w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Rising Mercury - Wschodzący Merkury *

Wywiad dla Filmfare'a, sierpień 1998 r.
Autor: Jitesh Pillai


(*tytuł jest grą słów; określenie „rising” oznacza „wschodzący”, także w znaczeniu wschodzącej gwiazdy („rising star”); Merkury w mitologii rzymskiej jest m.in. bogiem zysku,handlu)

Wali na oślep w towarzystwo wzajemnej adoracji. Potem umiera ze śmiechu. Poza tym jest wybuchowo ekspesyjny. A potem uśmiecha się tym uśmiechem – diabolicznym i ozdobionym dołeczkami. Czapki z głów przed SRK, ulubionym facetem czarnego rynku.
Witajcie w kosmicznej przestrzeni gwiazd. Albo w świecie według Shah Rukha Khana. Facet sprzedaje bilety na tony, bez przerwy brzęczące sygnały wiadomości uświadamiają, że jest jak skała, niezależnie od nieustającego szturmu młodych i obiecujących Kumarów, Khanów i Khanna’ów.
Co ciekawe, nie nadskakują mu poplecznicy. Tylko Subhash, który nie przestaje dopełniać kubka Shah Rukha herbatą.
W wywiadach aktor nie szczędzi starań. To, co niektórzy uważają za szaleństwo, jest zwyczajnie odmową bycia pretensjonalnym.
Zapis nie jest w stanie przekazać szybkości wystrzeliwanych przez SRK słów i jego procesu myślowego. Niemniej jednak to próba zgłębienia umysłu aktora, który upiera się przy wolności wyrażania siebie zarówno na ekranie, jak i poza nim.

W branży chodzą pogłoski, że „Duplicate” jest klapą.

Przepraszam, „Duplicate” dobrze się wiedzie na ekranach. Został sprzedany za tanio, by być katastrofą. Może nie jest takim hitem jak „Dilwale Dulhania Le Jayenge” czy „Dil To Pagal Hai”. Ale nikt nie narzeka. Został świetnie przyjęty za granicą, w okręgu Delhi i Uttar Pradesh. Czy odpowiedziałem na twoje pytanie?

Dlaczego reżyser Mahesh Bhatt nie angażował się w pełni w tworzenie filmu?

Ej, koleś, nie wciągaj mnie w żadne kontrowersje. Dzieciaki kochają moją podwójną rolę w „Duplicate” i – niespodzianka! – krytycy też. Myślę, że naprawdę zrozumieli niuanse charakterów postaci, które gram. Inaczej niż w filmach takich jak „Ram aur Shyam” czy „Chaalbaaz”, publiczność identyfikuje się z bohaterem – sierotą, zamiast z tym bardziej efektownym. Obaj, Manu i Babloo, są świrami. Ich żałosne próby, by być jak inni, są szczególnie ujmujące w scenach, kiedy zamieniają się miejscami. To znaczy – oni po prostu nienawidzą być sobą nawzajem.

A co z pracą z Manim Ratnamem nad „Dil Se”?

Mani tego nie wie, ale jest bogiem. Naprawdę tak uważam. Właściwie cokolwiek o nim powiem, będę się rozpływał.
Karan Johar też zrobił dobrą robotę w „Kuch Kuch Hota Hai”. On wierzy w szkołę Yasha Chopry, Sooraja Barjatyi, Adityi Chopry. Żartuję z Karanem, że pracowałem z samym Yashem-ji, a teraz pracuję z wszystkimi jego naśladowcami, haha.
Odkładając żarty na bok, uważam, że branża przechodzi przez fazę, w której każdy chce robić nieskazitelne i eleganckie filmy rodzinne. Eee, prawdę mówiąc, nie bawi mnie to.

Dobrze. Ale powiedz, dlaczego tak się rozpływasz nad Manim?

Ponieważ jest zwyczajny i skromny. Nie popisuje się. To znaczy nie bije piany w rozmowach z aktorami i nie pokazuje im, jak grać. Nie tańczy z nimi i nie udaje, że robi największy film na świecie. Nie nalega na 145 dubli.
Mimo to ma talent do wydobywania z aktorów tego, co najlepsze. Jak Yash Chopra. Nigdy się nie denerwuje. A statystyki wskazują, że większość aktorów, którzy z nim pracują, zdobywa nagrody. Sprawia, że wszystko wydaje się bardzo łatwe.

Mów dalej, słucham.

Podczas pracy nad „Dil Se” nauczyłem się nowego sposobu grania. Subtelności. Dzięki Maniemu uświadomiłem sobie subtelności, które niektórzy traktują jako pewnik.
Miałem scenę z Zohrą Sehgal, która gra moją babcię. Byłem w stosunku do niej ostrożny i nadopiekuńczy. Mani przypomniał mi, że w prawdziwym życiu nie jesteśmy tak delikatni i grzeczni w stosunku do naszych mam i babć. Tak naprawdę ciągle je nękamy. „Czemu dotąd nie podano mi jedzenia? Gdzie są moje buty”?

Powiedziałbyś, że czas szaleństwa na punkcie techniki się skończył?

Ktoś twierdzi, że fascynacja techniką było tylko kupą czczej gadaniny. Powstała masa gównianych filmów, które otworzyły oczy na oczywisty fakt, że nie da rady stawiać tylko na technikę. Powinna być ona poparta myśleniem. To miejsce, w które wszedł Mani Ratnam.
Pozwól mi powiedzieć trochę o „Titanicu”. Wydaje mi się, że to zanglicyzowana wersja „Dilwale Dulhania Le Jayenge”.

Ha, powtórz.

Oczywiście. Historia opiera się na typowym zagraniu kinowym: chłopak spotyka dziewczynę.
Ale emocje i wykonanie sprawiają, że film przewyższa resztę.

Skoro tak twierdzisz...
Powiedz, radzisz sobie ze swoją sławą?


Tak i nie. Nie, ponieważ teraz każdy film ze mną jest niecierpliwie wyczekiwany. A ludzie tutaj nie są zbyt pobłażliwi. Wciąż chcą ściągnąć mnie w dół. Jestem ofiarą syndromu „ale”. Mówią: „Shah Rukh jest dobry, ale...”. Niechętnie okazuje mi się uznanie za to, co robię. Kiedy mój nowy film jest grany pierwszy tydzień, branża umiera z chęci nazwania go klapą.

Dlaczego? Czy próbowałeś to zrozumieć?

Zapytaj, czy mnie to obchodzi. Widzisz, nie chcę zabrzmieć pompatycznie, ale odkąd tylko pojawiłem się w przemyśle, moja kariera rozwijała się coraz bardziej. Proszę, nie zrozum mnie źle. Jeśli się spojrzy w przeszłość, widać, że średni czas błyszczenia gwiazdy na firmamencie kinowym to dziesięć lat. Według tej miary jestem na szczycie od siedmiu lat. To całkiem nieźle.

Najwyraźniej stereotypowe reakcje branży niepokoją cię.

Skłamałbym, gdybym powiedział, że to nieprawda. Ostatnio pewien muzyczny potentat powiedział mi, że jego film dobrze sobie radzi po początkowym nieudanym starcie tylko dlatego, bo zmienił hasła reklamowe na plakatach z „historii miłosnej” na „rozrywkę dla całej rodziny”. Uwierzysz? Jednym ruchem zniszczył pracę swego reżysera, aktorów i ekipy technicznej. Potem powiedział: „Proszę pana, pan jest bohaterem kina familijnego. Gdyby to pan kręcił nasz film, stałby się on jak „Dilwale Dulhania Le Jayenge”... Wybacz, ale wyobraź mnie sobie jako bohatera kina familijnego! Myślałem, że jestem złym facetem, który czyni dobro.

Mógłbyś to rozwinąć?

Nie mam zamiaru nikogo urazić. Nigdy nie wyobrażałem sobie siebie w „Qayamat Se Qayamat Tak”, „Maine Pyar Kyun Kiya” czy „Phool Aur Kaante”. Ale mogę z pewnością powiedzieć, że żaden bohater kina familijnego nie zrobiłby tego, co ja w „Baazigar” czy „Darr”. Podejmowałem ogromne ryzyko. To dlatego nienawidzę upraszczania pewnych rzeczy.
Kiedy grałem w moich pierwszych filmach, wszyscy mówili, że mogę być tylko czarnym charakterem. Potem, kiedy wystąpiłem w „Zamaana Deewana”, „Guddu” itp., powiedziano, że nie zostałbym zaakceptowany jako amant. A teraz, po „Dilwale...” i „Dil To Pagal Hai” mówi się, że jestem bohaterem kina familijnego. Co mam teraz zrobić?? To tak, jakbym zdobył Mount Everest i wszyscy mi tego zazdroszczą. Proszę, nie bądźcie zawistni.

Nie przejmuj się.

Chciałbym. Nie umniejszajcie siedmiu lat mojej ciężkiej pracy poprzez opisywanie mnie jako bohatera kina familijnego. Upraszczanie niezmiernie mnie wkurza. Wszyscy gadają o mojej energii, intensywności i o tym, jak powinienem się okiełznać. Dlaczego? Dajcie mi spokój. Pozwólcie mi robić to, co robię. Nikt nie czepia się Juhi Chawli, Manishy Koirali czy Urmili Matondkar, nie nudzi, że ciągle robią to samo. Jak to się stało, że jestem ciągle kozłem ofiarnym?
W każdym razie – kogo to obchodzi? Robię to, co mnie ekscytuje. Wolę potem żałować niż siedzieć w bezpiecznym kącie i nic nie robić.

Co reżyserzy mówią o tobie?

Obrzydliwie rozpieszczam moich reżyserów. Jestem pewien, że Mani Ratnam, Subhash Ghai i Karan Johar chcieliby ze mną pracować bez przerwy. Bo jestem cholernie dobry w tym, co robię. Haruję jak wół, by stworzyć magię na ekranie. Co więcej, nigdy nie mam złego nastroju.
Uwierz mi, jestem najmniej egoistycznym aktorem. Reżyserzy kochają mnie tak bardzo, że kiedy mają ze mną kręcić ujęcie, chcą też zbliżeń. Czemu? Ponieważ ci, z którymi pracuję, uwielbiają mnie w zbliżeniach. Nie chcą uronić nic z tego, co pokazuje moja twarz.
Nie dopraszam się o efektowne sceny „wejścia”. Nie musi być muzyki ciężkiego kalibru w podkładzie i kamery filmującej mnie od czubka butów do czubka głowy. Jeśli potrzebowałbym wielkiego wejścia, by zaznaczyć swoją obecność, nie byłbym gwiazdą.
Mimo to coś w tym jest, że jestem nieszczęśliwy z powodu tego, co się dzieje wokół mnie. Ok, z drugiej strony to uwielbiam. Oddział policji pilnuje tłumów, kiedy kręcę w plenerze. Codziennie dostaję niezliczone ilości ofert filmowych. Ale chora stroną tego jest to, że jestem na celowniku antyspołecznych typów, moje życie jest w niebezpieczeństwie, moja żona cały czas martwi się o mnie. Czasem obawiam się, czy mój sukces nie obudził demonów.

I?

Jedno, co chciałbym powiedzieć, to: „Proszę, pozwólcie mi grać”. Na mój sposób. Nie traktujcie mnie jak biznesmena. Myślę sercem. Proszę, niech tak zostanie.

Czy nie planujesz założyć firmy producenckiej?

Tak, z Juhi Chawlą i Azizem Mirzą. Nazwiemy ją Dreams Unlimited („Marzenia Bez Granic”). Będziemy robić fajne, cudowne filmy. Nasze motto to: „Nie możemy zamienić twoich marzeń w rzeczywistość... ale przynajmniej spędzisz z nami przyjemnie czas”.

Czym różni się twoje istnienie na ekranie z Kajol („Kuch Kuch Hota Hai”) i Manishą Koiralą („Dil Se”) teraz, po „Dilwale...” i „Guddu”?

Kajol i ja jesteśmy bardzo dobrzy w romantycznych scenach. Myślę, że świetnie porozumiewamy się spojrzeniem. A z Manishą spędziłem teraz więcej czasu niż podczas kręcenia „Guddu”. Jest przemiłą osobą. Jej wrażliwość sprawia, że staje się łatwym celem ataków.

Czy zrezygnowałbyś ze swojego sposobu pracy dla twoich filmowych partnerek?

Dlaczego tylko dla partnerek? Zrobiłbym to także dla moich partnerów. Dziś, jeśli Sridevi zechce, bym zagrał z nią w filmie, może już dzwonić do mojej sekretarki i chętnie z nią będę pracował. Bez żadnych wątpliwości.
Zrobiłbym wszystko dla Amitabha Bachchana. Także dla Madhuri Dixit i Juhi Chawli. Ponieważ w pewnym sensie pomogły mi zmienić moje marzenia w rzeczywistość. To znaczy, zobaczyłem je improwizujące w „Tezaab” i „Qayamat Se Qayamat Tak”, kiedy byłem nikim. Potem stały się moimi filmowymi partnerkami. Czego więcej mógłbym pragnąć?

Co jest najgłupszą rzeczą w aktorstwie?

Kiedy podchodzi fan i prosi, bym się uśmiechnął, by mógł sprawdzić, czy moje dołeczki są prawdziwe. Wrrr! Po latach mojej ciężkiej pracy wszystko, co chcą widzieć, to moje dołeczki!
Z drugiej strony, może powinienem się martwić tylko o nie (uśmieszek)? Jestem bohaterem kina familijnego.

Co postrzegasz jako najbardziej tragiczne?

Kiedy jesteś na szczycie jako aktor, a potem rynek decyduje, że czas się wynosić. Widzę, że to przydarzyło się zbyt wielu aktorom. Nawet kiedy robią, co mogą, publiczność w telewizyjnych wywiadach przed kinami zjeżdża ich w stylu: „Zestarzała się”. To mnie dobija. Publiczność bywa bezwzględna.

Masz definicję aktorstwa?

Wierzę, że kręcenie filmów jest jak kochanie się. Moja żona mnie za to zabije, ale granie powoduje, że... eee... mam orgazm.

Uważasz, że grasz lepiej podczas prób czy jesteś najlepszy już w rzeczywistym kręceniu? Czy robisz postępy w swojej grze podczas dubli?

Próby są jak gra wstępna. Kręcenie to sam akt seksualny. Uważam jedno i drugie za równie przyjemne (śmiech). Jedno nie istnieje bez drugiego. Jeśli chodzi o duble, pamiętam scenę „Bliżej…” z Madhuri w „Dil to Pagal Hai” i scenę w „Yes Boss”, w której Juhi dmucha w moje oczy. Myślę, że te sceny były o wiele lepsze podczas rzeczywistego kręcenia. Wydaje mi się,
że podczas prób pozostawiały wiele do życzenia.

Czy aktorstwo jest voyeurystyczne?

Ty to powiedziałeś. A ja jestem jak przysłowiowy podglądacz. Zauważam tak wiele rzeczy u ludzi, z którymi się stykam, że gdyby mieli świadomość wszystkiego, co o nich wiem, umarliby   z zakłopotania.

Co cię frustruje w aktorstwie?

To, że nikt mnie nie rozumie. Zarzynam się, by dać dobry występ, ale nikt tego nie zauważa.   W „Dil Se” zrobiłem piosenkę na dachu pociągu. Mani ostrzegał mnie, że mogę tańczyć wszędzie, byle nie na parowozie, bo jest zbyt rozgrzany. Ale nie posłuchałem.
Kiedy film się pojawił na ekranach, wszyscy prawdopodobnie myśleli, że to robi dubler. Smutne, prawda? Nawet pies z kulawą nogą nie reaguje na moją ciężką pracę. Powiedzą jak zawsze: „Shah Rukh, jesteś dobry, ale…”.
A potem widzę innych aktorów przychodzących na plan, zerowo zaangażowanych w film.
I wiesz co? Wszyscy wynoszą ich pod niebiosa. Czasem nawet zdobywają oni nagrody.

Mówi się, że dobrzy faceci kończą ostatni. Czy to prawda?

Bzdura. By być dobrym człowiekiem, musisz najpierw być zły. Jeśli nie doświadczysz mrocznej strony, równie dobrze możesz wygrzewać się w ciepłym domku i nic nie robić.


Tłumaczenie: Gosia JG

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"