w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

"Najbardziej pożądany"

Wywiad dla Filmfare, lipiec 1999r.
Autor: Jitesh Pillai


Dopaść go w podmiejskim pięciogwiazdkowym hotelu – to jak odkręcić kurek z płynnym czarem.
Po obowiązkowej porcji buńczuczności Shah Rukh Khan jest gotowy do zmierzenia się z wszystkimi moimi zjadliwymi i wścibskimi pytaniami – i do odparcia ich.
Ale, ale… Ma do dokończenia scenę komediową ze swoją partnerką z planu, Juhi Chawlą, na potrzeby produkowanego przez siebie filmu, „Phir Bhi Dil Hai Hindustani”, reżyserowanego przez białowłosego Aziza Mirzę. Sunąc gładko jak poduszkowiec, bierze dwie strony dialogu. On nie dokańcza sceny – on ją pochłania. Ot tak.
Chodzi sprężystym krokiem, pełen entuzjazmu, wystrojony w dżinsy, wypłowiały szary t-shirt oraz miły kumpelski wyszczerz. Wypuszcza salwę słów, wiele zdań kończy wykrzyknikiem. Potrzebuje golenia, by usunąć cień wieczornego zarostu.

Muszę złapać oddech.
Możliwe, że gdzieś tam, w czeluściach biurka jakiegoś dziennikarza od wywiadów, istnieje pytanie, na które Shah Rukh Khan jeszcze nie odpowiadał w ciągu siedmiu lat pracy w biznesie. Skoro jednak nie mogę takiego skojarzyć, liczę na jego wrodzony czar i umiejętność prowadzenia rozmowy
Pomimo wszystkich tych pytań i odpowiedzi znosiliśmy się przez ostatnie sześć lat. SRK zawsze zwycięsko radzi sobie z przesłuchaniem. W wieku trzydziestu czterech lat ma refleks, dzięki któremu pozostawia swoich rówieśników daleko w tyle.
Wszystko wyartykułowane; zaczynam inwigilację mojego głównego podejrzanego od pytania:

Czy to prawda, że w filmie „Phir Bhi Dil Hai Hindustani” parodiujesz media?

W jakiejś mierze tak. Próbowaliśmy uwydatnić moment, w którym w media wkrada się element komercjalizmu To parodiowanie, w pewnym sensie chcieliśmy pokazać, jak można wyolbrzymić każde małe zdarzenie i zrobić z niego ogromną sensację.
Trwa wyścig o kupę pieniędzy. Ostatnio Kapil Dev mówił mi, że nasz budżet na reklamę Pucharu Świata to prawie sześć razy więcej niż pieniądze wydane przez jakikolwiek inny kraj na to wydarzenie. Interesujące. Media są wszystkim. To dlatego nie mogę się oprzeć ich urokowi. Reklamowałem alkohol. Zarabiam pieniądze na reklamach.

Czy uważasz, że prasa jest stronnicza?

Może. Ale się nie skarżę. Żyjemy w świecie agresywnej reklamy, jednodniowych gwiazdek i Kolejnych Najlepszych Rzeczy. Każdego dnia czytam o młodym gniewnym, modelu lub aktorze, który zamierza zatrząść show-biznesem. Świetnie! Nie mam o to pretensji. Linczowano mnie kilka razy. Ale dzięki łaskawości Boga zaszedłem tak wysoko, że potrafię wybaczyć i zapomnieć.
Mam teorię, jeśli chodzi o media, że to interes angażujący ludzi, a oni bywają stronniczy czy uprzedzeni. To syndrom „niektórych równiejszych od innych”. Prośba, jaką mogę mieć do mediów, to – proszę, postępujcie z ludźmi bardziej delikatnie. Uczucia powinny być drogą do zrozumienia. Skoro działamy w rozrywce, żyjemy pod ostrzałem. Nie róbmy z tego kolejnego przedstawienia.

Co z wojną pomiędzy Khanami?

Przeczytałem gdzieś ostatnio, że trzej Khanowie – Salman, Aamir i ja – prowadzą ze sobą wojnę za pomocą napojów, które reklamują. Mówi się o poważnej walce do ostatniej kropli krwi. Daj spokój, my tylko zrobiliśmy reklamy napojów gazowanych różnych firm. Oczywiście ktoś wpadł na pomysł, by nas ustawić naprzeciw siebie.
Nie pomoże nawet pytanie o nas ludzi z branży. Jeśli chodzi o nas trzech, gra idzie o miliony rupii. Ludzie z branży powiedzą rzeczy, które są politycznie poprawne. Jaki bankier czy przedstawiciel handlowy, który ma udział w naszych filmach, powie: „Ten facet to kutas, jest złym aktorem, nie powinien tu być”. Będzie tylko uprzejmie mamrotał rzeczy w stylu, jak dobry jest nasz zagraniczny rynek zbytu lub jak zamknął się dzień tam, gdzie zapowiadany jest nasz film. Każdy chce chronić swój własny tyłek.

Czy aktorzy tacy jak ty nie stali się dziś towarem? Prezentują niezliczoną ilość produktów. Nie ma już tej tajemniczej otoczki...

I co w tym złego? Oczywiście, aktor jest towarem. To znaczy jest oglądany przez miliony ludzi. Kręcę reklamy, uwielbiam tańczyć na występach i weselach.
Wiem, że się o mnie fantazjuje, niektórzy postrzegają mnie jako obiekt pożądania. W porządku, to nieodłączna część tej profesji. A jeśli aktorzy stają się modelami i na odwrót – co w tym złego? I tak uważam, że niezbyt wielu aktorów potrafi grać.
Co do tego, że zanika aura i mistycyzm – nie chcę być Gretą Garbo. Wokół jest ich już wystarczająco dużo.
Mogę tańczyć na weselu, brać udział w otwarciu trzydziestu sklepów w miesiącu, mogę zrobić czterdzieści reklam, rozmieniać się na drobne. Ale prawda jest taka, że jestem dziś największym aktorem w kraju, gwiazdą o olbrzymiej popularności. Jakiś sfrustrowany, głupkowaty dziennikarz napisał właśnie, że ciągle powtarzam, że jestem najlepszy. Padnie, jak usłyszy moją piosenkę w „Phir Bhi Dil Hai Hindustani”, która leci właśnie tak: „Jestem najlepszy”.
Tańczenie na weselach to nie jest dla mnie problem Jutro mogę przytyć i zacząć łysieć. Więc co? Jakiś dziennikarzyna pytał mnie, czy sprzedałem duszę, robiąc takie rzeczy. Widzisz, to wielka przyjemność tańczyć dla panny młodej, której matka umiera na raka. Spotykam się z tą panią w szpitalu, ona jest szczęśliwa, zrobiłem tego dnia dobry uczynek. Zresztą – to niczyja sprawa, co robię ze swoim życiem.

Jakie masz znaczenie? Dlaczego publiczność jest do ciebie przywiązana?

Nie mam pojęcia, dlaczego ludzie tak bardzo mnie kochają. Haruję niewolniczo… zarzynam się jako producent. Chcę robić filmy, w które wierzę. Wciąż mam w sobie niewinność. Zachowałem ją nawet po tych ośmiu latach w biznesie. Może to widać na ekranie. Kiedy pierwszy raz grałem złoczyńcę, kpiono ze mnie. Dziś każdy aktor chce być tym złym. Zło jest ekstra. Grałem role romantyczne, komediowe, wszystkie... Co dotychczas osiągnąłem? Nic.
Mam poczucie, że jest mało czasu, a wiele do zrobienia. Jutro, jeśli nie zrobię czegoś ekstra, a moje filmy będą klapami, będzie się mówiło, że mam brzuszek, moje włosy rzedną, że w wieku czterdziestu pięciu lat jestem za stary, by grać studenta college’u. Więc teraz jest na to czas. Popełnię wszystkie błędy, jakie mogę.
Dość zabawne, że ci wszyscy, którzy traktują z wyższością kino komercyjne, chcą robić ze mną masale. Kolesie od robienia reklam z żyłką techniczną chcą się łączyć z moją firmą. Koncerny kosmetyczne, potentaci tekstylni, przedsiębiorcy budowlani, dziennikarze, prawie każdy chce robić ze mną film. O co jeszcze mógłbym prosić?
Lata temu kpiłem sobie z bohaterów tamtej ery i mówiłem, że nigdy nie będę taki jak oni. Teraz może jestem jednym z nich. Ale nie dbam o to. Podstawą jest to, że bardzo ciężko pracuję. Może kraj nie modli się za mnie tak, jak za Sachina Tendulkara, kiedy ten wychodzi do uderzenia, ale wiem, że też jestem w doskonałej sytuacji.

Jak zamierzasz odświeżyć swoje aktorstwo? Czy podoba ci się to, co widzisz?

Wczoraj aktor na planie powiedział, żebym go nauczył szybko mówić. Wyobrażasz sobie! Czy nie byłem swego czasu krytykowany za zbyt szybkie mówienie? Teraz robią to na mój sposób. To wspaniałe!
Prawdziwi aktorzy nigdy nie blakną. Ani Sean Connery, ani Amitabh Bachchan. Jak można dorastać jako aktor? Myślę, że trzeba po prostu żyć i się uczyć. Możesz przeczytać wszystkie książki świata, zobaczyć wszystkie filmy i sztuki, i wciąż być nędznym aktorzyną.
Pięć lat temu Naseeruddin Shah powiedział mi, że potrzebuję więcej godnego spokoju w moim graniu, muszę złapać oddech i nie zużywać całej swojej energii. Nie rozumiałem, co mówił. Dzisiaj wiem. Aktorstwo to nie mydło, nie ma wielkich i małych rozmiarów. Kiedy szafuje się uwagami o „ewolucji aktora”, to mnie dobija. Nie potrafię zrozumieć, o co ta cała wrzawa.
To dlatego wkurza mnie jak diabli, kiedy ktoś mówi, że Aamir Khan teraz próbuje grać role twardzieli. Uważam, że Aamir Khan jest jednym z najlepszych aktorów w kraju. Proszę, nie róbcie pośmiewiska i nie umniejszajcie jego talentu. Jeśli na potrzeby filmu będzie miał się stać twardym gliną, zmieni się fizycznie dla roli. Co nie znaczy, że próbuje udowodnić, iż potrafi też grać role w filmach akcji. Dacie spokój, nie traktujcie tego tak powierzchownie.
Jeśli dziś będę chciał skoczyć z dwudziestego pierwszego piętra, zrobię to. Akshay Kumar i Sunil Shetty robili to tyle razy, że dla nich to może nie być niczym specjalnym. Ale dla mnie to całkiem nowe doświadczenie. Nie oznacza to, że próbuję być twardzielem.
Słuchaj, żaden film nie okazał się sukcesem tylko dlatego, że zapuściłem do niego włosy, ubrałem obcisły kostium albo włożyłem w ucho kolczyk. To tylko elementy tworzące całość.

Powiedz mi, co to za zamieszanie w sprawie Choprów? Widocznie wieści o twoim sporze z nimi skłoniły ich do ogłoszenia obsady filmu, który będzie reżyserowany przez Adityę Choprę, na miesiące przed rozpoczęciem pracy.

Nie było sporu z Yashem Choprą. To absurd przypuszczać, że prosiłbym go o wpływy z zagranicy. On po prostu otwarł swoje biuro w Stanach. Płaci mi moją pełną cenę rynkową za „Mohabbatein”. Czego więcej mógłbym chcieć? Yash ji to rodzina. Nigdy nie byłbym wobec niego tak małostkowy.

A co z Subhashem Ghaiem? Powiedział, że twoje nieporozumienie z nim było jak sprzeczka małżeńska. Więc kto jest kim?

(Śmiech). Może ja jestem żoną, skoro byłem w niezręcznej sytuacji podczas „Pardes”. A poważnie – Subhash ji i jego żona byli dla mnie dobrzy, bardzo troskliwi. Nie wierzyłem w „Pardes”. Subhash ji udowodnił mi, że nie mam racji. Tak jak Rakesh Roshan w „Karan Arjun”.

Co się dzieje, kiedy nadajesz na innej fali niż reżyser?

Tak bywa po prostu. Dziewięćdziesiąt procent pierwszych ujęć do moich filmów było nieudanych. Taka jest moja prywatna opinia. To, co jest na papierze i to, czego się ostatecznie dokonuje, to dwie różne rzeczy. Na planie film żyje własnym życiem.
Dlatego teraz chcę pracować tylko z ludźmi, których instynktownie lubię. Mam dość pseudo- i niedorobionych filmowców Nie chcę robić filmów z reżyserami, którzy myślą, że są Francisami Fordami Coppolami czy Stevenami Spielbergami. Nie chcę pracować z reżyserami, którym dokończenie filmu zajmuje cztery lata; i z takimi, którzy za formę sztuki uważają powtarzanie ujęć w nieskończoność. Dziś jako producent znam się na pieniądzach.
Nie możesz być po prostu kreatywny, musisz też mieć zmysł do handlu. Dobrze jest mieć wizję lub zostać zainspirowanym w środku nocy. Ale można być dla siebie pobłażliwym tylko do pewnego momentu. Mam wykształcenie ekonomiczne, znam się na finansach.

To dlatego stworzyłeś Dreamz and Filmz?

W dużej mierze tak. Nie podobała mi strona techniczna sposobu, w jaki kręcimy filmy. Zamiast oszukiwania chciałem z tym coś zrobić. Może efekty specjalne w „Phir Bhi Dil Hai Hindustani” nie zostaną nawet zauważone przez publiczność, ale chciałem dopilnować, żeby zatrudnić najlepszą ekipę od efektów z Londynu. Nigdy nie będę oszukiwał w moich filmach. Po drugie – chcę robić filmy po mojemu, z ludźmi, z którymi się dobrze czuję.
Jeśli reżyser ma zamiar wydać osiem crore na film dla mojej firmy, a potem powiedzieć mi, że potrzebuje powtórki kręcenia, ponieważ główna aktorka nie jest natchniona, choreograf musi zostać wymieniony czy opowieść nie prezentuje się tak dobrze, jak się zapowiadała – zamierzam go kopnąć tam, gdzie będzie najbardziej bolało.

Dlaczego filmy uważa się za mniej wartościowe niż inne formy sztuki, jak muzyka czy malarstwo?

Może dlatego, że inne formy sztuki są w dużym stopniu niedostępne. Więc natychmiast budzą respekt. Ledwie w dziesięciu procentach domostw w kraju można zobaczyć obrazy Van Gogha czy M.F. Husaina. Jak wielu słucha Bacha, Haendla czy Luciano Pavarottiego?
Z drugiej strony – zwykły człowiek budzi się każdego ranka pod wpływem jakiegoś filmu lub aktora. Nuci piosenkę z filmu, kiedy bierze kąpiel. To powszechny punkt odniesienia. Wszystko, co osiągalne, staje się mniej pożądane.
Kino w Indiach jest jak szorowanie zębów o poranku. Albo oddychanie. Nie możesz od tego uciec. W latach siedemdziesiątych każde gospodarstwo domowe posiadało jakiś produkt firmy Tata czy Birla. Dziś każdy dom jest zalany Bharjatyami i Choprami.
Lepiej brzmi, jeśli się powie, że ma się Mercedesa Benza, a nie Maruti 800, tak jak lepiej powiedzieć, że właśnie się zjadło fondue zamiast ras malai.
W każdym razie – nie jestem zainteresowany takimi arystokratycznymi roszczeniami. Zgadzam się, że mój status ułatwia mi dostęp do tego zaklętego kręgu. Ale nic z tego mi nie imponuje. Gwiazda robi wrażenie zarówno na przeciętnym człowieku, jak i na tym najbardziej wyrafinowanym z tzw. towarzystwa. I jeden, i drugi chcą, bym dał im autograf i pstryknął sobie z nimi zdjęcie. Nie widzę różnicy. Może koleś ze Wzgórza Malabarskiego (najbardziej ekskluzywna dzielnica mieszkalna w Mumbaju – przypis tłumacza) przyjedzie się ze mną spotkać w mercu, a gość z Dombivli (miasto w stanie Maharasztra – przypis tłumacza) autobusem. Ale sedno jest takie samo – filmy oddziałują na każdego.

Cieszysz się swoim statusem?

Nie, wcale. Chcę tylko być pewien, że moja żona, syn i siostra mają zapewnione bezpieczne życie. Nie jestem elegantem, materialistą. W moim domu mogą być najwyższej jakości urządzenia i marmurowe podłogi, ale osobiście nie robi to na mnie wrażenia. Nie jest dla mnie ważne, by polecieć na Francuską Riwierę, aby odżyć, czy iść do Zodiac Grill albo Thai Pavillon, ponieważ tak robią wielcy tego świata. Wielu moich przyjaciół lubi ekskluzywny styl życia, więc się na to zgadzam. Ale nie chcę być duszą towarzystwa. Nie muszę nikogo udawać. Jestem Shah Rukh Khan.

Nie boisz się, że pewnego dnia wszystko to utracisz?

Wiem, że pewnego dnia wszystko przeminie. I wierz mi, nie dam rady tym pokierować. Ale takie jest życie. Widzisz, nigdy nie umiałem dotrzeć do sekretu mojego sukcesu… więc jak mogę analizować porażkę? Nie potrafię. Może nawet wrócę do robienia i produkowania seriali telewizyjnych. Pamiętaj, że od tego zaczynałem.

A co z rządem dusz? Ten biznes jest mocno związany z ludźmi; czy kierowanie życiem tak wielu jest ekscytujące?

Rząd dusz nie istnieje. Nie mam romansów, nie opuszczam portek przy każdej nadarzającej się okazji. Nie uprzykrzam życia producentom, z którymi pracuję, nie utrudniam go aktorkom, z którymi występuję, nie używam barwnego języka, by zastraszać ludzi.
Nie jest dla mnie też ważne, by dać szansę każdemu X, Y i Z, zrobić idiotyczne filmy, a potem chwalić się naokoło: „Ach, jakim jestem bezinteresownym aktorem! Odkryłem tak wiele nowych talentów”. Nie postrzegam tak gwiazdorstwa.
Uzależniam moje codzienne sprawy od aktorstwa. W tym sensie jestem egocentryczny. Będę krzyczał z dachów do ludzi, że jestem najlepszy. Jeśli będzie trzeba, wmówię siebie ludziom. Twórczość nie powinna być zamknięta w czterech ścianach. Wierzę we frontalny atak.
Moja miłość do mojej żony, dziecka i moich filmów graniczy z patologią.
Tak, jestem radykalny. Przeciętność odpada. Zawsze powtarzam, że lepiej coś zrobić i przepraszać niż nic nie robić i być bezpiecznym. To moja mantra. Odkładając żarty na bok – nigdy nie można powiedzieć, że nie zrobiłem czegoś najlepiej, jak mogłem, że grałem na pół gwizdka. To dlatego poświęciłem życie filmom. Mówi się, że dzięki powodzeniu tyje się i brzydnie – ale ja schudłem i wyprzystojniałem. Mówiono mi nawet, że dziewczyny uważają mnie za pociągającego.

Jaką więc najbardziej niedorzeczną plotkę słyszałeś ostatnio na swój temat?

Usłyszałem to w ciągu jednego dnia. Ktoś stwierdził, że słyszał, iż jestem zdeklarowanym homoseksualistą. Cztery godziny później ktoś inny powiedział mi, że wieść niesie, iż obsesyjnie uganiam się za spódniczkami i jestem lowelasem. Tego dnia doznałem kryzysu tożsamości.

Serdeczne podziękowania dla wryddhy za przełożenie fragmentów w hindi



Tłumaczenie: Gosia JG

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"