w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Wywiad z Filmfare’a, sierpień 1997

Autor: Khalid Mohamed


Niedziela. Surfing w sieci. Oczy skupione na ekranie komputera. Wszędobylski papieros zwisający z dolnej wargi. Kłęby dymu tworzą smugi w powietrzu.
Taka scena mogłaby wyjść w jednym ujęciu. Doskonałe warunki do niespiesznej konwersacji. Czy tak? Lunch jest na stole. Nie można wyjść na taras, bo pada deszcz. Poza tym niektórzy upierają się, że trzeba zjeść. W przeciwnym razie posiłek wystygnie.
Dla mnie ok. W każdym razie kończę szybko moje mielone. Na szczęście deszcz także słabnie, sącząc się już tylko z niebios pojedynczymi kroplami. Podążam za Shah Rukhiem na taras. Podpiera się na kulach, niezbędnych po urazie podczas kręcenia jednej z ryzykownych scen akcji. Jeśli dokucza mu ból – nie widać tego po nim.
Wyciągam pióro. Krnąbrne krople deszczu rozmazują notatki. Kartki wyglądają jak skropione łzami.
Dosyć, dosyć. Mógłbym popaść w opisowy zachwyt. Apartament w kolorze cementu, w którym zamieszkuje Shah Rukh, a w którym winda wywrzaskuje melodyjkę, kiedy odważysz się zostawić jej drzwi otwarte. Zawsze czuję się zdenerwowany, przedstawiając się do plastikowego głośniczka, zanim drzwi otworzy raczej zdezorientowana pokojówka. Pokojówka w Indiach, co za numer!
Ale, ale, hello… Może to mój sposób patrzenia na Shah Rukha Khana czyni moją perspektywę skrzywioną. Kiedy podnosi twarz, by zapalić jeden z papierosów, łapię moment, by zacząć działać. Skoncentruj się bądź poważny, serio. Mnóstwo pytań, pytania ponumerowane na stronach, poznaczone nieregularnie, jak u studenta, który nie dość dobrze zakuł do egzaminu.
Jestem też nieco zbity z tropu przez przeszłość. Ile razy robiłem wywiad z Shah Rukhiem, to było jak brnięcie pod prąd w rwącym potoku. Złapać szansę, zanim zniknie. Zanotować najistotniejsze kwestie.
Dlaczego nie nagrywam? Bo taśmy zawsze się kończą. Ponieważ jest na nich mnóstwo „efektów specjalnych” (trzaskanie drzwiami, kroki wron na parapecie. dzwonki telefonu). Ponieważ wolę notować.
Poniżej moje zapiski z monsunowych zawodów z panem S, R i K.

(Posępnie) Czy masz dziś jakiś wybór?

(Wpatruje się we mnie).

(Cokolwiek przestraszony) Próbuję spytać, czy widzisz jakieś możliwości pojawiające się przed tobą?

(Cierpliwie) Masz na myśli możliwości w pracy?

Tak, oczywiście, że w pracy. Co o tym myślisz?

Możliwości istnieją. Na 100 procent. Wydaje mi się, że jestem dziś w sytuacji, że mam zbyt wiele możliwości – ale, niestety, możliwości tego samego rodzaju. Jakoś tak jest, że korzystam z wszystkich. Nie wiem, czy to brak pewności. Ale jeśli wybieram z czterech i przyjmuję dwie oferty, nie lubię myśleć, że ktoś inny przyjmie dwie pozostałe.
Chyba jestem zachłanny.

Tęsknisz za nietypowymi rolami?

Hmmm... Odkąd zacząłem karierę od grania nietypowych ról, stały się one typowe. Echa moich ról w „Baazigar”, „Darr”, „Anjaam” można dostrzec w „Agni Sakshi”, „Daraar” czy „Dastak”.
Stałem się zwyczajnym bohaterem romantycznym w „Dilwale Dulhania Le Jayenge”, trochę bohaterem kina akcji w „Karan Arjun”. W „Ram Jaane” i „Chaahat” zagrałem role, jakie zazwyczaj przyjmował Anil Kapoor.
Czy to się podoba, czy nie, czuję presję gwiazdorstwa, by robić ciągle to samo, ponieważ stawki są wysokie. Oczywiście nie chcę, by sukces mnie ominął. Jak każdy tutaj, stałem się ostrożny.
Rola niemowy w „Koyli” była inna od tych najpopularniejszych w dzisiejszych scenariuszach. Myślałem, że film nie może się nie udać. Jeśli o mnie chodzi, tak było. Nie był dużym hitem. Jeśli robisz coś kompletnie innego, nie wiesz, czy będzie to zaakceptowane. Może to dlatego nie powstał „Darmiyaan” ze mną. Nie zagrałem, bo nie dogadaliśmy się z Kalpaną Lajmi (reżyserka filmu).
Nawet reżyserzy jak Subhash Ghai mówią mi: „Shah Rukh, zrobimy coś innego z tobą”. Co jest dziwne, bo ja nie chcę się zmieniać. Zajęło mi sześć lat, by stać się Shah Rukh Khanem, jakim jestem.

Tak…?

Zwróciłem się trochę bardziej w stronę pewnych reżyserów; Aziz Mirza, Yash Chopra, Subhash Ghai mówią mi, że stałem się ich nałogiem. Przychodzę na plan i zapewniam im fachowe usługi.

„Koyla” była pisana z myślą o Sunnym Deolu. Czy scenariusz się zmienił, kiedy ty podpisałeś umowę?

Nie zmienił się. Może poza elementem niewinności, który dodałem. Myślę, że gdyby Sunny zagrał tę postać, byłaby bardziej poważna, ponura. Posiadałaby też większą tężyznę fizyczną. Mój bohater jest trochę młodszy i bardziej rozbrykany. Przy okazji - wciąż uwielbiam ten film. Uwielbiam Amrisha Puri. Nie zgadzam się z tym, że publiczności film się nie spodobał z powodu głośnej i ordynarnej postaci, którą zagrał. Myślę, że był zabawny.
W „Koyli” zrobiłem krok w stronę metody aktorskiej Roberta De Niro. Zapuściłem włosy, pracowałem nad moim ciałem, robiłem sam wszystkie sceny kaskaderskie. Miałem przekonanie, że muszę być inny.

Mówisz, że postać grana przez Amrisha Puri nie była wulgarna. A co powiesz na temat pięknej Deepshikhi?

Masz na myśli jej rolę, tak?

(Mrugając oczami) Oczywiście.

Była dobra. Podobała mi się też Madhuri Dixit, była wspaniała.

Słyszałem, że nazywałeś Madhuri „cioteczką”?

(Załamując się [teatralnie]) Och, uwielbiam z nią żartować. Wszystkie aktorki, z którymi gram, to moje cioteczki i mamuśki. Nawet Juhi nazywam moją „amma”, ponieważ zawsze się mną zajmuje. Madhuri i ja byliśmy przez miesiąc wraz z ekipą „Koyli” w Arunachal Pradesh. Nie mogłem ciągle mówić do niej „pani Madhuri”. Nie jestem taki. Nie umiem być sztywniakiem.
Myślę, że Madhuri wypadła szczególnie świetnie w scenach ucieczki i ukrywania się.

To mi coś przypomina. Słyszałem, że wierzysz, iż każdy film, który pokazuje cię biegnącego, będzie wielkim sukcesem. „Koyla” dowiodła, że twoje wyczucie zawodzi.

(Uśmiechając się) Och, to kolejny żart. Teraz powiem, że każdy film, w którym biegam, będzie klapą. W każdym razie, niezależnie jak szybko uciekasz, przeszłość cię dopadnie.

Lubisz większość swoich filmów, prawda? Nawet jeśli były złe?

Nie, mylisz się. Zdecydowanie nie lubię „Deewana” i „Anjaam”. „Anjaam” był tak makabryczny, że mnie przeraził. Trzy czwarte to czysty „Zakhmi Aurat”. Jeśli chodzi o „Deewana”, nie lubię tego filmu z powodów osobistych, ze względu na ludzi zaangażowanych w film.
Byłem rozczarowany „Trimurti”, ponieważ za tym obrazem stało wielu utalentowanych ludzi. Wszyscy pracowaliśmy cholernie ciężko, ale nawet odrobiny naszego wysiłku nie widać na ekranie.

Czy doświadczenie z „Oh Darling! Yeh Hai India” zniechęciło cię do niekonwencjonalnego kina?

Nie, nie. Polubiłem je. Ale naprawdę się zastanawiam, czy wszyscy robiliśmy ten sam film. Ketan Mehta i jego współpracownicy wydawali się nie wiedzieć, do czego dążą. Właściwie nikt tego nie wiedział. Mozoliliśmy się z nadzieją, że wszystko się poukłada. Nie udało się? No cóż. W każdym razie próbowaliśmy.
Prawdopodobnie najlepszy sposób to pracować ciężko z jak najlepszym nastawieniem. Może pojawi się magia, może nie.

Czy uważasz, że gwiazdy zasługują na płace, które otrzymują? Dlaczego wszyscy, włączając ciebie, biegacie za forsą?

(Cierpliwie) Widzisz, wcześniej nie ujawniano, ile pieniędzy zarabiają filmy. Potem pojawił się „Hum Aapke Hain Koun” i otwarcie powiedziano, że zgarnął 200 crore. Jeśli porównać to z tym, ile zarabiają superhity, gwiazdy dostają psie pieniądze. Hehe, to dlatego robimy charakteryzację, by tracić czas.
Jeśli się temu przyjrzeć, nikt nie traci pieniędzy. Nawet średnio sprzedające się filmy czy klapy przynoszą jakąś kasę. Nawet „Trimurti” zarobiło półtora crore’a.

Ale czy robienie filmów nie jest dziś bardziej ryzykowne niż kiedykolwiek wcześniej?

To prawda. Ale nie byłoby, gdyby każdy zaangażowany w projekt ciężko pracował. Liczą się zespoły. Jedna osoba nie da rady harować za wszystkich – każdy musi. Cztery do pięciu miesięcy trzeba poświęcić przed-produkcji i rozmowom między różnymi działami. Tylko w takim wypadku będziemy zdolni do robienia przyzwoitych, spójnych technologicznie filmów.

Czy kiedykolwiek poraził cię strach, że nie jesteś już gorącym nazwiskiem na rynku i że to koniec?

Aktor musi do tego przywyknąć. Myślę, że mój pogląd na to jest trochę odmienny niż wielu innych. Wiem, że jeśli nie wywiążę się z obietnic, to będzie koniec. „Cześć, Shah Rukh, do zobaczenia, zadzwonimy do ciebie, nie dzwoń do nas”. Jestem samotnikiem. Kiedy coś nie idzie dobrze, wiem, że nadal chcę być gwiazdą. Nie widzę siebie robiącego cokolwiek innego, np. jako biznesmena spędzającego dni na grze w golfa, polo, cokolwiek. To samotna walka, jak do tej pory – i taka pozostanie. Nigdy się nie poddam. Nawet jeśli będę musiał żebrać na ulicy, będę podchodził do samochodów producentów na światłach stopu i błagał: „Niech mi pan da rolę”.

Czy wiążesz się emocjonalnie z jakimiś spośród swoich koleżanek aktorek?

Z moimi partnerkami z planu – tak. Wydaje mi się, że wszyscy jesteśmy zwierzętami w tym samym zoo. Każdego piątku przechodzimy test. Widziałem Madhuri, Juhi, Kajol przeżywające wzloty i upadki. I one także widziały mnie w tej sytuacji. Problem polega na tym, że podchodzę do nich bardzo emocjonalnie. One nie.

Czy któreś z twoich partnerek dały ci prezenty, które sobie cenisz?

Nigdy nie dały mi żadnych prezentów, małpy!

Powiedz, czy zgadzasz się z tym, że dokonujesz bezpiecznych wyborów?

Znowu to samo! Hmmm... Nie robię tego. Byłem zirytowany, kiedy mówiłem, że robię bezpieczniejsze filmy. Proszę, powiedz mi, co jest bezpiecznego w „Ram Jaane”? Albo w „Duplicate”, który jest dość świrnięty? Albo w „Yes Boss”, w którym gram typ wazeliniarza, jakiego wcześniej na ekranie nie było?
Jeśli nie brać pod uwagę Kamala Hassana, który jest w zupełnie osobnej lidze, zagrałem mnóstwo zróżnicowanych ról. W „Joshu” Mansoora Khana gram brata, nie kochanka. W filmie Karana Johara gram po raz pierwszy ojca. I biorę udział w pierwszym filmie hindi Maniego Ratnama.
Poza Soorajem Barjatyą i Shekharem Kapoorem pracuję z wszystkimi czołowymi reżyserami. Yashem Choprą, Rajkumarem Santoshim, Subhashem Ghaiem – i wszyscy oni oczekują ode mnie czegoś specjalnego, czegoś, co sięga dalej niż tylko kompetencja.

Dlaczego odrzuciłeś międzynarodowe oferty, także projekt, w którym miałeś się zmierzyć z Tomem Cruise?

Kto ci to powiedział? Ale tak, idziesz dobrym tropem. Szczerze – nie chcę występować w kinie całego świata. Dlaczego powinienem pojechać do Hollywood? Uwierz mi, lepiej władać w piekle niż służyć w niebie. Indyjskie kino to mój dom, znaczy dla mnie więcej niż Hollywood, kino z Hong-Kongu, Paryża, skądkolwiek. Chcę być najlepszy tutaj. Jeśli kiedykolwiek pojadę za granicę, muszę być szanowany, co najmniej tak, jak szanowany jest Nick Nolte w Los Angeles. Nie chcę być traktowany jak ciemnoskóry szczyl z Trzeciego Świata. Mogę żyć bez pełnych wyższości spojrzeń w stylu „robimy ci łaskę” ze strony hollywoodzkich bossów.

Jakie propozycje dostałeś?

Zwrócono się do mnie z remake’em Hitchockowskiego „M jak morderca” i z propozycją z brytyjskiej telewizji, bym zagrał w serialu opartym na powieści Vikrama Setha „Pretendent do ręki”. Był też faks proponujący mi ważną rolę u boku Anthony’ego Hopkinsa w nowym Bondzie. Byłbym... tak... pojawiłbym się gdzieś w tle.

Dlaczego powiedziałeś „nie”, skoro nawet nie wysłuchałeś do końca, co to za rola?

Bo chcieli moje zdjęcia.

Więc?

Nie prosiliby Nicka Nolte o zdjęcia, prawda? Ten rodzaj próżności może jest głupotą, ale jeśli się do mnie zwracają, nie powinni przynajmniej wiedzieć, jak wyglądam? Nie powinni zobaczyć jakichś moich filmów?
Nie chcę, by to było odebrane jako brak szacunku, ale nie chcę być traktowany jak szeregowy debiutant. Nie chcę, by pytano o moje osiągnięcia. Wolę raczej być żabą w swoim stawie. I jak na żabę, idzie mi całkiem nieźle. Przyjechałem z Delhi do Bombaju, a teraz pracuję z Mani Ratnamem z Południa. Więc Hollywood może poczekać.
Nawet kiedy idę na imprezę i ochroniarz pyta mnie, kim w ogóle jestem, czuję się kompletnie zdruzgotany. Może to wszystko sprowadza się do braku pewności siebie.

Hej, to brzmi dość sprzecznie. Jesteś dość pewny siebie, a potem mówisz o braku tej pewności. Co to znaczy?

Nie jestem pewny swoich opinii. Nikt nie jest. Chociaż każdy chce wierzyć, że jest rozsądny i uporządkowany. Nie możesz być jedną osobą. Lubisz to czy nie, musisz żyć ze swoimi licznymi, sprzecznymi osobowościami. Więc ja w tym samym czasie jednocześnie boję się odrzucenia, a zarazem jestem pewien, że pozostanę gwiazdą do samej śmierci. Złożoność jest ekscytująca, prostota nuży.
Ze względu na obecność sprzeczności we mnie jestem aktorem, dobrym aktorem. Mówię to całkiem szczerze, a mimo to gdzieś wewnątrz w to nie wierzę. Może dlatego, że nawet po 21 filmach ciągle denerwuję się przed kamerą. To dlatego uwielbiam duble. Zawsze chcę sprawdzić, co było nie tak i udoskonalić mój występ. Do jednej sceny w „Trimurti” zrobiłem 41 powtórek. Podczas kręcenia „Circus” wypowiedziałem dobrze zdanie „Magar naashta to mila hi nahin” dopiero po 36 dublach. Co robić? Dobrze czy źle – taki jestem.

Nie próbujesz uatrakcyjniać swoich zmagań, by były efektowniejsze?

Nigdy! Nie musiałem podpierać się tego typu opowieściami. Nigdy nie było tak źle. Niektórzy aktorzy mogą snuć gadki o spaniu na ulicy. Nie ja. Nawet kiedy przyjechałem do Bombaju po raz pierwszy, mieszkałem w jednopokojowym mieszkaniu, za które płaciłem miesięcznie 15 tysięcy rupii czynszu.
Jeśli prowadziłem jakieś zmagania, była to walka z samym sobą. Niczego nie biorę za dobrą monetę, jestem zawsze podejrzliwy. Nie ufam nikomu, nawet samemu sobie. Wierzę tylko w moją energię, ponieważ to ona mnie popycha dalej.

Ach, twoja sławna energia.

Masz na myśli – niesławna. Często jestem krytykowany za bycie zbyt energetycznym... że kiedy nie wiem, co robić, pokrywam to dziką energią. Robię to, bo chcę, by wszyscy wokół czuli się tak samo odpowiedzialni, byli tak samo zaangażowani, równie energetyczni. Czasem chciałbym być pisarzem, by móc realizować swoje pomysły.
Zamiast tego musiałem się uczyć na próbach i błędach. „Kabhi Haan Kabhi Naa” pozwoliło mi zrozumieć uczucie i komizm. Chociaż nie podczas robienia filmu, ale podczas oglądania go 24 razy, kiedy był już gotowy. „Oh Darling...” nauczyło mnie wykrywać dokładnie miejsca, w których energia może być spożytkowana korzystnie, a w których może być beznadziejnie marnowana. A „Dilwale...” nauczyło mnie cnót umiaru i powściągliwości.
Dość często osoba aktora może unieść scenę. To może niedobre... Ale być może to sposób, który zawsze będzie istniał w naszych filmach. Możesz mi wierzyć lub nie, ale moja kreacja w „Koyli” jest pełna umiaru. Mogłem łatwo zastosować dźwięki – piski, pomruki, mamrotanie, achy i ochy – jako niemowa.

W „Koyli”, w scenie, w której walisz w bębny, kiedy Madhuri Dixit tańczy przed Amrishem Puri, wydajesz się być tak zaabsorbowany, że nie patrzysz nawet prosto w kamerę. To drażniące.

Tak to było wyreżyserowane. I pamiętaj, gram sługę, który nie śmie nawet podnieść wzroku na swego pana.

Co się dzieje, kiedy wiesz, że scena, w której masz zagrać, jest po prostu nic nie warta?

Jestem zbyt profesjonalny, by zgodzić się robić takie sceny. Jestem dość doświadczony, by wyczuć błędy i próbować je naprawić. Z moimi reżyserami postępuję jak małe dziecko. Chętnie słucham, ale kiedy dostanę gorzki cukierek, mówię: „Proszę pana, czy mogę wziąć inny?” Wszyscy aktorzy są jak dzieci – muszą utrzymywać się pomiędzy posłuszeństwem a byciem niegrzecznym.

Jak zareagowałeś, kiedy projekt Maniego Ratnama znalazł się dosłownie w twoich rękach?

Pracowałem ciężko dla mojego Maniego... Haha, gra słów zamierzona („for my Mani”; Mani brzmi jak „money” – dopisek Gosia JG).
W zasadzie chciałbym pracować z wszystkimi reżyserami, czy to z Sanjayem Guptą, Sanjayem Leelą Bhansalim, Adoorem Gopalakrishnanem, z Mrinalem Senem.
Chciałbym być ulubieńcem wszystkich i niczyim panem.
Ostatnio poruszyły mnie występy Manishy Koirali i Tabu. Kiedyś chciałem być jak Dilip Kumar, Kamal Hassan, Nana Patekar i Naseeruddin Shah. Teraz chcę być jak Tabu i Manisha, których gra została doceniona przez publiczność i uznana przez krytyków.
Jak Tabu i Manisha, chcę być częścią filmów, które mają wpływ na ludzi. Właściwie nienawidzę stwierdzenia: „Byłeś cholernie dobry w tym filmie”. Wolę, by mówiono: „Twój film jest cholernie dobry”. Może mój występ w „Dilwale...” spotkał się z oddźwiękiem, bo nie poszukiwałem. Nie byłem wyczerpany nerwowo. Płynąłem z prądem i byłem lepszy.
Teraz nie jestem w miejscu, w którym nie wiem, co dalej. Pozwalam sobie naturalnie dojrzeć, jak młode drzewa dojrzewają z każdą porą roku. Kiedy zobaczyłem urywki „Yes Boss”, dostrzegłem nowego siebie. Wstydzę się niektórych moich występów sprzed dwóch lat i uwielbiam niektóre, które nagrałem, kiedy zaczynałem. W ciągu następnych pięciu lat będę miał na półce National Award, jestem pewien (śmieje się hałaśliwie). Jedną z moich największych ambicji jest mieć więcej nagród niż Kamal Hassan.

Przypuszczam, że podobnie jak Kamal, chciałbyś kiedyś wyreżyserować film.

Oczywiście, dlaczego nie? Ale chciałbym wyreżyserować cos takiego jak „Zabójcza broń”. Byłbym świetny w robieniu filmów akcji albo dzikich komedii jak „Kłamca kłamca”. Zawierałaby dozę dziwactwa, ale nie prostactwo. Jak ja kocham tę szaloną kobietę „Abba Dabba Jabba” w „Judaai”. Była niesamowita.

Jak sobie wyobrażasz siebie w wieku 40 lat?

(Uśmiechając się szeroko) Nie sądzę, bym kiedykolwiek miał mieć czterdziestkę. Mam 32 lata i taki będę przez resztę mojego życia. Miałem odpał, grając faceta pomiędzy 18 a 80 rokiem życia w „English Babu Desi Mem”. Ale nikt tego nie widział.
Mogę zagrać dzieciaka lub starszego pana. To łatwe. Z drugiej strony – nie mogę robić filmów historycznych jak „Rajkumar” czy „Mughal-E-Azam”. Nie pasuję do pałaców i etykiety minionych czasów. Nie umiałbym wygłaszać dialogów jak: „Wygląda pani dzisiaj jak księżyc w pełni”, bo umarłbym ze śmiechu. Pomimo że dobrze mówię w urdu, czułbym się fałszywie, bo nikt tak dziś nie mówi.
Nie mogę być statyczny. Nie widzę siebie w „Wichrach namiętności” ani w „Rozważnej i romantycznej” Jane Austen. Ale mogę się wyobrazić w wersji „desi” „Mission: Impossible”, „Firmy” czy „Jerry’ego Maguire”. Sądzę, że bliżej mi do Toma Cruise’a niż Charltona Hestona.
Jeśli kiedykolwiek osiągnę czterdziestkę, będę się klepał po grubym brzuchu, mówiąc do moich dzieci: „Zobaczcie, myśmy też kawał dobrej roboty odwalili”.

Co z twoim zbyt poufałym sposobem mówienia dialogów? Próbujesz innych sposobów czy nie?

Dawno temu miałem z tym problem. Ale myślę, że ulepszyłem mój sposób mówienia. Są niuanse i różnice. Może to kwestia wieku, zwolniłem. W każdym razie jestem znany jako najlepszy ekspert od mówienia dialogów po Nanie Patekarze.

Mówiliśmy o niepewności w zawodzie aktora. Chciałbym zapytać o jakieś brakujące elementy w twoim życiu.

Jeśli nie czujesz się bezpiecznie, przestajesz się rozwijać. Rok temu poronienie Gauri mną wstrząsnęło. Czułem bezwartościowość wszystkiego wokół. Przez miesiące patrzyłem na dzieci na ulicy i tęskniłem, chciałem je porwać, zatrzymać.
Moje priorytety się nie zmieniły. Teraz oczekujemy dziecka i wróciłem do normalności. Pogodziłem się z rzeczywistością. Zrozumiałem, że nie wszystko, czego się pragnie, przychodzi ot tak (pstryka palcami)... trzeba być spokojnym i cierpliwym.
Mam ogromną nadzieję, że tym razem wszystko będzie dobrze. Bardzo się martwię. Często podczas ostatnich kilku miesięcy zdarzały mi się urazy, więc mogłem spędzić więcej czasu w domu z Gauri. Wszystko kręci się wokół naszego dziecka. Chciałbym, by to była dziewczynka. Chciałbym, by była ze mnie dumna.
Zobacz, walczę o jej uznanie. A ona się nawet jeszcze nie narodziła.


Serdeczne podziękowania dla wryddhy za pomoc w tłumaczeniu zdań i wyrażeń w hindi.

Tłumaczenie: Gosia JG

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"