w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

"Stań ze mną twarzą w twarz"

Tehelki, 10 marca 2007r.


Shah Rukha zwykle ogranicza się do mówienia o Tag Heuerze i jego legendarnym współzawodnictwie z Amitabhem Bachchanem na bazie „Dona” i KBC. Lecz w niezwykłym dwutygodniowym wywiadzie z Shomą Chnadhury mówi znacznie więcej: o islamie, stracie, śmierci, strachu, politykach, filmach, kobietach, seksualności, wrażliwości. Oto Shah Rukh – „bez prądu”.

Nad Film City zachodzi słońce, doskonała kula intensywnego oranżu. Chyba zrobili ją na zamówienie. Wysoko na szczycie wzgórza sznur mężczyzn ciągnie grubą linę. Inni stoją wokół w oficjalnych czarnych garniturach. Część jest uzbrojona. Za ich plecami rozciąga się horyzont poczerniałych, wypalonych budynków. W powietrzu słychać przyciszony gwar głosów. Nagle postać w goździkowej czerwieni śmiga w niebo, z ramieniem dramatycznie wyciągniętym w górę, z pelerynką rozwianą w doskonałe fałdy. W ramionach trzyma kobietę – Barbie, w identycznej czerwieni. Suknia bez ramiączek, kaskada czarnych włosów, smukłe, fascynujące nogi. Śmigają w górę, a potem dźwig opuszcza ich na dół z wesołym podskokiem. Męski głos wykrzykuje: „Uribaba! Mohabbatman na ratunek! Zatańczymy, kotku?”. I otacza ich grupa tancerzy.

Oto plan nowego filmu Farah Khan, „Om Shanti Om”. Nie możesz sobie wprost wymarzyć lepszego pierwszego zetknięcia z bollywoodzkim supergwiazdorem, Shah Rukh Khanem. Tak go sobie właśnie wyobrażasz. Dziko teatralnego. Kiczowatego. Ostentacyjnego. W ciągu 20 lat królowania na samym szczycie kina hinduskiego otoczony jest taką zadziwiająca aurą. Mówisz: Shah Rukh Khan, myślisz: urok, dowcip, materializm, rozmach. Myślisz: charyzma. Myślisz: sukces. Myślisz: pułapki gwiazdorstwa.

Niekoniecznie myślisz: wiarygodność, artyzm, doskonałość. Wizja.

Co więc tak naprawdę tkwi w Shah Rukhu? Czy jego aura nas nie otumania? Można sobie myśleć – „a co mnie to obchodzi”. Jak sam o sobie często mówi: „jest tylko wodzirejem”. Czemu niby miałoby nas obchodzić, co leży u podstaw. Ale jednak nas obchodzi. Gwiazdy mogą mieć gdzieś to, jaki jest ich wpływ. Jednak kino, a szczególnie Bollywood, ma taką kontrolę nad indyjską psyche, jaka jest nieporównywalna do czegokolwiek w kraju, może nawet religii. A Shah Rukh stoi na jego szczycie od 20 lat. Jest w swojej istocie naszym zbiorowym wizerunkiem. Chcemy wiedzieć, jaki to wizerunek. Co znajdziemy pod czerwoną pelerynką i czerwonymi kozaczkami z ostrogami. Zacznij tylko opowieść o Shah Rukhu, a bądź pewny, że nawet najbardziej pogardliwi z nas ja pochłoną.

Ciekawość prowadzi do poddania się wpływowi.

Shah Rukh opuszcza plan „Om Shanti Om” otoczony bandą rozbrykanych dzieciaków. Rej wodzi jego syn. Ich uwielbienie jest widoczne gołym okiem. Wsiadasz do jego samochodu, który jest jak statek kosmiczny. Później jego dom wyłania się na brzegu morza, jak Xanadu Kubli Khana. Ale Shah Rukh Khan, z którym teraz jesteś, to znacznie więcej niż tylko aura. Trzydzieści tysięcy słów na cztery godziny. Ostry sarkazm dla socjalizmu „pogrąża się w zapachu whisky i dymu” - z czarną naklejką i 555 na dodatek. Duchowa obrona własnego indywidualnego kapitalizmu.

Tak, Shah Rukh ma szerokie perspektywy. Możesz się z tym nie zgadzać, ale nie może to przestać być dla ciebie wyzwaniem.

Shah Rukh, w parę tygodni po rozpoczęciu KBC pojawił się raport mówiący, że program traci gwałtownie na popularności. Jak reagujesz na takie sprawy?

Oczywiście byłem zdenerwowany i wściekły. Parę lat temu zezłościłbym się pewnie jeszcze bardziej. Mam wielu przyjaciół w kręgach filmowych i w mediach. Nigdy jednak ich nie wykorzystuję do swoich celów, bo pewnego dnia oni mogą zażądać rewanżu. To jak mafia. Mafia i polityka są bardzo pokrewne.

Dużo się mówiło o Twoich powiązaniach z Gandhimi i Mukeshem Ambanim, o tym, co to może oznaczać.

Co jest oczywiście bardzo głupie, bo znam ich od lat – Gandhich z czasów, zanim zostałem gwiazdą filmową, Ambaniego – zanim przyjechałem do Bombaju. W ogóle nie interesuje mnie polityka. Moje dzieci uczą się w szkole Nity, ona też jest moją przyjaciółką. Znam dość dobrze Tinę. Ale teraz, kiedy wzięli oni gwałtownie rozbrat, ludzie nagle zaczynają myśleć, że należę do któregoś obozu. Ludzie są przyzwyczajeni do swoich klik, niech nie oczekują, że i ja z moją pozycją takowych nie mam. Także jestem w klice – ale to jest klika najbliższych przyjaciół i gang moich dzieciaków, tak jest mi dobrze. Wejście w świat polityki nie interesuje mnie ani trochę.

Od lat przebywasz w ekskluzywnym świecie. Czy wkrada się do niego jakaś pustka? Czy szukasz czegoś nowego? Jakie masz cele?

Pracuję już długo w tym przemyśle. Szczerze – nie mam celów. Tylko jedno – jeśli mogę nazwać to celem – myślę jak dziecko. Wiesz, o co mi chodzi, widziałaś to dziś, noszę czerwony kostium Supermana i robię coś tak głupiego w wieku 41 lat. Ten rodzaj głupoty postrzegam jako jedną z najinteligentniejszych rzeczy na świecie. Czytałem gdzieś, że jeśli lubisz Shah Rukha, to jesteś uważany za „jhalla”. Nie tłumaczę się z tego, jaki jestem, ale myślę, że prawdziwym miernikiem inteligencji jest cieszenie się głupstwami, nie pogardzanie nimi. Naprawdę cieszę się małymi aspektami życia. One mnie napędzają. Drugą rzeczą jest to, że się nie przywiązuję. Wkładam dużo wysiłku w zrobienie filmu, ale się do niego nie przywiązuję. Muszę mieć jasny umysł, wolną głowę, żeby – kiedy on odniesie sukces, było to tylko dzięki jednej rzeczy – ciężkiej pracy. A jeśli zrobi klapę, to będzie mimo ciężkiej pracy. Nie mógłbym żyć z myślą, że coś odniosło sukces, ale ja się do tego specjalnie nie przyłożyłem, albo – klęska, shit, mogłem bardziej popracować. Dla mnie liczy się ciężka praca. Sądzę, że to prostota mojego podejścia do pracy ją napędza. Nie ma w tym nic złożonego.

Delhi i Bombaj reprezentują rozmiar zmian w Twoim życiu. Czy jesteś teraz radykalnie inny?

Nie, wydaje mi się, że jestem taki sam. Wiek mnie trochę zmienił. Straciłem trochę niewinności; myślę, że straciłem też trochę niecierpliwości. Ludzie, którzy znali mnie 18 lat temu, mówią, że mam przytarte rogi. Nauczyłem się dyplomacji. Często mi mówiono, że nadmierna szczerość w wykonaniu kogoś o mojej pozycji rani. Dano mi do zrozumienia, że docenienie i pochwała od gwiazdy filmowej Shah Rukha może znaczyć więcej niż czysta prawda z jego strony. Teraz więc kalkuluję. Ale jestem tego świadomy. Więc pewnie rzeczywiście straciłem na ostrości. Kiedyś więcej walczyłem, częściej biłem dziennikarzy...

Słyszałam o tym...

Taaa, chodzę w wiele miejsc, na seminaria, obiady z politykami itd., gdzie zawsze będzie jedna czy dwie osoby, które będą dla mnie bardzo miłe, ale obsmarują mnie za plecami albo w prasie. Mam ochotę im powiedzieć: „samne bol na, mian tere ko batata hoon” („powiedz mi to w twarz i potem się policzymy”). Bo gdzieś głęboko wewnątrz jestem „Dili ka goonda” (ulicznik z Delhi). Nikt w Mumbaju sobie z tego nie zdaje sprawy, bo już nawet nie używam narzecza z Delhi. Jestem teraz bardzo wytworny, przyjemny, normalnie słodki. Ale jestem „Dili ka goonda”. Nie mógłbym nawet powiedzieć tego zdania, nie używając „gaali”. Mam na koncie swoją porcję bójek, wybitych zębów, biłem się na meczach hokejowych, rozbijałem głowy cegłami, byłem w więzieniu. Moja matka wyciągała mnie z awantur wiele razy. A potem przylatujesz do Bombaju i nikt cię nie zna od tamtej strony. Ludzie mówią teraz: jest stylowy, jest inteligentny itd. Nikt nie wie, że tak naprawdę bliżej mi do ulicznika z Delhi. Różnica jest taka, że teraz wściekam się przez 20 sekund, potem myślę, spokojnie, spokojnie. Mam tak dużo. Przyjaciele, jak Juhi, przysyłają mi smsy mówiące: „Wszystkim nam mówisz, żebyśmy mieli cierpliwość. Zajmuj się swoimi sprawami, nie złość się na ludzi. Oni się nie liczą, ty liczysz się tak bardzo”. To chyba takie myśli przychodzą ci do głowy i pomagają się wyciszyć. Ale gdzieś głęboko w środku, nie ma radykalnej zmiany.

Powiedz mi o swoich rodzicach. Twój ojciec był działaczem niepodległościowym, człowiekiem tak jak ty mniej materialistycznym. Twoja matka była bardziej pragmatyczna. Czy oni są w Twoim życiu jak różne bieguny? Czy złości cię idealizm ojca? Czy celowo obierasz inną drogę?

Teraz, kiedy jestem starszy, wydaje mi się, że idealizm mojego ojca pozostał w moich myślach i przekonaniach. Mam starszą siostrę, ona też to podkreśla. Myślę, że to właśnie on powstrzymuje mnie przed robieniem rzeczy, o których mówiliśmy wcześniej. Mój ojciec walczył o wolność, ale nie użył swoich znajomości, żeby odnieść sukces w życiu. Był prawnikiem, ale nie praktykował, bo uważał to za mało szlachetne. Miał tytuł MA IIb, ale prowadził mały sklep. To była kantyna, ale przed nią miał mały sklep przed Szpitalem Willingdon. Kiedyś nas wyrzucono z mieszkania, bo nie płaciliśmy czynszu. Opisałem to w mojej książce jako zabawne wspomnienie, bo jako dziecko tak to postrzegałem. Ale to było smutne zdarzenie. Działacz wolnościowy, świetnie wykształcony, ludzie ze świecznika, od Mohammada Yunusa do Indiry Gandhi, znali go i lubili. A on tego nigdy nie wykorzystał, prowadził kram z herbatą. W mojej książce nazywam go najbardziej farciarskim przegranym świata. Bardzo inteligentny, bardzo wykształcony, bardzo cichy – nie, właściwie nie cichy, dużo z nami rozmawiał. Jestem dla swoich dzieci taki, jaki ojciec był dla mnie – jestem zabawnym przyjacielem, nauczycielem. Miał bardzo atrakcyjną osobowość, był bardzo przystojny, wysoki, 6 stóp i 1 cal, o bardzo łagodnym sposobie mówienia, z dużym poczuciem humoru, które po nim, jak sądzę, odziedziczyłem. Jego było trochę gorzkie i sarkastyczne, moje jest inne, bardziej krzykliwe. Z kolei moja matka – mój ojciec zmarł młodo na raka i ponieważ nie mógł zarabiać tak, jak jego przyjaciele – zdała sobie sprawę, że żeby wychować dzieci i dać im należytą edukację, równą, jak myślę, mężowskiej, musi się stać bardziej materialistką. Zarabiać więcej. Po jego śmierci założyła agencję olejową (punkt skupu? - przypisek tłum). Zmarła, próbując nas wychować. Umarła w bardzo trudnych warunkach. Nie zmarłaby, gdyby nie pracowała tak ciężko, to jest dla mnie bardzo jasne. Miała 47-48 lat. Widziałem więc obie te postawy.
Wydaje mi się, że moja siostra pozostała idealistyczna, jak mój tato i nie poradziła sobie ze śmiercią rodziców. Ale ja doceniam wartość bycia jak mój ojciec i praktyczność bycia jak matka. Rzeczy, których mnie nauczyła, to między innymi: „Najpierw wyrób sobie pozycję, żebyś miał jakiś wybór, potem dokonaj właściwego wyboru”. Mój tata powiedziałby raczej: „Jest tylko jedna właściwa droga”. Więc to jest jakaś kombinacja. Powiedziałbym, że mam szczerość mojego ojca i praktyczność mojej matki. Jestem szczerze praktycznym albo praktycznie szczerym facetem.

Twoja siostra jest chora od czasu ich śmierci?

Tak, moja siostra bardzo cierpiała po ich śmierci. Ja też cierpiałem. Rodzice każdego umierają, każdy cierpi, więc dla mnie nie było to takie dotkliwe. Ale ja miałem 15 lat, kiedy umarł tata, a 25, kiedy zmarła mama. I miałem siostrę, która czuła się bardzo źle. Lala. Teraz jest z nią znacznie lepiej, choć nigdy nie będzie w pełni zdrowa. Piękna dziewczyna – fizycznie i umysłowo, także MA, IIb. Ale nie jest zdrowa. Po śmierci taty doznała ogromnego szoku. Psychiatria nie była wtedy szczególnie rozwinięta, więc znalezienie pomocy zabrało nam pięć lat. Następne pięć – sześć lat upłynęło, zanim zbliżyła się do mamy, a wtedy zmarła mama, więc rozbiło ją to dosłownie na kawałeczki. Według terminologii medycznej miała „potassium imbalance” (zaburzenie równowagi potasu?). Psychicznie zaczęło być z nią coraz gorzej. Była wciąż bardzo chora, kiedy przyjechała tu, do Bombaju. Zabrało mi trochę czasu zarobienie na tyle – stało się to po „Dilwale Dulhania...” – że mogłem zabrać ją do lekarza do Londynu. Teraz już z nią dobrze. To znaczy nigdy nie będzie w pełni zdrowa, ale jest o wiele lepiej niż było. Mieszka ze mną. I to moja siostra przypomina mi codziennie, że nie mogę żyć tak jak ojciec. Ale nie mogę też postępować wbrew naukom ojca. Myślę więc, ze jestem uczciwym kombinatorem. Wierzę w łapanie szansy. Ojciec mówił że „waqt ki choti age hoyi hai”. Czas to kobieta, jeśli musisz złapać ją za włosy, to stań z nią twarzą w twarz i chwytaj.

Jesteś supergwiazdorem, Shah Rukh. Wszystkie drzwi stoją przed Tobą otworem, możesz być, kim chcesz. A pozwalasz, żeby ludzie oglądali Cię w takich błahych okolicznościach. Wywiady Subhasha K. Jha, występy na weselach, mówisz o sobie „występująca małpa, kapitalistyczna świnia...”

Nie umawiam się z Subhashem K.Jha. Nie rozmawiam z nim. Nie znoszę go, nigdy go nie lubiłem. Nie zamieniłem z nim słowa od dwu i pół roku. Nie udzieliłem wywiadu nawet Khalidowi Mohammedowi, choć to przyjaciel. Wiesz, powiem Ci coś, Shoma; kiedy ktoś pyta mnie o coś, czego i tak nie dam rady mu wyjaśnić, bo wiem, że jego poziom inteligencji nie dostaje do mojego, co mam zrobić? Musisz zrozumieć, co mam na myśli mówiąc, że jestem tylko kimś, kto występuje. Nie tańczę na weselach. Jeśli jesteś dość inteligentna, to Ci to wyjaśnię, ale kiedy Subhash K.Jha mówi (naśladuje falsetem)” „Ech, Shahrukh, tańczyłeś na weselach”, powiem „**** off, tak, tańczyłem”. Więc żeby odpowiedzieć na twoje pytanie – tak, występuję na weselach. Ale bardzo trudno jest pozwolić sobie na to, czego wymagam. Musi to być przygotowane jak show, musi być miejsce, w którym nikt nie je i nie pije, zaczynamy o 9.00 i kończymy o 11.30, scena musi mieć 30 do 40 stóp, wchodzimy, nie rozmawiamy z nikim, nie jemy twojego jedzenia, nie robimy sobie zdjęć z twoją córką i synową, chyba, że któreś z nas osobiście się na to zgodzi. Przyjeżdżamy, występujemy, odjeżdżamy.

Rzecz na dużą skalę.

Tak, duże przedsięwzięcie I niewielu może sobie na to pozwolić. Mittal może. Nie tańczę na "shaadi ka sangeets", chyba że dla najbliższych przyjaciół, jak Adi Chopra. Jaka była druga rzecz, o którą pytałaś?

O to, że nazywasz siebie niepoprawnym kapitalistą. Jesteś w jakiś sposób twarzą nowego, materialistycznego klimatu w kraju. Czy nie masz wątpliwości co do tego, w jakim kierunku idzie kraj, dokąd jest prowadzony? Za czym się opowiadasz w życiu?

Widzisz, widzę wiele takich punktów, co do których wiem, że nie idziemy w dobrą stronę. Można na to zareagować na dwa sposoby. Jeden – to wziąć sprawy w swoje ręce, tak jak być może robi to „Tehelka”. Mieć ten rodzaj odwagi i ikry. Ale nie wszyscy z nas tak mogą. Drugi sposób to powiedzieć sobie: „Nie naprawię świata, ale może mogę zmienić siebie? Mogę sprawić, że będę żył uczciwie?” Więc jeśli dobrze myślący, o zdrowym umyśle człowiek z mojego kraju mnie spotka, to może powiedzieć; to dobry facet, wykształcony, inteligentny, żyjący jak Pan Bóg przykazał. Tak, wierzę, ze trzeba zarabiać, dobrze żyć. Mam bmw, wielki dom, ale to nie musi być bmw. Kiedy więc mówię młodym, żeby brali ze mnie przykład, naprawdę wierzę, że – a nie mówię tego dlatego, że to wywiad i nie powiedziałbym tego Subhashowi K.Jha albo Khalidowi, bo i tak nie zrozumieliby – naprawdę wierzę, że postępuję tak, jak powinien każdy Hindus. Powinieneś starać się i zarabiać, powinieneś ciężko pracować i na swój sposób pokazać światu Indie przez pryzmat swojej osoby. Uważam, że byłoby świetnie, gdyby każdy tak postępował. Ale nie mam jakichś pryncypiów. Byłem zaproszony do wygłoszenia mowy w Davos, ale nie pojadę tam. Nie mam w tym żadnego celu. Nie mam na to czasu.

Czy bycie muzułmaninem jest ważną częścią Twojej tożsamości? Czy ostatnie wydarzenia skłoniły Cię do większego namysłu nad tym?

Nie jestem ateistą, wierzę w Boga, uważam, że to kiepska moda być ateistą. Z urodzenia jestem muzułmaninem, więc wiem o tym coś więcej, choć właściwie przez większość życia wychowywali mnie hinduiści i byłem zafascynowany Ram Lilą i tymi sprawami. To się nie zmieniło, ale przybyło mi lat, widzę, co dzieje się z islamem na całym świecie i myślę, że to bardzo ważne, żebym nawet nie mając wielkiej wiedzy o religii, w bardzo jasny sposób stanął w obronie dobrej strony islamu. AR Rahman przysłał mi kiedyś wiadomość: „Jesteś ambasadorem islamu”. I chyba naprawdę jestem. Przestrzegam jego reguł, którymi są pokój, dobro, uprzejmość dla ludzi. Jestem normalnym gościem. Myślę, że tego właśnie uczy islam.

Czy jest jakiś aspekt tego, który Cię martwi?

Oczywiście, jest wiele działań ludzi, którzy nazywają się islamistami lub są islamistami, które są niepokojące. Ale myślę, że my w ogóle za szybko klasyfikujemy. Ona jest Bengalką? To dlatego jest taka. Lubimy szufladkować, bo to nam daje poczucie bezpieczeństwa, oddala lęki. Ja reprezentuję postawę współczesnego muzułmanina. Mam żonę hinduistkę, dzieci są wychowywane według obu religii. Odmawiam namaz, kiedy mam taką potrzebę. Ale nie chciałbym wierzyć w cztery małżeństwa, nawet jeśli moja religia na to pozwala. Także wiele innych spraw już straciło swój dawny kontekst, ale nie oznacza to, że mam kwestionować Koran. Chciałbym, żeby ludzie wiedzieli, że islam to nie tylko bycie fanatycznym, radykalnie innym, agresywnym człowiekiem, albo takim, który tylko i wyłącznie wypełnia jihad. Chciałbym, żeby ludzie wiedzieli, że jihad polega na opanowaniu własnej gwałtowności i słabości. Jeśli jest to konieczne, opanowaniu w sposób gwałtowny.
Kiedy się modlę, to twarze, które przed sobą widzę, są twarzami mojego ojca i matki. A także moich psów. Kocham mojego psa Chewbaccę. Czy to jest bluźnierstwo? Nie wiem, ale kiedy zamykam oczy, idę czasami na taras, czy gdziekolwiek – nie muszę przyjmować specjalnej pozycji czy szukać miejsca do modlitwy – czuję poruszenie w moim sercu albo gdzieś w okolicach serca i myślę, że tam mieszka Bóg. To jest u mnie właśnie aż tak głupie, albo proste, albo potężne.

Kto po stracie rodziców został drogowskazem w Twoim życiu?

Nikt. Nadal byli przyjaciele, ciotka, siostra. Ale nikt, nie było już ani kotwicy ani autorytetu. Dlatego przyjechałem do Bombaju. Właściwie także dlatego się ożeniłem. Pomyślałem, że jeśli się ożenię, to ktoś przynajmniej będzie ze mną. I dlatego myślę, że kiepski ze mnie yuppie. Nie mam żadnej kultury. Straciłem rodziców za młodo, żeby nabyć jakąś kulturę.

Co w takim razie było twoją siłą?

Praca. Właśnie tak. Praca jest moim życiem. Jeśli chodzi o pracę, jestem wręcz upośledzony, to nie jest po prostu pracoholizm, to o wiele więcej. Wcale nie jest to przyjemne. Przepracowuję się, wykorzystuję 95 procent możliwości, które wpadają mi w ręce. Niczego nie odpuszczam. Mam zawsze energię i pracuję na okrągło. Nie muszę. W tej chwili naprawdę dobrze mi się powodzi. Nawet przed KBC moja kariera była udana. Mam piękne dzieci, dobrą żonę, której jestem wierny, mam ładny dom, rodzina jest bezpieczna. Mam też dobrą firmę, dzięki której mogę kręcić filmy. Mam więc „hunar”. I mogę sobie pograć. Doskonale wiem, że mam się dobrze. Ale ciągle myślę: „Shit, zrobię jeszcze i to”. Nie chodzi o pieniądze. Ludzie myślą, że ja wszystko robię dla pieniędzy, ale nie, ja po prostu nie umiem odpuszczać żadnej możliwości. Muszę pracować. Oczywiście cieszę się wszystkim, co mam, nie chcę, żeby przepadło, ale gdybym jutro to stracił, nie rozpaczałbym. Właściwie nie jestem przywiązany do żadnej z tych rzeczy. Gdybym nie miał samochodu, jeździłbym trzykołowcem i nie lamentowałbym. Ale muszę pracować, nawet jeśli to jakaś pułapka.
Pieniądze są oczywiście ważne. Nie znoszę brać cudzych pieniędzy, nie znoszę publicznych pieniędzy, inwestorów. Może to wyglądać na chciwość, ale muszę mieć własne pieniądze. Utrzymuję 70-osobowe biuro. Wybudowałem oddział leczenia raka imienia mojej matki. Teraz chcę ufundować cały szpital, ale swoimi własnymi pieniędzmi. Więc tańczę na przyjęciach weselnych. Prowadzę KBC albo wyruszam w światową trasę koncertową. Mam w sobie niepewność, bo rodzice odeszli tak nagle. To jedna wielka mieszanina. Ale najlepszą częścią mojego bardzo energetycznego, uczciwie zaharowanego, „korzystam-z-każdej-okazji-jaka-się-nadarzy” trybu życia jest to, że nie zostawia on ani chwili na smutek. To lubię. Kiedy zostaję sam, od razu jest mi smutno. Mam tak od wielu lat. Rodzice zmarli dawno temu, więc siłą rzeczy nie powinienem za nimi tęsknić. Nawet, prawdę mówiąc, nie pamiętam już, jak wyglądali. Więc czy to z ich powodu? Nie wiem, ale dopada mnie smutek. Mam w życiu wszystko. Jest tak normalnie, jak tylko może być. A jednak, kiedy jestem sam, jestem smutny. Więc pracuję. Na okrągło.

A poza swoimi własnymi, jakie filmy Ci się ostatnio podobały?

Nie oglądam filmów. Kiedy oglądam dobry film, który nie odniósł sukcesu, albo zły, który sobie świetnie radzi, strasznie mnie to dezorientuje. Oglądałem „Rang de Basanti”. Był bardzo dobrze zrobiony. Miałem w nim grać. Nosiłem się z decyzją przez ponad rok. Zszokował mnie fakt, że jakoś nie mogłem uwierzyć w scenariusz. Nic w nim nie widziałem. To mi uświadomiło, że nie umiem właściwie się wczytać. Widziałem „Krrisha”. Podobała mi się jego nowoczesność. Nie podobał mi się „Dhoom2”.

Dlaczego?

Brakuje mu wrażliwości. Adi jest moim bliskim przyjacielem, ale powiedziałem mu, że emocje gdzieś przepadły. Grałem już w okropnych filmach, nakręciłem też trochę bardzo przyjemnych i trochę bezwstydnie, otwarcie komercyjnych. Ale we wszystkim tym musi być jakiś poziom emocji, który za tym idzie. Powinien być nawet element konserwatywny, jak na przykład: nie czarujesz dziewczyny, jeśli wcześniej pokazałeś, że jej ojciec jest w domu. To tylko mały przykład, bardzo staroświecki, ale tego nie mógłbym zrobić. Ani publiczność, ani ja nie możemy wiedzieć, że uwodzisz pannę, kiedy jej ojciec jest w domu.

A ja myślałam, że jesteś nowoczesnym mężczyzną z metropolii!

Owszem, ale jestem też konserwatywny. Mam taką teorię, że moje filmy radzą sobie tak dobrze za granicą, bo jest w nich dość elementu podniecającego dla mężczyzn, nawet muzułmańskich, na całym świecie, ale są na tyle staroświeckie, żeby mogli zabrać na nie swoje żony.

Zmieniając temat: Shah Rukh, wydaje mi się, że mówisz więcej o synu, mniej o córce.

Jak mówiłem, jestem konserwatywny, więc nie mówię o swojej córce. Nie to, żebym nie był z niej dumny. Tak naprawdę w pewien sposób jestem z niej może bardziej dumny niż z syna. Ale jestem nieśmiały w stosunku do kobiet. To szokujące, ale nawet z jej przyjaciółkami nie bawię się za długo. Uważam, że dziewczyny powinno się zostawiać we własnym towarzystwie. I mam też coś takiego – nigdy nie zajrzałem do szafy mojej żony, do jej torebki, jej szuflad, czegokolwiek. Jestem żonaty od 1991 roku i wciąż tego nie umiem zrobić. Uważam, że kobiety powinny mieć dużo prywatności. Odnosi się to też do mojej córki.

To dziwne, biorąc pod uwagę, że wśród Twoich najbliższych przyjaciół są głównie kobiety, także w pracy.

Tak, Farah, Juhi, nawet Kajol. Nie mam zbyt wielu przyjaciół mężczyzn, a nawet oni nie są w typie macho, Karan i inni. Właściwie to oni są bardziej przyjaciółmi Gauri. Karan to bardziej przyjaciel Gauri, nie mój. To dziwne, ale czuję się swobodniej w towarzystwie kobiet. Ale chcę też, żeby miały swoją prywatność.

Czy to właśnie dlatego, pomijając Twoją charyzmę, jest w Tobie jakaś aseksualność?

Nie jestem aseksualny, tylko wstydzę się kobiet. Nie wiedziałbym nawet, jak poderwać sobie kochankę, jeśli to dobre słowo.

To właśnie pokazuje Twoje wrodzone uprzedzenie: „poderwać” kochankę (śmiech).

Nie, nie, chodzi mi o to, że nie wiedziałbym, jak nawiązać romans. Chodzi mi o to, że moja kochanka byłaby w moim sercu i głowie kolejną żoną, a wtedy byłbym prawdziwym muzułmaninem (śmiech). Ale serio, nie wiem, jak wyjść z propozycją, a raczej, jak wy to mówicie... propozycją łóżkową. Czasami dziewczyna mówi, że jej się podobam. Nie wiem, co odpowiedzieć, więc zanim pomyśli, że jestem głupkowaty albo nie interesuje mnie seks, mówię coś zabawnego. Dowcip zabija romans w zarodku. I jest jeszcze jedna zasadnicza kwestia: nie umiem zrobić pierwszego kroku. I nie uważam też, że kobieta powinna robić pierwszy krok. Nie sądzę, że te, które tak robią, nie są atrakcyjne, ale wolałbym, żebym to raczej ja mówił niż odwrotnie. Więc w końcu zostawiają mnie w spokoju, zostaję bez kochanek.

Gauri nie mogła wybrać lepiej. (śmiech)

Tak, jestem zasadniczy. Właściwie nawet więcej – przepraszam za to, co powiem, nie powinno się tak mówić – jestem nawet muzułmańsko konserwatywny (śmiech). Jestem Pasztunem.

Także szowinistycznym?

Tak sądzę. To znaczy – teraz jestem bardziej wyluzowany. Ale jestem bardzo zaborczy w stosunku do moich ludzi. Lub raczej byłem. I nie lubię narkomanów. Nigdy nie mówię nic przykrego synowi, ale powiedziałem: „Jeśli ty albo twoi przyjaciele weźmiecie, urwę ci głowę”. Tak naprawdę nie jestem luzakiem. Za każdym razem mnie to dziwi, kiedy słyszę: ten gość ma romans. Moja pierwsza reakcja to: zaraz, czy on nie ma żony?

Masz niezwykle aktywnych fanów, podążających za Tobą po całym świecie. Czy rozumiesz waszą wzajemną chemię?

Tak. Myślę, że kochają mnie głównie starsze kobiety, typy matczyne. Typy dziewczęce chyba nie uważają mnie za dość modnego, ale rozumieją mój język. Nie sądzę, żeby lubili mnie bardzo męscy mężczyźni. Jestem na to za bardzo wymuskany, połowa z nich myśli, ze jestem gejem. Inteligentni lubią Aamira Khana, więc wiem, że większość moich fanów nie podpada pod tę kategorię (śmiech). Ale bądźmy poważni: ludzie myślą, że jestem miłym, łatwym w obcowaniu facetem. Po prostu kochają mnie. Uważają mnie za część swojego życia. Najlepszą częścią mojego aktorstwa jest fakt, że to nie idzie o to, że ludzie mnie po prostu lubią. Jestem ich przyjacielem. Mówiono mi, że nie budzę należytego respektu, że nie jestem dość enigmatyczny. Ale nie uważam, żeby to było konieczne do bycia gwiazdą. Niemcy, Francja, Afganistan, Turcja, Polska, Japonia, Maroko, teraz i Chiny – lubią mnie ludzie w najdziwniejszych miejscach na świecie. Mówili mi w Niemczech, że u nich wszystko jest na guziczek: wychodzenie w górę, schodzenie, jazda samochodem. Nie mamy tylko guziczka od płaczu. Staliśmy się zimni. Ty jesteś naszym guziczkiem od płaczu. Włączamy sobie twoje filmy i płaczemy. Myślę też, że ja lubię tłumy, lubię iść przez tłum i panować nad nim. Nie czuję się dobrze na spotkaniu z 10 osobami, ale świetnie – z 10 tysiącami. Czuję się komfortowo, kiedy mogę poudawać kogo innego, a mało komfortowo, kiedy muszę być sobą.

Często mówisz lekceważąco o swoim aktorstwie. O co w tym chodzi? I czy jest jakiś film, który chciałbyś nakręcić?

„Życie jest piękne”. Smutny, a jednocześnie obłędnie śmieszny i żywy. Taki film chciałbym nakręcić. Wiesz, zawsze pragnąłem kręcić różnorakie filmy. Kiedy przyjechałem do Bombaju, miałem za sobą przygotowanie teatralne. Myślałem, ze jadę pracować w kinie poważnym, artystycznym. Ale ci reżyserzy – nie wymieniaj tu ich nazwisk – naprawdę mnie przerazili. Mówili na przykład (parodiuje ironicznie): „Shah Rukh, chcę, żebyś dotknął włosów, tak jakby to nie były włosy, tylko możliwości”. Albo: „Chcę, żebyś wyraził taki szok, jakbyś zobaczył po raz pierwszy swoją matkę nagą". Albo na przykład: „Widziałeś falę? Chcę, żebyś zachował się jak fala uderzająca o brzeg. Ale nie pierwsza fala, nie druga, tylko siódma fala. Fala, która wyczerpała swoją siłę”. To było zupełnie pop********ne. I takie sztuczne. Nie myśl, że myślę, ze w rozrywce aktorstwo jest zbędne. Ludzie o poważnym podejściu do życia uważają śpiew, taniec i romansowanie z dziewczynami za błazenadę. Ale zapominają, że rozrywka składa się z całej palety kolorów. Czasami musi być to biel i cisza, czasami oranż i wrzawa. Ale każdy z tych kolorów składa się na rozrywkę i każdy trzeba traktować poważnie. Cynizm nie jest artystyczny. Smutek nie jest artystyczny. Możesz być wesołkowaty, kwiecisty, ładny, mówić wprost, a to wciąż będzie kreatywne. Kreatywność to nie musi być ponurość, czerń, smutek, cynizm, mrok, cisza, minimum słów, kurta, „khadi”.
Kiedy więc zacząłem pracować z nowymi reżyserami, którym ufałem – Karanem, Adim, Farah, poczułem, że robimy inne, inteligentne kino, nie to coś nudnego i sztucznego. Ale to nigdy nie działało w ten sposób. Zaczęli kręcić mój rodzaj kina, myślę, ze to z powodu mojej energii. Szczerze mówiąc, myślę, że moje gwiazdorstwo popchnęło ich w tę stronę.

Więc jakie filmy w Twojej opinii były kamieniami milowymi?

„Baazigar” jest bardzo interesujący, uwielbiam być złym facetem. Także „Don”. Zawsze lubiłem „Kabhie Haan Kabhie Naa” Kundana Shaha. „Darr”. „Dilwale Dulhania” to był oczywiście punkt zwrotny. „Kuch Kuch Hota Hai” był wyjątkowy z powodów osobistych, bo mogłem z Karana zrobić reżysera, bo jego ojciec nie chciał z nim kręcić. „Phir Bhi Dil Hai Hindustani” był dla mnie wyjątkowy. Bardzo wyjątkowy. Był to pierwszy film naszej firmy i kiedy zrobił klapę, strasznie nas to rozbiło. Ja, Juhi i Aziz płakaliśmy przez 10 dni. I nigdy się właściwie z tego nie otrząsnęliśmy. Co więcej, naszej firmie podcięło to skrzydła na zawsze. Zrobiliśmy inne filmy, „Chalte Chalte”, „Asokę”. Wszystkie przepadły. Osobiście jesteśmy wciąż przyjaciółmi. Spotykamy się dwa, trzy razy w tygodniu, ale wydaje mi się, ze gdzieś tam w głębi straciliśmy wiarę w siebie nawzajem. Coś przepadło. Lepiej byłoby, żebyśmy tego nie zaczynali. To złe wspomnienia.
Więc teraz pracuję z Karanem, Farah iAdim. Ufam im. Jesteśmy jakby na tym samym poziomie. Mamy jasno wytyczone powody, dla których coś robimy. Nie kłamiemy sobie nawzajem. Wiemy, że robimy film za 30 crore. Musimy te pieniądze odzyskać. Więc oczywiście stroje muszą być od Louisa Vuittona, czy wam się to podoba, czy nie. I tak, musi być w pozamałżeńskim romansie trochę wzruszeń, ale nie będziemy się zagłębiać w to, co kryje się w głębiach serc i umysłów pary bohaterów. Nie wchodzimy w to bardzo na serio. Nie dlatego, że jesteśmy za głupi. Działamy w wykalkulowany sposób. Rozumiemy nasze wzajemne zepsucie.

Ile dla Ciebie znaczy Twoje gwiazdorstwo? Wiele się o tym dywagowało, kiedy pojawił się Hrithik. Czy to Cię poruszyło, obeszło?

Tak, to było przygnębiające. Nie byłem załamany dlatego, ze Hrithik sobie tak dobrze radził, przecież on jest teraz moim przyjacielem i zawsze nim był. Jego ojciec był pierwszą osobą, z którą pracowałem po przyjeździe do Bombaju. Najgorsze w tym było to, że wszyscy wokół zaczęli pisać o mnie źle. Ja akurat przechodziłem operację, czułem się fatalnie. Byłem naprawdę podatny na zranienia. Poza tym ja dopiero z pięć lat temu zaakceptowałem fakt, że jestem supergwiazdą. Każda recenzja, każda wzmianka w prasie drażniła mnie i wzbudzała mój gniew. Byłem oszalały na punkcie zdobywania nowych fanów, trochę z północy, trochę z południa. Dopiero całkiem niedawno zacząłem się czuć bezpiecznie.


Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"