w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Podwójny efekt

Wywiad dla Filmfare’a, grudzień 1994


Żadnej różnicy pokoleń... żadnych złośliwości czy zahamowań. Dwaj wielcy gawędzą ze sobą jak starzy kumple. Prosto z dyktafonu

O piątej po południu w Pratishka, rezydencja Bachchanów w Juhu-Vile Parle, jest równie spokojna jak jesienny wieczór w szwajcarskiej chacie. Może tylko pogoda byłaby chłodniejsza, z bardziej rześka, inna od tej niezwykłego duchocie parnego i wilgotnego końca roku w Mumbaju. Wokół domu panuje niezwykła cisza.
W części biurowej, pan Wilfred Vaz odbiera telefony z niezwykłą uprzejmością. Klimatyzator wydaje stłumione buczenie, Jeeves spaceruje z kuchni i do kuchni, jak w zwolnionych obrotach, a patio z kamiennych płyt służy jako parking dla samochodów, które lśnią, jakby właśnie dostarczono je z salonu samochodowego.
Naszą misją na dziś jest połączyć w parę Amitabha Bachchana przebywającego na dobrowolnym wygnaniu z zapracowanym Shah Rukhiem Khanem. Wyznaczono godzinę spotkania na 5.30 po południu. I ku naszemu zadowoleniu, bo zdziwieni nie jesteśmy, to spotkanie dwóch gigantów indyjskiego kina rozpoczyna się punktualnie jak w zegarku, jak konferencja na najwyższym szczeblu. Jak mówię - nie dziwimy się temu, bo obaj aktorzy są pedantami punktualności i przestrzegają ustalonego porządku.
Shah Rukh przygnał właśnie z Film City. Dla niego to historyczna chwila – spotkanie twarzą w twarz z supergwiazdorem, który, jak otwarcie przyznaje, zainspirował wiele znaczących momentów w jego własnych rolach. Aż się pali do zadawania pytań Big B. A kiedy drażnimy się z nim, pytając, „Hej, Shah Rukh, wygląda jakbyś był pod wrażeniem tego faceta?”, śmieje się tylko, „Doprawdy?”
Kiedy zaczyna się rozmowa z Amitabhem Bachchanem przy stole z szklanym blatem w małym saloniku, szybko chwyta wiatr w żagle, często atakując seniora jednozdaniowymi sondującymi żarcikami. Nie musimy niczego podsuwać, kierować żadnym z nich, krążą między nimi ciepłe fale sympatii.
Bachchan upewnia się, że Shah Rukh ma wszystko, czego potrzebuje. Na stole stoi herbata, zimne drinki i srebrna taca pełna przekąsek „Czy może coś mocniejszego?” dopytuje się eufemistycznie gwiazda – senior, na co otrzymuje uprzejmą odpowiedź, „Dziękuję, ale pracuję jeszcze dziś wieczorem.”
Bachchan, świeżo po powrocie z jednego ze swoich wypadów do USA, jest w świetnym humorze. Nie jest entuzjastą sesji fotograficznych, ale wygłupia się, kiedy fotograf szykuje utensylia oświetleniowe. Później zmiana garderoby, duet pojawia się w modnie skrojonych marynarkach i schludnie zawiązanych krawatach. „Teraz każdy rozbiera się, żeby być na okładce, a wy zapinacie nas po szyję.” docina nam Amitabh  Bachchan.
Ewolucja nastroju od niezbędnego formalnego otwarcia do najzupełniej zwyczajnego, przychodzi naszym gwiazdom w sposób naturalny. Abhishek Bachchan z sympatią przygląda się tacie, a Gauri sprawdza strój i dodatki Shah Rukha z nadzwyczajną uwagą i troską właściwą jedynie dla mere apne.
Filmfare włącza dyktafon, żeby nagrać kumulację pomiędzy Bachchanem i Khanem. Nie traćmy więc czasu, przejdźmy do ich dialogu:

Shah Rukh Khan: Czy planuje pan w tej chwili udział w jakimś filmie?
Amitabh Bachchan: Nie, nie w tej chwili. Jestem w branży już od 23 lat, przestałem występować 5 lat temu. Od prawie trzech lat nie stałem przed kamerą.
SRK: Mówi się, że podpisał pan kontrakt na film w reżyserii Maniego Ratnama.
AB: To tylko plotka, nie ma w tym grama prawdy. Spekulacje zaczęły się prawdopodobnie od tego, że moja firma dystrybucyjna negocjuje zakup praw do nowego filmu Maniego, „Bombay”.
SRK: Jednak relacja zawierała wiele szczegółów dotyczących pańskiego planowanego powrotu.
AB: Musieli w jakiś sposób uzasadnić raport. Nie wiem jak i skąd znalazł się on w prasie.
SRK: Tęskni pan za aktorstwem?
AB: Nie. Czasami nawet myślę, że nie byłbym już w stanie grać. Nie mogę na pewno grać tak, jak przed przerwą, nie ma już powrotu do dawnej formy. No i wiek gra dużą rolę. Szczerze mówiąc, nie widzę się już na planie zdjęciowym, dopóki w naszym sposobie kręcenia filmów nie nastąpią znaczące zmiany. A mam nadzieję, że one nastąpią, bo są niezbędne wobec rozwoju, ewolucji kinematografii.
SRK: Ten rozwój mógłby się zacząć właśnie od pana.
AB: Nie, to publiczność ustala zasady i wymusza zmiany. Ta rewolucja musi wyjść od ludzi, od tego, czego chcą, co chcą oglądać. Dopóki to się nie stanie, żaden z nas nie może niczego zrobić. To nie my decydujemy o kręceniu czy ujęciach.
SRK: Czy sami filmowcy mogą spowodować takie zmiany?
AB: To także nie wydaje się możliwe. Eksperymentowaliśmy w przypadku „Main Azad Hoon”. Choć temat był niekonwencjonalny i aktualny, film zrobił klapę. Publiczność nie zaakceptowała mojego samobójstwa na końcu. Wynikało ono konsekwentnie ze scenariusza. Ale kiedy widzowie uważają, że masz nadludzkie cechy, samobójstwo jest dla nich jakimś tchórzostwem, ucieczką. Dla nich odebranie sobie życia jest czymś negatywnym.
Shah Rukh, wiesz, ze krytycy zawsze chcieli zmian, ale nigdy nie precyzowali, co konkretnie chcą zmienić.
SRK: Może nie należy tracić do czegoś serca, czy zawracać, tylko dlatego, ze jeden film zrobił klapę.
AB: Zastosowanie się do tej sugestii jest raczej niepraktyczne. Pieniądze zainwestowane w projekt muszą się zwrócić.
SRK: Ale weźmy na przykład Harrisona Forda, on nie jest typowym herosem. Jego „Stan zagrożenia” czy „Ścigany” były odmienne od zwykłych filmów hollywoodzkich. Wydawał się bardzo ludzki w rolach bohaterskich, nie grał w kółko Indiany Jonesa. A jednak wciąż jest uważany za jednego z głównych aktorów amerykańskich... jego kariera trwa już od dawna.
AB: To się udaje niewielu aktorom. Co więcej, naszych filmów nie możesz porównywać z hollywoodzkimi. Przede wszystkim poziom analfabetyzmu jest tam kolosalnie niższy; tutaj tylko elita miejska identyfikuje się z filmami zagranicznymi... właściwie byłoby interesujące sprawdzenie, jak kanał filmowy STAR oglądany jest na wsiach i w małych miasteczkach – kto wie, z napisami w hindi, może radził by sobie dobrze. Zdubbingowana wersja „Parku jurajskiego” miała dużą oglądalność...wiem też, że „Speed” miał premierę w hindi. Kto wie, może kiedyś takie filmy sprawią, że aktorzy nie będą już potrzebni.
SRK: Kiedy był pan w pełni zadowolony jako aktor? Którą ze swych ról uważa pan za najbardziej udaną?
AB: Wciąż czekam na chwilę, w której powiem, że właśnie to była moja najlepsza rola. Na tyle, na ile się orientuję, w mojej karierze były trzy etapy – najpierw filmy Hrishikesha Mukherjee, potem filmy napisane przez Salima-Sulejmana a także te w reżyserii Manmohana Desai i Prakasha Mehry, a w końcu te kręcone z młodszymi reżyserami, jak Tinu Anand czy Mukul Anand.
SRK: Czy pracując nad „Sholay” miał pan poczucie, że to będzie tak nieprawdopodobny hit?
AB: Nie, ani trochę. Właściwie to było fascynujące, obserwowanie, jak film podoba się ludziom coraz bardziej i bardziej. Z perspektywy czasu już nie czuje się, że w scenariuszu było sporo błędów...w przeciwieństwie do „Deewar”, który miał bezbłędny scenariusz. Nawet, gdyby z „Deewar” usunąć piosenki, nie miałoby to żadnego znaczenia dla jego siły rażenia. Ale pan Gulshan Rai, który był producentem, nalegał bardzo na numery taneczne i inne piosenki. Wyobraź sobie, musiałem wykonać „Kaala Patthar”, choć to wcale nie było potrzebne dla budowania mojej postaci.
SRK: Moja rola w „Baazigar” była inspirowana pańskimi z „Parwana” i „Deewar”. Ostatnio nawet scenarzysta pokazał mi oryginalny scenariusz „Parwana” i zapytał, czy zagrałbym pańską rolę (śmiech). Postawiłem sobie za cel obejrzenie wszystkich filmów, w których grał pan role negatywne, zanim zacząłem kręcić „Baazigar”... Moje pytanie brzmi – co skłoniło pana do wystąpienia w „Parwana”?
AB: Mój żołądek. Musiałem zarobić na życie i jedzenie, potrzebowałem pracy, a tę rolę mi zaoferowano. To była wtedy jedyna ekscytująca część pracy. Radość z otrzymania kontraktu była nie do opisania. Przyjmowałem każdą ofertę bez zastanowienia – „Anand”, „Reshma Aur Shera”, „Parwana”, Gehri Chaal”. A za każdym razem, kiedy film odnosił sukces, radzono mi trzymać się wizerunku. Po premierze „Ananda” ostrzeżono mnie, żebym nigdy przenigdy nie zrezygnował z dhoti. Po „Parwana”, mówiono, że jestem doskonałym czarnym charakterem. Muszę więc powiedzieć, że podjąłeś mądrą decyzję, kręcąc „Baazigar” i „Darr”.
SRK: Przyjąłby pan rolę w rodzaju „Baazigara”?
AB: Gdyby zaoferowano mi „Baazigara” na początku lat 80, byłbym raczej ostrożny. Wszystkie moje role negatywne... jak ta w „Deewar”... były w ostatecznym rozrachunku jakoś usprawiedliwione. Plus, w moich filmach mało było bezpośredniego mordobicia, przemoc była raczej sugerowana niż pokazywana. Kiedy zacząłem grywać role pierwszoplanowe, nie do pomyślenia było nawet spróbowanie zagrania czegoś niecodziennego. W tym sensie, to co osiągnęli Shatrughan Sinha i Vinod Khanna jest godne podziwu; przeszli od ról czarnych charakterów do ról bohaterów właściwie bez wysiłku.
SRK: Co do pana głosu, jak to się stało, że poproszono pana o zagranie niemego w „Reshma Aur Shera”?
AB: To, że zagram niemego, było decyzją chwili. Po prostu czuliśmy, że mój bohater musi budzić więcej współczucia.
SRK: Czy to prawda, że radio All India odrzuciło pana kandydaturę, kiedy starał się pan o posadę spikera?
AB: (śmiech) O rany, to było tak dawno. Masz rację. Byłem na przesłuchaniach do czytania wiadomości angielskich i hindi. Powiedziano mi, żebym przyszedł pół roku później i znowu mnie odrzucono. Czułem się całkowicie zdruzgotany. Do tego zajęcia było wielu znacznie lepiej wykwalifikowanych kandydatów, chyba nie sprostałem konkurencji.
SRK: Jak pan ocenia mój sposób mówienia dialogów?
AB: Dobre, bardzo dobre.
SRK: (Wydaje okrzyk). Tak jest, pański werdykt jest ostateczny. Nikt mnie więcej nie skrytykuje! Okay? Dobrze? A teraz proszę mi powiedzieć, czy w czasie, kiedy był pan jeszcze zabiegającym o role aktorem – czy doświadczył pan upokorzeń, czegoś, co zraniło pańskie aktorskie lub osobiste ego?
AB: Sądzę, że wiele zależy od osobistej konstrukcji psychicznej w momencie, kiedy wkracza się w świat przemysłu filmowego. Jeśli ktoś nastawi się na przetrwanie, może znieść każde upokorzenie. Kiedy szło mi jak po grudzie, czułem się sfrustrowany. Chwała Bogu, takie etapy szybko mijały.
SRK: Mówi się, że Tarachan Barjatya powiedział panu, że nie ma pan tego czegoś, co jest potrzebne w tym zawodzie
AB: Tak, radził mi, żebym poszedł w ślady ojca i został poetą.
SRK: Ale wtedy zagrał pan w „Saudagar” Rajshri'ego.
AB: Znowu był to wybór czysto ekonomiczny. Zaproponowano mi rolę, ja potrzebowałem pracy, więc ją przyjąłem.
SRK: Był pan w kurcie, kiedy zobaczyłem pana po raz pierwszy. Staliśmy naprzeciwko domu pana Mehmooda w Bangalore, gdzie kręcił pan „Bombay to Goa”. Tłoczyliśmy się wokół pana, a pan miał przy sobie cukierki Parle, żeby rozdawać je nam, dzieciakom. Był tam też pewien gentleman, istny dyrektor generalny. Miałem czasami wrażenie, że to na nim wzorował pan swój sposób mówienia i chodzenia.
AB: ( Skonfudowany) Pamiętam, że kręciliśmy w Bangalore „Bombay To Goa”. Ale w ogóle nie pamiętam gentlemana, którego opisałeś.
SRK: Co pan sądzi o aktorach nowego pokolenia?
AB: Jestem pod ich wielkim wrażeniem. Każdy z was wydaje się być tak świetnie przygotowany do zawodu już od pierwszego filmu. Publiczność dla nas była bardzo tolerancyjna, przymykali oko na nasze słabsze strony, dawali czas na doskonalenie aktorstwa. Dzisiejsi młodzi muszą trafić do kosza za pierwszym razem, inaczej odsyła się ich na ławkę rezerwowych. Wszechstronność i żywiołowość, jaką maja dzisiejsi aktorzy, jest niezwykła. A ja do dziś jestem odrętwiały z przerażenia, kiedy mam robić numer taneczny i śpiewany.
SRK (uśmiecha się) Ale wcześniej oglądaliśmy pańskie filmy. Kiedy mieliśmy zagrać w filmie romantycznym, myśleliśmy o Rajeshu Khannie, kiedy w tragedii i dramacie, o Dilipie Kumarze, a kiedy w filmie akcji – to był Amitabh Bachchan.
Dziewięćdziesiąt procent dzisiejszych bohaterów chce być jak Amitabh Bachchan. Jeśli mam zagrać pijanego, przychodzi mi na myśl tylko Amitabh Bachchan. Żaden z nas nie robi niczego rewolucyjnego, bo pan robił już to przed nami.
AB: (rumieni się). Puchnę z dumy słysząc to.
SRK: Jak pan zagrał tak przekonująco te wszystkie pijackie sceny? Czy pan często pije?
AB: Nie, już nie. Ale był czas, że z przyjaciółmi bawiliśmy się w Kalkucie co wieczór. Upijaliśmy się do nieprzytomności, wielu innych też świetnie się bawiło na Park Street i w Chowringhee. Być może wspomnienia z tamtych czasów i z tego jak imprezowaliśmy my i inni, jakoś pozostały w mojej głowie. To trochę jak być na pogrzebie, na którym nie znasz nikogo... mimowolnie wrzucony w przebieg wydarzeń. Obserwujesz jak wdowa i krewni zachowują się w obliczu straty.
SRK: Czy pan płacze? Czy kiedykolwiek obserwował pan w lustrze siebie płaczącego?
AB: Płaczę, tak. Dość łatwo. Ale nigdy nie stałem przed lustrem, żeby analizować mój wyraz twarzy. Łzy przychodzą mi w sposób naturalny.
SRK: Czy mogę zapytać, które z moich filmów się panu podobały?
AB: Och, wszystkie twoje filmy, zwłaszcza „Darr” i „Baazigar”. Bardzo podoba mi się twoja prezencja, obecność, ciągłość ekspresji. To niezwykle trudne, zachować to samo spojrzenie i mówić kwestie w ten sam sposób, kiedy praca nad filmem przeciąga się do dwóch lat.
SRK: Czy jest rola, którą chciałby pan dostać? Na przykład taka, jak, powiedzmy, Motilala, czy Dilipa Kumara w „Devdasie”, „Ganga Jamuna” czy „Mughal-e-Azam”?
AB: Nie chciałbym być zbyt zuchwały. Trudno jest obsadzić siebie samego w roli, która już znalazła swój ekranowy kształt. Role zmieniają się z upływem czasu. „Deewar” w 1975 roku był wielkim filmem, ale może nie być nic wart w 1995. Obraz naszego życia się zmienia. Zmienia się to, jak reagujemy na różne sytuacje. Tak jak życie, kino także zmienia się o wiele szybciej niż kiedyś. Swoją drogą, kiedy o tym pomyśleć – ciekawe, ile montażowych cięć było w „Deewar”, a ile w „Baazigarze”.
SRK: Co według pana było decydującym czynnikiem pańskiego gwiazdorstwa? Pańskie oczy, pański głos, pańska osobowość? Co obiektywnie mógłby pan wskazać?
AB: Nie miałem nic wspólnego z sukcesem swoich filmów, nie zrobiłem nic szczególnego. Byłem wyjątkowy tylko jako kreacja Salim-Javeda. Ich scenariusze miały w sobie powiew świeżości potrzebny w danej chwili. Warunki, środowisko były sprzyjające dla stworzenia nowego rodzaju bohatera – bohatera, który zbuntuje się przeciwko systemowi. Ile razy ktoś chwytał za maczetę, to się sprawdzało. Vijay pasował to tych warunków. Ludzie byli w rewolucyjnych nastrojach. Każdy aktor grający podobne role odniósłby sukces.
Można powiedzieć, ze pracowałem też z Manmohanem Desai i Prakashem Mehrą i Salim-Javed nie napisali wszystkich scenariuszów. Ale co z tego? Do tego czasu stworzono już określoną tożsamość. Inne role były tylko rozwinięciem tego, co już zostało stworzone – i na przykład następnym krokiem w komedii był „Amar Akbar Anthony”, „Namak Halaal” czy „Sharaabi”.
SRK Czy należy pan do aktorów ciężko pracujących?
AB: Tak, tak mi się wydaje.
SRK: Mówi się, że dzisiejsze gwiazdy płoną bardzo krótko... że szybko się wypalają.
AB: Absolutnie się z tym nie zgadzam. Jak ktokolwiek może ocenić wpływ, czy siłę przetrwania jakiegokolwiek aktora? Wcześniej nie było kaset video, kablówki, czegokolwiek. Było tylko kino. Jeśli ludzie wciąż interesują się mną, mogę być za to wdzięczny tylko telewizji i telewizji kablowej, które wciąż pokazują moje filmy i w pewien sposób podtrzymują moje ekranowe życie. Jestem ciągle znany, choć nie grałem od lat. Nie widzę powodów, dla których ludzie wciąż obdarzają mnie miłością i uznaniem. To wykracza poza racje logiczne. Jestem tutaj tylko dzięki możliwościom, jakie dają media elektroniczne. Aktorzy nie wypalają się teraz do cna. Są oglądani przez większą ilość osób w krótszym czasie. O co więc chodzi do licha! W tej chwili o wiele więcej ludzi słyszało w ogóle o kinie indyjskim, niż za moich czasów.
Widz może teraz zmaterializować sobie aktora w swoim salonie naciskając po prostu przycisk. Jeśli cię nie lubi, przewinie cię, jeśli cię lubi, może cię oglądać w zwolnionych obrotach. Może zabrać aktora ze sobą do łazienki, do sypialni, gdzie tylko ma ochotę. Prawdziwy test dla współczesnych aktorów będzie miał miejsce za jakieś 10 lat. To wtedy wasze „Baazigary” i „Darry” będą wyświetlane w telewizji, w kablówce i na video. Chciałbym bardzo wiedzieć, jak wtedy poradzi sobie „Deewar” i „Sharaabi”... Kanały telewizji satelitarnej będą utrzymywać twoją pracę przy życiu. To będzie świetne! Nie ma więc mowy, że twoje pokolenie wypali się za wcześnie.
SRK: Jak pan radzi sobie z atmosferą uwielbieniem? Jak udaje się panu pozostać normalnym?
AB: Nie uważasz mnie za normalnego?
SRK: Czuję, że z pewnością półboski status gwiazd zmalał z powodu technologii. Kiedyś bilety na film rezerwowano z wyprzedzeniem 25 tygodniowym teraz to całkiem inna zabawa. Ale kiedy mam mówić o publicznym uwielbieniu, w stosunku do moich rówieśników, to nie ma wielkiej różnicy w tym, jak ludzie zwracają się do Salmana Khana, Ajaya Devgana czy mnie. Ale jest radykalna różnica w tym jak reagują choćby już na Anila Kapoora, a na pewno na pana i w końcu na pana Dilipa. Wie pan, jak wiele w tym szacunku i respektu.
AB: Ma to związek z naszym etosem społecznym. Okazujemy szacunek naszym seniorom. Wiele naszego szacunku bierze się z faktu bycia seniorami.
SRK: Czy kiedy pan kręci, wielu gapiów wrzeszczy, „Hej. Amit! Co tam u ciebie, w porządku?”
AB: Oczywiście. Robią to nawet dziś. Kiedy mój samochód zatrzymuje się na światłach, podchodzą i mówią, „Co tam, Don, jak tam Anthony, bracie, dokąd jedziesz?”
SRK: Często jest tak, że ludzie podchodzą, a ja zaczynam z nimi rozmawiać, myśląc, że ich znam. Potem dopiero zdaję sobie sprawę, że nie mam pojęcia, kim są. A kiedy widzę, jak na plan przychodzi Anil Kapoor, czy nawet Sunny Deol... ludzie zachowują dystans, a mnie najchętniej klepaliby po ramieniu.
AB: Poczekaj, będą i w stosunku do ciebie zachowywać dystans. Mnie też się to przydarzyło. Lata lecą, a wielu czuje, „To jest starszy wiekiem aktor, należy okazać mu trochę szacunku”
SRK: Okey. Czy miał pan jakiś specjalny sposób na pracę nad swoimi postaciami? Ja zauważam, że staję się w jakiś sposób uzależniony od intensywnej pracy. Jestem pewien, że miał pan ten sam problem robiąc sześć – siedem filmów równocześnie. Tak się dzieje, kiedy aktor czuje, że jest na fali i za wszelką cenę pracuje nad swoimi rolami.
AB: Kiedy adrenalina zaczyna cię napędzać, działa przez długi czas. Kiedy patrzę wstecz uświadamiam sobie, że jeśli nie pracuje się pod presją, to efekt ostateczny może ucierpieć. Kiedy jesteś rozpędzony, masz dużo zaraźliwej energii. Twoja kreatywność osiąga wyżyny. Jeśli pozwolisz się uśpić, jak ja zrobiłem, będzie ci trudno wrócić.
SRK: Czy może się tak zdarzyć, że pewnej pięknej nocy zechce pan nagle wrócić do pracy, a następnego ranka będzie już w studiu?
AB: Sądząc według mojego nastroju, nie zanosi się na to w tej chwili. Ale się nie zarzekam, Będę kiedyś znowu chciał być w ruchu. Kiedy już wrócisz do głównego nurtu, to wprost niewiarygodne, że potrafisz rano wykonywać sekwencje taneczne, po południu scenę śmierci, a nocą intensywną scenę emocjonalną. Jak to się dzieje? Zachodni aktorzy nie byliby do tego zdolni. Uważam, że aktorzy indyjscy robią fenomenalną robotę.
SRK: Czy jest jakaś wskazówka, jakaś rada, którą chciałby pan przekazać aktorom mojego pokolenia?
AB: Jestem pod wrażeniem młodego pokolenia, które przychodzi na plan z wyuczoną lekcją i odrobionym zadaniem domowym. Nawet zwykły gest ręki jest opracowany. To świadczy o profesjonalizmie waszej generacji. Jestem też pod wrażeniem tego, jak wy, młodzi, reagujecie na dialog, który macie powiedzieć, czy którego słuchacie. Musicie zareagować, jakbyście słyszeli go po raz pierwszy w życiu. Wspaniała robota. Mogę bez wahania powiedzieć, że wielu aktorów z mojej generacji ciągle nie osiągnęło tego stopnia umiejętności.
SRK: A więc żadnych rad?
AB: Chętnie usłyszałbym jakieś od ciebie.
SRK: Proszę grać! Co pan sądzi o mediach?
AB: Od 15 lat nie mam z nimi do czynienia.
SRK: Czy chciał pan kiedyś walnąć dziennikarza?
AB: Nie.
SRK: A czy chciał pan kiedyś zrzucić dziennikarkę z balkonu?
AB: Ha Ha! Nie, nigdy.
SRK: Może z pierwszego piętra?
AB: Jestem dość beztroski jak chodzi o te sprawy. Nie poniżyłbym się żeby robić takie rzeczy. Byłoby to zresztą wbrew mojemu temperamentowi.
SRK: Co pan powie o włażeniu z butami w czyjąś prywatność?
AB: To jest tak. Dopóki chodzę ulicą i o tym się pisze czy mówi, nie mogę z tym nic zrobić. Jeśli jednak dziennikarz chce wiedzieć, co się dzieje w moim domu, to jest to zdecydowanie naruszenie mojej prywatności. Przeciwko temu będę protestował.
SRK: Uważa się, że nie będzie już drugiego Shammiego Kapoora, Rajesha Khanny czy Amitabha Bachchana. Jak pan sądzi, czy którykolwiek ze współczesnych aktorów osiągnie ten stopień super gwiazdorstwa? A jeśli tak, jak pan to przyjmie?
AB: Zaakceptuję to. To znaczy – to się stanie na pewno. Był czas Shammiego, on był wtedy niewiarygodnie wielki. Była wokół niego jakaś niezwykła aura. Rajesh Khanna wywołał wśród widowni nowy, niewiarygodny stopień ekscytacji. Każdy czuł się wręcz zaborczy w stosunku do niego. Myślę, że trudno będzie osiągnąć ten sam poziom wielkości. Shah Rukh, mam nadzieję, że oni kupią ciebie i staniesz się dla ludzi równie drogi. Kiedyś była w tym jakaś mistyka... nie wiem nawet jak to nazwać. To były niewiarygodne czasy. Ciekawe byłoby zbadanie, co się wtedy wydarzyło. Nigdy nie byłem w stanie tego pojąć.
Najbliżej wyjaśnienia tego fenomenu będzie chyba to, że każdy przeciętny Indus wychowuje się na naszych epopejach – Mahabharacie i Ramajanie. Większość filmowych postaci ma swoje korzenie w tych epopejach, prawie w każdym filmie jest element mitologii... także struktura opowieści jest epicka. Jest doby i zły i jest żona, która ma być porwana. I jest potwór, który ją napastuje. Następuje walka. Gdzieś głęboko w naszej psychice jest to ostateczny i jedyny model narracji. Każda inna struktura lub opowieść, która będzie uwzględniała nasz postęp technologiczny, nie przyjmie się tak łatwo. Jednak mam nadzieję, że nie będzie to trwało wiecznie. Chciałbym doczekać zmian. Pytałem kiedyś mojego ojca, co ludzi tak ekscytuje, co przyciąga ich do kina. Powiedział, że kino daje poetycką sprawiedliwość w ciągu trzech godzin. W realnym życiu możesz się jej nigdy nie doczekać. Ale gość na ekranie po prostu wstaje i zdobywa ją w ciągu trzech godzin. Pozbywa się wszelkich naszych frustracji i zdobywa to, czego chce....
Widzimy to na ekranie w powiększonej wersji. Ludzie gromadzą się przed bramą codziennie, żeby mnie zobaczyć, obdarzają mnie swoim uwielbieniem. Nie znają nas nie wiedzą, jacy jesteśmy. Gdyby nas znali, pewnie by nas odrzucili.
SRK: Kiedy poszedłem na mahurat (pierwszy uroczysty klaps nowego filmu – przypisek tłumacza) filmu „Shikhar”, ochroniarz zatrzymał mnie przed wejściem. Powiedziałem, „Słuchaj, gram w tym filmie, muszę wejść”. Nie miałem identyfikatora. Wiec on odrzekł, „Takich cwaniaczków ta ja już wielu widziałem.” Na co wszedł inny, który mnie rozpoznał i powiedział, „Arre, czemu go zatrzymujesz?” A strażnik na to, „Panie kochany, jaką taką osobowość aktorską przydałoby się jednak mieć, prawda?” (Bachchan wybucha śmiechem). Wielu ludzi podchodzi do mnie i mówi, „W filmie wyglądałeś na takiego przystojnego, ale...” I nie kończą zdania.
AB: Powiedz, czemu nie przyjechałeś świętować z nami Holi?
SRK: Byłem w Kulu-Manali, na planie filmu Subhasha Ghai. Mieliśmy straszne problemy w czasie Holi. Nie mogliśmy filmować, musieliśmy wynieść się do samochodów.
AB: Holi w Rajastanie jest najagresywniejsze. (do Gauri) Podobałoby się pani, bo podczas Holi kobiety maja szansę obrzucić swoich mężów i innych mężczyzn najwymyślniejszymi wyzwiskami. Kobiety nawet biją mężczyzn. Obwiązują się ciasno ubraniami, moczą je i atakują mężczyzn. A mężczyźni siedzą i nie oddają. I Boże, te wyzwiska... nie słyszałem takich w całym swoim życiu. ..
SRK: Czy rozważał pan kiedyś zajęcie się reżyserią?
AB: Nie znam nawet podstaw reżyserii. Nie umiem też grać. Robię, co każe mi reżyser.
SRK: Nakręcił pan tak wiele filmów z ludźmi, którzy nic nie wiedzieli o reżyserii.
AB: Nie, nie, bracie, co też ty opowiadasz!”

Przerwa... Pijemy coś zimnego. Shah Rukh zaciąga się kolejnym papierosem... „Mam nadzieję, że nie ma pan nic przeciwko”, mówi, wskazując na chwasty. Amitabh Bachchan przyjaźnie kiwa głową. „Oczywiście. Nie przejmuj się.”
Wracamy do rozmowy zastanawiając się, kogo dziś Bachchan widziałby w remake'u „Sholay.” Na co on reaguje zaczepnym,

AB: Ale po co? Coś nie tak z nami, starymi?
SRK: Właściwie było już kilka remake'ów. Ha! „Wie pan, Karan Arjun uważany jest za remake.. z przymieszką „Karz”...
AB: To Rakesha Roshana?
SRK: Tak. Słyszałem, że interesował się pan teatrem
AB: Tak, ale nie zawodowo. Ale ty byłeś w National School of Drama, prawda?
SRK: Nie, byłem w TAG (Theatre Action Group). Pracowali z nami aktorzy z National School, jak Raghuvir Yadav. Byłem w TAG przez pięć lat, graliśmy głównie sztuki w języku angielskim. Niektóre reżyserował Barry John, on jest znakomity.
AB: Uh-uh. Ja też grałem w angielskim teatrze amatorskim.
SRK: Nie brakuje panu teatru?
AB: Chciałbym grać na scenie. To na pewno byłoby bardziej satysfakcjonujące. Ale teraz nie mam na to czasu.
Filmfare: (wtrącamy się) Shah Rukh miał szanse grać u Maniego Kaula, Ketana Mehty, Kundana Shaha i blah blah blah...
SRK: Podoba mi się zwłaszcza to blah blah blah, powtórzę im
FF: Ale to było dobre blah blah blah... (do Bachchana) czy nie wydaje się panu czasami, że pominął pan pewną bardzo ważną formę kinematografii?
AB: Tak, tak jest rzeczywiście. Żałuję tego. Shah Rukh miał wielkie szczęście, że mógł grać w takim rodzaju kina.
FF: Czy pan ma coś przeciwko takim filmom? Czy zagrałby pan w jakimś?
AB: Trudno mi powiedzieć. Teraz jest już za późno. Gdyby mieli jakieś pomysły na mnie, chętnie ich wysłucham.
FF: Czemu nie doszedł do skutku „Quartoos” Ketana Mehty?
AB: Tak, „Qartoos” jest w fazie projektu. Nie wiem, dlaczego. Chyba jest na etapie, kiedy nie jest pewne zaplecze ekonomiczne tego projektu. Nie wiadomo, czy dojdzie do premiery. Nie chciałbym, żeby podzielił los „Main Azaad Hoon.”
SRK: „Qartoos” to kosztowne przedsięwzięcie.
AB: Owszem. Ale jakoś tak się stało, ze sprzedawalni aktorzy są doszczętnie wyeksploatowani przez dystrybutorów - pośredników. Tego powinno się unikać. Nikt nie jest tak mądry i zaradny, jak dawniej był Tarachand Barjatya. Kontrolował on całą sieć kin. Przy takim rodzaju kina każda premiera musi być bardzo przemyślana, nadzorowana przez jej producenta. Tylko on wie, jak powinno się wypuszczać film na rynek. Inni będą go eksploatować, bo są zainteresowani wyciśnięciem z niego największej gotówki.
FF: Shah Rukh, czy kiedykolwiek byłeś rozczarowany jakimś występem pana Amitabha Bachchana?
SRK: Tak, rolą w „Nastik”. Zawsze wolałem te wcześniejsze.
AB:„Nastik” nie dawał wiele pola do popisu... nie było nim nic, czego nie grałbym już wcześniej.
SRK: Nawet w pańskich wcześniejszych filmach jak powiedzmy, w „Zanjeer”, był zawsze element tego, że pan pokonuje innych.
AB: (przerywa) Muszę to powiedzieć: żaden aktor nie wzniesie się ponad scenariusz. Możesz zagrać tylko to, co ci w nim zapisano.
SRK: Czyli nie może też przypisywać sobie zasługi za sukces filmu?
AB: Nie powinien. Nad czym ekscytującym teraz pracujesz?
SRK: „Ram Jaane” w reżyserii Rajiva Mehry. To remake, nie pamiętam, jakiego filmu, ale bardzo interesujący. To o gościu, który wierzy w ishtyle („styl”- przypisek tłumacza), jest płatnym mordercą mafii . Na końcu go wieszają, ale umiera z ishtyle. W filmie są też dzieciaki To jest nasza idea dzieci kochających Amitabha Bachchana. On ma na nie zły wpływ, ale dzieciaki kochają go, bo kya ashtyle hai! („ale on ma styl!”). Anil Kapoor grał wiele razy takiego ulicznika, ale ten gość jest bardziej stylowy. Dzieciaki lubią MTV, więc on jest trochę bardziej zachodni, nowocześniejszy. Noszę czerwone buty i te sprawy.
Następnie jest film Sashinaala Naira, który ma dużo efektów specjalnych. I „Shikhar” Subhasha Ghai oraz „Tevar” Yasha Chopry, choć tytuł nie jest do końca ustalony.
AB: Praca z Yashemji to wielka zabawa.
SRK Nazywam go Panditji (kapłan). Nakręciłem u niego mój najtrudniejszy film - „Darr”. Bardzo trudny fizycznie. W żadnym innym filmie nie byłem aż tak bardzo bity. Sam nie wiem, jak dałem radę. Kiedy zobaczyłem gotowy film, pomyślałem, „Rany, jak ja to zrobiłem?”
AB: Nakręciliśmy 90 procent „Kabhie Kabhie” za jednym podejściem. To było jak wielki piknik w Kaszmirze.
SRK: Nakręciliśmy „Darr” w 33 dni. .. Myślę, ze Yashji lubi atmosferę Delhi – shaadyian, wszyscy siedzą, gadają, grają w karty do późnej nocy. (nagle) Jak wielką inspiracja był dla pana Dilip Kumar?
AB: Bardzo wielką. Kiedy zaczynasz oglądać filmy jako dziecko, ustalasz sobie wtedy swoje priorytety, to, co ma na ciebie wpływ, co odpowiada ci w sensie estetycznym. W co się będziesz ubierał, w czym ci jest do twarzy...
Dilipsaab podobał mi się od pierwszej minuty, w której go zobaczyłem. Pod wieloma względami to on jest odpowiedzialny za zrewolucjonizowanie koncepcji aktorstwa. I ma wciąż tę cechę, że jest żywy w ludzkiej pamięci, ma to, o czym mówiliśmy, a co jest bardzo ważne. Wcześniej aktorzy po prostu recytowali swoje kwestie na dany znak. A przecież ważne jest, żeby sobie uświadomić, że nie mówimy tak w codziennym życiu. Ty coś do mnie mówisz, to do mnie dociera, przyjmuję to do wiadomości, zastanawiam się dopiero ci odpowiadam. To on wprowadził pauzy, wymowne momenty ciszy pomiędzy wypowiedziami.
SRK: A jaki jest pański wkład?
AB: Żaden, naprawdę żaden.
SRK: Czemu pan tak usuwa się w cień?
AB: Ależ nie, nie. Czy ktoś może mi powiedzieć, jaki był mój wkład w aktorstwo? Nie można wskazać niczego, czego nie było już wcześniej. Nie sądź po postaciach lub środowisku, to one najczęściej decydują o nośności postaci, które grywałem. „Amar Akbar Anthony” miał kompletnie nierealny scenariusz. „Sharaabi” miał świeży koncept... nie było jednej pijackiej sceny, ten gość chodził non stop pijany, od początku do końca. Kompozycje Mukula Ananda są przepiękne, tak samo dialogi Salima-Javeda, póki tworzyli wspólnie. Aktor powinien podawać kwestie z tą samą intensywnością, z jaką zostały napisane. Jeśli o tym pamięta, film odniesie sukces.
Mehmoodbhai jest aktorem, którego nie ceni się tak, jak on na to zasługuje. Był niewiarygodny! Chciałbym, żeby ludzie więcej uwagi poświęcili jego kunsztowi, zamiast pękać ze śmiechu na komediach z jego udziałem. Ktoś powinien przeanalizować jego role. To byłoby naprawdę interesujące. Jego umiejętność relaksowania się w obecności kamery była niewiarygodna.
SRK: Co byłoby, gdyby i Dev Anand i Raj Kumar przyjęli role w „Zanjeer”? Czy byłby to ten sam film?
AB: Nie wiemy, trudno zgadnąć.
FF: Jaki jest wpływ aktora na film?
AB: Jedynym wkładem aktora w film jest utworzenie pewnej tożsamości w umysłach widzów. Widzom podoba się to, co Shah Rukh stworzył w filmach takich jak „Baazigar” i „Darr”. Gdyby role te nie były wymyślone i napisane tak, jak zostały wymyślone i napisane, prawdopodobnie byłoby trudno wykreować tę tożsamość.
SRK: Czasami trzeba dodać coś własnego do scenariusza filmowego, dodać jakiś własny rys, jakiś niuans. Jestem pewien, że co najmniej kilka opowieści pisano specjalnie z myślą o panu.
AB: Jeśli tak byłoby rzeczywiście, musiałbym to zdyskredytować jako działanie nie fair. Tak nie powinno się dziać.
SRK: Jak pan tłumaczy sobie fakt, że został pan doceniony nawet w filmach jak „Kabhie Kabhie”?
AB: W „Kabhie Kabhie” zostałem doceniony, bo do tamtej pory publiczność znała mnie z ról z zupełnie drugiego bieguna. Szczególnie w jednym roku, chyba 1978, miałem następujące po sobie premiery - „Muqaddar Ka Sikandar”, „Amar Akbar Anthony”, „Trishul”, „Kasme Vaade”. Nie planowaliśmy wypuszczać ich jeden po drugim, tak po prostu wypadło. I wszystkie odniosły sukces. Być może publiczności taka dawka oszołomienia uderzyła do głowy. Stwierdzili, tak, to jest dobre, to też jest dobre i tamto też. Dając cały wachlarz filmów, zostałem doceniony.
SRK: Czyli miał pan szczęście?
AB: Miałem szczęście. Dziś wiem, ze mogę poeksperymentować. Mogę zagrać rolę kompletnie negatywną, mordercę czy dusiciela z Bostonu. Teraz to byłby krok rewolucyjny, byłoby interesujące obserwować, jak reaguje publiczność. I należałoby pilnie obserwować żywotność takiego projektu w kinach. Waham się, bo wykonanie takiego zwrotu, kompletnego odwrócenia wizerunku, wydaje się  prawie niemożliwe. Shah Rukh, do tej pory ludzie jeszcze nie zdążyli włożyć cię w szufladkę. Masz szczęście, możesz eksperymentować, trochę się tym bawić.
Mam nadzieję, że nie mam racji, ale uważam, że żeby docenić prawdziwą kreację aktorską, ludzie muszą być bardziej wykształceni. Ty nie możesz kierować się tym, co ja reprezentowałem w filmie, lub co znaczyłem dla mas. John Wayne nigdy w ciągu całej kariery nie zsiadł z konia i jest uważany za największego bohatera amerykańskiego. Na Boga, Marlon Brando, Robert de Niro, Al Pacino, Montgomery Clift, tylu innych, są wspaniałymi aktorami. A jednak każda informacja o kinie amerykańskim musi wymieniać nazwisko Johna Wayne'a w jednym rzędzie z nimi – bo on był nieprzeciętnie popularny.
SRK: Chwali pan bezwarunkowo dzisiejszych aktorów. Chwali pan nasze przygotowanie, ale czy nie uważa pan, że cały system przemysłu filmowego zrobił się nieco mechaniczny?
AB: Owszem... ale to smutne. Jakkolwiek ja nie winiłbym aktorów, którzy robią to, czego się od nich wymaga. Obwiniałbym raczej cały system. Jeśli pominiesz choć jeden element, publiczność czuje się oszukana. Chcą w jednym filmie dostać po trochu wszystkiego, a od aktora wymagają, żeby zagrał skutecznie w każdym gatunku. I jak długo ten system funkcjonuje, tak długo wszyscy w nim tkwimy. Chciałbym, żeby to się zmieniło. Ale aby to nastąpiło, masy chodzące do kina muszą być lepiej wykształcone, nie wiem tylko, czemu ten obowiązek spoczął na filmowcach. Naszą robotą nie jest edukowanie publiczności, naszym zadaniem jest dostarczanie rozrywki.
FF: Skoro mamy was obu pod jednym dachem, czy możemy poruszyć świeży temat kontrowersji wokół popularności waszych koncertów za granicą? Co się wydarzyło?
AB: A, chodzi wam o ten nowojorski. Obaj dawaliśmy koncert tego samego dnia. Shah Rukh, mówiłem moim organizatorom, żeby byli w kontakcie z twoimi, nie wiem, czy mnie posłuchali, czy nie. Spotkałem Moranich, którzy lecieli tym samym samolotem z Sunnym i ze mną. Ja leciałem do Nowego Jorku, Sunny do Londynu. Powiedziałem im, ze powinniśmy zrobić wspólny koncert. To byłaby bomba.
SRK: My też o tym myśleliśmy.
AB: Wydaje mi się, że wśród społeczności azjatyckiej mieszkającej tam jest wiele rywalizacji. Jeśli więc ktoś z nich, mieszkających tam, organizuje show, inni działają przeciw niemu. Mówią też mamy prawo do gwiazd indyjskich. Powiedziałem moim producentom i wszystkim innym, że przez taką rywalizację już z góry wiem, jakie będą nagłówki w gazetach. Czasopisma ustawią naprzeciwko siebie Shah Rukha Khana i Amitabha Bachchana i będą się rozwodzić nad tym, czyj show był popularniejszy.
Rok temu Anil Kapoor i ja dawaliśmy koncerty w Ameryce. To wtedy Mithun powołał Związek Artystów Kinowych. Powiedziałem mu wcześniej, że coś takiego organizuję, a on odpowiedział, „Bracie („dada” starszy bracie, forma pełna szacunku – przypisek wryddhy ) teraz to będzie pan już musiał coś zrobić”. Ja na to, „Dobrze, połączymy spektakle.” I było fantastycznie. Wypełniliśmy stadion Gigantów w New Jersey tak, jak ja wypełniłem go w 1990. To chłopaki z mediów wykorzystują to do własnych celów. To oni decydują zza swoich biurek, co napiszą.
FF: Co wobec tego z oświadczeniami jak „Prawda i tak wyjdzie na jaw”?
AB: Ja tego nie powiedziałem.
FF: Anil Kapoor powiedział.
AB: Więc zapytajcie Anila. Przecież go tu nie ma. Jesteśmy Shah Rukh i ja.
FF: Ale nie zaprzeczy pan, że między obiema grupami były konflikty.
SRK: Na pewno nie pomiędzy występującymi aktorami. W Nowym Jorku nasz show, sukces i świętowaliśmy z szampanem. A w czasie imprezy mnie nie było nawet w hotelu. Gauri i ja poszliśmy pospacerować po Soho. Karisma Kapoor i Sunny otworzyli szampana, bardzo się cieszyli z sukcesu. A potem zrobiono z tego imprezę na cześć porażki drugiego koncertu.
AB: Koncerty to wielkie przedsięwzięcie. Powinniśmy zrobić coś wspólnego. Od samego początku chciałem robić bardzo profesjonalne show. Próbowałem tego w nowojorskim Madison Square Gardens i na londyńskim stadionie Wembley. Mieliśmy najlepsze ekipy i muszę wam powiedzieć, że sami byliśmy zaszokowani. Człowiek, który projektował nasz show na stadionie Gigantów robił wcześniej koncerty Michaela Jacksona i Rolling Stonesów... byli po prostu oszołomieni. Powiedzieli nam, że w życiu nie widzieli tylu kolorów, takiej różnorodności.
Dyskutowaliśmy o rozmieszczeniu widowni i nasz producent wykonawczy poprosił, żeby dać więcej miejsc siedzących i ochrony z przodu. . Powiedzieliśmy, że nasza publiczność na koncerty nakłada na siebie najlepszą biżuterię. Oni robili do tamtej pory koncerty rockowe, z długowłosymi gwiazdami, skaczącymi i wrzeszczącymi. Publiczność azjatycka wkłada klejnoty i to jest jak sygnał. Jak powrót do korzeni.
Planowałem wspólne przedsięwzięcie z Latą Mangeskar-ji. Planowaliśmy, że zbiorą się wykonawcy z całego SAARC (Sout Asian Association for Regional Cooperation), że może zdobędziemy kogoś jak Runa Laila z Bangladeshu, kogoś z Sri Lanki i zrobić wspólny show. To nie mogłoby się nie udać.
Powinniśmy robić wielkie spektakle, wykorzystywać je dla szczytnych ceków. Zobacz, jaką siłę możemy mieć działając razem. Najbardziej wyrafinowani politycy nie są w stanie zebrać tłumów, jakie my gromadzimy. Nie musimy płacić ludziom, żeby przyszli nas oglądać. Możemy poruszyć świat, kiedy działamy razem.
SRK: Tak, racja!


Wielkie podziękowania dla wryddhy za tłumaczenie tekstów w hindi.

Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"