w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Otwarty umysł

Wywiad dla Cine Blitz z marca 2007 roku
Tytuł oryginalny: "A Bountiful Mind"
Autor: Nishi Prem


Shah Rukh łyka tabletki paracetamolu, kiedy Nishi Prem spotyka się z nim na planie „Om Shanti Om”. Kiedy się z nim żegna późnym wieczorem w jego rezydencji, dostaje on właśnie zastrzyk od swojego lekarza. Ale gdybyś nie miał tych dwóch informacji, nigdy w życiu nie pomyślałbyś, że ma podwyższoną temperaturę. Jest taki cool!

Uwielbiam rozmawiać z Shah Rukiem Khanem. Każdy temat, każda jego skala, którą podejmuje, przychodzi mu ot tak! Uwielbiam drążyć jego żywy umysł, czasami bardziej niż oglądać jego filmy.
„Kiedyś w końcu zrobię to dobrze” – ten sms, który mi przysłał zaraz po premierze „Devdasa” w odpowiedzi na moją krytykę filmu, prawdopodobnie określił go dla mnie – jest jak ktoś, kto nie przestaje wspinać się na wierzchołek góry, choć już dawno tam jest.
„Kiedyś w końcu zrobię to dobrze” – to także mówi wiele o rozterkach aktora, uwikłanego w zawiłości własnego gwiazdorstwa.
Shah Rukh nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby urodził się w czasach przed wynalezieniem kamery. Nierealny celuloidowy świat jest tym, w którym najlepiej mu się oddycha. Znam go i oglądam od tylu lat (17 dokładnie), prowadziłam z nim niezliczone dyskusje o kinie indyjskim i nagle zdałam sobie sprawę, że Shah Rukh rozwinął się o wiele poza bycie wyłącznie gwiazdą. Jego myśli są często głębsze niż jego filmy, a jego intencje zawsze większe niż jego występy. I chociaż nie zamieniłby swojego gwiazdorstwa na żadne inne osiągnięcie w świecie, być może po cichutku chciałby czasami, żeby jego droga do sukcesu wiodła inaczej. Być może.

Oszałamiający sukces KBC?
Taaak, niespodziewanie okazało się, że jest bardzo dobrze. To znaczy – wiedziałem, że będzie dobrze, ale nie sądziłem, ze aż tak. W pewnym sensie KBC utracił swoją aurę nowości. Nie wyśmiewam tu nikogo – tak dzieje się z każdym show, które trwa długo. Ponieważ odzew był tak świetny, uważają, że będą w stanie w jakiś sposób przywrócić programowi tę świeżość. Oczywiście, są zgrzyty i za każdym razem nie jesteśmy pewni jak pójdzie show, ale tak, generalnie, jestem teraz bardziej odprężony. Jestem już częścią KBC.

Twoje KBC jest ostrym odwrotem od klasycznego formatu teleturnieju.
Nie przełamałem formatu programu, ale tak, jest on inny, bo ja jestem inny. Gdyby było inaczej, skończylibyśmy robiąc dokładnie to, co już zrobili inni. Myślę, ze taki właśnie jestem. Jestem trochę inny i wkładam dużo wysiłku w to, żeby być innym. Bo jestem inny. Nie chcę mówić „lock it”. Nie chcę mówić „Sure?... Confident?” (czyli – powtarzać powiedzonek Big B – przypisek mój). Wolę mówić „Kaccha Kaccha Pacca Pacca” i chcę mówić „Alat Palat” zamiast „flip the question.” Taki jestem, może bardziej wyluzowany. Moja osobowość ekranowa i poza ekranowa nie jest oszałamiająca, ludzie nie są przy mnie onieśmieleni. Wydaje mi się, że się przy mnie relaksują. Uważam, że moi uczestnicy odpowiadają na jeszcze jedno pytanie, bo czują się odprężeni.

Czy rozmawiałeś z panem Bachchanem zanim przyjąłeś ofertę KBC?

Nie, nie sądziłem, żeby to było konieczne, skoro wcześniej rozmawiałem już z producentami i szefami kanału i wszyscy stawiałem sprawę jasno – wystąpię tylko pod warunkiem, że poprzedni gospodarz nie zdecyduje się wrócić do programu. Ponieważ zapewnili mnie, że tak właśnie jest, uznałem, ze głupio byłoby dzwonić jeszcze do pana Bachchana. Uznałem, że nie muszę już go pytać.

Nie sądzisz, że tego oczekiwał?
Nie wiem. Ja nie oczekiwałbym, że ktoś zadzwoni do mnie, kiedy bierze show po mnie. To praca, kiedy ja zrezygnuję, może weźmie ją ktoś inny. Jeśli ja tego nie robię, to co ma za znaczenie, kto robi? Ktoś musi!

Czy wierzysz, że pan Bachchan nie oglądał KBC, tak, jak zapewnia?
Jeśli mówi, że nie oglądał, to znaczy, ze nie oglądał.

Jest ewidentnie jakieś napięcie między wami.
Naprawdę nie wiem. Szczerze mówiąc, wszyscy o tym mówią, ale ja kompletnie przestałem o tym myśleć. Nie przywiązuję do tego już żadnej wagi. Nie pozwolę, żeby mnie to więcej zajmowało. Nie chcę na ten temat myśleć, bo są to myśli negatywne, a ja nie jestem negatywny. Nie chcę taki być. Przez większość życia taki nie byłem. Zawsze staram się nie myśleć i nie czytać za dużo o tym, co mówią inni ludzie. Mam filmy do nakręcenia, mam dzieci, którymi trzeba się zająć, kręcę KBC...A co on powiedział? Dlaczego tak powiedział? Czy on ogląda? A może obejrzy? Słuchaj – jeśli ogląda, to fajnie, jeśli nie – jest OK. Ja zrobiłem swoje. Wszędzie wiszą billboardy, następne odcinki są gotowe do emisji... i to tyle.

Bachchan powiedział, ze nie podoba mu się twoja wersja Dona.
A mnie się podoba.

Im większa gwiazda, tym trudniej jest poradzić sobie z gorączką wokół i popularnością?
Mam nadzieję, że w swoim czasie mój syn będzie wielką gwiazdą (śmiech). A na serio – nie wiem. Czy ja dałbym, radę z wszystkiego tego zrezygnować pewnego dnia? Teraz wydaje mi się, że byłoby mi trudno zrezygnować z gwiazdorstwa, ale może to dlatego, że się starzeję i, jak powiedziałaś, jestem zaangażowany w wiele spraw związanych z kinematografią, jak organizowaniem zespołu od efektów specjalnych i kręceniem filmów.. Ciągle próbuję znaleźć coś, co będzie wiązało mnie z procesem powstawania filmów... to powinno być dla mnie bardzo dobre..

Zawsze istnieje niebezpieczeństwo utknięcia, jeśli odmawia się przemiany lub zdefiniowania na nowo... jeśli ktoś nie chce ewoluować...
Wiem, że trzeba nad tym pracować.... Ja próbuję. Może mam klapki na oczach jak chodzi o moją pracę, ale ślepy nie jestem. Widzę, co się wokół mnie dzieje. Czasami mnie to uderza, shit, wszystko się zmienia, a ja mogę nie nadążyć! Więc może i tego nie robię, ale to nie znaczy, że nie jestem świadomy. Któregoś dnia, może już wkrótce, będę musiał usiąść i rozważyć to. Trzeba będzie zmniejszyć ilość pracy, a zwiększyć jakość.

Powstały takie filmy jak „Rang De Basanti”, „Omkara”, „Lage Raho Munna Bhai”, „Being Cyrus”, „Kholsa Ka Ghosla”... wydaje się, że kino hinduskie w końcu wyrywa się na wolność. To chyba zapowiada świetne czasy dla entuzjastów kina.
Ja jestem bardzo podekscytowany. Jestem i tak już roztrzęsiony, yaar. Ludzie muszą mnie bronić przede mną samym. Uważam to za podniecające i męczące i przerażające również. Trzeba teraz wielkiej siły, żeby porzucić to, co się już zdobyło, tę swoja bezpieczną przestrzeń. Myślę, ze jeszcze przez następne 5-6 lat przetrwam robiąc to, co potrafię najlepiej suit-vuit pahenke, baal banake, gaane gake. Nie mówię, że nie mam szans się zmienić. Podejmuję taką szansę za każdym razem, czy to w „Paheli”, „Asoce”, „Swades”... Ale tak, jednocześnie boję się, że pójdę w złą stronę. Próbuję więc też działać tak, żeby zostawić sobie margines bezpieczeństwa, to element mojej strategii biznesowej. Temu nie zaprzeczam. I próbuję czego innego - i nie wypuszczam się na niepewne wody. Próbuję to wyważyć, kiedy więc budzę się rano, nie mam poczucia, że się nie rozwijam. Może i teraz wielu ludzi powie, że nadal tak jest. Może nie rozwijam się w takim tempie, jakiego ludzie by sobie życzyli, może nie mam na to dość talentu, ale w moich ciasnych granicach staram się jak najlepiej.

Kiedy gwiazda przerasta swoje filmy, staje się to katastrofalne dla obojga.
Tak, jest tak... ale nie ma takiego narcystycznego twórcy filmowego, który robiłby filmy tylko dla mnie. Chodzi o to, ze przyjaciele kręcą filmy ze mną, ale ostatnio muszę walczyć nawet u nich o dobrą rolę. Czasami ludzie, którzy mają ci do zaproponowania coś innego, ostatecznie lądują robiąc coś podobnego do tego, co już było, bo poprzeczka była ustawiona za wysoko. Chyba nie zawsze możesz winić gwiazdę, że wolała chronic tyłek w ciepłym, wygrzanym miejscu.

Sam przed chwilą mówiłeś, ze nie chcesz opuszczać swojej strefy bezpieczeństwa...
Tak, to też. Czasami mówię arre nie, nie, nie chcę próbować niczego nowego – zwyczajnie, ze zmęczenia i lenistwa. Jestem leniwy i zmęczony, nie fizycznie, ale psychicznie... Nawet jeśli trzeba tylko czasami sobie zapuścić wąsy, albo no wiesz, popracować nad czymś bardziej, nie czuję się już czasami mentalnie do tego zdolny. Wiele razy wybieram łatwą drogę, mówię, dobra, yaar, aise hi nikal jaoonga. Czasami jestem w coś zaangażowany do końca, a czasami po prostu odpuszczam. No i jestem też trochę niecierpliwy. Wiesz, żeby robić coś innego, albo żeby robić inaczej, musisz być bardzo cierpliwy. Muszę chyba nad tym popracować. Łatwo się nudzę. Chyba „Chak De! India” jest takim innym filmem.

A „Om Shanti Om”?
Taaa, to będzie coś kompletnie wyczerpującego. „Om Shanti Om” jest szczery. Jest szczery, wyczerpujący i także wprawiający w drgawki ze strachu. A ponieważ to moja produkcja, musimy pójść na całość. Musimy włożyć w niego całą parę. Nic nie może nas powstrzymać przed zrobieniem z siebie kompletnych głupków.

A jaka jest Deepika Padukone, twoja nowa partnerka?
Jest dobra. Bardzo ciężko pracuje. Ciężka praca to 80% sukcesu. Ma bardzo dobrą prezencję, wygląda jak modelka, a to się ludziom dziś podoba. No i ma nas wszystkich do pomocy. Stałym dowcipem na planie jest, że ja ją piłuję. Farah mówi, że woli wzywać Deepikę, kiedy ja nie mam dnia zdjęciowego, bo inaczej piłuję ją moimi kazaniami-baazi. Przed każdym ujęciem rozmawiam z nią godzinami, o każdym ujęciu. Mówię rzeczy w stylu „to jest esencja tej sceny” i „zrób to właśnie tak” i „ja to zagram i ci pokażę” i gadam o podtekstach i o ich braku. Chyba wkurzam ich na maksa. Chyba robię się stary i głupi.

Karan i ty mieliście pewne kontrowersje po KANKu?
Nie miałem żadnych kontrowersji z Karanem. Miałem problemy z KANK i Karan o tym doskonale wie. Mówiłem mu, to jest złożony film, więc nie posuwaj się za daleko w dawaniu usprawiedliwień, zwłaszcza, że wchodzisz na grząski grunt relacji małżeńskich. Film powinien być trochę skromniejszy i intymniejszy. Mówiłem Karanowi, zrób to bardziej intymnie, zróbmy z tego realistyczny film o prawdziwych ludziach, a wszystko zadziała. Zrobisz z tego wielki film i wszystko wymknie się spod kontroli, bo ludzie pójdą na kolejny film Karana Johara. Może Karan nie jest jeszcze gotowy, może nie jest dość dojrzały, nie jak chodzi o emocje, te on rozumie lepiej niż ja – może nie był dość dojrzały na nową oprawę). Mówiłem Karanaowi, że ten film wywoła ostrą krytykę. Mówiłem, że go zamordują po tym filmie, a morderstwo będzie i tak najlepsze z tego, co mu się przydarzy, bo to go rozwiąże i uwolni. I to się chyba z nim stało. Teraz już się nie boi.

Nie chce wracać do swojego różowego kina?
Nie, nie sądzę. Obaj osiągnęliśmy wiek, w którym żaden z nas nie sądzi, że chciałby jeszcze zrobić jakieś „Kuch Kuch Hota Hai.” Znam Karana bardzo dobrze...... teraz jest tak, jakby mówił, nie, już nie wracam w te rejony.

Tak czy inaczej byłoby to samobójstwo. Ten rodzaj kina jest już passe.
Nie sądzę, żeby nawet poszedł do kina na taki miły, elegancki, piękny film. To już zawsze byłoby trochę na krawędzi, jestem tego więcej niż pewien. Może jeszcze nie poszedłby ekstremalnie na „Czarny piątek”, ale na pewno byłoby to coś nietypowego.

Czy sądzisz, ze sam kiedyś zaczniesz reżyserować?
Tak, ale to robota bardzo samotna i bardzo wyczerpująca. Może gdybym sobie wziął rok urlopu, ale trudno byłoby mi zrobić, skoro nadal gram. Gdybym może robił jeden film rocznie, wtedy mógłbym reżyserować. Ale to bardzo, bardzo trudne, yaar. To pochłonęłoby za dużo czasu, a ja za bardzo jestem wciągnięty w filmy, obchodzi mnie każdy szczegół i każda mała rzecz i dostaję przez to kręćka.. Ale może za jakieś 5-6 lat... kiedy nie będzie to takie wyczerpujące i jeśli będę tylko miał okazje... może jakiś mały film...


Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"