w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Błagam, Boże, nie zabieraj tego

Wywiad dla Filmfare’a, wrzesień 2003
Tytuł oryginalny: 'Please God, don't take it away'
Autor: Nilufer Qureshi

To już wiadomość oficjalna: "Chalte Chalte" jest, jak dotąd, największym hitem tego roku, a Shah Rukh Khan wreszcie może spać spokojnie po ominięciu mielizn, po jakich dryfowała jego firma producencka. Wciąż odczuwa skutki operacji kręgosłupa, ale kiedy spotykam aktora na planie "Main Hoon Naa", wydaje się, że nie jest on w ogóle świadomy istnienia dotkliwego bólu. Bez śladu wahania próbuje każde ujęcie, o jakie się go prosi. Po zakończeniu zdjęć jest gotów do odlotu do Londynu na kontrolę medyczną. A jednak udziela wywiadów ogonkowi dziennikarzy różnych kanałów telewizyjnych, zaaferowanym producentom także poświęca czas.
Tego mu teraz brakuje - czasu. Ale nie narzeka. I pomiędzy jednym planem a drugim odpowiada na pytania, pochłaniając oszałamiające ilości kawy i kopcąc zapierającą dech liczbę fajek.

Spodziewałeś się, że "Chalte Chalte" będzie takim hitem?

(Śmieje się) Tak przywykliśmy do kręcenia nie-odnoszących-sukcesu filmów, że wciąż nie możemy otrząsnąć się że zdumienia. Czułem, że dobrze będzie sobie radził, głównie ze względu na jego szerszą perspektywę. Chodzi mi o to, że jeśli powiem, że kręcimy film o szkodliwych skutkach komercjalizacji mediów lub film o istocie pokoju, który rodzi się z najgwałtowniejszej przemocy, brzmi to bardzo intelektualnie i ma ograniczony odbiór. Ale kiedy powiem, że film jest małżeńskim romansem, łatwiej to zrozumieć i odbiór jest powszechniejszy. Wiedziałem też, że skoro muzyka się podobała, to film będzie sukcesem. Teraz, kiedy rozmawiamy, film jest już więcej niż sukcesem, jest największym hitem roku.

Do filmu dobrze pasuje porzekadło, że wszystko dobre, co się dobrze kończy, prawda?

Kiedy kręciliśmy, Aziz (Mirza) powiedział mi: "Sam Allah czuwa nad tym filmem". Zrobiliśmy masę rzeczy, bo po prostu nie mieliśmy wyboru, łącznie ze zmianą aktorki w głównej roli. Filmowanie mogło przeciągnąć się jeszcze o osiem miesięcy i film stałby się już zupełnie zbyteczny do tego czasu. Miał premierę zaraz po "Devdasie", gdyby kręcenie jeszcze się przedłużyło, inne filmy mogły wejść pomiędzy nie. Uwinęliśmy się bardzo szybko, bo byłem kontuzjowany i musieliśmy dokończyć przed moją operacją. Mieliśmy masę problemów, zwłaszcza Aziz, którego żona była przez cały czas na intensywnej terapii. A ja przez moją chorobę nie rozstawałem się z bólem.
Jako aktor jestem szczęśliwy, bo mam dwa filmy, jeden po drugim, które odniosły sukces.

Ludzie uważają, że "Chalte Chalte" jest reminiscencją filmu "Saathiya". Zgadzasz się?

Myślę, że to głupie. Moja odpowiedź brzmi: tak, głupi jesteśmy, że nakręciliśmy ten film. "Saathiya" to hit, więc postanowiliśmy nakręcić coś z taką samą akcją, bo też potrzebujemy hitu. I zaangażowaliśmy Rani, żeby ludzie mieli łatwiej z porównaniami, i wzięliśmy pomniejszego aktora pierwszoplanowego - mnie.
Żarty na bok - to dwa zupełnie różne filmy. I Aziz, i Juhi oglądali "Alay Payuthe" (tamilski oryginał), i jeśli mówią, że to nie to samo, to znaczy, że to nie to samo. Ja sam nie widziałem "Saathiya", ani "Shakti", jeśli o tym mowa, bo (szeroki uśmiech) nie oglądam filmów, w których pojawiam się gościnnie.

Ostatnio podczas wywiadu telewizyjnego urągałeś krytykom filmowym. Dlaczego?

(Chichocze) To tylko gadanie, robiłem miny. Jestem wdzięczny mediom, uważam, że potraktowali film łaskawiej niż na to zasługiwał.
Nic nie mam do krytyków. Słuchaj, to nic osobistego. Uważam, że nie masz prawa krytykować filmu, skoro żadnego nie zrobiłeś. A jeśli zrobiłeś, nie powinieneś krytykować bez powodu. Czy Shobhaa De jest krytykiem? Kiedy ona pisze o filmie, jestem trochę w kropce. Uważam, że to w złym guście, jeśli felietonistka taka jak ona krytykuje film przez pryzmat swoich prywatnych sympatii i antypatii. Dla mnie krytyk to ktoś, kto ogląda twoje dzieło, a jego uwagi pozwolą ci na przyszłość zrobić lepszy film. Mam tę książkę Anthony'ego Lane'a, który pisze cudowne recenzje, choć bywa czasami wstrętny. Ale jego krytyka jest zawsze konstruktywna.

Czy denerwują cię opinie, że nie zagrałeś w filmie dobrze?

Lubię być doceniany. Nie wierzę już każdemu, kto mówi, że ja nie umiem dobrze grać. Nie przechwalam się, ale uważam, że o graniu wiem więcej niż ktoś, kto chce komentować moje aktorstwo. Chyba, że jest to Amitabh Bachchan, Aamir Khan albo reżyserzy, jak Mani Ratnam, Yash i Aditya Chopra czy Karan Johar. Tych ludzi biorę na serio, bo wiem, że znają się na tym, co robią.
To trochę dziwne, kiedy ludzie mówią, że w każdym filmie jestem taki sam. Czego się spodziewają? Że wyhoduję sobie trzecią rękę czy będę miał drugi nos? Nigdy nie twierdziłem, że chcę być inny w każdym filmie. Właściwie jeśli ktoś pyta mnie o moje aktorstwo, mówię, że mam pięć min. Powiedziałem to pięć lat temu i naprawdę, one się od tego czasu nie zmieniły. Dopóki będę grywał podobnych bohaterów, będę taki sam. Dziwnie brzmi dla mnie, kiedy Vijayantimala mówi, że w "Devdasie" grałem samego siebie. Ona mnie nawet nie zna. Chyba w "Devdasie" byłem inny. A może po prostu nie jestem dość dobry. Lubię myśleć, że zmieniam się z każdym filmem, ale może nie jestem dość obiektywny.

Czy doszedłeś już do siebie po operacji?

Naprawdę nie wiem. Póki nie wrócę do normalnej pracy, nie dowiem się nawet, czy jeszcze boli. Na razie poranki są kiepskie, mam bóle głowy i szyi, ale wieczorem jest już lepiej. Fizyczne zdrowienie zabierze jakieś pięć do sześciu miesięcy. W ciągu tego czasu muszę przestawić się na myślenie, że mogę wszystko robić bez strachu. Muszę powoli odbudować moją pewność siebie. A więc zacznę od łatwych kroków tanecznych, potem będzie przytulanie heroin, potem bieganie, a potem scena akcji!

Co teraz jest najważniejsze?

Moje zdrowie - ze względu na dzieci. A więc właściwie priorytetem są dzieci. Muszę być pewny, że w ciągu roku wrócę do zdrowia na tyle, żeby móc być przy nich trochę dłużej. Wszystko inne jest na drugim miejscu. Na razie moje nawyki nie są dobre. Za mało sypiam, za dużo palę, mam za dużo kontuzji. Czas byłby, żebym wywiązał się ze wszystkich zobowiązań i trochę zwolnił. Ale na dzień dzisiejszy wywiązanie się z ustalonych terminów zabierze mi rok.
Muszę przystopować, bo wciąż mam kłopoty ze zdrowiem. Może za pół roku poczuję się już całkowicie dobrze. Ale jednak ta choroba będzie przy mnie na dłużej. Uszkodziłem sobie kolano, więc kolano mnie boli. Miałem operację kostki, kostka też mnie boli. A że jestem obolały od stóp do głów, muszę uważać.
Przez równe dwanaście lat pracowałem bez przerwy - i to bardzo intensywnie. Muszę zacząć się oszczędzać, przynajmniej do czasu, aż dzieci będą miały po dziesięć - dwanaście lat.

Czy kiedy spoglądasz na wszystko, co dało ci życie, zastanawiasz się, dlaczego niektórzy ludzie dostają tak wiele, a inni mało?

Tak, nie boję się filozofować. Jeśli wiem - a myślę, że wiem - to boję się, że Bóg to zabierze. To chyba dość przypadkowe - On sam wybiera i daje albo nie daje. To smutne. Ale nie można się smucić, nie jesteśmy tutaj dla smutku, ale żeby Mu dziękować i być wdzięcznymi. Nawet teraz, kiedy mówię, że Bóg dał mi tak wiele, staram się zniweczyć jakąkolwiek myśl, że On także pozbawia. Patrzę na to z pokorą, więc błagam: Boże, nie odbieraj mi tego.
Pomyślałem sobie kiedyś, że skoro Bóg zabrał mi tak wcześnie rodziców, dał mi wiele w zamian. To może zabrzmieć dziwnie, ale za osierocenie mnie dał mi o wiele więcej. Dał mi dwoje dzieci, rodzinę i cały świat na srebrnej tacy. Szok - nie masz tego w zamian za ciężką pracę, nie masz dlatego, że to był fart, że jesteś przystojny, nie z powodu filmów ani dlatego, że byłeś na właściwym miejscu we właściwym czasie.
Nie trafiło się to mi dlatego, że były lata 90, w których ktoś, kto wyglądał dość niezgrabnie, mógł być zaakceptowany, czy dlatego, że mój styl gry mógł się podobać. Wydaje mi się, że On rozdziela to przypadkowo. Głupio byłoby myśleć, że zrobił to specjalnie dla mnie. Dał mi to i dał mi też chęć do ciężkiej pracy, do sprawdzania siebie wciąż od nowa. Dał mi dość, żeby obdzielić tym dwa życia. Nie uważam, żebym zasłużył, ale jestem niesamowicie wdzięczny i pełen bojaźni. Dał Pan i zabrał Pan. Pewnego dnia stawia czerwony znaczek i postanawia, że to zniknie.

Czy skoro masz tak dużo, cieszą cię jeszcze proste przyjemności?

Tylko proste przyjemności mnie cieszą. Zabawki, dobra książka, spacer do Hyde Parku czy Joggers Park z dziećmi. To właśnie uroda życia - kiedy masz proste rzeczy, pragniesz wielkich, a kiedy je już masz, pragniesz tylko tych zwyczajnych. W gonitwie życia zapominasz, że najlepsze rzeczy dostałeś od Boga. Miło jest mieć to, o co walczyłeś, ale najlepsze są rzeczy, które można podziwiać i cieszyć się nimi. Nigdy nie straciłem kontaktu z prostymi rzeczami. Pozostałem prosty i jestem pewien, że tak jest. Moja pozycja nigdy nie uderzyła mi do głowy.

Mimo statusu supergwiazdora jesteś bardzo przystępny. Ja wiele prywatności możesz w tej sytuacji zachować dla siebie?

Jestem bardzo skrytym człowiekiem. Mówię to, co ludzi chcą usłyszeć. Jestem aktorem. Tego nie mogę ukryć ani temu zaprzeczyć. Nigdy nie pragnąłem być enigmą w sensie fizycznym - każdy może mnie zobaczyć, każdy może ze mną porozmawiać, chodzę wszędzie i jestem otwarty, całkiem jak nie gwiazdor czy aktor. Nie mówię, że moje życie to otwarta księga. Jest otwartą księgą na tyle, na ile jestem osobą publiczną i na ile każdy ma do tego prawo. To przebranie pomaga mi zachować pewne rzeczy wyłącznie dla siebie - związki, przyjaźń, miłość, to, co robię w domu. To jest część mojego życia, do której nikogo nie wpuszczam. Nie robię za dużo w domu, ale to jest tylko moje i strzegę tego zazdrośnie. Nie biorę narkotyków, nie szmugluję złota, nie uprawiam kultu voodoo, nie oddaję się tajemnym rytuałom czy modlitwom kanibali. Nie robię niczego nienormalnego czy dziwnego. Ale to jest tylko moje.

To pochlebne czy irytujące, kiedy wciąż mówi się o jakichś debiutantach, że zagrażają twojej pozycji w box-office?

Ostatnio ludzie zaczęli nazywać mnie King Khanem, Baadshahem box-office, chcą, żeby to brzmiało komercyjnie, zamiast mówić, że mam talent. W miarę stabilnie utrzymuję się na pewnym poziomie, poziomie mówiącym, że staram się robić dobre filmy czy grać dobrze. Nie staram się być lepszy niż ktoś inny, nie uważam też, że jestem najlepszy, choć sam tak o sobie mówię. Robię dobry produkt i staram się, żeby zawsze był taki. Mam serce na właściwym miejscu, jeszcze się nie skorumpowało.
Kiedy zaczynałem, mówiło się, że dwaj inni Khanowie są lepsi. Oni są naprawdę lepsi ode mnie; nie mam oporów, żeby to przyznać. Potem się mówiło, że wypierają mnie bohaterowie kina akcji. Przez ostatnie trzy lata znów są to debiutanci.
Niedawno ktoś mnie spytał, czy nie sądzę, że teraz jest epoka aktorów po trzydziestce. Przepraszam bardzo, mamy rok 2003, a ja jestem w połowie drogi do 2010. Staram się robić dobrą robotę, ludzie to widzą. Publiczność wie lepiej niż krytycy i branżowi znawcy, którzy twierdzą, że wiedzą, co się podoba, a co nie, a ja pracuję dla publiczności.
Nie pochlebiają mi porównania z nowicjuszami, bo wygląda to tak, jakbym też zaczynał, ale już mnie nie drażnią, bo pracuję od dwunastu lat. Teraz myślę o tym prosto, w branży jest miejsce dla wszystkich, niech przychodzą nowi aktorzy. Wiem, co robię, i wiem, że w pewnej strefie aktorstwa jestem dobry.

A w ostatecznym rozrachunku, czy cena sławy i bycia w centrum zainteresowania nie jest za wysoka?

Nie, chcę to robić ciągle i ciągle od nowa. Mogą mi wyjąć jeszcze trzy-cztery dyski, usunąć chrząstkę z kolana czy co tam jeszcze. Nie ma dla mnie zbyt wysokiej ceny do zapłacenia za sławę, jaką mam. Tak naprawdę wcale za nią drogo nie zapłaciłem. Nie straciłem niczego, czego nie mógłby stracić ktoś inny, nieznany. To nie problem, że byłem rzucony na pastwę losu. Za wszystko, co złe, mogę obwiniać samego siebie. Nigdy nie było problemu tak poważnego, żebym powiedział: "Boże, żałuję, że jestem sławny". Oddałbym jeszcze więcej, żeby być w miejscu, w którym jestem teraz.

Jakie są ograniczenia takiej pozycji i sławy?

Niewiele jest rzeczy, które miałbym do powiedzenia. Muszę być skromny, a tego nienawidzę, to jedyne ograniczenie.

Jak reagujesz, kiedy ludzie nazywają cię bogiem?

(Śmiech) Słowo "bóg" stało się tak wyświechtane jak "zajebisty". To krępujące. Ja powiedziałbym tak o Amitabhie Bachchanie, Naseeruddinie Shahu czy Nanie Patekarze. Mówię im, że chciałbym stać w tej samej strefie, co oni. Powiedziałem Kamalowi Haasanowi: "Chciałbym cię dotknąć". To są bogowie aktorstwa. Kiedy ludzie nazywają mnie bogiem, mówię: "Nie, jestem najwyżej aniołem lub świętym aktorstwa". Jeszcze dużo przede mną.

Vivek Oberoi mówi o tobie, że jesteś bogiem.

Czasami tak mówi. Czytałem wywiad z nim, w którym powiedział, że jestem jego ulubionym aktorem. To miłe uczucie (uśmiecha się szeroko). Rzadko młodzi aktorzy mówią, że ja jestem ich ulubieńcem; zwykle wolą mnie detronizować. Jestem wdzięczny Vivkowi i życzę mu jak najlepiej.

Masz duże ego?

Mam ogromnie dużo poczucia własnej godności. Jestem też nadwrażliwy. Czasami granica między ego a godnością jest obniżona. Czasami ludziom trudno jest rozróżnić, czy jestem samolubny, czy zraniony. Czasami ja sam tego nie wiem. Chciałbym wznieść cały ten front bycia skromnym, bo uważam, że taki jestem. Uważam, że jestem normalny. Ale bliscy przyjaciele mówią mi: "Shah Rukh... Ty nie jesteś normalny". Może mówią o mojej wrażliwości, może o moim ego. Nie mogę mówić, że nie mam ego, choć chciałbym wierzyć, że nie mam. Ranią mnie czasami drobiazgi i wtedy reaguję przesadnie. Jeśli się zastanowić, to mam ego i to nie jest dobre.

Powiedziałbyś, że jesteś arogancki?

W ogóle nie uważam, że jestem arogancki. Ego mamy wszyscy. Spotkałem wielu aroganckich ludzi. Jeśli widzę, że ktoś jest arogancki, to może znaczyć, że ja taki nie jestem. Ale jeśli chodzi o pracę, chodzę swoimi własnymi drogami. Pracuję od dwunastu lat, wiem, o czym mówię i musisz to szanować.
Tak, złagodniałem, zwłaszcza po kontuzji. Stałem się znośniejszy. W ciągu ostatniego roku nadal były chwile, kiedy byłem tak przykry i niemiły, jak wcześniej, ale przez większość czasu byłem dość łagodny.

Jakie jest najbardziej irytujące pytanie, jakie ci zadawano?

Jak się czujesz, kiedy twój film odnosi sukces? Albo: jak się czujesz, kiedy twój film nie odnosi sukcesu? Zawsze mam ochotę odpowiedzieć na odwrót. Byłem taki zachwycony, że film zrobił klapę. Albo: rany, tak mi smutno, że film okazał się największym hitem. Czy to nie oczywiste, że jestem szczęśliwy, kiedy był sukces, a smutny, kiedy klapa? Czemu ludzie muszą robić sobie obciach? Każde pytanie, które ma mi pochlebiać, albo niepochlebne, jest żenujące i irytujące.

Aishwarya Rai powiedziała ostatnio w wywiadzie dla Filmfare: "Sanjay Leela Bhansali i Shah Rukh Khan są może najwięksi w swoich dziedzinach, ale daleko im do bycia dobrymi ludźmi". Jak to skomentujesz?

Na sto procent jestem pewien, że musiałem dać jej powód do takiego stwierdzenia. Byliśmy sobie bliscy, bo pracowaliśmy razem nieustannie przez niemal cztery lata, a ja ją bardzo lubię i jako aktorkę, i jako przyjaciółkę. Oczywiście musiałem dać jej powód do stwierdzenia, że muszę się zmienić jako człowiek. To także oznacza, że ona ma wysokie standardy człowieczeństwa i że sama jest na pewno dobrym człowiekiem.
Jeśli powiedziała to w gniewie, a tak mi się wydaje, to także ma rację. Jeśli powiedziała to w ostatnich miesiącach, powiedziałbym - zapomnijmy już o tym, co było. Nie powinna wciąż mieć nam za złe decyzji, którą podjęła nasza firma ponad rok temu.
Osobiście przyjmuję do wiadomości, że źle ja potraktowałem i przeprosiłem ją za to. Będę ją przepraszał i przepraszał za każdym razem, kiedy ją spotkam. Jako producent zrobiłem to, co było absolutnie słuszne i za to nie będę przepraszał. Kiedyś musi rozdzielić te dwie sprawy i zrozumieć moją decyzję.
Ze swojego punktu widzenia, musi uważać, że ma absolutną rację. Z mojego punktu widzenia, ja też uważam, że miałem rację. Mogła źle zinterpretować wiele rzeczy, które powiedziałem bezpośrednio po incydencie, bo patrzy ze swojego punktu widzenia. Nie ma sensu zachowywać w sercu złych uczuć dla kogoś, kto grał z tobą przez minionych pięć lat. Nie pełnię w jej życiu aż tak ważnej roli, żeby miała zachowywać do mnie urazę.
Bóg hojnie ją obdarował - jest taka piękna, jest prawdziwą i międzynarodową gwiazdą, bardzo dobrze jej się wiedzie. Nie musi marnować na mnie swojego czasu. Jest dobrą aktorką i dobrym człowiekiem... Nie umiem zdecydować, w czym jest lepsza. Nie jestem przez to wszystko zniesmaczony. Kiedy ją spotkam, powiem jej: "Dzięki, że to powiedziałaś". Naprawdę spróbuję być lepszym człowiekiem, przynajmniej dla niej. Jestem pewien, że spotkasz jeszcze ze dwadzieścia osób, które powiedzą, że Shah Rukh jest dobrym człowiekiem i będą miały po temu powody.

Czy prócz aktorstwa jest coś jeszcze, co chciałbyś robić?

Chcę otworzyć szpital lub sierociniec, ale za swoje własne pieniądze. Wcześniej miałem bardziej materialne marzenia, na przykład, żeby założyć studio. Wiele osób mówi mi: "Jeśli chcesz robić dobre uczynki, rób je teraz". Ale ja chcę je spełniać tak, jak robię dobre rzeczy dla siebie. Mam taki problem posiadania: chcę mieć rzeczy na własność. Chciałbym, żeby każde dziecko było traktowane tak, jak mnie potraktował Mumbaj: w tym mieście nigdy nie byłem inny dlatego, że byłem sierotą. Chciałbym, żeby każda sierota dorastała jak ja, bez żadnych zobowiązań. Chcę, żeby to był mini-Mumbaj w Mumbaju. Mam dziwne przekonanie, że to miasto będzie troszczyć się o mnie i chciałbym, żeby dzieci miały taką samą pewność. Inshallah.

Jak dziś opisałbyś samego siebie?

(Chichocze) Oprócz tego, że jestem najlepszy?

Spróbuj.

Oczywiście nie mogę całkiem wyrzucić tego "ja", bo to mnie napędza. Gdybym miał się opisać w czterech słowach, powiedziałbym: staram się być dobry.

Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"