|
w skrócie
autobiografia
wywiady
artykuły
o filmach
Still Reading Khan
mapa wspomnień
co lubi SRK ?
nagrody
inni o SRK
|
Król serc
Rozmowa dla screenindia z 13 lutego 2009
Autor: Pryianka Sinha
Film przechrzczony na „Billu” czeka już na premierę. Także
zajęcia związane z IPL są w pełnym toku, podobnie jak
kontynuacja zdjęć do „My Name Is Khan”. Jak się należy
spodziewać, człowiekiem w epicentrum tych wydarzeń jest Shah
Rukh Khan. W jednej chwili przekomarza się z Johnem
Buchananem, w następnej przekonuje lidera Związku
Fryzjerstwa Indyjskiego, wykonuje swe liczne zadania z godną
pozazdroszczenia łatwością. A w międzyczasie odpowiada na
nasze pytania o swoim nieustającym romansie z publicznością.
Czy przewidywałeś kontrowersje wokół określenia „barber”
w związku z filmem „Billu”?
Nie, absolutnie nie. Powiedziałem im, że usunę słowo „barber”
z plakatów, bo nie chcę nikomu okazać lekceważenia, ale
jeśli mnie spytacie, powiem, że się z tym nie zgadzam. Słowo
to w żadnym razie nie ma poniżających konotacji.
Wystosowałem do nich (Związku Fryzjerów) prośbę, żeby
najpierw wszyscy obejrzeli ten film – szczycą się
posiadaniem sześćdziesięciu pięciu milionów członków (do
sprawdzenia! SRK użył określenia six-and-a-half crore
members, crore to 10 milionów wg dostępnych mi źródeł),
byłoby fajnie, gdyby najpierw poszli do kina, a potem
podjęli decyzję. Ja wierzę, że on nikogo nie obraża, ale
jeśli ktokolwiek inny uważa, że tak, zmienię tytuł. Usunę
słowo „hajaam” z piosenek, a film pewnie będzie nosił tytuł
„Billu”, choć nie wiem, czy właściciele kin zdążą nanieść
zmiany na plakaty.
Ostatnio Aamir Khan zrobił ciekawą uwagę – powiedział, że
powinieneś być nazwany geniuszem public relations, ale
marketing nie jest twoją mocną stroną. Teraz, kiedy jesteś w
wirze promocji własnego filmu, muszę zapytać – czy to trafna
obserwacja?
Zauważyłem że ostatnio zajmuję wiele miejsca w myślach
Aamira. Ciągle coś o mnie mówi. Kiedy zobaczyłem kilka z
jego wypowiedzi, pomyślałem sobie: „A był inteligentny”.
Może przechodzi jakiś kryzys wieku średniego. I szczerze
mówiąc, nie ma znaczenia, czego jestem geniuszem. Jestem
geniuszem. Kropka.
Czy był jakiś specjalny powód, żeby premiera odbyła się
14 lutego? Miała mieć miejsce w zeszłym roku. Czy to
romantyczny film?
Najpierw odpowiem na drugie pytanie. „Billu” to bardzo
romantyczny film. Tych dwoje – Irrfan Khan i Lara Dutta – są
małżeństwem z dwójką dzieci. Ale film jest słodką, prostą
opowieścią o zakochanej parze.
Wracając do daty premiery – lubię piątki trzynastego!
Właściwie film miał być wypuszczony na rynek w listopadzie
zeszłego roku, ale wtedy miał premierę „Yuvvraaj” i Subhasji
(Subhash Ghai) poprosił mnie o przesunięcie mojej. Potem
wyjechałem do Ameryki, a wcześniej był „Rab Ne Bana Di Jodi”.
Znów w tym roku nadszedł czas na „Chandni Chowk To China”,
potem Zoya (Zoya Akhtar) powiedziała, że jej film wchodzi do
kin 30 stycznia, a zaraz po nim był Ronnie (Anurag Kashyap)
i „Dev D” – ale może to i dobrze. Może w walentynki ludziom
spodoba się on jeszcze bardziej.
Choć ty grasz w filmie, to Irrfan jest głównym bohaterem,
publiczność może więc sądzić, że ciebie jest w nim za mało.
W przeciwieństwie do filmu Shah Rukha Khana czy Irrfana
Khana, ten obraz ma dwie historie równolegle, które w pewnym
punkcie się zbiegają i sprawiają, że akcja nabiera
rumieńców. Właściwie to mnie było w filmie za dużo, więc
usunąłem dwie swoje sceny. To tak, jak w mojej kwestii w „Luck
By Chance” – długość roli nie ma znaczenia. Przecież nawet w
„Chak De! India” nie było mnie znowu tak wiele – miałem 25
czy 26 dni zdjęciowych.
Co robisz w walentynki, zaraz po premierze?
Biorę Larę i Irrfana do Londynu na imprezę organizowaną
przez Zee. Pewnie zrezygnowałbym, ale bilety są już
wyprzedane. Następnego dnia, 15, idę na operację.
Jesteś wciąż królującym amantem kina hindi. Jak myślisz,
co takiego sprawia, że publiczność wciąż wraca, żeby oglądać
właśnie ciebie?
Po prostu ciężko na to pracuję... Ludzie wciąż mówią, że już
nie jestem królem itd. Ale jeśli trwasz tak wiele lat w
przemyśle filmowym, musi się na to składać kilka czynników.
Jednym, rzecz jasna, muszą być dobrzy reżyserzy i
scenariusze, drugim, na ile wychodzisz naprzeciw
oczekiwaniom publiczności. Ja myślę, że to jest
najważniejsze. Robię filmy naprawdę nie dlatego, że tak
kocham samego siebie, tylko dlatego, że uwielbiam ludzi
oglądających moje filmy. Trzeci czynnik jest taki, że kiedy
pracujesz już długo, ludzie do ciebie przywykają.
Ale mogą się też zmęczyć oglądaniem wciąż tej samej
twarzy...
Powinienem robić filmy, które dotykają jakiejś czułej struny
w sercu choćby jednego widza. Musi być ten związek – ktoś
powinien w filmie znaleźć coś dla siebie. Ja zawsze odnoszę
się do opowieści. Powinno się mieć dobrą opowieść, a wtedy
ludzie się nie znudzą. Jak już mówiłem wcześniej, kwestia
leży w doborze ról. Pięć lat temu, kiedy byłem młodszy, może
nie nakręciłbym „Chak De! India” i „Billu”, ale dziś leżą mi
one bardzo.
A co z twoją następną premierą, „My Name Is Khan”?
Karan próbuje w tym filmie zrobić coś innego - gram
człowieka z autyzmem, łagodniejszą formą zwaną syndromem
Aspergera, w której nie są upośledzone zdolności ruchowe, a
osiąga się pewną formę geniuszu. Osobiście uważam, że ci
ludzie są na wyższym stopniu rozwoju. Uważam, że autyzm to
wyższy stopień ewolucji, w którym osoba jest
superinteligentna i może rozwiązywać i analizować
skomplikowane problemy matematyczne itd., ale nie jest
zdolna do rozszyfrowania emocji. Na przykład nie wie, jak
zareagować na uścisk. Myślę że, jak w futurystycznych
filmach, ludzie powoli będą zmieniać się w rodzaj robotów.
Twoja drużyna, Kolkata Knight Riders osiągnęła maksimum
zysków w zeszłym sezonie, choć nie wygrała. Jak będzie w
tym?
Raczej nie osiągniemy zysków w tym roku. Nawet w ubiegłym
zaoszczędziliśmy masę pieniędzy, bo wielu zawodników nie
zagrało. Co do samej gry, to trudno przewidywać coś na cały
sezon i serię meczów, ale tak, będziemy przez cały maj robić
zgrupowania dla graczy, które pomogą zagranicznym zawodnikom
przywyknąć do indyjskich warunków.
W zeszłym roku byliście jedyną drużyna, która wydała album
muzyczny i miała największy współczynnik efektowności. Czy w
tym roku czas na następny album?
W tym roku Shilpa, Preity i Juhi będą miały za zadanie
dodawać blasku. Ja tym razem nie będę działał w pierwszej
linii. „Korbo Lorbo Jeetbo” jest hymnem, to się nie zmieni,
ale może nagramy jego nową wersję.
Tłumaczenie: Mowilka
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"
|