w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

"Odczuwam potrzebę zrobienia czegoś nowego"

Wywiad dla Filmfare’a, maj 2004r.
Autor: Nilufer Qureshi


Energia bez limitów. To właśnie ona napędza Shah Rukha Khana przez kilka ostatnich miesięcy, kiedy pracuje w takim tempie, że pozostawia wszystkich wokół bez tchu. Osiąga optymalny poziom energii na dwóch frontach. Na pierwszym, przed kamerą, gdzie kierują się na niego nieustannie ostre światła i setki par śledzących oczu. I na drugim – w domu, Mannacie, w towarzystwie dzieci, Aryana i Suhany.
Dopadamy Shah Rukha Khana pomiędzy sesjami dubbingu do „Main Hoon Na” a lotem do Chandigarh na plan najnowszej produkcji Yasha Chopry.

Dość mocno ostatnio się forsujesz, gnając z jednego planu zdjęciowego na drugi, z ledwie dniem przerwy pomiędzy. Biorąc pod uwagę, że musisz jeszcze w pełni się wykurować po operacji kręgosłupa - nie posuwasz się za daleko?

Tak, to było szaleńcze i jestem okropnie senny. Ale sam się na to zdecydowałem. Postanowiłem, że w tym roku będą mieć premiery trzy moje filmy i chcę skończyć kręcenie zdjęć do nich pod koniec czerwca, a potem pojechać na wakacje z Gauri i dziećmi. Potem mam zamiar nie robić absolutnie nic; chcę po prostu pobyć w domu. Nie wiem, czy to logiczne, czy to dobre, czy złe. Moja żona mówi: „Jesteś głupi. Powinieneś sobie te filmy porozkładać w czasie”.
Ale wszystkie te trzy produkcje zostały wstrzymane z powodu mojej operacji i wszyscy reżyserzy zdecydowali się na mnie czekać. „Munna Bhai M.B.B.S..” nie, oni zrobili film beze mnie. Ale Yash-ji, Ashutosh (Gowariker) i Farah (Khan) okazali mi łaskawość i zaczekali. Z mojej strony musiałem więc skończyć te filmy tak szybko, jak to było możliwe, więc pracowałem wyjątkowo ciężko, by to połapać.
W rezultacie ostatnio zbyt wiele podróżowałem, z jednej wioski do drugiej. Mówi się o mnie, że jestem metroseksualnym herosem, popisującym się yuppie z multipleksu, ale teraz stałem się specjalistą od wsi.

„Devdas”, „Chalte Chalte”, „Kal Ho Naa Ho”. Miałeś dobrą passę przez ostatnie dwa lata. Czy mógłbyś powiedzieć, że zawodowo osiągnąłeś szczyt?

Nie mogę orzekać, czy to mój szczytowy okres, czy nie, ponieważ większość lat była naprawdę dobra. Chwała Bogu nigdy nie miałem okropnego roku. Zazwyczaj wypuszczałem trzy filmy w roku i przynajmniej jeden z nich radził sobie dobrze. Przez trzynaście lat dziesięć moich filmów odniosło duży sukces (uśmiecha się szeroko). Gdyby stosować tę kalkulację, trzy lata nie były zbyt dobre. Ostatni rok był szczególnie udany, ponieważ na chwilę mogłem zapomnieć, że mam problem z kręgosłupem.

„Main Hoon Na”, twoja własna produkcja, została zrobiona przez Red Chillies Entertainment. Dlaczego uruchomiłeś kolejną firmę producencką, skoro wciąż masz Dreamz Unlimited?

Po „Chalte Chalte” Juhi (Chawla) i Aziz (Mirza) zrobili sobie przerwę. Juhi urodziła drugie prześliczne dziecko. Aziz, niestety, stracił żonę. Oni oboje są bardzo sumiennymi i oddanymi ludźmi. Kiedy Aziz nie pracował przy „Asoce”, zapytał: „Co ja robię? Tylko czerpię zyski”. W każdym razie nie mieliśmy zysków przed „Chalte Chalte”, więc nie było sprawy.
Oboje, Juhi i Aziz, powiedzieli mi: „Nie robimy niczego dla „Main Hoon Na”. Nawet nie będziemy pojawiać się w biurze w ciągu następnych pięciu czy sześciu miesięcy”. Zaczęliśmy kręcić „Main Hoon Na” z Venus jako partnerem, więc nie było uzasadnienia dla jeszcze dwóch kolejnych.
Poza tym chciałem założyć firmę, która będzie moja i dzięki której mógłbym zrobić mnóstwo rzeczy, które mi chodzą po głowie.
Jednak to nie jest tak, że Juhi i Aziz nie są zaangażowani w ogóle w „Main Hoon Na”. Juhi wybrała historię, Aziz miał do niej kilka zastrzeżeń. Ale kiedyś pokazałem mu, jak chcemy to poprowadzić, i spodobało mu się. Więc to nie jest jakieś wielkie zerwanie czy coś w tym stylu. Kiedykolwiek nasza trójka zdecyduje się zrobić film wspólnie, zrobimy go pod szyldem Dreamz Unlimited.

Dla dość wielu ludzi, poczynając od Farah Khan, „Main Hoon Na” to spore ryzyko, prawda?

Sukces tego filmu jest dla mnie bardzo ważny, ponieważ reżyseruje go Farah, bliska i oddana przyjaciółka. Wszyscy przyjaciele, którzy debiutowali swoimi filmami z moim udziałem, odnosili znaczny sukces – Aditya Chopra, Karan Johar, Nikhil Advani. Pragnę, by z filmem Farah było tak samo. I tak się stanie, inshallah. To dobry film, kompletnie wyzywająco komercyjny, w stylu hitów z lat 70. Mam nadzieję, że nie zabrzmi to protekcjonalnie, ale na moich oczach Farah staje się wielkim reżyserem.
Jest także Zayed Khan, który gra mojego młodszego brata. Mieliśmy nadzieję na zatrudnienie Hrithika (Roshana) jako drugiego bohatera, ale kręcenie filmu się opóźniło, a on był zajęty. Ale był bardzo miły i zrobił dla filmu pierwszy klaps, więc mam nadzieję, że trochę jego szczęścia i nam się udzieli. Farah robiła próbne zdjęcia wielu innym chłopakom, ale – nie ujmując nikomu niczego – po prostu czułem, że Zayed najlepiej pasuje do roli kochającego zabawę, słodkiego i matołkowatego dzieciaka. Zmieniliśmy trochę charakter postaci w scenariuszu, by dopasować ją do Zayeda. Jest bardzo kochany, uwielbiam go. Chciałbym, żeby mój syn był taki jak on.

Mówiono, że między tobą i Sunilem Shettym była jakaś niedobra atmosfera. Jak przezwyciężyliście to początkowe zakłopotanie?

Nigdy nie miałem problemu z Sunilem. Nie znałem go dobrze, ale pozdrawialiśmy się grzecznie na premierach i przyjęciach. Kiedyś podczas lotu jego żona Mana zapytała mnie, czy może przywitać się z moim synem. Powiedziałem jej, że oczywiście, ale naprawdę zastanawiałem się, dlaczego pytała mnie o pozwolenie, czy gdzieś była jakaś zła wola. Tak, dziennikarz pewnego razu przypisał mi cytat, który brzmiał: „Akshay i Sunil są tandetnymi aktorami”. Ale naprawdę nigdy nic takiego nie powiedziałem.
Teraz, kiedy znam Sunila dobrze, mogę otwarcie powiedzieć, że [jego udział w filmie] jest najmilszą rzeczą, która nam się przydarzyła. To cudowny facet. Ciągle mi powtarza, że film jest fantastyczny, dzwoni, by mi powiedzieć: „Nie wiem, dlaczego mnie znowu wylansowaliście. Nie byłbym w stanie zrobić takiego filmu jak ten dla siebie”. To bardzo miłe, że tak mówi, ponieważ to nie jest najlepsza rola na świecie, a mimo to zagrał ją bardzo dobrze. Niedawno zadzwonił do mnie i powiedział: „Jak ty, nie podpisuję umowy na żadne inne filmy, jestem wyluzowany, ponieważ myślę, że jestem Shah Rukh Khan”. To było bardzo miłe z jego strony.
Jeśli mnie zapytasz, czy chciałbym, żeby dla kogoś ten film był prawdziwym sukcesem, szczerze i z całego serca życzę tego Sunilowi. Chciałbym, żeby publiczność wyszła z kina mówiąc, że film jest fajny, Shah Rukh dobry, Zayed, Sush i Amrita też, reżyseria Farah fenomenalna, ale Suniel jest jak Gabbar Singh w „Sholay”. Tak naprawdę chciałbym, żeby ten film dostał dwie nagrody – za najlepszy debiut reżyserski dla Farah i dla najlepszego aktora w roli łajdaka – dla Suniela.

A co nagrodą dla najlepszego aktora?

(Uśmiecha się). Och, jak ją dostanę, nie będę narzekał. Chociaż przestali mi dawać nagrody aktorskie. Teraz załapię się na nagrodę krytyków dla najlepszego aktora.

Jesteś rozczarowany, że nie zdobyłeś w tym roku nagrody za „Kal Ho Naa Ho”?

(Chichocze). To nagrody powinny być rozczarowane. To ich strata, nie moja. I możesz dopisać: „jak powiedział z napuszeniem”.

Czy presja ciągłego odnoszenia sukcesu kiedykolwiek cię blokowała?

(Stanowczo). Mój sukces jest związany z sumiennością, z jaką podchodzę do moich filmów. Filmy są moim życiem. Najlepiej czuję się przed kamerą. Podczas każdego ujęcia daję z siebie to, co najlepsze, nieważne, czy jestem chory, zdrowy, dobry, zły, szczęśliwy czy nieszczęśliwy.
To dotychczas się nie zmieniło. Pracuję na okrągło, ciągle jestem zapalony, by pracować i zrobić jeszcze jedno ujęcie, nawet jeśli padam na pysk. Robienie filmów mnie nakręca, trzyma przy życiu. To dobry cel do czasu, gdy będę kochał moją pracę i cieszył się nią. Zawodowo osiągnąłem całkiem dużo, więc zajmie trochę czasu, nim ktokolwiek będzie mógł mnie ściągnąć w dół. To nie stanie się w krótkim czasie – lub przynajmniej taką mam nadzieję.
Taki nacisk na mnie nie działa. Za to istnieje ogromna presja, by każdy następny film uczynić lepszym niż poprzedni.

Ale ciągle jesteś oskarżany o to, że grasz te same role w tych samych filmach.

Wielu ludzi nie lubi moich filmów. Twierdzą, że wszystkie są takie same. Spotkałem dziś Rama Gopala Varmę i powiedział mi: „To takie dziwne – kiedy ogląda się Clinta Eastwooda, uwielbia się go. Nie chce się go oglądać w żadnym innym gatunku filmowym poza westernami. Zawsze się chce, żeby zsiadał z konia. Podobnie jest z tobą, Shah Rukh; nie jestem zmęczony oglądaniem ciebie, nawet jeśli twoje filmy są takie same”.
To, co powiedział, to prawda. Coś fajnego musi być w moich filmach, skoro ciągle tak samo świetnie się sprzedają. Albo może to rodzaj filmów, który odnosi sukcesy. Inne filmy też je odnoszą, ale nie w takim stopniu. Podoba ci się to czy nie, to międzynarodowa reguła, że historie miłosne dobrze się sprzedają.
Czasami jako aktor mam poczucie bycia pod presją. Odczuwam potrzebę zrobienia czegoś nowego – i zrobię to. Ale potrzebuję oddechu na dwa – trzy miesiące, by potem zdecydować, co to ma być.

Czy posługujesz się jakimś rodzajem strategii, jeśli chodzi o twoją karierę?

Zawsze kierowałem moją karierą zgodnie z tym, co czułem. Z całym szacunkiem dla tych wszystkich, którym się wydaje, że rozwijałem moją karierę w jakiś nieokreślony sposób, mogę powiedzieć, że pracowałem z X, Y czy Z, ponieważ chciałem. Wielu ludzi zarzuca mi, że pracuję przeważnie z Yashem Choprą, Adim i Karanem. Jednakże oni są nie tylko świetnymi filmowcami, ale także moimi przyjaciółmi. Nie kwestionuję ich historii ani tego, jaki rodzaj filmu kręcą. Po prostu robię, co mi każą. Będę z nimi pracował do dnia śmierci lub dopóki oni będą chcieli ze mną pracować. Pracuję z Azizem, Ashutoshem i Farah, ponieważ wiedziałem, ze tego chcę. To szczerzy i serdeczni ludzie. Dla ludzi, z którymi pracuję, robię wszystko najlepiej, jak potrafię; oni z kolei są przy mnie.
Nie martwię się o kręcenie tylko pewnego rodzaju filmów lub granie pewnego rodzaju ról. I nigdy nie przejmowałem się komercyjnym aspektem moich filmów. Nigdy nie trapiłem się, ile pieniędzy dostanę, jeśli będę pracował z X, Y czy Z. Nadal nie wiem, ile zarobiłem przy okazji „Chalte Chalte”. Nigdy nie sprawdzam rejestrów.
Zapłatą jest to, że uczę się czegoś przy każdym moim filmie. Za to jestem zakorzeniony w dzisiejszym świecie, więc mogę dzięki temu wnieść coś w te produkcje. Poza tym pracuję szybko i robię dodatkowe ujęcia w dzień. Być może dlatego mogę robić dużo więcej poza graniem. Właściwie haruję non-stop od trzynastu lat. Naprawdę potrzebuję oddechu.

Miałeś przerwę w ubiegłym roku.

Z powodu operacji, więc to była przerwa chorobowa. Kiedy byłem młodszy, mogłem robić wiele rzeczy równocześnie, ale teraz musze poświęcić czas moim dzieciom. Muszę się uczyć ich niewinności i inteligencji, których mogę użyć w moim aktorstwie, rolach. Kiedy zrobię sobie teraz przerwę, zamierzam myśleć o nowych postaciach, które mogę zagrać.

Kiedyś powiedziałeś, że ojcostwo bardzo cię zmieniło. W jaki sposób?

Bycie ojcem zmieniło mnie zupełnie. Dojrzałem i złagodniałem dzięki moim dzieciom. Jestem z nimi bardzo związany. Czuję się bardzo szczęśliwy, kiedy z nimi jestem i teraz też tęsknię, by wrócić do domu tak szybko, jak to możliwe.
Być może filmy, które robię od teraz, i to, co w nich robię, będzie zależało od tego, że moje dzieci mogą je zobaczyć i mogą one na nie oddziaływać. Nie chcę używać więcej obraźliwego języka. Kiedy robię jakąś scenę albo mówię dialog, zastanawiam się, co pomyślą moje dzieci. Nie chcę, by miały zastrzeżenia. Nie chcę, by kiedykolwiek zapytały: „Tatusiu, co się stało”? albo: „Dlaczego, do licha, nakręciłeś taki film”?
Czuję się teraz bardzo odpowiedzialny. Wcześniej, kiedy mi mówiono: „Ponosisz odpowiedzialność w stosunku do społeczeństwa i dzieci”, odsuwałem to od siebie jako brednie. Teraz uświadomiłem sobie, że spoczywa na mnie wielka odpowiedzialność wobec moich dzieci – a także innych. Kino jest tak wpływowym medium, że nie można być obojętnym na przekaz, który wysyła do dzieci. Być może powinienem zrobić dla nich film.

Czy jest jakaś rada, którą dali ci rodzice, a która zdecydowała o tym, jak żyjesz?

Oczywiście. Moja matka często powtarzała: „Tak krawiec kraje, jak mu materii staje”. Mój tata mówił: „Jeśli nie będziesz dbał o wszystkie aspekty życia – o emocje, zdrowie, związki – nie stanie ich”. To dlatego zawsze będę tu dla ludzi, których kocham. To dlatego uczę się dbać o zdrowie. Nie dbam o rzeczy materialne; być może dlatego wszystkie moje gadżety, zabawki i elektroniczne ustrojstwa zawsze się psują.
Niektórym może się wydawać, że jestem radykałem, aroganckim i nieokrzesanym. Ale nigdy, przenigdy nie przekroczyłem granic etykiety, jeszcze nie.

Jeszcze nie słyszeliśmy twojej wersji afery z siedzeniami w Dubaju w związku z Amarem Singhiem. Skoro tu jesteś, moglibyśmy to nadrobić?

Dotąd nie udzieliłem żadnego wywiadu na ten temat. Ale byłem bardzo poruszony sprawą tej wiadomości. Są trzy powody, dla których media mogły rozpowszechnić tę tak zwaną sprawę. Albo ktoś zadzwonił i opowiedział historię dziennikarce, a ona ją przeinaczyła. Albo została kompletnie źle poinformowana. Albo po prostu nie wiedziała niczego lepiej. Szczerze – doniesienie prasowe było bardzo, bardzo krzywdzące.
Proszę pozwolić mi powiedzieć, że nigdy nie miałem problemu z panem Amarem Singhiem, to najświętsza prawda. Zawsze był wobec mnie miły i uprzejmy. Ten epizod nie dotyczył Amara Singha i mnie, to bardzo smutne, że teraz musimy udowadniać światu, że jesteśmy przyjaciółmi – z powodu tego artykułu.

Czy kiedykolwiek miałeś poczucie, że media są nieuczciwe w stosunku do ciebie?

Nie, nie mam żadnego powodu do narzekania. Są dni, kiedy czytam coś, co mnie irytuje, ale to nic. Tak naprawdę ci, którzy ciągle pisali o mnie paskudne rzeczy, teraz piszą pozytywnie.
Jeśli o tym pomyślę – było bardzo niewiele przypadków, kiedy byłem naprawdę zdenerwowany. Nigdy nie miałem poczucia, że zostałem skrzywdzony, nie czułem się szykanowany. Nigdy też nie obchodziłem się źle z moimi przyjaciółmi z mediów. Za dwa lata będę miał czterdziestkę, więc zostawiam za sobą sprawy takie jak te.

W każdym razie nigdy nie skarżyłeś się na cenę bycia gwiazdą?

Nie, nigdy tego nie robiłem. Jestem wdzięczny, że zostałem pobłogosławiony przez Boga tym, że jestem sławny. Miłość i uznanie, jakie otrzymuję od ludzi, których spotykam, są niewyobrażalne i rekompensują wszystko. Nie sądzę, że jest coś złego w tym, ktoś czegoś ode mnie chce, a to zajmuje mój czas. Jeśli umierająca osoba chce, bym siedział przy jej łóżku, zrobię to. Jeśli ktoś zechce, bym pojechał do szpitala i spotkał się z chorymi ludźmi, będę się czuł wyróżniony.

Jakie są obecnie obszary twoich zainteresowań?

Marzę, by zapewnić moim dzieciom dobre wykształcenie. Jestem skupiony na tym, by produkować jeden własny film rocznie, film, który będzie rozrywkowy, istotny i prawdziwy. Myślę też o tym, że muszę wykorzystać część pieniędzy, które zarabiam – być może z produkowanych przeze mnie filmów – na rzecz ludzi, którym nie powodzi się dobrze. Np. zrobić coś dla szpitala czy otworzyć sierociniec.

Wybudowałeś oddział dziecięcy imienia twojej matki w szpitalu Nanavati w Mumbaju. Czy będziesz zaangażowany w jego działanie poza tym, że ufundowałeś jego powstanie?

Dałem pieniądze i zbudowano oddział. Nie wiem, jak się go prowadzi. Znajdują się tam przypuszczalnie urządzenia z najwyższej półki. Pozwolono mi polecać ludzi na leczenie do wysokości pewnej kwoty w roku. Co oznacza, że mogę skierować tam jakąkolwiek ubogą osobę i będzie tam leczona za darmo. To bardzo miłe z ich strony. Pozwalali mi kierować tam ludzi, zanim zbudowałem oddział, ponieważ jestem ich stałym pacjentem z moim chorym kręgosłupem i kostką.

Ostatnie pytanie – czy odkryłeś w sobie jakieś umiejętności poza aktorstwem?

(Chwila milczenia) Pozwól mi się zastanowić… Ok, jestem niezły w grach video. Piszę na komputerze dość dobrze i szybko, jak na aktora. A także jestem całkiem dobry w piłce nożnej i hokeju. To wszystko gry (uśmiecha się).


Serdeczne podziękowania dla wryddhy za przetłumaczenie fragmentów wywiadu w hindi.

Tłumaczenie: Gosia JG

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"