w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Wolę patrzeć szerzej

Entrepreneur, 3 września 2012
Tytuł oryginalny: I prefer to see the bigger picture
Autor: Sriyi Ray Chaudhuri

W swobodnym wywiadzie Shah Rukh mówi Sriyi Ray Chaudhuri, dlaczego odnosi sukcesy jako przedsiębiorca, że nie jest dobrym biznesmanem, że w braku organizacji jest poezja i że za dnia może grać, a biznesmenem może być tylko nocą.

Jak opisałbyś Shah Rukha - przedsiębiorcę?

Wiesz, ja nie rozumiem wielu tytułów, które mi się nadaje. Pracuję już prawie 21 lat i wciąż czasami muszę zaglądać do słownika, żeby sprawdzić, czy pasuję do niektórych kategorii, do jakich mnie przypisano. Niektóre określenia są fantastycznie dobre, inne poniżające. Moje podstawowe priorytety przy pracy nad produktami, z którymi jestem związany - czy będą to filmy, czy jakaś marka, której nie tworzę, tylko reklamuję - to wszystko jest wielka odpowiedzialność, bo w tych firmach pracuje wielu ludzi, a w filmy są zainwestowane miliony dolarów. Firmy, które reklamuję, biorą moją twarz i mówią, że ja zachwalam dany produkt. Więc w jakiś sposób ludzie mogą poczuć, że popieram zasady i wizerunek danej firmy. To samo odnosi się do drużyny krykietowej, jeśli drużynę można nazwać produktem. Chodzi o to, jak podchodzisz do problemów
Zasadniczą sprawą jest to, jak sobie radzisz z kwestiami wynikającymi z twojego doświadczenia produktu, tego, jak go używasz czy widzisz. Cokolwiek robisz, powinno na dłuższą metę dawać ci zadowolenie i satysfakcję. Może dawać ci wymierną korzyść, jak na przykład pieniądze. Moje wizje biznesu nie wywodzą się z podręczników. Ludzie uważają, że robię się tajemniczy, kiedy mówię, jakimi torami idzie moje myślenie lub jak robię interesy i opowiadam o tym. Ale ludzie, którzy ze mną pracują albo robią interesy, powiedzą ci to samo.

Powiedzieli nam, że świetnie się z tobą pracuje.

Jasne, powiedzą wam, że kochany ze mnie gość, dobry szef. Rzecz w tym, że pozostawiam ludziom swobodę w tym, w czym są specjalistami. Nie mam wizji i ambitnych deklaracji co do moich działań, po prostu. Mówię tylko: uszczęśliwiaj i baw się dobrze.

A więc czy jako przedsiębiorca masz jakąś własną filozofię czy mantrę?

Trochę łyso jest mi odpowiadać na to pytanie, bo nie widzę siebie jako przedsiębiorcy. Mówi się, że zajmuję się marketingiem, ale nie, ja po prostu mam poczucie dobrej więzi z tym, co produkuję czy co robię. To jak chodzenie od drzwi do drzwi i pytanie - hej, popróbuj, smakuje ci ta, powiedzmy, nowa chałwa, którą zrobiłem? Jeśli większości smakuje, dobrze. Jeśli nie, nie dołuj się złym przyjęciem. Przeproś szczerze i powiedz: następnym razem lepiej się postaram.

Jednak mimo że nie stosujesz się do żadnych reguł, odniosłeś naprawdę niezły sukces.

Nie wiem, jak to opisać. Czy nie będzie nadmiernym uproszczeniem powiedzenie, że większość spraw, których się podejmowałem jako aktor czy producent - odniosło sukces? Oczywiście nie byłem w stu procentach jak król zamieniający wszystko dotykiem w złoto. Zrobiłem dwie wielkie klapy, "Phir Bhi Dil Hai Hindustani" i "Asokę", ale zrobiłem je z całego serca. Ale było też tak wiele sukcesów. Są ciągłe wzloty i upadki, takie jest życie.

A co z drużyną krykietową?

Mój zespół był obciążony wielkimi oczekiwaniami związanymi z byciem drużyną gwiazdora filmowego - to nie są dobre motywacje. Więc przez cztery lata KKR ciężko walczyli. Choć innym drużynom też się nie wiodło, my zbieraliśmy największe cięgi. Nauczyłem się z tego doświadczenia, że nie musisz dobrze się prezentować, jeśli niczego sobą nie reprezentujesz. Oczywiście ja jestem gwiazdą, więc czy reprezentuję, czy nie, muszę dobrze się prezentować. Ale muszę powiedzieć, że KKR jest jak każda inna drużyna IPL i stara się równie mocno o coraz lepsze wyniki - z każdym sezonem.

Masz jakąś księgę zasad właściciela drużyny?

Wierzę, że jeśli zajmujesz się czymś wystarczająco długo - jako przedsiębiorca, aktor czy producent, czy po prostu wielbiciel - to coś w jakiś sposób przylgnie do ciebie. Będzie przy tobie bardzo mocno. Wiesz, ludzie mówią mi, że nie powinienem myśleć, że nadzieja to tylko ośmioliterowe słowo, równie piękne jak sześcioliterowa miłość. Nadzieja musi być w tobie ciągle żywa, musisz ją naprawdę mieć. Nie zawsze wiem, co konkretnie trzeba zrobić, żeby było dobrze. Zawsze więc słucham, co mówią mi ludzie, i czerpię z tego. Siadam z ludźmi, a oni mówią mi o wielu rzeczach, o organizacji, systemach i procesach... A ja zawsze chcę, żeby podali mi kwintesencję... Jak chodzi o KKR, pytam Venky'ego (Mysore, menagera i dyrektora naczelnego KKR), czy wygramy, czy nie. Mówię mu: "Daj mi szeroki obraz. Nie wdawaj się w szczegóły, choć one są bardzo ważne". Zachód dał nam wzory dobrej organizacji biznesu.

A to ważne w biznesie - być zorganizowanym?

Tak, jednak ja odkryłem, że w dezorganizacji jest wielka poezja, którą jeszcze muszę rozpracować. Osobiście jestem niezorganizowany. Właściwie jestem maksymalnie niezorganizowany. To tak naprawdę jeden z powodów, dla których nie mówię dzieciom, żeby zostali biznesmenami. Właściwie to oni mówią mi, że nie chcą być takimi biznesmenami jak ja. Nie jestem dobry w biznesie. Nigdy tak naprawdę nie robiłem interesów.

A więc jesteś złym biznesmenem?

Coś ci powiem. Kiedy chciałem kupić dom, poszedłem do wujka [Venugopal Dhoot, prezes Videocon Group], ojca Anirudha [Dhoota, dyrektora Videocon], który mi pomógł. Nie byłem wtedy nawet twarzą Videoconu. Myślę więc, że mam w sobie coś godnego zaufania, a oni byli dla mnie mili i hojni. Powiedzieli: "Oddasz, kiedy zarobisz". A ja nawet nie jestem pewien, czy już zwróciłem dług! W ostatecznym rozrachunku odniosłem sukces, bo ludzie, którzy ze mną pracują, byli dla mnie łaskawi, a sprawy układały się dla mnie pomyślnie. Myślę, że jestem wybranym dzieckiem Boga. Powiem ci coś, piszę książkę. Ale nie ma w niej rozdziału: "Jak prowadzić biznes". Jest rozdział o tym, jak prowadzić. Kropka.

Więc mówisz, że ważne jest, by mieć dobry zespół.

Tak, mimo wszystkiego, co mówiłem o moich kwalifikacjach przedsiębiorcy, nie mogę zapomnieć o ważności mojego zasadniczego zespołu na wszystkich płaszczyznach moich przedsiębiorstw. Jadę do biura czasami późną nocą i czasami zachowuję się jak wariat. Pytam ich, czy możemy zrobić tak, czy możemy zrobić inaczej; a mimo to im zawsze udaje się nadawać na tych samych falach, co mnie.

Pracujesz nocami?

Tak, pracuję nocami. Venky i inni pewnie ci o tym mówili. Umawiam się z nimi o 4 rano, 5... Mówię ludziom: "Jeśli chcecie się ze mną zobaczyć, musicie przyjść do mnie o czasie, kiedy reszta świata śpi. Uważam, że noc jest dla kochanków, a dzień dla biznesmenów, więc spotykamy się nocami. Nie umiem inaczej. To szokujące, jak sobie poczynam z kulturą korporacyjną. Grzecznie się podporządkowują. Ostatnio byłem na rozmowach z pewnym rekinem biznesu. Przy trzecim czy czwartym spotkaniu powiedział: "Mam problem. Moja żona i tak mi nie ufa, a kiedy teraz mówię, że o 3 nad ranem jadę na spotkanie z Shah Rukhem, nie wierzy mi kompletnie. Proszę, porozmawiaj z nią i powiedz, że naprawdę się spotykamy". Zwróć uwagę. Mówię ci o człowieku naprawdę dużego biznesu. A ja mówię: "Przepraszam, że za dnia nie mogę pracować. W ciągu dnia mogę tylko grać".

Nie chcesz też rozmawiać o liczbach?

Nie znoszę ich. Kiedy ludzie zaczynają cytować liczby i kwoty, nie mogę tego znieść. Przestałem podpisywać książeczki czekowe, bo zacząłem pisać "całusy" na czekach, które leżały na stole w jadalni. Uświadomiłem sobie, że podpisuję czeki, jakbym dawał autograf! Znam się na liczbach, ale ich nie pojmuję. Jestem wykształconym facetem, ale po pewnym czasie zacząłem prosić o podawanie mi wyłącznie kwintesencji. Chcę wiedzieć, co oznaczają cyfry, stoimy dobrze, stoimy źle, ok, już to wiemy, więc możemy się poprawiać. Ale nie podawajcie mi sald, procentów, udziałów. Do tego nie mam przekonania.

To wyjaśnia, dlaczego dla prowadzenia dobrego biznesu ważny jest zaufany zespół.

Tak. Masz absolutną rację. Mam wielkie szczęście mieć w zespole dobrych ludzi, którzy mnie kochają. Bardziej niż jakąkolwiek etykę biznesową, której zdołałem nabyć przez lata - nawet bardziej niż jakiś biznesowy zmysł czy zespół - ja mam niezwykłą, niegasnącą lojalność ludzi, którzy mnie otaczają. Tutaj nie ma alternatywy. Moi ludzie we mnie wierzą; jeśli ja tracę pieniądze, oni cierpią. Przychodzą i mówią, jak ich to boli, że nie ma zysków. A ja im mówię, że nie ma sprawy. Potańczę jeszcze na weselach i przywrócę płynność finansową. Czym są pieniądze? Nigdy nie miałem ich za dużo. Przyjechałem do Mumbaju z 1500 rupii w kieszeni i telewizorem Videoceon, który mama dała mi przed śmiercią, nic więcej nie miałem. Przez całe życie szczerze wierzyłem - jako biznesmen, aktor, ojciec - że w ostatecznym rozrachunku, cokolwiek mi zabierzesz, i tak będę miał więcej niż to, z czym tu przyjechałem. Jeśli możesz to samo powiedzieć o sobie, to też jesteś wielkim biznesmenem. Ale jeśli zabierzesz mi tych 1500 rupii i mój Videocon, zacznę się martwić. Ale na razie nie muszę.

W firmie nie ma tytułów i nazw stanowisk?

Kiedyś były. Kiedy Juhi, Aziz [Mirza] i ja razem założyliśmy firmę [Dreamz Unlimited], powiedziałem, że chcę mieć stanowisko "superstar" albo "king". Reszta niech będzie niewolnikami. Chciałem, żebyśmy wydrukowali takie wizytówki: wielki niewolnik, mały niewolnik, dobry niewolnik, zły niewolnik. Ale ludzie korporacyjni zdecydowali - zanim jeszcze podjęli decyzję, żeby powiesić mnie nogami w dół - że nie możemy mieć takich stanowisk. Od tego czasu ani ja, ani mój zespół kierowniczy nie mamy żadnych. Jeśli mnie o to pytają, pytam, czy chcą podwyżki, czy stanowiska. Jeśli podwyżki, mówię, proszę bardzo. Ja nie decyduję o pensjach w mojej firmie. Jest czterech - pięciu ludzi od tego. Jakąkolwiek pensję zaordynują, każę im tylko upewnić się, czy wszyscy są zadowoleni. Więc jeśli kiedyś nazwiesz mnie dyrektorem generalnym, wykonawczym, czy jakkolwiek inaczej niż King Khan albo Don, pobiję cię. Lepiej więc tak mnie nie nazywaj.

Okay, rozumiem.

Nie chcę umniejszać kultury korporacyjnej. Ale jeśli muszę dawać komuś wizytówkę, to nie jestem nawet w połowie taką gwiazdą, jaką myślę, że jestem. Jeśli przydzielisz mi stanowisko i tabliczkę z nazwiskiem, następnym krokiem będzie krawat, biała koszula i zakaz zakładania wytartych dżinsów, jakie mam teraz na sobie. Dajcie spokój, jestem gwiazdą rocka. Aktorzy nie miewają stanowisk. Jeśli nie rozpoznajesz mnie bez wizytówki, muszę zacząć pracować ciężej na polu mojego zasadniczego biznesu, czyli aktorstwa.

Jak często bywasz w firmie?

Daję mojej ekipie wolną rękę do wypełniania obowiązków. Mówię, żeby przychodzili z problemami i ja też przychodzę, kiedy mam problem. Nigdy, przenigdy nie denerwuję się ani nie krzyczę na nikogo w biurze. Nie denerwuję się żadną uwagą, którą mi robią. Niektórzy mówią do mnie Shah Rukh, inni panie Khan. Mówię, żeby sami zdecydowali, jak będzie im łatwiej. Jeśli jest jakaś sprawa służbowa, o której mam być poinformowany, moi dyrektorzy mnie wprowadzają Ja nie muszę dawać w żadnym przypadku zielonego sygnału. Uważam, że jeśli naprawdę jesteś zaangażowany w pracę, nie spieprzysz jej. Trudno jest spieprzyć dobre rzeczy, jako że wymaga dużo wysiłku ustawienie ich na właściwych torach. Więc jeśli nie wkładasz w coś wystarczająco dużo wysiłku, zawsze będziesz przeciętny. Ale jeśli w coś wkładasz dużo pracy, będziesz dobry. Na szczęście mój zespół bardzo chce być dobry we wszystkim, co robi.

Kiedy zaczynałeś, też miałeś taką zasadę niewtrącania się?
Nie, wcześniej montowałem i robiłem efekty dźwiękowe w moich filmach. Zajmowałem się też innymi działami. Potem zobaczyłem, że są od tego ludzie o wiele lepsi ode mnie. Mam jako przedsiębiorca jedną dobrą cechę - umiem rozpoznać, że są wokół mnie ludzie, którzy są lepsi niż ja kiedykolwiek będę. Tak więc używam ich i ufam im. Widzisz, jeśli chcę mieć ładny garnitur, muszę powiedzieć krawcowi, żeby mi taki uszył. Widzę, że wiele osób mówi krawcom: "Jest za ciasny", "Rękaw się ciągnie". Ja nie. Jeśli zostawisz każdemu wykonanie jego pracy, nie zawiodą twojego zaufania. I proszę, już wygrałeś bitwę.

A więc uważasz, że świat jest płaski, a ciebie najlepiej określa twoja praca?

Pytałem Bobby'ego [Chawlę, który był dyrektorem wykonawczym Red Chillies], czy źle jest być niewolnikiem? Czy w tej firmie nie masz poczucia godności pracy? Powiedział: "Tak". Więc spytałem, jaki jest problem w byciu niewolnikiem? Ale to jakoś nie działa. Co dobrego może zdziałać nazwanie stanowiska? To tylko stwarza różnice. Jakikolwiek tytuł będę nosił, czy to będzie King Khan, czy nie, nie ma to znaczenia. To twoja praca się liczy, nie nazwisko. Sprzedaje się wartość ukryta pod twoim nazwiskiem. Róża pozostanie różą bez względu na nazwę, jaką jej się nada. Ludzie nie uznają twojej wartości tylko dlatego, że ładnie się nazywasz. Czy to już wystarczy, mieć nazwisko jak Shah Rukh Khan, Amitabh Bachchan czy Ambani? Za nazwiskiem musi kryć się treść. Ale może, nie wiem... Może mówiąc to, wychodzę na jakiegoś antykorporacyjnego typka. Ale taki właśnie jestem...


Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"