Wywiad dla CineBlitz z sierpnia 2006 roku
Autor: Nishi Prem
To, czego na pewno nie zdołasz zrobić – to złapać Shah Rukha
na drzemce. Zawsze na czasie, zawsze w sercu wydarzeń, jasno
myślący, któremu nic nie umyka, przerzucający się z tematu
na temat z wprawą żonglera, nadążający za nowymi trendami,
chwytający wszystko w lot, a jednocześnie wciąż w jakiś
dziwny sposób zachowujący swoją niezależność w środku tego
całego szaleństwa. Przyjdzie kiedyś czas, żeby zwolnić – ale
nie teraz. Teraz wita się z nową dekadą. I żegna z Rahulem o
oczach spaniela. Odkryła to Nishi Prem.
Spotykam Shah Rukha Khana w Yash Raj Studios, kiedy zespół „Kabhi
Alvida Na Kehna” zwija się po dwóch ostatnich dniach
zdjęciowych. Teraz, kiedy to czytacie, jest już po premierze
filmu, prawdopodobnie z maksymalnie hucznym otwarciem.
Ponieważ „Kabhi Alvida Na Kehna” ma być ostrym odwrotem od
zwykłych filmów Karana Johara, Shah Rukh czeka w nerwach,
żeby przekonać się, jaki będzie jego społeczny odbiór. Od
wiecznej miłości do pozamałżeńskich komplikacji i rozwodu –
to jest rzeczywiście salto, szpagat, piruet – dokładnie,
właśnie tak! Wierzcie czy nie, sam Shah Rukh jest w szoku
kulturowym. I równie mocno jest dumny, nie mogę zapomnieć
tego dodać. „Kabhi Alvida Na Kehna” może oznaczać początek
nowego ekscytującego trendu dla firmy Budyń z Soczkiem Sp. z
o. o.
Niepokoisz się o „Kabhi
Alvida Na Kehna”...
Nie w sensie komercyjnym. Kiedy masz razem Amitabha
Bachchana, Abhisheka Bachchana, Shah Rukha Khana, Rani,
Preity Zintę i Karana Johara, nie możesz czuć się niepewnie.
Nie, nigdy nie martwiłem się, że ten film zatonie. Nie
możesz spudłować, mając w zanadrzu tak wielkie
przedsięwzięcie.
Dzisiejsi filmowcy
przyswoili sobie bardzo sprytną strategię. Robią od razu
tysiąc kopii swojego filmu i już w tygodniu premiery
zapewniają sobie ogromne otwarcie i sprzedaż biletów.
Tak się to robi w Hollywood. Zyskuje się pieniądze, ale
akceptację – niekoniecznie. O to mi właśnie chodzi. Wiem, że
publiczność przyjdzie, ale mam nadzieję, że doceni też film.
W normalnych warunkach nie robisz filmu o takiej tematyce,
oczekując, że będzie to sukces komercyjny. Żeby dobrze
sprzedać film, nie używa się takich tematów, jakiemu jest
poświęcony „Kabhi Alvida Na Kehna.” Ale tak wybrał Karan i
nie pożałował niczego, jeśli chodzi o koszty. Więc w tym
sensie to trochę przerażające.
Teraz, kiedy jest już po
wszystkim, powiedz, jak inny będzie ten film Karana Johara?
Może to i inny temat, ale Karan jest z natury sentymentalny
– jak daleko się tym razem posunie?
Zanim powiem, co się zmieniło, powiem najpierw, co
pozostanie takie samo. Rozmiary przedsięwzięcia są te same,
gwiazdorska obsada bez zmian, dekoracje są tak samo okazałe,
kostiumy wspaniałe... a różnica jest taka, że to odważny
film. Nie mówię, że zmieni oblicze kina. Nie! Zrobiony jest
w zwykłym stylu kina Karana Johara, ma ten sam rodzaj
żartów, ten sam charakter dialogów, to samo wysmakowane
filmowanie. Ale to jest nowe wino w starej butli, nie stare
wino w nowej. Widzisz, nakręcił film dla masowego odbiorcy,
ale mimo że zastosował te wszystkie swoje sztuczki, nie jest
to do końca taki ostentacyjnie komercyjny film, typowy dla
Karana Johara. Dla mnie to bardzo śmiałe, kiedy wydaje się
na film 50 crore. Nie byłoby to takie odważne, gdyby
chodziło o film za 8 crore, jak „Paheli". Według mnie tutaj
jest różnica i śmiałość.
Tak, to bardzo uczuciowy film. Ale tym razem Karan potrąca
inne struny. Byłem skrępowany, kręcąc niektóre sceny,
wstydziłem się, robiąc je, rumieniłem się, mówiąc pewne
kwestie. Cała ta sprawa między mężem i żoną... Nie jestem
pruderyjny, ale wydaje mi się to dziwne. W tym filmie
prowadzam się z żoną kogoś innego... A to nie jest tak, że
to się po prostu wydarza... Chodzi mi o to, że – ja wiem,
słyszałem o tym, takie rzeczy przytrafiły się ludziom z
mojego najbliższego otoczenia, bardzo mi bliskim, wiem, że
dziś to nie jest jakaś wielka sprawa, ale wtedy, gdy to
kręciłem, wydawało mi się to cokolwiek dziwne. Chcę
powiedzieć tylko, że nigdy nie czułem się tak, kręcąc film z
Karanem. Zostawiam własne ośmioletnie dziecko, a mam syna
dokładnie w tym wieku; to trochę wstrząsające. W filmie nie
jestem miły dla tej kobiety, mojej żony, wcale nie dlatego,
że ona jest zła. To kobieta pracująca, a mnie się to nie
podoba, bo sam jestem nieudacznikiem. Znajduję więc sobie
inną kobietę, której nawet nie uważam za atrakcyjną
fizycznie. Wydaje mi się, że będzie lepiej być z nią – może
ona jest na tym samym poziomie, co ja, może moja żona jest
ode mnie o wiele lepsza, a ja wolę kogoś bardziej
pospolitego, jak ja, więc biorę ją i śpię z nią i nie mam z
tym żadnego problemu, w końcu opuszczam całą moją rodzinę.
Mówię „p***** się” im wszystkim, mojemu dziecku także. A
zazwyczaj w filmach Karana dziecka się nie porzuca, moja
droga, dla dziecka poświęca się życie... umiera się... więc
w tym sensie film ten odchodzi całkowicie od zwykłego
klimatu filmów Karana Johara.
Ale czy Karan odważył się
pójść do końca? Yash Chopra stchórzył na końcu „Silsila”...
Karan poszedł tą drogą do końca. Poszedł na całość. Wierz
mi. Powiedziałem mu o tym filmie: „Ty stworzyłeś Rahula i ty
go zabiłeś w „Kabhi Alvida Na Kehna”. Bo to już nie Rahul;
bohater jest sarkastycznym, cynicznym, niesympatycznym
nieudacznikiem, a nie taki powinien być dobry człowiek. Te
wszystkie kobiety, dzieci, córki, żony, matki, które
uważały, że takiego właśnie chciałyby syna, takiego właśnie
męża, jak Rahul czy Raj – ten film wszystko to zmieni. To
nie tak, że ten facet bije żonę czy coś w tym rodzaju, jemu
się po prostu w życiu nie ułożyło, a nieudacznicy zwykle
przerzucają swoje niepowodzenia na innych, nie wierzą, że to
oni popełnili błąd i sądzę, że ten facet do końca nie
wierzy, że źle postąpił. Dla niego wszystko jest mniej
więcej w porządku. Czuje się źle, ale robi jak każdy – idzie
naprzód, bo musi. Bałem się, że ten film w kategoriach
komercyjnych nie jest odpowiedni dla Karana. Ale on
powiedział: „Nawet jeśli nie, mam zamiar to zrobić i to
zrobić dokładnie w ten sposób”.
Tak naprawdę to filmowcy jak
Karan Johar czy Yash Chopra są w lepszej sytuacji, żeby
ryzykować i robić odmienne filmy; mają gwiazdy, zasoby
finansowe i tysiąc kopii.
Ja też to mówię. To dobry krok naprzód. Nie mówię, że to
przetrze nowe ścieżki i obali wszystkie mity kina
indyjskiego, ale to dobry krok i cieszę się, ze Karan go
robi. Inshallah, jeśli ten film wypali, to Karan będzie miał
więcej frajdy niż zwykle. Czasami denerwowałem się tym, że
Karan i Adi nie robią nowych, odmiennych filmów. Są moimi
najbliższymi przyjaciółmi i naprawdę chcę, żeby próbowali
czegoś nowego. Hej, jestem ja, jesteś ty, są wszystkie
wielkie gwiazdy, trafia się okazja; zróbmy film kompletnie
odmienny! Czemu pozostawiać to ludziom, których nie stać na
duże filmy? Dawaj, zróbmy jakiś cholernie inny film i
wierzmy, że zmienimy nim świat – ale nie zrobiliśmy tego.
Potem zdajesz sobie sprawę, że okay, może i ja nie chciałbym
czegoś takiego robić, może tylko teraz tak mówię. Lecz może,
jeśli „Kabhi Alvida Na Kehna” zostanie doceniony, my wszyscy
zaczniemy myśleć trochę w stylu: zaryzykujmy jeszcze trochę,
zróbmy coś jeszcze odważniejszego. Uważam, że dojrzałość
Karana jako osoby, dotycząca jego samego, jego rodziny,
odejścia ojca, w ciągu dwóch lat sprawiła, ze jest on
bardziej... zobaczymy... Jest gotów, żeby pójść o krok
dalej.
Powiedziałeś, ze czułeś się
skrępowany, grając swojego bohatera i że osobiście nie
jesteś przekonany do tego, co on robi. Nie sądzisz, że ta
rezerwa może być zauważalna w twoim występie, choćby przez
mowę ciała?
Na sto procent! Ale tak się w końcu dzieje. Drugi raz,
dziesiąty kręcimy to samo ujęcie, kolejny dubel, znowu się
roześmiałem... tak więc musiałem osiągnąć taki stan
świadomości, w końcu przyjść i zrobić to... To znaczy to
jest... Jest w tym trochę bałaganu według mnie. Oczywiście,
jest to jakieś usprawiedliwienie, że miłość po prostu
nadchodzi i tym podobne, a on (bohater) mówi: „Ludzie
powinni się pobierać tylko z miłości, bo inaczej w końcu nie
niesie to nic dobrego dla żadnego z partnerów”. Oczywiście,
milej jest tak stwierdzić, ale wszystko, co ten facet może
powiedzieć na końcu, to: „Słuchaj koleś, każdy się może
pomylić, więc p***** to, otrzepuję się i idę dalej”. Karan
mówi, że tak właśnie się dzieje, jak świat długi i szeroki.
Ale osobiście w to nie wierzę.
Jesteś zdecydowanym wrogiem
rozwodów? Jaki jest twój osobisty pogląd na seks
pozamałżeński czy niezobowiązujący?
Nie mam osądów na temat jakichkolwiek wyborów w związkach.
Absolutnie niczego nie osądzam w tych sprawach. Różne rzeczy
są dobre dla różnych ludzi. Nie możesz pogardzać czy patrzeć
z góry na jakikolwiek związek. Wielu ludzi zwraca się do
ciebie i mówi: „Chłopie, tak powinien wyglądać związek, co
za świetny związek!” Nie sądzę, że można tak w ogóle zrobić.
To jest niesamowicie indywidualne, nie ma żadnych
określonych reguł. To jak samo życie. Nie mogę wydawać sądów
o pozamałżeńskich związkach. Romanse i skoki w bok są
fantastyczne dla tych, którzy w nie wchodzą, świetne dla
tych, którzy nie wchodzą. Bo problem narasta, gdy
postępujesz przeciwko twoim fundamentalnym zasadom.
Mówi się, że w naszych
metropoliach zastraszająco wzrasta procent rozwodów... Czy
nie sądzisz, że za wielki nacisk kładziemy na miłość? Czy
nie nadajemy całej sprawie miłości i małżeństwa zbyt
wielkiej otoczki romantyzmu w naszych książkach, filmach,
sztuce, literaturze i tworzymy przez to nierealne
oczekiwania wobec partnera?
Żeby małżeństwo zadziałało, trzeba nad nim ciężko pracować,
tak uważam. Nie możesz wierzyć, że miłość będzie trwała,
jeśli się nie będziesz o nią troszczył. Czy zrywamy z
naszymi rodzicami albo dziećmi? Tylko dlatego, ze panuje
powszechny mit o wyjątkowości miłości między parami,
nabijamy sobie głowę nierealnymi oczekiwaniami. Sądzę, że to
seksualność związana z małżeństwem komplikuje sprawy. Z całą
odpowiedzialnością i po przemyśleniach uważam, że miłość
jest ponad seksualnością, ponad sprawami niewierności,
nielojalności i tak dalej. Miłość wychodzi ponad całą
atrakcyjną otoczkę związaną z nią. Ale, o dziwo, ludzie są
nietolerancyjni w małżeństwach bardziej niż w jakichkolwiek
innych związkach.
Nawet „Chalte Chalte” oparte było na myśli: „Daj mi trochę
czasu, nie jest przecież tak źle, żeby się rozstawać”.
Naprawdę uważam, że jeśli dasz jeszcze jeden rok małżeństwu,
które – jak myślisz – ma się właśnie rozpaść, sprawy mogą
rozwiązać się same. Rzecz nie w tym, żeby siadać razem i
rozmawiać czy jechać na długie wakacje we dwoje, to
niepotrzebne. Musisz chyba zaakceptować fakt, że może
niektóre sprawy wymagają dłuższego czasu, żeby mogły
dojrzeć, zakwitnąć. A nawet potem musisz zdać sobie sprawę,
że nie jest dokładnie tak, jak w dniu, w którym... widzisz,
to nigdy nie będzie jak przy tym pierwszym cholernym
spotkaniu... zaakceptujmy to i zajmijmy się naszymi
związkami!
A różni psychologowie i
małżeńscy konsultanci mogą sprawy jeszcze pogorszyć...
Dziwne mi się wydaje, że ludzie idą do terapeuty, żeby
uratować małżeństwo. Nie sądzę, żeby była jedna uniwersalna
formuła czy uniwersalna sytuacja i rozwiązanie. Idziesz do
lekarza, bo na pospolite choroby są zwyczajne lekarstwa, ale
nie sądzę, żeby podobnie było z terapią. Taaa, mogą nakłonić
cię do mówienia, ale komuś takiemu jak ja nawet to nie
pomogłoby. Nie chcę rozmawiać o tym, jak pogarsza się moje
małżeństwo, ani z moją partnerką, ani sam ze sobą, ani z
przyjaciółmi. Taką mam naturę. Tak sobie z tym radzę. Niech
to pozostanie niewypowiedziane. Nie ma sensu tkwić w
miejscu, trzeba iść dalej. Prawdopodobnie gdybym miał
problem z moim związkiem, zostawiłbym to właśnie tak.
Czy uważasz, że małżeństwo
można naprawić, jeśli się nad tym wystarczająco dużo
pracuje?
Nie mogę powiedzieć, że tak jest w każdym przypadku.
Niektóre związki są nie do uratowania, ale to powinien być
najgorszy ze wszystkich scenariuszy. Oczywiście tylko dwoje
ludzi bezpośrednio zaangażowanych w związek wie, jaka jest
jego natura. Kim my jesteśmy, żeby o tym decydować? Nie
możesz wiedzieć, co sprawia, że ludzie żyją ze sobą. A
czasami po prostu nie ma wyboru. Ale są i tacy ludzie,
którzy mówią: „Jaki jest sens to ciągnąć? Słuchaj, nie mogę
patrzeć, kiedy jesteś taka nieszczęśliwa, jeśli się
rozstaniemy, może tak będzie lepiej dla nas obojga”. Ale ona
ponownie wyjdzie za mąż, ja znowu się ożenię, a sytuacja się
powtórzy, wiesz... I co? Życie czworga ludzi się posypało.
Małżeństwo przetrwa tylko wtedy, kiedy wchodząc w nie
uświadomisz sobie, że nie zawsze będzie wam tak cudownie.
Większość małżonków skarży
się, że „nie ma już tego błysku” albo, że „namiętność
wygasła”.
Małżeństwo to nie kupno samochodu. Kiedy w aucie nie starcza
koni mechanicznych, to trzeba zmienić samochód... Dla mnie
to naprawdę szokujące, to wręcz prostackie, kiedy ludzie po
prostu odwracają się i mówią: „Wiesz, stary, nie ma już tego
błysku”. P*****ni durnie! Jesteś głupi i ciemny, jeśli tak
myślisz. Nic nie jest wiecznie takie samo. Potem jest
jeszcze: „Tkwię w tym związku tylko dla dzieci”. Tylko dla
dzieci? Ale to przecież małżeństwo, jak możesz je tak
bagatelizować i mówić, że utrzymujesz je tylko dla dzieci?
Wydaje mi się, że wiele rzeczy mówimy, żeby przekonać samych
siebie. Poetycko – skoro w tym związku nie ma miłości, to
nie ma też związku. W filmie możesz powiedzieć te wersy
głębokim, gardłowym głosem. Ale w życiu to nie jest takie
proste.
Może małżeństwo od początku
było pomyślane jako wymóg społeczny, a nie coś, co miało
sprawić, że namiętność przetrwa całe życie.
Och, oczywiście, wymaga to dyscypliny. Nawet zwierzęta wiążą
się w pary do czasu, aż ich młode będą samodzielne. P*****
się na prawo i lewo i tak dalej, ale to dlatego są, no
cóż... zwierzętami, niech mi Maneka Gandhi wybaczy (Maneka
Gandhi to indyjska polityk, działaczka na rzecz praw
zwierząt i ochrony środowiska – przypis tłumacza). Kluczową
sprawą jest to, że małżeństwo to instytucja, którą należy
traktować z respektem. Jak czerwone światło. Nie lubię się
zatrzymywać na czerwonym świetle, ale się zatrzymuję. I nie
mówię, że to aż takie trudne. To aż tak łatwe.
Wydaje mi się, że to oczekiwania co do małżeństwa rozbijają
małżeństwa. Problemy będą zawsze. Ale przecież można mieć
też problemy z dowolną rzeczą; kupi się rolls-royce’a, to
też pojawią się trudności: „Stary, ojej, nie ma go gdzie
zaparkować...”. Szczerze wierzę, że powinieneś pozostać w
małżeństwie, kiedy już raz się na nie zdecydowałeś. Tu nie
chodzi o podjecie decyzji, żeby być wiernym jednej kobiecie
przez całe życie, te sprawy okazują się naprawdę mało ważne
w ostatecznym rozrachunku. Wstać rano i nie nienawidzić się
– to podstawa małżeństwa. Co by się nie działo – ok,
akceptuję; nie zakręca tubki z pastą do zębów... nie
opuszcza klapy od sedesu... Powinieneś się uczyć od swoich
dzieci... jeśli nauczymy się z taką niewinnością przyjmować
nasze małżeństwo... nigdy nie pomyślimy o jego zerwaniu...
Shah Rukh poruszał jeszcze inne tematy. Ram Gopal Varma,
spekulacje na temat jego wojny z Yashem Choprą i Amitabhem
Bachchanem i wiele wiele innych spraw – Shah Rukh jest
interesującym rozmówcą i każdy dziennikarz to potwierdzi.
Ale jeden temat wynika z drugiego i tak, jak on nie męczy
się mówieniem, my nigdy nie męczymy się słuchaniem go.
Tłumaczenie: Mowilka
Tłumaczenie wypowiedzi w hindi: wryddhaa (serdeczne
podziękowania!)
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"