w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Czuję się jak wariat, któremu nikt nie ufa

Wywiad dla India Today z 1 marca 2010 roku
Autor: Kaveree Bamzai


Jest prawie za piętnaście druga nad ranem. Shah Rukh Khan właśnie zakończył nauczanie swojego syna, który następnego dnia ma egzamin. Kiedy zasiada do zobaczenia meczu między AC Milanem a Manchesterem United, swoją ulubioną drużyną piłkarską, jego myśli są tak chaotyczne, jak ostatnie dwa tygodnie – od chwili, kiedy powiedział, że pakistańscy krykieciści powinni mieć możliwość grania w IPL. Jego poczucie humoru nie zostało nadszarpnięte. Akceptuje także to, że finansowy sukces „My Name Is Khan” oraz pozytywne opinie krytyki o filmie nie są dla niego momentem triumfu. Zamiast tego, jak mówi Kaveree Bamzai podczas dwugodzinnej rozmowy, odczuwa wielką pokorę z powodu niezwykłego wsparcia, które otrzymał od wszystkich przy okazji tego, co jak uważa, było niefortunnym wydarzeniem i „kompletną stratą czasu całego narodu”.

Czy miałeś moment zwątpienia w siebie samego podczas tych długich, trudnych dwóch tygodni?

Stałem się tym, kim jestem, dzięki Mumbajowi. Więc oczywiście było to dla mnie bolesne, że są problemy z premierą „My Name Is Khan” tutaj. Ale z wiekiem przestałem zachowywać się bojowo i dążyć do konfrontacji, jak moja mama, a wykształciłem cierpliwość po tacie. Spróbowałem spojrzeć na to filozoficznie. Zapytałem syna, czego go to nauczyło, a on odrzekł, że tego, iż jeśli nie zrobiło się niczego złego, nie ma co tego roztrząsać. To właśnie zrobiłem. Zawsze napawał mnie dumą fakt, że jestem elokwentny, a teraz myślę, że ta sprawa nauczyła mnie siedzieć cicho, wypowiadać swoje zdanie tylko wtedy, kiedy jakaś kwestia dotyczy mnie. Wiesz, doszło do tego, że teraz, kiedy gdzieś wychodzę, moja żona Gauri pyta: „Dokąd idziesz? Będą tam media? Jeśli tak, nic nie mów”. Mam prowadzić rozdanie nagród i wyobrażasz sobie, iż ona mówi, że zaakceptuje scenariusz? Mówi, że nikt nie rozumie mojego poczucia humoru. Czuję się, jakbym był jednym z tych szaleńców, którym nikt nie ufa. Mam wrażenie, że mój rozsądek jest kwestionowany przez tych, którzy są mi najbliżsi i że wkrótce stanę się powodem zakłopotania mojej rodziny. Parę dni temu na obiad przyszedł Karan Johar i powiedział: „Bracie, mogę ci coś powiedzieć? W ciągu następnych kilku dni, proszę, k..., zamknij się”. Nasz film nie jest polityczny, ale sądzę, że polityka wokół nas przerosła i przestaliśmy ją rozumieć .

Czy kiedykolwiek miałeś poczucie, że powinieneś wycofać się z tego, co powiedziałeś?

Ale jakie słowa miałbym odwołać? Spotkałem Balasaheba i Uddhava Thackerayów (szefowie Shiv Seny - przypis tłumacza), ale nigdy nie poruszałem z nimi tematów ideologicznych. Z całym szacunkiem – uważam, że zareagowali zbyt mocno. Jednak nikt nie żądał ode mnie przeprosin. Nikt do mnie nie zadzwonił, by powiedzieć, że mam to zrobić. Po czasie po prostu się poddałem. Pomyślałem, że skoro premiera „My Name Is Khan” ma się nie odbyć, niech tak będzie. Powiedziałem moim wspólnikom, Karanowi i studiu FoxStar, że zrekompensuję straty. Ale z całym szacunkiem dla programu Balasaheba i Uddhava, autentycznie czułem, że nieporozumienie mogłoby zostać wyjaśnione. Nie sądzę, by ktokolwiek zdawał sobie sprawę z jego następstw. Pole gry nie było jednolite. Ja nie jestem politykiem. Oni nie są filmowcami.

Dlaczego to powiedziałeś?

W programie telewizyjnym zadano mi pytanie: „Dlaczego w IPL nie ma pakistańskich graczy?” Według mnie to właśnie jest problem. Tak, istnieje paradoks. Z jednej strony wściekamy się, kiedy zdjęcie byłego zwierzchnika sił powietrznych zostaje użyte w rządowej reklamie (fotografia zwierzchnika pakistańskich sił powietrznych w latach 2006 – 2009, Tanvira Ahmeda, pojawiła się w całostronicowej rządowej reklamie społecznej przeciwko sztucznym poronieniom, zamieszczonej z okazji obchodzonego w Indiach Dnia Dziewczynki, obok zdjęć m.in. takich postaci jak krykieciści Kapil Dev czy Virender Sehwag; nie wiadomo, kto zaakceptował ostateczny kształt reklamy. W Indiach wywołała ona protesty – przypis tłumacza). Z drugiej – kiedy pakistańscy zawodnicy nie są wybierani do IPL, powoduje to emocjonalne, głośne protesty. Mogę szczerze powiedzieć, że to, co wyglądało jak wspólna decyzja – żeby nie licytować pakistańskich czy australijskich graczy, tak naprawdę było indywidualnym postanowieniem wszystkich właścicieli drużyn. Tak, istnieje terroryzm; tak, obecnie w indyjskim więzieniu jest obywatel tego kraju. Ale czy to oznacza, że jestem pro-pakistański? Jestem zwolennikiem dobrych relacji z wszystkimi narodami. Jeśli nie będziemy prowadzić dialogu z Pakistanem, czy to powstrzyma terroryzm? Terroryzm nie ma narodowości poza swoją własną. W końcu – czy ktoś wie, skąd jest David Headley (obywatel amerykański, który został oskarżony przez władze USA o związek z atakami terrorystycznymi w Mumbaju – przypis tłumacza)?

Denerwowałeś się przed premierą „My Name Is Khan”?

Denerwowałem? Byłem zdruzgotany. Zawsze powtarzam, że każdy, kto jest związany z filmem, w czwartek okazuje się bardzo słaby. W mówieniu o tym nie ma nic wstydliwego. Tu nie chodzi o odwagę czy tchórzostwo. Byłem kompletnie sparaliżowany. Nie umiałem się cieszyć najważniejszym aspektem filmu, jego premierą.

Czułeś się osamotniony jako część przemysłu filmowego?

Nie. Kiedy ja wspomogłem kogoś, gdy miał on kłopoty? Widzisz, mumbajska branża filmowa nie jest jednolitą całością. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent spośród nas chce spokojnej premiery. Każdy chce po prostu, by w piątek spokojnie odbyła się premiera. To nie jest brak strachu czy dobrego serca. Chodzi zwyczajnie o to, że im większa ilość osób się angażuje, tym bardziej to się staje skomplikowane, staje się bardziej jak działanie w stylu „my przeciw nim”. Poza tym przy filmie pracuje ponad dwieście osób; to nie jest sprawa jakiegoś jednego człowieka. Każdy filmowiec się pohamowuje, ale to nie znaczy, że kontrowersje nas nie dotykają. Zobacz, co się stało, kiedy produkowany przez Karana „Wake Up Sid” został zaatakowany za to, że użyto w nim nazwy Bombaj zamiast Mumbaj. Nie wypowiedziałem się wtedy głośno. Nie chciałem bardziej mieszać.

Czy ta kontrowersja przyczyniła się jednak do czegoś pozytywnego?

Tak. Znam Gauri od 1984 roku, ale najcudowniejszą rzeczą, jaką dla mnie zrobiła kiedykolwiek, jest to, że poszła z Suhaną do Inoxu, by zobaczyć „My Name Is Khan”. Wiem, ile ją to kosztuje, by pojawić się publicznie i wypowiadać się przed kamerami. Ma ogromną potrzebę prywatności. Poza tym widziała film już dwa razy. Ale uznała, że skoro tak wielu ludzi stawia czoło pogróżkom i idzie zobaczyć film, ona powinna okazać takie samo zaufanie. Byłem w Berlinie, a ona nawet mi o tym nie powiedziała. Wiem, że to brzmi bardzo dziwnie, jeśli mówi się takie rzeczy po tylu latach, ale ona jest wspaniałą kobietą i matką. Jestem naprawdę dumny z mojej rodziny.


Tłumaczenie: GosiaJG

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"