w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Badshah

Wywiad dla Darpan, lipiec-sierpień 2005 r.
Autor: Chandan Mitra


Shah Rukh Khan, pierwsza indyjska mega gwiazda od czasów Amitabha Bachchana, żyje i gra według własnych zasad. Uważany za najbardziej żywiołowego i na dodatek pełnego pasji aktora na ekranach Indii, jest także człowiekiem bardzo prywatnym, który nie wchodzi w kompromisy z powierzchownością kultury bollywoodzkiej. Shah Rukh dostał się na wyżyny sławy i dostatku wychodząc z bardzo zwykłego środowiska klasy średniej, po prostu dzięki inteligencji i samozaparciu. W wyjątkowym ekskluzywnym wywiadzie udzielonym redaktorowi „Darpan,” Chandanowi Mitrze w Mannacie, jego zabytkowej willi położonej w Bandrze Bandstad, legenda zdradza niektóre swoje sekrety.

Jesteś królującym idolem kina hindi. Właściwie jesteś teraz międzynarodową marką. Kiedy w zeszłym roku byłem w Indonezji, dzieci biegały za nami krzycząc Shah Rukh, Shah Rukh...
Właściwie to zadziwiające. Kiedy tu wjeżdżałeś, pewnie widziałeś dwie dziewczyny z Niemiec, stojące przed bramą. Czekają od rana, chcąc się ze mną spotkać. Nie potrafią wymówić mojego imienia, ale widziały moje filmy na festiwalu indyjskim w swoim kraju. Możesz wymienić nazwisko jakiegoś niemieckiego aktora? Ja nie. A one oglądają nasze filmy, chcą zrozumieć naszą kulturę. Nawet już nie mówię o krajach azjatyckich czy afrykańskich, gdzie nasze filmy są wielkimi hitami. Nie zdajemy sobie sprawy, jak potężną światową marką jest kino indyjskie. Powinniśmy o tym pamiętać, kiedy to Hollywood rozprzestrzenia się na cały świat

Masz rację. A czy osobiście nie uważasz, że twoje aktorstwo stało się ostatnio wystylizowane i przewidywalne?
Mój styl? Cóż, jeśli coś się nie zepsuło, po co to naprawiać? Wiesz, studiowałem bardzo poważnie teatr i aktorstwo. Uważam, że w aktorstwie nie chodzi o to, żeby zrobić coś właściwie czy niewłaściwie. Chodzi, żeby grać. I pamiętaj, że na jakikolwiek nowy pomysł sądzisz, że wpadłeś, okazuje się, że ktoś już to przed tobą zrobił. Nawet najdziwaczniejsze rzeczy – jak wybuch śmiechu na pogrzebie – okaże się, że ktoś już to zrobił. Tak więc, musisz tylko wejść w skórę bohatera i zagrać to po swojemu. Ludzie mówią, że zagrałem wielu antybohaterów, złoczyńców. Mówią, Shahrukh, dajesz zły przykład swoim bardzo młodym fanom, którzy mogą chcieć cię naśladować. Zgoda, możesz mój wybór kwestionować od strony moralności. Ale złoczyńcy istnieją w codziennym życiu. Charles Sobhraj jest dla niektórych złoczyńcą, dla innych bohaterem.

Skąd bierzesz tę energię, którą wkładasz w portrety swoich bohaterów – skaczesz, biegasz, uczucia cię rozsadzają?
Ja taki właśnie jestem. Mam pełno energii; kocham to. Ludzie bez energii są nudni. A wracając do twojego pytania o aktorstwo, powiem ci, że nie ma dobrego i złego, dopóki miliony cię oglądają. Aktorstwo jest formą sztuki ocenianą jedynie wobec skali sukcesu komercyjnego. Nie robię niczego, co jest nierealne. Idę i działam. Jestem pełen pasji, bo uważam, że to jest właściwy sposób na wyrażanie uczuć. Poza tym, mamy w pamięci różne sytuacje, które można przekuć na sekwencje filmowe. Na przykład, czy widziałeś „Kal Ho Naa Ho” i scenę mojego umierania, podczas której mówię komuś czuwającemu przy mnie, „Nie teraz, idioto!” Pamiętam, że kiedy Tato był umierający w szpitalu, każdego ranka staliśmy wokół jego łóżka. Nikt nie miał odwagi go obudzić, byliśmy przerażeni, nikt nie chciał być tym, który odkryje, że on nie żyje. Pewnego dnia, pamiętam, bo to było niesamowite, zafundował nam wstrząs, jakby wiedział, co nam chodzi po głowie. Powiedział, „Jeszcze nie umarłem.” W „Kal Ho Naa Ho” odtworzyłem tę sytuację.

Na ekranie z wielką energią odgrywasz romans. Czy to dlatego, że jesteś nieuleczalnie romantyczny w prawdziwym życiu?
Nie, to nie dlatego. Jeśli jestem romantyczny, to dlatego, że bardzo szanuję kobiety. Może to z powodu mojego wychowania. Nie potrafię wypatrywać majtek Marii Szarapowej, kiedy oglądam tenis. Niektórzy uważają, że to przez moją seksualność. A to dlatego, że uważam kobiety za piękniejsze od mężczyzn. Bardzo podziwiam ich inteligencję emocjonalną. Dlatego one mnie lubią – Kajol, Juhi, są świetnymi przyjaciółkami. Wszyscy moi przyjaciele to wrażliwi ludzie, a ponieważ kobiety generalnie są wrażliwsze niż mężczyźni, przyjaźnię się głównie z kobietami. Jest w tym sporo namiętności. Kiedy się zakochujemy, 90 procent czasu spędzamy usiłując ranić się nawzajem. To ten rodzaj namiętności usiłowałem pokazać w mojej interpretacji „Devdasa.” Także w „Dil To Pagal Hai,” kiedy żądam się tak stanowczo, „Powiedz, że mnie kochasz,” jest to wyraz tego samego uczucia. Ale w prawdziwym życiu nie chcę nikogo ranić, a zwłaszcza kobiet. Dlatego nigdy się na nie nie gniewam.

Jednak w twoich filmowych bohaterach jest wiele gniewu. Chcesz powiedzieć, że ty taki nie jesteś?
Mój gniew jest jak huragan. Mówię więc samemu sobie, nie dawaj mu upustu, użyj go. Gniew jest wielkim źródłem energii. Ale nigdy nie wyładowuję go na kobietach. Wpadam w gniew, ale go nie pokazuję. Mój gniew jest raczej skierowany do wewnątrz niż widoczny. Tak więc zachowuję go dla filmów.

Nie jesteś już tylko aktorem. Produkujesz swoje filmy. Inwestujesz w nie pieniądze. Czym się kierujesz wybierając filmy w których zagrasz i będziesz produkował?
Opowieścią. Weźmy „Paheli” – dlaczego zdecydowałem się wyprodukować ten film? Podobała mi się ta opowieść. Uważałem, że ma wielki potencjał. Powiedziałem Amolowi (Patekarowi), że nie ma sensu wybierać film ze względu na mnie. Film jest większy od aktora. Poza tym, w wyborze moich filmów jestem bardzo indyjski. Chcę indyjskiej scenerii, plenerów, historii. Pod tym względem „Paheli” był dobrym wyborem. Oczywiście, przekroczyliśmy budżet, film pochłonął 16 crore, a kiedy planowaliśmy wydać na niego 12. I wiem, że „Paheli” to nie „Dilwale Dulhania Le Jayenge”! Spodziewam się więc raczej umiarkowanych wyników. Ale liczy się satysfakcja.

A ja zawsze myślałem, że działasz według modelu biznesowego.
Tak, ktoś już mi to mówił. Spytałem, jaki model? Mój jedyny model jest zdefiniowany przez priorytet wróbel-w-garści – pracuj z tym, co masz. Mam bardzo detaliczną mentalność. Szybko robię kalkulację kosztów – woda, prąd i tak dalej. Ale nie robię planów długoterminowych. Więc nie jestem dobrym businessmanem. Jeśli mi się coś podoba, robię to. Nie sprzedaję też mojej kreatywności. Musisz mnie więc bardzo lubić dla mnie samego, żebym zagrał w twoim filmie. Pochodne kreatywności, jak reklamy, mogę robić za pieniądze. Do takiej działalności ubocznej możesz mnie kupić, ale jeśli coś mi się nie podoba, nie zrobię tego, nawet za 100 crore. Już lata temu ustawiłem sobie pewne kryteria. Wieki temu powiedziałem, ze chcę, żeby moje filmy miały znak ISI – czyli Indian Standards Institution! Kiedy ludzie przychodzą obejrzeć film z Shah Rukhiem Khanem, muszą być pewni, że będzie on miał określoną jakość. Tego się trzymam.

Jak przyjmujesz porażkę filmu?
(długa pauza) Jestem bardzo smutny. Bardzo smutny. Najgorzej jest, kiedy nie wiem, dlaczego film był flopem. Pamiętam porażkę „Phir Bhi Dil Hai Hindustani” - była dla nas tragiczna. Aziz (Mirza) i ja wiele wtedy płakaliśmy. Ale jednocześnie ja nie lubię analizować przyczyn porażki i powodów sukcesu. Ktoś mi powiedział, że „Asoka” poniósł porażkę, bo jego premiera zbiegła się z wydarzeniami 11.09. Co za bzdura! Zwykle mam też oszacowanie, jakie będą wpływy za film. Powiedziałem Ashutoshowi (Gowarikerowi) o „Swades,” „sprzedasz go nieźle, ale nic ponadto.”

Wiem, że to trudne, ale czy potrafisz zrobić listę kilku filmów, w których lubiłeś grać i takich które dały ci emocjonalnego kopa?
Bez problemu. Pomyślmy. To nie będzie jakaś wyczerpująca lista, ale te, które przychodzą mi na szybko na myśl, to „Baazigar,” „Darr,” „Raju Ban Gaya Gentleman” i tak, choć może się zdziwisz - „Baadshah.” No i oczywiście „Devdas,” „Veer Zaara,” „Main Hoon Naa.” Bardzo lubię „Main Hoon Naa,” bo zawierał pewien przekaz, bez robienia hałasu. Jak chodzi o dawanie kopa, to „Asoka” też taki był. Byłem zachwycony mogąc przekazać buddyjskie przesłanie pokoju. Wiesz, Asoka był naszym świętym Pawłem. Nie mamy o nim właściwego wyobrażenia. Uważam także, że powinniśmy usuwać warstwy przestarzałych przekonań na temat postaci historycznych. Niektórzy krytykowali nas za przedstawianie życia miłosnego Asoki. Co za absurd. Czy to znaczy, że Asoka nie miał prawa kochać? Jakiś czas temu czytałem biografię Dżingiz Chana. Byłem zdumiony, że ten obecnie oczerniany wojownik nigdy w całym swoim życiu nie zgwałcił kobiety. Poza tym był dobrym administratorem, który wprowadzał ład i porządek na podbitych terenach. Kłopot w tym, że historię piszą ludzie przekonani, że tylko oni mają rację. Nie powinniśmy ufać tylko jednemu punktowi widzenia.

Czyli z twojej strony nie powinniśmy oczekiwać więcej filmów historycznych?
Nie jestem pewien. Filmy czysto historyczne nudzą mnie. Wolę filmy udające historyczność. Jednak ich produkcja jest bardzo kosztowna, więc trzeba się porządnie zastanowić, zanim podejmie się decyzję o kręceniu. Nie zdecydowałem się na zagranie w „Jodhaa Akbar” Ashutosha, ale uważam, że ten materiał daje wielkie możliwości współczesnej interpretacji naszej historii. Interesowałaby mnie na przykład współczesna Ramayana i Mahabharata. Mogłoby to być coś jak „Gwiezdne wojny,” gdyby wziąć samą istotę opowieści i nadać jej nowy wymiar. Dobrze oprawione stare historie mogą są w stanie znieść próbę czasu. Powiedzenie „stare wino w nowych butlach nie jest uwłaczające. To wielka zmiana znaczeń w kategoriach kreatywności. Weźmy choćby Koran. Uczyłem się Koranu od mojego ojca, który podwał go w liberalny, nowoczesny sposób. Dzięki Bogu nie uczyłem się go w ortodoksyjnej arabskiej wersji. Teraz uczę moje dzieci tak, jak mnie nauczył ojciec.

Jesteś bardzo mocno związany z rodziną. Byłeś blisko z obojgiem rodziców, ale żadne z nich tak naprawdę nie widziało twojego sukcesu. To chyba bardzo zasmucające, prawda?
Tak, bardzo. Mój ojciec z wykształcenia był prawnikiem, ale w życiu robił przeróżne rzeczy, tylko nie praktykował prawa. Mam także była dobrze wykształcona, a pracowała jako pracownik socjalny. W Delhi była bardzo aktywna. Pamiętam z dzieciństwa, ze zajmowała się projektami Trans -Yamuna z ciocią Ruksaną (Ruksana Sultana, współpracownica Sanjaya Gandhi, matka Amrity Singh). Tato miał restaurację Rambles w Connaught Place, musiałeś tam bywać w studenckich czasach. Był bojownikiem o niepodległość, towarzyszem generała Shahnawaza Khana (znanego z INA) i Mohammada Yunusa.
Pochodził z Peszawaru, ale rodzina odsunęła się od niego, bo dołączył do ruchu niepodległościowego i pozostał w Indiach. Moja rodzina, łącznie z moimi wujkami, wciąż tam mieszka. Byłem w Pakistanie dwa razy jako dziecko, razem z ojcem. Prowadził on wszelkie interesy w Delhi i miał między innymi rozlewnię alkoholu. Zaprojektował kiedyś butelkę whisky Diplomat, do dziś sprzedają ją w tej samej formie. Ale zmarł bardzo młodo. Po jego śmierci, dostaliśmy małą agencję naftową z puli przeznaczonej dla działaczy wolnościowych. Mama prowadziła ją przez kilka lat, ale to było z tym istne urwanie głowy. Zrezygnowałem z niej po śmierci mamy. Mieszkaliśmy wtedy w Rajender Nagar. Jak więc widzisz, odebrałem bardzo zwyczajne wychowanie klasy średniej.

To raczej niezwykłe, żeby dzieci z przeciętnych rodzin klasy średniej podejmowały pracę w kinie hindi. Ale wiemy, że od dzieciństwa interesowałeś się aktorstwem. Jak to się stało, że znalazłeś się w Bollywood?
Mówiłem ci, byliśmy zwyczajną rodziną. Chodziłem do szkoły św. Kolumbana, chciałem studiować ekonomię. Nie zostałem jednak przyjęty do St. Stephen's, poszedłem więc do koledżu Hansraj na Uniwersytecie Delhijskim. Po dyplomie, zrobiłem kurs komunikacji masowej w Jamia. Nie miałem sprecyzowanych planów na przyszłość. Ale jeszcze w szkole brałem udział w przedstawieniach, grając nawet role żeńskie. Po skończeniu nauki w koledżu wstąpiłem do TAG Barry'ego Johna. Moje własne wyobrażenia potrzebowały przewartościowania. Przebywałem z ludźmi jak Sid Basu (Siddarth Basu, znany twórca quizów telewizyjnych) i Lilette Keswani (obecnie Dubey), ale cały przynależałem do Rajender Nagar i interesowałem się hindi. Jeździłem autobusami DTC i podsłuchiwałem, jak ludzi rozmawiają o serialach, jak „Humlog” i „Buniyaag.” Zaczynał się już boom na telewizję, choć wtedy istniał tylko kanał Doordarshan. Właściwie to Barry John powiedział mi, że jestem stworzony na bohatera filmowego. Poza tym mama zawsze powtarzała, że jestem lepszy niż Dilip Kumar i Biswajit (aktor filmów bengalskich i hindi – przypisek tłumaczki za wikipedią).

Czemu akurat Biswajit?
Mnie nie pytaj! Też nigdy nie mogłam tego dociec. Mówiła też, że tańczę jak Joy Mukherjee (również aktor – przypisek tłumaczki)...

Wróćmy do tego, jak znalazłeś się w serialach telewizyjnych...
To było niedługo po śmierci taty. Mama zaczęła się rozglądać za mniejszym domem w tej samej okolicy. Agentem pośrednictwa był pułkownik Kapoor. Właśnie w tym czasie produkował on „Fauji” i szukał aktorów do pomniejszych ról. (Nagle Shah Rukh podnosi komórkę. Dzwoni do pułkownika, zapowiada się w telefonem wieczorem, na dłuższą pogawędkę. „Dzięki, że zebrało ci się na wspomnienia. Już od jakiegoś czasu chciałem zadzwonić do staruszka. Widzisz, mam ciągle jego numer w komórce.” Shah Rukh przerywa, autentycznie pełen wdzięczności.) Początkowo dostałem małą rólkę, ale można to nazwać szczęściem, że syn pułkownika, który miał grać główną, zrezygnował z powodu innych zajęć. W międzyczasie pan pułkownik już zdążył mnie polubić i to ja wskoczyłem na miejsce jego syna. „Fauji” zebrał sporo dobrych opinii, a po nim przyszedł „Circus.” Bardzo żałuję, że mama nie mogła mnie w nim zobaczyć. Zorganizowałem nawet telewizor z magnetowidem na intensywnej terapii, na której leżała, żeby pokazać jej cztery odcinki „Circus,” ale była już w takim stanie, że nie mogła oglądać. Ale oglądała „Fauji” i była mocno przekonana co do mojego talentu aktorskiego. Kiedy przyjechała do Bombaju na leczenie, powiedziała Azizowi (Mirzy), u którego mieszkaliśmy, że będę kiedyś wielkim aktorem. Ale inni członkowie rodziny nie mieli takiej pewności. Pamiętam, że kiedy przyjechałem do Londynu na premierę „Baazigara,” moja ciocia mieszkająca tam przyszła na premierę, obejrzała film i powiedziała, „Dziecko, to było bardzo dobre, ale z czego ty będziesz się utrzymywać?”

Nie myślałeś wtedy jeszcze o karierze filmowej na poważnie?
Prowadziło mnie przeznaczenie, a ja szedłem za nim. Okoliczności wiodły mnie od jednej rzeczy do innej i były bardzo pomyślne. Kiedy zacząłem występować w teatrze, nie wiedziałem, że nadejdzie rewolucja telewizyjna i seriale będą przeżywać swoje wielkie chwile. Bardzo lubiłem w nich grywać. Roli, która miała być moją pierwszą rolą filmową, właściwie mi odmówiono, był to film „In Which Annie Gives It Those Ones.” Kiedy przyjechałem do Bombaju i grałem w serialach, dzwoniło do mnie wielu wielkich w branży. Pomogło też to, że blisko był Aziz Mirza. Pamiętam zwłaszcza telefony i miłe słowa od G.P Sippy'ego, Hemy Malini, Rakesha Roshana. Dość szybko zacząłem dostawać oferty ról. A ponieważ nie miałem żadnych wcześniejszych wyobrażeń na temat aktorskiego życia, przyjąłem sprawy tak, jak przychodziły. Teraz to brzmi dziwnie, ale uwierzysz, że za rolę w „Kabhi Haan Kabhie Naa” dostałem 5.000 rupii? I myślałem, że Pana Boga za nogę złapałem! I generalnie, znalazłem się w odpowiednim czasie na właściwym miejscu.

Teraz, kiedy to ty rozdajesz karty, czy masz jakieś pryncypia w wyborze filmów? Czy na przykład temat, tło obyczajowe, powinny przekazywać coś z twoich własnych przekonań, zapatrywań?
Tu nie chodzi o jakieś dawanie wskazówek. Ale mam preferencje, które wyzierają z produkowanych przez mnie filmów. Na przykład, zależy mi, żeby kręcić w indyjskich lokacjach. Wierzę, ze jeśli opowieść obraca się wokół Indii i Indusów, to na pewno się spodoba. Pracujemy nad filmem „Happy New Year.” To wielkobudżetowy film, który będzie portretował współczesne Indie. Uważam, że świetnie jest być Indusem. Nie chodzi tu o taki patriotyzm jak pan Bharat Manoja Kumara. Jestem patriotą yuppie, który identyfikuje się ze współczesnymi Indiami. Pochwalam kapitalizm, nie lubię komunizmu i dyktatury. Wierzę, że indyjska młodzież musi sobie poradzić w życiu. Pracować ciężko, mieć szczęśliwe małżeństwo, dobry samochód – to wszystko bardzo mi służy. Zostaliśmy wychowani w komercyjnym świecie. Ale kiedy pracuje się dla zdobywania dóbr materialnych, trzeba pamiętać, żeby mieć serce na właściwym miejscu.

A więc uważasz, ze obowiązki społeczne nie są dla ciebie?
Nie, nie o to mi chodzi. Mówię tylko, że moje filmy nie są kręcone po to, by zmieniać świat. Mają tylko dawać rozrywkę. Nie kręcę filmów o zagrożonych delfinach czy globalnym ociepleniu. To nie moja działka. Niech robi to ktoś inny, a ja to docenię. Lubię to, co robię i nie chcę tego zmieniać. Jeśli podoba mi się The Pioneer, nie przełączę go na Times of India. Jeśli jestem zadowolony z latania Indian Airlines, czemu mam woleć odrzutowiec? Ale nie mam nic przeciwko tym, którzy wybierają inaczej. To ich sprawa, ja ich nie będę zmieniał, niech oni nie zmieniają mnie.

Mocno wierzysz w indywidualne prawo do wolności i wolnego wyboru?
Tak, właśnie tak. Ale podnieśmy ton, gdzie w dzisiejszych czasach jest wolność? Zakazuje nam się palić, nawet jeśli rola tego wymaga. To nie jest wolność. Swoją drogą, twój fotograf robi mi zdjęcia, kiedy palę. Jesteś pewien, że pozwolą ci je opublikować? Palenie w filmach jest zabronione, czy ta sama cenzura nie obejmuje prasy?

Przechodząc od Shah Rukha – ikony do Shah Rukha – osoby, tobie udało się oddzielić życie zawodowe od życia prywatnego. Jak?
Kiedy o tym myślę, to wydaje mi się, że dzięki mojemu wychowaniu. Jak ci już mówiłem, wychowałem się w wykształconej rodzinie klasy średniej, która miała duże poszanowanie wartości. Tato kładł duży nacisk na naukę, a ja sobie z nią dobrze radziłem, przechodząc przez wszystkie klasy w szkole i koledżu na pierwszym miejscu lub w czołówce. Uwielbiałem sport i grałem we wszystko. Sporo też występowałem. Ale to były zajęcia dodatkowe, nauka była na pierwszym miejscu. Na tej podstawowej strukturze wartości klasy średniej zbudowałem życie. Aktorstwo to praca, daje mi pracę i sławę, ale nie angażuję się w politykę kręcenia filmów. Tak, zgoda, czasami filmy przejmują kontrolę nad życiem, ale bardzo się staramy, żeby do tego nie dochodziło.
Wcześniej, kiedy jechaliśmy na przejażdżkę, syn widząc billboard z moim filmem pytał, „Papa, to naprawdę ty? Co tam robisz na obrazku?” Nie pojmowali, dlaczego ludzie stoją na ulicy przed naszym domem, czemu ja wychodzę im pomachać. Teraz się z tym pogodzili. Ale my robimy wszystko, żeby mieli normalne dzieciństwo. Wiem, co mówię i jak to wpływa na tych ludzi na zewnątrz. Wiem, że bywają chwile, że nie mogę być sobą. Nie mogę sobie pozwolić, żeby być lekceważący. Materialne rzeczy mają znaczenie. Mamy trzy samochody, bo ja kocham samochody. Ale nie mamy, powiedzmy, siedmiu aut, na pokaz. Rozumiesz, o co mi chodzi? Jako rodzina nie pozwalamy, żeby kultura filmowa zdominowała nasze życie.

Jak Gauri się do tego dostosowała, zwłaszcza, że jej rodzice na początku nie byli zadowoleni z waszego małżeństwa? Czy angażuje się w twoją pracę?
Jej rodzice protestowali przeciwko naszym spotkaniom. Dziwisz się im? Nie byłem idealnym materiałem na męża, pochodziłem z innego środowiska, miałem niekonwencjonalną pracę. Wszystko to się poukładało, wydaje mi się, że teraz mnie kochają.
Ale ona nie interesuje się moją pracą w filmie. Właściwie w ogóle nie rozmawia ze mną o pracy. Oczywiście, jest teraz producentem, ale takim, który nie przykłada do niczego ręki i przychodzi kiedy film jest gotowy. Trzyma się na dystans – nie emocjonalnie, ale zawodowo. Wie, że jestem zawodowcem i że ciężko pracuję Ja wiem, że ona wierzy w to, co robię. To daje solidną bazę dla naszego szczęśliwego małżeństwa i udanego życia rodzinnego.

Były plotki, że masz zamiar zaangażować się w politykę, ze dołączysz do Rayi Sabha i tym podobne. Myślałeś o pójściu w ślady kolegów z branży i wejściu na arenę polityczną?
Trochę wcześniej mawiałem, że nie jestem wystarczająco brzydki, żeby zajmować się polityką. Ale teraz już nawet tego nie mogę powiedzieć, odkąd pojawiło się paru młodych, eleganckich posłów. A na serio, to mam dużo szacunku dla ludzi, którzy rządzą tym państwem niezależnie od partii politycznych. Mam wiele respektu dla Vajpayeeji, Advaniji, Soniaji. Nawet nie umiem sobie wyobrazić, jak Soniaji (Gandhi – przypisek tłumaczki) może mieć tak silne uczucia do kraju, w którym straciła już tylu członków rodziny. Większość przywódców to ludzie bezinteresowni. To ich klakierzy psują wszystko. Uważam też, że organizacje religijne nie powinny mieszać się do polityki. Ale nie jestem jestem tak naiwny, żeby nie wiedzieć, że takie rzeczy się dzieją i to na całym świecie.
Ja nie umiem być tak nieegoistyczny. Wierzę w kapitalizm, wolny rynek, dobre drogi, otwieranie lokali i pozwalanie, żeby prosperowało życie nocne, wolny handel z Pakistanem i podobne rzeczy. Ale wiem, że wszystkich nie nakłonię do takiego myślenia. Jestem więc najgorszą osobą do zajmowania się polityką. Wybieram więc zwykłe życie członka klasy średniej, nie chcę go przemodelować i próbować czegoś nowego.

Co robisz, żeby oderwać się od zgiełku życia zawodowego – kręcenia filmów, reklam, przyjęć, tego wszystkiego? Jeździsz na wakacje z rodziną?
Kiedy kręcę film, pracuję na cały etat. Nie mam wtedy czasu na nic innego. Ale kiedy nie pracuję, relaksuję się z równym zapałem. Teraz na przykład, wziąłem sobie trzymiesięczny urlop. Nie robię nic, prócz może pogawędki z ludźmi jak ty, od czasu do czasu. Zachowałem też mój nawyk czytania. Zwykle czytam dwie – trzy książki naraz. Teraz na przykład w łazience czytam biografię V Shantarama (Shantaram Rajaram Vankudre, indyjski reżyser, producent i aktor – przypisek tłumaczki za wikipedią), powieść Toma Sharpa w sypialni, a kolekcję zupełnie bezużytecznych faktów w samochodzie. Uwielbiam projektować loga, odnawiać biura, co zamierzam wkrótce zrobić z własnymi – takie sprawy. Także piszę – nie w sposób uporządkowany, ale od czasu do czasu zapisuję zabłąkane myśli.
Podróżowanie – nie znoszę go. To pewnie dlatego, że przez większość czasu wariacko podróżuję. Nauczyłem się więc kochać ciszę i samotność pierwszej klasy w samolotach rejsowych.
Co do psów – mam dwa, labradora imieniem Hulk i japońskiego chinhua, który nazywa się Dash. Są fantastyczne, dają mi wiele przyjemności. I tak, zabieram dzieci na wakacje. Kochają plaże Goa i europejski Disneyland. Planuje kupić dom na Goa, bo brak prywatności jest dokuczliwy. Ale skoro pytasz, to powiem, ze nie lubię wakacji. Jeżdżę na nie tylko ze względu na dzieci. Uwielbiam być w domu. Jest mi bardzo drogi.


Serdeczne podziękowania dla Wryddhyy za tłumaczenie kwestii w hindi

Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"