w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Powiedz mi – śpisz w różowej piżamie?

Shah Rukh Khan – jak blisko możesz podejść?
Filmfare Annual, listopad 2002


Jeśli chodzi o granie, jestem pewien, że dla roli poświęcam się do ostatniej kropli krwi. Nie wracasz więc do domu rozczarowany. Wracasz, mówiąc: „Uwielbiam tego faceta. Jest wart moich pieniędzy”. Potrafię porównać to tylko z tym: płacisz mi 10 rupii, bym cię rozśmieszył i doprowadził do płaczu; dostarczam ci rozrywki, by cię uszczęśliwić.
Czy zdajesz sobie sprawę, jaką władzę nade mną masz ty i twoje dziesięć rupii? Dzięki tobie zobaczyłem świat, mieszkałem w najlepszych hotelach, jadłem w najlepszych restauracjach, zabawiano mnie w najlepszych salach kinowych. Dzięki tobie znalazłem się obok Amitabha Bachchana, mówiłem „cześć” Hemie Malini, tańczyłem z Madhuri Dixit, rozmawiałem z Parmeshwar Godrej i Rahulem Bajajem (indyjski biznesmen – przypis tłumacza). Pan Vajpayee (indyjski polityk, w roku 1996 i w latach 1998 – 2004 – premier – przypis tłumacza) ogląda moje filmy razem ze mną.
W jakimś momencie to zaczyna być nierealne. Wkrótce będę się unosił nad wieżą Eiffla, posiadał Taj Mahal; mogę zrobić wszystko. Sprawiasz, że wierzę, iż jestem półbogiem. Żyję na całkowicie innej planecie.
I nagle, kiedy fruwam sobie wysoko w tej nierealnej krainie, ktoś mi nieznany nagle wyskakuje: „Powiedz mi, czy sypiasz w różowej piżamie”?
W różowej piżamie? Nie zadaje się półbogom takich pytań! Kim jesteś – odburkuję.
„Jestem gościem, który dał ci dychę, pamiętasz”?
Och tak, jesteś gościem, który dał mi dychę, jesteś człowiekiem, dla którego gram. A skoro daję sobie prawo doprowadzania cię do płaczu przez trzy godziny w ciemnej sali kinowej, ty masz prawo zadać mi każde możliwe pytanie. To cena, którą płacę za unoszenie się ponad wieżą Eiffla, za bycie gwiazdą.

Kocham bycie gwiazdą, mam nadzieję, że umrę jako gwiazda. A jeśli miliony ludzi chcą na mnie patrzeć, burzyć mój spokój i śledzić każdy mój ruch; jeśli chcą wiedzieć, co jem, co piję, jak oddycham, czy ubieram różową piżamę albo czerwoną bieliznę – w porządku. To lepsze niż anonimowa śmierć.
Dlatego sądzę, że cała kwestia prywatności to czasem wiele hałasu o nic. Nikt mnie nie pyta: „Jesteś wściekły, bo musisz codziennie nakładać makijaż”? Oczywiście nie lubię nakładać makijażu, to kłopotliwe. Ale to część mojej pracy. Muszę także tańczyć, robić głupie kroki, przeskakiwać przez ogień, trzymać moje heroiny za ręce i mówić im „Kocham cię”. Ale nie chciałbym czego innego.
Jestem największym szczęściarzem na świecie i nie chcę chować się za postaciami, które gram. Dlatego nie otaczam się ochroniarzami, nigdy nie udzieliłem wywiadu, w którym powiedziałbym, że mi źle, bo nie mogę robić zakupów czy jechać na Chowpatty (plaża w Mumbaju – przypis tłumacza) i zjeść bhelpuri (rodzaj przekąski z ryżu dmuchanego i ziemniaków z sosem tamaryndowym – przypis tłumacza) bez bycia obleganym przez ludzi.
Nie jestem typem gościa, który, wychodząc gdzieś, zakłada ciemne okulary (szczerze – nie sądzę, że jestem tak wielką gwiazdą, by się za nimi ukrywać). Chodzę oglądać filmy do kin, bywam w restauracjach z moją rodziną i przyjaciółmi, chociaż wiem, że ludzie będą mnie tam zaczepiać. Nie uważam tego za narzucanie się, to zawodowe ryzyko. Drażni mnie to – ale w porządku.

Czy to oznacza, że zrezygnowałem ze swojego prawa do prywatności? Nie. Powiedzmy po prostu, że nauczyłem się akceptować jej niedostatek. Jaki mam wybór? Jak mogę chcieć być osobą publiczną i oczekiwać rozgłosu, i myśleć, że ludzie nie będą na mnie patrzeć? To głupie – a ja nie jestem głupi.
Ale to bywa bolesne. Kiedy pojawia się zwykły, prosty brak szacunku. Kiedy idę ulicą, nie przejmuję się, jeśli ktoś zachowuje się poufale i mówi: „Hej, Shah Rukh, jak się masz”? To całkiem miłe. Ale zupełnie inna sprawa, jeżeli ktoś mówi: „Hej, Shah Rukh, widziałem twój film, totalna porażka”. Albo: „Shah Rukh, ty palancie”. Na początku doprowadzało mnie to do szaleństwa: „Kto to powiedział? Kto to powiedział?” - wrzeszczałem. Ale teraz nie. Nauczyłem się z tym żyć.
Tak jak z wszystkimi tymi domysłami, które ludziom na mój temat automatycznie przychodzą do głowy. Jeśli Shah Rukh ma taki wielki dom, na pewno jest oszustem. Jeśli ktoś mnie zelży, a ja się wściekam i z nim tłukę, zakłada się, że byłem pijany i tak się zachowywałem. Jeśli na planie wchodzę do garderoby aktorki, z którą gram, robię to tylko po to, by się z nią przespać. Jeśli przebywam z kobietą w hotelu, ponieważ kręcimy razem film, to oznacza oczywiście, że z nią też śpię. Bo przecież takie są gwiazdy, stary.

Najpierw, jeśli widziałem w prasie historie tego typu, czułem, że poddaje się w wątpliwość nie tyle moją prywatność, ile moją uczciwość. Mówiłem żonie i przyjaciołom: „Nie czytajcie tego g...”. Z tego powodu wdałem się w parę bójek z kilkoma dziennikarzami. Oni byli szczęśliwi, że „nas nakryli”. Ale tak pudłowali, że nawet nauczyłem się tym bawić. Jedynym problemem jest to, że potem niezręcznie się pracuje z osobą w to zaangażowaną.
Ale myślę, że jeśli byłbym tylko zwykłym panem Choprą czy panem Kumarem i zrobiłbym coś takiego, nikt by się nie przejął. Godniej jest zaakceptować ważną prawdę, że ludzie chcą wiedzieć wszystko o moim życiu, a dziennikarze im to dają. Wiem, że nie mogę z nimi walczyć, więc do nich dołączam i nie uważam tego za porażkę.
Np. Vir Sanghvi zapytał mnie w swoim show, czy jestem biseksualny (nie jest pierwszą osobą, która mnie o to zapytała. Ponieważ się nie puszczam, przyjmuje się, że muszę być gejem lub przynajmniej biseksualistą). Powiedział mi, że jeśli nie będę chciał odpowiadać na jakieś konkretne pytanie, wyłączy kamerę. Więc mogłem go poprosić, by to wyciął; zrobiłby to, bo taka była część umowy, a on jest dżentelmenem.
Czy to było przygotowane pytanie, czy wpływ chwili, nie wiem; ale postawił na linii ognia także siebie. Mogłem go zapytać: „A ty? Ty mi powiedz, a ja powiem tobie”.
Ale znowu – gdybym nie nazywał się Shah Rukh Khan, nie byłbym w show Vira Sanghviego, nie wyświadczyłbym mu tej uprzejmości, nie byłoby pytań takich jak to. To mała cena za posiadanie Taj Mahal. Jeśli pytanie o to, czy jestem biseksualny, czy sypiam z X lub Y, sprawia mediom przyjemność, niech i tak będzie.

Ale w ogóle muszę powiedzieć, że media są wobec mnie bardziej niż w porządku. Nigdy nie użyłem ich, by zdobyć to, co mam. Jestem dostępny, współpracuję, daję im dobry materiał, jeśli tego chcą. Bo to część mojej pracy. Jestem aktorem, dostarczycielem rozrywki i moje wywiady powinny być zabawne. Właściwie kiedy je czytam, brzmią świetnie; mówię sobie: „Powiedziałem to? To cool”! Dziennikarze sprawiają, że dobrze się prezentuję – jak robią to Ashok Mehta czy Binod Pradhan (operatorzy filmowi – przypis tłumacza).
To tak, jak reżyser i aktor, którzy wspólnie pracują, by dać publiczności to, czego chce. Ale kiedy dziennikarze zaczynają bałaganić, to tak, jakby reżyser powiedział: „Ja temu gwiazdorowi dam popalić!” – jak film może być dobry? A to rani mnie na wiele sposobów. Ponieważ robisz to mnie, sobie – i popełniasz błąd.
Ostatecznie obaj sprzedajemy marzenia. To nie jest prawda, ja wiem, że kłamię i ty wiesz, że kłamiesz. Ja potrzebuję ciebie, a ty mnie, by wykonać usługę dla ludzi, którzy chcą czytać takie rzeczy. To mówię każdej osobie z mediów, z którą się spotykam – czy możemy zaakceptować to, że obaj kłamiemy, i przejść do obowiązków zawodowych?

I proszę – nie myśl, że skoro robisz ze mną wywiad, dokonujesz dogłębnej analizy Shah Rukha Khana. Daj spokój. Jestem aktorem. Nie przestaję grać. Pozwolę ci zobaczyć tylko to, co chcę, byś zobaczył. Nie wyobrażaj sobie, że masz jakąś wyjątkową intuicję, dojrzysz jakąś głęboką, stłumioną część mnie – podczas jednego dwugodzinnego spotkania! To głupie. Rozumiem, że moja żona myśli w ten sposób – ale nie dziennikarz.
Jest wiele rzeczy, o których nigdy nie mówię, o których nie wie nikt poza moją rodziną i kilkorgiem przyjaciół. Dziennikarzowi nie uda się ich ze mnie wyciągnąć. Nie zapominaj, że mam przewagę – jestem aktorem i moja twarz ujawni tylko to, na co sam pozwolę. Jest część mnie, którą zachowuję tylko dla siebie, do której nikt się nie wedrze, ponieważ naprawdę nie chcę, by ktokolwiek wiedział, co tam jest. Nie chodzi o to, że mam tyle do ukrycia; nie trzymam trupa w szafie. Ujawniam ją tylko ludziom, którzy są mi bardzo bliscy.
Wszystko inne jest jawne i otwarte. Łącznie z moim domem. Nie uważam go za prywatną przestrzeń, do której nie powinienem nikogo dopuszczać. Osobista przestrzeń jest w moim sercu, nie w tych czterech ścianach; goście powinni zostać serdecznie ugoszczeni, to muzułmańska zasada, której przestrzegam. Gość w dom, Bóg w dom.
Krążą opowieści, że zbudowałem dom bez okien. Nie pytaj mnie, dlaczego –jest w nim trzydzieści siedem okien. Tak, mury są wysokie, ale tylko dlatego, że ludzie mają nawyk rzucania kamieniami w mój dom dla zabawy, a moje dzieci mogłyby zostać ranne podczas zabawy w ogrodzie. Nie ukrywam się za wysokimi murami, nadal nie zamknąłem się w wieży z kości słoniowej górującej nad morzem. Nigdy tego nie zrobię. To byłby mój aktorski i gwiazdorski koniec.

Bardzo się obawiam, że pewnego dnia obudzę się, wyjdę z domu i nie będzie plakatów z moją podobizną, nikogo na zewnątrz, nikogo wołającego: „Hej, Shah Rukh”! Nikt nie będzie mnie znał ani pamiętał, będę całkowicie anonimowy i „prywatny”.
Nie chciałbym tego. Umarłbym, gdyby ludzie mnie nie rozpoznawali. Nie wiedziałbym, co z sobą zrobić na imprezie, gdyby ludzie do mnie nie podchodzili. Nie byłbym w stanie chodzić po ulicy, gdyby ludzie mnie nie oblegali. To dlatego pracuję, to dlatego chcę twoich dziesięciu rupii. Do diabła, nie zależy mi na prywatności.


Serdeczne podziękowania dla wryddhy za jej nieocenioną pomoc w tłumaczeniu.

Tłumaczenie: Gosia JG

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"