|
w skrócie
autobiografia
wywiady
artykuły
o filmach
Still Reading Khan
mapa wspomnień
co lubi SRK ?
nagrody
inni o SRK
|
Tak, on może
Wywiad dla Filmfare’a, grudzień 2008
Autor: Jitesh Pillai
Poznaj Shah Rukha Khana, człowieka, który przetrwał epitety,
plotki i mistyfikacje.
2 listopada
W dniu, w którym stuknęły mu 43 lata, stylowy właściciel
pięknej posiadłości na skalistym wybrzeżu zachodnich Indii
podejmował śmietankę swojego zawodowego bractwa. Wygląda na
o 10 lat młodszego, jest zdrowszy niż kiedykolwiek i jednym
skinieniem dłoni sprawia, że naród omdlewa. Supergwiazdorzy
z tatuażami i dziewczęta na progu sławy z kolczykami w
pępkach torują sobie drogę przez tłum i paparazzich
tłoczących się na zewnątrz. Wewnątrz panuje Król. Sceną jest
Mannat, uroczy raj, o jaki inni ludzi modlą się jak o
błogosławieństwo. Nie ma żadnych nagród za odgadnięcie, kto
jest bohaterem naszej opowieści. Rahul? Raj? Nieeeee.....
Przedstawiamy Shah Rukha Khana.
20 listopada
Zaledwie dwa tygodnie później w hotelu Atlantis w Dubaju, w
apartamencie, którego rozmiary przekraczają granice mojej
wyobraźni, Robert de Niro, Lindsay Lohan i Wesley Snipes
gawędzą z nim, wymieniają adresy mailowe, śmieją się z jego
żartów, starając się je zapamiętać. King zrobił to znowu:
obezwładnił ich swoim urokiem. Dla zamanifestowania uczucia
SRK schylił się do stóp De Niro, mówiąc: „W naszej kulturze
dotykamy stóp tych, których kochamy i szanujemy”. Człowiek
monosylab orzekł, że Khan jest czarujący. Podobnie uważają w
większej części Indii, w Paryżu, Berlinie, Finlandii i
innych miejscach globu o niewymawialnych nazwach.
Jeśli sukces ma jakieś potomstwo, to Shah Rukh jest jego
patriarchą. Jeśli rozrywka ma jakiś wzorzec, to przesuwa się
on w stronę tego człowieka. Jeśli sukcesy i osiąganie wyżyn
miałyby być zdefiniowane, to wiemy, od kogo wziąć pióro do
ich opisania. Prawie wszyscy go kochają – z wzajemnością.
Tak jak jego bohaterowie – zakochani chłopcy, których
portretował w błyskawicznej drodze na szczyt, SRK hojnie
rozdaje miłość i uczucie. To jest full-on i branża czerpie z
tego profity.
Pamiętacie tego ambasadora romansu, który za pomocą „Dilwale
Dulhania Le Jayenge” odmienił każdego mniej więcej
dwudziestolatka, ze mną włącznie? Aditya Chopra wraca po
serii falstartów z „Rab Ne Bana Di Jodi”. SRK dokonuje
metamorfozy swojego superodlotowego Raja z „DDLJ” w
kochanego prostaczka Suriego w „Rab Ne Bana Di Jodi”.
Okulary przeciwsłoneczne Hilfiger zmieniają się w tanie
oprawki. W roli odartej z wszelkiego blasku i afektacji SRK
jest realistyczny i daje swojemu bohaterowi urok i
bezpretensjonalność przedstawiciela klasy średniej. Stąd
moje pierwsze pytanie brzmi:
Czy dziewczyny lecą na mężczyzn w okularach?
(Śmiech) Mam wielką nadzieję, że ludzie zaczną uważać
okularników za bardzo seksownych. Odkładając żarty na bok
uważam, że w „Rab Ne Bana Di Jodi” zagrałem jedną ze swoich
najcieplejszych i najmilszych ról. Ten facet kocha
bezwarunkowo. Jego żona może nawet nie odwzajemniać jego
uczucia, ale to go nie dotyka. Właściwie dążyłem do
stworzenia antytezy tradycyjnego indyjskiego bohatera. To
rzecz o odkrywaniu własnej wewnętrznej dobroci, o tym, że
nie trzeba być przystojnym, żeby być pięknym. To twój
wewnętrzny heroizm czyni cię pięknym. Mam nadzieję, że
ludzie wyjdą z kin, mówiąc, „Fajnie jest być zwyczajnym.
Podoba mi się, że taki jestem”. Odtąd dziewczynom nie będzie
przeszkadzało, że ich chłopcy czy mężowie nie są jakimiś
zabijakami. Sądzę, że wcielam w życie wielkie marzenie klasy
średniej. Mój bohater jest pospolity, nudny. Ale ostatecznie
okazuje się wspaniały. Nie musisz nosić markowych dżinsów,
żeby takim być; musisz tylko dobrze czuć się we własnej
skórze. Wiesz co? Ja się nigdy nie czułem dobrze sam ze
sobą, dlatego zostałem aktorem. W „Rab Ne..” jestem Clarkiem
Kentem, nie Supermanem. Clark Kent nie musi zakładać majtek
na spodnie, żeby być świetny. Jest superbohaterem w
workowatych spodniach. Prawdziwy bohater to nie gość, który
ratuje świat; to ten, którego uwielbia żona, bo pomaga jej
przetrwać każdy kryzys.
Mów dalej, proszę...
Skoro przez całe życie modlimy się do jednego Boga, czemu
przez całe życie nie możemy kochać jednego człowieka? Sądzę,
że filozofią życiową mojego bohatera z „Rab Ne...” jest –
nudne jest świetne, kapitalnie jest być prostolinijnym. Adi
mówi, że ja jestem nudny jak mój bohater. Ja uważam, że to
on jest nudny. Pamiętam, że kiedy występowałem w teatrze,
mieliśmy gościa , który nazywał się Lalit Agarwal. Czuł się
wspaniale sam ze sobą. Mówił po angielsku z dziwnym akcentem
i zawsze lądował na przesłuchaniach do ról sztywniaków.
Nigdy ich też nie dostawał, ale był szczęśliwy, mówiąc, jak
mówił i żyjąc tak, jak sam chciał. Dla nikogo się nie
zmieniał. Kiedy robiliśmy „KAPPS”, był taki koleś w opiętych
koszulach i dżinsach, z małego miasteczka, z gitarą. Nie
umiał na niej grać, ale był bardzo pewny siebie i zadowolony
ze swojego wyglądu. „Rab Ne...” jest też o tym, jak być
dobrym mężem.
Co z Adityą Choprą? Czy jest teraz mniej paranoiczny?
Pamiętam go z czasów „DDLJ” jako podminowanego, napiętego
jak struna 24-latka.
Adi jest dziś bardziej rozluźniony (śmiech). W końcu
pozwolił mi mówić o swoim filmie. Chyba podczas kręcenia „DDLJ”
jego pojęcie o romansie było inne. Denerwowały go też
ograniczenie i reguły, do których się musiał stosować. W
jakiś sposób przez „DDLJ” właśnie buntował się przeciw
konwencjom. Teraz w scenariuszach jest mniej rozgadany, jego
wyczucie romansu dojrzało. W sumie – on sam czuje się lepiej
we własnej skórze. Widzę, że jako reżyser jest
spokojniejszy, mniej dramatyczny, a bardziej się kontroluje.
Jest w jego osobowości jakaś prostota. To bardzo miłe
(śmiech). Mojego bohatera wzorowałem na Adim. Wolałbym może,
żeby był bardziej towarzyski, bo teraz sporo go omija. Bo
jak dla mnie, dzień ma o 12 godzin za mało, jest tyle do
zrobienia – chłopie, nigdy nie mam za dużo czasu.
Podrzuć parę pomysłów, jak być tak dobrym mężem jak Suri w
„Rab Ne...”.
A. Odpuść swojej żonie... Nie próbuj zmieniać kobiety, którą
kiedyś pokochałeś. Im bardziej chcesz kontrolować sytuację,
tym bardziej ona wymyka się spod kontroli.
B. Pamiętaj, mężczyźni są gorsi. Jeśli poniżasz kobiety,
żeby wydać się lepszym, w końcu pokażą ci, jaki jesteś
mierny
C. Pracuję z najbardziej sumiennymi kobietami – w biurze, w
miejscach pracy i – rany – dają mężczyznom popalić! Kobieta
jest twoim najlepszym żołnierzem. Przy nich mężczyźni muszą
zachowywać się jak sprawni podkomendni i przekazać im
dowodzenie. Kiedy masz cały świat przeciwko sobie, ona
stanie po twojej stronie. Mam taki sekretny plan, żeby
kiedyś w moim biurze pełną obsługę zapewniły kobiety. I nie
w takim obleśnym znaczeniu, jak już to sobie wyobrażasz, ty
zboczku!
D. Nie domagaj się swojej przestrzeni, zrozum jej małe
irytacje i huśtawkę nastrojów.
E. Nie idźcie do łóżka w stanie wojny. Musicie wszystko
sobie wyjaśnić, zanim położycie się spać.
F. I najważniejsze – pamiętaj, jak istotne jest, żeby mówić
dziewczynie, którą pokochałeś, że jest piękna.
Wiec jesteś dobrym mężem?
Chciałbym w to wierzyć. Gauri i ja nie mamy właściwie ze
sobą wiele wspólnego. Ale ona czuje się bardzo dobrze,
będąc, kim jest. Nie próbuje się do nikogo dostosowywać. I
daje mi moją przestrzeń.
Jego dzieci z tupotem wpadają do pokoju. Dziesięcioletni
Aryan odkrył właśnie coś ryzykownego na stronie internetowej
i mówi tacie, że nie chce jej już oglądać, mimo założonego
filtra rodzinnego. Siedmioletnia Suhana chce zobaczyć ćmę,
która, jak się okazało, uprzędła kokon w salonie. Siedzimy
na piątym piętrze siedmiopiętrowego budynku. Dom wygląda jak
miniaturowe Xanadu, sterowane pilotami i urządzone meblami –
dziełami sztuki. W bibliotece utrzymanej w ciepłych kolorach
stoją jego nagrody, książki, od serii Discovery i dzieł
zebranych Roalda Dahla, do pisarzy indyjskich i kaset Baby
Ramdeva. Prezentuje mi kilka piosenek z czekającego na
premierę „Billu Barbera”, nakręconych w zaskakująco
surrealistycznych dekoracjach. Jestem pod wrażeniem
zwłaszcza item songów z Deepiką Padukone i Kareeną Kapoor.
Scena tonie w palecie lśniących kolorów. Aryan, jak
Nieznośny Karolek, wychodzi z kamienną twarzą. Widzę, że ma
równie żywy umysł, jak jego tato.
Jesteś dobrym ojcem? Czy da się znaleźć złoty środek
pomiędzy liberalnym a konserwatywnym rodzicem?
Próbuję być tym liberalnym. Mówię synowi, że będę go
wspierał, cokolwiek zrobi, pod warunkiem, że powie mi
prawdę. I że nigdy nie weźmie narkotyków, bo one niszczą
komórki w mózgu. Gauri jest wstrząśnięta moją liberalną
naturą. Mówi, że nie mogę oglądać w obecności dzieci filmów
z treściami dla dorosłych. Wpada w szał, kiedy przy nich
omawiamy pewne tak zwane tematy dla dorosłych. Ale Aryan i
ja mamy demokratyczne stosunki. On jest moim kumplem. Nawet
kiedy zawali w szkole, ma przyjść i mi powiedzieć. Może
niekoniecznie powie wszystko swojej matce. Ale co do córki,
to jestem pewien, że będę nadopiekuńczy. Kiedy dorośnie,
będę ją woził na przyjęcia i randki. Denerwuję się, kiedy
Aryan prosi o pozwolenie spania u kolegów. Mówię mu, żeby
raczej zaprosił ich do domu. Dzieciaki są inteligentne, nie
można ich traktować protekcjonalnie. Najlepiej być wobec
nich szczerym. Przysiągłem Aryanowi, że nie będę mu robił
obciachu w obecności jego dziewczyn, kiedy dorośnie.
Uwielbiasz igrać z mediami, prawda?
Halo, jestem częścią mediów, oczywiście, że lubię wszelkie
interakcje. W Red Chillies właśnie otworzyliśmy sekcję
telewizyjną. Bardzo wierzę w moją firmę, która jest młoda i
ma wizję nowych Indii. Nowe media są według mnie trochę
bezczelne. Dawniej posiadały trochę, jak to się mówi...
poczucia wstydu. Dziś czuję się naprawdę niezręcznie, kiedy
21-latek wypytuje mnie, po co zostałem producentem albo
docieka mojej seksualności. Chociaż całym sercem jestem za
liberalizmem, to jednak takie ostentacyjne wścibstwo lekko
mnie drażni. To naprawdę denerwujące, kiedy dziewczyna z
kamerą ściga mnie o trzeciej nad ranem, bo chce poznać moją
opinię o politykach używających religii, żeby dzielić i
rządzić. I naprawdę nie zapraszam ludzi z różnych kanałów
telewizyjnych, żeby koczowali pod moim domem, kiedy urządzam
w nim prywatne przyjęcie. Ale zbaczam z tematu. Od mediów
dostałem bardzo dużo, wiele szacunku i mnóstwo miłości. Mam
na tyle sprytu, żeby sobie radzić z nachalnością. Ale kiedy
robię programy dla telewizji, to będą one miały wizję
przyszłości. Będą wychodzić poza stereotypowe seriale o
mamuśkach. Mam taką nadzieję, mam nadzieję.
Karan Johar i gromadka jego asystentów wpadają jak burza.
Karan nadzoruje stylizację do sesji zdjęciowej na okładkę
Filmfare'a. Nadchodzi czarowna godzina. Jatin Kampani bawi
się światłami i odległością, i szuka najlepszej pozycji do
bibliotecznej okładki. Karan daje mi posłuchać słodkich,
melodyjnych pieśni z „My Name Is Khan”. Specjalistka od
fryzury, Dilshad, mierzwi i przeczesuje włosy SRK, i
odgarnia je do tyłu, żeby czoło wydawało się większe.
Niezadowolona z rezultatu, znowu je rozrzuca. Włosy opadają
do przodu i SRK jeszcze raz wygląda jak chłopiec z
dołeczkami, wprost z okładki. W kwietniu 2009 roku Shahrukh
będzie miał na koncie 50% ukończonych zdjęć do „My Name Is
Khan”. No i jeszcze jest jego drużyna krykietowa, Kolkata
Knight Riders. Asystent Karana, Ayan Mukherjee, który
właśnie reżyseruje film z Konkoną (Sen Sharmą) i Ranbirem (Kapoorem)
pod roboczym tytułem „Wake Up Sid”, opowiada anegdotki o
swoich doświadczeniach z planu.
Czy czegoś nowego nauczył cię zakończony sezon IPL?
Chcę stworzyć szkołę krykietową, która będzie gromadziła i
trenowała największe sportowe talenty w kraju. Nauczyłem
się, że wydarzeń w sporcie nie da się kontrolować. Z
doświadczeń ubiegłego roku pozostało mi przeświadczenie, że
musimy popracować nad duchem zespołowym. Gracze muszą
pracować dla drużyny. Gracze, administracja, kadra,
trenerzy, wszyscy muszą stać po tej samej stronie. Chciałbym
zaszczepić tradycję prawdziwego ducha sportowego. Naszym
celem powinna być zawsze doskonałość. Powinieneś szanować
seniorów, ale nigdy nie dać się im onieśmielać. Zwycięstwo
powinno być nawykiem, a nie możliwością. Kiedy grasz po to,
by zwyciężać, ważne są cztery cechy – uczciwość, humor,
ciężka praca i odrobina sprytu. Nie wygrywasz srebra,
ostatecznie tylko tracisz złoto.
Już blisko 2 nad ranem. Jego sekretarka szepcze, że umówiła
go na spotkanie z prawnikami. Należy załatwić jakieś sprawy
sądowe. SRK uśmiecha się ironicznie: „Ktoś kiedyś wymyślił
sobie, że ma na mnie haka. Wszystkie gazety krzyczały o tym
w nagłówkach. Kiedy jednak ta osoba przeprosiła, nikt nie
pisnął o tym ani słowa. A słone rachunki prawnikom płacę ja.
Czemu ludzi boli, że jestem szczęśliwy? Wydaje mi się, że
proszę o bardzo niewiele”.
Zanim skończymy, zadaję ostatnie pytanie.
Jak wygląda kondycja branży wobec recesji i krachu kolejnych
wielkich korporacji?
Taka sytuacja była do przewidzenia. Tak, powodem załamania
jest też rosnąca spirala gwiazdorskich płac. Nie możesz
podpisywać z gwiazdami kontraktów opartych o szacunkowe
zyski, które osiągniesz w następnym roku. Nie może wisieć
nad tobą presja dorównywania do zmieniających się bilansów
zysków i strat oraz zadowalania dżentelmenów, którzy mają
udziały inwestycyjne w twej firmie. Biznes filmowy to
zupełnie inna bajka. Mówiąc to, mam na myśli, że zwykłe
praktyki biznesowe nie mają zastosowania przy kręceniu
filmów. Nie można sprzedawać w ten sam sposób mydła i filmu.
Inna jest logika. Filmy robi się z potrzeby serca. Uważam,
że do kierowania wielkimi firmami producenckimi potrzeba
ludzi, którzy znają się na kręceniu filmów. To dlatego firmy
takie jak Yash Raj czy Walt Disney Films są najlepsze w
swojej branży. Potrzebujemy wizjonerów, którzy poprowadzą
nas w przyszłość. Nie mam tutaj zamiaru dzwonić na alarm.
Jestem pewien, że kiedy ludzie skonsolidują swoje działania
co do rodzaju filmów, jakie chcą produkować i co do ich
kosztów, sprawy zaczną powoli przybierać lepszy obrót.
Mija już 15 lat od chwili, od kiedy spotkałem SRK po raz
pierwszy. Zmieniły się dekoracje, duch pozostał ten sam.
Może i sączy on szampana, ale jego serce bije do indyjskiej
herbaty z przyprawami. Nawet nie zna imion żon osobistości
ze stron 3, które brylują na jego przyjęciach. Obnosi
Armaniego Exchange i zakłada okulary przeciwsłoneczne Toma
Forda; ostatnio widziałem takie u Daniela Craiga w „Quantum
Of Solace”. Spinki do mankietów ma od Cartiera, ale –
ryzykując powielanie banałów: w sercu jest Hindusem. Co z
tego, że markowym? Jego nowy wizerunek z naprężonymi
mięśniami i słynne absy są tylko kolejną demonstracją jego
osobowości, jego potrzeby nieustannego poprawiania się,
wypełniania luk, które życie mu zostawia. Dla niego to jak
dopinanie ostatniego guzika, łączenie kropek w linie.
Połączył ich już wiele w swoim wzlocie na wyżyny. To oznacza
tylko wybicie się jeszcze wyżej. Dźwięki najnowszego hitu, „Haule
Haule”z jego „Rab Ne Bana Di Jodi”, dobiegają z dzwonka
komórki mojego kierowcy. A że samochodu właśnie okrąża
krawężnik, melodyjka brzmi i brzmi wciąż od nowa. Muzyka
dopiero zaczęła grać.
I Bóg stworzył... SRK. Jak powstawała okładka Filmfare'a
Kiedy SRK umawia się na godzinę ósmą, oznacza to drugą nad
ranem. Oto więc jesteśmy, każdy świeżutki jak pierwiosnek,
gotów do kolejnej, bardzo wyczekiwanej sesji na okładkę z
naszym ulubionym aktorem wszystkich sezonów. Mannat jest
istnym pałacem. Gromadzimy się wszyscy w bibliotece, która
wydaje się nie mieć końca.
Jesteśmy szczęśliwi zwłaszcza, kiedy dostrzegamy statuetki
Filmfare’ów ustawione na specjalnej półce. Kawa i rozmowa
krążą w powietrzu. A potem wchodzi Karan Johar i stylistka
Shiraz Siddique. Karan automatycznie rozprasza każde
potencjalne napięcie. Pokój wypełnia się śmiechem. Każde
milczenie jest natychmiast przerywane. Jatin Kampani,
oświetleniowiec, jest zachwycony atmosferą w pokoju.
Podchodzimy za SRK wolnym krokiem do szafy. Markowe
garnitury zderzają się z kardiganami. Podkoszulki, kostiumy
do ćwiczeń i trzyczęściowe garnitury. Karan kręci się z
wigorem i energią. Słucha cierpliwie, kiedy Jatin wydaje
jedną instrukcję po drugiej. Karan doprowadza nas do spazmów
śmiechu, naśladując na poczekaniu mieszkańców świata
showbiznesu. Stylistka włosów Dilshad proponuje żel, żeby
ujarzmić nieposłuszne kosmyki.
Na zewnątrz księżyc rozsiewa swoje światło. Chłopiec z
okładki pojawia się wytwornie odziany. Oślepiające rozbłyski
fleszy Jatina opowiadają tysiące historii. A ich bohater
uśmiecha się. Magia, której można dotknąć po raz kolejny.
Tłumaczenie: Mowilka
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"
|