|
w skrócie
autobiografia
wywiady
artykuły
o filmach
Still Reading Khan
mapa wspomnień
co lubi SRK ?
nagrody
inni o SRK
|
Być Shah Rukh Khanem
Artykuł z Hindustan Times, 3 listopada 2007r.
Autor: Poonam Saxena
Jak to jest być największą w kraju gwiazdą filmową,
jednoosobową marką, indyjskim łamaczem serc nr 1? Jeśli
jesteś Shah Rukh Khanem, odpowiedź jest nieprzewidywalna.
Nie ma komunałów w rodzaju „to miłość i uczucie ludzi, i
łaska boska, i moja ciężka praca itd. itd.”.
Zamiast tego zastanawia się krótko nad pytaniem, a potem
odpowiada: „Nie wiem, czemu jestem popularny. Nie wiem, co
robię dobrze. Dlatego przez większość czasu czuję się
niepewnie. Gdybym w ciągu następnych lat nie był już
popularny, nie wiedziałbym, dlaczego. Ciągle robiłbym to
samo, ale nie wiedziałbym, czemu teraz to nie działa. Nie
wiem więc, co w tej chwili jest kluczem do mojego
gwiazdorstwa. Może to szczęśliwy traf? Bycie na właściwym
miejscu o właściwej porze? Nie mam pojęcia. Czy film jest
ki kahani koi aur likh raha hai. Jestem pracownikiem
legendy Shah Rukh Khana i nawet nie wiem, kto jest szefem.
To dość przerażająca posada”.
Jest późny wieczór. Siedzimy w mumbajskim studio Mehboob,
w którym Shah Rukh kręci reklamówkę dla Hyundaia. Wywiad
trwa wiele godzin, ale ani koncentracja, ani energia Shah
Rukha nie słabną ani na chwilę.
Według Anupamy Chopry, która napisała książkę o
supergwiazdorze: „Jego energia jest nadzwyczajna. Pamiętam
jak rozmawiałam z nim w Chandigarh, kiedy kręcił „Veer
Zaara”. Była trzecia nad ranem i ja opadłam z sił, ale nie
Shah Rukh. Jest także niesamowicie zabawny i rozrywkowy,
nawet jeśli ma tylko jednego widza w pokoju. Zawsze dba,
żeby osoba, która siedzi naprzeciwko, świetnie się
bawiła”.
Ja na pewno bawię się świetnie.
Tuż przed wywiadem przychodzi do niego młoda dziewczyna,
która uwielbia go od dziesięciu lat. Daje mu odręcznie
napisany list i dwa drobiazgi dla syna Aryana i córki
Suhany. W zamian Shah Rukh daje jej gorący uścisk, robi
sobie z nią zdjęcie i gawędzi z nią. Chyba do domu wracała
w ekstazie.
„Myślę o tym” - mówi Shah Rukh. „Myślę o tym, jak ona
wraca do domu pociągiem, wyciąga zdjęcia, pokazuje
przyjaciółkom...”.
To była tylko jedna wielbicielka. Tam, skąd przyjechała,
są ich tysiące, spragnione autografu, zdjęcia, rozmowy,
zabiegające o jego uwagę. Czy daje mu to poczucie mocy?
„Jestem od tego daleki” - mówi Shah Rukh. „Czuję wielki
smutek, że mam wpływ na tak wielu ludzi, a nawet ich nie
znam. Czuję ich oddanie i uwielbienie. Niezdrowe emocje
wywoływane przez moją pracę nie dotykają mnie. W ten
sposób powinna mnie kochać matka, która uważała, że jestem
jak Dilip Kumar”.
Lecz czy nie cieszą go przywileje gwiazdorstwa? „A jakie
przywileje?” - pyta Shah Rukh. „Tak, pewnie mam jakąś
niesamowitą ilość butów i dżinsów. Kiedy idę do sklepu i
widzę dwie rzeczy, które mi się podobają, a nie mogę się
zdecydować, kupuję obie. Ale z drugiej strony... moja
rodzina jest narażona na niepokój i gniew w każdy piątek,
w który odbywa się premiera mojego filmu. A wcale na to
nie zasłużyli”.
W najbliższy piątek pojawi się w kinach kolejny jego film,
własna produkcja „Om Shanti Om”. Shah Rukh niezmordowanie
promuje reżyserowaną przez Farah Khan opowieść o
reinkarnacji i odwecie. Musi udzielić wywiadu każdemu
absolutnie kanałowi TV, gazecie, magazynowi, radiostacji w
kraju. Nic go nie powstrzyma, żeby wypromować film – czy
to będzie pokazanie nowiutkiego six-packa, czy
zaprezentowanie nowej heroiny, Deepiki Padukone, czy
własnego wyglądu a'la lata 70. I nie, nie uważa, że to za
dużo wrzawy dla filmu tak komercyjnego jak „Om Shanti Om”.
„W dzisiejszych czasach trzeba narobić sporo szumu przed
wielką premierą, żeby zwrócić na siebie jak najwięcej
oczu” - uzasadnia. „Ten film każdy powinien zobaczyć. Nikt
nie powinien go nie zauważyć. No i powiedzmy sobie prawdę,
to nie tylko ja sam wywołuję tę gorączkę, media także.
Dawniej musiałem błagać ten czy inny kanał telewizyjny,
żeby powiedzieli coś o moim filmie, teraz trzeba błagać,
żeby dali informację w wiadomościach. Dawniej musiałem
zdobyć nagrodę, żeby się znaleźć w gazecie, dziś
wystarczy, że obejrzysz Twenty20 match. Ale czy mamy tym
pogardzać? Nigdy w życiu, Trzeba nadążać za czasami”.
Nieważne, jak film poradzi sobie w box office, krytycy
zawsze mają swój własny pogląd na jego występy. To już
trochę wyświechtane, mówić, że Shah Rukh Khan gra Shah
Rukh Khana w każdym filmie.
„Acha, więc kogo mam grać? Aamira Khana? Salmana Khana?” -
odparowuje. „Jestem zawsze Shah Rukh Khanem grającym kogoś
innego. Nie jestem postacią grającą Shah Rukh Khana.
Bohater filmowy jest moim niewolnikiem, zrobi to, co ja mu
każę. To ja go kontroluję, ja go tworzę”. To dlatego nie
ma zdrowia do reżyserów, którzy mówią mu, że ma „wczuć
się” w charakter, którzy podczas kręcenia zawsze zwracają
się do niego imieniem jego postaci.
„Bzdura!” - mówi krótko. (Choć sam ma dość tych
„zaangażowanych” reżyserów: „Mówiono mi, żebym dotykał
włosów, jakby to była możliwość” - mówi z szerokim
uśmiechem. „Mani Kaul kazał mi grać jak siódma fala. Ale
to były moje pierwsze lata w filmach, świeżo wyszedłem z
teatru, więc mogłem to zaakceptować”).
Dziś już nie może. Ale słowa „sztuka aktorska” i „Shah
Rukh Khan” nie są wcale dla siebie obce. Choć Shah Rukh
uważa, że granie powinno przychodzić bez trudu („jestem
aktorem instynktownym”), nie jest tak, że poza jego
aktorstwem nie ma żadnego procesu myślowego.
Dwie zasady aktorskiej sztuki są bliskie jego sercu:
Zasada numer jeden: „Nie pamiętam już, kto to powiedział,
Cary Grant, czy Clark Gable – ale mówił, że kiedy grasz
kochanka, nie błagaj o miłość, domagaj się jej. Mam to
zdanie zawsze w głowie, kiedy kręcę romans”.
Najlepszy przykład:: „Devdas”. Kiedy Sanjay Leela Bhansali
przyszedł do Shah Rukha ze swoim projektem, on (Shah Rukh)
nie był szczególnie nim podekscytowany. Ale Bhansali
oświadczył, że jeśli Shah Rukh odmówi, film nie powstanie.
Zgodził się – i postanowił zinterpretować rolę na swój
sposób. Jego Devdas nie był „romantycznym” pijakiem, lecz
człowiekiem bez charakteru, który nie jest zdolny do
stworzenia związku.
„Ale to nie znaczy, że jest on macho” - wyjaśnia Shah
Rukh. „Nie da sie wyizolować emocji. Nie możesz
jednocześnie robić trzech lub czterech rzeczy naraz”. W „Devdasie”
Shah Rukha jest ukryta warstewka okrucieństwa. Wiele zdań,
które mówi do Paro (Aishwarya Rai) i Chandramukhi (Madhuri
Dixit) byłoby pełnych, gdyby dodał „ty dziwko” na końcu.
Nie może oczywiście tego zrobić, ale ton i sposób, w jaki
je podaje, buzuje od wrogości.
Zasada numer dwa (i to jest prawdopodobnie klucz do jego
megagwiadorstwa): „Michael Caine powiedział, że ludzie
przychodzą do kina, żeby cię zobaczyć, bo są przekonani,
że jesteś wyjątkowy. Ale kiedy już tu są, ty pokazujesz im
ich samych”.
Innymi słowy, muszą się przejrzeć w tym, co widzą na
ekranie. Shah Rukh podaje Deva z „Kabhi Alvida Naa Kehna”
jako przykład. „Jest w nim tyle gniewu; a jednak staje się
bezradny, gdy się zakochuje. Wiem, że na widowni siedzi
wielu Devów, ludzi, którym się nie powiodło, pełnych
goryczy. Wiem, że na widowni na pewno siedzi facet, jak
ja”.
Nie robi z tego wielkiej sprawy, ale zawsze dodaje trochę
z siebie do każdego swojego występu. W piosence „Main Hoon
Don” na przykład miał tańczyć, ale nie chciał tego zrobić.
„Nie możesz pokazać zimnego, wyrachowanego mordercy, jak
Don, tańczącego. Więc po prostu ruszałem się, jakbym był
na ecstasy”.
W życiu prywatnym nie napędzają go żadne prochy. Jest, jak
sam wyznaje, pracoholikiem. A jednocześnie, paradoksalnie,
cieszy się, że może nakręcić tylko kilka filmów rocznie.
Po „Om Shanti Om” nie ma żadnych projektów w zanadrzu.
„Jestem bezrobotny” - mówi to każdemu, kto przeprowadza z
nim wywiad. Dwa filmy - „Robot” z Shankarem (który
nakręcił „Sivaji” z Rajnikanthem) i projekt na razie bez
tytułu z zespołem Vidhu Vinod Chopra-Rajkumar Hirani, nie
wypaliły. Będzie kręcił „My Name Is Khan” z Karanem
Joharem, ale dopiero w przyszłym roku, gdzieś koło
sierpnia. Ale Shah Rukh ma pełno pomysłów. „Chcę nakręcić
film o superbohaterze dla moich dzieci” - mówi z
entuzjazmem.
Ach, jego dzieci. Każdy, kto zna Shah Rukha, powie wam, że
jego świat kręci sie wokół jego rodziny. „Mogę bawić się z
dziećmi przez okrągłą dobę” - mówi. „Nie męczą mnie, to ja
je zamęczam. Nigdy się na nie nie denerwuję. Moi rodzice
mnie nigdy nie uderzyli i nawet nie śni mi się, że miałbym
to zrobić moim dzieciom”.
Im więcej z nimi spędza czasu, tym lżej wraca mu się na
plan filmowy. Większość aktorów mówi, że wolny czas
spędzają z rodziną; Shah Rukh w wolnym czasie pracuje. Bez
względu na to, gdzie kręci, jeśli tylko ma dwu-trzydniową
przerwę, pędzi do domu, do dzieci. Kiedy kręcił „Swades” o
mniej wiecej trzy i pół godziny od Mumbaju, wsiadał w
samochód i jechał nocą, żeby wyprawić je rano do szkoły i
wracał na plan.
„Nie spieszę się, żeby podpisać nowy kontrakt” - mówi.
„Cieszy mnie perspektywa siedmiu miesięcy bycia z dziećmi.
Nakłaniam oboje do uprawiania sportu. Robimy razem
magiczne sztuczki. Co noc opowiadam im różne historie.
Chcę, żeby się uczyli, żeby mieli świadomość, że mają taki
standard życia tylko dlatego, że ich ojciec jest gwiazdą
filmową. Uważam, że jestem wyluzowanym, nowoczesnym,
zeświecczonym Hindusem. Kiedy dorosną, mogą być, kim
zechcą. Ale chcę, żeby to ode mnie nauczyli się jak
najwięcej”. Po chwili dodaje - „Jest tylko jedna
szczególna rzecz, którą im chcę dać – chcę być przy nich
dłużej, niż moi rodzice byli przy mnie. Kiedy widzę Aryana
z moim teściem, żałuję, że nie ma już mojego ojca i że też
nie może z nim być”.
„Mój pierwszy dzień zdjęciowy miał miejsce 26 czerwca 1991
roku” - mówi Shah Rukh. „To było 17 lat temu, ale wierzcie
mi, wydaje się, jakby to było wczoraj. Mam teraz 42 lata i
wciąż czuję się tak samo. Może tylko trochę zmiękłem,
dojrzałem...”.
Mówi, że miał kiedyś wybuchowy temperament. „Jestem Dili
ka goonda” - śmieje się. „Biłem się, wybijałem zęby, mam
na koncie bójki z użyciem noża. Jestem Pasztunem, musiałem
sprostać reputacji!”
Ale ponieważ jest też dojrzałym, kulturalnym, dobrze
wychowanym człowiekiem, czuje się źle, kiedy wpada w
gniew. Nawet dziś, gdy ktoś go napastuje albo w tłumie
rzuca jakieś niemiłe komentarze, żeby go wyśmiać, mówi, że
ma ochotę wybić parę zębów. Ale się kontroluje. „Pewnego
dnia już byłem gotów kogoś walnąć, ale zanim to zrobiłem,
okazało się, że go przepraszam! Zdecydowanie zmiękłem
przez te wszystkie lata”.
Niełatwo jest być Shah Rukhiem. I być może równie trudno
jest uwierzyć, kiedy mówi, że tak naprawdę jest
nieśmiałym, niezgrabnym, nietowarzyskim człowiekiem.
Udziela się towarzysko tylko wtedy, kiedy musi ze względu
na pracę, albo kiedy proszą go o to żona i dzieci.
„Kiedyś, kiedy włączano kamerę, wiedziałem, że gram. Teraz
już nie wiem, kiedy gram, kiedy nie. Sobą jestem tylko z
rodziną i najbliższymi przyjaciółmi”.
Ale oczywiście – to jest warte wszystkiego.
„Lepiej jest być nazywanym King Khanem niż niewolnikiem
Khanem, prawda?”
SRK Zwycięzca
„Chak De! India” nie potrzebowało takiej promocji, jak „Om
Shanti Om”. Jest to film, którego popularność nakręca
opinia widzów. Nie była to zwyczajowa letnia lub
świąteczna premiera. Jest to film z przesłaniem o grupie
kobiet, o hokeju, z lekko islamskim zabarwieniem. "Jestem
całkowicie oszołomiony jego sukcesem. Byłem w Londynie,
kiedy miała miejsce premiera. Obudziłem się rano – w
Indiach odbyły się dopiero trzy pokazy – a ja miałem 138
smsów w komórce!
Przed premierą nikt nie był pewien rezultatu. Adi (Aditya
Chopra) pytał mnie – „Kya lagta hai?” A ja mówiłem – „To
będzie hit”. Chcieliśmy mieć własny „Lagaan” i udało się.
Nie ma w nim heroiny, nie ma piosenek, ale ja zawsze
miałem wiarę w ten film.
Jest sporo mnie samego w Kabirze Khanie. Shimit (Amin)
mówił mi – „Nie graj. Po prostu bądź sobą”. I
rzeczywiście, kiedy mój syn zobaczył film, powiedział –
„Ty nie grasz. Jesteś dokładnie taki, jak kiedy nas
uczysz. Fajny, ale surowy”. Ale Kabir Khan to jedyny
bohater w ciągu 17 lat mojego grania, z którym jeszcze się
nie pożegnałem. Jeszcze z nim nie skończyłem”.
SRK Producent
„Chyba dobrze sobie radzę. Tak, na „Asoce” straciłem
finansowo. „Phir Bhi Dil Hai Hindustani” był klęską. Juhi
(Chawla), Aziz (Mirza) i ja płakaliśmy razem. Ale „Paheli”
nie przyniósł strat. „Main Hoon Na” dobrze sobie radził.
Mam nadzieję, że z „Om Shanti Om” będzie jeszcze lepiej.
Mogę powiedzieć, że jestem jednym z czołowych producentów
w kraju. Chcę robić wielkie produkcje, zarabiać nimi
pieniądze na robienie skromnych filmów. Chcę dać młodym
reżyserom szansę pracy w moich produkcjach. Nie zaciągam
nigdy pożyczek, żeby kręcić filmy. Używam tylko własnych
pieniędzy. Pieniądze zarobione w KBC wydałem na
zrealizowanie „Om Shanti Om”. Mam producenta wykonawczego,
mam stały zespół 14 pracowników. Nie ustalam terminów, nie
negocjuję. Od roku nie byłem w biurze. Nawet nie podpisuję
czeków. Przestałem, bo ciągle podpisywałem „Love, Shah
Rukh”. Ostatni czek, jaki wysłałem osobiście, był do
Amitji (Amitabha Bachchana) za „Paheli”. Odesłał go z
bardzo miłym listem, w którym wyjaśnił, że nie przyjmuje
czeku z dwóch powodów. Jednym z nich jest fakt, że wierzy
w film taki jak „Paheli”, bo jest on o potędze i sile
kobiety. Drugą przyczyną było to, że nie podpisałem
czeku!”
SRK Człowiek reklamy
„Nie gram w filmach dla pieniędzy. Co do tego jestem
bardzo stanowczy, Muszę lubić film. Ale reklamy kręcę dla
pieniędzy. Wydaje mi się, że sam, własnymi siłami,
rozkręciłem tę całą reklamową machinę. Ostrzegano mnie,
mówiono, że za często się pokazuję. Ale robiłem to dalej.
Nalegam na dobrą jakość. Sam używam reklamowanych
produktów. Jestem twarzą takich marek jak pepsi, hyundai i
airtel od tak dawna, że zaprzyjaźniliśmy się i business
zszedł na dalszy plan. Mam nadzieję, że znajdę nowych
ludzi do oskubania!”
SRK Artysta estradowy
„Kiedy nawiązuję kontakt z ludźmi, mogę nawet uklęknąć i
powiedzieć „dziękuję”. Moje występy estradowe wykonuję z
pasją i energią. Jestem wart pieniędzy zapłaconych za
bilet. Nie wychodzę na pół godziny pod koniec
przedstawienia. Jestem na scenie przez bite trzy godziny.
Planuję każdą najmniejszą część spektaklu.
Tańczę na weselach, kiedy jestem spłukany, w ciężkich
czasach. Ale nigdy nie występuję do kotleta. To jest cały,
profesjonalny show w sali, na scenie o wymiarach 60x30, z
widownią. Ten warunek musi być spełniony. Jestem drogi. To
dlatego tylko Laxmi Mittal mógł sobie na mnie pozwolić!
Dużo żartuję, kiedy jestem na scenie. Na uroczystości
wręczenia nagród śmiałem się z Preity (Zinty) i Jadoo
(zabiera go do ciemni i on nie może wystąpić – pamiętacie,
że on potrzebuje światła?), żartowałem sobie z Hrithika,
Abhisheka, pozwoliłem sobie na gejowskie dowcipy o Saifie
i mnie. Dajcie spokój, przecież na wręczeniu Oscarów
obśmiewają się ze wszystkich. Kiedy wygłupiałem się na
temat Amara Singha, wydawało mi się, że łapie dowcip. Ale
później pewnie ludzie wzięli go w obroty i potraktował to
jako osobistą obrazę”.
Tłumaczenie: Mowilka
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"
|