w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Wciąż nie zaprzedałem swej duszy

Wywiad dla Business Today, luty 2010
Autorzy: Dhiman Chattopadhyay i Anusha Subramanian


Shah Rukh Khan z uśmiechem przyznaje, że punktualność nie należy do jego zalet, każąc nam czekać pięć godzin na nasz pierwszy wywiad. Ale potem, w rozmowach przeciągających się przez dwa dni, wyluzowany Khan opowiada Dhimanowi Chattopadhyayowi i Anushy Subramanian o planach dotyczących swego rozrastającego się imperium, o tym, dlaczego jest pasjonatem wszystkiego, co robi, i o tym, czego nauczył się, zanim stał się największym w Indiach, jak do tej pory, aktorem-przedsiębiorcą. Fragmenty szczerego wywiadu.

Zdefiniuj, proszę, Shah Rukha Khana – człowieka interesu. Czy biznes oznacza dla ciebie inwestowanie pieniędzy, które zarabiasz, czy też podchodzisz z pasją do właśnie rozwijanych interesów?

(Śmiech). Nie jestem biznesmenem, serio. Jestem zerem w skali do dziesięciu. Nie jestem tak inteligentny, jak myślą o mnie ludzie. Gdybym był biznesmenem, byłbym zadowolony z tego, jak Kolkata Knight Riders radzi sobie do tej pory. Byli pierwszą drużyną, która stała się opłacalna, i nadal przynosi dochody. Czy jestem szczęśliwy? Nie. Wolałbym wygrać rozgrywki, nawet jeśli oznaczałoby to finansową stratę.

Zatem co sprawiło, że wystartowałeś z Red Chillies Entertainment – czy to była wizja pewnego interesu, którą miałeś, czy sposób zainwestowania zarobków z filmów?

Nigdy tak naprawdę nie myślałem o byciu przedsiębiorcą, kiedy zakładałem Red Chillies w 2002 roku. Tak, pojawiło się odczucie, że chcę mieć jakiś wkład w przemysł rozrywkowy, ale ani wtedy, ani teraz nie widziałem siebie jako biznesmena w rzeczywistym znaczeniu tego słowa, takiego biznesmena, jak, powiedzmy, Mukesh Ambani. I zdecydowanie moje inicjatywy nie są jedynie sposobem inwestowania moich ciężko zarobionych pieniędzy. Ten biznes jest moją pasją. Zauważysz, że wszystkie one [inicjatywy] są związane z przemysłem rozrywkowym. Jeśli poprosisz, bym w jednym zdaniu streścił mój cel, będzie to pomoc w promocji wszystkich tych niezwykle utalentowanych ludzi pracujących ze mną, żeby pewnego dnia każdy z nich mógł zostać producentem, filmowcem, robił swoje własne efekty specjalne; i wszystkie te działy zajmą mi czas, kiedy moja kariera aktorska się skończy.

Co jest osią twojej filozofii biznesu?

Kiedy sprawy toczą się, jak trzeba, wszystko jest dobrze. Jestem przekonany, że trzeba kuć żelazo, póki gorące. Moja podstawowa dewiza jest taka, jak w handlu detalicznym: „Otwieraj sklep rano i zamykaj w nocy”. Spotykałem się z ludźmi takimi, jak Mukesh Ambani czy Lakshmi Mittal. Siedziałem na ich spotkaniach i próbowałem zrozumieć, co mówią i robią. Oni są wspaniali. Jestem przy nich nikim. Dla mnie „jeśli mogę zapłacić za elektryczność i opłacić inne rachunki oraz pensje” – jestem szczęśliwy – oto, jak zaczyna się biznes.

Więc nie założyłeś firmy, by robić pieniądze?

Nie, to nie jest główny powód. Nie kupiłem drużyny IPL, by zarabiać miliony rupii. Przez ostatnie dwa lata wypracowaliśmy zysk, ale nie z powodu krykieta! Moja teoria jest prosta: jeśli mam zarabiać na biznesie, który nie sprawdza się w swym podstawowym aspekcie, w takim razie to zbędne. Tak jest, kiedy czuję, że postawiłem na ten biznes pewną dozę własnej uczciwości. Wciąż nie zaprzedałem duszy. Jeśli mój zespół nie będzie grała w tym roku dobrego krykieta, przygnębiający będzie fakt, że zarobi pieniądze. To nic nie znaczy. Mogę zarabiać, tańcząc na weselach, i robię to. Dlaczego mam się stresować z powodu kontrowersji, dlaczego ma być mi smutno z powodu przegranych drużyny?

Branża sportowa zdaje się zajmować sporo miejsca w twoim umyśle. Dlaczego?

Ponieważ chciałbym, żeby sport stał się ważny w naszym kraju. Czuję się źle, kiedy słyszę, że wleczemy się w ogonie w (przygotowaniach do) Igrzysk Wspólnoty Narodów.* Popatrz na nasze stadiony! Chciałem nagrać promo do „Chak De!”, pojechałem do Puny, ponieważ mi powiedziano, że stadion Balewadi jest najlepszy. I wyglądał lepiej dzięki naszemu filmowi promocyjnemu. Jakie to tandetne, że dzięki gościowi, który przyjeżdża nakręcić ujęcia podczas jednej nocy, stadion jest lepiej odnowiony, a powinni się tym zająć ludzie od sportu! Chcę, żeby, kiedy mój syn przyjdzie i powie: „Tato, chcę grać w hokeja”, miał taką możliwość. Smutno mi, kiedy widzę niedociągnięcia w dziedzinie sportu.
Lekkoatleci pochodzą z małych narodów i wygrywają tu każdy wyścig. Ich umiejętności są dużo wyższe, niż tych w Indiach! Jestem naprawdę dobrym hokeistą. Grałem na stadionie Ambedkara (w Delhi), a także w Bombaju... Ale kiedy pojechaliśmy robić „Chak De!” w Australii, to było coś kompletnie odmiennego. Nie umiałem grać na sztucznej trawie. Pomyślałem sobie, że nigdy nie widziałem jej w moim kraju.
Popatrz na piłkę nożną. Każdy rozwijający się kraj jest fantastyczny w tej grze, bo nie jest kosztowna – Surinam, Nigeria... Chcę wpajać sportową świadomość. Jestem gwiazdą kina. Reklamuję mnóstwo produktów. Dlaczego nie mogę zareklamować tego na mój własny sposób? Chciałem zbudować stadion. Rozmawiałem z Nike, ale nic z tego nie wyszło. Więc w taki sposób się odwdzięczam.

Jak dalece zaangażowany jesteś w swoje rozmaite projekty? Codzienne kierowanie, kluczowe decyzje, finanse?

Finanse? W zerowym stopniu. Ale tak, całkowicie angażuję się w decyzje kreatywne. Pozwalam moich chłopakom i dziewczynom podejmować decyzje biznesowe. Są ludzie, którzy radzą sobie z finansami, robią transakcje, decydują natychmiast. Moja praca to troska o twórczy wkład, przedstawianie koncepcji i idei, by poszczególne oddziały się rozwijały zgodnie z głównym założeniem. Wizualizuję, co może być na średnią i dłuższą metę. Chcesz wiedzieć, jak bardzo niezaangażowany jestem w codzienne czynności? Nie byłem w jednym z moich biur od prawie dwóch lat! Ale tak, im starszy się staję, tym bardziej skupiam się na tym, jak wszystko scentralizować. Więc nowe biuro w Khar, które będzie gotowe pod koniec 2010 roku, zbierze wszystkie działy Red Chillies pod jednym dachem. Mam taki pomysł, by bywać w biurze tylko w soboty i niedziele, więc chłopcy muszą pracować dwa razy ciężej (śmiech) i być obecni także w tych dniach. Żarty na bok. Jestem dumny z ludzi, których zatrudniłem. Oni nie tylko ciężko pracują, ale każdy z nich myśli o tym biznesie jak o własnym. Myślą o tym, jak udoskonalić pewne kwestie, nie zachowują się jak urzędnicy pracujący mechanicznie według planu.

Jakie kluczowe cele chcesz osiągnąć dla siebie i swoich przedsięwzięć w ciągu następnych trzech do pięciu lat?

Ostatnie cztery lata spędziłem na zaczynaniu nowych inwestycji. Pierwsze kroki już poczyniłem. Następnych kilka lat będzie rozstrzygających. Chcę rozwinąć dwa główne elementy. Po pierwsze muszę umocnić obecne inwestycje, zanim znowu zaryzykuję. Po drugie osobiście muszę stać się bardziej profesjonalny jako przedsiębiorca... Przynajmniej nauczyć się brzmieć jak jeden z nich (śmiech) i stać się trochę bardziej obojętnym – w takim znaczeniu, żeby mniej się zamartwiać, czy rzeczy toczą się dobrze, czy źle – wtedy będę mógł poświęcać więcej energii na budowanie aspektu kreatywnego. W końcu wszystko, co robimy, będzie dotyczyło działki twórczej. .

Studia hollywoodzkie, takie jak Walt Disney, wyrażały zainteresowanie zakupem udziałów w Red Chillies. Jak otwarty jesteś na pomysł takiego partnerstwa i sprzedaży udziałów?

Lubię, by moja własność należała do mnie – no dobrze, przynajmniej dopóki, dopóty potrafię udowodnić, że zrobiłem większość tego, co zamierzałem osiągnąć. Lubię inwestować w mój własny biznes! (Śmiech). Patrzę też na to z perspektywy innej osoby i nie umiałbym spojrzeć komuś w oczy, gdybym stracił czyjeś pieniądze. Kiedy będę pewien, że nie stracę żadnych pieniędzy w przedsięwzięciu X, Y czy Z, może zechcę mieć partnera. Nie teraz.

Jakie jest twoje spojrzenie, jako aktora i artysty, na zaangażowanie rodziny w twoją karierę?

Oczywiście przede wszystkim jestem aktorem i artystą. Ale jestem niezwykle ceremonialny w stosunku do mojej rodziny. Nigdy nie zabieram jej na plan filmowy, ponieważ nie umiem grać w jej obecności. Mówię to z całym szacunkiem dla wielu aktorek, z którymi gram, a które zabierają na plan swoje mamy – wiem, że potrzebują tej pewności, poczucia, że mają wokół siebie ludzi. Nigdy naprawdę nie mówię moim dzieciom, jak robię to, co robię. Bycie gwiazdą filmową jest obcym elementem mojego życia, o którym moja rodzina nic nie wie. Myślę, że dokument Discovery Travel & Living („Living with a Superstar – Shah Rukh Khan”) jest pierwszą próbą zmniejszenia dystansu. Widziałem niektóre odcinki po tym, jak zostały zmontowane, i naprawdę cieszę się z tego, co powiedziałem o mojej żonie, rodzinie, siostrze – to rzeczy, których nigdy nie umiałbym powiedzieć im wprost. Jestem niezwykle oficjalny w stosunku do rodziny. Nie otwieram szafy mojej żony. Nie otworzę jej torebki. Pukam do drzwi dzieci. Moja żona mówi: „Oszalałeś?” – jest Pendżabką – „Dlaczego pukasz. Po prostu wejdź”. Ale nie umiem naruszać osobistej przestrzeni.

Dostrzegasz jakąś kolejną możliwość, jeśli chodzi o interesy?

Jestem człowiekiem rozrywki. Więc będzie tego dotyczyła. Tylko na tym się znam. Internet jest jedną z możliwych opcji. Ale nie od razu.


Czego się nauczyłem (i jedno, czego się nie nauczyłem!):

W ciężkich czasach nie próbuj ciąć kosztów. Próbuj zamiast tego zwiększyć przychody. To coś, co zawsze powtarzała mi moja matka – pierwsza lekcja przedsiębiorczości.

Myśl ambitnie. Jeśli chcesz skoczyć na osiem metrów, celuj w szesnaście. Może nie będziesz potrafił skoczyć na szesnaście, ale dążenie do bycia wyżej niż inni jest ważne. To coś, czego nauczył mnie Mukesh Ambani.

Wszystkie interesy i przyjaźnie pozostają silne tylko wtedy, póki są korzystne dla obu stron.

Ubieraj się swobodnie w pracy – nie byle jak, ale swobodnie. Ludzie muszą się czuć komfortowo, na luzie, by mogli dać z siebie to, co najlepsze.

Muszę się nauczyć tego – szybko zamykać transakcje! Targowanie się o drobiazgi to strata czasu.


Co mówią ludzie SRK o nim samym:

Samar Khan, dyrektor Red Chillies Idiot Box:
„SRK pozwala ci poczuć, że pracujesz nie dla niego - ale z nim. Więc chociaż jest oczywiście szefem - nie zachowuje się jak ktoś taki”.

Keitan Yadav, dyrektor operacyjny Red Chillies VFX:
„Ma przenikliwy zmysł, jeśli chodzi o interesy, i instynktownie wie, co się sprawdzi, a co prawdopodobnie nie. Ale rzadko próbuje nas wetować, jeśli większość z nas popiera projekt, którego on nie jest pewien”.

Sanjeev "Bobby" Chawla, szef Films, Red Chillies Entertainment:
„Mamy szczęście, że jesteśmy częścią firmy SRK... Ale odwrotną stroną medalu jest presja, jaką odczuwamy z powodu tej marki”.


Tłumaczenie: Gosia JG

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"