w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

"Jeden do jednego"

Wywiad dla Filmfare’a ze stycznia 1999
Autor: Khalid Mohamed


Wyznanie: odkąd w wieku dziewiętnastu lat po raz pierwszy wziąłem do ręki kartkę i długopis jako dziennikarz – nigdy nie spotkałem kogoś takiego jak on.
Kogoś, kto tak kipi energią i z kim wywiad jest tak absorbujący, że czuję się potem jak dziewięćdziesięciolatek, w sam raz jedynie, by wyciągnąć się w fotelu dziadka.
Pełen niespodzianek, potrafiący wznieść się powyżej prozaicznego maratonu pytań, z twarzą całą w uśmiechach i grymasach, przecinający powietrze gestami, SRK jest dla dziennikarza z lat dziewięćdziesiątych marzeniem stającym się rzeczywistością.
W złym nastroju? Nie, to nie SRK, nieważne, czy przegapił jedzenie, czy łapie lot, czy ma nagłe spotkanie z malezyjskimi producentami motorowerów.
Goście przepływają przez jego garderobę w studiu jak niekończąca się rzeka. To żaden problem. Ten człowiek jest ciągle skupiony, wyskakuje z dżinsów i wskakuje w nie ciągle, ledwie ściągając je paskiem z cielęcej skóry, by pasowały. Khan potrafi, Khan da radę.
Wiem, że mam pierwsze pytanie. Reszta, mam nadzieję, jakoś pójdzie. Do roboty.

Jakie pytania zadałbyś sobie w tym momencie?

Zapytałbym – czy nadal ma być tyle zabawy? Czy jestem zdolny do tego, by dojrzeć jako aktor? Czy będę pasował do ról, które odpowiadają mojemu wiekowi? Mam trzydzieści trzy lata, jestem w wieku, kiedy mogę być sobą, bez martwienia się o rekwizyty czy charakteryzację. Rekwizyty i pozy są dla sześćdziesięcioletnich aktorów. Właściwie teraz jestem w dziwnym okresie – za stary, by grać dzieciaka z college’u, za młody, by grać ojca.
Moim dążeniem jest dostarczanie rozrywki. Chciałbym robić przynajmniej jeden film rocznie, dzięki któremu będę szczęśliwy. Przygotowania do roli… nie chodzi o to, że jeśli gram dziennikarza, mam spędzać cały czas z pięcioma dziennikarzami. Chcę, żeby ktoś wyszedł ze mną poza to wszystko, co zrobiłem dotychczas. Jeśli gram inżyniera, nie muszę studiować inżynierii. Muszę mieć talent, by być inżynierem. Reżyserzy i scenarzyści muszą mi wskazać drogę, jak to zrobić.
Nie chcę, by mówiono mi głupie rzeczy w stylu: „Och, przesadzasz” albo „Och, jesteś tak powściągliwy”. To niemądre stwierdzenia niemądrych reżyserów..

W jaki sposób szukasz reżyserów, którzy mogą cię poprowadzić poza to, co wypróbowane i sprawdzone?

Przeszedłem od Maniego Kaula do Maniego Ratnama. Praca z nimi wszystkimi była niezbędna. W czasie, kiedy robiłem „Idiotę”, Mani Kaul bezwiednie wsparł energetyczny aspekt mojego aktorstwa. Energia jest czymś dokładnie odwrotnym niż to, czego oczekuje od swoich aktorów. Widziałem wcześniej jego „Uski Roti”. Musiałem odkryć, jak być statycznym, nie robić absolutnie nic. Uwierz mi, aktor czuje się bardzo niepewnie, jeśli nie robi nic przed kamerą. Od Maniego Kaula nauczyłem się po prostu stać, być.
A potem popadłem natychmiast w skrajność, w „Deewana” i „Chamatkar”. Byłem przesadny jak diabli. Wciąż jestem. Michael J. Fox wywarł na mnie większy wpływ niż jakikolwiek inny aktor. Kiedy gra, wszystko dzieje się w nim i wokół niego. To jak pęd energii. Naprawdę – subtelności są dla emerytów.
Mówi się, że w „Kuch Kuch Hota Hai” byłem stonowany. Grałem dojrzalszego mężczyznę, ojca, więc to w porządku. Wierzę sobie jako spokojnemu aktorowi. Uspokoiłem się w „Dilwale...”, „Pardes”, „Dil To Pagal Hai”, teraz w „Kuch Kuch Hota Hai”. Oczywiście są też zmartwienia. Byłem sobą w „Dil Se” i myślałem, że film się spodoba. Ale nie został dobrze przyjęty przez większość publiczności.
Osobiście bardzo mnie bawił odlot w „Duplicate”. Byłem tak nadaktywny, jak tylko mogłem. Gdybym był powściągliwy, to byłoby dla mnie okropnie nudne.

Czego nauczyłeś się od Maniego Ratnama podczas „Dil Se”?

Od Maniego nauczyłem się być sobą w prawdziwym graniu. Zastosowałem to w „Kuch Kuch Hota Hai” – jak w chwili, kiedy Kajol i ja siedzimy na ławce i po prostu rozmawiamy... to jedna z moich ulubionych scen.
Mani Ratnam wpoił mi pewność siebie, a ja próbowałem działać zgodnie z tym, czego ode mnie oczekiwał. Nie umiem rozróżnić scen, w których byłem dobry i tych, w których byłem zły, ale w całości to było cudowne doświadczenie – zwyczajne „bycie”.

Wydajesz się dziś być w kłopotliwej sytuacji jako aktor. Do jakiej szufladki cię włożyć?

Nie mieszczę się w żadnej. Podczas dwóch ostatnich lat zagrałem w „Koyli”, „Yes Boss”, „Pardes”, „Dil To Pagal Hai”, „Duplicate” i „Kuch Kuch Hota Hai”. Romantyczne historie stały się wielkimi hitami. Nazywa się mnie nawet seksownym. Jestem dziś słodziarskim symbolem seksu. Wcześniej byłem nazywany aktorem, nawet Jamesem Deanem, mówiono, że się bardzo dobrze zapowiadam. Odkąd jestem aktorem, który odniósł sukces, uważa się mnie za słodkiego i seksownego.
Mam pokaźną kolekcję popularnych piosenek, które śpiewa się w moich filmach. Na koncertach inni aktorzy zastanawiają się, którą piosenkę wykonać. Ja muszę się zastanawiać, którą pominąć. Dostaję wszystko, nawet o to nie prosząc. Jestem romantyczny. Wciąż chodzę do college’u. Jestem gorący, a moje piosenki są wielkimi hitami. Nie okazuję z tego powodu niewdzięczności. Po prostu to wszystko wydaje mi się bardzo ironiczne.

Powtórzę – gdzie zamierzasz znaleźć reżyserów i scenarzystów, którzy mogą ci dać to coś wyjątkowego?

Byłoby dobrze, gdyby reżyser czy scenarzysta wymyślał konkretną historię i prezentował dojrzałych bohaterów. Mam nadzieję, że reżyserzy powiedzą mi, jak ukazać pewien niuans, odcień, ale nie emocje.
Nie mów mi, że mam patrzeć w smutny sposób, powiedz mi, jaki to ma być rodzaj smutku. Jak robi to Aziz Mirza. Albo Mani Ratnam w „Dil Se”... kiedy miałem grać ciepłą scenę z babcią, on mówił mi, żebym zachowywał się normalnie. Nie trzeba ogłaszać się wszem i wobec ze swoimi uczuciami wobec ludzi, których się kocha.
W „Yes Boss” Aziz powiedział mi, bym wobec Juhi Chawli zachowywał się tak, jak wobec dziewczyny, której nigdy nie mógłbym zdobyć. W taki sposób czułem się zazwyczaj przy Gauri. Nie mogłem jej powiedzieć, że ją kocham, nie mogłem jej pocałować, mogłem tylko mieć nadzieję, że moje oczy mówią wszystko.

Czujesz się dziś młody czy doświadczony i dojrzały?

Czuję się trochę nieśmiały, grając młodziaka. Nie umiem oddzielić życia przed kamerą i realnego. Gauri to wkurza; mówi: „Jeśli jesteś stary, ja też jestem stara”. Chodzi o to, że czuję się dziwnie, biorąc udział w dziecinnych wygłupach i błazeństwach. Dosyć się tego narobiłem w moich dotychczasowych dwudziestu pięciu filmach.

Kiedyś podejmowałeś niezależne wybory – ale dziś opowiadasz się tylko za wielkimi projektami blockbusterowymi.

Aziz Mirza i ja planowaliśmy mały film. Ale w momencie, kiedy zostaję zaangażowany w projekt, jakoś tak się dzieje, że przestaje być skromny.
Nie mogę być niezależny, nawet gdybym chciał. Gdybym zrobił „Earth” z Deepą Mehtą, przedstawiano by go jako kolejną premierę Shah Rukha. Albo gdyby ktoś zrobił mały film w stylu „Hyderabad Blues”, potem nieuchronnie przyszedłby do mnie z ofertą, by teraz nakręcić porządny komercyjny film.

Nie tęsknisz za czasami małych filmów? A może postrzegasz je jako ograniczenie?

Ciągle pracuję w takiej samej atmosferze. To tylko dekoracje, światła i plakaty reklamowe stały się większe. Jeśli ktoś taki jak Deepa Mehta przyjdzie do mnie, nie będę nawet mówił o pieniądzach. Leczo ostatnio nikt nie pojawił się u mnie z ofertą.
Szczerze – nie tęsknię za tamtymi czasami. Może moje ciuchy stały się bardziej designerskie, ale dusza się nie zmieniła. Jeśli chodzi o granie, ciągle się nim cieszę. Wciąż jestem pracownikiem.

Czego nauczyłeś się od Subhasha Ghaia – jako pracownik?

Dokładnie tego, czego od Rakesha Roshana. Tego, że nie zawsze mam rację. Nie zawsze wiem, jaki ostateczny kształt powinien przybrać film. Może dlatego nie widziałem „Pardes”. Nie czułem się istotną częścią filmu, ale to nic... ponieważ „Pardes” się spodobał.
„Pardes” nie sprawiło mi przyjemności jako aktorowi. Ale nie mam nic personalnego przeciwko Subhashowi Ghaiowi. Byłem jego pracownikiem. A zatrudniona osoba powinna robić z ochotą i radością dokładnie to, czego życzy sobie pracodawca. Zwyczajnie nie byłem szczęśliwy i to wszystko.

Yash Chopra uczynił z ciebie mięczaka, prawda? Słodkiego romantyka.

Yashji pozwolił mi uświadomić sobie, że miłość wszystko pokonuje... miłość jest prawdą. Pewnego dnia zwrócił mi uwagę, że romantyczni bohaterowie to najdłużej istniejące gwiazdy. Ma rację. Z drugiej strony Subhash Ghai chciał mnie nauczyć, że szef ma zawsze rację.

Czy sądzisz, że mógłbyś dopasować się do szkoły robienia filmów w stylu Sooraja Bharjatyi?

Jeśli dopasowałem się do szkoły Subhasha Ghaia, mogę się wpasować w każdy inny styl. Mogę mieć wątpliwości co do tego, co robi Sooraj Bharjatya, Aditya Chopra, Karan Johar czy nawet Abbas-Mustan. Ale podstawą jest – czy będzie to dla mnie jako aktora satysfakcjonujące doświadczenie? Aktorzy i reżyserzy nie muszą się niewolniczo zgadzać ze swoimi przekonaniami, by robić dobre kino.
Moim zadaniem jako aktora jest ofiarować mój wkład w cokolwiek, co uważają za tego warte. Jeśli część tego wkładu zaakceptują – świetnie. Jeśli nie – też dobrze… przynajmniej dopóty, dopóki robimy film, a wszyscy są na koniec zadowoleni.

Co powiesz o swojej roli w „Kuch Kuch Hota Hai”?

Nie uważam, że „Kuch Kuch Hota Hai” zostało napisane specjalnie dla mnie. Już po pierwszym wysłuchaniu fabuły wiedziałem, że to bardzo dziewczyński film. Ale kocham Karana jak brata, zrobiłbym dla niego jeszcze dziesięć filmów takich jak „Kuch Kuch Hota Hai”. Mógłbym nawet podjąć się zagrania roli jednego ze studentów college’u, kręcących się po kampusie.
Karan jest tak wrażliwy, że bardziej zna uczucia dziewczyn niż chłopaków. „Kuch Kuch Hota Hai” nie jest męskim filmem. Karan to idealny facet, by robić filmy skierowane do dziewczyn. Być może kiedyś jakiś reżyser zrobi film akurat dla mnie... w sposób, w jaki były takie „Baazigar”, „Darr” czy „Dilwale…”.

Myślisz, że mógłbyś mieć więcej do roboty w scenie kulminacyjnej „Kuch Kuch Hota Hai”?

Nie, czułem, że powinienem zrobić mniej. Mój bohater jest tłem, im mniej robi, tym bardziej to interesujące. Potrzeba tam było męskiej godności. On jest wdowcem, nie bohaterem kina akcji. Kiedy Kajol schodzi ze schodów, po prostu na nią patrzy ze łzami w oczach. Jakikolwiek dialog mógłby pozbawić obraz siły.

Czy te łzy były prawdziwe?

Nigdy nie używam gliceryny. Jeśli robię to od czasu do czasu, to tylko w scenach akcji. W scenach wymagających łez po prostu się zapominam. Nie myślę, że ganiam za dziewczynami, które nie są moje... albo że muszę ukraść dziewczynę komuś innemu. Po prostu zakochuję się ciągle od nowa, ponieważ to najczystsze uczucie.

„Kuch Kuch Hota Hai” sprawiło, że znowu jesteś znaczący w sensie komercyjnym. Co jeszcze?

Nie sądzę, że całkiem utraciłem to komercyjne znaczenie. Nie cierpię na manię prześladowczą... jeszcze nie. Nikt nie może strącić ikony z piedestału bez uzasadnionego powodu. Ok, ja także chciałbym, żeby „Duplicate” lepiej zarobił. Ale to też nie było niepowodzenie. A „Dil Se” cieszyło się ogromnym powodzeniem za granicą.
Sądzę, że osiągnąłem poziom, który w sensie komercyjnym zawsze chciałem osiągnąć. Po moich filmach widać, że włożono w nie wiele ciężkiej pracy. Ta ilość zainwestowanego wysiłku czasem podoba się publiczności. a czasem nie.

Czy wysiłek wystarcza?

Czasem starania to za mało. Ale naprawdę na planie próbuję tak bardzo, jak tylko potrafię, naładować energią aktorów, z którymi gram, i ekipę techniczną.

Jaki jest twój wzrost i waga?

A co, dlaczego pytasz?

Schudłeś. Wydajesz się być obojętny na swoje zdrowie.

Mam 5 stóp i 9 cali wzrostu (175 cm), ważę 67 kilogramów, zazwyczaj ważyłem 71. Straciłem kilogramy z powodu szaleńczego obciążenia pracą. Kręciłem w Ooty do „Dil Se”, i potem do „Kuch Kuch Hota Hai”. Połykałem tylko jakieś khichdi (danie z ryżu i soczewicy – przypis tłumacza), ponieważ miałem problemy z żołądkiem. Podczas koncertów w stanach zachorowałem i schudłem jeszcze bardziej.

Chcesz się doprowadzić do śmierci czy co?

Nic tak romantycznego. Może obciążałem siebie, myśląc, że jeśli pozwoli mi się zrobić mnóstwo roboty, które mam, na mój sposób, potem będę miał luz. To nigdy się nie zdarza, ponieważ chcę robić wszystko, czterdzieści godzin pracy w cztery. Mozolę się tak przez ostatnich siedem lat.

Czy narodziny Aryana zmieniły twój styl życia?

Nie chciałbym powtarzać sloganu, że syn zmienił moje życie. Mogę po prostu powiedzieć, że kocham teraz życie jeszcze bardziej. Na jego pierwsze urodziny przyleciałem z planu „Baadshaha” z Hyderabadu. Obudziłem go, a on popatrzył na mnie zaspany i się uśmiechnął. Lubi piłki, okrągłe rzeczy, więc dałem mu na urodziny kręgielnię. Bycie z Aryanem to wspaniała przygoda.

Chciałbyś mieć drugie dziecko?

Mógłbym mieć drugie dziecko nawet pojutrze. Dziewczynkę o prostych włosach, którą nazwałbym Muskaan albo Suhana. Dziewczynki są takie ujmujące i miłe; uwielbiałbym siedzieć z moją córką i z nią plotkować. Byłem wychowywany raczej przez kobiety niż przez mężczyzn, więc wiem, jak bardzo są wyjątkowe i troskliwe.

Powiedz mi, dlaczego nie jesteś politycznie poprawny? Dlaczego wygłaszasz stwierdzenia w stylu tego, że zrobiłeś przysługę Salmanowi Khanowi przez przyjęcie roli w „Karan Arjun”?

Nienawidzę klarować różnych rzeczy. Faktem jest, że nigdy nie zrobiłem Salmanowi żadnej przysługi, nie potrzebuje przysług z mojej strony. Jest dobrodusznym facetem. Najpierw w ogóle nie chciałem kręcić „Karan Arjun”.
Wpadliśmy na siebie w studiu dubbingowym Aradhana... Zapytał mnie, czy powiedziałem, że nie chcę pracować z aktorami skupiającymi się na prezentowaniu swoich wyrzeźbionych mięśni na ekranie... Powiedziałem mu, że nigdy w ogóle nie myślałem w ten sposób. Potem już wszystko poszło gładko; jestem pewien, że „Karan Arjun” nie byłby takim hitem, gdyby nie wiara Rakesha Roshana w ten film i dobry humor Salmana Khana.

Sądzisz, że skończyłeś ze zdobywaniem większej ilości wrogów niż przyjaciół?

Chciałbym wierzyć, że nie mam wrogów. Chciałbym także umrzeć wierząc, że Madhuri Dixit, Juhi Chawla, Kajol, Adi, Karan i Jai Mehta są moimi najbliższymi przyjaciółmi. Nie zadaję się z żadnym z nich publicznie, ale oni naprawdę wiedzą, że prywatnie jestem bardzo, bardzo szczęśliwy, kiedy się z nimi widuję.

A co z niesnaskami z Sunilem Shettym i Sunnym Deolem?

Sunil i ja zaczynaliśmy w tym samym czasie, on w „Balwaan”, ja w „Deewana”. Poczyniłem ogólne spostrzeżenie o tandetnych bohaterach filmów, a on doszedł do wniosku, że mówiłem o nim. To nieprawda. Spotkaliśmy się ostatnio podczas lotu i oczyściliśmy atmosferę. Co do Sunny’ego, nie widziałem go przez długi czas. Nie znam go dobrze, ani towarzysko, ani zawodowo.

Co z rywalizacją?

Oczywiście, rywalizuję – ale tylko z heroinami, z którymi gram.

Co powiesz na temat Akshaye’a Khanny?

Nie oglądałem jego filmów. Mogę rzec, że jest wystarczająco dużo ról dla wszystkich, że nie trzeba powielać stereotypów. Ani nie mogę udawać skromności i powiedzieć, że Bóg dał mi tak wiele... albo że inni aktorzy mogliby zagrać role tak dobrze, jak ja to robię.
Pozwólcie Akshaye’owi, Aamirowi, Salmanowi, Sunilowi Shetty’emu i Akshayowi Kumarowi robić, co do nich należy. A ja będę robił swoje. Zwyczajnie będę o wiele lepszy. Jeśli to brzmi arogancko, to dlatego, że w dniu, w którym utracę arogancję, będę skończony. Chciałbym wierzyć, że jest we mnie trochę z Hitlera i Napoleona. Przepraszam, ale nawet jeśli próbuję, nie umiem być tak bezinteresowny jak Mahatma Gandhi i Matka Teresa.

Inne pytanie. Czy żałujesz jakichś kłótni z rodzicami z czasów, kiedy byłeś nastolatkiem?

Nigdy nie walczyłem z rodzicami. Buntownikiem jest się naprawdę w czasie dorastania. Mój ojciec zmarł, kiedy miałem piętnaście lat, zanim mogłem wyprowadzić go z równowagi. Uderzył mnie tylko raz w życiu, kiedy byłem dzieckiem i zrzuciłem szklankę z mlekiem.
Moja matka umarła, kiedy miałem dwadzieścia sześć lat. Kiedy wszystkie moje bunty, kłótnie, walki i problemy dojrzewania minęły. Przeniosłem je do przemysłu filmowego. Jakkolwiek ckliwie to brzmi, ludzie filmu stali się moimi mamą i tatą. I widzisz – wciąż walczę i źle się zachowuję.

Czy poszukiwałeś zastępczych rodziców?

Kochałem moich rodziców tak bardzo, że na zawsze będą nie do zastąpienia. Ale tak, Aziz Mirza i mój wujek, Billu Abdul Wahid, są jak moi ojcowie. Widzieli mnie dorastającego. Kiedy pierwszy raz spróbowałem alkoholu... indyjskiej whisky, kiedy nagrywałem „Circus”, i wymiotowałem. Jeśli chodzi o palenie, zacząłem, kiedy miałem dwadzieścia cztery lata. Mama pytała mnie, czy wiem, że papierosy są niezdrowe. Powiedziałem, że tak, więc powiedziała tylko: „Tak długo, jak wiesz, możesz rzucić ten nałóg”. Wciąż próbuję.

Wreszcie – gdzie widzisz siebie w następnym tysiącleciu?

Szczerze – wierzę w rozrywkę, doprowadzanie ludzi do płaczu i śmiechu. Zaszedłem już zbyt daleko w zamienianiu marzeń innych ludzi w rzeczywistość. Czułbym się opuszczony, gdybym przestał uczestniczyć w kreowaniu snów.
Wiem, że przychodzi moment braku akceptacji, kiedy aktor nie może więcej liczyć na przychylność. Gdzieś w tyle głowy tłucze mi się przeświadczenie – być może nie na miejscu – że mnie się to nie przydarzy.
Jeśli tak, będę musiał być dość rozsądny, by zacząć robić rodzaj kina, które zachwyca tylko niektórych. Być może niemożliwym jest zadowalać wszystkich ludzi przez cały czas. Jeśli tak się stanie – pogodzę się z tym. Ale nie wcześniej.



Tłumaczenie: Gosia JG

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"