Jestem dziwny, ekscentryczny, trudny
Wywiad dla Mid-day, 14 grudnia 2008r.
Autor: Shradha Sukumaran
Zgodnie z tytułem „Rab Ne Bana Di Jodi” pary są
dobierane w niebie. Wierzysz w to? Czy dwoje ludzi może
być dla siebie stworzonych, jak może twoi rodzice albo
Gauri i ty?
Nie, nie, nie, moi rodzice ciągle się kłócili i mieli
swoje problemy. Ale sądzę, że wychowali dobrze dzieci.
Związki są sprawą indywidualną. Bóg to wielkie słowo –
związane z siłą wyższą, szczęściem, okolicznościami,
sytuacjami, przypadkami, szansami. I najwyraźniej
związki są dziełem przypadku.
W „Billo Barber” wypowiadam interesującą kwestię: „Kiedy
się rodzisz, Bóg nie bierze cię za rękę i nie wkłada jej
w dłoń twego przyjaciela. Ty to robisz. Podczas swej
drogi odnajdujesz przyjaciół”.
Takie właśnie są związki. Natykasz się na nie, nagle na
nie wpadasz, a czasami dorastasz wraz z nimi. Każda
opowieść miłosna jest indywidualna – to, jak się zaczęła
i dokąd wiedzie. W każdym związku istnieją problemy.
Zawsze powtarzam: „Powinniście dać sobie nawzajem
przestrzeń. Ale wypełnić całą tę przestrzeń swoją
miłością. Masz wolność, ale kiedy mnie potrzebujesz –
wiesz, że jestem obok”.
Nienawidzę, kiedy ludzie mówią: „Musimy porozmawiać”.
Dlaczego? Wystarczy, żebyście byli ze sobą. W moim
związku jestem mało rozmowny, bardzo cichy. Gauri mnie
wyczuwa, zna mnie. Nigdy nie nalega, żebym opowiadał jej
o moich problemach. Wie, kiedy jestem nieszczęśliwy i
potrafi temu zaradzić. Jestem zamknięty, wyobcowany i
trudny w pożyciu. Obsesyjnie traktuję moją pracę, dzieci
– pobłażliwie. Jestem dziwny i ekscentryczny. Ale ludzie
sprawiają, że tak się nie zachowuję
Mam problem z kręgosłupem, ale z tym żyję. Tak jak w
związkach – można mieć ból głowy i wytrzymywać z tym.
Widziałem wiele par, które moim zdaniem były dla siebie
stworzone, a mimo to się rozstały. To nie cynizm z mojej
strony. Widziałem pary, o których sądziłem, że nie
wytrzymają razem ani sekundy, a jednak były razem do
końca życia. Nie znam pary idealnej – i na tym właśnie
polega piękno związków. Tworzysz je z tego wszystkiego,
co wspólne.
Czy sądzisz, że twój bohater jest zbyt naiwny?
Jest taki jak ja. Osiemdziesiąt procent ludzi będzie
myśleć: „On nie jest bohaterem, jakim chcielibyśmy być,
on jest taki, jak my”. A on dobrze się czuje z tym, jaki
jest. Film jest rozrywkowy, zabawny, tragikomiczny.
Jeśli jesz pizzę i grillowanego kurczaka przez miesiąc i
nie próbujesz domowego jedzenia, a potem dostajesz
parathy i dal, mówisz: „Kurczę, człowieku”! Nawet nie
miałeś świadomości, że ci tego brakowało. „Rab Ne Bana
Di Jodi” taki właśnie jest. Ciepły i miły.
Brakowało ci pracy z Adityą?
Najprostszą odpowiedzią byłoby: „Tak, uwielbiam z nim
pracować”. Adi (Aditya Chopra), Karan (Johar), Farah (Khan),
Farhan (Akhtar) – wszyscy oni są moimi przyjaciółmi.
Myślimy w podobny sposób. To cudowne spędzić sto dni z
kimś, kto podobnie myśli. Uwielbiam łączyć pracę z
życiem osobistym. Razem gadamy, śmiejemy się i gramy w
różne gry.
Grasz w gry z Adityą Choprą?
Tak, tak! Pokonałem go w scrabble o ułamek punktu. W
tenisie stołowym to on skopał mi tyłek. Innego dnia
graliśmy w nogę – był żałosny. Gram ze wszystkimi moimi
reżyserami poza Karanem – on tego nie lubi. Ale jest
niesamowicie inteligentny, gdy się z nim usiądzie do
rozmowy. Z Farah gramy w mnóstwo gier słownych.
Właściwie spędzamy mnóstwo czasu na planie, grając! Z
Farhanem zazwyczaj rozgrywamy mistrzostwa w piłce
nożnej. Nawet z Ashutoshem (Gowarikerem) – zazwyczaj
graliśmy w krykieta. Ale on był nudny, bo chodził spać
około północy, a ja jestem na nogach do trzeciej lub
czwartej nad ranem. Pracuję z tymi reżyserami, bo są w
stanie grać że mną w gry video.
Czy Aditya nie dał ci listu po „Dilwale Dulhania Le
Jayenge”?
Ja podarowałem mu jeden. Adi po prostu daje mi filmy. O
co mogę prosić Yasha Choprę? Ofiarował mi „Darr”, „Dilwale...”,
„Dil To Pagal Hai”, „Mohabbatein”, „Veer-Zaara”, „Chak
De India”, „Rab Ne Bana Di Jodi”. Zawsze mówię Adiemu:
„Spadaj z tandetą. Po prostu daj mi najpiękniejsze
filmy”. Zapytałem go w tym roku: „Co mi podarujesz na
urodziny”? Powiedział: „Wypuszczę piosenkę „Haule Haule”
(uśmiecha się szeroko). Tani gnojek! Małpa! W tym roku
wyjechał ze swoim filmem, w innym wypadku zawsze daje mi
fajne elektroniczne gadżety, bo wie, że je uwielbiam.
Wciąż mam zamiar wydębić coś od niego (sięga po
telefon). Zaraz piszę do niego sms.
Pojawiły się doniesienia, że wpływałeś na Rahula
Gandhiego (polityk indyjski) przeciwko Vilasrao
Deshmukhowi (premier stanu Maharasztra).
Wysłałem do redaktora tylko jedną wiadomość: „Bzdura”.
(Gniewnie) To pier... bzdura. Codziennie pojawiają się
jakieś nowe relacje i są idiotyczne. Dlaczego powinienem
wypowiadać się o pracy kogoś innego? Nie mówię osobom z
mojego biura, kogo mają zatrudniać, a kogo nie.
To obraźliwe. Mówisz o panu Vilasrao Deshmukhu, który
rządzi miastem i stanem, w którym mieszkam, szanowanym
polityku. Poza tym to ojciec mojego dobrego przyjaciela
– Riteish nim jest. (Ze wstrętem) Sądzę, że media
powinny z tym skończyć. Przeczytałem to, a potem
próbowałem zadzwonić do Riteisha. Nie wiem, czy to
oznaczało coś dobrego, czy złego, ale wyszedł z biura.
To tyle. Nie odstępujmy od prawdziwych problemów, ku
którym musimy się zwrócić.
Jakie to uczucie, kiedy rząd Malezji honoruje cię
takim odznaczeniem, jak ostatnie? Jak twoje dzieci
oceniły twój strój?
Zrobiłem parę fajnych zdjęć. Wydają mi się zabawne i
dziwaczne (uśmiecha się). Mój syn jest na nich w
szortach i koszulce Manchesteru.
Ale to było wielkie wyróżnienie. Zamknięto cały stan na
trzy godziny i wszyscy wyszli na ulice. Tysiące ludzi w
tradycyjnych strojach tańczyły dla mnie. To było tak,
jakby świętowali przyznanie tego tytułu. Potem wszyscy
nazywali mnie „datuk” – w samolocie, na lotnisku. To jak
tytuł szlachecki. Otrzymałem odznaczenie od francuskiego
rządu w ubiegłym roku, mam tytuł Padmashri. Moja żona po
prostu to przyjęła do wiadomości. To więcej niż mi się
należy – to fantastyczne i poruszające.
Jak daleko posunięte są prace nad twoją
autobiografią?
Właściwie moja książka jest gotowa. Przedmowa, środek,
wszystko. Zostało mi około sześciu rozdziałów – na
wszelki wypadek, chciałbym ich mieć 25. Sześć jest
poświęconych mojej pracy. Mam z tym problem. Skończyłem
te dotyczące prywatnego życia, ale z tymi o pracy mam
trudności.
Odkąd zdecydowałem się zacząć grać, zdecydowałem się
też, by zacząć pisać. Oczywiście nie piszę o każdym
filmie. Każdy rozdział to cztery lata i kilka
szczególnych produkcji. Po prostu nie umiem tego, co
robię, ubrać w słowa. To problem. Może dlatego, iż
czytałem tak wiele o moim życiu zawodowym, że postrzegam
je jako nieważne.
Skąd będziesz wiedział, kiedy skończyć? Właśnie
otrzymałeś tytuł, masz premierę nowych hitów.
Nie, moja autobiografia kończy się w chwili narodzin
mojej córki. Nazywa się „20 lat dekady”. To taki pomysł,
że dwadzieścia lat ścisnąłem w dziesięciu. Spędziłem
dziesięć lat na graniu bez przerwy. Jak mówię, zawsze
mogę napisać drugą część.
Uwielbiasz piłkę nożną. Byłeś podekscytowany
przybyciem Diego Maradony do Kolkaty?
Znam organizatora i naprawdę, naprawdę chciałem pojechać
i spotkać się z Maradoną. Chciałem zabrać mojego syna.
Maradona jest wielkim zawodnikiem, ma naturalny talent.
Zarezerwowałem nawet lot. Ale przydarzyła mi się
kontuzja ramienia. Po tym, co się stało w mieście, nie
miałem ochoty świętować i zrobiłem tylko wyjątek dla
ceremonii przyznania tytułu datuka w Malezji, bo daty
były już ustalone i zamknięto cały stan.
Czy Maradona jest największym piłkarzem?
Za mojego życia? Kogo ja widziałem? Oczywiście.
Widziałem tylko Pelego na video i był fantastyczny. Jak
pan Dilip (Kumar) i pan Amitabh (Bachchan). Dorastałem,
oglądając filmy Amita-ji. Uwielbiam oglądać Diego
Maradonę. Wciąż pamiętam mistrzostwa świata, podczas
których dostał czerwoną kartkę i został usunięty z
boiska. Kocham Diego Maradonę.
Czy to nie jest także ta przyjemna część bycia Shah
Rukhiem Khanem? Możesz spotykać swoich idoli – ostatnio
spotkałeś Roberta DeNiro.
Tak, spotkałem Roberta DeNiro, Angelinę Jolie parę lat
temu, Will Smith imprezował w moim domu. Każdego, kogo
uwielbiam czy lubię, jakoś udaje mi się spotkać.
Chciałbym spotkać Diego Maradonę. Wciąż myślę, że to
pewnego dnia nastąpi.
Tłumaczenie: praca zbiorowa / GosiaJG / shahrukhkhan.pl
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"