w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Jak zostać królem

Wywiad dla Filmfare, październik 2011
Autor: Vivek Bhatia


Jak supergwiazda zmienia się w superbohatera? Co czyni film najdroższym w kraju? Shah Rukh Khan pokazuje Vivkowi Bhatii moc swojego uroku. Pokonajmy Supermana.

Są gwiazdy i są supergwiazdy. I jest Shah Rukh Khan. Trochę jak supermoce jego bohatera, G.One'a, w nadchodzącym, najdroższym filmie, SRK w realnym życiu czerpie jakieś dziwne moce z powietrza. Stymuluje ludzką uwagę, jego wierna armia wkracza do akcji. Atmosfera się zmienia. Kiedy jesteś z Shah Rukhiem Khanem, to tak, jakbyś patrzył na akrobatę na trapezie. Jesteś niebezpiecznie bliski uwiedzenia. Nowicjuszy takich jak ja zaczyna ściskać w dołku. Zawór z czarem odkręcony. I płynie. Jak powódź.
Posiadłość Mannat od dwudziestu lat stanowi świadectwo większego niż życie istnienia. Przestronne korytarze, kręte schody, wiele tajnych przedpokojów - przypominają o sukcesach, triumfach wbrew wszystkiemu.

To tu spotykamy się na sesji zdjęciowej. Minuty zmieniają się w godziny, aż fotograf wyjdzie dumny z efektu. Jestem świadkiem czegoś, co, jak myślę, jest wielką operą. Mistrz ceremonii, symfonia światła i emocji. Żywe srebro, szalone, naładowane. Ubrania pojawiają się i znikają, magia nie słabnie ani na chwilę. Poprawki, zmiany fryzury są starannie tuszowane. Jest dbałość o detale, takie, jak dobranie dżinsów, gest ręki, uśmiech z dołeczkami. Chcesz czegoś, a on daje ci "tego" pięć razy więcej. Opera narasta do crescendo. Muzyka nie przestaje brzmieć.

To, co widzicie, nie jest tym, co otrzymacie. Widzicie mniej, dostajecie więcej. Nadzwyczajne okruchy mądrości, podtekst w najbanalniejszych kwestiach i wreszcie to, co w żargonie handlowców nazywamy rozrywką wartą każdego wydanego grosza. Jest większy niż życie, prawie trójwymiarowy, jak film, który tworzy. Jednak dla obrazów wirujących w mojej głowie nie potrzebuję specjalnych okularów.

Być może największe filmowe wydarzenie tego roku, "Ra.One" zapowiadany jest również jako najdroższy film na rynku. Wszystkie oczy zwrócone są w tej chwili na jednego człowieka. Opowiada wszystkim o swoim ulubionym projekcie. Wskazówki handlowe, jakie ci daje, są niebanalne. Świetnie to rozumie, zna swoje rzemiosło, zna się na liczbach. Na Boga, on zna ten rytm.

Wszystko to, a nawet więcej widać jak na dłoni, kiedy prowadzi nas do swojego prywatnego gabinetu, byśmy mogli doświadczyć, jak pracuje jego ostry jak brzytwa umysł. Wkłada serce w swój kunszt. Jakby usuwał kolejne warstwy makijażu, odziera z tajemnic biznes filmowy. Kiedy bezspornie największa gwiazda w tym kraju pozwala ci zajrzeć w swoje życie z odległości pierwszego rzędu, siadasz i słuchasz. Niemal widzę batutę torującą sobie drogę w powietrzu. Mistrzowska lekcja trwa. Przedstawienie właśnie się zaczyna. Żeby nieco lepiej zrozumieć wszystkie nuty, stawiam pierwsze niepewne pytanie:

Czy "Ra.One" jest taki, jakim go sobie wyobrażałeś?

W "Ra.One" zawiera się dwadzieścia lat mojej obecności w przemyśle filmowym. Zawsze robiłem filmy dla siebie. Są częścią tego, co lubię. "Ra.One" został zaplanowany zupełnie inaczej, dzisiaj żyje własnym życiem. Jestem zadowolony z rezultatu. Jestem dumny z faktu, że tego spróbowaliśmy. Sprzedałem swoją duszę w wielu częściach tego filmu. Jestem dobry w sprzedawaniu duszy. Chcę, by wszystkim się spodobał - młodzieży, dzieciom a nawet ich rodzicom. Zrobiłem ten film dla szerokiej publiczności. Są w nim oczywiście takie elementy, które nie są potrzebne z punktu widzenia opowiadanej historii, ale umieściliśmy je, by film się wszystkim podobał. Patrząc z zewnątrz można mnie z przekąsem nazywać Baadshahem, ale podczas kręcenia filmu podążałem za swoim sercem niczym fakir. W ciągu dwudziestu lat żyłem marzeniami innych. Teraz chcę żyć swoim. "Ra.One" to moje marzenie.

Za każdym razem, kiedy robisz film, oczekiwania strzelają w górę. Czy to cię peszy?

Jeśli nie miałbyś oczekiwań w stosunku do aktora, który pracuje od dwudziestu lat, ma pieniądze, sławę, samochody i własną wytwórnię filmową, który cieszy się szacunkiem i sławą, to wobec kogóż innego miałbyś je mieć? To moi fani umieścili mnie na tym piedestale. Teraz muszę dostarczyć im rozrywki, by uznali, że było warto. Mam najpiękniejsze życie. Nie muszę się o nie martwić. Zmartwieniem jest marzenie, jakie zobaczyłem w tym filmie. Czy uda się go przełożyć na papier, a w końcu na ekran? Spełnienie tego marzenia jest tylko w rękach ludzi.

Denerwujesz się?

Nie denerwuje, ale zasmuca mnie, kiedy widzę jak piękno naszej sztuki rozpatrywane jest przez pryzmat komercji. Gdyby ktoś mi powiedział: "Jestem dumny, że zrobiłeś ten film", będę wiedział, że jest on klapą. Ale jeśli ktoś mi powie: "Mieliśmy naprawdę rozrywkę wartą każdego wydanego grosza" - będę najszczęśliwszy. To kwestia zasadnicza. Może to zabrzmieć głupio, ale w takim biznesie to ważne. No chyba, że nie będę robić większych i lepszych filmów. Zrobiłem "Phir Bhi Dil Hai Hindustani" i "Asokę", które okazały się klapami, ale tę stratę mogę znieść. W przypadku "Ra.One" stawką jest dużo moich pieniędzy.

Premiera ścieżki dźwiękowej do "Ra.One" wzniosła marketing na wyższy poziom.

(Śmiech) Oczywiście jestem pionierem marketingu filmowego. Jestem pierwszym facetem, który kręcił trailery do "Phir Bhi...". Nikt wcześniej nie robił specjalnych filmów promocyjnych. Szokowałem wszystkich. "Ra.One" to wyjątkowy film. Nie każdy może mieć aż taką oprawę. Gdzieś tam powinien być widoczny wysiłek włożony weń przez trzy do czterech tysięcy ludzi. Przewiduję, że w przyszłym roku będziemy mieli cztery premiery muzyki filmowej w stylu, w jakim ja zrobiłem moją do "Ra.One". Musisz jakąś rzecz zrobić po raz pierwszy, by miało to szeroki odzew. Chciałem, żeby premiera odbyła się na stadionie w obecności stu tysięcy osób oglądających nas na żywo. Chcieliśmy przylecieć helikopterami i zrobić to z klasą. Chciałem uruchomić sprzedaż gadżetów filmowych. Powiedziano nam, że to się nie sprzeda. Dlaczego nie miałbym mieć figurki indyjskiego superbohatera? Marketing to nie sztuczka. To tylko powiedzenie: "Proszę, obejrzyj mój film" trochę donośniejszym głosem. Chciałbym wierzyć, że służę swojej publiczności.

Mówiłeś, że zrobiłeś ten film dla swoich dzieci. Co będzie, jeśli "Ra.One" się im nie spodoba?

Umrę. W najgorszym przypadku zagram im na emocjach i powiem im, że robię to po to, żeby mogli pojechać na wakacje lub żeby zapłacić ich czesne. Ale w dniu, kiedy przyjdą i powiedzą mi: "Tato, nie chcemy oglądać twoich filmów" - umrę. Gauri mówi mi, żebym o tym nie myślał za dużo. W końcu to tylko praca. Nigdy nie zabrałem ich na żaden z moich występów na żywo. Nie chcę, by zobaczyli moją frywolność na scenie. Ale film to moja podstawowa praca. Ważne jest dla mnie, by moja rodzina ją lubiła. Jeśli moje rodzina nie jest nią zainteresowana, jak mogę oczekiwać, że świat ją polubi? Któregoś dnia Farhan (Akhtar) przyniósł nakręcone materiały z "Dona 2" i Aryan podekscytowany powiedział, że chce je obejrzeć. Byłem w siódmym niebie. Bezwzględne pragnienie każdego ojca na świecie to szacunek dzieci dla jego pracy. Moja praca po prostu staje się artykułem, który mówi: "SRK zrobił film dla swoich dzieci". Dwa lata temu mój syn zaczął się ze mnie naśmiewać, naśladując mój gest szeroko rozwartych ramion, i śpiewając "Tujhe dekha to yeh jaana sanam". Moja córka jest słodka, więc kiedy zapytałem ją, czy lubi mnie w "My Name Is Khan", wahając się, odpowiedziała: "O'kay". Wiem, że nie lubi mnie w "MNIK". Chce, żebym był bardziej cool. Zanim zdążę połamać sobie wszystkie kości, chcę zrobić film, który moje dzieci zapamiętają. Zapytałem Aryana, czy ludzie polubią "Ra.One". Odpowiedział: "Tato, to urodzinowy film. Wszystkie dzieciaki zarezerwują sobie ten film na przyjęcia urodzinowe". To mnie podekscytowało.

"Ra.One" jest najdroższym filmem, jaki zrobiłeś. Jesteś pewien, że odzyskasz nakłady?

Nie wiem, czy kiedy właściciele kin i dystrybutorzy dzwonią do mnie i podają mi kwotę, jaka zwróci się w określonym czasie, próbują przekonać mnie, czy siebie samych. Wiem, że stracę jeszcze sporo pieniędzy. Ale to już uwzględniłem. Tak jest w porządku. Ludzie dalej będą się pobierali (śmiech). Prócz wesel zaoferuję zniżki na przyjęcia urodzinowe. Wydałem dodatkowo 150 - 200 milionów rupii. To ze względu na brak doświadczenia. Początkowe założenia, jakie zrobiłem w stosunku do "Ra.One", były błędne. Harmonogram się schrzanił. Nie martwię się, czy pieniądze się zwrócą. Ale stresuję się na myśl o przyjęciu filmu przez publiczność. Powinien się spodobać. Zorganizowaliśmy zamknięte pokazy i odbiór był dobry.

Czy takie pokazy naprawdę coś dają?

Z całym szacunkiem dla wybranych do pokazów grup i ograniczonej liczby publiczności, która widziała moje filmy, nie sądzę, aby ktokolwiek mógł mi powiedzieć cokolwiek na temat mojego filmu. Duma, jaką mnie on napawa, jest niezłomna. Nie możecie umniejszyć mojej wiary. Pokazy dają możliwość spojrzenia z punktu widzenia osoby trzeciej. Zamiast pokazywać go tylko znajomym i rodzinie pokazujecie go ludziom, którzy nie znają was osobiście. Podczas premiery tego filmu większość ludzi w Indiach zda sobie sprawę, że ja naprawdę chcę, by zobaczyli ten film. Zmiłują się i go obejrzą. Zmarnowali już tyle piątków. Powiedzą: "Chal ek aur sahi". Widzieliście, jak palą Rawana na festynach, teraz zobaczycie go "wypalonego" w 3D.

Pojawiły się doniesienia, że kręcisz film z Leonardem DiCaprio. Czy to prawda?

Tak, zaproponowano mi to. Film nazywa się "Extreme City", ma być wyprodukowany przez Martina Scorsesego, a scenariusz napisze Paul Schrader. Ale to nie stanie się w tej chwili. Jestem w tym roku zbyt zajęty przy innych filmach. Chcę pracować nad jednym scenariuszem w jednym czasie.

Co sądzisz o bollywoodzkich aktorach wyjeżdżających za granicę? Czy jest to krok naprzód?

Dlaczego nie mielibyśmy robić filmów tak dobrych jak Hollywood? Robimy więcej filmów niż oni. Nie możemy kontrolować naszego wyglądu, języka, historii, ale to są kwestie twórcze. Możemy sterować technologią, sposobem kręcenia naszych filmów, marketingiem. Moim największym zmartwieniem jest to, że indyjska publiczność przestanie oglądać nasze filmy. Wybiorą filmy z Hollywood. Dlaczego mieliby wydawać pieniądze na coś, co jest poniżej normy? Kiedy nasi aktorzy jadą do Hollywood i tam pracują, czuję, że powinni pracować tutaj i sprawić, by Hollywood przyjechało do nas. Warner Bros już tu jest. Ale zamiast brać od nich technologię, my prosimy o pieniądze. Ile pieniędzy jeszcze będziemy potrzebować? Te dni minęły. Dzisiaj mamy pieniądze. Reliance kupił pakiet większościowy w Dreamworks. Zainwestujmy razem. Poprośmy o wymarzoną technologię, która pomoże nam robić wspaniałe filmy.

Krąży wiele historii o tym, że zarówno poster, jak i film są plagiatami filmów hollywoodzkich...

(Obracając swój laptop w moją stronę) Spójrz na to. To setki odniesień co do plakatów, które wysłałem swojemu zespołowi, kiedy projektowaliśmy pierwszą szatę graficzną. To klasyczna na całym świecie poza każdego superbohatera - kobieta w czerwonym stroju w ramionach faceta w porozrywanym podkoszulku. Nie mam tylko zdjęcia Batmana. A oskarżają mnie o kopiowanie plakatu Batmana. Jeszcze nie widzieli filmu, ale wiedzą, że to plagiat. Na miłość boską, wszystkie historie o superbohaterach są takie same. Jest dobry facet, który tłucze złego i daje mu lekcję. Ważny jest sposób opowiedzenia historii, który możesz krytykować, ale tylko po obejrzeniu filmu.

W mediach rozgrywa się wielka wojna o TRP*. Telewizja i tabloidy próbują przechytrzyć się nawzajem. Muszę wyznać, że i gwiazdy podążyły za modą. Premiera filmowa to czas bezpłatny dla wszystkich, gwarantuje przyciągnięcie zainteresowania i miejsca w wiadomościach telewizyjnych. Twój komentarz.

Po co tyle cynizmu? Dziennikarze poniżają członków filmowego bractwa, a oni się odgryzają. Jedni drugich nakręcamy. To smutne. Czasami jestem zaskoczony, kiedy czytam o sobie w gazetach. Zastanawiam się, czy oni rzeczywiście piszą o mnie? Czuję się chichora (bezsensownie). Cała twoja praca zostaje strywializowana w artykule o tym, jak to prowadzisz wojnę z jednym aktorem albo masz romans z kimś innym. Od dwudziestu lat jestem w branży, zrobiłem około sześćdziesięciu pięciu filmów. Proszę, zaufaj, że mam trochę zdrowego rozsądku i wrażliwości.

Koledzy mówili mi, że złagodniałeś, stałeś się delikatniejszy i milszy?

Widzisz, to proste. Ja traktuję cię z szacunkiem, ty się rewanżujesz tym samym. Kiedy reaguję na pewne rzeczy, moja rodzina i bliscy mówią: "Daj spokój, nie odpowiadaj". Czują się z tym źle. Czasami i ja źle się czuję, kiedy wdam się w wojnę na słowa. Nie lubię przekazywać ludziom złej energii czy złych wibracji. Oczekuję tego samego. Ponieważ teraz żyję bardziej w zgodzie ze sobą, to myślę, że to wszystko nie wpływa na mnie tak bardzo. Ale prawdopodobnie złagodniałem. Tak czy inaczej jestem z Delhi i wiem, jak usadzić takich ludzi. Złamałem wiele szczęk. Mogę złamać jeszcze kilka (śmieje się). Postanowiłem teraz prowadzić konferencje prasowe jak aukcje. Prasa zadaje wszystkie pytania naraz. Potem ja decyduję, na komu odpowiedzieć, kogo zignorować, a kogo wywołać na tył sali i skarcić. Proszę ich o zabranie ze sobą kamer. Jestem elokwentny i przyzwoity we wszystkich tematach, ale jeśli przekroczysz granicę, mogę zadrzeć także z tobą.

Czy myślisz, że istnieją świadome próby pociągnięcia cię w dół?

Tak. Wielu młodych dziennikarzy źle się wobec mnie zachowuje. Chcę im powiedzieć, że nie zostali właściwie wychowani. Ale moja żona prosi mnie, żebym był miły. Ganię mojego syna, jeśli nie postępuje właściwie lub zachowuje się źle w stosunku do kogoś. Dałbym mu klapsa. Nie można pomiatać ludźmi tylko dlatego, żeby potem móc szpanować w domu. Jaki jest sens takiego zwycięstwa? Zamiast wywyższać siebie, poniżasz w ten sposób kogoś innego. Kiedy mój syn mówi: "Tato, chciałbym, żeby ten chłopak nie biegł w jutrzejszym wyścigu, bo przegram", mówię mu, że to złe myślenie. Mówię, żeby życzył sobie, by pobiec szybciej niż tamten chłopiec i wygrać wyścig. Z tego można być dumnym.

Twoi przyjaciele twierdzą, że jesteś samotnikiem.

Jestem swego rodzaju samotnikiem. Żyję w innej płaszczyźnie. Sposób, w jaki postrzegam świat, emocje i związki, jest inny. Utrzymuję kontakt z rzeczywistością tylko dzięki dzieciom. Mój syn mówi, że kiedy wpadam w gniew, jestem jak potwór. Mówi, że wydobywają się ze mnie jakieś dziwne dźwięki, które nie pasują do mojej postury! Mówi, że przeginam. Wyobraź sobie trzynastolatka mówiącego mi takie rzeczy. Suhana twierdzi, że jeśli kogoś nie lubię, powinienem do niego pójść i mu to powiedzieć. Gauri nie próbuje mnie zmieniać, nigdy mi niczego nie mówi, ale moje dzieci pomagają mi pozostać w kontakcie z rzeczywistością. Czasem ludzie mówią mi, że moje gadanie i filozofia nudzą ich i dezorientują. Starzeję się i już za późno, żeby się zmienić. Dziwactwo powinno być w ludziach. Zrządzeniem losu przyciągam samotność.

Ale dlaczego jesteś osamotniony, skoro masz wokół siebie tylu ludzi?

Może dlatego, że wcześnie straciłem rodziców, a może dlatego, że moja siostra (Lala Rukh) nie czuje się dobrze. Boję się czyjejś miłości, przywiązania. Nie mogę odwiedzić Bobby'ego (dyrektor generalny Red Chillies i brat Juhi Chawli, który 4 kwietnia 2010 r. został w stanie krytycznym przyjęty do szpitala i od tamtej pory pozostaje w śpiączce - przypis tłumacza), ponieważ mam premierę filmu za kilka dni. Czasami trywializuję rzeczy, które mogą być bardzo ważne dla innych ludzi, tylko po to, by zmniejszyć ból i smutek. Mam przyjaciół, którzy mówią, że mają do mnie żal. I teraz doszedłem do wniosku, że jeśli mają że mną wciąż te same problemy, to chyba ze mną jest coś nie tak. Rozumiem ich, ale być może większość ludzi nie rozumie mnie.

Ostatnio Juhi Chawla wydaje się być na ciebie zła za to, że zbyt późno przyjąłeś do wiadomości kłopoty zdrowotne jej brata.

Juhi poczuła się bardzo zraniona, kiedy przeczytała tę historię. Artykuł napisany był w złej intencji. Ona nigdy nie chciała, żeby to zostało odczytane w ten sposób, jaki to zrobiono w tym artykule. Wie, przez jaki stres przechodzę. Bobby jest w szpitalu, a premiera tuż. Dla niej to podwójny stres. W rzeczywistości zadzwoniła do mnie i zapytała: "Czy mogę ci jakoś pomóc?". Większość moich relacji została zakłócona z powodu takich właśnie wiadomości. Jeśli przyjaźnię się z mężczyzną czy chłopakiem, to go tłamszę. Jeśli się z kimś nie przyjaźnię, pytają mnie, dlaczego. Jeśli powiem o kimś jedną dobrą rzecz, to mówią: "Oho, wyciąga gałązkę oliwną". To obrzydliwe. Kilku dziennikarzy pytało mnie: "Czego życzysz Salmanowi Khanowi?". Odpowiedziałem: "Życzę mu pomyślności". Następnego dnia w nagłówkach czytałem: "SRK wyciąga gałązkę oliwną". Jeśli ktoś jest chory, co mam mu powiedzieć? Żeby nie wyzdrowiał? Czy to właśnie to, co media chcą słyszeć? Kocham Juhi i nie ma innego sposobu na wyrażenie mojego z nią związku. Ale kiedy się spotkamy, będziemy się czuć niezręcznie. Czasami mam ochotę złapać facetów, którzy to wypisują, i ich rąbnąć. Nie wiem, jak takie umysły działają.

Dobrze, nie rąbnij mnie, ale podobno Kareena Kapoor przysporzyła ci wielu problemów z terminami?

Ona jest bardzo zajęta. To był trudny film. Powinienem być bardziej zorganizowany. Czasami było tak, że była w Londynie i nic nie robiła, bo nie mieliśmy właściwej ekipy w danym momencie. Zresztą ja także byłem zajęty przy "Donie 2". Ale następnym razem zrobię coś takiego - poproszę wszystkich, by pracowali tylko nad moim filmem i niczym więcej w tym samym czasie. To męczący film.

Podobno Arjun Rampal także podniósł swoją cenę...

Nie miałem żadnych zawodowych problemów z Arjunem. Nie podniósł swojej ceny. Zasługuje na więcej, jest większą gwiazdą. Bobby (Chawla) omawiał z nim niektóre sprawy. Niestety, zachorował. Poza tym mój film jest dla mnie ważny. I było ważne, żeby złoczyńca był właśnie taki jak on.

Co dalej?

Chciałbym zrobić sequel "Ra.One". Miałby tytuł "G.One" i zaczynałby się na Mohammed Ali Road (jedna z największych ulic w południowej części Bombaju - przypis tłumacza). Chcę, by ludzie spoglądali na niebo i mówili: "Woh dekho G.One jaa raha hain?" ("Spójrzcie, czy to nie G.One?"). W Nowym Jorku ludzie cieszą się istnieniem Spidermana czy Supermana. W Gotham City ludzie cieszą się z obecności Batmana. Kiedy jadę do Nowego Jorku, ciągle mam wrażenie, że znikąd pojawi się Batman. W Indiach nie mamy superbohaterów. Powinniśmy mieć wielu superbohaterów. To byłaby zabawa. Słuchaj, żyję filmami. Zapomnij o posiadaniu takiej drużyny krykieta, jak Kolkata Knight Riders, reklamowaniu produktów, tańczeniu na weselach. Filmy dają mi niesamowity odlot. Wolę robić coś - dobrego czy złego - w przemyśle filmowym. Nic nie dorównuje temu uczuciu.


* http://en.wikipedia.org/wiki/Target_rating_point Ocena punktu docelowego to kryterium pomiaru oglądalności, który wskazuje na popularność kanału telewizyjnego lub programu. TRP jest bardzo przydatna dla reklamodawców, którzy używają jej, aby pomóc sobie zadecydować, w których kanałach telewizyjnych i programach umieszczać reklamy.


Tłumaczenie: an87

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"