Trzy godziny z Shah Rukhiem Khanem
Wywiad z 16 marca 2007 r.
Autor: Sarita Tanwar
Niełatwo jest dopaść Shah Rukha Khana. Ale ponieważ udziela
on tak fantastycznych wywiadów, decyduję się podjąć jeszcze
jeden wysiłek.
Nie przestaję o nim myśleć, kiedy jadę do Film City.
Kierowca taksówki, która jedzie przede mną, także, jak można
sądzić, widząc naklejkę na tylnej szybie, „wykrzykującą”
imię aktora wielkimi literami.
Pod koniec wywiadu – maratonu, który zaczyna się w
przyczepie SRK (na planie „Om Shanti Om”), a ma kontynuację
w jego posiadłości w Bandrze (już blisko pory obiadowej),
odkrywam różne twarze „oszalałego Pasztuna”, jak lubi siebie
nazywać.
Jest tak normalny i przyjacielski, jak twój sąsiad z
naprzeciwka, ale różnica jest taka, że SRK wygląda o 15 lat
młodziej niż wskazuje jego metryka. Jest też dumnym i
troskliwym tatą, gotowym rzucić się jak lew, jeśli zagrażasz
jego dzieciom. Obserwuję go, kiedy każe kierowcy zatrzymać
biało-czarne BMW na rogu ulicy, żeby podnieść kask jego
syna. Widzę, jak bawi się z psami, kiedy wchodzi do domu i
wygląda na lekko zagubionego, bo Gauri i dzieci gdzieś
wyszli.
A potem widzę niekwestionowaną gwiazdę tłumów, kiedy
wychodzi na taras domu, żeby pomachać niezliczonym fanom
stojącym na zewnątrz.
Najlepsze w nim jest to, że nie ma ograniczeń. „Zadaj mi
każde pytanie, a odpowiem”, to jego motto. W końcu, kiedy
jadę do domu, uświadamiam sobie, że kiedy czaruje cię przez
trzy godziny – czy to na ekranie, czy osobiście – jest
doskonały aż do ostatniego kęsa.
KBC ma świetną oglądalność, a ty wyglądasz na zadowolonego.
Już wcześniej proponowano ci prowadzenie programu, czemu
zgodziłeś się teraz?
Nie odmówiłem prowadzenia KBC także za pierwszym razem. Star
pytało mnie, czy byłbym zainteresowany występem. Nie byli w
tamtym momencie pewni, czy chcą nadal produkować KBC, czy
robić inny program. To była jedna z opcji, które
omawialiśmy.
Czyli jesteś zawsze otwarty na telewizję?
Tylko kiedy czas na to pozwala. Wtedy byłem bardzo zajęty.
Przez dziesięć dni dyskutowaliśmy o różnych programach i
skupiliśmy się na jednym, który miałem kręcić, gdybym nie
wystąpił w KBC, co miało się stać dopiero, gdyby pan
Bachchan zrezygnował.
Rozmawiałem równocześnie z Zee o programie produkowanym
przez nich. Oferowali mi większą płacę, ale nawet oni nie
mieli nic o odpowiedniej formule.
Czy wystąpiłbyś w reality show, jednym z tych, za którymi
ludzie tak teraz szaleją?
Nigdy. Jestem na to o wiele za wstydliwy. Bardzo strzegę
mojego życia osobistego, nawet jeśli na to nie wyglądam. Nie
mógłbym wystąpić w jakimś „Wielkim Bracie”. Źle się czuję
otoczony zbyt wieloma ludźmi. Jestem czasami nietowarzyski.
Zwracam też uwagę na to, gdzie śpię i z kim! Moja łazienka
powinna być zorganizowana w określony sposób. Bardzo tego
pilnuję.
Spędzasz podobno dużo czasu w łazience?
To rodzinny żart! Przesiaduję w łazience, bo nie lubię w
domu odbierać telefonów. Prawie nie odpowiadam na telefony,
kiedy jestem w domu, ani na linii domowej, ani na komórce,
chyba że to absolutnie konieczne. Od lat taką mam zasadę.
Byłoby to nie w porządku w stosunku do rodziny, gdybym
jeszcze w domu wisiał na telefonie. A wiesz, że potrafię
mówić, kiedy mam do kogo! Więc teraz zrobiłem sobie coś jak
biuro w domu, do którego wchodzę kiedy muszę i mam poczucie
„okay, nie jestem w domu”.
Powiedziałeś kiedyś, że twoja matka zmarła, bo za ciężko
pracowała. Czy ta myśl ma jakikolwiek wpływ na twój
pracoholiczny umysł?
Matka zmarła, bo pracowała niejako przeciw światu. A ja
pracuję z nim. Pracuję ciężko, ale rezultaty są lepsze niż
na to zasługuję. Ona nie dostawała nawet jednej dziesiątej
za to, co robiła, dlatego umarła. Przemęczyła się. Ja się
nie wyczerpuję, bo moje filmy są przebojami, płacą mi dobrze
i praca mnie cieszy. Mam każdy rodzaj uznania, jaki pewnie
Bóg mi dał. Niczego nie robiłem kosztem czegoś innego. To
jest jak spełniony sen. Świat jest dla mnie łaskawy, więc
nie umrę z przepracowania.
Jak oceniasz siebie jako gospodarza teleturnieju?
To nie moje zadanie, oceniać siebie. Jedyna zmiana, jaką
widzę, to kontakt w ogromną liczbą ludzi, których inaczej
nigdy nie spotkałbym. To dało mi do myślenia, że szeroki
gest to za mało. Na etapie, na jakim jestem teraz, mogę
robić znacznie więcej, nie tylko przez rozdawanie zegarków.
To są przedmioty; robię to, żeby niektórzy uczestnicy nie
odeszli rozczarowani. Tak samo postępuję z dziećmi – kiedy w
coś gramy i one przegrywają, i tak daję im toffi. Nagroda
jest taka sama. Cały pomysł zasadza się na tym, że jeśli coś
osiągniesz, zabiorę cię do Baskin Robbins. Jeśli przegrasz,
mogę i tak iść z tobą na lody.
Niektórzy uczestnicy wolą twój zegarek niż nagrodę
pieniężną.
Kiedy skończyliśmy kręcenie tego konkretnego odcinka, dałem
jeszcze dwa zegarki. Uważam, że ci ludzie na to zasługiwali.
Jednym był 20-letni chłopak. Zabrałem go za kulisy i kazałem
mu wybrać sobie zegarek z mojej kolekcji. Robię tak często z
młodymi ludźmi. Wczuwam się w ich stratę.
Czasami czyjaś przegrana głęboko mnie porusza.. I nie, to
nie utajniona kampania reklamowa firmy (Tag Hauer). To były
moje własne zegarki, więc podarowałem te, które akurat wtedy
nosiłem. Ale nie lubię dawać własnego zegarka komuś, kto
mnie o to prosi. Jeśli chcę ci go dać, to daję. Mówiąc
szczerze, czasami ani trochę nie żal mi przegrywających
uczestników. Nie jestem podły, ale nie znoszę grać w coś, co
wygląda jak dobroczynność.
Amitabh Bachchan powiedział, że jesteś dobry jako
prowadzący.
To nie ma znaczenia. Ludzie wciąż biadolą nad moim występem,
ale myślę, że dobrze sobie radzę. Wcześniej spytałaś, jak
oceniam siebie: uważam, że nieźle sobie radzę. I powiem ci
bardzo samolubnie, że nie obchodzi mnie, co mówią. Nie
jestem nadęty, mówię to z pokorą. Dopóki jestem osobą
publiczną, mam tę jasność: tylko ludzie, którzy się liczą,
się liczą.
Co do Bachchana, czy możesz uczciwie powiedzieć, że nie
dzieje się między wami nic złego? Czy czujesz, że coś jest
nie tak?
Jeśli miałbym czuć wedle tego, co się pisze i o czym się
mówi, to możesz ogłosić wojnę. Ale ja nie wierzę we
wszystko, co czytam, bo wiem, że kiedy coś mówię, zabrzmi to
zupełnie inaczej, kiedy to potem przeczytam. Napiszesz
'Opinia Amitabha nie ma znaczenia' i wyjdę na gbura, choć
wcale nie miałem takiego zamiaru.
Masz awersję do krytyki?
Nie. Ale wiem, kiedy coś idzie nie tak i staram się to
zmienić. Nie lubię siebie na ekranie i gdziekolwiek indziej.
Widzę u siebie o wiele więcej złych cech, niż inni widzą.
Więc wiem, zanim mi ktokolwiek coś wypomni. Czuję się
skrępowany, kiedy ktoś mówi o mnie dobre rzeczy; złe już
znam. Mam wiele pewności siebie, jeśli chodzi o pracę, którą
wykonuję, ale nie mam jej co do rezultatu. Może to tak
brzmieć, jakbym nie znosił dobrze krytyki, nie słuchał
niczyich opinii, ale jeśli ktoś robi jakieś uwagi... na
przykład mój wizażysta, Subhash mówi: „Dada, aap massage mat
do” (o masażu, który Shah Rukh aplikuje niektórym
uczestnikom KBC). To jest indyjska mentalność, jeśli jesteś
gwiazdą, jak możesz komuś robić masaż? Tak więc zwracam
uwagę na to, co ludzie mówią, ale tak naprawdę znam
większość krytycznych opinii, które mógłbym otrzymać.
Przyjmuję postawę „powiedz mi coś, o czym nie wiem”.
Amitabh mówi, ze „Guru” zarobił więcej niż KANK i „Don”.
Wiem, ze „Don” zarobił dużo. Szczerze, nie mam pojęcia, ile
zarobił „Guru”. Nic nie wiem o dochodach z „Guru”.
Czy jego komentarz cię zdenerwował?
Nie, nie czytałem, co powiedział, widziałem to w TV. Nie
jestem producentem ani KANK, ani „Dona”. Nie wiem, jakie
zyski przyniosły inne filmy. Nigdy tego nie śledzę. Jeśli
film jest hitem, jest hitem. Nie denerwuję się z powodu
paanch kiska jyaada tha, das kiska jyaada tha. Nie umiem
porównać moich filmów do innych. Jeśli pan Bachchan tak mówi
i jeśli to jest osiągnięcie, to z pewnością jest to dobra
rzecz.
Ale czemu porównuje do „Guru” tylko twoje filmy?
Ja to pojmuję jako identyfikowanie filmu z aktorem. Ale być
może pan Bachchan odnosi się do filmu Karana Johara i filmu
Farhana Akhtara, porównując je do filmu Maniego Ratnama.
Jeśli tak nie jest i jeśli jego porównanie odnosi się do
mnie, to potraktuję samego siebie jako punkt odniesienia dla
gwiazdorstwa. Skoro mówią na mnie „Baadshah Bollywood”, więc
fajnie, jeśli film kogoś innego odniósł większy sukces niż
mój. W takim zestawieniu także „Krrish” i „Munnabhai” są
lepszymi filmami od moich. „Guru” także, co jest OK
(śmiech). Następnym razem spróbuję być lepszy niż oni!
A więc nie dasz się wciągnąć w grę „moje jest większe”?
Powiedziano mi, że „Krrish” i „Munnabhai” były większymi
hitami w kategoriach finansowych. Niech tak będzie. Uważam,
ze „Kabhi Alvida Naa Kehna” i „Don” zarobiły bardzo dużo,
choć może nie były największymi hitami. Karan chciał ogłosić
cyfry dla KANK, ale się nie zgodziłem. Powiedziałem mu:
„Wpisz zera i powiedz, że dochody są wciąż liczone”. To jest
mądrzejsze. Nie lubię cytowania kwot. To tak, jakby pytać
mnie o moją gażę. Nie powiem ci, ile zarobiłem, czemu więc
mam mówić, ile zarobił mój film? To głupie.
Twoja postać z KANK nie została doceniona.
Wiedziałem, że tak będzie. Mówiłem to Karanowi od samego
początku, ale on nie wierzył, że reakcje będą aż tak silne,
jak w końcu były. Ja się spodziewałem właśnie takiego
oddźwięku. Ale pracuję z reżyserami, których lubię. Nie
kręcę filmów dlatego, że podoba mi się scenariusz i takie
tam. Jeśli więc dokonujesz takiego wyboru, to musisz mieć
pełną wiarę w każdą decyzję reżysera. Ja miałem pełną wiarę
w Karana.
Nie zdobyłeś w tym roku żadnych nagród.
To mnie nie martwi. Ale osobiście uważam, że zagrałem dobrze
w KANK. Podoba mi się to, co tam zrobiłem. W mojej karierze
dostałem pięć nagród specjalnych. Myślę, że ludzie mylą
dobre role z dobrym aktorstwem, więc zdarzało mi się
dostawać nagrody za zagranie świetnych postaci. W KANK dobra
rola przegrała z postacią, ale to w porządku. Czuję jednak,
że w KANK zagrałem bardzo dobrze i nie jestem rozczarowany.
Czy byłeś przygotowany na porównania z oryginalnym „Donem”?
Mówię w imieniu Farhana (Akhtara) i wszystkich, których
znam, że kochamy tamtego „Dona” bardziej niż naszego i
dlatego go nakręciliśmy. Uwielbiamy naszą wersję i to, co w
niej zrobiliśmy, ale Farhan i ja bardziej kochamy starego
„Dona”. Na nim wyrośliśmy.
Gdzieś powiedziałeś, że dopiero pięć lat temu uwierzyłeś, że
jesteś supergwiazdą. Czemu?
Tylko i wyłącznie z komercyjnych względów. Nagle zdałem
sobie sprawę, że nakręcono ze mną filmy o bardzo dużych
nakładach finansowych. Zaczęły być ode mnie zależne bardzo
duże pieniądze. Większość z moich filmów dobrze się
sprzedaje, radzi sobie dobrze. Kiedy rozmawiasz z
dystrybutorami, odkrywasz nagle twarde, zimne fakty.
Potrafią być strasznie wstrętni dla aktorów. Kiedy mówisz,
że chcesz zatrudnić konkretnego aktora, mogą ci powiedzieć:
„Chhod na yaar, woh nahin chalta hai”. Jeśli mówisz im, że
to bardzo dobry aktor, powiedzą: „Solo nahin bikega,
sir...”. Oni są nabywcami. Dobrze wiedzą, że
najbezpieczniejsza jest po prostu gwiazda. Więc pięć lat
temu, kierując się względami biznesowymi, zacząłem rozumieć
moją pozycję, wnioskując z sygnałów od dystrybutorów,
producentów i mojej firmy producenckiej. Oferuję
dystrybutorom pewne bezpieczeństwo, choć ludzie mówią, że
jestem gwiazdą zagraniczną
Jak sobie radzisz z konkurencją?
W ciągu 17-18 lat w branży nigdy nie miałem negatywnych
myśli o kimkolwiek. Może i nie życzę ci dobrze, ale nie
życzę ci też źle. Życzę ci, żeby twoje filmy były jak
największe, a moje – trochę lepsze. Więc o konkurencji myślę
pozytywnie. Kiedyś ktoś mnie zapytał: „Jak to robisz, że tak
młodo wyglądasz?” Autentycznie uważam, że dlatego, że o
nikim nie myślę źle. Ludzie myślą, że mam swoją klikę, z
którą siedzę i obrabiam wszystkim tyłki. Nigdy nie miałem na
celu kogoś dołować, nigdy bym tego nie zrobił. Nie kieruję
się złą wolą w stosunku do nikogo, dlatego ludzie przyjmują
moje zaproszenia do KBC. Przyjęli też zaproszenia do filmu.
Mam pokłady dobrej woli, bo myślę, że nigdy ludzi nie
wykorzystywałem. Może to dziwne, ale nie oglądam cudzych
filmów. Peszy mnie, kiedy dobre filmy przepadają w
notowaniach, a złe odnoszą sukces. Kończy się to tak, że na
próbę oglądam i moje filmy, więc tak naprawdę ich też nie
oglądam.
Twoja uwaga o Amarze Singhu na ostatniej gali wręczenia
nagród narobiła szumu.
To głupie. Przez wiele lat byłem z Saifem (Ali Khanem)
gospodarzem tego show i zawsze nabijaliśmy się z ludzi, z
Hrithika (Roshana), Sanjaya Dutta, Yasha Chopry, Aamira
Khana, Vinoda Pradhana i z nas samych też. Powiem wprost: w
tym, co mówimy, nie ma ukrytego zła.
Za cel obieram sobie głównie przyjaciół, którzy rozumieją
moje poczucie humoru. Moje pojęcie o takich imprezach jest
następujące: jesteśmy w swoim gronie i jest jak podczas
Oscarów, więc zabawmy się. Nie jestem Billym Crystalem ani
Ellen DeGeneres czy kim tam. Mam jednak poczucie humoru i
skoro możemy się pośmiać z siebie samych, to róbmy to!
Oczywiście, najlepiej jest się śmiać we własnym gronie,
dlatego nie podoba mi się, że to się dzieje zbyt otwarcie.
Nabijamy się z siebie na oczach ludzi, a nie we własnej
kompanii.
Amar Singh odczuł to jako obrazę.
W obrębie naszego bractwa, nie bierzemy sobie takich rzeczy
do serca, a nie wyobrażam sobie, że ktokolwiek, kto
przyszedł na rozdanie nagród, nie jest członkiem bractwa.
Jeśli więc przychodzisz, to czuj się jednym z nas. A jeśli
przychodzisz i widzę cię na każdym rozdaniu nagród, lepiej
się nastaw, że i z ciebie zażartujemy
Po twoim komentarzu zwolennicy Amara Singha protestowali pod
twoim domem.
Przerwałem zdjęcia i pognałem do domu cztery godziny
wcześniej, bo moja sześcioipółletnia córka (Suhana) płakała.
Ludzie wrzeszczeli pod naszym domem. Mój ośmioletni syn
(Aryan) nie płakał, ale musiał zostać w domu, na wypadek,
gdyby komuś przyszło do głowy rzucać czymś albo wykrzykiwać
pogróżki. To przeraziło mnie do takiego stopnia, że
przestałem już czuć strach.
Jeśli chcesz mnie straszyć mówiąc, że mnie skrzywdzisz, boję
się, bo jeśli umrę, kto zaopiekuje się moimi dziećmi? Ale
jeśli zagrażasz moim dzieciom, nie jestem już w nastroju do
hamowania się. Za dzieci mogę oddać życie. Dajcie spokój, w
domu były tylko kobiety. Nie było żony, siostra nie czuje
się dobrze, a córeczka płakała! To mi się nie podoba! Jestem
Pasztunem, bardzo, bardzo, bardzo opiekuńczym w stosunku do
mojej rodziny.
Myślałeś, żeby zadzwonić do Amara Singha?
Nie. Moja żona przeraziła się, kiedy przeczytała, co chcę mu
powiedzieć, ale gdybym dotarł na czas... gdybym zdążył
przyjechać, zanim policja usunęła demonstrantów...
Sprawiłbym, że to oni płakaliby za to, że doprowadzili moją
córkę do płaczu. To jest obietnica Pasztuna. Nie
oszczędziłbym ich. Nie będziesz doprowadzał moich dzieci do
płaczu. Jeśli masz problem, rozmawiaj ze mną. Wiem skąd
przyszedł ten tłumek, ale ktoś mi powiedział niedawno, że
Amar Singh ich nie wysłał. Dwudziestu jego fanów zjechało
się z całych Indii, żeby protestować. W porządku, może ich
nie wysłał, wolałbym raczej dać mu kredyt zaufania w postaci
wątpliwości. Ja nie kłamię, więc zakładam, że i inni nie
powinni. Ale nie pozwolę straszyć moich niewinnych dzieci.
Czy teraz pomyślisz dwa razy, zanim sobie zażartujesz?
Jak już mówiłem, żartuję tylko z przyjaciółmi. Następnym
razem – okaże się. Po tym incydencie byłem naprawdę
zdenerwowany. Płacz mojego dziecka to nie temat do żartów.
Traktuję to bardzo poważnie. Na ile poważnie, okaże się,
kiedy się spotkam twarzą w twarz z ludźmi odpowiedzialnymi
za całe zajście. Żałuję, że ich tam nie było, kiedy
dojechałem do domu, ale policja usunęła ich, kiedy tylko
przybyła telewizja. To co powiedziałem, było żartem. Jeśli
nie umiesz tego przełknąć, nie przychodź na nasze imprezy.
Organizuje się je dla bractwa. Robisz nagle wielką sprawę i
domagasz się, żeby moja żona cię przepraszała? Jeszcze
czego. Moja żona nie będzie nikogo przepraszać.
Amar Singh powiedział, że także upokorzy cię publicznie.
Powiem to jeszcze raz: nie leży w mojej naturze upokarzanie
kogokolwiek. Ja tego nie robię. Jestem na to zbyt
wykształcony, apolityczny i uprzejmy. Przecież wiesz, że na
wszystkich imprezach komicy zawsze zahaczają gości
siedzących w pierwszych rzędach. Daj spokój, to kawał, nie
rób z tego wielkiej sprawy. Jest masa ważniejszych spraw niż
grupka 20 osób, która przyszła pod mój dom nastraszyć moją
córkę. Traktuję to bardzo osobiście. Nie jestem człowiekiem,
który będzie się domagał przeprosin za to. Wszystko będzie
zależało od tego, jak się poczuję następnym razem. Pamiętaj,
jestem oszalałym Pasztunem
Jak zareagujesz, kiedy spotkasz się z Amarem Singhiem twarzą
w twarz?
Nie wiem. Nie zastanawiam się nad tym naprzód. Nie będę z
nim żartował, to pewne. Amar Singh powiedział gdzieś, że
„Shah Rukh żartuje publicznie, a przeprasza w cztery oczy”.
Nikogo nie przepraszam po cichu. Jeślibym zrobił coś złego,
przeprosiłbym publicznie. Jedyne, co robię prywatnie, to
spotykam się z przyjaciółmi. Ten cały spektakl przed moim
domem wydaje mi się przesadzony i jeszcze narosło wokół
niego mnóstwo opowieści. Może zadziałał tu czynnik opinii
publicznej, w końcu wybory są niedługo, a stało się to moim
kosztem. W porządku. Jestem osobą publiczną. Ludzie mnie
używają do różnych rzeczy, ty też możesz. Ale nie wysyłaj mi
ludzi pod dom wiedząc, że są w nim tylko dzieci. Tego nie
lubię. Nie powiedziałem nic twoim dzieciom ani tego nie
zrobię. Dzieciom mogę życzyć tylko jak najlepiej, taką mam
naturę.
Nie masz przyjaciół wśród aktorów. Celowo?
Gdyby nie moja żona, nie wiem, czy miałbym w ogóle jakichś
przyjaciół. Jestem trochę odludkiem, nie lubię spędzać z
ludźmi za dużo czasu. Lubię być w domu. Teraz wszyscy moi
przyjaciele reżyserzy – Farah (Khan), Karan (Johar) i Farhan
(Akhtar) – grają, więc nie możesz powiedzieć, że nie mam
przyjaciół aktorów.
A wracając do problemów z Choprami...
Całe to gadanie o moich problemach z Choprami jest bardzo
dziwne. Jesteśmy przyjaciółmi. Aż głupio to tłumaczyć.
Ale pracowali z tobą tylko przy jednym filmie, nie więcej.
Bo kręcą sześć filmów rocznie, a ja we wszystkich nie dam
rady zagrać. Pracowałem z wieloma reżyserami i Choprowie
nigdy mnie o to nie wypytywali. Wiesz, że kiedy zakładali
studio, Adi przyszedł do mnie i powiedział: „Muszę spłacić
pożyczkę zaciągniętą na studio. Zaczynam parę filmów i nie
wiem, czy będą przebojami. Zaczynam zaraz zdjęcia. Wiem, że
jeden film sobie na pewno poradzi, „Veer Zaara”. Ustalmy
więc daty”. Moja reakcja była taka: „Możemy zaczynać, kiedy
tylko chcesz”. Kręciłem wtedy „Swades”, a w przerwach już
powstawały zdjęcia do „Veer Zaara”. Takie są między nami
relacje. Na szczęście i „Hum Tum”, i „Veer Zaara”, i „Dhoom”
miały premiery w tym samym roku i były hitami.
Czy to nie „Chak De! India” zbliżył was do siebie?
Adi chciał kręcić „Chak De”. Powiedziałem mu: „Nie mam
czasu, znasz mój rozkład”. Poszedł więc do innych aktorów,
ale z tych czy innych przyczyn, odmówili mu. Pewnej nocy,
koło 2 wpadł do mnie do domu. Powiedział: „Abkab karega tu?
Tu bas haaan kar de”. Poprosił, żebym wysłał smsy do jego
reżysera i moich scenarzystów, żeby ich już zaklepać i
zacząć wybierać bohaterki. Powiedziałem więc „tak” i
wysłałem smsy. Potem powiedziałem: „Do sierpnia nie
rozmawiaj ze mną o „Chak De”. 25 sierpnia Adi zadzwonił i
spytał: „Mogę ci już zawracać głowę „Chak De?” Nasze relacje
są właśnie takie. Jeszcze nigdy nie rozmawialiśmy o
interesach. Nie muszę mówić Adiemu, że zrobił dobry film ani
on nie musi mi mówić, że moja rola jest taka-a-taka czy film
dobry. Dziś, gdy sam planuję budżety dla mojej firmy
producenckiej (Red Chillies Entertainment), całe moje
pojęcie na ten temat pochodzi od Adiego. On zna dobrze ten
przemysł i pomaga mi. Krzyczy na mnie: „Mat kar yeh
pisture”. To mój bliski przyjaciel.
Czy chciałeś grać w jakichś jego filmach?
Nie było takich filmów, żebym dzwonił do Adiego i mówił:
„Main karta hoon, yaar”. Na przykład „Bunty i Babli”;
podobał mi się tytuł. Znam też Shaada (Alego) od lat, więc
chciałem w tym grać. Adi powiedział: „Nie, to nie na twoją
rangę. Musisz kręcić filmy na swoim poziomie. Tu trzeba
nowego człowieka”. Myślę, że chodziło mu po prostu o kogoś
młodszego. Zadzwoniłem do Choprów, prosząc o rolę i posłali
mnie do diabła. Tak samo było z „Dhoom2”. Chciałem zagrać
rolę negatywną, którą dostał ostatecznie Duggu (Hrithik).
Powiedziałem, że mogę to zrobić w ciągu 20-25 dni, zanim
zacznę KANK. Adi na to: „Nie, tam jest dużo przebieranek,
nie miałbyś do tego cierpliwości”. Wie, że lubię pracować w
określonej atmosferze, że irytuje mnie szybko zbyt długa
charakteryzacja, przebieranie się i cały ten jazz.
W przeciwieństwie do innych aktorów nie podpisujesz
wielomilionowych kontraktów.
Nie da się mnie skusić pieniędzmi. Robię tylko te filmy,
które naprawdę chcę. Nakręciłem dotąd 50 filmów i żadnego
dla pieniędzy, oprócz jednego czy dwóch. Kiedy chciałem
kupić dom, podpisałem kontrakt na „Baazigara” i „Guddu”. Nie
byłbym zdolny podpisać umowy tylko dlatego, że widnieje na
niej X crores. Wolę raczej tańczyć na weselach, żeby je
zarobić.
Będziesz pracował do 60?
Nie chciałbym pracować do 60, choć syn mi mówi, że muszę.
Mówię mu, że będę grał do jego osiemnastki, a potem już nie
chcę, ale on ma inne pomysły. Jak dla mnie logika jest
prosta: będę pracował, dopóki będę miał pracę.
Czy pojawił się ktoś wart twojej korony?
Jestem trochę zmieszany. Naprawdę jestem gościem w koronie?
Codziennie mówi się, że teraz kto inny nosi koronę, więc nie
wiem. Co do tego, kogo wybieram na moje miejsce – każdego,
kto jest uczciwy, pracuje ciężko i ma poczucie humoru.
Poczucie humoru jest bardzo ważne. Jeśli ktoś go nie ma, nie
może być na moim miejscu.
Tłumaczenie: Mowilka
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"