w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Wywiad z okazji przyznania nagrody Filmfare’a
dla najlepszego aktora Shah Rukhowi Khanowi

Wywiad dla Filmfare’a, kwiecień 1996
Autor: Jitesh Pillai


Piąta po południu. Stoi gdzieś w tłumie w studio, prawie niezauważalny. Wygląda jak ktoś, w kim zgaszono żarówkę.
Mówi się, że tym, co tworzy gwiazdę, jest światło rozświetlające jego twarz. Może Shah Rukh wyłączył je celowo w nadziei, że podczas, kiedy jego sława rośnie, jemu łatwiej będzie wracać do realnego świata. Kiedy Shah Rukh gra, jest tak, jakby kamera ujmowała nie tylko światło, ale ukryty pod nim ogień. Spójrzcie choćby na jego ostatnią rolę, za  którą dostał  Filmfare'a,   w „Dilwale Dulhania Le Jayenge”. Jako Raj SRK zmienia wszystkie przyjęte zasady aktorstwa, zwielokrotniając tę milutka rolę do poziomu wartego zapamiętania.
Być może ta jego pozaekranowa zwyczajność pomaga mu tworzyć na ekranie diametralnie różne role. Nie oszołomiła go żadna z tych gwiazd. Obchodzą go tylko filmy i to widać.
Pokpiwasz sobie z niego na temat: dlaczego nie figuruje w rubrykach o skandalach. Rzuca mi wtedy zdanie z „Forresta Gumpa”: „Jeśli mam do wyboru kawałek d... i spokój sumienia, wybieram to drugie”.
Być może trzeba mu teraz tylko jednego: pozbyć się gestów i zachowań, które zbliżają się niebezpiecznie szybko do stereotypowych emocji. Grający „bebechami” aktor musi sobie poukładać i nadać formy wszystkim buzującym w nim uczuciom.
Dwudziesta druga. Jego apartament z widokiem na morze. Uśmiecha się przyjaźnie co chwilę,  a przez cały czas jego słowa spowijają cię jak niewidoczny koc. To on zabiera cię z sobą w podróż z przewodnikiem po świcie jego myśli i zdolności. Telefon wydzwania jak rozwścieczony dzieciak, bukiety kwiatów otaczają jego gabinet. Pięć Filmfare'ów bezwstydnie błyszczy na półce. Wdychając słodki aromat sukcesu, pytasz:

Jaka była twoja pierwsza reakcja na propozycję zagrania Raja w „Dilwale Dulhania Le Jayenge”?

Aditya opowiedział mi rolę w domu Nadiadwala w Juhu. Oczarował mnie w 45 minut. Nie filmem jako takim, tylko jego konkretnymi momentami. Powiedziałem „tak”, kiedy wyobraziłem sobie siebie patrzącego w oczy Amrishowi Puri w finale... kiedy sapiący pociąg odjeżdża ze stacji.

Na ile się czujesz się podobny do Raja ?

Adi stworzył go, mając mnie przed oczami. Opowiedziałem tę historię Gauri,  a ona  orzekła,  że tam nie ma żadnej opowieści. I to mi się w filmie spodobało. On jest cały skonstruowany     z pięknych momentów. Jestem jak filmowy Raj, żyję tak nieustraszenie jak on. Tak samo jak Raj, który był tak pewien, że podbije serca rodziców Simran, ja też wiedziałem, że przekonam rodziców i Gauri będzie moja. Ze wszystkich postaci, które dotąd zagrałem, identyfikuję się w pełni z Rajem w „Dilwale...” i chłopakiem z „Kabhi Haan Kabhi Naa”. Moje małżeństwo jest jak żywcem wyjęte z „Dilwale...”. Jak w „Dilwale...”, wziąłem ślub w całkowicie hinduistycznym obrządku. To był cały szczegółowy sangeet, jak w filmie.

W życiu też przechodziłeś całą tę traumę?

Coś w tym rodzaju. Rodzice Gauri byli całkowicie przeciwni temu małżeństwu. Jej matka groziła, że popełni samobójstwo. Jej ojciec wydzwaniał i mówił, że to się nie uda. Utrzymywaliśmy potajemną znajomość przez sześć lat. Kiedyś nawet przyszedłem incognito na jej przyjęcie urodzinowe. Użyłem imienia mojej postaci z „Fauji” – Abhimanyu. Jej rodzice, nieświadomi niczego, napomknęli, że wyglądam jak daleki krewny Dilipa Kumara. Ale kiedy odkryli, kim jestem, rozpętało się piekło...

Opowiadaj dalej, proszę...

Oni są typową pendżabską rodziną. Całkiem jak ci od Simran. Mówiono mi, że jeden wujek to istny „aggro”; zawsze nosi miecz schowany kalesonach. Ale kiedy go poznałem, okazało się,   że to istna owieczka! Udało mi się przekonać członków jej rodziny, jednego po drugim. Zabierałem kuzynki Gauri do dyskoteki. W końcu wszyscy mnie polubili i wszyscy jej mamas i mamis wciąż mnie zapewniali, że i rodzice w końcu zmiękną.

To był czas próby?

Taaa, nic nie szło tak, jak powinno. Gauri była pod kluczem.... całkiem jak Simran w „Dilwale...”. Wciąż mi mówiła: „Shah Rukh, nie znasz moich rodziców... za lekko to traktujesz”. A ja wciąż jej powtarzałem, że wszystko będzie dobrze. Mówiłem jej, że za 10 lat będziemy się z tego śmiać. I tak właśnie dziś robimy. Siedzimy czasami po nocach, wspominamy, co się nam przydarzyło i bardzo się śmiejemy. Ale Gauri nie wytrzymała jednego. Poczuła, że ją duszę swoją zaborczością.... Wyjechała do Mumbaju nie uprzedzając mnie... Jej przyjaciele też uważali, ze może będzie lepiej, jak się rozstaniemy. Na dzień przed wyjazdem przyszła się ze mną spotkać. To były jej urodziny, udekorowałem cały pokój balonami i miałem dla niej pełno prezentów. Kiedy jednak przyszła na spotkanie, płakała i pomyślałem, że może już nie wytrzymuje napięcia. Następnego dnia bez słowa odleciała do Mumbaju. Kiedy się dowiedziałem, dostałem szału. Opowiedziałem o tym mamie, o ona, jak Anupam Kher     w„Dilwale...”, powiedziała mi, żebym przywiózł z powrotem dziewczynę, którą kocham.  Dała mi 10 tysięcy rupii i pojechałem do Mumbaju. Po wyczerpujących poszukiwaniach znalazłem  w końcu tę, którą kochałem i prawie straciłem.

Nie myśleliście o ucieczce?

Nie, jak Raj i Simran, nigdy nie chcieliśmy postępować wbrew woli rodziców. Myśl o ucieczce nie przyszła nam do głowy. Ale wiedzieliśmy, że na pewno się pobierzemy.
Kiedy przyszedłem na spotkanie z rodzicami Gauri, po prostu nie mogłem się zebrać w sobie, żeby im powiedzieć, że ją kocham. Myślałem sobie: „Jakie to głupie. Nigdy nie będę kochał ich córki tak, jak oni ją kochają. Dali jej życie, wychowali ją. Moja miłość nie zastąpi jej nigdy ich miłości”.

Raj był dzieciakiem.

Owszem, był. I ja też, tak jak on, mógłbym pójść i wkurzyć kogoś w sklepie. Dopóki nie poznałem Gauri, nie uważałem się za dość cool, żeby się zakochać. Tak jak w filmie, byliśmy grupą czterech czy pięciu gości, którzy robili swoje i mieli w nosie całą resztę. Byliśmy najlepsi we wszystkim, co robiliśmy, w nauce i w sporcie. Inaczej niż Raj, nigdy nie olewałem nauki.

To była trudna rola do zagrania?

Dużo się nauczyłem. Z racji na moje wykształcenie i teatralną przeszłość rozumiem niuanse aktorstwa. „Dilwale...” skłoniło mnie od głębszego myślenia o mojej roli. Z aktora fizycznego zmieniłem się w mentalnego (śmiech). Nie znaczy to, że popadłem w demencję. W tym filmie nie byłem bardzo energetyczny, nie mogłem sobie pozwolić na moją zwykłą brawurę. Nawet jeśli ja sam to muszę powiedzieć o sobie, to mam bardzo plastyczną twarz. Wyglądałem starzej, kiedy była ona przesiąknięta złem w „Anjaam”. W „Dilwale...” miałem wyglądać na   24-latka. Moja twarz upodabnia się do postaci, którą gram. Może sam staję się raz młodszy, raz starszy, adekwatnie do roli, którą gram.

Jak długo pracowałeś nad tą rolą?

Adi i jego asystenci dali mi dużo swobody. Parodiowanie Jima Carreya, scena z fortepianem
i końcowa bójka były moimi pomysłami. Adi i reszta byli całkowicie przeciwni bójce na końcu.  Ale ja bardzo tego chciałem. Oczywiście od czasu do czasu kwestionowano moje sugestie i wszyscy kazali mi się zamknąć.
Aktor musi być doceniany. Kiedy wiem, że reżyserowi podoba się moja praca, staram się pracować jeszcze lepiej. Reżyserzy jak Adi i Aziz Mirza uwielbiają moje występy, dlatego to mnie napędza. I to nie są pochwały w stylu „wah-wah”, tylko prawdziwe.
Ekipa „Dilwale...” składała się z bardzo młodych ludzi. Byłem najstarszy w młodszej grupie. Wziąłem wiec na siebie opiekę nad zespołem. Postanowiłem sobie nigdy się nie wściec  podczas kręcenia.

Czy Aditya nie był irytujący, robiąc swój pierwszy film?

Nie, odrobił doskonale zadanie domowe. Wiedział dokładnie, czego chce. On jest – muszę to powiedzieć – bardzo metodyczny. Nie chcę, żeby brzmiało to jak czczy komplement, ale jest on jednym z reżyserów, którzy sprawili, że stałem się bardziej świadomy siebie jako aktora. 
Po raz pierwszy zadzwoniłem do reżysera i podziękowałem mu, że mogłem u niego zagrać.

Kiedyś powiedziałeś, że „Dilwale...” nie powinno pojawić się tak wcześnie w twojej karierze. Przepraszam, dlaczego?

Bo teraz zagrałbym o wiele lepiej. Po zobaczeniu filmu Gauri powiedziała, że jest najlepszy w mojej karierze. Ale ja chętnie poprawiłbym niektóre rzeczy.
Mówiłem swego czasu, że żałuję, że nie zagrałem w „Sholay” albo w „Hum Aapke Hain Kaun...!” Dziś już tak nie mówię. Mam „Dilwale...” Teraz jestem szczęśliwy, kiedy inni mówią, że chcieliby, żeby „Dilwale...” przytrafiło się właśnie im. Film stał się jakby wyznacznikiem sukcesu. To mi daje mnóstwo nieopisanej radości.

Jakie są twoje relacje z Kajol?

Pierwszy raz spotkaliśmy się na planie „Baazigara”. Właśnie wróciłem z Delhi, byłem okropnie niewyspany i ostatnia rzecz, jakiej chciałem, to było słyszeć krzyk Kajol. Ale ona już była...  istna bomba energii. Strasznie chciałbym mieć taką siostrę. Niektórych może odrzucać jej hałaśliwość. Ale ona jest moją małą dziewczynką.
„Karan Arjun” był filmem, którego żadne z nas nie rozumiało od strony artystycznej. Wymagało to od nas wielkiej ostrożności. Musieliśmy dawać z siebie to, co było w nas absolutnie najlepsze, żeby dobrze spożytkować czas zdjęciowy. Myślę, że tzw. chemia między Kajol i mną wynika z tego, że żadne z nas niczego przed drugim nie udaje. Nie czujemy się ze sobą niezręcznie. To sprawa podstawowa w każdym romansie... Dlatego nasze sceny są udane.
To samo dotyczy Juhi Chawli.
Właściwie zawsze czuję się niezręcznie, grając romantyczne sceny (śmiech). To brzmi jak paradoks, skoro nakręciłem jeden z największych romansów tej dekady. Kiedyś Mahesh Bhatt powiedział mi, że jestem totalnie aseksualny. Chodziło mu o to, że grając, nie jestem świadom swej seksualności. Wiec nie robię nic, co wypadałoby wulgarnie. Nawet najbardziej dosłowne taneczne ruchy są w moim wykonaniu ok. Naprawdę nie umiem udawać romansu. Kiepsko mi  to wychodzi. Czasami Gauri ogląda moje filmy i mówi, że robię bardzo dziwne miny. Ją to bardzo śmieszy.

Czy byłbyś rozczarowany, gdybyś nie dostał Filmfare'a?

Zdecydowanie. Zwłaszcza, że wszyscy inni z ekipy „Dilwale...” dostali. Chciałbym móc wierzyć, że to ja byłem największym czynnikiem sprawczym filmu. A jednocześnie zawdzięczam Adityi mój występ. I wierz mi, chyba zabiłoby mnie, gdyby to kto inny został w tym roku nagrodzony.

Aamir Khan był bardzo blisko...

Gdyby wygrał Aamir, wiedziałbym, że przegrałem z fantastycznym aktorem. No i jako widz miałbym poczucie dziejowej sprawiedliwości, bo on jeszcze nigdy nie dostał Filmfare'a dla najlepszego aktora. Ale czułbym się okropnie. Płakałbym, nie poszedł na przyjęcie po uroczystości. „Dilwale...” mogło być hitem kogo innego. Mógłbym o nim myśleć jak o „Sholay” czy „Hum Aapke...”. Nie byłbym jego częścią. Jestem świetnym sportowcem, ale nie umiem przegrywać. Jednak przegrać z Aamirem nie byłoby tak ciężko. On stale wykonuje bardzo dobrą robotę.

Co więc znaczy dla Ciebie ta nagroda?

Wszystko. Pewnego dnia będę miał specjalny pokój na nagrody. Spędziłem kiedyś całą noc, bawiąc się moimi pięcioma Filmfare'ami. Wypróbowałem wszystkie możliwe kombinacje ich konfiguracji na szafce, ustawiałem je w rządku, mieszałem, przestawiałem. Bawiłem się jak chłopczyk samochodzikami. Wreszcie wyszedłem na taras i podniosłem moje nagrody w górę, w stronę gwiazd. Jestem pewien, że moja mama, która jest pomiędzy nimi, patrzyła. Vidhu Vinod Chopra poprosił swoją mamę na scenę, kiedy zdobył nagrodę za „Parindę”. Bardzo mu zazdrościłem. Ja tego nigdy nie będę mógł zrobić.

Nie ma w tobie żadnej tajemnicy. Raczej nie spodziewamy się, że gwiazdy będą mówić nam wszystko.

Wiesz, to mój modus operandi. Jestem otwarty, więc zostawiają mnie w spokoju. Nikt nie drąży, żeby się dowiedzieć więcej. A jest we mnie ciągle wiele warstw, o których nikt się nie dowie. Dziś, kiedy przychodzę na przyjęcie, krążę między ludźmi, więc dają mi spokój. Nikt  mnie nie niepokoi. Ale kiedy przybywa jakaś gwiazda owiana mgiełką tajemnicy, staje się od razu ośrodkiem zainteresowania. Wszyscy snują domysły tylko na jej temat. To dlatego przy każdej plotce o romansie między mną a moją partnerką wszyscy powstrzymują ziewanie (śmiech). I choć nie ma we mnie tajemnicy, jestem wciąż najpopularniejszym aktorem w okolicy. Jestem wrażliwy i łatwo mnie zranić. Ale nie chcę, żeby inni o tym wiedzieli. Ciągle się więc śmieję i udaję błazna.

Jeśli grasz trefnisia, dostajesz też jego kilka groszy. Przyjdzie czas, że nie będziesz chciał dawać ludziom tylko rozrywki.

Jestem świetnym aktorem i gram nieustannie. Owszem, mam złe dni, ale nie chcę obarczać moimi dołami innych ludzi. Nie pozwalam też nikomu podejść na tyle blisko, żeby dać mu narzędzie do zranienia mnie. Raniono mnie już bardzo ciężko, widziałem wiele smutku.
Co jest zresztą takiego wspaniałego w poznawaniu gwiazd? Podobało mi się to, co Richard Dreyfus powiedział o dziewczynie, która bardzo niepochlebnie opisała go we wspomnieniach o ich romansie: „Zna mnie tak długo, a wie o mnie i napisała tak mało”. Nie jestem paranoikiem. Niczego się po nikim nie spodziewam. Jestem świadomy i przygotowany, że niektórzy ludzie w końcu wgniotą mnie w ziemię. Mówisz, że wiele osób mnie lubi. Może gdyby mnie znali, znienawidziliby mnie.

Czym jest dla Ciebie aktorstwo?

To coś, co uwielbiam robić. Pragnę stać przed kamerą, to moja droga przyjaciółka. Dzięki niej mogę walczyć, tańczyć, być w ruchu. To moje wielkie szczęście. Pozwala mi się pozbywać mojej ukrytej nieśmiałości. Przed kamerą robię to, co robię, kiedy jestem sam w sypialni.
Kiedy już jest włączona, nie ma niczego ani nikogo pomiędzy nami.
Aktorstwa nie można ani wytłumaczyć, ani się go wyuczyć. Czy pytasz Ashę Bhoshle, kiedy i dlaczego w ogóle zaczęła śpiewać? Czy pytasz malarza, jak maluje? To chyba przychodzi naturalnie. Aktor powinien mieć trochę wiedzy, mieć rozwiniętą wyobraźnię. Powinien obserwować, wchłaniać i przetwarzać to, co widzi.

Czasami mówisz, że czyjś występ cię zainspirował. Czasami mówisz, ze naśladujesz którąś gwiazdę.

(śmiech) Mówi się, że ktoś kogoś zainspirował, kiedy oryginalne źródło jest trudne do wyśledzenia. A że naśladuje – kiedy wiesz, że i tak cię nakryją. Tak więc kiedy naśladuję Amitabha Bachchana albo Kamala Hassana, czuję się bezpiecznie i oznajmiam to całemu światu. Nie chcę być przyłapany i czuć się jak idiota. A tak na serio, to inspiruje mnie wiele ról hollywoodzkich. Czuję się jak mały robaczek, kiedy widzę Jacka Nicholsona w „Locie nad kukułczym gniazdem” lub Anthony'ego Hopkinsa w „Milczeniu owiec”. Zastanawiam się, jakie myśli przechodziły im przez głowę, kiedy grali swoje postaci.

Jakim byłeś dzieckiem? Upartym?

Nie byłem uparty jako dziecko. Ale jeśli czegoś chciałem wystarczająco mocno, zdobywałem to. Zostałem wybrany do „Ram Leela”, grałem małpę. Pisałem opowiadania... Ojciec nakłaniał mnie do ich recytacji. Pamiętam ciocię, która miała koszmarnie różową szminkę, a ja stworzyłem okropnie jurny wierszyk wychwalający ją. Myślę, że w duchu była zadowolona.
Rodzice dali mi dużo swobody, chcieli tylko, żebym się przykładał do nauki – co robiłem. Nie było zakazów. Mogłem spać, kiedy chciałem, wychodzić z domu o każdej porze. Kiedyś wybiłem pewnemu chłopcu kilka zębów, a mój ojciec kazał mi samemu stawić czoła jego ojcu. Dziś zdaję sobie sprawę, że rodzice nie byli surowymi szefami, tylko przyjaciółmi. Naśladowałem Mumtaz, przedrzeźniałem ludzi. Dziś też to robię. I wiesz co? Świetnie mi za to płacą.
Kiedy zmarł mój tato, nie płakałem. Myślałem, że to bardzo heroiczne. Niosłem trumnę, myślałem, że staję się małym dorosłym mężczyzną. Ale czułem się oszukany, mimo że przygotował mnie na swoją śmierć. Śmierć mamy uświadomiła mi, że nic nie trwa wiecznie. Przestałem się już czegokolwiek spodziewać. Dużo płakałem. Nic już potem nie było w stanie mnie zszokować.

Jakim więc będziesz ojcem dla swojego dziecka?

Jeśli to będzie chłopiec, chcę, żeby był łobuzem. Powinien się wyszaleć, aż będzie miał 16 lat, a wtedy powoli z tego trzeźwieć. Jeśli to będzie dziewczynka, dam jej całą miłość, jaka się we mnie przelewa. Choć moja żona uważa, że jestem stuknięty, to mam zamiar wozić moją córkę na wszystkie przyjęcia, na które ją będą zapraszali. Chcę, żeby jej przyjaciele mówili: „Wow, ale masz przystojnego ojca!” Kiedy będzie siedziała z chłopakiem na tylnym siedzeniu naszego auta, ja będę za kółkiem, obwożąc ich dookoła. Moi rodzice byli moimi kumplami. Tak samo ja będę najlepszym kumplem moich dzieci.


Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"