w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Popatrz! Ja się nie zmieniam!

Wywiad dla CineBlitz z października 2006 roku
Autor: Nishi Prem


Jak na aktora, którego tak trudno zadowolić, jak jego, Shah Rukh Khan poświęcił półtorej dekady jednemu rodzajowi kina. Ale czasy się zmieniają, a wraz z nimi kino hindi – od ludzi, którzy je tworzą, po tych, którzy je oglądają. A Shah Rukh chce w tym uczestniczyć. Ale czy jest gotów również się do nich nagiąć? Sprawdza to Nishi Prem.

Jest zbyt bystry i pełen inwencji, żeby nie wyczuć powiewu zmiany, ale również nie ekscytuje się byle czym, chyba, że chodzi o nową wersję Palystation. Nie myl jego skupienia z zainteresowaniem, dla niego to nie to samo. Co więc dzieje się w jego giętkim umyśle, kiedy przemysł filmów hindi szykuje się na przyjęcie następnego pokolenia? Z prawie ukończonymi zdjęciami do „Dona,” Shah Rukh pracuje z Farhanem Akhtarem już od prawie pół roku. Farhan pod wieloma względami reprezentuje ten nowy porządek – zarówno pod względem wrażliwości, jak systemu pracy. Strasznie chciałam się dowiedzieć, jak Shah Rukh, przychodzący wprost z z domowych planów Choprów i Joharów, radzi sobie z bezosobową, jankeską, z walkie-talkie przy uchu kulturą pracy Akhtara.
Shah Rukh jest rozbrajająco szczery mówiąc do dyskomforcie wywołanym zbyt dużą precyzją i o rzeczach, które dla niego nigdy się nie zmienią. Oznacza swoje terytorium uprzejmym uśmiechem. Ale upewnia się, że nikt i nic nie przekroczy jego granic, póki on sam na to nie pozwoli. Nawet zmiany.

„Don” wydaje się dziwacznym pomysłem na remake. Ani nie jest czystej wody klasykiem, ani nie był blockbusterem, nic z tych rzeczy. Nie ma w nim nic nadzwyczajnego, nic, co warto byłoby wskrzeszać.

Wiem, o co ci chodzi. „Don” nie jest zwykłym wyborem na remake. To jest film, który ogląda się z przyjemnością, ale nie mówi się o nim tak powszechnie, jak o „Shalay,” czy Devdasie, czy „Amarze Akbarze Anthonym.” Ale ja jestem bardzo podekscytowany, bo dorastałem oglądając „Dona.” Gdybym miał wybrać sześć ulubionych filmów wszech czasów, byłby wśród nich „Don.” To czysto osobiste, coś jak wow! Oglądałem „Dona” i chciałem być jak Bachchan, a teraz sam kręcę „Dona.” Dla mnie to nawet w pewnym sensie bardziej przerażające i ekscytujące niż „Devdas,'” bo „Devdas” pochodzi sprzed mojej epoki i nie miałem się do czego odnosić, ale na „Donie” się wychowałem i nadal gram z Amitemji! Uważam, że to jest jeden z najmilszych thrillerów jakie zrobiono, bardzo łatwo dostosowujący się do nowych czasów, jeden z niewielu filmów tych czasów z wspaniałą ścieżką dźwiękową. Wszystko to składa się na bardzo rozrywkowy film, yaar... W ekipie jest cała grupa ludzi, którzy wychowali się na „Donie” i uwielbiają go. I uważam, że jeśli jakiś materiał zainspirował kogoś takiego, jak Farhan, to coś w tym musi być. Powiedziałem sobie, hej, to jest inne pokolenie, a podoba im się „Don,” nie ma co, róbmy go.

To wygląda trochę na klub wzajemnej adoracji. Czasami takie rzeczy zmieniają się w błędne koło.

Myślę, że mając moją pozycję, mogę zaryzykować. Wszyscy jesteśmy w jakimś sensie mniej lub więcej ustabilizowanymi, wiarygodnymi komercyjnie filmowcami. Oczywiście, będą dziwaczne porównania i wybuchną nieuniknione kontrowersje, ale jak dla mnie, to też jest ekscytujące.

Farhan nie jest podobny do reżyserów hindi, z którymi zwykle pracujesz. Musiało chyba trochę potrwać, aż przywykłeś do tej atmosfery bez nadskakiwania i nonsensów. Kultura pracy Farhana, minimalistyczna i precyzyjna, jest biegunowo różna od domowej, rozrzutnej atmosfery planów Karana Johara czy Yasha Chopry.

Farhan jest młodym, bystrym, myślącym facetem. Znakomicie zarabia punkty na swoje konto, a Bóg da, będzie jeszcze lepiej. Podoba mi się w nim to, że nie jest onieśmielony myślą, że robi remake. Niczego nie chce przewyższać czy robić czegoś wyjątkowego. Robi po prostu film tak, jak go czuje. Nie ma w tym zamysłu - sprawmy, żeby był lepszy, większy, bardziej stylowy od oryginału, ani też nie umniejsza go czy przeinacza. Idzie za swoją interpretacją i tyle. Ma swój własny styl pracy, ale nie jest tak rygorystyczny, jak mi mówiono. Śmialiśmy się, wygłupiali, palili, gadali. Powiedziałem im, ludzie, posłuchajcie, jesteście tacy fajni kiedy nie kręcimy i relaksujemy się, bądźmy tacy sami na planie. Byłem jak na mnie na tyle życzliwy, żeby to powiedzieć. Zdarzały się też bardzo miłe rzeczy, jak to, że Farhan nagle zatrzymywał się i pytał, Shah Rukh, dobrze się bawisz kręcąc ten film? Odpowiedziałem, taaa, to świetna zabawa. Zdałem sobie sprawę, że dla Farhana i jego ekipy było ważne, żeby Shah Rukh miał dobrą zabawę, co sprawiło, że poczułem się bardzo ważny, ale ważny w miły sposób. Wziąłem na siebie obowiązek wyjaśnienia im tego. Napisałem nawet trzy-stronicową notatkę, której im w końcu nie dałem... To było coś jak, ludzie, jesteście fantastyczni, ale musicie zrozumieć, że aktorzy też bywają fantastyczni. Musimy trochę wyluzować i robić filmy z przyjemnością.
Może – tak myślę – Farhan jest tak młody, że potrzebuje jakoś zamanifestować swoją dojrzałość przez bycie bardzo na serio. A cały jego zespół dostosowuje się do jego tonu.

Sytuacja się zmienia. Wielkomiejski reżyser wprowadza bardziej zorganizowany (można rzec zhollywoodyzowany) system kręcenia filmów. Wszyscy ci piękni i młodzi, żujący gumę asystenci reżysera, z walkie talkie w dłoni monitorujący działania aktora sekunda po sekundzie. Wszystko to jest bardzo akuratne i szpanerskie.

To jest zabawne. Cały ten system minutowego wyliczania jest zabawny. Żartowaliśmy sobie z tego nieustannie. Ale to nie może działać w jedną stronę. Tak jak ja nie mogę po prostu zrobić uniku, powiedzieć tym gościom, ja nie pracuję w ten sposób i odciąć się od nich, tak i oni muszą przyjąć do wiadomości, że ja jestem wystarczająco profesjonalny, żeby mogli trochę odpuścić. Widzisz, oni idą takim systemem, w którym wszystko musi być wyliczone w czasie. Coś podobnego przydarzyło mi się na planie „Swades.” Była tak taka pani, asystentka reżysera, która przychodziła i nie spuszczała ze mnie oka, kiedy się czesałem. Spytałem, co robi. Odpowiedziała, że musi wiedzieć dokładnie, ile czasu zabiera mi ułożenie włosów. Więc powiedziałem, czyś ty oszalała? Po prostu powiedz mi, na którą mam być gotowy, a będę i sprawa załatwiona, możesz sobie iść. Nie wyliczaj, pół godziny na to, kwadrans na to, dziesięć minut na kawę a piętnaście na herbatę, balls! Daj mi znać, kiedy mam być gotowy, a resztę daj mi robić po swojemu. Zjawiłem się na czas, więc w końcu pojęła. Powiedziała mi, wiesz co, bardzo łatwo się z tobą pracuje, a ze mną naprawdę łatwo się pracuje i cała ekipa „Dona” chyba to sobie uświadomiła w jakieś 8-10 dni.
No tak, jeszcze piękne dziewczyny! Tak, to bardzo przyjemne. Młode, uwijające się, przemiłe dziewczyny, to dla mnie bardzo przyjemne... Jestem starej daty. Jestem lekko tradycjonalistą, więc bawi mnie trochę cała ta uroda planu. One wcale nie muszą być fizycznie piękne, ale dzięki nim w studio jest o wiele więcej piękna wokół... te dziewczyny są młode i pełne werwy, nie mówią do ciebie „panie Khan,” albo mówią, ale w taki dziwny sposób, niby pełen szacunku, a jednak nie... Taki „przypochlebczy,” z braku lepszego słowa … więc stajesz trochę zdumiony, bo to brzmi jakoś inaczej niż zwykle, a nie będę ukrywał, że przez lata przywykłem do tego, że mówią do mnie w określony sposób. To jest tak, że wysyłam im wiadomość „spóźnię się pół godziny,” na co przychodzi odpowiedź „czekamy.” Nie jest to zwyczajowe „nie ma problemu, w porządeczku,” więc w pierwszej chwili jesteś zaskoczony takimi drobnymi rzeczami, ale jest to interesujące.

Z drugiej strony kamery sprawy też się mają inaczej. Dla tych nowych filmowców cały ten ckliwy i rzewny sztafaż, z jakiego ulepiony był bohater kina hindi, jest już passe.

Kiedy pracowałem z Farhanem, najpierw miałem takie uczucie, ej, bracie, co on wyrabia, jak on to kręci! Potem pomyślałem sobie, że chyba już staję się w typowym „starym mistrzem,” że nie jestem gotów żeby się zmieniać i może lepiej byłoby odpuścić i uczyć się. Przez chwilę było naprawdę jak hej, ale dlaczego w ten sposób, bracie, a to czemu..… a potem wyluzowałem. Odpuściłem, bo pomyślałem, że może już osiągnąłem etap bycia starym mistrzem, wokół którego ludzie się zmieniają i pewnie podśmiewają z niego. Nie śmiali się, ale pomyślałem, że to pewnie jest to nowe kino, które nastaje... może to ustawia niektórych młodych od razu w pozycji starych mistrzów. Więc może dam sobie szansę na spróbowanie i może nauczenie się czegoś. Osobiście uważam, że cały zespół zebrany przez Farhana czegoś mnie nauczył. Jeśli to coś się sprawdzi, dobrze, jeśli nie, wrócę do mojego sposobu „starego mistrza.” Do niego zawsze mam drogę powrotu. Inshallah, być może w ciągu następnych kilku lat zrobię kilka następnych filmów i być może zmienię się kompletnie jako aktor.

Każda epoka kręcenia filmów ma swoje własne trendy i właściwości. Jak myślisz, czy czasy wielkich wejść, wymyślnych tyrad, silnej modulacji głosu i całej tej rozbuchanej wielkości i ekstrawagancji wydają ostatnie tchnienie?

Być może! Możliwe, że istnieje grupa widzów, która nie oczekuje ode mnie, żebym robił na nich wrażenie. To tylko praca, zrób swoje i odpocznij, co zresztą jakoś przemyciło się do mojej gry przez ostatnie miesiące. Chcę być bardziej rozluźniony, wypowiedzieć moje kwestie normalnie i nie dźwigać za dużo aktorskiego bagażu. Ale filmy mają swoje własne miejsce i język, nie możesz więc nagle stać się kimś zupełnie innym w filmie, który jest inny. Jednak w przypadkach takich jak „Swades,” czy nawet „Don,” choć to jest thriller i film w rodzaju „Don-nigdy-się-nie-myli,” („Don-kabhi-wrong-nahin-hota” - Shahrukh parafrazuje tutaj kwestię tekstu generała Donga [Amrish Puri] z filmu „Tahalka” [1992], który mówił „Dong kabhi wrong nahin hota hai” - przypisek Wryddhyy) - to dobra zabawa, bo są one inaczej filmowane. Nakręciliśmy parę naprawdę ładnych kwestii, ale nie było niczego, jak zdjęcia z wózka a ja miałem przykazanie nie mówić specjalnym głosem, miałem po prostu wejść i powiedzieć swoje kwestie... żadnego zadęcia i przegięcia, więc dla mnie to było bardzo ciekawe. I musisz to raz zrobić, żeby mieć do tego przekonanie. Niby to wiemy, ale dopóki nie zrobimy, nie mamy do tego przekonania. Tak więc byłem bardzo zadowolony grając w „Donie.” Dla mnie to pouczające doświadczenie.

Czy te standardy się tutaj przyjmą? Czy sądzisz, że przemysł filmów hindi zmienia się podobnie jak wszystko w kraju? Mamy Louisa Vuittona i amerykańskie korporacje. Nie zapominajmy o kulturze centrów handlowych i multipleksów. A może nasz sposób kręcenia filmów jest zbyt mocno zakorzeniony, żeby mogło tu dojść do jakiejś znaczącej zmiany?

Dla każdego coś innego. To co się sprawdzi u Petera, może nie zadziałać dobrze u Paula. Myślę, że zmiany nastąpią, ale i ci młodzi goście trochę odpuszczą. W ich pracę wejdzie trochę „indyjskości.” Nie ostaną się firmy jankeskie. To nadal będzie Yash Raj, bo jest bliższy naszym wewnętrznym kolorom makijażowi. Yash Raj to korporacja i robią swoje filmy w niesamowicie systematyczny sposób, ale kiedy się z nimi pracuje, to są to tacy zwyczajni zjadacze parathów, panuje u nich rodzinna atmosfera. To musi być mieszanka obu stylów. Lubię ten nasz styl kręcenia filmów, który daje nam też trochę zabawy. Nie sądzę, żeby zadziałało tu odcięcie się od tego grubą kreską. Będzie musiało być trochę tego, trochę tego.

Przypuszczam, że jest tak, że ktoś mówi do ciebie, Shah Rukh, zanim podpiszemy kontrakt, musimy popracować z tobą nad detalami, musimy ustalić twój wygląd, uczesanie, zobaczyć czy będziesz dobrze wyglądał, zanim z tobą zaczniemy pracę....

Osobiście do mnie?! Nie, ja tak nie robię. Włosy owszem, do tego już przywykłem. Audhana sprawiła, że się do tego przyzwyczaiłem, ale nic więcej. Dochodzę do włosów i na tym koniec. Możecie coś zrobić z moimi włosami, to wszystko. I pozwól, że jeszcze powiem, że to nie dlatego, że jestem jakiś przewrażliwiony na tym tle. Nie jestem taki. Zawsze mówię, gdybym to ja kręcił „Lagaan,” spieprzyłbym to. Nie mam fałszywych wyobrażeń na swój temat. Jestem spolegliwy jak chodzi o filmy. W podejściu do filmów jestem trochę niedbały, co dobrze mi służy i nie zmieniam tego.

Co z Twoją sławną pasją i energią...

Jestem pasjonatem, ale nie perfekcjonistą...Moja pasja, to jest coś, z czego powstają moje filmy, powinno być w tym trochę chropowatości, zostawmy to tak. Wierzę w to i pracuję do upadłego. Wiesz, będę szczery, wielu ludzi mówi, że ciągle gram te same role w takich samych filmach. Ale według mnie i na mój własny sposób to się ciągle rozwija, wokół czego nie robię wielkiego halo. Ale nie możemy w tym utknąć, koleś. Dokończmy film szybciej, zróbmy wielki film, ale wielkość nie oznacza perfekcyjności. Widzisz, mam inny tok myślenia niż niektórzy aktorzy... powiedzmy Aamir, który jest nazywany perfekcjonistą. Nie mówię tego z własnego doświadczenia, nigdy właściwie nie widziałem go przy pracy. Ale jeśli ktoś mówi mi, musisz popracować nad rolą, poszukać materiałów w sieci i tak dalej … mówię no ja cię przepraszam... Nawet mi nie przychodzi do głowy iść na przesłuchanie do Stevena Spielberga. Ale jeśli jutro dadzą mi rolę, do której będę musiał przytyć i nauczyć się języka, miejmy nadzieję, że nie tamilskiego (śmieje się), to języka może się i nie nauczę, ale będę próbował. Ale zrobię to po swojemu. Warsztaty i próby to absolutnie nie dla mnie.

Warsztaty są organizowane, żeby aktorzy oswoili się ze swoimi rolami i z sobą nawzajem.

Naprawdę nie widzę potrzeby. Nie kopiujmy tutaj głupio zasad z podręczników. Jeśli zacznę robić warsztaty z Rani i Preity i spędzać z nimi jeszcze więcej czasu, to już chyba z nimi zamieszkam! Jak bardziej swobodnie mogę dziś się poczuć z Rani i Preity? Spotykam się z nimi od rana do wieczora. Są stałą częścią mojego życia. Już więcej nie musimy starać się nawzajem zrozumieć. Tak myślę. Nigdy do tej pory nie miałem takiej potrzeby. Tak jak z próbami tanecznymi, jeśli nawet mówią mi o próbach tańca, mówię nie, nie przyjdę na próbę, zatańczę od razu na planie. A potem przychodzę 40 minut wcześniej i w czasie kiedy ustawiane są światła, ja ćwiczę kroki raz za razem. Nie marnuję czasu przed kamerą, ale też nie wynajmuję Satyam hall, żeby robić tam próby do piosenki. Do tej pory tego nie robiłem. Próbowałem przez jeden dzień „Kaali kaali ankhen” (słynna piosenka z „Baazigara” – przypisek tłumaczki) i zdałem sobie sprawę, że nie mogę tego zrobić.

Ramu (Ram Gopal Varma, reżyser i producent – przypisek tłumaczki) mówi, że praca z tobą byłaby jak powrót do szkoły.

Ramu to miły gość, często go spotykam, znamy się od 16 lat.

Nie baw się w dyplomację.

Nie, nie będę. Sądzę, że dobrze się znamy, bo wpada do mnie do domu kiedy tylko zechce. Za każdym razem kiedy wpada, spotkanie z nim jest dla mnie interesujące. Widzisz, to nie działa w jedną stronę, to nie jest tak, że on przychodzi do mnie, a ja go unikam. Zawsze się z nim spotykam, ilekroć jest zaproszony, bo go lubię, lubię jego towarzystwo... siedzimy i gawędzimy...
Nie tylko o filmach, ale on regularnie dzwoni, „Shah, kręcę film, mogę wpaść i pokazać ci trailer?” Mówię, zapraszam, przyjdź. Potem siadamy i gadamy, on trochę zawsze pomstuje, ja trochę pomstuję, po prostu razem siedzimy. Wiele razy przychodził również i mówił, że chce zrobić film ze mną.

Ramu mówi, że lubi pracować tylko z nadzwyczajnymi aktorami, a według niego ty takim nie jesteś.

Wiesz, tak bardzo podobał mi się tytuł „Bunty i Babli,” że chciałem zagrać w tym filmie, po prostu z powodu tego tytułu. A wtedy Adi powiedział, Shah Rukh, jesteś za mało zwyczajny, żeby zagrać w „Bunty i Babli.” Zanim jeszcze zrobiono casting powiedział, że to musi być ktoś raczej nowy. Każdy reżyser ma swoje podejście. Ramu nie pracuje ze mną, bo jestem za mało niezwykły, Adi uważa, że jestem zbyt niezwykły na „Bunty i Babli.” Nie wierzę żadnemu z nich. Uważam, że jestem aktorem, który może pasować, lub nie pasować do roli. Tylko postaci są niezwykłe, lub zwyczajne, nie aktorzy.

Czy nakręcisz jego następny film, po tym, co o tobie powiedział?

To reżyserzy do mnie przychodzą ze swoimi filmami, nie ja chodzę do reżyserów. I nie jestem nadęty. Przyszedł do mnie z „Time Machine” i to on zdecydował że nie chce tego robić. Nie miałem wpływu na żadną jego decyzję. Wiem, ze udzielił kilku wywiadów, w których mówił, że jestem wstępnie zainteresowany jego „Time Machine.” To Ramu nie kręci filmów ze mną. I znowu, chciał nakręcić „Time Machine” ze mną, ale jednak nie chciał. Ewidentnie jest to przywilej reżysera, producenta, producenta, że może powiedzieć, przyjdź, jeśli musisz zrobić ten film to, zrób, nie musisz, nie rób. Ja nie chodzę do niego po prośbie, Ramu, zrób ze mną film, jeśliś tak miły. Ewidentnie, powiedział, że praca ze mną byłaby jak powrót do szkoły i że nie jest świadomy, że jestem gwiazdą... To są jego punkty widzenia i szczerze, nie mogę tego komentować... Ramu mówi wiele rzeczy, a potem już niewiele więcej pozostaje do powiedzenia... i być może on czuje się źle bo to z kolei wywołuje moje negatywne nastawienie. Przysięgam, ja nie czuję się źle. Nie mam zamiaru żywić wrogich uczuć do Ramu.
Przeczytałem też gdzieś, że nie zagram w następnym filmie Adiego. Widzisz, jeśli mam zagrać w jego następnym filmie, on przyjdzie i mnie poprosi, jeśli nie mam zagrać, nie przyjdzie i nie poprosi. A może przyjdzie i poprosi, ale i tak zdecyduje, że jednak nie mam grać. Ale póki co, jeszcze żadna z tych rzeczy się nie wydarzyła! Robię trzy na dziesięć oferowanych mi filmów, siedem odrzucam, nie istnieją dla mnie, nie myślę o nich, inaczej umarłbym (śmieje się). Bo niektóre może zostaną wielkimi hitami i wtedy mówiłbym, cholera, trzeba je było zrobić. „Don,” „Chak De” i „Om Shanti Om,” te trzy filmy robię i według mnie to one są najlepsze. Czemu miałbym myśleć, że - o rany, czemu on nie chciał mnie do tego filmu..?

Uważa się, że aktorzy mają wybujałe ego, które nie pozwala im zapominać o urazach.

Ja ci już wcześniej powiedziałem, że moje ego jest tak wielkie, że uważam, że to ich cholerna strata. Przysięgam na Boga, żyję z tej głupiej, dziwacznej, większej niż wszystkie inne na świecie wieży z kości słoniowej. Naprawdę uważam – jeśli ze mną nie pracujesz, to twoja strata. To brzmi strasznie pompatycznie, nie lubię tego mówić.

To brzmi jakbyś był strasznie zarozumiały.

To w najwyższym stopniu tak brzmi. Ale to mój świat. To są te klapki na oczach, które noszę. To są moje różowe okulary. To mój świat. Nie chcesz ze mną pracować? Co za szkoda, moje ty biedactwo. Oczywiście, że są ludzie, z którymi naprawdę lubię pracować, ale jeśli reżyser X nie chce ze mną pracować, to p***** to, nie wie, co traci. Szesnaście lat, kobieto! Niczego nie muszę udowadniać. Ani sobie ani nikomu.


Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"