w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

"Jestem eskapistą"

Wywiad dla OK!Magazine, marzec 2012
Tytuł oryginalny: "I Am An Escapist..."
Autor: Karishma Upadhyay

Od sławy, fanów i konfliktów po zamieszanie powodowane przez media - bollywoodzki Baadshah opowiada OK!, jak przeżywa życie.

"Życie musi być albo wariacko szybkie, albo kompletnie statyczne, nie lubię etapów pomiędzy" - mówi Shah Rukh OK! A więc, ku jego szczęściu, życie ostatnio weszło w gorączkową fazę. Na dwadzieścia cztery godziny przed zaplanowanym odlotem do Londynu na plan kolejnego, jeszcze niemającego tytułu filmu Yasha Chopry, Shah Rukh bierze udział w sesji zdjęciowej dla nowej kampanii Tag Heuera (marki, którą reklamuje już od dekady), odbywa szereg spotkań biznesowych, osobiście nadzoruje pakowanie walizek, spędza czas z dziećmi i siada do rozmowy z OK! o tym, jak to jest być członkiem klasy średniej, schizofrenicznym błaznem, sławą.
Czterdziestosześcioletni aktor rozkoszuje się sławą, ale nie jest szczególnie zadowolony z publicznej i medialnej obserwacji, która idzie w ślad za nią. "Ludzie myślą, że cię znają" - skarży się. A ma powody do niezadowolenia. Przez ostatnie miesiące nie narzekaliśmy na brak plotek o Shah Rukhu Khanie. Awantura w klubie pod koniec stycznia, kiedy spoliczkował męża Farah Khan, Shirisha Kundera, rzekomy związek z partnerką z "Dona 2", Priyanką Choprą - SRK był stałym gościem pierwszej i trzeciej strony z powodów, które wolałby raczej wyrzucić do kosza.
Siedząc obok ringu bokserskiego na czwartym piętrze Mannatu, Shah Rukh nie rozdziela żadnych ciosów, kiedy mówi: "To bardzo smutne, bo nie możesz przecież prostować każdej plotki, jaka pojawia się na twój temat". Jednak podczas tego niezwykłego, nieprzewidywalnego wywiadu dla OK! wyjaśnia przynajmniej kilka z nich.

Twoja sława trwa już dwie dekady. Wciąż cię cieszy?

(Uśmiecha się). Kocham ją. Nie chciałbym, żeby moje życie potoczyło się w jakikolwiek inny sposób. W weekendy wychodzę przed dom i macham do ludzi. Czasami liczę, ilu ich przyszło. I jeśli jest mniej niż 5000 - nawet jeśli to jest 4900 - myślę sobie, że muszę ciężej pracować. Naprawdę uważam, że największa nagroda, jaką można otrzymać, to bycie sławnym. Chyba Michael Caine powiedział, że twórcy poświęcają pół życia, żeby zdobyć sławę, a drugie pół chowają się za ciemnymi okularami. Ja chciałbym zejść z tego świata jeszcze sławniejszy niż przez ostatnich dwadzieścia lat. Jestem zupełnie bezwstydnie niewolnikiem sławy.

Jakie są bonusy - prócz uwielbienia fanów - tego, że jesteś sławny?

Nigdy nie wykorzystywałem mojej sławy - jestem bardzo nieśmiały. Kiedy jadę do szkoły po dzieci, czekam na pozwolenie na wejście. Kiedy idę do klubu nocnego, nie oczekuję, że ludzie stojący w kolejce mnie rozpoznają i pozwolą przejść. Przyjaciele i rodzina ciągle mi powtarzają, żebym wchodził, ale ja i tak czekam na pozwolenie. Nigdy nie omijam kolejek imigracyjnych na lotniskach, chyba, że mówią mi, że muszę, bo inaczej wywołam problemy z bezpieczeństwem (uśmiecha się). Ale bonusy jednak są. Kiedyś w Londynie postanowiłem zrobić zakupy dla dzieci, bo zabierałem je na pierwsze w życiu wakacje na nartach. Wykupiłem połowę sklepu - wszystko, od szalików i butów narciarskich po swetry i bieliznę. Kiedy przyszło do płacenia, okazało się, że moja karta kredytowa nie działa. Nie miałem czasu wracać do hotelu po gotówkę. Młoda dama za ladą, wcale nie Induska, powiedziała: "Ja pana znam. Niech pan zabierze zakupy i zapłaci później". I spakowała wszystkie pudła. Historia ta ma happy end, bo rzeczywiście, zapłaciłem (śmieje się). Tak więc sława ma swoje zalety.



A jakie ma wady prócz utraty prywatności?

Utrata prywatności nie dotyka mnie jakoś szczególnie. Kiedy wychodzę z domu, nie jestem już osobą prywatną. To proste. Wadą jest chyba nieustanna analiza twojego życia. Ludzie myślą, że naprawdę cię znają. To smutne, bo każdej plotki na swój temat nie możesz prostować. Mówię to każdemu - mamy swoją własną, prywatną przestrzeń. Moja - to mniej więcej krok ode mnie. Do tego miejsca możesz wykorzystywać moją sławę. Nie depcz mi po palcach, a ja nie napluję ci w twarz. Czasami ludzie nadeptują mi na odcisk, ale nie mogę oddać, bo wydaje mi się to niewłaściwe. Ostatnio wdałem się w sprzeczkę i tyle a ten temat zostało powiedziane. Ludzie analizowali moje przyjaźnie i związki. Ludzie uważają, że na pewno jestem ekscentryczny, dziwaczny, lubię manipulować. Zaczęło to do mnie docierać jakieś pięć lat temu. Robię się coraz bardziej i bardziej wycofany i cichy. Naprawdę mnie zasmuca, że nie mogę tego kontrolować, bo dzieci dorastają i nie chcę, żeby to na nie rzutowało.

Czy plotki i medialny szum denerwują twoje dzieci?

Nie, bo moja praca nie wpływa na nie. Tak je wychowaliśmy. Poza tym - one dobrze mnie znają. Uważają, że jestem łagodny i ciężko pracuję. Poza tym jestem ich ojcem, więc pewnie są przeze mnie zmanipulowane.

Wspomniałeś swoje ostatnie starcie z Shirishem Kunderem. Czemu nie komentowałeś tego publicznie?

Ja niczego nie komentuję. Jestem znany ze wszystkich działań ekranowych, ale poza ekranem odżegnuję się od reagowania na jakikolwiek temat. To taka dychotomia. Nie mogę odpowiedzieć komuś, kto obraża mnie na twitterze, bo zaraz będą z tego nagłówki gazet. Są dni, kiedy myślę sobie: "Nie muszę tego znosić. Nie mógłbym po prostu powiedzieć: ***** was?". Ale nie mogę, bo jestem wzorem do naśladowania, choć o to nie prosiłem.

Jak sobie radzisz z takimi konfrontacjami?

Unikam konfrontacji. Nie stawiam czoła wyzwaniom jak mężczyzna. Jestem eskapistą. Jeśli masz ze mną jakiś problem, to nigdy nie będzie on rozwiązany, bo jestem zbyt nieśmiały, żeby o tym mówić. Jeśli ty spróbujesz o tym ze mną pogadać, odwrócę się i odejdę. Jeśli ktoś podchodzi do mnie i pyta, jaki jest problem, uśmiecham się i już nie chcę go więcej spotkać.

Czy teraz, kiedy jesteś starszy, zmieniła się twoja definicja przyjaźni?

Tak, chyba tak (wzdycha). Uważam, że przyjaciele to ludzie, którzy nie obrażają się, jeśli nie rozmawiamy ze sobą przez dłuższy czas. Mam czterech przyjaciół że szkoły. Rozmawiam z nimi o dzieciach i sprawach, których z nikim innym nie omawiam. Rozmawiamy o różnych problemach życiowych, nie użalając się, nie szukając rozwiązań. Przyjaciele wcale nie muszą udzielać sobie pomocy, mają być przyjaciółmi i słuchać. Kiedy pracuję, uwielbiam każdego, z kim pracuję. Czasami ludzie spekulują, że nie jestem blisko z tymi, z którymi skończyłem pracę. Ale tak naprawdę nie mam przyjaciół, do których mogę zadzwonić i omówić moje problemy. I już chyba dobrze mi z tym. Za późno, żeby to zmieniać (śmieje się).

Do kogo poszedłbyś po pomoc albo radę, jak sobie radzić z problemami?

Jestem maksymalnie nieśmiały. Nie potrafię otworzyć się przed nikim. Jeśli mi smutno, trochę sobie popłaczę. Kiedy dzieci były młodsze i nie rozumiały jeszcze, to im opowiadałem o swoich problemach. Kiedy nie miałem ich, mówiłem do moich psów. Mogę całkiem zwariować, jeśli będę dusił wszystko w sobie, ale z nikim nie omawiam moich problemów.

Czy trudno jest ci zaufać ludziom?

(Zastanawia się). Nie, ja wszystkim ufam. Jeśli zawiedziesz moje zaufanie, twoja strata, nie moja. Jak dotąd nikt nie oszukał mnie finansowo. Nie tykam pieniędzy, więc ten jeden punkt, w którym można oszukać, usunąłem kompletnie z życia. Nie jest łatwo się ze mną przyjaźnić. Trochę to musi potrwać, ale jestem szczerze troskliwy, kochający i uważający. Chyba nikt dotąd nie nadużył mojego zaufania, ale tak, bywało, że miałem poczucie, że jakaś osoba nie spełnia moich oczekiwań co do ciężkiej pracy. Ale znów - nie staję z nią do konfrontacji. Po prostu przestaję odbierać od niej telefony (śmieje się).

Jaką lekcję życia - według ciebie - odbierasz w takim czasie?

To za każdym razem jest nowa lekcja. Nowy rozdział w książce. Nie nakręciłem aż tylu filmów, jak można było oczekiwać w tej branży. Grałem czarne charaktery. Pracowałem z reżyserami i producentami, z którymi chciałem pracować. Nie należałem do żadnego obozu, mimo tego, co o mnie mówią. Po prostu robię swoje. Byłem bardzo młody, kiedy mama powiedziała mi: "Wystarczy, że będziesz ciężko pracował". Myślałem wtedy, że po prostu marudzi. To przecież najbardziej oklepana rada świata. Ale nie, to tylko o to chodzi. Nie masz żadnego ojca chrzestnego. Skupiaj się na końcowym rezultacie, a nie tylko na końcu. Kiedy to sobie uświadomisz, życie może być dobre. Nikt ci nie obiecywał różanego ogrodu. Musisz sam sobie na niego zapracować. Pewnego dnia przestaną przysyłać ci kwiaty. Ten dzień nadejdzie szybciej, niż się spodziewasz, jeśli zaczniesz sobie odpuszczać. Więc pracuję bardzo ciężko... i wciąż w moje urodziny napływają kwiaty.


Czy jesteś gotów na dzień, w którym przestaną napływać?

Nie, nie jestem gotów, bo pracuję wciąż tak ciężko, że przychodzą. Co roku ciężej. Chyba nikt nie jest gotowy na to, że sława się skończy. Sława sprawia, że czujesz się nieśmiertelny. Jeśli ktoś temu zaprzecza, kłamie. Każdy wierzy, że dobre czasy nigdy się nie skończą. Bycie gwiazdą filmową jest jak samo życie. Wiesz, że jedyna pewna rzecz to śmierć, ale i tak nie wierzysz w przemijalność życia. Choćby ludzie wokół padali jak muchy, ty nie wierzysz, że umrzesz. Tak działa gwiazdorstwo. Czemu ja miałbym czuć się bardziej realnie niż tylu przede mną? Jestem jak Mick Jagger. Po prostu będę trwał.


Kogo widzisz, gdy patrzysz w lustro?

Nie Króla, Waleta czy Królową (śmieje się). Widzę schizofrenicznego błazna. Zaadaptowałem się do miejsca, w którym jestem, gram rolę, którą mam grać. To dlatego najlepiej czuję się w domu. Ale czasami, kiedy budzę się rano, włosy z jednej strony głowy mi sterczą. Zastanawiam się, co sobie myślą ludzie, którzy pracują w moim domu, bo oni też mają jakieś wyobrażenie o mnie. Jedynymi, którzy rozumieją mnie bez żadnych warunków, są moje dzieci. Tak więc nie gram tylko wtedy, kiedy jestem z nimi.

Jak wygląda zwykły dzień Shah Rukha Khana?

Jeśli podstawisz w miejsce mojej pracy jakąkolwiek inną, nie ma we mnie niczego specjalnego. Budzę się rano, piję dwie filiżanki kawy i czytam gazety. Czasami jestem zszokowany tym, co o mnie wypisują, i nienawidzę skurwieli, którzy to napisali, i życzę im, żeby ich zaatakowały bakterie i wirusy. Kiedy się spotykamy, jestem dla nich miły, bo tego się ode mnie oczekuje. Potem myję zęby, kąpię się. Nie jestem w stanie niczego zjeść czy wypić, póki nie umyję zębów, kawa jest wyjątkiem. Potem się ubieram i wsiadam do samochodu. Nie słucham muzyki podczas jazdy, tylko czasami radia. Znowu może się zdarzyć, że ktoś tam o mnie mówi coś idiotycznego i nie cierpię go za to. Przyjeżdżam na plan. Kiedy już jestem na planie, czuję się, jakbym wkraczał we własny świat. Robię sobie, jak wszyscy, przerwę na lunch, lunch też jem bardzo zwyczajny. Nie lubię za dużo jeść. Potem pracuję, aż skończę to, co było na ten dzień zaplanowane. Gnam do domu około 8 czy 9 i mam nadzieję, że koło 11 zobaczę się z dziećmi - wskakuję do ich łóżek, bawię się z nimi, uczę je. Ale jeśli jest już zbyt późno, co często się zdarza, budzę je o 5.30 rano, piję kawę przy nich i uczę je. Jeśli włosy mi akurat nie sterczą, podrzucam ich do szkoły, inaczej robię im obciach. Jeśli tak, to odprowadzam je tylko do samochodu i zasypuję uściskami i pocałunkami. Trochę czytam wieczorem i ćwiczę na siłowni. Ale że nie lubię wykradać rodzinie mojego czasu dla niej, robię to, gdy już śpią.

Skoro mówimy o pracy, to rok 2011 należał do Vidyi Balan, a ona bardzo otwarcie mówi, że chciałaby nakręcić z tobą film. Ewidentnie jest wielką fanką Shah Rukha Khana. Czy będziesz z nią pracował?

Byłbym zachwycony. Każda z aktorek - jak Deepika, Katrina czy Priyanka - z którą pracowałem, była moją fanką, od kiedy miała dziewięć lat (śmieje się). Anushka była jeszcze młodsza. Wszystkie mnie kochają w przemiły sposób i ja też je kocham. Przez całe dwadzieścia lat nie sugerowałem nigdy, że ktoś powinien być zaangażowany do grania ze mną. Taką zasadę sobie przyjąłem, kiedy zacząłem pracować. Kiedy debiutowałem, nikt - od Juhi Chawli po Paresha Rawala - nie odmówił grania ze mną, mimo że byłem nowicjuszem. Przeciwnie, bardzo mnie wspierali. Bardzo chciałbym pracować z Vidyą, ale tylko, jeśli reżyser tak ją obsadzi. Były już na ten temat rozmowy, ale na razie nic konkretnego. Ona jest wspaniałą aktorką i całkiem niedawno ktoś powiedział, że powinno się nakręcić love story z Vidyą i ze mną. Czemu tylko z nią? Chętnie zagrałbym też z Sonam.

W ostatnim czasie była masa plotek o Priyance Choprze i tobie. Czy jakoś ci to przeszkadzało w pracy czy przyjaźni z nią?

Mnie się to nie pierwszy raz zdarza. Dziś tylko więcej ludzi o tym mówi i jest więcej miejsc, w których możesz przeczytać czy usłyszeć takie wieści. Na szczęście większość przyjaciół jest na tyle miłych, że to rozumieją, czuję się przy nich swobodnie. Pamiętam, jak na początku mojej kariery jakiś szmatławiec napisał, że nie podobała mi się praca reżyserska pani Hemy. Poszedłem do niej na plan i czułem się strasznie niezręcznie. Starałem się jej unikać w Kamal Studio, a ona mnie zawołała i powiedziała: "Chcę ci powiedzieć jedno, albo ty będziesz sławny, albo ja jestem sławna. Moja sława już chyba przeminęła, więc to pewnie ty będziesz sławny, skoro to o tobie napisali. Ale nie gryź się tym. Wszystko jest w porządku". Nawet nie wiesz, jaka to dla mnie była ulga, że wiedziałem, że ludzie to rozumieją (uśmiecha się krzywo). Czuję się zażenowany, kiedy ludzie myślą, że w tej branży można mieć tylko jeden rodzaj relacji. Ja przyszedłem z teatru, gdzie chłopaki, dziewczyny, homo, hetero i biseksualiści egzystowali w doskonałej zgodzie. Nigdy nie osądzaliśmy innych. Kiedy widzę kobiety - dziennikarki, piszące coś takiego o aktorkach, wydaje mi się to podwójnie nieuczciwe, bo jakoś spodziewam się, że powinny wiedzieć, jak się pracuje, będąc kobietą. Jako mężczyzna mam szacunek dla pracujących kobiet, ale te dziennikarki - ewidentnie nie. Nie trzeba dużo, żeby kogoś opluć i skrytykować. Ale te dziennikarki powinny pomyśleć, że i aktorki, o których piszą, mają przed sobą kawał życia - że chcą wyjść za mąż i mieć dzieci. Życie nie kończy się na tych ośmiu-dziesięciu latach kariery filmowej. To medium jest bardzo twarde dla kobiet i żeby w nim być, trzeba być bardzo silnym. To bardzo niefortunne i zasmucające, kiedy jakieś moje związki budzą negatywne konotacje. Jest mi smutno i wstyd.

Zaczyna się sezon IPL. Kolkata Knight Riders świetnie sobie radzili w ubiegłym roku, jakie są twoje nadzieje na ten?

Wciąż te same (uśmiecha się). Chcę, żeby wygrali ligę. To najprostszy z moich biznesplanów. To właściwie mój plan na wszystko - także jako aktora i producenta. Nie jestem w ogóle skomplikowany. Nie wchodzę w detale, jak to się ma stać. Wierzę w zwycięstwo, bo to nie w porządku, żebym nie wygrał IPL (śmieje się). Pewnego dnia pewnie dostanę puchar ze strony społecznościowej (śmieje się) jako nagrodę pocieszenia. Zanim to się stanie, chcę wygrać IPL. Uważam, że drużyna jest fantastyczna. W tym roku mamy większe szanse. Musimy wierzyć, że trzeba wyjść, zagrać i wykorzystać kilka szczęśliwych okazji.

Czy wśród tego wszystkiego jest coś, czego absolutnie nie znosisz robić, ale musisz?

Uczyć się roli. Nie lubię tego. Jestem w tym dobry, ale nie lubię tego procesu zaglądania do scenariusza i uczenia się kwestii. Chciałbym, żeby to było bardziej płynne, jak w teatrze. Rozmawialiśmy o danej scenie i ustawialiśmy dialogi. I jakoś w pewnym momencie już je znałeś. Nie lubię zapamiętywania czterech linijek do powiedzenia w trzydzieści sekund, jak w reklamie (pauza). Ponieważ mam dziś nastrój do mówienia samej prawdy (śmieje się) i tylko prawdy, uważam, że każdy, kto mnie spotyka, chce kawałek mnie... w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Nie z egoizmu. Muszę zrobić coś dla każdego, kogo spotykam. Czasami kłamię w żywe oczy, jestem miły i się uśmiecham. Ale nie chcę słuchać o ich problemach, to nie są moje problemy. Chcę wrócić do domu i położyć się obok dzieci. Wielu ludzi, których spotykam, którzy nie są rodziną, ani przyjaciółmi, przytula mnie i zaczynają mówić. A ja nie pojmuję, jak to, co mówią, ma się do mojego życia. Czasami czuję, jakbym rozwiązał już dość problemów i nie znał rozwiązań na inne. Więc też ich przytulam. Wszystkie problemy próbuję rozwiązać uściskiem.

Jeśli miałoby być po twojemu, co robiłbyś przez cały dzień?

Ja lubię być albo zapracowany, ale kompletnie gnuśny. Nie lubię niczego pośredniego. Nie umiem po prostu spacerować i oglądać wystaw. Nie umiem, ot tak, snuć się po sklepie, nie umiem pójść na lunch i cieszyć się chwilą, nie umiem usiąść i oglądać zachodu słońca, jak moi przyjaciele. Więc najbardziej chciałbym, żeby ktoś poszedł za mnie do pracy, a ja mógłbym leżeć w łóżku, oglądać telewizję czy filmy i poprosić dzieci, żeby dały mi do jedzenia coś pysznego i bardzo śmieciowego. Mógłbym sobie tak siedzieć jak zombie i patrzeć, jak świat się kręci. Jadłbym to, co chcę, oglądał filmy, które chcę obejrzeć. W międzyczasie żona i dzieci mogłyby wpaść, żeby pobyć trochę ze mną. Powinny także otaczać mnie codzienne odgłosy z mojego domu. Zawsze tak robię, kiedy jestem poważnie kontuzjowany. Tak więc, kiedy mój kręgosłup był nadwerężony, a ramię uszkodzone, to były najlepsze chwile w życiu (śmieje się). To moje życiowe pragnienie - być kompletnie bezczynnym.

Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"