|
w skrócie
autobiografia
wywiady
artykuły
o filmach
Still Reading Khan
mapa wspomnień
co lubi SRK ?
nagrody
inni o SRK
|
Supernova
wywiad dla magazynu L’Officiel, 2007
Autor: Superna R. Motwane
Jeśli ktokolwiek zapyta o Króla – kto odmówi uznania jego
statusu?
Baadshah, który cieszy się swoim bogactwem ze stoickim
spokojem i nic poza tym? Rodzinny człowiek, ślepo oddany
swoim najbliższym?
Kiedy wchodzę do salonu Shah Rukha Khana, czuję się, jakbym
się przechadzała po planie filmowym – surowe białe sofy,
niczym niezakłócone linie, dwójka cudownych dzieci i ojciec
– jak chłopiec z plakatu. Pokój wypełniają śmiechy i
swobodna paplanina. „Gauri nie ma” – wyjaśnia, kiedy siadam.
Ujmują mnie uczucia i miłość do dzieci, które są w jego
spojrzeniu. Muszę sobie powtarzać, że to nie plan filmowy.
To się dzieje naprawdę. To, co mnie uderza najbardziej w
Shah Rukhu – to jego „realność”. Chodzi z głową w chmurach,
jednocześnie pewnie stąpając po ziemi – jeśli to w ogóle
możliwe.
Śni, że sięga nieba, ale przyjmuję pokorę rzeczywistości z
taką łatwością, że to porywające.
I chociaż można zatracić się w jego słowach i w jego
świecie, niemożliwym jest, by zapomnieć nawet na chwilę o
wspaniałości jego obecności.
Przyszłam, by spotkać się z Shah Rukhiem Khanem – gwiazdą, a
wyszłam półtorej godziny później, odkrywszy w nim człowieka.
Takie spotkania rozbudzają wiarę, że Bóg robi to, co
najlepsze, dla dobrych ludzi, a ci, którym dobrze się
wiedzie, zasługują na to.
Ktokolwiek nazywa go Królem – nie docenia go.
Porozmawiajmy o sesji
okładkowej dla „L’Officiel”. Wiadomo, że zazwyczaj nie
robisz sesji z modelkami i to było dla ciebie coś nowego,
jak sądzę. Jakie to doświadczenie?
Jestem bardzo dziwny, jeśli chodzi o zdjęcia – z modelkami
lub bez. Po prostu nie lubię sesji zdjęciowych – więc ich
nie robię. Do rzeczy – nawet zdjęcia do „Om Shanti Om” są z
planu.
W moich własnych produkcjach mam zasadę, że nie robimy
sesji.
Lubię nienaturalność oświetlenia. Szczerze mówiąc – uważam
te wszystkie okładki magazynów mody i filmowe sesje
zdjęciowe za bardzo sztuczne. Myślę, że są za bardzo
„zrobione”. Nie robią na mnie wrażenia. Nie mają sex-appealu.
Na moją opinię ma być może wpływ fakt, że nie jestem w tym
dobry, ale po prostu nie lubię takich sesji i zdjęć. Jedyny
moment, kiedy pozuję do takich zdjęć, jest wtedy, kiedy
wiem, że gram rolę. Tak jak w „Chak De! India” – podczas
kręcenia filmu zrobiliśmy dwa zdjęcia i one zostały
wykorzystane na plakatach. Podobnie przy „Om Shanti Om” –
wydaje mi się, że zrobiliśmy więcej zdjęć bohaterki – bo
jest interesująca, a dziewczyny lubią brać udział w sesjach
(uśmiecha się). Ale moje zdjęcia są przeważnie z planu.
Kiedy coś kręcę, na przykład piosenkę, szybko pozuję do
zdjęć, w tym samym świetle, w jakim kręcona jest piosenka.
Raz na jakiś czas robię sesję z Karanem. Ustawia mnie na 30
sposobów, a potem, kiedy jakiś magazyn robi ze mną wywiad,
proszę ich, by wzięli zdjęcia od Karana. Trzyma je w swoim
biurze. Zdaję sobie sprawę, że ludzie potrzebują zdjęć.
Chciano, bym zrobił sobie zdjęcia z Deepiką Padukone i
zrobiłem setki podczas kręcenia, ale nie pozuję do nich.
Widzisz, ona jest modelką, jest zawsze przygotowana.
Ubieranie się zabiera jej godziny. Ja poświęcam dwie minuty
na nałożenie make-upu. Stać tak i marnować czyjś czas – nie
lubię tego.
Co powiesz na temat swojego
stylu?
Jest bardzo zwyczajny. Lubię dobre buty. Bardzo podobały mi
się te od Cesare Paciotti, ale ostatnio naprawdę nie
przypadły mi do gustu ich projekty. Za to lubię buty Hogana.
Uwielbiam trampki. Uwielbiam buty Louisa Vuittona, które
miałem wczoraj na zdjęciach. Mam trzysta par dżinsów, które
wyglądają tak samo. Moje wszystkie ciuchy powinny wyglądać
tak samo. Jestem jak Richie Rich! Chciałbym, by wszystkie
moje ubrania były identyczne. Mój styl na dzień to biel, a
na wieczór – czerń. Mam ze sto czarnych garniturów
wszystkich marek świata. Zazwyczaj ubierałem koszule do
dżinsów, ale teraz noszę t-shirty, bo moje dzieci nie lubią
mnie w koszulach. Mówią, że nie wyglądam w nich dobrze.
Myślę, że najważniejsza jest wygoda. Wolę nawet dziewczyny w
luźnych dżinsach niż w bardzo obcisłych. Nie kręcą mnie
dziewczyny z towarzystwa w wąskich dżinsach, takich samych
bluzeczkach i na szpilkach. Wolę takie w luźnych ciuchach.
Obcisłe rzeczy, nawet kiedy na nie patrzę, wydają mi się
bardzo niewygodne.
Więc masz dużo do
powiedzenia na temat sposobu ubierania się Gauri?
Nie, jednak jestem bardzo szczery. Mówię jej, co myślę.
Bierze pod uwagę twoją
opinię?
Hmmm, powinna. Mam fantastyczny zmysł smaku, jeśli chodzi o
kobiety!
Czasem to robi, a czasem po prostu ubiera coś i mówi:
„Podoba ci się, prawda?” A ja odpowiadam: „Tak, podoba mi
się”. Ale znowu preferuję jeden konkretny styl, a ona nie
może, jak przypuszczam, nosić codziennie tych samych rzeczy.
Podobają mi się też dziewczyny w białych salwar kameez i
churidaars. W istocie – chociaż nie wypada o tym mówić – w
żałobie, na pogrzebach, w białych strojach i ciemnych
okularach wyglądają przepięknie.
Jesteś zaangażowany w
kwestie mody w swoich filmach?
Wcale. Jeśli mi coś pasuje, a nawet jeśli coś jest o cal za
duże – to żaden problem. Miałem kiedyś podczas kręcenia za
ciasne buty, dżinsy były za luźne – ale co za różnica? Mam
tak wiele doświadczeń z różnymi rzeczami, że uważam, iż
ciuchy nie mają znaczenia. Przepraszam, że mówię to w
magazynie o modzie; ale jestem „najłatwiejszą w obsłudze”
osobą, jeśli chodzi o dobieranie ciuchów. Jeśli czujesz się
w tym dobrze, wszystko wygląda ładnie. Nigdy nie
zakwestionowałem t-shirtu, dżinsów czy butów mojego
projektanta, czy to jest Karan, czy to byliście wy. Nie
robię tego.
Powiedzmy, że jesteś na
planie i twój filmowy partner/ partnerka ma na sobie coś, co
ci się bardzo nie podoba. Czy masz z tym problem?
Nie, nigdy nie miałem. Nigdy nie patrzę na czyjeś ubrania i
nie mówię, że są złe. Ale jeśli ktoś poprosi mnie o opinię,
mogę ja przedstawić. Jednak właściwie, żeby być szczerym –
nawet nie patrzę na dziewczyny, które się stroją, dlatego
też nigdy nie chodzę na pokazy mody. Kiedy dziewczyny
przebierają się, idą i stają przede mną, nie patrzę na nie.
Czuję się zawstydzony. Nie chciałbym być sędzią podczas
wyborów Miss India czy innego tego typu konkursu – z tego
samego powodu.
Z zupełnie innej beczki –
sporo ostatnio się słyszy, że stajesz się postrzegany jako
przedstawiciel Indii, bardziej nawet niż jako przedstawiciel
swej branży. I coraz częściej, kiedy się podróżuje po
świecie, zauważa się, że Shah Rukh Khan to rozpoznawalna
marka. Reprezentujesz kraj na różne
sposoby. Co
masz na ten temat do powiedzenia i jak serio traktujesz tę
odpowiedzialność?
Myślę, że wszyscy jesteśmy przedstawicielami naszego kraju.
Teraz akurat zdarzyło się, że ja jestem w sytuacji, iż
częściej mnie się dostrzega. Ale nawet wcześniej, kiedy
byłem nieznany, nie było mowy, by ktokolwiek, patrząc na
mnie, mógł powiedzieć: „Taaa, Hindus”. Więc gdybym na
przykład miał zwyczaj spluwania na ulicę, nie robiłbym tego.
Przestrzegam zasad. Chcę być pewien, że jeśli ktokolwiek się
do mnie zwróci, dostrzeże najpierw, że jestem wykształcony,
dobrze wychowany i uprzejmy. Wiem, co robię – chociaż tak
naprawdę nie wiem. Właściwie nie jestem dobry w podróżowaniu
– nie wiem, jak zameldować się w hotelu itp. Ale jasne jest
dla mnie to, że jeśli ktokolwiek rozmawia za mną o moim
kraju, powinien odnieść wrażenie: „Och, Hindusi są właśnie
tacy? Wspaniale!” Powinno się zauważyć poczucie humoru,
wykształcenie. Teraz, ponieważ jestem aktorem i jestem
zapraszany na wiele imprez – i wiele jest takich, w których
nie biorę udziału – muszę dokładać wszelkich starań,
ponieważ zacząłem sobie uświadamiać, że zostałem obdarzony
szczególną miłością ze strony publiczności. Uczuciem, które
przekazuje: „Lubimy cię i reprezentujesz nasz kraj co
najmniej w dziedzinie rozrywki”. W takich
wypadkach chciałbym poprzez fakt, że świat jest globalną
wioską i można dotrzeć do każdego, przekazać ludziom, że
Indie to nie tylko sari i święte krowy. To nie tylko brud.
Kiedy jestem pytany o moje ulubione miasto, odpowiadam:
„Bombaj, z całym jego brudem”. Kocham je, naprawdę.
Uwielbiam Londyn, Mauritius, Nowy Jork. Ale najwspanialszym
dla mnie miejscem do życia – i mówię to z całym ogromem
uczuć – jest Mumbaj. Poza tym – najbardziej komfortowo czuję
się w Mumbaju lub w Delhi. Dom jest tam, gdzie twoje serce.
Zdaję sobie doskonale sprawę, że powinienem umieć pokazać
mój kraj od dobrej strony przynajmniej na moim polu, ale
także na innych, jeśli ludzie zechcą mnie słuchać i
traktować poważnie.
Czuję dziwną łączność z moim krajem, ponieważ mój ojciec był
bojownikiem o wolność. Wierzę, że to świat, który on
stworzył i muszę okazywać szacunek wobec tego. Moich
rodziców już nie ma, więc jestem oczywiście bardziej
przywiązany do nich, ale dar, który otrzymałem od ojca, to
wolna ojczyzna. Właściwie czuję, jakby był on całkiem
bezpośrednio za to odpowiedzialny. Jestem najwyraźniej
stronniczy, myśląc o ojcu – jestem pewien, że było wielu
ludzi, którzy uczynili dużo więcej niż mój ojciec dla
wolności tego kraju. Wierzę, że poznałem kogoś, kto jest
bezpośrednio odpowiedzialny za to, że Indie są wolne i za
to, że rządzę wolnymi Indiami na moim własnym terenie.
Wiesz, nie chcę być zbyt pompatyczny, ale zdołałem wiele
uczynić, zrobię wiele dla moich dzieci, ponieważ mój kraj
jest niepodległy.
Jest wiele spekulacji wokół
tego, że możesz zaangażować się w politykę.
Co za bzdury. Nigdy tego nie zrobiłbym. Dla mnie to jak
zostanie astronautą! To nie moja działka... Właściwie
chciałbym zostać graczem Manchesteru United – ale nie
zostanę. Jeśli miałbym skłonności do polityki, powinienem
mieć odpowiednią wiedzę. Nie sądzę też, by było mnie stać na
tyle wyrzeczeń. Wierzę, że wielu czołowych polityków na
jakichkolwiek stanowiskach to ludzie pełni poświęcenia. Mamy
parę czarnych owiec, a mówi się, że wszyscy są skorumpowani,
ale to nieprawda. Większość z nich musi być bardzo
bezinteresowna. Pracujesz dla swojego stanu, kraju, rejonu –
ja tego nie robię. I nie sądzę, bym był do tego zdolny.
Jestem bardziej typem człowieka pracującego dla osobistej
korzyści. Kiedy to mówię, nie twierdzę, że jestem samolubny,
ale lubię radzić sobie z rzeczami wokół mnie. Myślę, że
gdyby każdy z nas po prostu robił, co do niego należy, świat
byłby lepszym miejscem.
Jak sądzisz, czy jest coś,
co zrobiłeś, a co przyniosło pożytek innym?
Sprawiam, że ludzie się uśmiechają. Sprawiam, że płaczą.
Pozwalam im spędzić miło czas kilka razy w roku. W KBC
sprawiłem, że kilku ludzi się śmiało. Nie sądzę, bym mógł
sprawiać przyjemność wszystkim przez cały czas. Myślę, że
podczas mojej ponad piętnastoletniej pracy sprawiłem, że
wielu ludzi miło spędziło czas. Kiedy to mówię, mam na myśli
to, że dostarczałem im rozrywki w różnej formie. Sądzę, że
to mój jedyny wkład, ale odkąd za to mi płacą, to nie jest
nawet prawdziwy wkład. To praca. Wniosek z tego taki, jak
sądzę, że tak naprawdę nie zrobiłem nic, by zmienić i
dotrzeć do ludzi bezinteresownie...
Na tym etapie życia,
zważywszy, że naprawdę jesteś Królem – przypuszczam, że
wiele twoich marzeń się spełniło. Jakie jeszcze marzenia
pozostały – o ile są jakieś?
Widzisz, ja zawsze wierzyłem, że nie ma mety. Nike zrobił
kiedyś taką reklamę, wiele lat temu, w której mówiono: „Nie
ma linii mety”. Kiedy widzisz kres, możesz się łatwo
zadowolić. Jesteśmy tego uczeni w dzieciństwie; zdobądź
gola. Pracuj, by wygrać. Mierz wysoko. Zrób to dobrze.
Dotrzyj do mety. Bądź pierwszy.
Myślę trochę inaczej. Moi rodzice zawsze mi powtarzali: „A
kiedy już będziesz pierwszy, co potem? Kiedy osiągniesz
sukces – co dalej”? Uważam więc, że nie mam miary ani granic
sukcesu. Zawsze wierzyłem, że to podróż jest najważniejsza i
nie można wyznaczać sobie jej kresu. Nie jestem
usatysfakcjonowany. Nie sądzę, że jestem „Królem”. Nie
uważam, że jestem człowiekiem sukcesu. Nie sądzę, że
osiągnąłem już wszystko, co chciałem. Nigdy nie chciałem
osiągnąć tego wszystkiego. W pewnym sensie nie zależało mi
na tym. Ale też umiem się tym naprawdę cieszyć. Może
dlatego, że mnie to tak nie obchodzi, cieszę się tym
bardziej. Podobają mi się najwspanialsze domy w kraju.
Podobają mi się największe samochody. Jestem przywiązany do
materialnych rzeczy i jestem z tego dumny. Nie wyznaję
filozofii, która propaguje odrzucanie czegoś bądź wyrzekanie
się. Lubię żyć w tym świecie i cieszyć się jego dostatkami.
Ale one nie są wszystkim. To elementy uboczne tego, co
robię. Ozdobniki. Naprawdę nie wiem, jaki będzie mój ostatni
strzał, mój największy sen. Kiedy go sobie wyśnię, a potem
może osiągnę, powinienem przejść na emeryturę, odejść. Ale
nie zamierzam odchodzić. Uwielbiam pracę, jestem
pracoholikiem.
Co bardziej cię motywuje,
pieniądze i sukces czy pasja, a jaką pracujesz?
By to dobrze wyrazić... Wstaję rano i jestem podekscytowany
z powodu kręcenia, i ciągle tak samo podniecony robieniem
ujęć, jak byłem 20 lat temu; to dla mnie wszystko. Uwielbiam
moment, kiedy kamera się włącza i coś robię, a jakiś
reżyser, czasem bardzo utalentowany, czasem nie tak bardzo,
mówi: „Ok, bracie Shah Rukhu! Fantastycznie!” A mnie
przenika dreszcz emocji. Czasem nadaję moim bohaterom jakieś
dziwne cechy i popełniam błąd. Powód, dla którego tak bardzo
cieszę się graniem, to fakt, że tak często mi się nie udaje.
To cudowne, ponieważ w tej pracy wszyscy zakładają, że wiem
wszystko, a tak właściwie nie wiem nic – a ciągle jestem w
tym dobry. Więc to wspaniałe, że przynależę do dziedziny, w
której wiedza jest tak rozległa, że nawet sobie nie
uświadamiam całego jej zakresu. Nigdy nie będę się zupełnie
dobrze znał na aktorstwie i to jest właśnie ekscytujące.
Co robisz, by pogłębić swą
wiedzę?
Nie przestaję grać. Po prostu gram na okrągło. Mówię to
wszystkim, wszystkim młodym, których spotykam i którzy chcą
wiedzieć: „Shah Rukh, jak zostać aktorem?” Mówię im, by
grali. To takie proste. Jak możesz zostać biegaczem? Musisz
biegać.
Grasz więc 24 godziny na
dobę?
W rzeczywistości ta granica jest naprawdę zamazana. Nie
wiem, kiedy gram, a kiedy nie. Sposób, by na to spojrzeć,
jest wtedy, kiedy czasem ludzie zwracają się do mnie i
mówią: „Och, to było takie prawdziwe”. A ja myślę, że może
dlatego, że w danym filmie byłem po prostu bardzo realny.
Może moja realność stała się jak moje aktorstwo? Może moje
aktorstwo jest odzwierciedleniem tego, jaki jestem... Możesz
spojrzeć i uznać, że zawsze gram lub popatrzeć i stwierdzić,
że teraz skłaniam się ku byciu realnym. Ta granica jest
teraz naprawdę niewyraźna. Tak naprawdę nie umiem sobie tego
wytłumaczyć...
Ogólne postrzeganie ciebie
jest takie, że zachowujesz ważne dla ciebie wartości i
twardo stąpasz po ziemi, pomimo ogromnego sukcesu, który
osiągnąłeś, inaczej niż wielu w przemyśle, o których się
słyszy. Wiele gwiazd bardzo się zmienia. Co robisz, by
zachować tę skromność?
Nie sądzę, bym robił coś szczególnego. Ludzie wokół
twierdzą, że jestem wyjątkowy. Nazywają mnie „Królem Khanem”,
„Baadshahem” itp. Ale ja po prostu wykonuję pracę jak każdy
inny. W moim domu pracuje jedenaście osób. Ja też pracuję.
Oni nie robią nic specjalnego w porównaniu ze mną i ja
podobnie nie robię nic szczególnego w porównaniu z nimi.
Wszyscy wykonujemy swoje zadania. Twoja praca jest
niesamowicie ważna dla ciebie. Lubisz ją. Czemu powinienem
myśleć, że z powodu moje pracy jestem bardziej wyjątkowy niż
ty? Wstaję rano, pracuję od 9 do 18 albo od 14 do 22 albo
inaczej...
A co z uwielbieniem? Musiało ci się trochę przewrócić w głowie.
Sądzę, że przez większość czasu to uwielbienie dla tego, co
jest kreowane na ekranie, większe niż życie. To nie ma nic
wspólnego ze mną. Jestem tylko wykonawcą czyjegoś pomysłu i
naprawdę w to wierzę. Jestem dziwnie odległy wobec moich
sukcesów i klęsk. Bardziej kocham klęski. Hołubię je,
ponieważ są jak kalekie dzieci, lubię je. Ale mój sukces
zawsze należy do innych. Rozmawiałem z Dannym Boyle’em,
reżyserem „Trainspotting”. Przyjechał, by obsadzić mnie w
filmie, by porozmawiać o filmie. Powiedział: „To dziwne, że
kiedy film staje się sukcesem, przestaje należeć do ciebie”.
Więc jak mogę być dumny z czegoś, co po pierwsze tak
naprawdę nie jest moje? Stał się sukcesem, bo tobie się
spodobał, a nie mnie.
Więc lubisz każdy ze swoich
filmów, niezależnie od tego, czy był sukcesem, czy nie?
Uwielbiam je wszystkie! A właściwie bardziej lubię moje
klęski. Kocham je, bo nikt inny ich nie kocha, więc jestem
do nich bardziej przywiązany.
Jak sobie radzisz z
porażkami?
To dołujące. Jestem pewien, że tak samo dołujące w każdej
dziedzinie. Jeśli napiszesz wielką rozprawę i nikt jej nie
doceni, to też dobija.
Tak, to dołujące, ale sądzę,
że bardziej dla ciebie, będącego w biznesie filmowym, kiedy
to dzieje się na oczach wszystkich...
Przyjmuję porażki dokładnie tak, jak sukcesy. Nie wierzę, że
jestem królem, nie uważam się za nędzarza. Uważam się za
faceta, który zna się na swoim fachu, jest mu bardzo oddany,
ciężko pracuje... I jeśli wszystko idzie dobrze, jak
powinno, ponieważ płaci mi się kupę pieniędzy, ludzie
zaczynają wychwalać mnie bardziej niż na to zasługuję.
Czasami coś idzie gorzej niż powinno, a ludzie krytykują
mnie bardziej niż na to zasługuję. Odcinam się od obu tych
skrajności.
Czy przypominasz sobie
jakieś takie porażki?
„Phir Bhi Dil Hai Hindustani”. Płakałem. Płakaliśmy przez
kilka dni z Juhi i Azizem. To była nasza pierwsza produkcja
i okazała się klapą. Nikomu się nie podobało. Stwierdzono,
że nie ma takiej komercjalizacji telewizji; że to brednie i
przesada. Żadne stacje telewizyjne nie działają jak ta
filmowa. Chciałbym wierzyć, że byliśmy awangardą
dzisiejszych czasów; lub że zrobiliśmy gówniany film. I to,
i to może być prawdą.
Co sprawia więc, że
podnosisz się i ruszasz znowu dalej?
Właściwie mam tyle pracy, że bez przerwy obowiązki nakładają
się na siebie. Próbuję nie znajdować czasu na rozmyślania.
Nie patrzę w przyszłość ani wstecz. Nie jestem nostalgiczny.
Lubię działanie, nie pracuję myśląc: „Ten film powinien mnie
doprowadzić tam”. Jest kolejny. Grałem w wielu filmach, o
których sądziłem, że są wspaniałe, a poniosły klęski. Grałem
w mnóstwie takich, o których myślałem, że są fajne, a
okazywały się ogromnymi sukcesami. Sam nie wiem, jak to
działa. Wszystko, co wiem, to to, że muszę pracować. Nie
wiem, czy to dobra droga, czy zła, ale po prostu to robię.
Zajmuję się robotą, nie myśleniem. Kiedy się nie udaje,
zazwyczaj nie mam szansy rozmyślać i odczuwać smutku; jestem
w trakcie kolejnego filmu. Kiedy film odnosi sukces, jak „Chak
De!”, nie mam czasu na cieszenie się nim. A jeśli ktoś
zapyta mnie o mój najlepszy film, to zawsze będzie kolejny.
Moja najlepsza kreacja? Zawsze następna.
Co powiesz na temat „KANK”?
Karan stwierdził w rozmowie z nami, że jedynie ty mu
powiedziałeś, że zakończenie nie było takie, jakie powinno
być. Jedynie ty z całej ekipy zareagowałeś... Jaka była
twoja reakcja na porażkę tego filmu? Z powodu przedstawionej
historii?
Jakoś tak nie zakochałem się w tym filmie... Był ładnie
zrobiony. Sądzę, że Karan jest świetnym reżyserem,
najlepszym, z jakim pracowałem, ale uważam, że powinien
zrobić bardziej kameralny film. Mniejszy. Powinien opowiadać
o ludziach, a nie o ludziach i wszystkim wokół. W Nowym
Jorku tyle się dzieje, że nie potrzeba ci romansu. Masz
mnóstwo innych rzeczy do roboty. Kiedy życie zawęża się
wokół ciebie, ogarniają cię ciemności, wtedy wchodzisz w
takie rzeczy; kiedy wokół nie ma radości.
To mogłyby być powody. Sam nie jestem zaangażowany w romanse
i takie rzeczy, więc być może dlatego nie jest to film,
który osobiście lubię...
Karan zawsze mówi, że Ty i
Gauri jesteście najlepszym małżeństwem, jakie zna...
Sądzę, że jedynymi osobami, które wiedzą, jakie jest
małżeństwo, są osoby w nim będące. Ludzie uważają, że moje
życie jest fantastyczne, jestem świetnym aktorem, gwiazdą...
ale istnieją naciski i problemy, którym też stawiam czoła.
To nie są wielkie problemy w porównaniu z tymi, które widzę
wokół nas, ale jestem bardzo odpowiedzialny.
Jestem bardzo szczęśliwy w małżeństwie. Jestem bardzo
szczęśliwy, że mam takie dzieci, żonę. Uważam, że to
błogosławieństwo mieć taką rodzinę, jaką mam. Ale nie mogę
powiedzieć, że to najlepsze małżeństwo, tak samo, jak nie
powiem, że jestem najlepszym aktorem. Nie wiem, jakie są
inne związki. Małżeństwa i związki są bardzo osobiste i być
może problem z „KANK” polegał na tym, że był zbyt
obiektywny. Był zbyt wielki. Miałem nawet problem z kwestią,
której stawiliśmy czoło, ale są w nim bardzo fajne momenty.
Co na tym etapie życia
cenisz najbardziej?
Emocjonalnie doceniam dar, który posiadam – dostarczania
rozrywki ludziom. Chciałbym zabawiać tak wielu ludzi, ilu
mogę, kiedy tylko mogę. Nic nie jest dla mnie ważniejsze.
Jeśli w kraju jest miliard ludzi, chciałbym sprawić, by
każdy kiedyś się uśmiechnął na widok tego, co robię. Jeśli
chodzi o mnie osobiście – moje dzieci są dla mnie największą
wartością. To jasne.
Wszyscy są ciekawi twojego
niewiarygodnego nowego ciała (Shah Rukh się śmieje). Jak je
wypracowałeś i co cię motywowało?
Kiedy zbliżałem się do czterdziestki, zwykłem mówić moim
przyjaciołom, Putlu (Kajal Anand) i Karanowi: „Kiedy osiągnę
czterdziestkę, będę miał najlepsze ciało w kraju”. Do tego
czasu miałem nadzieję, że moje aktorstwo mnie będzie się
liczyć.
Poza tym mój syn uważał, że jestem gruby. Zbudowaliśmy dom i
zdecydowaliśmy się stworzyć salę gimnastyczną – bardzo
wielką. Czułem, że to marnotrawstwo – mieć taką wielką salę
i nie mieć świetnego ciała. Rozmyślałem, czy powinienem
powiesić w niej plakaty Arnolda Schwarzeneggera, Hrithika
Roshana i Salmana Khana... a może samego siebie?
Stwierdziłem: „Zobaczmy, co będzie, jak powieszę swój”. Nie
chciałem, żeby mój syn uważał mnie za grubego i chciałem też
poczuć się zdrowszy. Zawsze interesowały mnie sporty i
chciałem do tego wrócić. Mięśnie mi zwiotczały z powodu
operacji kręgosłupa, kolana i kostki. Nie miałem mięśni,
ponieważ ich nie używałem. Kiedyś, w szkole i college’u
potrafiłem przebiec 10 kilometrów dziennie. Teraz nie mam na
to czasu.
Oprócz tego – zrobiłem to na potrzeby „Om Shanti Om”. Tak
samo, jak zapuściłem zarost do „Chak De! India”. W „Om
Shanti Om” jest postać, którą można uznać za bohatera 2007 –
2008 roku, a zauważyłem, że wszyscy młodzi, debiutanci mają
świetne ciała, dłuższe włosy i po prostu są cool. Więc
powiedziałem sobie, że jeśli gram taką rolę, wziąwszy pod
uwagę zasady kina komercyjnego – czemu tego nie zrobić? W
pierwszej części będę wyglądał tak, jak zazwyczaj, a w
drugiej inaczej. Wątpię, że zdejmę koszulę dla jakiejś innej
produkcji – to trochę dziwne. Jeśli kręcenie filmu lub jakaś
inna sytuacja wymaga, bym był półnagi, zrobię to.
Zdejmowałem koszulę już wcześniej, to nie jest pierwszy raz.
Zrobiłem to w „Dil Se”, w „Duplicate”, zdjąłem ciuchy w
filmie Karana, „KANK”.
Kiedy spotykam młodziaków jak przyjaciele Aryana, mówią:
„Stary, fajne absy”. Współczesnym dzieciakom się to podoba.
To pozwalało mi pracować nad tym i dowiadywać się czegoś.
Mówiono mi, że jeśli przez trzy miesiące będę ćwiczył i
odpowiednio się odżywiał, to wypracuję mięśnie brzucha.
Chciałem się przekonać, czy to takie proste. Okazało się, że
tak. Dwa i pół miesiąca zajęło mi ukształtowanie mięśni.
Nigdy nie miałem słabej kondycji fizycznej. Pilnowałem wagi
i zasad diety, zażywałem spalacze tłuszczu, stosowałem
dodatkowe koktajle białkowe i przestałem jeść węglowodany –
i pewnego ranka, dwa i pół miesiąca później – miałem absy!
Wstałem rano, zobaczyłem pierwszy rządek mięśni, i
pomyślałem: „Udało się”. A tydzień później pojawiła się
reszta!
Co robiłbyś, gdybyś nie był
SRK?
Nie jestem wcale gwiazdą. Zawsze byłem taki, jak teraz. Ludzie,
którzy znają mnie od lat, wiedzą, że nigdy się nie
zmieniłem. Zawsze byłem nieśmiały. Lubię przebywać sam ze
sobą. Lubię przebywać z dziećmi – moimi lub innych. Lubię
czytać itp. Ale nie jestem inny. Sposób, w jaki zachowuję
się na planie, to sposób, w jaki się zachowuję w ogóle.
Jestem miły i sympatyczny dla każdego. Cechuje mnie
cierpliwość, nie mam humorów. Uważam, że gwiazdorstwo
sprawiło, że jestem lepszym człowiekiem. Mam jeszcze więcej
cierpliwości i lepsze usposobienie. Dwa razy częściej niż
kiedyś zatrzymuję się, by pomachać do ludzi. Ale nie ma
różnicy pomiędzy mną w domu i na planie. Otrzymałem od Boga
o wiele więcej, niż zasługuję. Nawet jeśli nie byłbym
gwiazdą, byłbym po prostu pełen wdzięczności.
Jesteś bardzo religijny?
Nie jestem tak religijny, by odprawiać wszystkie obrzędy,
ale jestem bogobojny, to prawda. Dużo się modlę. Uczę tego
moje dzieci, wierzę w moc Boga. Nie widzę żadnego innego
sposobu, by wyjaśnić fenomen mojego sukcesu. Musi być siła
daleko większa niż władza reżyserów, większa niż wola
publiczności, dzięki której stałem się tym, kim jestem. Nie
wiem, co to za moc i nazywam ją Bogiem. Mocno wierzę w
Allacha. I jak sądzę, w jakąkolwiek formę Boga – urodziłem
się jako muzułmanin, więc nazywam Go Allachem.
Przy okazji rozmowy o twojej
wierze – jakie jest twoje spojrzenie na wzmagający się
drastycznie po 11 września i zamachach w Londynie rasizm w
stosunku do muzułmańskiej społeczności?
Szczerze – to uzasadnione, że społeczeństwo zachodnie obawia
się muzułmanów, ponieważ ci, którzy w mniejszym lub większym
stopniu mieli udział w tych wydarzeniach, wywodzili się z
islamu. Jeśli więc przeszukuje się mnie bardziej dokładnie
na lotnisku w Nowym Jorku – rozumiem. Ale jeśli chodzi
konkretnie o mnie – teraz nie latam zbyt często do Ameryki.
Nie chcę być sprawdzany tylko dlatego, że nazywam się Khan.
Jako muzułmanin – i jestem pewien, że inni muzułmanie zgodzą
się ze mną – świadom istnienia bardzo konserwatywnej odmiany
islamu, uważam, że jest sporo rzeczy do zrobienia. Islam
jest elastyczną religią. Powinno być dozwolone zarówno dla
kobiet, jak i mężczyzn opuszczenie drugiej osoby. Kobiety
także mogą się rozwodzić – sądzę, że niewielu jest tego
świadomych, nazywa się to „Khilasa”. Jeśli nie chcesz być ze
swoim mężem, możesz odejść przy pomocy „Khilasy”. Jesteśmy
jedynymi, którzy mogą się pobierać przez telefon. Możesz
zawrzeć związek z łatwością i tak samo łatwo go unieważnić.
Religie są zbiorami zasad, a te zależą od czasu i sytuacji.
W jakimś konkretnym czasie i okolicznościach te wszystkie
zasady działają. Czasem trzeba je zmienić.
Myślę, że źle interpretuje się słowo „dżihad”. Idea dżihadu
to przezwyciężanie siłą własnych słabości. Dotyczy to życia
osobistego i nie ma nic wspólnego z innymi. Jeśli mam np.
problem i moją słabością jest nieszczerość, muszę pokonać ją
nawet za cenę bycia agresywnym emocjonalnie wobec siebie.
Nie ma to nic wspólnego z agresją fizyczną. Wielu ludzi
zaczęło to uzewnętrzniać, ale to osobista, wewnętrzna
sprawa. Sądzę, że we wszystkich religiach świata są
wyznawcy, którzy nieodpowiednio rozumieją swoją religię.
Myślę, że to zdarza się także w hinduizmie i
chrześcijaństwie. We wszystkich dziedzinach można znaleźć
ekstremistów. Od niepamiętnych czasów chrześcijanie i
muzułmanie prowadzili walki o ziemie. Ale jako nowoczesny
muzułmanin wierzę, że edukacja to najlepszy sposób
zrozumienia islamu; by nie zostać wprowadzonym w błąd przez
ludzi, którzy używają Allacha i islamu do wszczęcia czegoś.
Jestem bardzo dumny z bycia muzułmaninem, ponieważ urodziłem
się w tej tradycji i jestem pewien, że w podobny sposób moja
żona jest dumna z tego, że jest hinduistką. Uogólnianie
rani, np. niektórzy myślą: „Och, jesteś wyznawcą islamu,
więc musisz być terrorystą”. Rani tak bardzo, jak to, kiedy
słyszysz: „Och, jesteś Hindusem, więc musisz być
terrorystą”. Lub: „Och, jesteś gwiazdą filmową, więc pewnie
posuwasz wszystko, co się rusza”. Nie cierpię takiej
generalizacji. To głupie. Podobnie jest w przypadku islamu,
stereotypowy pogląd, że jesteśmy agresywni, jest błędny. Ta
religia jest bardzo pokojowa, ale wydaje mi się, że jest
promowana i propagowana w nieodpowiedni sposób.
O czym marzysz dla twoich
dzieci?
Chciałbym im zapewnić dobrą edukację i nie chodzi mi tu o
wyższe uczelnie. Mam na myśli to, że chcę, by rozumiały
życie, by czytały i nie przestawały się uczyć. Chcę po
prostu, by były dobrze wykształcone. To najważniejsza
sprawa... i by były świetne w sporcie. Myślę, że bez wysiłku
fizycznego tak naprawdę nie ma życia. Lubię, jeśli ludzie
wykonują jakieś działania fizyczne. Wysiłek, praca umysłowa
i pragnienie wiedzy – to byłaby idealna sytuacja dla moich
dzieci. Właściwie celowo uczę się z nimi. Chcę, by nauka
była zabawą. Teraz oczywiście dorastają, więc musiałem
powtórzyć sobie wszystko – ułamki i stolice świata.
Chciałbym, by moje dzieci były bardziej wykształcone niż ja.
Edukacja jest jak nałóg. Ciągle się czegoś uczę. Jeśli
czegoś nie wiem, próbuję to zmienić. Powinno się całe życie
dążyć do zwiększenia wiedzy.
Masz tajemne marzenie?
Mam marzenie, ale nie jest to tajemnica. Chciałbym stworzyć
w Mumbaju najpiękniejsze na świecie studio. Najbardziej na
świecie zaawansowane technicznie. Mumbaj jest bazą
indyjskiego przemysłu filmowego i powinno tu być wspaniałe
studio. Jeśli to dam radę uczynić, wszystko jedno, czy
pochłonie to wszystkie moje wysiłki, zarobki całego życia, a
nic nie zarobię. Sądzę, że zdobyłem już wystarczająco dużo
sławy i chwały.
Co cię powstrzymuje?
Nikt nie sprzedaje mi ziemi. Nie ma miejsca w Mumbaju. A ja
nie chcę się z nikim wiązać – chcę to zrobić samodzielnie.
Nie mam teraz pieniędzy na tyle gruntu, ile chcę – chcę
dziesięć akrów. Więc może nie będę w stanie zrealizować
tego, ale o tym marzę...
Co z twoimi słabościami?
Palę. Niedobrze. Za mało śpię. Niedobrze. Piję za dużo
czarnej kawy. Niedobrze. Jest tego cała lista. Może pewnego
dnia rzucę palenie. To zły nałóg, nie słabość. Jestem taki
dumny, że nie przywiązuję się do rzeczy, a jestem
uzależniony od palenia.
Skoro o tym rozmawiamy –
obchodzą cię kontrowersje związane z tobą, o których mówi
się w branży?
Wcale o nich nie myślę. Nie podążam za tym, co mówią inni,
formułuję własne opinie. Niewiele mnie obchodzą. Nie lubię
plotek. Znam siebie i bardzo dobrze czuję się sam ze sobą.
Jeśli ludzie twierdzą, że mam romans z partnerką filmową –
nie ma sprawy. Ja wiem, że nie mam. Jeśli ludzie myślą, że
jestem biseksualny – nie ma sprawy. Ja wiem, że nie jestem.
Jeśli ludzie myślą, że jestem gejem – nie ma sprawy. Nie
umiałbym zrobić dwójki dzieci za pomocą intensywnych
pieszczot. Jest mi niesamowicie wygodnie z tym, jaki jestem.
Opowiedz o swoich obecnych
projektach.
Zrobię film, inshallah, pod tytułem „Robot” z Shankarem,
panem, który zrobił „Sivaji”. To nasz następna własna
produkcja po „Om Shanti Om”. Czytam scenariusz Yasha Chopry.
Pracuję nad scenariuszem z Raju Hiranim Pracuję z Karanem
nad filmem o tytule „Khan” lub „My name is Khan”. Nie znam
scenariusza. Potem zamierzam zrobić „Dona 2”.
„Om Shanti Om” to naprawdę wielki film. Całkowita rozrywka.
Reżyseruje Farah Khan. Lubię kobiety, lubię, jak pracują.
Jestem tak naprawdę wielbicielem kobiet. Nie wiem, czy
ludzie zdają sobie sprawę z rodzaju miłości i szacunku, jaki
dla nich mam. Farah jest jedną z nich. To niekonwencjonalny,
silny reżyser. Czytałem artykuł Shobhy De, w którym pisała o
odwróceniu ról kobiet i mężczyzn, i uważam, że to
fantastyczne. Według mnie mężczyźni powinni się czegoś
nauczyć! Zazwyczaj to dziewczynom każe się zdejmować ciuchy.
Tutaj to kobieta każe bohaterowi zdjąć ciuchy, więc czuję
się bardzo „wykorzystany” i to cudowne.
Siłę kobiet – Kirron, Deepiki i Farah – wyczuwa się w filmie
i uważam, że klei się on dzięki wysiłkowi ich trzech. Jest
zabawny, a także dramatyczny, bo to bardzo widowiskowa
produkcja. Najdroższa, jaką zrobiłem w swojej firmie.
Mógłbym się denerwować, ale jest dobrze. Teraz jestem trochę
odpowiedzialny, by film na pewno dobrze się sprzedał. Myślę,
że jest dobry. Powstał z myślą o rozrywce. To obraz
częściowo rozgrywający się w latach 70, częściowo w 2007
roku, z historią miłosną pomiędzy zwyczajnym, biednym
facetem a bogatą dziewczyną. Dramat na wielką skalę.
Wypełniony kolorami, z niesamowitymi piosenkami i scenami
tanecznymi. „Odświętny” film, rodzaj takiego, który powinien
mieć premierę na Eid lub Diwali. Mam nadzieję, że wszystko
pójdzie dobrze, ponieważ jeśli tak będzie, będę mógł zrobić
jeszcze większy film, którym będzie „Robot”. Teraz chcę
robić naprawdę fajne, wielkie filmy.
Fajnie jest dla aktora, kiedy zrobił trochę niezależny, mały
film jak „Chak De! India”, a potem kręci głośny,
widowiskowy, skupiający uwagę, jak ten. Mam walnięte
poczucie humoru i podoba mi się taki kontrast.
Czy masz wymarzoną rolę,
której jeszcze nie zagrałeś?
Doszedłem do stanu, w którym każda rola, którą dostaję,
zamienia się w wymarzoną. Nie mogę teraz, po szesnastu
latach pracy i zrobieniu tylu rzeczy wciąż oszukiwać, że nie
dostaję wymarzonej roli. Włożyłem wiele w moje kreacje i
uczyniłem je wymarzonymi. Nie powinieneś czekać na rolę
życia. Powinieneś ją stworzyć.
Tłumaczenie: GosiaJG.
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"
|