w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Dodaję blasku temu chłamowi

Filmfare, marzec 2003
Autor: Shashi Baliga


Shah Rukh Khan wrócił do miejsca, do którego przynależy. Do Mannatu w Mumbaju, w oku filmowego cyklonu. Jednak po operacji się zmienił – ma nowy błyszczący tytanowy dysk w kręgosłupie. Dawne bóle pleców minęły, ale ból pooperacyjny sprawia, że jest on w dziwnie spokojnym nastroju. Trudno pomyśleć, że ta gwiazda, zawsze na wysokich obrotach, ma teraz hamulec; ale musi być on od teraz, jak przyznaje, bardziej uważny. Na szczęście Król nadal wali prosto z mostu (z ust), stosując typową dla siebie mieszaninę szokowania i szacunku. Dzięki Bogu niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają.

Dobrze widzieć Cię z powrotem, zreperowanego, jak to nazywasz. Twoja operacja była sprawą narodową przez jakiś czas – ze względu na liczbę artykułów jej poświęconych.

I to stało się czymś tak wielkim, jak ja. Cokolwiek mniejszego byłoby rozczarowujące. Bóg obdarował mnie obfitością wszystkiego – w tym zawierają się też moje choroby. Mam wszystko, co dobre, w wielkich dawkach, i to też postrzegam jako dobrą rzecz.

Dobrą?

Tak, mam teraz tytanowy dysk w ciele. Jak wiesz, jest w tym stop, więc mam w kręgosłupie kawałek modnej biżuterii. Poza tym dysk jest bardzo dobrze widoczny w promieniach rentgenowskich, nigdy się nie zgubi.

Więc będziesz wyjątkowy nawet w gabinecie rentgenowskim?

Tak, mój kręgosłup będzie świecił.

Najwyraźniej jeszcze nie jesteś w pełni zdrowy. Boli cię bardziej niż to okazujesz?

Więc tak – mam bardzo wysoki próg bólu (to dlatego moje urazy pogarszały się w ciągu lat). Poza tym nie chcę, by moja rodzina przeżywała, że czuję się źle. Ostatnio nawet sobie tego nie uświadamiałem, ale miałem bardzo niewiele czasu. Aktorstwo samo w sobie pochłania go mnóstwo, jestem w trakcie przygotowywania dwóch produkcji, miałem lekki stres ze sprawą nieruchomości i jeszcze ta operacja. Kiedy zapadasz na chorobę jak ta, zaczynasz się martwić, czy wszystko jest w porządku – na wypadek, gdyby coś poszło źle.

Zamierzasz się teraz ograniczyć w pracy na jakiś czas?

W tej chwili nie podpisałem żadnej umowy na film. Jestem bezczynny, wszyscy chcieli, by tak było. Nie chcę niczego przyspieszać, to była poważna operacja i od teraz, z wiekiem, wszystko może się zmieniać już tylko na gorsze. Nie stajesz się coraz młodszy, jak to mówią. A ja poddawałem mój organizm zbyt wielkiemu naciskowi. Weźmy np. piosenkę „Ishq Kameena” – nie powinienem jej robić. To był tylko gościnny występ, właśnie wróciłem z Londynu, po „zreperowaniu”, po trzy- czy czteromiesięcznym odpoczynku po „Devdasie”; ale powiedziałem: „No dobra, zrobię to”. Wiesz, nakręciłem ujęcia do szaleńczej piosenki w „Chalte Chalte” na godzinę przed tym, zanim się pojawiłem na uroczystości rozdania Filmfare’ów. Kiedy teraz patrzę na tę piosenkę, mówię: „Cholera, to było dwadzieścia cztery godziny przed operacją”.
Problem polega na tym, że nie umiem nikomu odmówić, jeśli chodzi o pracę. Filmy wielu ludzi są uzależnione ode mnie, a oni są dobrymi przyjaciółmi i się niepokoją. Musiałbym przeprowadzić naprawdę poważne rozmowy, ale nie potrafię tego wyjaśnić i tak w kółko – aż dochodzi do momentu, w którym chcę po prostu uciec.

Hej, to brzmi jak słowa nowego Shah Rukha. Wróciłeś po operacji jako ktoś inny czy co?

Nie ma mowy – widzisz, wciąż palę! Pewnego dnia ktoś mnie zapytał, czy będę miał czas na samoobserwację. To wszystko bzdury. Nie istnieje autoanaliza, zanim dzień się nie skończy. Myślę, że to wszystko jest głupie, taka wymówka dla bycia leniwym. Mój przyjaciel ostatnio powiedział mi, że bierze rok przerwy. Rok przerwy od czego, zapytałem? Od życia?
Jednak martwię się, że kiedy umrę i pójdę do Boga, on na mnie popatrzy i powie: „Ok, koniec wakacji, teraz do roboty”. Mam nadzieję, że leniwi nie będą się śmiać ostatni i nie powiedzą: „Wy, kolesie, nie doświadczyliście, czym może być życie”.

Jednak byłeś w dość uczuciowym nastroju, zanim poleciałeś na operację, prawda?

Tak, było mi naprawdę przykro z powodu moich dzieci. Ja zasłużyłem na to, co mam. Zawsze dostaje się to, na co się zasłużyło. Powinienem być bardziej uważny, mówiłem sobie, muszę za to zapłacić. To jasne. Ale nie chciałem, by to dotknęło moje dzieci. Aryan zawsze się zastanawia, że miałem bliznę w „Koyli”, a nie w prawdziwym życiu. Więc mu powiedziałem, że musiałem mieć szramę i zrobiłem ją; był wstrząśnięty. Oczywiście oboje, on i Suhana wiedzą, że nie czuję się najlepiej i modlą się za mnie codziennie. Powiedziałem im, żeby się uczyli mantry Gayatri i wersetów Koranu, zatrzymywali się w świątyniach i kościołach, by się modlić. Więc nauczyli się modlić i to jest dobre.

Ile czasu, według przewidywań lekarzy, zajmie ci powrót do zdrowia?

Lekarz powiedział, że pewnego dnia wstanę, a ból zniknie. Powiedział, że to może zająć około trzech miesięcy, co znaczy, że to nastąpi za dziewięćdziesiąt lub sześćdziesiąt dwa dni od teraz. Powiedziano mi, może mi zająć od sześciu minut do sześciu dni, bym znów zaczął mówić; zacząłem mówić po sześciu minutach.
Muszę także odbudować mięśnie w lewym ramieniu. Teraz jest około półtora cala cieńsze niż prawe. Muszę powoli, powoli, powoli – wszystko teraz jest powolne – wracać do normalności, więc kiedy wrócę do pracy w pełnym wymiarze, moje mięśnie nie powinny być słabe.

Zważywszy na twoją opinię człowieka o ponadprzeciętnej energii, będzie to dla ciebie relaksująca czy niespokojna przerwa?

Uwierz mi, potrafię być kompletnym nierobem, kiedy chcę. Mogę pracować bardzo ciężko, ale też być w stanie kompletnego odrętwienia. Jeśli pracuję, nie zatrzymuję się. Jeśli się zatrzymuję, nie chce mi się ruszać.

Czy to najdłuższy okres, który spędzasz poza planem filmowym?

Nie, nie pracowałem przez kilka miesięcy w ubiegłym roku. Miałem tylko dwa dni zdjęciowe do „Devdasa” w kwietniu, a potem nie pracowałem w ogóle od maja do września. Ale tak – od maja ubiegłego roku do maja tego roku nie byłem zbyt często na planie.

Ciągnie cię do powrotu?

Nie. Chciałbym nie pracować tak długo, jak to konieczne. Wiem, że kiedy będę musiał, zajmie mi dziesięć czy piętnaście minut, by wrócić – tak jak z mówieniem.
A teraz cieszę się ogromnie, że mogę czytać – o Churchillu, Hitlerze, Rasputinie i rewolucji radzieckiej. Także powieści – np. „Życie Pi” zdobywcy nagrody Bookera.
Poza tym czytanie pomaga mi zrobić coś z zapasem emocji, zapasem myśli i ekspresji, które łapię jako aktor. Moje aktorstwo bazowało na tej strategii przez lata – czytam coś, słyszę, próbuję to wyrazić fizycznie, poprzez twarz lub ciało.
Weźmy na przykład frazę: „On wchodzi do pokoju cicho jak krab”. Próbuję to unaocznić, iść jak krab, używać takiego kroku pewnego dnia w filmie. Lub: „On wybuchł”. Wybucham, kiedy jestem wściekły na ekranie. Ale po to chcę zrozumieć, jak wybucha wulkan, jak eksploduje lawa. Czy umiem to zrobić? Mam to w filmie. I takie chwile przynoszą mi mnóstwo osobistej radości.
Taka strategia przydaje się czasem do szarżowania, czasem do bardzo odmiennej interpretacji, czasem przy niezrozumieniu; czasem do kompletnie marginalnej rzeczy. Ale tym, co zostaje na czysto, podstawą, jest – niezależnie czy to rozumiesz, czy nie – to, że czujesz gniew, kiedy eksploduję jak lawa.

Jak długo dawałeś sobie radę z tym zapasem ekspresji?

Przez lata – do teraz, zbyt długo. Po dwóch czy trzech latach grania zwykłem mówić, że mam tylko pięć min. Mówię wszystkim młodszym aktorom – jest tyle wiedzy do zdobycia, a tak łatwo popaść w samozachwyt, będąc aktorem. To niełatwe – nie być nabranym przez samego siebie na 70 milimetrach. Nawet osioł zakocha się w sobie. To wszystko jest tak wielkie i piękne, i kręcone tak ładnie, a ty jesteś w tym wszystkim, koleś metr siedemdziesiąt ze złą fryzurą, i mówisz: „Ach, to ja nadaję temu chłamowi blask”.
Ale ja nigdy nie popadam w aktorski samozachwyt. Ponieważ uświadamiam sobie, że jestem tak przepełniony emocjami, ekspresją. W każdym filmie pytam siebie: „Czy umiem zrobić dwie rzeczy w tym całym cholernym filmie, które sprawią, że chcę być aktorem”? Zawsze patrzyłem na aktorów jak Robert DeNiro, Amitabh Bachchan, Aamir Khan (który, jak uważam, ma wspaniały zakres możliwości) i mówiłem: „Boże, chciałbym grać jak oni”. Jeszcze nie widziałem swojego filmu, po którym powiedziałbym: „Boże, chciałbym być jak Shah Rukh Khan”. To taka sprawa. Mogę być jak Shah Rukh Khan? Mogę się nabierać na moje własne aktorstwo? Mogę siebie zmusić do płaczu?

Czy kiedykolwiek doprowadziłeś się do łez?

Właściwie nie oglądam moich filmów, kiedy są gotowe. To rzut oka na jakąś scenę, na sceny podczas robienia dubbingu, ale cały film oglądam tylko raz. Nie lubię siebie, a w wielu moich filmach jestem tylko ja. Więc nie lubię ich oglądać. Nie dlatego, że jestem nimi zażenowany. Ale skończyłem robotę, zrobiłem wszystko, co musiałem, na planie. Jestem z tego dumny, ale nie chcę tym żyć.

Więc masz jakieś nowe środki wyrazu?

Mam nadzieję, że tak. Czytam, to wszystko kumuluje się w moim umyśle. To może być fraza, to może być inny aktor. Ostatnio widziałem kręcenie ujęcia płaczącej Tabu; chcę płakać jak ona. I pewnego dnia to zrobię. To będzie moja interpretacja, ponieważ nie mogę zrobić kobiecego ujęcia. Ale kiedy zrobię to jak Tabu, nawet ona nie będzie sobie z tego zdawać sprawy..

Pracowałeś wiele z reżyserami – debiutantami, którzy – tak się złożyło – są twoimi przyjaciółmi. Czasem wyraża się zgodę na kręcenie filmu bez pytania o historię czy scenariusz. Czy sympatia do reżysera w twoim wypadku wystarcza?

Tak. Ponieważ jeśli kogoś lubię, wiem jasno, że ktoś lubi mnie; a jeżeli mnie lubi, łączy nas rodzaj umysłowego podobieństwa i jeśli zrobiliśmy coś, nie mogliśmy tego zrobić źle – jeśli chodzi o mój sposób myślenia i oczekiwania. Ale nigdy, przenigdy nie wdaję się w osobiste zatargi z reżyserem, aktorem czy aktorką na planie.

Co rozumiesz przez osobiste zatargi?

Powiedzmy, że masz zły nastrój, przychodzisz spóźniony na plan, masz cuchnący oddech, potrzebujesz czasu na zmianę, jesteś niegrzeczny. Mógłbym się też czuć winny za to wszystko, ale to nie powinno przeszkadzać tobie czy mnie, kiedy kręcimy razem film. Kiedy jestem na planie, nie życzę sobie, by ktokolwiek przynosił ze sobą osobiste problemy. A jeśli ktoś to robi, jestem całkowicie na nie.
Jeśli dziewczyna lub chłopak siedzi i czyta książkę podczas czytania sceny, w porządku; tak długo, jak robią dobrze ujęcie, Jeśli nie, będę zaniepokojony.
Niektórzy reżyserzy, jak Sanjay (Leela Bhansali) lub Adi (Aditya Chopra), którzy skądinąd są fantastyczni podczas rozmów, na planie zachowują się bardzo serio. Adi może przyjść do mojego domu i grać w gry video, ale na planie nie jest moim przyjacielem. Dla mnie kontakty osobiste i profesjonalne to dwie zupełnie różne sprawy. To jedyny sposób, by zachować zdrowy rozsądek. Nie zawsze lubię sposób, w jaki inni pracują. Ale można znieść czyjąś niekonsekwencję albo mankamenty (takie, jakie się dostrzega) przez rok i iść dalej.

Gdyby przyjaciel przyszedł do ciebie ze złym scenariuszem, zrobiłbyś film?

Ale ja nie wiem nic o scenariuszach. Zdałem sobie z tego sprawę jakieś pięć lat temu. Więc kiedy ludzie mnie pytają, czy podoba mi się scenariusz, odpowiadam, że to nie jest kwestia lubienia czy nielubienia, ja po prostu się na tym nie znam, nie umiem osądzić. Tak samo, jak nie umiem powiedzieć, czy gaźnik jest dobry, czy nie. To, na czym się znam, to aktorstwo. W tej kwestii dam z siebie wszystko. Więc jeśli Karan (Johar) lub Sanjay albo Farah (Khan) mówią, że to cholernie dobry scenariusz, będzie z tego najwspanialszy film i są gotowi poświęcić na to rok życia – musi być dobry. I to mi wystarcza.

Co czyni twoją decyzję w dużej mierze emocjonalną?

Nie, sądzę, że chodzi o jasność. Nie znam się na scenariuszach, więc zostawiam je specjalistom. Są niektóre aspekty filmu – proces tworzenia, w który nie chcę wchodzić. Tak jak nie znam się na muzyce. Dasz mi piosenkę – zatańczę do niej. Ale nie pytaj mnie, jak sądzę – czy jest dobra, czy zła. Nie znam się też na muzyce ilustracyjnej. Teksty piosenek nie mają dla mnie znaczenia.
Aktorstwo jest tym, co rozumiem, co robię najlepiej. Daj mi złą scenę, a ja sprawię, że będzie wyglądała dobrze. To jest to, za co mi płacą. Daj mi jakąkolwiek scenę, a uczynię ją smakowitą, prawdopodobną. Spróbuję ją uczynić bliską doskonałości, naprawdę wspaniałą. I nie wezmę za to dodatkowych pieniędzy. Nie chcę dodatkowego uznania.
Często słyszę aktorów mówiących: „ Stary, to najlepsza scena w filmie”; albo „Ale napisali scenę!”. A ja myślę, że co z tego, jaką napisali? Ja sprawię, że będzie miała sens. Albo „Co za plener wybrali!”. Jaki plener? To ja sprawię, że będzie wyglądał dobrze. Albo mistrz tańca powie: „Co za piosenkę dali!”, a ja mówię: „Zrobię tak, że będzie miała ręce i nogi”. To mówię moim reżyserom – dajcie mi jakąkolwiek scenę, a dzięki mnie będzie dobra. To moja praca, nie nadymam się teraz. Jeśli scena jest dobrze napisana, nakręcona, jeśli ja dobrze wypadam, jeśli wszystko jest w porządku, to co ja robię? Za co płacą mi tyle pieniędzy? Co wnoszę na plan?
Moja zadanie polega na tym, by operator spojrzał w obiektyw i powiedział: „Wow”. Scenarzysta powinien stwierdzić: „Hej, nigdy nie napisałem sceny jak ta”. Chcę, by reżyser powiedział: „Cholera, nigdy nie pomyślałem, że ta scena może być tak zagrana”. I chcę, by publiczność stwierdziła: „Hej, to wszystko jest głupie, ale działa”.
To się zdarza nawet dość często. Tak powinno być. To sposób, w jaki robimy filmy. Więc dlaczego siedzimy i szukamy dziury w całym? Jednak mam wiele szacunku dla ludzi, którzy tak robią, ponieważ to jest to, co oddziałuje w ich przypadku.

Porozmawiajmy o twoim następnym filmie, „Chalte Chalte”...

Opowiada o parze – Rani gra dziewczynę o imieniu Priya, a ja gram Raja (zazwyczaj tak mnie nazywają w filmach)…

Przepraszam, że przerywam, ale czy kiedykolwiek poprosiłeś scenarzystę czy reżysera o to, by zmienił ci imię?

„To, co zwiemy różą, pod inną nazwą równie by pachniało”. To raczej kwestia marketingu. Mnie nie robi różnicy. Nazywaj mnie, jak chcesz, dzięki mnie będzie to brzmiało dobrze. Sprawię, że ludzie z pewnością powiedzą: „To imię bardzo do pana pasuje” (przypominam, że „Raj” można przetłumaczyć jako „Król” – przypis tłumacza).

Wróćmy do „Chalte Chalte”, Raja i Priyi…

Zapytaj mnie, o czym jest opowieść. Powiem ci, że jej nie ma. To historia mężczyzny i kobiety, najwspanialsza na świecie, jak sądzę. Ale także bardzo prosta.
Jako aktor i producent (wraz z Azizem i Juhi) chciałem wrócić do podstaw po „Devdasie”. Zagrać rolę bez żadnych zobowiązań, która nie będzie większa niż życie. „K3G”, „Asoka” i „Devdas” były przytłaczające; większe niż ja. Jedyne pytanie, które zadawałem wszystkim podczas kręcenia „Devdasa”, brzmiało: „A po „Devdasie” co? (dramatycznym tonem) Shah Rukh, minęło dziesięć czy jedenaście lat od „Raju Ban Gaya Gentleman”, od „Deewany” do „Devdasa”. Co teraz”?
Z całym należnym szacunkiem dla „Devdasa” – dla mnie jako aktora nie było różnicy między tym a innymi filmami. To najwspanialszy film, jaki zrobiłem, reżyser jest absolutnie wybitny, być może to najlepszy reżyser w kraju; film jest świetnie napisany, ma cudowne zdjęcia, rozwiązania, cudowne dekoracje, całe to zaplecze, którego aktor potrzebuje, by sprawić, że film będzie się dobrze oglądało.
Ale miałem tyle samo radości, robiąc „Baadshaha”, jak podczas kręcenia „Devdasa”.

Co przemówiło do ciebie w postaci Raja?

To bardzo zwyczajny, prosty bohater, w stylu filmów Hrishikesha Mukherjee. Taka właśnie jest miłość. Jest ślepa, małżeństwo pozwala przejrzeć na oczy. Miłość to zapominanie o jej urodzinach, o rocznicy jego matki.
Są w filmie dwie lub trzy sceny, które przydarzyły się mnie. I każdy w sali kinowej w pewnym momencie powinien szturchnąć partnera lub partnerkę i powiedzieć: „To my”. Albo – jeśli twój partner czy partnerka nie są z tobą – powinieneś wrócić do domu i powiedzieć mu czy jej: „Poszedłem na film, by uciec od ciebie, a on przypominał mi o tobie; cholera, nie mógłbym od ciebie uciec”. Myślę, że tak to właśnie zrobiliśmy.

Co wniosła Rani Mukherjee do swojej postaci?

Nie chcę powiedzieć, że Rani jest moją przyjaciółką, bo to niewłaściwie używane określenie. Będę ją nazywał moją studentką. Zrobiła ze mną swój pierwszy wielki film, „Kuch Kuch Hota Hai”. Nikt nie wie, że ja ją do niego wybrałem. Właśnie została odkryta, a Karan szukał aktorki. Zobaczyłem jedno ujęcie Rani, ale powiedziałem Karanowi: „Weź tę dziewczynę, ma bardzo interesującą twarz; ma w sobie coś jako aktorka”. Poza tym jednym razem nigdy nie proponuję aktorek do ról heroin.
Myślę, że Rani nigdy nie oddano należytej sprawiedliwości. Może jest trochę roztrzepana, ale jeśli włoży w coś serce, potrafi wymyślić niesamowite rzeczy. Ten film był robiony przez cztery miesiące, ona nie robiła w tym czasie żadnego innego, więc była skupiona na nim – i jest wyjątkowa. Jest powodem, dla którego warto zobaczyć ten film. Przy okazji – to ulubiona aktorka Gauri.

Z niektórych ostatnich komentarzy Aishwaryi Rai wynika, że była bardzo na ciebie zdenerwowana, kiedy usunąłeś ją z obsady „Chalte Chalte”.

Jako przyjacielowi, aktorowi, komuś, kto bardzo ją lubi, jest mi naprawdę smutno, że tak się stało. Osobiście jest mi bardzo przykro i chcę ją przeprosić; zachowam przeprosiny na prywatną okazję, by nie robić tego publicznie.
Ale podtrzymuję moją decyzję jako producent i jeśli się nie mylę, przeprosiłem ją jako producent. To była wspólna decyzja podjęta w imieniu firmy. Mieliśmy długi, robiliśmy film po dwóch wcześniejszych, które okazały się klapami, i nie mogliśmy pozwolić sobie na to, by coś takiego się zdarzyło. Przez jedenaście lat i w czterdziestu filmach nigdy nie zrobiłem nic, by komukolwiek przysporzyć zawodowego stresu. Nie chcę, by zdarzało się to mnie – w wieku, w którym jestem i na pozycji, którą osiągnąłem.
Szedłem na plan z kontuzjowanym ramieniem, traciłem przyjaciół, byłem nieszczęśliwy, ale wychodziłem i tańczyłem podczas ujęć. Skoczę z czterdziestego piętra z uszkodzonym rdzeniem kręgowym, jeśli będzie trzeba. Nie jestem kimś, kto melduje się na planie o dziewiątej rano i niektóry aktorzy grający ze mną muszą na mnie czekać. Ale ogólnie rzecz biorąc, nigdy nie nadepnąłem nikomu na odcisk z powodu moich prywatnych problemów.
Prywatnie Aishwarya jest uroczą osobą. Nie powiem na nią ani jednego złego słowa. Nie sądzę, by ktokolwiek to zrobił. Jest mi naprawdę przykro jako przyjacielowi i powiedziałem to jej – podczas nocy Filmfare’ów, o ile kojarzę. Ale potrafię zrozumieć jej gniew, potrafię zrozumieć, że relacje się popsuły.

A popsuły się?

Nie wiem. Jeśli tak, nie będę się skarżył. Życie toczy się dalej.

Kto wie, może wkrótce znowu będziecie pracować razem.

Inshallah. Ale ja pracuję tylko z reżyserami, nie z aktorkami. Ani z aktorami. Za każdym razem, kiedy ktoś mnie pyta, czemu nigdy z nim nie pracowałem, pytam, czy zwrócił się do reżysera. Ponieważ ja pracuję tylko z reżyserami. To reżyser obsadza film, a ja pracuję z każdym, którego wybierze.

Zważywszy na to, jak bardzo rozdzielasz rzeczy zawodowe i prywatne, jak daleko posunąłbyś się w pomocy przyjacielowi na planie?

Robię to z wszystkimi moimi reżyserami. Zawsze proponuję różne sposoby zagrania sceny. Zazwyczaj odgrywam je dla nich. Ale nigdy nie poprosiłbym reżysera, by przyjął moją sugestię tylko dlatego, że jest moim przyjacielem. Mogę się sprzeczać, ale zrobię dokładnie to, czego życzy sobie reżyser, nawet jeśli się z nim nie zgadzam. Przedstawiam moją propozycję, ale jeśli tobie nie pasuje moje dobre rozwiązanie i proponujesz swoje – złe, moim zadaniem jest sprawić, by nawet to złe rozwiązanie wyglądało dobrze. Ponieważ nie ma jednego dobrego czy złego sposobu zrobienia czegoś w aktorstwie czy innej dziedzinie twórczości. A jeśli wiara reżysera jest tak silna, przystaję na to. Na przykład wolałbym zrobić niektóre sceny w „Devdasie” inaczej, ale zrobiłem dokładnie to, o co prosił mnie Sanjay.

Nawet jeśli uważałeś, że był lepszy sposób ich zagrania?

Lepsze jest wrogiem dobrego. Dobre jest wystarczająco dobre. Nie róbcie z „Sholay” filmu „Shaan”. Pan Ramesh (Sippy, reżyser „Sholay” – przypis tłumacza) tego nie polubi, ale w taki sposób to zaistniało w przemyśle. Jeśli scena jest dobra, trzeba ją zostawić. Nie próbować robić z niej ładniejszej, lepszej, największej… Dobre jest dobre wystarczająco.

Jak zareagowałeś, kiedy Vivek Oberoi nazwał ciebie i innych mięczakami, bo nie wystąpiłeś otwarcie przeciw Salmanowi Khanowi?

Nie, nie dam się wciągnąć w ten przykry incydent. Nie sądzę, by zasługiwał na osobny komentarz z mojej strony; nie dlatego, że myślę, iż jestem zbyt wielki, by to robić, ale dlatego, że uważam się za zbyt małego, by o tym mówić. Nie biorę w tym udziału, to w ogóle nie ma wpływu na moje życie. Pracuje zbyt ciężko, za bardzo szanuję siebie, by komentować to wydarzenie. Dla mnie to naprawdę nieistotne.

Zadaje się pytania tobie, bo o tobie wspominano.

Tak. Widziałem wywiad. Ale dopóki nie wskazałeś mi tego, nawet niczego nie czułem. Wielu ludzi mówi o mnie wiele rzeczy. Ale poza tym, co mówi mi moja rodzina i bliscy przyjaciele, nic mnie nie dotyka i nie wpływa na mnie. Możesz nazwać mnie kimś bez serca, prymitywnym, samolubnym, skupionym na sobie, egoistycznym, powiedzieć, że jestem psem, dupkiem… Pozostaję obojętny, otoczony murem mojej wieży z kości słoniowej. Taki jestem, kompletnie pozbawiony emocji, jeśli o to idzie. Nie chcę marnować energii na reagowanie na takie rzeczy; wolę jej użyć w moich filmach.
W żadnym wypadku nie nazwał mnie mięczakiem prosto w oczy. A, jak wiadomo, rozmowy telefoniczne i video nie są uznawane za dowód w sprawach sądowych. Ludzie mówili mi prosto w oczy gorsze rzeczy; to całkowicie w porządku. Ja po prostu obserwuję i używam tego w moich filmach. A jeśli jestem w dobrym nastroju, mogę nawet powiedzieć tej osobie, że tego użyłem – „O, tak mnie obraziłeś”. Albo: „To ta miła rzecz, którą o mnie powiedziałeś”.
Nawet w domu nigdy nie wpadam w gniew. Mój kierowca poobijał samochód tego samego dnia, kiedy go kupiłem. Gauri była zdenerwowana, ale ja powiedziałem: „To się zdarza, trudno”.

Kontrolujesz swój gniew czy go po prostu nie odczuwasz?

Nie odczuwam go. Wynika to z tego, że otrzymałem tyle darów, iż nie mogę na nic się skarżyć. Czasami się boję, czy kiedy zdarzy mi się coś naprawdę złego, będę miał prawo skarżyć się Bogu? Czy On nie pomyśli, że jestem naprawdę niewdzięczny. Zostałem pobłogosławiony tak bardzo, że nie mogę, nie mogę robić w moim życiu problemu z małych rzeczy. To zwyczajna wdzięczność za posiadanie tego wszystkiego, co mam.

Więc co by cię naprawdę doprowadziło do wściekłości?

Niepokoi mnie, kiedy ludzie upokarzają, zawodzą innych. Powinny istnieć zaufanie i szczerość, to wszystko jest dla mnie bardzo ważne. Prowadzę takie życie i ono jest dla mnie bardzo dobre.

Jak na człowieka, który zadaje tak wiele pytań, posiadasz bezwarunkową wiarę w Boga.

Wierzę, że Bóg jest dobry, opiekuńczy, wyrozumiały i jeśli podjął decyzję w stosunku do mnie, musi być dobra. To sposób, w jaki podejmuję decyzje w mojej rodzinie. Czasami mogą się wydawać surowe, czasami złe, czasami dobre; ale podejmuję je w dobrej intencji i myślę, że On robi to samo dla mnie – a Jego intencje są o wiele mocniej naznaczone dobrem. Nie mam teraz wątpliwości wobec Allacha. Miałem kiedyś. Ale już nie…
Cholera, powiedziałem ci, że nie będzie autoanalizy, a właśnie to robię…


Tradycyjne serdeczne podziękowania dla wryddhy za tłumaczenie fragmentów wywiadu
w hindi.

Tłumaczenie: Gosia JG

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"