w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Czy Shah Rukh stanie się aż tak wielki, jak zamierza?

Wywiad dla magazynu Movie, wrzesień 1995r.
Autor: Dinesh Raheja

Shah Rukha Khana powinno się słuchać, nie czytać, ponieważ pomiędzy zdaniami można wyczytać wiele tego, co umyka w druku.
Ja mam nóż na gardle w sprawie oddania artykułu, a on ma grypę, nasze spotkania są ciągle odkładane i w rezultacie spotykamy się prawie codziennie przez cały tydzień.
I każdego dnia widzę innego Shah Rukha Khana. Najpierw usłyszałem, jak pewnego razu jego pomoc domowa Chandra robi mu awanturę o to, że nie poprosił o talerz makaronu, innym razem widziałem go na czworakach, jak żartobliwie kłapał zębami i powarkiwał na jego temperamentnego pekińczyka Chewbaccę, hasając tak długo, aż Chewbacca prawie przeżuł jego dłoń. Kiedy indziej znowu, kiedy wszedłem do studia Mehboob, nagle stałem się świadomy istnienia Shah Rukha – gwiazdora; jego grypa była gorącym tematem rozmów ekipy i aktorów „Army”. Jeszcze innym razem, w Filmalaya, siedział z Robinem Bhattem i Jainem z „Venus” dowcipkując i obgadując wszystkich po kolei, z wyjątkiem, na szczęście, tych obecnych w pomieszczeniu, łącznie ze mną. Przy innej okazji, kiedy siedzieliśmy na jego tarasie 100 stóp ponad Carter Road, spojrzał na swoją dłoń i powiedział, „Moja linia życia jest taka krótka, umrę młodo”. I wybuchnął śmiechem. Ale Shah Rukh, z którym czułem się najswobodniej to ten, który w milczeniu obejrzał całego rozkosznie śmiesznego „Głupiego i głupszego”, nie czując się w obowiązku zabawiać nas w każdej chwili. Kolega i ja, wlewając w siebie kolejne filiżanki kawy zdawaliśmy sobie sprawę, że on w ogóle jest w pokoju tylko wtedy, kiedy śmiał się cicho, oferując nam coś do jedzenia, „Chipsy? Komuś chipsy?” lub rzucając zabawną uwagę na temat filmu.
Jest wielu Shah Rukhów Khanów – dobry, zły, brzydki. Wiem coś o tym – właśnie spisałem zawartość czterech kaset i mam 70 kartek wydruku. A ostatnią rzeczą, jaką do mnie powiedział, było, „Przyjdź jutro, jeśli masz jeszcze jakieś pytania.” Nie mam.
Oto wywiad z Shah Rukhiem Khanem, którego żywiołowości i energia trudno jest sprostać. Po tygodniu to ja mam grypę!


-Cieszy cię sukces?

Nie wiem, czy cieszy, ale tak już do niego przywykłem, że mam nadzieję, że nie zostanie mi on odebrany.

-Czemu?

Uwielbiam to. Uwielbiam być gwiazdą. Uwielbiam kiedy ludzie mnie kochają i nie znoszę kiedy mówią, że nie będę wiecznie odnosił sukcesów. W waszym piśmie jakiś astrolog powiedział, że mój sukces kiedyś się skończy, nie cierpię go. Gdybym go spotkał, naplułbym mu w gębę. Tak, kocham sukces i nie wiem, jak bym się miał, gdyby go nie było. Chcę, żeby trwał na zawsze i jeszcze dłużej. I będę pracował bardzo ciężko, żeby go utrzymać.

-Gdyby dano ci wybór, jaki byłby twój życiowy priorytet - sukces w byciu dobrym człowiekiem czy dobrym aktorem?

Najpierw dobry człowiek, potem dobry aktor. Mam silne przekonanie, że tylko dobry człowiek może być dobrym aktorem. Uważam, że to sprawdza się w moim przypadku.

-Ale władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie. Czy teraz, kiedy znalazłeś się na wyżynach, doświadczyłeś erozji wartości?

Ale ja nie mam żadnej władzy. Jaka jest moja władza? To kompletnie błędne, myśleć, że jakikolwiek gwiazdor lub aktor o moim statusie lub wyższym, ma władzę; nie można być dalszym od prawdy. Bez względu na to, jak długo trwa twój czas, doświadczasz w nim tylko włażenia w d..., niczego więcej. Nie ma w tym żadnej władzy.
Gdybym może był gwiazdą formatu Michaela Jacksona, sypiałbym z małymi dziećmi. Mam nadzieję, ze nigdy nie dojdę do takiego etapu.

-Przeczytałem ostatnio w książce, że kiedy już raz w myśli zgodzisz się na kompromisy, jesteś kandydatem do przeciętności. Czy czułeś ostatnio, że twój głód sukcesu skazał cię na jakieś kompromisy, czy to w wyborze filmów, czy w sposobie, w jaki siebie kreujesz?

Cóż, jeśli nie podążasz za pewnymi powszechnie akceptowanymi normami, jesteś buntownikiem bez powodu. A jeśli robisz to, czego się po tobie oczekuje, idziesz na kompromis. Coś mi się wydaje, że ludzie biznesu i media nie w myśleniu nie kierują się logiką. Sądzę, że ta niepewność w rozumowaniu sprawia, że jesteśmy tacy nieufni w stosunku do każdego. Nic, co się robi nie jest oceniane jako naturalne, szczere czy prawdziwe. Albo podważają twoje motywy, albo krytykują za ich brak.
O co mi chodzi – czasami nie byłem w efekcie końcowym zbyt zadowolony kręcąc jakiś film, ale byłem szczęśliwy, kiedy go zaczynałem. Nigdy nie zaczynałem pracy z nastawieniem, że idę na kompromis. Może tak robię, ale nie jestem tego świadomy. Może nie chcę sobie tego uświadamiać.

-Czy mają na ciebie wpływ stwierdzenia jak „Akshay jest najgorętszym nazwiskiem na rynku”? Czy takie myślenie wpływa na wybór filmów?

Na ile mogę osądzać, to mam bardzo specyficzne spojrzenie na swoją aktorską osobowość. Nawet moje najgorsze filmy różniły się od reszty.
I to nawet nie to, że jakiś inny bohater ma na mnie wpływ, ale chciałbym zrobić najzupełniej zwyczajny film. Jednak nie uważam, żebym był na to gotowy na obecnym etapie. A jeśli ja nie jestem gotów, nikt nie jest.

-Co było takiego atrakcyjnego w „Karanie Arjunie”? Czy nie skusił on przypadkiem bardziej Shahrukha gwiazdora niż Shahrukha aktora?

„Karan Arjun” otwiera dla mnie nowe perspektywy. Kiedy robię inny, kompletnie komercyjny film, jak, powiedzmy „Koyla”, który ma ten polor Rakesha Roshana, to w jakiś sposób właśnie „Karan Arjun” pomoże mi oswoić się z pięcioma na dziesięć podstawowymi kwestiami z filmów hindi, których, jak myślałem, nie będę w stanie nigdy wypowiedzieć. Teraz mogę to zrobić. Może nie zrobię tego z pełnym przekonaniem prawdziwego bohatera filmu hindi, ale jestem do tego bardziej przygotowany.
Lubię ten film. Nie pracowałem wcześniej z choreografem Chinni Prakashem. Zawsze mi się wydawało, że nie podołam jego krokom. Nocami kręciłem „Kaali kaali ankhen”, a „Jaati hoon main” w ciągu dnia, byłem więc na najwyższych obrotach. Teraz mam poczucie, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych

-W dawniejszych wywiadach oznajmiałeś z wielką dumą, że chcesz być aktorem, a nie gwiazdą. Czy to się zmieniło?

Zmieniło się to oświadczenie – jestem aktorem. Zawsze mówiłem, że chcę gwiazdorstwa, żeby rozwijać swoje aktorstwo. Dziś mam taką pozycję, że mogę wybierać filmy, które naprawdę chcę robić. Jeżeli nakręcę z Kaplaną Almi film, w którym gram eunucha, mam nadzieję, że ludzie przyjdą go obejrzeć także ze względu na mój status gwiazdora. Bardzo ważne jest, aby takie filmy zostały zauważone, nie tylko przez publiczność festiwalową, ale i przez masy. Czasami jakaś siła pozwala mi to robić, czasem nawet tak nietypowe filmy jak „Baazigar”, „Darr”, „Kabhi Haan Kabhi Na”.
Poza tym, mój standard dla gwiazdy jest bardzo wysoki. Mój standard to Elvis Presley, Michael Jackson, Amitabh Bachchan. Nie jestem jeszcze gwiazdą tego kalibru. Będę się uważał za gwiazdora, jeśli będę wielki jak Michael Jackson, albo większy. Teraz jeszcze gwiazdę nie jestem, teraz do tego dążę.

-A więc dążysz do tego, żeby osiągnąć jedno i drugie – zaspokoić aspiracje artystyczne i osiągnąć sukces komercyjny?

Mam szczęście, ze czasy trochę się zmieniły. „Dharmaima” i „Lamkhe” wyprzedzały swoje czasy. Ale dziś, wobec tak wielkiego napływu kultury zachodniej, MTV i tym podobnych, sprawy wyglądają inaczej. Kiedy Javed Jeffrey (aktor, znakomity tancerz – przypisek mój) zaczynał karierę, był chyba najlepszym, jakiego widziało nasze kino, ale potem Prabhu Deva (także świetny tancerz, choreograf – przypisek mój) poszedł jeszcze dalej, bo teraz wszyscy jesteśmy zapatrzeni na MC. Hammera. Javed wyprzedzał swój czas. Ja miałem szczęście, ze zjawiłem się w odpowiednim miejscu we właściwym czasie, więc film, w którym zabijam kobietę mógł się podobać.

-Jak długo masz jednak zamiar eksperymentować? Nawet Amitabh odpuścił.

W panu Amitabhie aktor jest stłamszony przez jego własny wizerunek. Prawie równocześnie nakręcił „Kabhi Kabhie” w niecały rok po premierze „Deewar”. A ja uważam, że „Kabhi Kabhie” jest najbardziej eksperymentalnym filmem w jego dorobku. Jestem pewien, że gdyby go zapytać o pięć ulubionych własnych filmów, wymieni „Kabhi Kabhie” obok „Sholay” i „Deewar” (dla mnie osobiście jego najlepszą rolą była ta w „Saudagar” z Nutan). Jednak w którymś momencie pan Amitabh odrzucił myśl, że eksperymenty, które robił sprawiły cuda. Bardzo żałuję, że nigdy nie zrobił niczego, co byłoby ewidentnie inne. Mam nadzieję, że tak zrobi po swoim powrocie do branży. Dla aktora musi to być frustrujące, tak obezwładniający wizerunek.

-Czy też stoisz przed podobnym problemem, biorąc pod uwagę twój wizerunek aktora intensywnego?

Tak, szczególnie z jednego powodu – jeśli ktoś będzie kręcił niesamowity film akcji, który będzie wymagał bohatera nie rozstającego się z karabinem maszynowym, rola powędruje prosto do Sunila Shetty albo Akshaya Kumara. Mnie pewnie nawet nie dadzą szansy jej spróbować.

-A chciałbyś?

No pewnie.

-Jak planujesz obejść pułapki własnego wizerunku? Dystrybutorzy, producenci, gust publiczności, mogą ci wiele narzucić.

Na to nie pozwolę. Na przykład teraz kładzie się ogromny nacisk na muzykę. Ale ja się upewniam, że taneczny numer pojawia się w moim filmie tylko wtedy, kiedy jest niezbędny, jak „Kaali kaali aankhen”. Nie znoszę piosenek, które wydają się być z innej parafii niż film. W „Dilwale Dulhania Le Jayenge” muzyka ma raczej związek z filmem niż współczesnymi trendami. Nalegałem na to.

-Nikt nie może wciąż stawiać na swoim. Istnieje coś takiego, jak presja społeczna. Na przykład ktoś wybiera na studiach zarządzanie, bo rodzice nie zgadzają się na malarstwo. Ty też tego musiałeś doświadczyć.

Moi rodzice nigdy nie mówili mi, co mam robić. Pozwalali mi postępować po swojemu. Zostałem tak wychowany, żeby nie słuchać nikogo. Jestem bardzo uparty. Do tej pory działa to na moją korzyść. Pracuję bardzo ciężko, cokolwiek robię, ludzie mnie za to szanują. Wiedzą, że bez względu na to, czy się układa, czy nie, Shah Rukh da z siebie wszystko.
Chyba teraz ludzie przestali przychodzić do mnie z "zrób to, zrób tamto". Wszyscy dystrybutorzy przychodzą i mówią, „Sir, pańskie filmy są niedrogie (Shah Rukh jest gwiazdą, której cena pozostała stała przez długi czas, nawet po osiągnięciu super gwiazdorstwa), więc my jesteśmy zadowoleni”.

-Czyli chcesz powiedzieć, że teraz stałeś się w swoim myśleniu bardziej komercyjny?

Wiesz, wszyscy moi reżyserzy i producenci mówią mi, że odkrywają, jak bardzo komercyjnie myślę. Lubię się popisywać, lubię grać pod publiczkę. Kiedy gram, to zawsze na najwyższych obrotach, jestem tak naprawdę aktorem scenicznym. Kiedy już wiem, że dana rzecz rozśmieszy mnie i jeszcze paru ludzi, nie waham się, zrobię ją. Nawet jeśli w filmie jest jakaś kompletnie wariacka scena, ja ją zrobię. Nie jestem ograniczony logiką. Mój reżyser Lekh Tandon kiedyś powiedział mi, „Kiedy przychodzisz do studia, to w chwili, w której wchodzisz na plan, zostaw logikę za drzwiami i graj”. A ja idę za tą wskazówką, w przeciwieństwie do aktorów, którzy zadają masę pytań. Oczywiście, kiedy wracam potem do domu, zżera mnie myślenie „O rany, dlaczego zrobiłem to tak, dlaczego tamto inaczej”

-A więc przynosisz pracę do domu. Czy nie uważasz, że twórczy ludzie nie powinni się żenić?

Ja jestem człowiekiem bardzo zależnym. Musiałbyś pomieszkać u mnie przez dwa dni, żeby zobaczyć, jak bardzo bezradny jestem bez Gauri. To bardzo naturalne – ożenić się, założyć gniazdko z dziewczyną, mieć dzieci. Czuję, że moja żona jest za dobra dla mnie, a ja nie jestem dość dobry dla niej. Byłbym całkowicie zagubiony bez Gauri.
To także jeden z powodów, dla których nie podpisuję zbyt wielu kontraktów. Aktor musi mieć kontakt z ludźmi. Zawsze, kiedy ona ma problem, zwraca się do mnie, a ja go rozwiązuję, bo jestem w kontakcie z ludźmi. Stoję już w drzwiach do złotej klatki, ale wciąż odmawiam wejścia. Muszę mieć ten kontakt.

Obserwowałem Gauri podczas premiery „Karan Arjun”. Nie wydawała się szczególnie podekscytowana oglądaniem filmu. Najzupełniej szczerze, ona nie lubi ani mojego zawodu, ani moich występów.

-Wolałbyś, żeby je bardziej doceniała?

Wolałbym. Ona nie jest niepewna co do mnie, ale ten zawód ma bardzo złą opinię. Oglądała moje występy od kiedy miała 14-15 lat, ale nie podobam jej się jako aktor, prócz jakiejś sceny tu czy tam. Za to ja uwielbiam jej taniec. Myślę sobie, że lubię go trochę na pokaz, bo wciąż czuję się winny, że nie poświęcam jej dość czasu. Własnej matce nie musisz mówić co dwie minuty, że ją kochasz, bo to jest prawdziwa miłość. Ale zawsze musisz to mówić swojej dziewczynie czy żonie. A więc, żeby wydać się lepszym niż jestem, przerysowuję to, zaczynam przesadzać. Więc mówię jej: „Gauri, weź mnie na tańce, uwielbiam, jak tańczysz.” I nawet nie ziewnę! Bo to jest tylko moja gra. W przeciwieństwie do mnie, ona jest bardzo autentyczna i prostolinijna. Jeżeli coś jej nie interesuje, nie będzie pytać, „Co robiłeś dziś w pracy?” To mnie oczywiście nie powstrzymuje przed opowiedzeniem jej tak czy inaczej. Chciałbym, żeby nadszedł dzień, w którym będzie pewna, ze jestem wielką gwiazdą.

-Mówisz, ze czasami markujesz zainteresowanie tym, co robi Gauri. A kiedy mówisz komplement Madhuri czy Govindzie – udajesz wtedy?

Wiesz, czemu sprawiam wrażenie takiego zarozumiałego? Jeśli czuję, że zrobiłem coś naprawdę dobrze, mówię „O f*** , jestem najlepszy.” Potrafię to samo rozpoznać u innych aktorów. Kroki Madhuri z „Nazrein mili” były bardzo w stylu Saroj Khan (słynna choreografka – przypisek tłumaczki), a i tak była świetna. A kiedy zobaczyłem „Coolie No 1” , byłem w świetnym nastroju. I pomyślałem, że Govinda jest najlepszym artystą jakiego mamy.

-Govinda zabawia ludzi na ekranie. Ty masz potrzebę zabawiania ich przez cały czas.

Czasami mi się wydaje, że gram najbardziej, kiedy nie stoję przed kamerą. To trochę jak zasada klauna: „nie odejdziesz stad rozczarowany, bo ja wiem, że przyszedłeś zobaczyć właśnie mnie.” Połowa ludzi, która przychodzi mnie zobaczyć, czeka na Shah Rukha z ekranu. Bywają dni, że kiedy kogoś spotykam, nie chce mi się nawet uśmiechnąć. Ale zmuszam się wtedy, bo chcę być kochany i potrzebny. Właściwie bycie miłym to moja forma życzenia komuś dobrego dnia.

-Ale czasami kończy się to zranieniem kogoś. Mówisz tak dużo, a czasami to są przykre rzeczy.

Nie mogę wciąż wszystkim słodzić. Nie lubię każdemu mówić prosto w oczy „Lubię cię.” Bywam przykry i czasami działa to na moją korzyść, bo mogę w ten sposób wiele powiedzieć ludziom, do których inaczej nie miałbym dostępu z racji na mój status i ich wyższą pozycję zawodową. Ale czasami nie wychodzi mi to na dobre.

-Obgadujesz też ludzi za ich plecami. A kiedy inni im to powtarzają, brzmi to fatalnie.

Jestem jak kundel. Czasami kłapnę zębami, ale psów nie da się nie lubić. Są kochane. Taka jest cecha mojej osobowości, może z powodu wychowania, może przez śmierć rodziców, może dlatego, że za bardzo jestem zajęty, żeby rozważać to, co powiedziałem.

-Znany jesteś z wpadania w furię w jednej chwili.

Mojego gniewu, który jest cichy i niepohamowany, mogliby doświadczyć chyba tylko Kabira (jeden z asystentów – przypisek tłumacza) i Gauri. Kiedy nic nie mówię, oznacza to, że jestem w środku bardzo rozgniewany, wzburzony. Kiedy zacząłem grać, często źle używałem mojego gniewu. Smutno mi, bo wiem, ze jestem wciąż pod obserwacją. Mam więc tę potrzebę zabawiania ludzi, rozśmieszania ich, dania im od czasu do czasu jakichś scen akcji.
Od kiedy stałem się gwiazdą, zacząłem okazywać mój gniew częściej, niż robiłbym to, gdybym nią nie był. To jest tak, że czasami muszę powiedzieć f**** of, ale teraz, kiedy powiem f*** of, muszę wrócić i dodać coś jeszcze. Muszę mieć ostatnie słowo. Muszę sprawić, ze publiczność będzie biła brawo.

-Mówisz, ze chcesz, żeby publiczność biła ci brawo, a komu Ty je bijesz? Od kogo czegoś się nauczyłeś?

Rozrzut jest bardzo dziwny. Nauczyłem się wiele od Petra Sellersa, Dustina Hoffmana. W Indiach od Dilipa Kumara, Amitabha, Nany Patekara, Govindy. Dużo wziąłem od Kamala Hassana. Cały mój ruch jest zorientowany jak Kamala Hassana.

-Czy kiedy grasz jakieś trudne role, masz w pamięci jakiś zachowany tam czyjś występ?

Moje walnięcie w słup w „Darr” było całkowicie zaczerpnięte od Kamala Hassana z „Sadme”. Jeśli powiesz, że to kopiowanie, to tak, kopiuję. Cała finałowa scena z „Darr” z Juhi wzięta jest od Nany Patekara. Tam jest takie powtarzające się stuk stuk stuk. Powiedziałem mu o tym, a on napisał gdzieś, „Kiedy Shah Rukh mówi, że mnie kopiuje, traktuję to jak komplement, ale nie sądzę, że tak robi, bo zagrał po swojemu.” W „Baazigarze”, pewnie nie zauważyłeś, ale naśladowałem Naseera-bhai (Naseerudhina Shaha – przypisek tłumacza). Grałem z Naseerem-bhai w „Chamatkar” i zachwyciłem się tym, jak on patrzy. Naseerbhai nie mruga zbyt często. Tak więc w „Baazigarze” ograniczałem swoje ruchy. W moich krokach, a co najważniejsze, w spojrzeniu, jest wiele spowolnienia. Kiedy przyjrzeć się czarnemu charakterowi w „Terminatorze” widać, jakie ma nieruchome oczy. To bardzo pomaga. W „Trimurti” próbowałem zagrać scenę pijacką tak, jak zrobił to Amitabh. To było bardzo trudne. (Na stronie: prócz Amitabha inspirowałem się Khesto Mukherji grając pijackie sceny. Uwielbiam go).

-Prócz jakichś odosobnionych przypadków, czy nie sądzisz, że wokół jest aż za dużo przeciętności?

Ale to Gauri wciąż mi powtarza, 'Nie możesz wymagać, żeby inni żyli według twoich standardów.” Ale w tym momencie cieszę się z tej przeciętności, bo to sprawia, że na jej tle mogę się tutaj wydać świetnym aktorem. Według standardów międzynarodowych jestem nikim. Tutaj pławimy się w przeciętności.

-Wydaje ci się, że nie mamy talentów na miarę międzynarodową?

Filmowcy tacy jak Shekhar Kapur, pan Rahman, Satyajit Ray. Mamy tancerzy klasy międzynarodowej jak Prabhu Deva, Javed Jefrey. Mamy paru świetnych śpiewaków, najlepszych na świecie. Zauważyłeś, co się zmieniło w zachodniej muzyce? Kopiują „Mast Mast”! Jestem zdumiony, kiedy widzę teledysk Michaela Jacksona z tańczącą Hinduską.

-Na tej liście nie ma aktorów. Nie rozmyślasz za dużo o konkurentach, prawda?

Przecież jestem taki zarozumiały, przemądrzały, uparty... i na tyle szczery, żeby to zaakceptować. Nie widzę dalej własnego nosa. Kiedy patrzę w lustro, wiem, że jedyny mój konkurent, to ja sam. Kiedy mówię, że jestem najlepszy, naprawdę w to wierzę.

-Czy konkurencja dodaje ci impetu?

Jestem jak tenisista, który jest wściekły nie dlatego, że rywal miał świetny ruch, tylko dlatego, że on miał fatalny. Indira Gandhi powiedziała kiedyś „To nie oni wygrali, to my przegraliśmy”. Konkuruję tylko sam z sobą.

-Konkurujesz z samym sobą. Fajnie. Ale chciałbym wiedzieć, co sądzisz o Akshayu Kumarze jako aktorze.

A myślisz, że powiem, że jest zły? Jest bardzo dobry w tym, co robi. Świetnie tańczy i walczy. Uważam też, że jest najseksowniejszym facetem w Indiach.

-Dzięki za potwierdzenie opinii „Movie”.

Słuchaj, ile razy widzę filmy współczesnych mi aktorów, czy to Akshaya, Saifa czy Ayuba, uczę się od nich.

-Czego? Jak?

Określonych aspektów wyrazu twarzy, tańca, walki, bycia macho, bycia męskim.

-Czyżbyś chciał powiedzieć, że Twoja definicja macho różni się od tego, co pokazują w filmach?

Moja definicja różni się całkowicie. Kiedy mam zagrać bardzo filmowego macho, uczę się od nich. Poza tym (filmem) jestem macho. Bycie macho to bycie spokojnym, miłym, traktującym dobrze kobiety. Macho to facet, który nie obawia się o swoją męskość. Ja się nie obawiam, ja jestem macho. Bycie macho w filmie oznacza co innego. Musisz się wyróżniać fizycznie i mieć wiele tego, co jest ostentacyjnie męskie. Musisz być silny fizycznie i robić wiele rzeczy super bohaterskich.

Masz więc zamiar przedefiniować pojęcie 'macho' w nowym filmie Kalpany Lajmi, w którym zagrasz eunucha? (bardzo żałuję, że jednak w nim nie zagrał – przypisek tłumaczki)

To jest bohater bardzo macho. Tego określenia można użyć w stosunku do eunucha... nawet do kobiety. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale uważam, że eunuch, którego będę grał, jest macho. Każdy mężczyzna, który się boi i nie boi się otwarcie przyznać, ze się boi, jest macho. Każdy wątły mężczyzna, który ma walczyć z dziesięcioma, ale odwraca się i ucieka, bo wie, że nie da sobie z nimi rady, jest macho.
Mój bohater walczy na swój własny sposób – psychicznie i umysłowo. Może tego nie ma w scenariuszu, ale tak to czuję. Walczy, żeby nie patrzono na niego tylko jako na eunucha, obiekt żartów. Mam tylko pewną ułomność fizyczną, traktuj mnie jak normalnego. Nie lituj się, nie wyśmiewaj się, nie szydź – on o to walczy.

-Wracając do konkurencji – czy oglądając występy innych uczysz się od nich czego nie robić?

Każdy aktor uczy się obu rzeczy – i co robić i czego nie robić.

-A jakich rzeczy, których nie powinno się robić, nauczą się inni z twoich występów?

Nie powinno się wydatkować aż tyle energii, ile ja wkładam w moje role. To jest niedobre. Brakuje mi techniki. (pewnego dnia powiedziałem nawet Kajol, że powinniśmy obydwoje szybko nauczyć się technik aktorskich. Jeśli będziemy „przeżywać” każdą scenę, szybko się wypalimy). W moim ciele jest za dużo ruchu, za dużo niezmordowania w rolach, czasami na dużo krzyku. Występując w komedii gram do galerii (czyli przesadnie, mało subtelnie – przypisek tłumacza). Właściwie, to ode mnie najlepiej jest się uczyć, „czego nie robić”, bo robię dużo naraz. Od innych trudno się tego uczyć, bo są oszczędni w graniu. Jestem bardzo dumny ze swojego przeginania. Z wielką przyjemnością mówię zawsze, że przesadzam.

-Widziałem cię na najwyższych obrotach w „Zamaana Deewana”. Czy byłeś rozczarowany wynikami filmu?

Nie mam oczekiwań odnośnie żadnego mojego filmu. Na planie każdego pracuję równie ciężko. Ale w dniu, w którym kończę dubbing do filmu, zapominam o nim całkowicie. Jeśli idę go obejrzeć, to właściwie tylko po to, żeby zobaczyć, jak wypadłem. Staram się wyciągnąć wnioski na przyszłość, żeby wiedzieć, jak zagrać w następnym filmie.

-Czy chcesz powiedzieć, że nie jesteś rozczarowany porażką żadnego filmu?

Oczywiście, że jestem, przecież to normalne. Na szczęście nieczęsto jestem pytany o komentarz, bo nie doświadczyłem wielu porażek. A osobiście uważam, że po tym, jak pracuję, nie powinienem mieć żadnych rozczarowań.

-Pewnie widziałeś „Zamaana Deewana” w kinie. Czy rzeczywiście starałeś się przyjmować reakcję publiczności, żeby odnieść się do niej na przyszłość?

Gdyby tak nie było, czułbym się do tej pory chory po zobaczeniu filmu 10 razy w kinie. Ale gdybym miał się zastosować do tego, jak reaguje publiczność, robiłbym najdziwniejsze filmy, bo publiczności podobały się właśnie te sceny, których ja nie znoszę. Na przykład w „Deewana” (jeszcze nie widziałem tego filmu), zrobiłem taką małą rzecz, po każdej sekwencji wydawałem taki dźwięk „huh huh”. Kiedy wszedłem do kina, a na ekranie była już jakaś inna scena, a w sali wciąż słychać było taki dźwięk. Na początku myślałem, ze ludzie mają kaszel, ale okazało się, że mnie naśladują. Nie miałem zamiaru umieszczać tego w filmie, samo tak wypadło. A znowu, kiedy w „Kabhi Haan Kabhie Naa” odwracam się, rozczarowany i odchodzę od dziewczyny, byłem pewien, że ludzie będą wzdychać, „O shit, ale to smutne.” Ale nie było żadnej zdecydowanej reakcji. Podobnie teraz, oglądam w kinach trailery „Oh! Daring! I widzę tam wiele scen ewidentnie dla mnie śmiesznych, ale publiczność się nie śmieje - i odwrotnie. Uważam, że podstawowym błędem w naszych założeniach jest przekonanie, że publiczność, chce właśnie „tego.” Publiczność jest według mnie bardzo wyrozumiała i bardzo inteligentna. A filmowcy kierują się podwójnymi standardami, bo z jednej strony mówią „Publiczność jest bogiem”, a kiedy mówisz im, żeby podjęli jakiś nieszablonowy temat, mówią, „Publiczność tego nie zrozumie.” Ja uważam, że publiczność wszystko rozumie, a to my, ludzie filmu, jesteśmy tak durni, że nie rozumiemy, że oni rozumieją.

-Skoro „Oh! Darling!...”... to musical, co sądzisz o jego muzyce?

W „Oh Darling!...” podoba mi się „Baapre baap”, która jest według mnie bardzo dobrą piosenką. Niezbyt podoba mi się tytułowa „Oh! Darling...” Lubię lekko niepoprawne piosenki, które mają ducha zabawy. Nigdy nie podobało mi się :Jaadu teri nazar”. Lubię „Derwaza band kar de”. „Mast mast” miał się znaleźć początkowo w „Karan Arjun.” Uwielbiam tę piosenkę.

-A jaka jest twoja opinia o muzyce z „Guddu”? Zaangażowanie Naushada w 1995 roku, nie umniejszając jego geniuszu, to lekkie ryzyko.

Nie mnie komentować pracę kogoś takiego jak pan Naushad. Nie jestem tak naprawdę fanem kompozytorów starych filmów. Jestem głuchy na dźwięki. Wychowałem się na muzyce amerykańskiej, na MTV, Michaelu Jacksonie i takich klimatach. Lubię ładne, stare, smutne piosenki, ale zawsze będę wolał Michaela Jacksona. Znam nazwisko pana Naushada, wiem, że jest jednym z muzycznych seniorów.

-Powiedziałeś, że w każdym filmie, na jaki podpisujesz kontrakt, musi być coś, co cię porusza. Chciałbym wiedzieć, co cię poruszyło w „Guddu.”

Początkowo nie miałem grać w „Guddu”. Producent Prem Lalwani napisał go jako opowieść o 12-letnim chłopcu, ale powiedział mi, „Czuję, ze jesteś jak Guddu, chcę ci opowiedzieć tę historię.” Powiedziałem, „Nie znam tej historii, ale chyba nie dam rady tak naciągnąć moich umiejętności aktorskich, żeby zagrać 12-letniego chłopca.” (śmiech). Powiedział, że zmieni bohatera na chłopaka z college'u, jeśli tylko zgodzę się wysłuchać narracji. Zaczął płakać, opowiadając mi akcję. Ten mający 6,4 stóp wzrostu, NRI businessman, rozpłakał się! Powiedział, „To się zdarzyło mojemu synowi. Mój syn jest nowoczesny, młody i nie uwierzyłby nigdy, że wiarą w Boga można wyleczyć śmiertelną chorobę. A ja w to wierzę i on został wyleczony.” Gdybym dostał wydruk scenariusza tego filmu, nigdy bym go nie nakręcił, ale kiedy zobaczyłem przekonanie, z jakim ten człowiek podchodził do swojego projektu, zmiękłem. Rozumiem, przez co on wcześniej przeszedł (jego syn jest już zdrowy), bo przeżyłem to samo z moimi rodzicami.

-Twoje ostatnie cztery filmy, „Zamaana Deewana”, „Guddu”, „Oh! Darling!...” i „English Babu Desi Mem” nie wzbudziły szczególnego entuzjazmu. Ale wkrótce ma się ukazać „Ram Jaane” Mehry i „Dilwale Dulhania Le Jayenge” Aditii Chopry, oba typowane na strzały w dziesiątkę wszelkich notowań. Czy to strategia Shah Rukha?

Aktorzy nie mają strategii, gwiazdy mają. Aktorzy po prostu grają. Ja jestem aktorem, gram. Ledwie mogłam sprawić, żeby premiery dwóch filmów, „Guddu” I „Oh! Darling...” odbyły się w jednym dniu. Nie wiem, czy to dla mnie dobrze, ale jeśli nie dostaniesz biletów na jeden, możesz zawsze iść na drugi. Te filmy mają tylko jedną rzecz wspólną, powinny być hitami w box-office. Tak, nie kręcę filmów, co do których nie mam przekonania, ze nie odniosą sukcesu. Prace nad tymi czterema filmami trwały za długo. „Zamaana Deewana” miał mieć premierę kiedy jeszcze nie byłem gwiazdą. Jeśli jakiś film za długo czeka na premierę, nie bardzo mu to służy. Z „Oh! Darling” jest inaczej. „Guddu” jeszcze nie widziałem. Oglądałem „English Babu Desi Mem” i byłem poruszony.
Jak widzisz, nie ma w tym żadnej strategii. Chciałem po prostu zakończyć te filmy. Przez cały rok 94 nie kręciłem nic nowego prócz „Karan Arjun” i miałem sześć dni zdjęciowych do „Chaahat”. Chyba żadna gwiazda tego nie zrobiła. Przez cały rok pracowałem nad trzema starymi filmami i dokończyłem je. To nie są okropne filmy, nie są też (z wyjątkiem „Oh! Darling...”) szczególnie odkrywcze. W kategoriach handlowych żaden nie będzie „Hum Aapke Hain Kaun” (największy przebój kinowy tego czasu, sprzed DDLJ – przypisek tłumaczki), ale też żaden nie spowoduje, że stracę szacunek dla sztuki filmowej.

-OK, pogadajmy o twoich partnerkach filmowych. Podobno nie kręcisz filmów z Mamtą Kulkarni i Karismą, bo, jak się mówi, nie chcesz.

(kpiąco) Subhash Ghai nie zaangażował Mamty do „Sirkhar”, Yash Chopra – do „Tevar”, zamiast niej wziął Madhuri, ciekawe czemu. Mamta nie różni się niczym od innych w branży. Osobiście niczym mi nie zawiniła i ja, mam nadzieję, też nie nastąpiłem jej na odcisk. Słyszałem, że ma ogromną masową popularność i jest naszą czołową dziewczyną z okładki. Mówi się, że każde pisemko z nią na okładce się sprzedaje. Jedyny problem jest taki, że uważa mnie za głupiego. Ale to jest OK.
Co do Karismy, to muszę się pośpieszyć, żeby nakręcić z nią film, bo i tak, jak mówi jej mama, ona jest bardzo miła, pobije mnie jeśli tego nie zrobię Wciąż jej powtarzam, że to nie tak, że ja nie chcę. Moim zdaniem Karisma jest fantastyczną tancerką. Nie widziałem jednak jeszcze ani jednego filmu, w którym tak naprawdę zagrała. Ale widziałem jej pierwszy film, „Prem Qaidi”, w którym była bardzo dobra. Widziałem „Coolie no 1” i cokolwiek tam zrobiła, była dobra. Do swoich filmów nigdy nie proteguję partnerek. Mówi się jednak, ze Karisma może nakręcić swój drugi film w Yash Raj. Trwają rozmowy.

-Kiedy ostatnio w wywiadzie zapytano Raveenę, dlaczego występuje ostatnio tylko z Akshayem i Sunilem, odpowiedziała, „Czy nie są oni obecnie na pierwszym miejscu w branży?” Gdzie tutaj jest miejsce dla ciebie?

Ona ma rację, ja nie nie jestem zwycięskim bohaterem. Jedyny film, jaki razem nakręciliśmy, „Zamaana Deewana,” jak słyszałem, nie radzi sobie zbyt dobrze. Ona pracuje tylko z tymi, którzy odnieśli największy sukces. Ja nigdy nie twierdziłem, że odniosłem sukces.

-Daj spokój...

Jeśli mówisz o sukcesie finansowym, to mam go. Ale gdybyś mnie zapytał, czy odniosłem sukces według własnych standardów, odpowiem, że nie. Ja chcę być znany w całej galaktyce. Chcę żeby oglądali mnie ludzie na Marsie. Aktorzy mówią, że ich filmy dobrze się sprzedają na prowincji, ja chcę, żeby o moich mówili, że są bardzo popularne w Czarnej Dziurze. „Kina są przepełnione w Czarnej Dziurze”. Za 10 lat to ja będę miał największy sukces. Będę miał taki sukces, że on mnie przerośnie.
Jestem pewien, że Raveena będzie ze mną pracować, kiedy zostanę Michaelem Jacksonem.... i tak pracuje już teraz z tancerzami.

-Czy według indyjskich standardów, odniosłeś sukces?

Tak, ale nie taki, jak Amitabh. Pojechałem spotkać się z panem Bachchanem i kiedy pan Bachchan szedł ulicą, nagle mieszkańcu Juhu zaczęli wyrastać zewsząd, wychodzić z zaułków, rynsztoków, rur kanalizacyjnych, zsuwać się z drzew i zapadła nagła cisza. Był strasznie miły. Kiedy ludzie stojący przed domami machali do niego powiedział, „Shah Rukh, proszę, chodź ze mną, machają do ciebie.”
Kryteria sukcesu dla mnie jako aktora to nie cztery złote jubileusze. To raczej być szanowanym jak Dilip Kumar. Mieć nazwisko jak Balraj Sahni, pan Sanjeev Kumar, pan Bachchan, Mohammad Rafi i Lata Mangeskhar. Czy jestem szanowany jak oni? Jeszcze nie i może nigdy nie będę. Gdzie więc leży sukces?

-Czy uważasz, że kiedy będziesz w wieku Amitabha, będziesz wciąż dostawał propozycje ról?

Nie wiem, czy mając tyle lat będę wciąż grał. Przecież nie znasz wszystkich moich zajęć. Siedzę i gram w gry video, bawię się z psami. Może otworzę centrum całodobowej opieki dla dzieci.

-Ile lat w zawodzie sobie dajesz?

Pięć już minęło, zostało pięć. Dziesięć lat to długo. Kiedy widzę zaangażowanie Anila po 15 latach pracy, nie widzę w tym siebie. Nie sądzę, żebym dał radę utrzymać w sobie ten stosunek do filmów, jaki mam dziś. Już teraz czuję się znużony. Po dwóch, trzech latach zacznę zmniejszać ilość filmów. Stanę się absolutną gwiazdą i będę robił absolutne masale – dużo walk, tańca, skoków z wieżowców.

-Czy kiedykolwiek sukces wymknie ci się z ręki?

Nie sądzę, żebym na to pozwolił. Sukces od zawsze mi towarzyszy. Kiedy uprawiałem sport, byłem zawsze najlepszy. Zdobywałem trofea. Kiedy byłem w szkole.... (przerywa)

-Ale może z wiekiem i upływem czasu...

Nigdy się nie zestarzeję. Czy wyglądam starzej niż w „Raju Ban Gaja Gentleman”?

-Nie wyglądasz. Ale za dziesięć lat...

Wtedy będę miał 40 lat. Teraz mam 30. Za kolejne 10 lat będę wciąż dobrze wyglądał.

-Jak tego dokonasz?

Teraz czuję się, jakbym miał 11-12 lat. Powie ci to każdy, kto ze mną pracuje, kto mnie zna. Wierzę w to i według tego żyję. Jestem smarkaczem, nawet nie smarkaczem, tylko dzieckiem. Mówię co chcę powiedzieć. Gram jak dziecko. Moje role są dziecinne. Dla mnie cała nasza branża jest jak piaskownica.

-Ale to chyba właśnie ta bardzo dorosła materialna premia jaką masz na skutek sukcesu wyniosła cię na wyżyny – masz drogie auta, luksusowy dom, pokaźne konto w banku?

Jestem chyba najuboższą gwiazdą. Nie zarabiam dużo. Przysięgam na Boga, że tak jest. Płacę podatki. Jestem chyba najtańszą gwiazdą w kraju. Każdy ci to potwierdzi. Pieniądze nie są najważniejsze, bo Bóg dawał mi wystarczająco dużo.

-A nie pragniesz mieć kiedyś więcej?

Już teraz mam za dużo. Ale teraz będę potrzebował jeszcze jednego pokoju dla dziecka. Ale to nie dlatego, że jestem zachłanny, tylko dlatego, że pochodzę z Delhi, a większość Delhijczyków, nawet nie pochodzących z wyższych sfer, ma przestronne domy. Chciałbym, żeby dzieci miały przestrzeń. Nie znoszę małości. Jestem pewien, że dziecko będzie podobne do mnie, chcę mu (lub jej) dać dużo miejsca. Chłopcy zawsze pozostaną chłopcami, zmienia się tylko cena zabawek. Gauri próbuje kontrolować wydatki. Ja jestem rozrzutnikiem. Nie mam pieniędzy. Ona nie daje mi nawet jednej rupii. Sanjay Kapoor mówi, „muszę prosić Boney o pieniądze.” Ja też nie mam pieniędzy. Zajrzyj do mojego portfela – pusty.

-Powróćmy do twoich ulubionych filmów - „Tevar” Yasha Chopry popadł w kłopoty, bo nikt nie chce wziąć roli drugiej bohaterki. Czy scenariusz będzie przerabiany?

Gdyby Yashji tobie opowiedział tę historię, też nie zgodziłbyś się zagrać, zapewniam cię. Powtarzam mu, żeby nie opowiadał nikomu scenariusza, bo nikt go nie rozumie. Opowiada o scenach (naśladuje Yashaji). A ponieważ Madhuri już podpisała kontrakt, więc podejście do drugiej bohaterki jest takie, „Madhuri gra główną rolę, a ta druga rola nie będzie dobra.” Mówię aktorkom, że gdyby brali mnie pod uwagę, brałbym tę rolę w ciemno, ale mnie nie chcą. Według mnie, Rekha w „Silsila” ukradła przedstawienie. Na końcu pan Bachchan wraca do Jayi Bachchan, ale Rekha, cóż ona takiego złego zrobiła, co? Upiła się i flirtowała, ale żal ci jej.

-W „Chahaat” po raz pierwszy Mahesh Bhatt i Shah Rukh Khan pracowali razem. Warto było?

W panu Bhatcie jest fantastyczna mieszanka tego, co komercyjne i artystyczne. Lubię jego uczciwość. Mówi, „Teraz sprzedają się filmy akcji. Dajmy więc do filmu sceny akcji.” Chyba w ciągu pięciu lat, poza „Chaahat” nie widziałem innych jego filmów. Są tam niesamowite sceny tańców, walk, komediowe. Wszystko to świetnie się sprawdza. Zrobił kilka kapitalnych filmów i nie wiem, co miałoby być złego w próbie zrobienia fantastycznego filmu komercyjnego. Uważam, że świetnie się spisaliśmy w „Chahat”. Następny film nad którym pracujemy, „Duplictae”, jest też świetny. Pracy nad „Arth” jeszcze nie zaczęliśmy.

-Czy „Dilwale” Adityi Chopry będzie wyraźnie różnił się od filmów Yasha Chopry?

Raczej przypomina filmy Mansoora Khana, Sooraja Barjatyi.

-Kiedyś podczas luźnej rozmowy powiedziałeś, że czujesz, że Mansoor i Sooraj są w stanie kręcić mocne filmy pełne przemocy. Naprawdę tak uważasz?

Uważam, że potrafią kręcić także filmy pełne przemocy. Powinni je kręcić, a ja powinienem w nich grać. Robią filmy, w których jest takie umiłowanie dobroci. Według mnie nikt nie może być tylko dobry, zło jest bardzo efektowne do pokazywania. Kiedy oglądasz „Ram i Shyam”, ciekawszy jest zawsze Shyam. Gabbar Singh i Mogambo są fascynujący. Zły facet zawsze na ekranie wypada lepiej. Nie możemy uzewnętrzniać naszego wewnętrznego zła, więc szukamy dla niego maski w filmach i ich bohaterach. Uważam, ze ostatnia scena z „Maine Pyiar Kiya” Sooraja Bartyi z Salmanem uzbrojonym w pas była bardzo gwałtowna. Oczywiście, jest w tym także ręka Salmana, który jest bardzo nastawiony na sceny akcji. Ale poza wszystkim innym, uważam, że obaj będą kiedyś robić świetne, twarde kino, w stylu „Deewar.”

-Podejrzewam, że znudzisz się cukierkowo słodkim bohaterem „Dilwale Dulhania Le Jayenge”.

Tak, szybko męczy mnie bycie dobrym. To nierealne, ja taki nie jestem. Nikt taki nie jest. Ile jest wśród nas Matek Teres z Kalkuty, czy Gandhich? Ja taki nie jestem. Prawdę mówiąc, bohater „Dilwale...” jest tak dobry, że chcesz nim potrząsnąć i powiedzieć, „A czemu nie? Walnij go, walnij go!” (już rozumiem, czemu wymyślił mordobicie na końcu – przypisek tłumaczki). Ale to, że się nie bije, sprawa, że jest wspaniałym bohaterem tego filmu.

-Masz więc ciemną stronę. W wywiadzie telewizyjnym Naseer powiedział, że Shah Rukhowi grozi bycie jak Rajesh Khanna. Czy prosiłeś go, żeby ci to potem wyjaśnił?

Może chodziło mu o to, że wyłysieję (śmiech). Miał na myśli, że mogę popaść w pułapkę stylu. Naseer saab zawsze powtarza mi, ze powinienem rozwijać technikę. Mówi, ze powinienem już przestać polegać na mojej energii i zacząć zachowywać się adekwatnie do statusu. Uważa, że w danej chwili wszystko, co zrobię, będzie się podobało. Anil Kapoor też uważa, że przez najbliższych kilka filmów będzie się podobało wszystko, co zagram. „Ludzie tak bardzo cię lubią, że spokojnie możesz ulepszać swoją technikę. Rajesh Khanna był synonimem filmowego romansu, a Naseer czuje i obawia się, że ja mogę stać się synonimem intensywności, a to zahamuje mój aktorski rozwój. Ja też tego nie chcę. Jak inaczej trafię na Marsa?.

Tłumaczenie: Mowilka

Serdeczne podziękowania dla wryddhy za tłumaczenie tekstów w hindi


© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"