "Jedyne osoby, którym nie życzę sławy kosztem mojego nazwiska, to ty i twoja siostra. A reszta świata niech sobie to robi". I naprawdę tak uważam, mam nadzieję, że tak będzie. Reklamuję masę ludzi całkiem za darmo (śmiech).

Ale zapewne takie wypowiedzi, jak Thackeraya, prowokują cię do zareagowania?

Czasami nie chcę uświetniać jakichś rzeczy przez komentowanie ich. Zachowanie milczenia wymaga ogromnej samokontroli, cierpliwości, opanowania i miłości rodziny. I godności. I być może także wizerunku, jaki mam w ludzkich oczach.
Powiedział mi kiedyś Amitji – siedzieliśmy w kulisach sceny podczas show - "Synu, kiedy jesteś już gwiazdą, każdy może przyjść i dać ci w twarz. Ale nie wolno ci oddać, bo wtedy wszyscy wytkną cię palcami i powiedzą, że nadużywasz swojej pozycji, torturując bezradnego człowieka, że byłeś pijany, że stajesz się bandziorem, albo że jesteś arogancki. Ludzie zaczną pytać, czy uważasz, że stoisz ponad prawem. To właśnie będą gadać" - powiedział. - "A ty musisz zachować spokój, założyć klapki na oczy i iść dalej".
To właśnie dlatego sławni ludzie w końcu robią się trochę zamknięci w sobie. To nie jest zamknięcie oznaczające samotność. Moje zamknięcie jest unikiem, ignorowaniem, sposobem powiedzenia: "Idźmy dalej".
Coś podobnego powiedziała mi Hemaji dawno temu, kiedy byłem nowy. Ktoś napisał artykuł, w którym powiedział, że ja stwierdziłem, iż Hemaji nie jest dobrą reżyserką – ja niczego takiego nie mówiłem, ale wiesz, jak prasa wszystko przekręca... Więc byłem przerażony i powiedziałem: "Proszę pani, ja niczego takiego nie mówiłem". Hemaji odparła: "Widzisz, to znaczy, że albo ja, albo ty jesteśmy sławni. Moja sława już trochę przygasła, więc to ty będziesz sławny, a to będzie część twojego życia". Spotkałem ją wczoraj na premierze jej filmu i spytała: "Pamiętasz teraz, co ci mówiłam?". A ja odpowiedziałem: "Tak, pamiętam wszystko".
No więc tak, sukces sprawia, że ludzie – ludzie niezwiązani z tobą czy z twoim światem – lubią się na tobie wyżywać. Czasami na chwilę wchodzę na różne portale społecznościowe i stwierdzam: "Ojej, ludzie jadą za bardzo personalnie".

Taki osobnik w sieci może być naprawdę zjadliwy, kiedy ma zły dzień.

Tak, bardzo. Ale znów myślę sobie, że może to jakiś mały zakurzony człowieczek w małym zakurzonym pokoju rozładowuje swój gniew, swoją samotność przez przywołanie czyjegoś nazwiska, obrażanie go i jest szczęśliwy, że jego osiągnięcie jest odnotowane. Czuję więc, że jestem źródłem inspiracji i dla nich, nawet w takim dziwnym, negatywnym sensie. Bóg z nimi.

Nie brakuje aktorów, a raczej gwiazd, które mają to samo nazwisko, co ty. Ale komplement "Nishan-e-Pakistan" skierowany jest zwykle tylko w twoim kierunku. Dlaczego?

(Śmiech). Wiem, wiem, o co ci chodzi. Może za bardzo rzucam się w oczy. Może, jak mój syn, nie odgryzam się dość mocno...

Ale dlaczego jesteś celem ataków aż w takiej skali – od gościa w zakurzonym pokoju po zirytowanych liderów politycznych?

Chyba wywołuję w ludziach skrajne emocje – i to dlatego jestem wielką gwiazdą! Wyjdę teraz z tobą i zobaczysz mężczyzn, kobiety, wszelkiej narodowości, którzy po prostu będą mnie przytulać. Myślę, że po drugiej stronie, u tych, którzy nie lubią mojej twarzy, jest taka sama intensywność. A ja wolę wierzyć bardziej w uściski niż w nienawiść.
Tak jak Hyundai wykorzystuje mnie jako profesjonalistę, wielu ludzi wykorzystuje mnie nieprofesjonalnie. Stałem się dostępny dla każdej marki. Mam nadzieję, że zastosują się do reguły, że nie wolno używać czyjegoś nazwiska i nie zapłacić mu za to!
A najbardziej irytującą częścią tego wszystkiego jest jedno słowo – opinia. Pytasz kogoś – jak możesz o nim tak mówić? A odpowiedź brzmi – taką ma opinię. Jesteś psem – taka jest opinia. Jesteś aktorem – to też opinia. Jesteś muzułmaninem – i to jest opinia. Wszystko można w ten sposób wytłumaczyć. To nie jest dobre.
W "Trimurti" jest taka kwestia, która nigdy właściwie nie weszła do filmu, ale jakoś bardzo ją lubię - "Prawie każdy chce mi rozkazywać!". To dziwna rzecz. Każdy chce mną dyrygować. Ale to jest OK. Niech im Bóg błogosławi. Póki moje dzieci tak nie mają, jest OK.

Przychody z "Ra.One" były obiektem prawie narodowej debaty w zeszłym tygodniu.

Taaaa... teraz, kiedy siedzimy i rozmawiamy, film jest podobno najbardziej dochodowy w przeliczeniu na pięć dni. Biznes jest różny – liczba kin, ekranów, publiczność przychodząca w wielkiej liczbie... Więc oczywiście i reakcje są większe, bardziej zmienne.
Prognostycy także stali się częścią reakcji na film – a oni lubią prognozować, mówiąc ci, że jutro wyniki finansowe nie będą już tak dobre.
Wszyscy stali się bardzo związani z materialną stroną tego biznesu. To niefortunne, w idealnych warunkach film powinien mieć oddech, żeby dotrzeć do ludzi we własnym tempie. Tak było dawniej. Ale jeśli robisz premierę w nowym stylu, jak my, w pięciu tysiącach kin, po amerykańsku i w odpowiedni sposób – to teraz nie ma już złotych i srebrnych jubileuszy, jest tylko tydzień lub dwa wyświetlania. W przyszłości wszystkie duże filmy wejdą do kina w pięciu tysiącach kopii.

We wcześniejszym wywiadzie powiedziałeś, że filmowcy są częścią dziwnej dziedziny sztuki, która jest mierzona jedynie miarą komercji. I z tą dychotomią musisz żyć...

Musisz z tym żyć, tak, musisz. Wcześniej biznes, jaki robią filmy, nie był omawiany wszem i wobec. Teraz, kiedy wysiadam z samolotu z LA, ludzie podchodzą i mówią: "Sir, gratuluję takich wielkich cyfr!". Wcześniej podeszliby, żeby powiedzieć: "Fajny film, dobra rola"; teraz mówią o zarobkach. Oklaski mieszają się z brzękiem monet, słyszysz je równocześnie.
Nie jestem szczęśliwy z tego powodu. Moje serce nie umie zgryźć numerów. Ale moi biznesowi partnerzy są szczęśliwi – mówią, że przyjęcie filmu jest bajeczne. Ja mówię, że to ok.... Myślę, że film powinien być mierzony na wszelkie sposoby.

Czy to jakaś medialna obsesja na temat ty kontra Salman, że przełożyła się na prawie godzinne zestawienie "Ra.One" z "Dabangg"?

Nie sądzę, szczerze, że to tylko kwestia mediów. Myślę, że jest grupa ludzi związanych z branżą, którzy też rozmawiają w tych kategoriach. Handlowiec albo producent będzie ci mówił, że dobrze ci poszło, ale nie tak dobrze, jak temu innemu, albo że było lepiej niż u tamtego w drugim dniu, czy cokolwiek...
Czuję, że rozmowy nie są już żywotne, to tylko komunikacja. A komunikowanie sprowadza się do monosylab. Tak, nie, OK, dobrze, lubię, nie lubię, cześć, 170 (crore). Nie mówi się już, czy film ci się podobał... Nikt nie rozmawia. Reakcje wyglądają tak: wow, kciuk w górę, uśmieszek.
Nowe pokolenie, nowe historie są jak nowy but przez dzień lub dwa. Jestem w branży dość długo, żeby wiedzieć, że but z czasem zacznie świetnie pasować.
Teraz znowu skręt w drugą stronę – jakie cyfry, nigdy takich nie było, itd., itd. Nie chcę uczestniczyć w żadnej z takich rozmów, dzień pierwszy, dzień drugi, tydzień... Dostaję wiadomości: "Siedem crore w poniedziałek! Ekstra!". Pierwsze cztery dni to komunikacja, potem dopiero dochodzi do rozmów o filmie. Ocena filmu to jak otwieranie butelki wina... Dobre wino musi pooddychać, zanim je wypijesz.

A na polu: komercja kontra sztuka - czy nie przejdziesz do historii raczej za rolę w "Chak De!", nawet jeśli tamten film nie zarobił nawet ułamka pieniędzy, które zarabia "Ra.One"?

Nie, nie sądzę. To chyba nie jest dobry przykład. Pracuję dziś i teraz. Nie pracuję dla dwóch rzeczy – nie pracuję dla potomności i nie pracuję dla zamożności. Niektórzy pracują dla pieniędzy. Ja też tak robiłem. Ale teraz już jestem zamożny. I nie pracuję dla potomności. Jakie dziedzictwo za sobą zostawiam? My nie kreujemy potomności; ona tworzy się przez opowieści, przez kino, przez samo życie. Jeśli pracujesz dla jednego z dwojga, jesteś na niepewnej pozycji. Ja pracuję dla DZIŚ. Nie chcę, żeby mnie dotknął cały ten syndrom materializmu.
Rozmawiałem z Lady Gagą. Miałem z nią długą rozmowę i powiedziała mi kilka miłych rzeczy. Naprawdę to doceniam, bo kiedy ja mówię takie rzeczy, wygląda, że za dużo filozofuję. Ale ona mówiła to samo. Gdyby ostatecznie ktoś miał dać jej wybór pomiędzy zrezygnowaniem z pieniędzy, z gwiazdorstwa, wszystkiego, co zarobiła, albo zrezygnowaniem ze śpiewania, nie zrezygnowałaby że śpiewania. Jeśli mnie ktoś dawałby wybór między zrezygnowaniem z moich samochodów i pieniędzy a zrezygnowaniem z aktorstwa, powiedziałbym: "Przyjacielu, będę grał, reszta nieważna".
Może jeśli odniesiesz taki sukces, jaki ja odniosłem, możesz dokonywać takich wyborów. Może takiego wyboru nie ma ktoś w pierwszych dwóch latach kariery. Ale to moja dzisiejsza rzeczywistość. Nie pracuję dla zamożności; tak, zdobyłem ją po drodze, Mashallah, to świetnie dla interesów. I nie pracuję dla potomności. Nie myślę o potomności, bo jeszcze nie kończę; moje przechodzenie do potomności zacznie się, kiedy zasiądę do oglądania własnych filmów, czego teraz nie robię.

Nigdy?

Nigdy, kolego, nie oglądam własnych filmów. Zostawiam to sobie na starość – będę wtedy się zastanawiał, co robiłem w trakcie mojej kariery

Starość czyli kiedy?

Starość dla mnie? Tak sobie myślę... około stu czterdziestu. Tak mówią przyjaciele. Mam teraz czterdzieści sześć, więc jeszcze setka przede mną!

Twój tato miał około pięćdziesięciu lat, kiedy zmarł. Mówiłeś kiedyś, że kiedy sam będziesz zbliżał się do pięćdziesiątki, pomyślisz więcej o przemijaniu i o nim.

Tak, wtedy tak było. Ale teraz nie... bo teraz jestem zdrowszy niż kiedykolwiek. Jestem też bardziej zrelaksowany. Jako osoba – szczęśliwszy. Nie chcę już koniecznie popróbować wszystkiego, tak jak to było z piętnaście lat temu.
Ale taaaa, dziwnie jest pomyśleć, że mój syn ma dziś tyle lat, ile miałem ja, kiedy zmarł mój ojciec. Przypominam sobie o tym, tak. Niekoniecznie o śmiertelności, ale i o tym dobrze jest pamiętać. Jak powiedział Steve Jobs: "Gdybyś w końcu wiedział, że umierasz, nie byłoby chyba żadnego ryzyka w tym, co robisz". Powiedział to, kiedy miał już raka. Uważam, że strach przed śmiercią powstrzymuje nas przed przeżywaniem życia w pełni. Ja żyję marzeniami – ilu ludzi ma taką szansę?

Lady Gaga umieściła na twitterze swoje zdjęcie z tobą i napisała "pieprzyć Hollywood!". Musiałeś być szczęśliwy!

Yeah! Właściwie wszystkie recenzje mojego filmu w Hollywood takie są. Przeczytaj sobie recenzje w LA Times, New York Times... Dziennikarz powiedział mi: "To jak mówiliśmy, że za osiem - dziesięć lat, nagle, widząc "Ra.One", mówimy w Hollywood: "Stary, nawet technicznie są tu i teraz - i kosztuje to jedną setną naszych filmów". Myślę, że to znak czasów, i Akon, i Lady Gaga, wszyscy chcą przyjechać do Indii. I na odwrót, trzeba było Oscara, żebyśmy uświadomili sobie geniusz Resula.

Co do Lady Gagi, to urocza kobieta, naprawdę, naprawdę otwarta, szczera. Rozmawiałem z nią przez trzy godziny. To było fantastyczne. Prosta, zwyczajna dziewczyna z klasy średniej...

"Prosta" i "z klasy średniej" to nie są pierwsze skojarzenia, kiedy mówisz o Lady Gadze... Wizerunek... Wizerunek na granicy dziwaczności. Ale to tylko wizerunek. Zadziwiająco intelektualna. Filozofująca. Jest bardzo klarowna. Jest głęboką osobą, rozumie filozofię świata, dosłownie cytuje filozofów. To było świetne, pouczające doświadczenie – a nie mówię tego o każdym, a już na pewno nie o kimś, kto ma 25 lat.
Powiedziała mi coś świetnego. Powiedziała, że o życiu osobistym artysty powinno się mówić tylko do pewnych granic, bo inaczej pozbawia to wyrazistości sztukę artysty. Ludzie zaczynają sztukę traktować mniej poważnie niż osobowość artysty. Powiedziała: "Moja osobowość jest mną, to, co widzisz, to moja sztuka, a to są dwie odrębne, wyraźne rzeczywistości". Kiedy widzisz ją na scenie, spodziewasz się, że jest dzika, pełna energii – a ona jest spokojną, normalną osobą, która mówi, że jej najlepszą rozrywką jest gotowanie dla ojca, kiedy jest w Nowym Jorku. Dziewczyna z klasy średniej. Ma jasne cele – chce śpiewać.
Dla mnie to było bardzo kształcące doświadczenie, to jest coś, w co także ja absolutnie wierzę. Cokolwiek tutaj robię, robię dla ludzi – zatańczę dla ciebie, zrobię "Chammak Challo", założę obcisły kostium i będę latał, żebyś poczuł się szczęśliwy. Ale prywatnie jestem głębszą osobą. Kiedy więc mówią o mnie głupoty... muszę się odciąć i powiedzieć: "Ci ludzie nawet mnie nie znają osobiście. Więc ta uwaga jest bezzasadna. Ten gość mnie nie zna". Przeglądałem artykuł, w którym ktoś napisał: "To jest najdroższy osobisty kryzys wieku średniego". Dlaczego mówisz o moim kryzysie wieku średniego? Co ty wiesz o moim kryzysie? Czy o tym, na jakim etapie jestem? Mów o filmie – za to ci płacą. Recenzuj film. Nie recenzuj mojego życia osobistego. Nie sprzedaję ci mojego życia. Mów o aktorze, nie o osobie.
Kiedy robisz osobiste uwagi o mnie, nie znając mnie, muszę potraktować to tak – może to ty masz życiowy problem i wyżywasz się na mnie, bo może myślisz: "Ten gość ma wszystko, czemu nie jestem na jego miejscu?". W końcu zaczynam myśleć, że o coś takiego chodzi.

Czy po tylu latach jesteś wciąż outsiderem w branży?

Cóż, skoro o tym mówisz, jestem outsiderem, którym może nie będzie już mój syn, więc może będzie miał łatwiej... Ale nie o to chodzi. Mówią mi, że mogę wydawać się gburowaty. Nie jestem bardzo towarzyski. Może to dlatego, że się nie naginam. Może dlatego, że nawet wobec złych rzeczy się uśmiecham. To czasami irytuje ludzi. Mówią: "Skubaniec, jak on daje radę sam to wszystko zrobić?". Robię to, bo śpię mało, pracuję ciężko. Każdy wie, jaki jest powód mojego sukcesu, prócz tego jednego – że gram. "On jest guru marketingu". "Wiesz, miał po prostu farta".

Miał farta przez dwadzieścia lat?

Tak, drań, jedzie na tym swoim szczęściu przez dwadzieścia lat! I jeszcze: "Ciągle robi to samo, te stare romanse". "Skurczybyk wybiera dobre piosenki i te piosenki dają mu sukces". "Wiesz co, muzułmanie go kochają". "Zagranica! Tylko dzięki zagranicy mu się udało!".
Wynajdują sto dziwnych powodów dla mojego sukcesu. Ale tak naprawdę powód jest jeden – wcześnie się kładę, wcześnie wstaję, zaharowuję się i reklamuję. To tylko tyle.
Jestem jednoosobową ekipą. Mogę robić pięć-sześć rzeczy naraz. Mogę zajmować się krykietem, produkcją, założyć studio efektów specjalnych, mogę zrobić najdroższy film w kraju. Mogę wciąż przyjechać i otworzyć turniej kabaddi w Bathindzie, wygłosić na AdAsia mowę, która się wszystkim będzie podobała, a potem wrócić do domu i świętować własne urodziny z dziećmi. I mogę grać z nimi w gry video. I nie jestem zmęczony. I jestem wszędzie.

To twoje bycie wszędzie było powodem do narzekania w trakcie kampanii promocyjnej "Ra.One" – on jest wszędzie, w każdym programie...

A czemu nie? Kiedyś powiedział mi jeden aktor – nie wymienię jego nazwiska - "Ja nie lubię tańczyć na weselach". Pytam go: "A jak często cię do tego zapraszają?". Odpowiada: "Jeszcze ani razu". A ja mówię: "To daj sobie szansę!". Jeśli mnie ktoś zaprasza, jeśli jestem zaproszony do programu, od "Milionerów" po jakiegokolwiek program – jeśli do mnie dzwonią, a ja mam ochotę to zrobić, to się zgadzam. Po to tutaj jestem. Lubię to. Zrób to, jeśli cię poproszą. Nie krytykuj mojej imprezy tylko dlatego, że nie jesteś zaproszony. Mnie zapraszają na każdą imprezę. A ja lubię być na wszystkich. I dobrze się bawię.
Życie jest piękne, ja jestem piękny. A kilka rzeczy nie jest pięknych – lubię o nich myśleć jako o nazarbattoos – czarnej kropce chroniącej od złego oka. No wiesz, mówi się, że czarna kropka na czole jest jak strażnik twojej urody i powodzenia. Więc ci, którzy mówią o mnie złe rzeczy, są strażnikami przy bramie mojego sukcesu i chronią mnie przed złym okiem.

Czasami podczas tego bycia wszędzie wyglądasz na zmęczonego, wyczerpanego.

Jestem zmęczony. Właściwie to jestem chory. Miałem atak bronchitu, ale nie mogłem się zatrzymać przed premierą. Byłem na antybiotykach.

Supergwiazdorzy nie odpoczywają, tak?

Śpię średnio trzydzieści-trzydzieści pięć godzin w tygodniu. Dziś to była może godzina, ale podczas lotu z LA spałem szesnaście godzin bez przerwy. To chyba średnio daje pięć-sześć godzin. Nie chodzę spać wcześnie, lubię tę porę nocy. To jedyne chwile, kiedy mogę być sam ze sobą. Żadnych samochodów, ubrań, filmów, nic, tylko moje myśli. To ważne. Ludzie mówią, że to bezsenność, ale to nie to, ja lubię tę porę – drugą-trzecią nad ranem. Grają świerszcze, jest cicho. Lubię tę porę nocy.
Jeśli przez dwadzieścia lat tak wiele się od ciebie wymaga, a ty chcesz to wszystko dawać z szczęściem i miłością, zasługujesz na tę chwilę dla siebie. Siedzę sobie cicho, nic nie robię, piszę, skaczę po kanałach albo czytam jakąś naprawdę głupią książkę. Ten czas, tak czuję, przygotowuje mnie do następnego dnia bardziej niż sen.


(1) Shirish Kunder, mąż Farah Khan, wyprodukował serię tweetów, w których kpił z "Ra.One". W branży mówi się, że to zemsta za odrzucenie przez Shah Rukha jego filmu "Joker" albo próba "podpięcia się" pod popularność "Ra.One".
http://entertainment.oneindia.in/bollywood/features/2011/shirish-kunder-rant-srk-ra-one-publicity-stunt-311011.html


Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"