w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Jestem zwykłym facetem

Wywiad dla The Telegraph India, 15 grudnia 2008r.
Autor: Pratim D. Gupta


Czy praca nad filmem Adity’i Chopry różni się czymkolwiek od pracy nad innymi produkcjami?

Całe szczęście nie, jakościowo - rzecz jasna! (śmiech) Współpraca z przyjaciółmi to niesamowita przyjemność… Zrobiłem parę niezłych filmów z Adim, Karanem, Farah… Uwielbiam z nimi pracować i tak bywa, że zazwyczaj ląduję na etacie właśnie u nich. Tak w ogóle, to co kilka lat chcą robić jakiś film. Adi od dłuższego czasu nic nie nakręcił. Więc przez tych osiem lat pracowałem z nim jako tylko producentem. To miłe… ale jako przyjaciel życzyłbym mu więcej pracy reżyserskiej, niż jedynie producenckiej. Mamy na koncie kilka niezłych filmów zrobionych wspólnie… „Dilwale…”, „Mohabbatein”, nawet „Chak De!”, gdyż także i w ten film Adi mocno się zaangażował. Praca z nim to cenne doświadczenie. W rzeczywistości nakręciliśmy „Rab Ne” dużo szybciej, niż przewidywaliśmy. W planach mieliśmy 70 dni zdjęciowych, ale wszystko było gotowe już po mniej więcej 49-50 dniach. Oczywiście przy okazji świetnie spędziliśmy czas. Tak, „Rab Ne” to film wyjątkowy pod każdym względem.

Ty i Adi stworzyliście razem „Dilwale…” Czy ten film odgrywa jakąś rolę w waszych relacjach i kolejnych wspólnych projektach?

Nie, nie sądzę by to miało jakieś znaczenie, ponieważ wtedy, gdy kręciliśmy „Dilwale…”, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że stanie się on takim klasykiem. Po prostu zrobiliśmy film na podstawie historii, którą chcieliśmy ludziom opowiedzieć. Żaden z nas nie myślał o nim, jako o jednym z największych hitów. Nawet nie mieliśmy takich intencji. Dlatego nie czuliśmy żadnej presji podczas pracy nad tym filmem. Ale oczywiście publika oczekuje od nas, że znów wydamy kolejny przebój. Ludzie ofiarowali nam tyle miłości i szacunku… Nie możemy ich zawieźć. Ale rzecz jasna bardziej dojrzeliśmy przez tych 15-16 lat (bo tyle trwa nasza znajomość) i doskonale zdajemy sobie sprawę, że znajdujemy się na etapie, na którym możemy zaprezentować publiczności to, co my lubimy z nadzieją, że im również się to spodoba. „Rab Ne Bana Di Jodi”… jest filmem bardzo osobistym, wyraźnie innym, niż reszta… Byłem dość zaskoczony, że Adi zamierza po ośmiu latach nakręcić taki film. To mała produkcja o zwykłych ludziach… i jest całkiem śmieszna… taka miniaturka typowego filmu Hrishikesha Mukherjee. Adi raczej nie przepada za komediami… Stąd moje zaskoczenie. Bo ten film wywołuje i śmiech i łzy. Jest wart spędzenia dwóch i pół godziny przed ekranem.

Zamieniliście z Adim głośnego Raja z DDLJ na skrytego Surindera?

Nie było naszym celem usiąść i wypracować strategię. Kiedykolwiek robimy film komercyjny, ludzie sądzą, że będzie to coś podobnego, jak do tej pory. Ale nigdy o tym tak nie myśleliśmy. Zawsze uważamy, że opowiadamy nową historię i za każdym razem próbujemy stworzyć innych bohaterów… czy to w „Dilwale”, czy „Veer-Zaara”, gdzie gram 55-letniego mężczyznę lub „Chak De!”, w którym wcielam się w rolę trenera drużyny hokeja. Właściwie jeśli spojrzysz na filmy, które razem zrobiliśmy… „Darr”, „Dilwale”, „Veer Zaara”, „Chak De!”… może za wyjątkiem „Dil To Pagal Hai” – w zasadzie nigdy nie bazowaliśmy na jednym modelu, który wcześniej wykreowaliśmy. Ale oczywiście trafiam na doniesienia, że Shah Rukh tak robi, bo staje się coraz starszy i próbuje sam siebie reaktywować. To zupełnie nie tak. Gdy tworzysz film, starasz się wniknąć w jego świat. Świat „Rab Ne Bana Di Jodi” zakłada istnienie zwykłego faceta, który nagle odnajduje się w niezwykłej sytuacji. Jeśli się rozejrzysz, to 99,99% naszych filmów opowiada o zwykłych ludziach próbujących przezwyciężyć niecodzienne sytuacje… czasem ich zachowania są heroiczne, czasem romantyczne, czasem po prostu dramatyczne. Nie ma w tym nic nowego… No tak, może nie zrobiłem czegoś takiego w przeszłości. Dlatego że robię film z Adim, może się wydawać komuś, że próbujemy coś odtwarzać. A tak naprawdę próbujemy tworzyć nowego bohatera do nowej historii.

Czy to nie ironia, że Aditya Chopra doradził ci zagrać ponadczasowego, romantycznego bohatera?

Gdy Adi nakreślił mi tę historię, powiedział, że bohaterzy, których odgrywamy na ekranie, powinni ulegać przemianie co każde 10-12 lat. Ta cezura zależy oczywiście też od wieku postaci. Nie potrafiłbym już być takim dawnym Rajem czy Rahulem. Nie wiem, czy czuję się dobrze z myślą, że już nigdy więcej się w taką postać nie wcielę. Przez pewien czas nie miałem do czynienia z takimi rolami, a i tak nie pozbyłem się łatki słodkiego amanta. Co by nie było, teoria Adiego zakłada, że bohater z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych to jurny facet walczący przeciw establishmentowi, lata dziewięćdziesiąte to era kochliwego, zabawnego młodzieńca, przed którym cały świat stoi otworem. Być może w pierwszej dekadzie XXI wieku bohater w końcu potrzebuje być zwykłym człowiekiem. Dzieje się tak, gdyż w miarę upowszechniania się oświaty, rośnie liczba osób należących do klasy średniej. Musimy wejrzeć w głąb siebie bardziej, niż kiedykolwiek przedtem… musimy dobrze zatroszczyć się o nasze małe światy – duży świat sam o siebie zadba. Nie musimy nie wiadomo jak się wychylać, żeby zmienić świat. Wystarczy, że spróbujemy być szczęśliwi w naszych własnych małych społecznościach. Jeśli bardzo chcesz wiedzieć, spośród wszystkich ról, które do tej pory zagrałem, to Surinder jest postacią, z którą można się najłatwiej i najmocniej identyfikować. Jestem więcej niż pewien, że za każdym razem, gdy dziewczyny patrzą na Rahula czy Raja, to zwracają się do swoich chłopaków z tęsknym pytaniem: „Och, dlaczego nie możesz taki być?”. Mężczyźni mają problem z wyrażaniem swoich uczuć. Więc może po tym filmie chłopcy odpowiedzą: „Jeśli nie potrafię wyznać, co czuję, to w takim razie… sama się domyśl, że cię kocham.” Suri to postać, która dobrze czuje się w swojej skórze. Tak jak zwykły człowiek. Zwykły, przeciętny facet jest zadowolony z miejsca, w którym się znajduje, nie chciałby tak naprawdę być gdzie indziej.

Czy bycie zwyczajnym było trudne dla Shah Rukha Khana?

Gdy ludzie patrzą na mnie od strony, po której są flesze i blask reflektorów… i praca, którą wykonuję… znajduje się tam ogromny mur niezwykłości, która mnie otacza. Ja tego muru wcale nie widzę. Nie ja go zbudowałem. Ten mur to wytwór twojego postrzegania mojej osoby. W gruncie rzeczy jestem prostolinijnym, normalnym, wcale nie jakoś wybitnie wykształconym gościem ze średniej klasy… gościem, który myśli jak zwyczajny ojciec, zwyczajny mąż i przyjaciel. Praca, którą się zajmuję, też jest całkiem zwyczajna, jedynie jej rezultaty wyglądają dość nadzwyczajnie. Jeśli spotykasz krykiecistę, on po prostu bierze kij i uderza nim w piłkę… i czy to jest Sourav Ganguly czy Sachin Tendulkar… tak naprawdę to, co robią w swojej pracy, to wybijanie piłki i tyle. Nawet w przypadku wielkich rekinów biznesu, jak Dhiubhai Ambani lub Ratan Tata, kiedy ich spotykasz, zdajesz sobie sprawę, że oni deliberują o takich prostych i oczywistych rzeczach. I nagle nie wiadomo, gdzie się podziała cała ta ich wielka niezwykłość. Praca nieraz sprawia, że stajemy się niezwykli w oczach innych. Nie mam żadnych trudności z wcieleniem się w postać zwykłego faceta, bo sam siebie za takiego uważam. W moim życiu osobistym jestem zwyczajny aż do bólu.

Jakbyś ocenił występ Anushki Sharmy na tle innych debiutantek, z którymi przyszło ci pracować?

Wiesz, takie ocenianie kogoś jest po prostu nie w porządku. Jedyne co mogę zrobić, to chwalić te dziewczęta. Mam tendencję do bycia stronniczym, bo one występowały w moich filmach i w jakiś sposób jestem odpowiedzialny za ich przyszłość. Zawsze wierzyłem w to, że debiutant przynosi na plan zdjęciowy pewien powiew nowości, świeżości i nowy punkt widzenia. Tak było z Deepiką, dziewczynami z „Chak De!”, a także z Rani i Sonali Bendre. Wszystkie wniosły nowe spojrzenia w filmy, które razem kręciliśmy. Wobec Anushki też jestem stronniczy. Sądzę, że jest znakomita. Moim zdaniem sprawiła, że film stał się bardziej wiarygodny w odbiorze. Naprawdę mi pomogła. Życzę jej w przyszłej karierze wszystkiego najlepszego. Jest jeszcze młodziutką dziewczyną, dopiero zaczyna w tym zawodzie. Nie mogę wywierać na niej presji poprzez ocenienie jej w skali od 1 do 10. Bo nie ma takiej skali, w jakiej ona się mieści. I jak Bóg da, po tym filmie ona sama zacznie budować własną skalę. Wiem, że spodobała się publiczności. Film jest taki przyjemny właśnie dzięki niej… Jestem o tym przekonany.

Co z datą premiery? Nie było lepiej ją przesunąć?

Rozpoczęliśmy zdjęcia z dniem 15 maja i cały czas streszczaliśmy się, żeby zdążyć wypuścić film 12 grudnia. Ogłosiliśmy datę premiery ze sporym wyprzedzeniem i to jasne, iż nie śniło się nam, że Mumbaj i całe Indie doświadczą takich strasznych rzeczy… Na kilka tygodni przed premierą wstrzymaliśmy promocję filmu. Nie czuliśmy się z tym na siłach. Uznaliśmy, że byłoby to kompletnie nie na miejscu. Ale już tak jest, że ludzkość – w tym również Indusi – ma wysokie zdolności przystosowawcze do nowych sytuacji. Bo życie toczy się dalej… To, czym głównie się zajmuję, to zabawianie ludzi i sprawianie, że spędzają miło czas… szczęśliwie się składa, że ten film stanowi dla widzów pewną odskocznię od wszechogarniającego przygnębienia. Nie pokona całkowicie smutków, ale jest w stanie ulżyć cierpieniom choćby na moment, pozwala zrozumieć, że życie jest mieszanką dobra, chwil szczęścia, ale również i smutku, ryzyka i nieprzewidzianych wypadków. Jestem w stanie zapewnić ludziom tę bardziej rozrywkową część ich życia i właśnie to robię. Świadczę usługi z rozrywki. I tylko tyle potrafię. Wiele osób przestrzegało nas, że to nie najwłaściwszy moment na premierę… że ludzie nie przyjdą do kin… ale wyniki wydają się być całkiem niezłe. I jeśli tylko jakaś część z nich nie przyjdzie na seans, to nic złego. Szanuję odczucia ludzi, zwłaszcza w takich czasach, jak obecne.

Sądzisz, że „Rab Ne” ma w sobie na tyle siły, by utrzymywać się na fali, jak DDLJ?

Wiesz, wielkie filmy, filmy wspaniałe i klasyki… one otrzymują swoje własne życie. O żadnym z moich filmów nigdy nie sądziłem, że będzie wyświetlany tak długo. Po prostu wierzyłem, że nie będą straconym czasem dla publiki i tyle. Niektóre z tych filmów radzą sobie wyśmienicie. Niektóre tyko tak sobie. Część natomiast umarła śmiercią naturalną. Każdy z nich był dla mnie przeżyciem. W kilka z tych, które przepadły, wierzyłem naprawdę mocno, że będą fantastyczne.

Czyli intuicja cię zawodzi?

Intuicja mi podpowiada, że „Rab Ne” jest świetnym filmem. Jest jednym z lepszych filmów w mojej karierze. Być może to brzmi w moich ustach trochę dziwnie i wywyższająco. Ale to naprawdę jedno z najprzyjemniejszych dzieł Adiego. Widziałem film już trzy razy, czego zazwyczaj nie robię… to znaczy nie oglądam moich własnych filmów. Ten jest wyjątkowo zabawny. I odprężający. Ufam w to, że widzowie zechcą zrobić w swych sercach miejsce dla postaci Surindera Sahni. Czuję, że wyszedł nam dobry film. Ale oczywiście to, jak będzie sobie radzić i ile tygodni będzie obecny w kinach  zależy w całości od naszych pracodawców, którzy zlecili nam zrobienie tego filmu – od publiczności.

Od pewnego czasu dość rzadko cię oglądamy. To pierwsza twoja premiera tego roku. Dlaczego zwolniłeś tempa?

Miałem nakręcić jeszcze dwa filmy w tym roku, ale producenci zdecydowali, że te obrazy powstaną bez mojego udziału. Jednym z nich jest „Robot” z Rajnikanthem w głównej roli, a drugim „Idiots” z Aamirem Khanem. I nagle mój kalendarz się rozluźnił, a przecież nie można w jeden dzień zadecydować o zrobieniu innego, nowego filmu. Początek zdjęć do „My name is Khan” przesunął się na połowę grudnia i teraz zaczynamy. W międzyczasie zakończyłem pracę nad „Billo Barber”, który powstał pod szyldem mojej wytwórni. Mam niewielką rolę w tym filmie. Prym wiedzie Irrfan Khan. Potem przyszły zdjęcia do „Paanchvi Pass”, które zajęły mi dwa i pół miesiąca. I później była kolej na IPL i Kolkata Knihgt Riders. Więc marzec, kwiecień i maj upłynęły mi pod znakiem pracy z telewizją i krykietem. W czerwcu i lipcu zrobiłem sobie przerwę. Taka już naprawdę efektywna praca zaczęła się pod koniec lipca. Dwa duże filmy w przeciągu tych kilku miesięcy to naprawdę dobry wynik. Ok, w jednym z nich wielce się nie nagrałem. Ale i tak jest dobrze…

Jakie są twoje plany na przyszły sezon, jeśli chodzi o Kolkata Knight Riders?

Wszystko zostanie ustalone jeszcze przed styczniem. Skupimy się bardziej na części administracyjnej. Oczywiście nie gubiąc po drodze planów biznesowych. To naprawdę kosztowna rzecz. Ogólna idea przewiduje wyniki przynajmniej tak samo dobre, jak w zeszłym roku plus zapewnienie lepszej rozrywki i lepszej gry. W tym roku zaczniemy nieco wcześniej. I jesteśmy lepiej zorganizowani pod względami administracyjnymi. Nowym trenerem jest Matthew Mott, a John Buchanan jego doradcą. Drużyna pozostaje mniej więcej w tym samym składzie… jest jeszcze jeden przetarg. I musimy przejść przez to z pewną strategią. Jak Bóg pozwoli, wszyscy zawodnicy, którymi dysponujemy, będą mogli wykazać się na boisku. Mamy pod ręką Gayle’a i McCulluma, Dada też już jest, czekamy na Ricky’ego, Ishant się przygotowuje, Agarkar jest już gotów, Umar Gul też wkrótce będzie… i tym razem być może będziemy mogli spędzić wspólnie kilka tygodni przed pierwszymi meczami. Zawodnicy powinni mieć czas stać się jedną drużyną.

Kiedy następnym razem zawitasz do Kalkuty?

Wkrótce wylatuję do USA na zdjęcia do „My name is Khan” – zajmie to około 40 dni. Miałem wyjechać wcześniej, ale tak się nie stało. Sądzę, że będę z powrotem pod koniec stycznia. Mamy obóz zaplanowany na ten czas… Prowadzimy interaktywną akademię, gdzie staramy się pozyskać nowych graczy, szlifujemy ich umiejętności i wychwytujemy najlepszych do naszej drużyny. Obóz zajmie dwa tygodnie, będzie to gdzieś na przełomie stycznia i lutego. Jeśli pozyskamy odpowiedni teren, zjazd odbędzie się w Kalkucie.


Tłumaczenie: shahrukhkhan.pl

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"