w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK


Wojownik, kochanek, histeryk...

Wywiad dla Filmfare’a, 5 grudnia 2012
Tytuł oryginalny: The Fighter... Lover... Drama King...
Autor: Rahul Gangwani

Osaczony na każdym kroku przez kontrowersje, Shah Rukh Khan robi sobie chwilę przerwy, żeby oczyścić atmosferę. Rahul Gangwani rozkłada na czynniki pierwsze życie i czasy jednego z największych supergwiazdorów Indii.

"Śmierć przyprawia o ból serca, którego nikt nie potrafi uleczyć. Miłość pozostawia wspomnienia, których nikt nie ukradnie. Dziś śmierć złożyła miłość na spoczynek..." - napisał Shah Rukh Khan na twitterze, wyrażając swój żal po odejściu Yasha Chopry. Ten wpis pokazał także nieoczekiwanie poetycką stronę supergwiazdora. Jeszcze jedna z tysięcy jego osobowości. Mimo wszystkich zewnętrznych oznak gwiazdorstwa - domu jak pałac, rozhisteryzowanych fanów i blockbusterów do popisania się, określenia jak King czy Baadshah wydają się nieadekwatne dla podsumowania jego nieskończonej różnorodności.

Jest leniwe popołudnie w Mannacie. Od samego wejścia do pokoju Shah Rukh zaczyna promieniować niekłamaną energią. Przebywanie z nim jest jak opróżnienie stu puszek napoju energetyzującego. W tle słychać piosenki z jego najnowszego filmu, "Jab Tak Hai Jaan" ("JTHJ"), kiedy ustawia się lepszym profilem do kamery. Cienie skrywają smutek na twarzy. Cierpienie wywołane śmiercią jego mentora. W międzyczasie dzieci, Aryan i Suhana, wpadają, żeby go uściskać i dać mu codzienną porcję szczęścia. Kiedy zdjęcia już są zrobione, siadamy w jego gabinecie. Jest po północy. Cichą ciemność przerywa królewska mowa. To moja chwila oświecenia. Próbuję zgłębić umysł indyjskiego supergwiazdora najwyższej klasy. Każde jego słowo inspiruje. Każde daje skrzydła do marzeń. Płynnie przechodzi od jednego tematu do drugiego, jak odtwarzacz CD grający jeden utwór po drugim. Do pokoju wchodzi jego żona, Gauri. Tak się złożyło, że mają dziś rocznicę ślubu. I ponieważ pani Khan nalega, rozmowa przenosi się do stołu w jadalni. Z szczyptą pasztuńskiego tupetu i porcjami uroku King Khan mówi o romansie, rywalach, furii...

Czego najbardziej będzie ci brakowało po śmierci Yasha Chopry?

Zawsze, kiedy czułem się brudny, a często się to zdarzało, przychodziłem, żeby z nim posiedzieć. To był mój sposób na oczyszczenie - przebywanie z czystym człowiekiem. Robiłem tak też z Yashem Joharem. Czysty, prosty człowiek, który uwielbiał kręcenie filmów i chciał, żeby wszyscy czuli się szczęśliwi. Będę tęsknił za pięknem jego filmów. U nikogo innego kobiety nie były takie piękne. Kochał kobiety. Tę cechę mam wspólną z Yashem-ji. Kochamy kobiety. Powiedział kiedyś, że po naturze kobieta jest najpiękniejszym stworzeniem Boga. Ludzie umniejszają znaczenie jego filmów, do znudzenia rozwodząc się nad "szyfonowymi sari i Szwajcarią". Gdyby to było clou jego stylu, ubierałby w szyfon także bohaterów. Jak można kwestionować jego styl kręcenia piosenek? Weź dziewczynę, szyfonowe sari i sam nakręć piosenkę w Szwajcarii, a wtedy pogadamy. Nie wolno lekceważyć niczyjego sposobu prowadzenia opowieści.

Miałeś kręcić piosenkę w Szwajcarii, do czego ostatecznie nie doszło...

Ta piosenka nie była częścią scenariusza. Pewnego wieczoru jedliśmy kolację i powiedziałem mu, że film nie będzie skończony, póki nie nakręcimy z nim piosenki w Szwajcarii. Powiedział, że scenarzyści nie przewidzieli dla niej miejsca. Spytałem, czego on sam chce. Powiedział, że pięknej, dwuminutowej piosenki. Zapewniłem go, że ją nakręcimy. Niestety, nie mogliśmy. Najpiękniejsze w Yashu Choprze było to, że nie kalkulował jako reżyser. On nie "potrzebował" piosenek, on je "czuł". Szkoda, że kiedy mówimy o jego filmach, mamy na myśli tylko "Silsila", "Chandni" czy "Lamhe", a zapominamy o takich arcydziełach, jak "Ittefaq", "Dhool Ka Phool" i "Waqt". Kiedy spytałoby się go o jego największy hit, powiedziałby z całą skromnością, że nie wie. Powiedziałby: ja opowiadam historię, a Bóg sprawia, że jest jak należy.

Musiałeś często być świadkiem jego pokory...

Oczywiście! "Dil To Pagal Hai" okazał się wielkim hitem, ale krytyka nie zostawiła na nim suchej nitki. Pamiętam, że kręciłem w studiu Mehboob, kiedy zobaczyłem tego 65-letniego człowieka, jak podchodzi do mnie. Usiadł przy mnie i przeprosił. Powiedział, że wierzył w film i że bardzo jest mu przykro. Powiedz mi, który reżyser zrobiłby coś takiego? Takiej pokory i skromności już nie zobaczymy. Kręciłem moje ostatnie ujęcie do "JTHJ" w Kaszmirze, kiedy podszedł do mnie i powiedział: "To twoja ostatnia scena w filmie. Nie musisz jutro wstawać wcześnie". Jego oczy rozjaśniły się, kiedy dodał, że to także jego ostatnie ujęcie. To wtedy podzielił się po raz pierwszy planami przejścia na emeryturę. Powiedział mi też, dlaczego to robi - dzisiejsi ludzie zadają za dużo pytań. Za dużo dyskutują o plusach i minusach filmu. Miał z tym problem. Poza tym, jak mi się wydaje, wiedział, że nie ma już nic więcej do dodania do swoich filmów - psychicznie, emocjonalnie, mentalnie. Powiedziałem to też cioci Pam - że to nie denga go zabrała. Uświadomił sobie, że nie ma już nic więcej do zrobienia i że czas odejść. Studio Yash Raj i filmy funkcjonowały, bo jest w nich jego dusza. Patrzenie, jak chodzi po studiu, rozmawia z ludźmi, przeprasza, jeśli nie było wolnego miejsca, już sprawiało, że wszystko szło lepiej.

Jakie są różnice w pracy z uznanymi reżyserami a nowymi?

Yash-ji lubił filmy innych reżyserów. Nie umniejszam młodego pokolenia, ale niektórzy młodzi reżyserzy, którzy uczestniczą w próbnych pokazach, przychodzą i mówią rzeczy jak: "Film ma dobre momenty, ale to nie mój rodzaj kina". To mnie denerwuje. Ludzie powinni cieszyć się filmem. A my zawsze chętni jesteśmy do krytykowania. Nie chodzę na te pokazy, bo ja lubię każdy film. Kiedy mówię ludziom, że film mi się podobał, oskarżają mnie o dwulicowość, albo mówią, że staram się być dyplomatyczny.

Czy w partnerach z planu widzisz też taki cynizm?

Nie nazwałbym tego cynizmem. Ale są rzeczy, które mnie denerwują. Aktor, z którym pracowałem, powiedział mi, że widział już scenę, którą kręcimy, w innych filmach, i że nie powinniśmy jej robić. Chciałem mu powiedzieć, że sceny zawsze będą podobne: dwóch ludzi w kadrze na tle gór lub ściany. Nie ma filmów absolutnie oryginalnych, a jak ty możesz kwestionować jego zawartość na podstawie jednego ujęcia. Inny aktor zapytał raz operatora o soczewki, których używa. Operator odpowiedział bardzo uprzejmie, że to 50. Następnym razem aktor spytał o inne soczewki i usłyszał, że to 75. Aktor nie poprzestał na tym i w kółko pytał o te czy inne soczewki. W końcu operator wyszedł z siebie i powiedział: "To po prostu cholerne soczewki kontaktowe!". Niektórzy aktorzy mówią, że grają inaczej, kiedy robią ujęcie panoramiczne, a inaczej, kiedy są w zbliżeniu. To nie jest w porządku. Grasz z pełną czystością intencji. Moim zadaniem jest zagranie ujęcia tyle razy, ile mnie poproszą, tak poprawnie, jak tylko potrafię. To nie do nas należy podważanie decyzji reżysera czy martwienie się, co się sprawdzi, a co nie. To dlatego nawet dziś Sridevi jest świetna. Nie martwi się, co zadziała, a co nie. Po prostu to robi. Zna swoje rzemiosło. A znajomość rzemiosła nie oznacza wiedzy o aspektach technicznych.



Dzięki "Jab Tak Hai Jaan" wróciłeś do gatunku romansu. Nie boisz się, że oskarżą cię o powtarzanie się?

Nie rozumiem tego. Kiedy kręcę filmy romantyczne, ludzie mówią, że robię ciągle to samo. A kiedy kręcę coś innego, mówią, że powinienem trzymać się romansów. A tak naprawdę to mój pierwszy stricte romantyczny film od piętnastu lat. Ostatnim takim filmem był "Kuch Kuch Hota Hai". Dziś raczej fruwam w rajstopach, biję się z ludźmi albo szukam prezydenta Stanów Zjednoczonych. "Rab Ne Bana Di Jodi" nie był zbyt romantyczny. W "Veer-Zaara" mieliśmy parę starych ludzi i konflikt indyjsko-pakistański. "JHTJ" jest na wskroś romantyczny. Taka jest prawda - ciągle spełniam marzenia ludzi o ekranowym romansie. Choć robię to od dwudziestu lat i może już nie jestem w dobrym wieku. Żaden z facetów nie romansuje lepiej ode mnie. Czemu tylko mnie napadają za granie z heroinami młodszymi o połowę? Inni też romansują z równie młodymi i nikt tego nie kwestionuje. Ja jestem pierwszy, który przyznaje się do swojego wieku. Jako jedyny pokazuję siwe pasma w brodzie. Nie mam nic przeciwko wyglądaniu na swój wiek.

Ryzyko zrobienia "Ra.One" nie opłacało się...

Z "Ra.One" nie wszystko się udało. Film zarobił 172 crore, ale nadal ludzie mówią, że to niewłaściwy film. Nie udało się, bo film był inny. Przez trzy miesiące po premierze byłem w depresji. Prawdę mówiąc, do dziś jestem w depresji i wkurzony. Ale jakieś dwa tygodnie temu podjąłem decyzję, że nakręcę 300-crore'owy film i uciszę wszystkich. To nie gniew ani szaleństwo. Fajnie było się pomylić. Ale przekonam ludzi, że facet w rajstopach może latać, nawet w Indiach. Rodzina radziła mi, żebym sprzedał Kolkata Knight Riders. Mówili, że drużyna jest tylko źródłem wszelkiej negatywności. Ale ja musiałem zdobyć puchar. Dlatego nie rezygnowałem. Cieszę się, że nie rezygnowałem. W końcu zdobyłem puchar. Świat z nawiązką linczował mnie przez cztery kolejne lata. One mnie kompletnie zniszczyły. Podważyły moje motywacje i wewnętrzny spokój. Złamały serca moich dzieci.

Jak sobie radzisz z taką ilością negatywnych emocji wokół?

Płaczę w ciszy mojego łóżka. Otaczające mnie negatywne emocje sprawiają, że zamykam się w łazience i płaczę godzinami. Kilka razy dzieci mnie na tym zastały i to mi się nie podobało. Przegrywaliśmy dziewięć meczy z rzędu. Nie płakałem, bo przegrywaliśmy. Ja wiem, że to gra i że możemy przegrać. Płakałem z powodu komentarzy na mój temat, które pojawiały się następnego dnia. Kocham sport, grałem w krykieta do dziewiętnastego roku życia i wiem o tym sporcie więcej niż ci, którzy wypisują komentarze na mój temat.

Jaki wpływ miał na ciebie ten stres?

Wcześniej dobrze sypiałem. Największe błogosławieństwo to to, że dobrze sypiam. Śpię tylko cztery do pięciu godzin, ale w ciągu tego czasu nie obudzę się, choćbyś po mnie skakał. Stres zabrał mój sen. Po dziewięciu-dziesięciu godzinach na planie wracałem do hotelu i zaczynał się problem. Mam najlepsze, luksusowe apartamenty na świecie, najlepszy alkohol i jedzenie, najlepszy sprzęt elektroniczny... Ale nie mogę zasnąć. Czuwam, żeby rano stanąć znów przed kamerą. Przyjmuję wszystko, co zrobiłem - kłótnie, bójki z ludźmi na stadionie. Wszystko. Czasami stres wysysa z ciebie wszystko, co najlepsze. Nagromadził się we mnie stres i frustracja jedenastu miesięcy, więc to oczywiste, że znalazł fatalne ujście. Poczułem się napiętnowany. Myślałem, że zabawiałem was, ludzie, już wystarczająco, żebyście mnie nie opluwali. Czy można by czasami nie kwestionować moich poczynań? Najgorsze było, że wróciłem do domu po tym incydencie i powiedziałem dzieciom, że wdałem się w awanturę. Czułem się parszywie. Dobre było to, że dowiedzieli się, że ich ojciec może być macho. Ale poczułem się źle, kiedy córka powiedziała mi, że wyjeżdża do Delhi, bo przeraziła się mojego gniewu. Ojciec może wpadać w gniew w czterech ścianach. Ale córka nie powinna oglądać rozwścieczonego ojca w telewizji albo awanturującego się publicznie.

Co doprowadza Shah Rukha do gniewu?

Gniewają mnie źle wychowani ludzie. Nieczęsto wpadam w gniew, ale kiedy już to robię, jestem groźny i niepohamowany. Pochodzę z niższej klasy średniej, co nie oznacza, że moja rodzina była biedniejsza. To oznacza, że miałem do czynienia z określonym rodzajem ludzi. Biłem się z ludźmi, z użyciem broni i noży, i nawet siedziałem w areszcie. Ostatnio uświadomiłem sobie, że wpadam w gniew przeważnie w obecności rodziny. Podczas awantury na stadionie byłem z dziećmi, a podczas awantury z Shirishem Kunderem była ze mną moja siostra Lala. Jestem opiekuńczy wobec mojej rodziny. Kiedyś jakiś facet powiedział coś do mojej żony i stłukłem go na kwaśne jabłko. Za dużo dostałem, żeby się złościć, ale kiedy ktoś zadziera z moją rodziną, ogląda moją mroczną stronę.

Dziś sukces filmu ocenia się według cyfry 100 crore. Co o tym myślisz?

Z całą pokorą mogę powiedzieć, że jestem jednym z największych filmowców w kraju, ale nie wiem, co oznacza klub 100 crore. Odrzuca mnie od tego. Jak można dawać mi bilet członkostwa w tym klubie bez pytania mnie o zdanie? Czy to nie umniejsza każdego z moich filmów, który był kręcony z miłością, może i zrobił klapę, ale był dobrym filmem? Kiedy zaczniesz przekładać filmy na cyferki, ograniczasz samego siebie. Sprowadzasz swoje marzenia na ziemię. Wyczynowcy nie mają linii mety. Oczywiście cieszę się, że niektóre z moich filmów znalazły się w klubie 100 crore. Ale nadal będę szczęśliwy z powodu tych, które tam nie trafią, i niezadowolony z tych, które tam się znajdą. Bo ta cyfra nie jest dla mnie standardem. Będę robił filmy. Niektórzy księgowi będą liczyć sukces filmu w księgach handlowych. Jest też ktoś, kto mierzy je ilością uczuć, które budzą. Będzie ktoś, kto kogoś poślubi, oglądając mój film sprzed piętnastu lat. Nie wiem, do której kategorii należę, ale na pewno nie do księgowej.

Dobiłeś do dwudziestu lat w branży. Z jakim uczuciem patrzysz wstecz?

W ogóle nie patrzę wstecz. Ja chcę tylko dokończyć jeden film i zacząć następny. Dla mnie to dziwne, kiedy aktorzy przywiązują się do czegoś, co zrobili dwa lata temu. Geniusz jest płodny. Nie możesz zrobić dwóch dobrych filmów, napisać dwu dobrych piosenek i być genialny. Musisz stworzyć ich dwieście. Jeden utwór każdy może stworzyć. Ale potrafisz stworzyć dziesięć świetnych? Każdy lepszy od poprzedniego? To jest genialne. Kiedy zaczynałem, obiecałam sobie, że nakręcę pięć filmów, z których będą mnie pamiętać. Kilka dni temu siedziałem z Karanem Joharem, Adityą Choprą i Anuragiem Kashyapem; powiedzieli mi, że już nakręciłem tych pięć filmów. Z ich strony to było bardzo miłe, ale ja mam poczucie, że one są jeszcze przede mną. Powinienem więc wrócić do "Chak De! India" i zrobić więcej fantastycznych filmów. Takie myśli przychodzą ci do głowy, kiedy spoglądasz wstecz, dlatego tego nie robię. Nie oglądam moich filmów. Nie pamiętam nawet, jak niektóre z nich do mnie przyszły. Spoglądanie wstecz mnie zasmuca. Zrobię to dopiero na emeryturze, kiedy już nic nie będę miał do roboty. Nie spoczywam na starych laurach. Czasami tylko opowiadam anegdoty o moich filmach dzieciom i to tyle. Nigdy naprawdę nie oglądam się za siebie. Zresztą i tak nie mam na to czasu.

Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"