w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Moje dzisiejsze życie

Magazyn People, listopad 2011
Tytuł oryginalny: My life today
Autor: Sandipan Dalal

"Ra.One" pobił rekordy box-office'u, ale według supergwiazdora sukces to ekscytacja z jego niewiarygodnej podróży i radość, jaką daje mu rodzina.
W trzy dni po premierze "Ra.One" ustalił nowy bollywoodzki rekord, gromadząc przychody w wysokości 53 crore. Wcześniej ten rekord spoczywał w rękach Salmana Khana, którego premiera z Eid, "Bodyguard", zgromadziła imponujący przychód 52,60 crore rupii w ciągu pierwszych trzech dni wyświetlania. Nic dziwnego, że Shah Rukh Khan, gwiazdor filmowy i producent, jest szczęśliwy. "Nie lubię bicia czyichś rekordów. Lubię je ustanawiać" - mówi supergwiazdor, który ma za sobą wyczerpujący tydzień, wypełniony w ciągu kilku dni podróżami poprzez kontynenty (Dubaj, Londyn, Toronto i Los Angeles), żeby być na premierach "Ra.One". Ale ani zmęczenie, ani nieprzychylne recenzje w mediach nie stłumiły jego ducha.
Choć po Shah Rukhu nie widać ani śladu napięcia, jego podróż na szczyty była walką z przeciwnościami. Jego wielki film, produkowany przez cztery lata, wymagał od SRK bardzo dużo - od opracowania koncepcji po marketing. Pierwszą dużym przeszkodą było, że aktor musiał przejąć także obowiązki producenta, kiedy jego partnerzy w interesach, Bobby Chawla i Karim Morani, zostali wyeliminowani. Bobby w zeszłym roku doznał wylewu, Karim został aresztowany w związku ze sprawą 2G -Spectrum w maju tego roku. Czterdziestosześciolatek nagle został obarczony pracą, "jaką nigdy nie zajmowałem się w ciągu dziewięciu lat bycia producentem". Zebranie zespołu do produkcji efektów wizualnych do tego pierwszego-w-swoim-rodzaju bollywoodzkiego filmu było kolejnym wyzwaniem. "Mamy około sześciuset osób z całego świata pracujących u nas (w Red Chillies Entertainment) na najlepszym sprzęcie komputerowym, ale przy "Ra.One" uwijało się osiem tysięcy ludzi" - zdradza aktor, który zainwestował także ogromną kwotę (mówi się o inwestycji rzędu 150 crore rupii poniesionej wspólnie z współproducentem, Eros International) w "Ra.One". Ale zdecydował, że nie będzie się tym martwił. "Ciężka praca, szarpanina, walka, wszystko to znika jak łzy w deszczu. A film pozostaje na zawsze" - napisał filozoficznie na twitterze na dwa dni przed premierą w Diwali.
Teraz, kiedy wiadomo już, że film odniósł sukces, a marketingowa nadaktywność jest już poza nim, supergwiazdor bierze głęboki oddech, żeby mówić o spełnianiu własnych marzeń, graniu roli życia jako ojciec Aryana i Suhany i o świętowaniu dwudziestu lat małżeństwa z Gauri.

Dzięki "Ra.One" spełniłeś marzenie życia o zagraniu superbohatera.

Od dzieciństwa chciałem być Supermanem albo Batmanem. Nigdy nie chciałem być Shah Rukhem Khanem. Wielu ludzi chce być superbohaterami, a ja jestem jednym ze szczęśliwców, który spełnił marzenie. Kiedy myślę o tym jako filmowiec, wydaje mi się, że trzeba zacząć z tym gatunkiem filmowym. Moje dzieci lubią takie filmy. Widziałem "Krrisha" i "Dronę" i oba bardzo mi się podobały. Dziewięć lat temu założyłem firmę, żeby móc produkować napakowane efektami wizualnymi filmy. Czytałem o tym, jak Steven Spielberg założył studio DreamWorks, żeby móc kręcić specjalne filmy. Moja firma zaczynała od siedmiu chłopaków... Przy "Ra.One" pracowało wspólnie osiem tysięcy ludzi. Czasami, kiedy nie mogę zasnąć, jadę do studia i patrzę na te wszystkie maszyny i pracujące dziewczyny i chłopaków. To wielka zmiana. Zawsze chciałem zrobić "Ra.One" na miejscu i jestem szczęśliwy, że tak się stało.

"Ra.One" spotkał również zaszczyt rekordowego otwarcia.

Pamiętam, jak dwadzieścia lat temu, kiedy dopiero zaczynałem, szedłem pewnego dnia ze studia Mehboob do mojego mieszkania w Bandra Bandstad. Wujek Salim (ojciec Salmana) zawołał do mnie (ze swojego balkonu) i powiedział, że mój film dobrze się sprzedaje. Spytałem: "Skąd to wiesz, wujku?". "Mój fryzjer pytał klienta, czy chce strzyżenie na Shah Rukha. Jesteś teraz gwiazdą". Dla mnie to jest miarą sukcesu. Na przykład byłem ostatnio w centrum handlowym i ludzie na mój widok zaczęli tańczyć kroki "Chammak Challo". Nigdy nie byłem czystej wody biznesmenem, zawsze przychodziłem z sercem...Dlatego zawsze mówię, że sercem nie schrupiesz numerów. Wydałem tyle własnych pieniędzy na ten film, co jest niesłychane, bez mrugnięcia okiem.

Ostatnie miesiące pracy były dla ciebie dość trudne.

Głównym powodem, dla którego wyrabiałem nadgodziny przy tym filmie, było to, że jeden z gości od efektów specjalnych wycofał się w ostatniej chwili. No i nie miałem producenta -Bobby (Chawla) jest w szpitalu, a Karim (Morani) w więzieniu. Oni zwykle wykonywali całą tę żmudną robotę - od załatwiania kontraktów i przejazdów do podejmowania wszystkich. Zwaliło się na mnie więc dużo takiej praktycznej roboty, którą wykonuje producent. Jeśli chodzi o wizję, musiałem bezstresowo spędzić nad filmem sporo czasu, ale ta czarna robota trochę mnie wykończyła.

Wolałbyś jakoś inaczej to załatwić?

Nie, to najmilsza faza kręcenia filmów. Niedawno zabrałem dzieci do mojego dawnego domu w obskurnej uliczce Delhi, gdzie dorastałem. Wtedy nie myślałem, że kiedyś będę jeździł po Mumbaju i robił najdroższy filmy, jaki widział ten kraj. To wydaje się nierealne. Jestem szczęściarzem, że mogłem zrobić "Ra.One". Wierzę, że to było moje przeznaczenie.

Do kogo idziesz, kiedy w pracy poszło źle?

Do Aryana i Suhany. Idę i przytulam ich albo kładę się w łóżku pomiędzy nimi. Biorę ich małe dłonie w swoje i mówię: "Wiesz co, Aryan, ta wielka maszyna do efektów specjalnych spadła z 2k na 4k i nie wygląda to za dobrze". A on odpowiada: "Nie martw się, tato, będzie dobrze". Suhana też mnie obejmuje i mówi: "Jest OK, tato. Film jest bardzo ładny".

Jesteś znany jako pobłażliwy ojciec. Czy Gauri cię beszta za rozpuszczanie dzieci?

Czasami się irytuje, kiedy nie karcę Aryana i Suhany. Ja w ogóle nikogo nie karcę. Kiedy jestem na nich zły, robią sobie ze mnie żarty. Robią dziwne wygibasy i mówią chórem: "Ooo... Ale się boimy. Król SRK jest zły". A ja już nie mogę się na nich złościć (uśmiecha się).

To było data graniczna, kiedy z Gauri obchodziliście 25 października dwadzieścia lat małżeństwa.

Czasami siadamy z Gauri i rozmawiamy, widzimy, jakie mieliśmy dobre życie, i oboje jesteśmy szczęśliwi. Mamy najlepsze życie, jakie może mieć dwoje ludzi. Mamy dużo miłości, zrozumienia, dobroci, znamy się i akceptujemy to, jacy jesteśmy. Przez te lata mieliśmy oczywiście swoje problemy, różnice zdań, kłótnie i godzenie się. Ale dziś liczą się tylko nasze dzieci. Nie umiem opisać naszego życia inaczej, niż tymi dwoma słowami - Aryan i Suhana.

Jaki jest sekret trwałości waszego związku?

Znamy się od dwudziestu siedmiu lat, od kiedy ja miałem osiemnaście, a ona czternaście. Nie spotykaliśmy się z nikim innym. Myślę, że to jej zasługa. Jesteśmy swoimi kompletnymi przeciwieństwami. Ona jest spokojna, ja się szybko zapalam. Jest bardzo poprawna, jeśli chodzi o jedzenie, i uważa, że najlepiej jeść je przy stole. Ja zupełnie inaczej... Jem w łóżku. Ale akceptujemy się nawzajem. Myślę, że jesteśmy razem tak długo, bo w głębi serca oboje jesteśmy bardzo prości. Moje gwiazdorstwo mnie nie porywa, a i na niej nie robi wstrząsającego wrażenia.

Medialne doniesienia o twoim romansie z Priyanką musiały być dla was obojga trudne do zniesienia?

Dziś w relacjach nie ma żadnej godności. A dlaczego? Po pierwsze, ja nie uważam, żeby każda znajomość musiała być nazwana. Po drugie, nawet jeśli nadajesz jej jakąś klasyfikację, czemu zawsze tę samą? Możesz ignorować plotki przez jakiś czas, ale potem musisz się do nich jakoś odnieść. Ja z natury nie dążę do konfrontacji. Nie potrafię załatwiać takich spraw otwarcie. Więc jestem szczęśliwy, że mam takich przyjaciół. Kiedy spotkałem PC, powiedziała: "Słuchaj... To wszystko bzdury". A ja powiedziałem: "Mam nadzieję, że twoja rodzina się tym nie denerwuje. Mogę wpaść, przywitać się z ciocią i wujkiem?" PC jest ode mnie młodsza, traktuje mnie z szacunkiem, a tu raptem muszę z nią o tym rozmawiać. To trochę niezręczne.

Życie po "Ra.One". Co teraz?

Zaczynam promować "Dona 2", a w styczniu zaczynają się zdjęcia do filmu Yasha-ji. Chcę też dokończyć filmy, które produkuję. Chcę nakręcić skromną komedię romantyczną, a potem sequel "Ra.One".

W listopadzie kończysz czterdzieści sześć lat. Jakie to uczucie?

Nie czuję się na czterdzieści sześć lat. Coraz bardziej i bardziej czuję, jakbym był niezmordowanym, chudym, brązowym, rozczochranym dzieciakiem, z energią fuzji nuklearnej. To także dlatego, że w wieku dwudziestu ośmiu lat nie miałem umięśnionego ciała. Miałem chyba ze trzydzieści cali w pasie. Teraz mogę objąć się w pasie rękami i mam dwadzieścia osiem. A najlepsze jest to, że nie przeżywam kryzysu wieku średniego (śmieje się). Dziś cieszę się życiem. Kiedy byłem młody, miałem na karku wiele odpowiedzialności - musiałem zarobić na życie, wybudować dom, zostać gwiazdą, wszystko poukładać; ale dziś mam wszystko. Czuję się jak młoda, zepsuta, bogata gwiazda rocka, która ma świat u stóp. Jestem jak Justin Bieber! (śmieje się).

Jakie filmy chcesz robić przed pięćdziesiątką?

Bardzo lubię komediowe filmy akcji. Chciałbym nakręcić taki, a także romans. To dość trudne, bo zagrałem już chyba we wszelkich rodzajach filmów o miłości.

Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"