w telegraficznym skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

- Nota od autora

- Słowo wstępne K. Johara

- 1. Chromosom X

- 2. A ja mam moją mamę

- 3. Dziecko przeznaczenia

- 4. Trudna przeprawa

- 5. Miasto Aniołów

- 6. Miłość w czasach stresu

- 7. Sprytne zagrania

- 8. Zmysłowe usta i gorący seks

- 9. Skarby aktorstwa

- 10. Bardzo gniewny młody człowiek z dołeczkami

- 11. Haha hihi  

- 12. Jestem najlepszy. Ding dong

- 13. „Kabhi Alvida Na Kehna”

- 14. Inni

- 15. Inni 2

- wywiad z M. Shiekhem

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Rozdział 9. Skarby aktorstwa

"Still Reading Khan"
Autor: Mushtaq Shiekh


„Nie wiem, jak to wyjaśnić, ale nie ma już różnicy pomiędzy mną, a moim aktorstwem. To po prostu coś, co robię. To jest to, kim jestem. Nie umiem ich od siebie rozdzielić. Mogę oddzielić pracę od życia osobistego, ale nie umiem oddzielić siebie i mojego grania. Wiesz, co to znaczy, kiedy mówi się, że coś jest twoją drugą naturą? Cóż, dla mnie to nie jest nawet druga natura. To stało teraz się moją naturą”
Shah Rukh Khan


Kto ma prawa autorskie do bohatera filmowego? No wiesz, scenarzysta tworzy bohatera, potem aktor interpretuje rolę. Jeśli więc interpretacja odbiega od wizji reżysera, jak myślisz, kto powinien na kogo scedować prawa?
Uważam, że reżyser jest ważniejszy. Przypuśćmy, że mój bohater jest kierowcą ciężarówki, a reżyser mówi, bhai, tutaj musimy pokazać, że on pije Pepsi, bo oni nas sponsorują. Powiedziałbym wtedy, nie, kolego, on jest kierowcą, oni piją herbatę. Ale on się upiera, nie, on musi pić Pepsi. Odpuszczam więc i mówię, dobrze, niech pije Pepsi, ale naleję ja do szklanki i będę pil, jakby to była herbata. I w ten sposób pozwalam reżyserowi zrobić swoje, niech bohater pije Pepsi, ale w szklance. Tak więc i on wykonuje swoją pracę i ja swoją.

Jeśli musisz ustąpić, czy tłumaczysz się sam przed sobą, a kiedy jesteś nieugiętym producentem?
Jestem inną osobą jako aktor, inną jako producent. Oprócz mojej twarzy i moich kwestii cała reszta to tylko podpórki. Nie mam więc żadnego problemu żeby je zmieniać. Nigdy mnie nie dezorientuje zmiana tej mojej „protezy”. Jeśli miałem nakręcić scenę w sypialni i nagle zmieniamy scenerię na salon fryzjerski, nie wytrąca mnie to z równowagi. Mogą powiedzieć 'Shah Rukh, dziewczyna będzie cię strzyc podczas tej sceny,” I w porządku. Z punktu widzenia aktora, nie zmienia to tego, co mam zrobić.
Bardzo wierzę w przestrzeń, którą aktor tworzy dla siebie w ramach danej mu scenerii. Ta przestrzeń to nie tylko krzesło i stół czy biuro; to jest to, co aktor kreuje wokół siebie. Jeśli więc jestem przeniesiony do salonu fryzjerskiego, będę szukał przestrzeni dla aktora lub postaci w jego obrębie. Podobnie telefon, Pepsi, Goldspot, herbata, papier czy pióro, są tylko rekwizytami. Tworzę w taki sposób, że włączam je w obręb kosmosu, w którym porusza się bohater.
Mogę nakręcić scenę zwisając ze skały, mogę nakręcić tę samą scenę leżąc w łóżku, ponieważ przestrzeń dla bohatera tworzę poza tymi ramkami. Być może nie potrafię wyjaśnić tego jak należy, ale to właśnie robię i w to wierzę. Żeby jakaś scena wypadła dobrze, nie potrzebujesz niczego poza twoją twarzą i kwestią do wypowiedzenia.

Jeżeli w danym bohaterze, czy scenariuszu, jest coś czego nie znosisz, czy starasz się ukryć swoja niewiarę i grać pomimo niej, czy jest ci to obojętne?
Żartuję sobie z tego. Ciągle pokazuję to coś reżyserowi. Na przykład mówię mu, ewidentnie chcesz, żebym tu podrapał się po nosie. Ale rzecz w tym, że jeśli nie jestem do czegoś przekonany, to przez 90 procent czasu daję sobie szansę na przekonanie się, ale na mój własny sposób. Na przykład, wymyślę, jak dotknąć nosa i podrapię się zamiast tego. Reżyser może powiedzieć, 'Uważam, że w tym momencie bohater musi podrapać się po nosie.' (choć tak naprawdę nikt nie wchodzi w aż takie szczegóły). Tak więc, choćbym się z tego nabijał, nie mogę tego zlekceważyć. Jeśli reżyser chce tego stanowczo, a także jest to potrzebne dla wizerunku bohatera, powinno to zostać zrobione. Nic jednak nie poradzę na to, że mogę przy tym głupio wyglądać. Choć zwykle nie wypadam drętwo robiąc nawet najgłupsze sceny (to jest takie, które ja uważam za najgłupsze, niekoniecznie reżyser). Robię to z przekonaniem. Kiedy mam scenariusz i zaakceptowałem go, nie ma już żadnych zmian. Kiedy powiedziałeś już roli „tak”, detale kreuje się w trakcie kręcenia.

Czy było kiedyś tak, że pomyślałeś, to jest absolutnie nierealne, nikt taki nie jest, nie zachowuje się tak? Tak bardzo, że odegranie tego może być tylko pod przymusem, że trudno to ukryć w trakcie grania.
Okay, nie będę mówił o rzeczach tak absolutnie niedorzecznych, jak „Guddu”. Były filmy, które były absolutnie radykalne, czyli miłe, ale tak głupie, że rzeczywiście trudno było się otrząsnąć. Wiesz, za każdym razem kiedy wpadam w taką pułapkę, po prostu wyhamowuję samego siebie. Moją techniką poradzenia sobie z bohaterem, którego nie rozumiem, jest uprościć mój występ – mniej się uśmiechać, mniej chodzić, mniej mówić, mniej działać. Jedną z takich ról jest Arjun z „Pardes”. Kiedy zna się na wylot logikę bycia bohaterem filmu hindi, nie powinien to być problem. Ale podczas dwu i pół godzinnego filmu musimy mieć jakieś pozory prawdopodobieństwa czy podobieństwa. Z upływem czasu mój bohater bardzo odbiegł od tego, co sobie na jego temat myślałem, czy jak go sobie wizualizowałem. Tak więc zamknąłem się w skorupie i powiedziałem, okay, dajcie mi po prostu przez to przejść, z wiarą, ale powściągliwie.

Czy był jakiś szczególny problem, lub niepokojące zmiany w charakterystyce postaci?
Miałem grać towarzyskiego, głośnego chłopaka. Kiedy zaczynałem pracować nad postacią, był to wesoły Mały Mistrz, zdolny do wszystkiego. Ale z czasem, za sprawą reżysera, scenarzysty i moją, zaczął się zmieniać, stał się cichszym, dojrzalszym człowiekiem. Myślałem, że on będzie jak ten śmieszny gość, wiesz, Apache Indian (http://en.wikipedia.org/wiki/Apache_Indian), tak właśnie zaczynaliśmy. Ale kiedy zobaczyłem jego ubrania, okulary, cały wygląd, zdałem sobie sprawę, że to tak naprawdę stateczny, cichy, nudny typ. Myślałem, że to będzie postrzeleniec, a okazał się spokojnym, powściągliwym, wiernopoddańczym facetem. To był właśnie ten aspekt, który mi przeszkadzał.
Tak więc „Pardes” jest filmem, przy którym nie przyłożyłem ręki do konstruowania mojego bohatera. Były i inne, ale ten był najbardziej ewidentny, najwybitniejszy.
Inny przykład (i mój najmniej oszczędny występ), to Babloo z „Duplicate”, który był dziwną postacią, trudną do zagrania. Trochę się niepokoiłem o to, w którą stronę on idzie. Ale potem wymyśliłem, że to 4-latek w ciele 25-latka. I wtedy już umiałem go zagrać. Tę samą logikę zastosowałem w stosunku do czarnego charakteru. On też był obłąkany.
Przy „Anjaam” także, ponieważ grałem już wcześniej dwóch złych bohaterów, zastanawiałem się – dokąd on zmierza, yaar? Robię to samo g***. Co jeszcze mogę z tym zrobić inaczej niż dotąd? I nie umiałem wymyślić, jak być psychopatycznym, ale inaczej niż niż w „Darr” czy „Baazigar”. Były chwile, że nie miałem pojęcia, co zrobić z nim dalej.
Nigdy nie obejrzałem ani tego filmu, ani „Pardes”. Właściwie nie obejrzałem żadnego filmu, do którego nie byłem przekonany, albo niepokoiłem się o postać, którą grałem. Byłem trochę niepewny nawet co do „Karan Arjun”, (który w końcu obejrzałem). To nie było tak, że reżyser nie wiedział, czego chce, to ja nie wiedziałem, jaki kierunek obrać. Chyba jestem aktorem, który lubi robić o wiele więcej. Ja, jako aktor, jestem człowiekiem czynu. Nie jestem myślicielem czy filozofem, działam, jestem aktorem akcji, nie w sensie scen walk, tylko w sensie pragnienia zrobienia więcej. Lubię decydować. Lubię...

Przejmować inicjatywę?
Taaak, inicjatywę. Lubię być tym, który przejmuje inicjatywę, jest otwarty. Za każdym razem więc, kiedy mam grać postać, która taka nie jest, ma to na mnie nieco hamujący wpływ.

A scena zabawy w odgadywanie tytułów z „Kuch Kuch Hota Hai”? Definiowałeś w niej od nowa pojęcie romansu, zgadzam się. Ale ta cała sprawa, że nie jesteś zdolny tego pokazać bez słów i sikhijski chłopczyk pomaga ci w tym – nie czułeś się głupio grając to?
Osobiście czułem się głupio, ale mój bohater niczego nie czuł.



Czyli ukrywasz własną śmieszność. Czy o to właśnie chodzi w aktorstwie?
O to chodzi w aktorstwie. Bardzo jasno wiem, kim jestem. Dlatego stąpam mocno po ziemi. Nigdy nie myślę, że jestem Rahulem. Dlatego na co dzień nie oglądasz mnie ubranego w garnitur. Właściwie kiedyś, rozmawiając z ludźmi, wykorzystywałem moje poczucie humoru i flirciarski, romantyczny styl rozmowy. Już nie rozmawiam w ten sposób, bo właśnie tak robią postaci, które gram. A dość przewrotne jest to, że moi bohaterowie zaczęli tak mówić, trochę dlatego, że ja taki byłem. To byłem ja, mój osobisty urok, cecha charakteru, które sprawiły, że stałem się popularny, czy stałem się popularnym aktorem. Ale teraz z tym skończyłem, bo nigdy, przenigdy nie wiążę się z tym co robię przed kamerą – czy jest to dziwne, dobre, złe czy brzydkie.
Robię rzeczy, które są bardzo nierealistyczne. Nie jestem głupcem. Rozgraniczam siebie i bohatera ekranowego. Jeśli więc mój bohater robi coś durnego, robi z siebie głupka, to jest to w porządku. Nie zależy mi. Zgodnie z tą logiką, w scenie zgadywanek umiem oczywiście powiedzieć „kocham cię.” Nie potrzebuję sikhijskiego chłopaczka, żeby mi to pokazał. Tylko wtedy byłaby to zbyteczna scena, taka, o co chodzi, koleś, po co my to kręcimy? Bohaterowie byliby bardzo papierowi, bez życia, nie byłoby w nich szaleństwa, fantazji.
Dobrym słowem byłoby tu: nie byłoby w nich niewinności, bo mądrzy ludzie nie są niewinni. Mądrość odbiera całą naiwność, a naiwność, w pewnym sensie, jest piękna, mądrość jest wspaniała, ale i naiwność jest dobra. A ja myślę, że więcej jest ludzi prostodusznych niż mądrych. Nie mówię, że głupich. W świecie jest wiele naiwności, naprawdę mnóstwo.

Jednak kiedy czytasz scenariusz, to w danej chwili rozmyślasz nad nim. Kiedy przychodzi do kręcenia, ty odegrałeś swoją rolę, reżyser nakręcił ujęcie, a my je w końcu zobaczyliśmy. Stworzono piękny moment i publiczność zakochała się w nim. Ale kiedy właściwie tworzyłeś ten moment, czy kiedy po raz pierwszy czytałeś scenę, czy zdarzało ci się ją kwestionować?
Jest taka scena w „Kabhi Kushi Kabhie Gham”, kiedy Kajol wchodzi i rozbija wazon i wychodzi, a Amitabh Bachchan i ja po prostu zostajemy zagapieni na nią. Na ścianach wiszą obrazy – Lala Bahadura Shastri, Indiry Gandhi i Gandhiji – a jeden z jest przekrzywiony. Na koniec tej sceny, kiedy Kajol wychodzi, zatrzymuje się, poprawia go i wychodzi dopiero wtedy.
W tej scenie Kajol miała być straszną wariatką, miała być walnięta, prawdziwa idiotka, ale to jedno w niej ma być, nazwij to patriotyzmem, nawet nacjonalizmem. Jednak ja uważałem że w tej sytuacji i w tym wieku ta sceną jest kompletnie głupia. Nalegałem na Karana, żeby wyrzucił to z tej końcówki. Powiedziałem mu, to co prawda nie moja scena, ale nie rób jej. To jest moment strasznego zażenowania. Po pierwsze zgrzytały mi te obrazy. Jestem patriotą, ale to jest dom bardzo bogatego człowieka, światowej sławy i cały ten chłam. Te obrazy absolutnie nie pasują do tej postaci. Po drugie chciałem żeby zachowała całą tę prostotę, z którą stłukła wazon. Kiedy przychodzi przeprosić za to, tłucze następny i za to ją kochamy.
Tak więc powinno w tym być na tyle logiki, czy przekonania, czy chwilowego zawieszenia wątpliwości, ale nie więcej i dlatego się wtrąciłem. Ale w innym przypadku nie powiem - daj spokój, kolego, odpuść, ja tego nie zagram. To jest dziwaczne.
Mam też problem z przeklinaniem. Nie mogę powiedzieć kutte kamine z całkowitym przekonaniem, nie mówię więc wcale.

A jeżeli grasz bohatera, który wychował się na ulicy, to znaczy, że jego język jest właśnie wulgarny? Nawet wtedy nie wypowiesz tych słów?
W „Ram Jaane” zmieniłem je na kutreya... ae kutreya. Mam swoje własne ograniczenia. Wielu ludzi powiedziałoby to w taki sposób, jak prawdziwy macho. Spróbowałem więc użyć zamiennika, bo ja tego nie potrafię. Czuję się, jakbym sam siebie okłamywał. W tym momencie czuję, że Ram Jaane nie jest tak naprawdę Ramem Jaane, jest Shah Rukhiem. I w tym momencie, w którym ja staję się Shah Rukiem, mój bohater blednie. Bo ile razy powiem kutte, nie mówię tego tak, jak powinien powiedzieć to Ram Jaane, Nawet nie wiem, jak powinien przeklinać Ram Jaane. Mówię to jak Shah Rukh. I kiedy tak robię, wraca cały ten mit, ten o rany, Ram Jaane i Shah Rukh są tacy sami. Kiedy wszystko zaczyna mnie krępować, nie jestem w stanie grać i wszystko jest spieprzone.
Bywa, że dodaję własne słowa do wypowiadanych kwestii. Zawsze kiedy gram jakąś scenę, wiem, co chcę w niej powiedzieć. Ale nie mówię tego wcześniej reżyserowi, bo wiem, że to wywołałoby kolejną dyskusję. Wiem, że to coś zagra bardzo dobrze w danej scenie i będzie dobre dla wizerunku postaci. Tak więc zwykle kiedy zaczynamy kręcić i kamera jest włączona, mówię coś, jak tę kwestię z „Kal Ho Naa Ho” - 'Nie teraz, idioto'. To było może trochę nie na miejscu w poważnej scenie szpitalnej, ale zgrało się z nią bardzo dobrze.
Ale gdybym z tym wystąpił na etapie czytania scenariusza, zaczęłoby się zaraz 'Shah Rukh, to nie jest realistyczne, chodzi mi o to, że 'Tak naprawdę nie rozstajemy się', w tle leci muzyka i 'kal ho naa ho.' A chłopak mówi 'pamiętaj, w następnym życiu ona będzie moja.' To wzruszająca scena z umierającym człowiekiem.” Nie wyglądałoby to dobrze.
Ale w momencie, kiedy zaczęliśmy kręcić ujęcie, powiedziałem swoje i reżyser to zaakceptował. Do tej pory znałem już mojego bohatera, rozwinąłem go tak, że wiedziałem, że reżyser to zaakceptuje . Kiedy jesteśmy przy końcu filmu, wiem już dokładnie, co zrobiłby mój bohater. Nie umiem tego wyjaśnić, po prostu wiem.

'Bransoletka jest już na ręku, po cóż mi lustro? Dla wykształconego nawet perski to pestka.'

(hej, Shameem, jeszcze jedną herbatę poproszę..)

Tak, nie wiem, jak to wyjaśnić. To coś jak poprawianie bransolet przed lustrem, do którego musisz tylko spuścić wzrok, żeby to zrobić. Po prostu kręcę scenę, czuję jej emocje i wiem, dlaczego coś robię. Jest wiele takich momentów – w każdym filmie mógłbym wskazać pięć, siedem takich scen, nawet właściwie nawet więcej. W „Veer Zaara” wciąż pocieram sobie usta, robię to ciągle(odgrywa to) i nie wiem, dlaczego. Nie umiem tego wyjaśnić.
Ja także nie wiem wszystkiego o bohaterze ale wiem (cokolwiek ludzie mówiliby o moim aktorstwie, czy co ja sam sądzę o moim aktorstwie), że w danym momencie wiem z całą jasnością, że nie jestem Shah Rukhiem. Nie gram siebie. Może to tak wyglądać, jakbym grał siebie, ale tak nie jest.
Wielu rzeczy być może nie umiem wyjaśnić w fazie czytania, mówienia czy nawet grania, ale ja po prostu wiem, czuję, co mój bohater powinien zrobić i to właśnie robię

Kiedy patrzysz wstecz, czy jest jakaś cena w jakimś filmie, o której myślisz, że nie powinieneś zagrać jej tak, jak zagrałeś?
O tak, tak, właściwie każde ujęcie. Każde ujęcie, które kręcę. Dlatego nie oglądam ich więcej. Dlatego ich nie analizuję, bo nie mogę już nic poprawić.

A co jest najczęściej powracającym koszmarem? Czy masz coś takiego, co ci przeszkadza, nawet wtedy, kiedy grasz?
Widzisz, czasami – a robiłem to dość często – że odwracałem wzrok od moich współpartnerów kiedy z nimi grałem. Pamiętam, ze kiedy kręciłem z Rakeshem Roshanem, powiedział, „Nie rób tego. Tam nikogo nie ma, czemu tam patrzysz?”
Widzisz, zwykle, kiedy kamery są włączone, łapiesz się na tym, że patrzysz na tego, do kogo mówisz. Ale tak naprawdę, w realnym życiu, nie robisz tego. Widzisz, kiedy z tobą rozmawiam, często patrzę w inną stronę, co jest moim zdaniem dość normalne. Czasami robisz tak, kiedy chcesz się nad czymś zastanowić. Nie patrzymy sobie nawzajem głęboko w oczy przez cały czas.
Tak więc, całkiem świadomie, zacząłem rozglądać się na boki mówiąc dialogi, próbując grać naturalnie, co w końcu zamieniło się w manierę. I teraz czasami, kiedy oglądam tamte sceny, myślę, czemu do cholery ja się tak ciągle rozglądam?

Czy kiedy nie byłeś jeszcze aktorem, też tak patrzyłeś?
Nie, za to kiedy oglądałem filmy, myślałem, czemu u licha oni tak mówią? Dość często oglądałem bohaterki, które, spoglądając w górę w twarze partnerów, prowadziły spojrzenie od jednego ich oka do drugiego (odgrywa to). Rozumiesz, o czym mówię, prawda? Po co to robią? 'Coś wypatrzyły w jednym oku, to po co szukają w drugim? Że niby to coś jest w tym oku, a nie w tamtym!
W ich przypadku to działa. To świetnie odegrana scena. Ale czemu ja miałbym to robić? Nie będę tego robił. Widzisz, piękno jakiejś roli czy jej wykonania leży w tym, żeby spróbować być realnym, ale nie nudnym. Jeśli będziesz grał całkowicie realistycznie, możesz zanudzić i jest to gra aktorska. Ale jeśli będziesz realistyczny, ale nie nudny, wtedy jest to sztuka aktorska. W tym tkwi różnica.
Na przykład, powiedzmy (deklamuje teatralnym tonem) „Znam ci ja tego okrutnika, który nie miał dwóch pajs, żeby nakarmić dwójkę swoich własnych dzieci, nawet na wodę nie miał.” Nie powiedziałbym tego w ten sposób. Realistycznie brzmiałoby to tak: „Widziałem tego faceta. Kurcze, człowieku, nie miał nawet dwu rupii żeby kupić dzieciom wody...”
Ale znowu – jest cała ta sprawa grania w wymiarze dramatycznym. Nie wolno utracić jego istoty. I gdybym naprawdę zaczął grać w ten sposób, uczyć się moich kwestii od A do Z i wygłaszać je tak jak to zrobiłem przed chwilą, jestem pewien, że znudziłoby cię to bardziej niż jakiś sztampowy występ.

Gdybyś mówił tak, jak to zrobiłeś przed chwilą, czy mogłoby to zapoczątkować nowy punkt odniesienia, nowy język?
Kiedy zmagasz się sam ze sobą, kiedy jesteś gotów maksymalnie się odsłonić, próbujesz osiągnąć pewien ideał, do którego dąży każdy aktor. Czy mogę po prostu robić swoje i nie troszczyć się o to, czy podobam się ludziom, czy nie? Jeśli nie zaakceptują Rahula, to nie jest twój problem, że bohater był właśnie taki, yaar. Asoka nie jest mną. Jako aktor grający Asokę zostałem odrzucony. Ale jeśli zostałbym odrzucony jako ja, byłoby to jak obudzenie się rano i powiedzenie, jesteś paskudnym ******. Z tym nie możesz się pogodzić.

Ale przecież odrzucenie może dotyczyć miary danej postaci.
Ale ja nie mogę tego wiedzieć! Mogłoby być tak, że ludzie mówiliby, 'Arre Shah, strasznie fajnie mówisz, gościu, wow, ludzie za tym szaleją'. Ale dla mnie byłoby trudno przymusić się do tego. Nie chodzi o to, że nie wiem, jak to zrobić. Wiem, że jeśli zacząłbym grać tak i tak, mógłbym mieć największy przebój, jaki stworzono na ziemi. Ale ja szukam formy, żebym mógł osiągnąć to bez schlebiania, podlizywania się i żebym mógł osiągnąć to będąc Sudhirem czy Rahulem czy Rameshem.
Moim największym zwycięstwem będzie dzień, w którym zacznę grać samego siebie. I to w tym dniu zakończę mój bieg i udam się na emeryturę. Pragnę zagrać samego siebie. Ale nie mam na to odwagi. Nie mam też na tyle rzemiosła.
W naszych scenariuszach bardzo wyraźnie rozgranicza się głównego bohatera od reszty obsady. To co go wyróżnia to może być to, że jest niezwykły, uroczy, przyjemny, podły czy zły. Bohater musi być lekko naznaczony jakąś odmiennością, żeby można było mówić 'Tak, są tacy ludzie', albo 'Shit, mam nadzieję, że takich jak on nie ma na tym świecie'.
Bohater nie może być taki (mówi sucho i płasko); 'Wiem, jestem szczęśliwy, jestem bardzo szczęśliwy, ilu tu było ludzi' ... (cytat z 'Sholay' – przypisek mój) to jest kwintesencja tego, co sprawdza się w pewnych filmach. Ale to specjalne znamię 'Sholay' było inne. 'Myślałem, że będę szczęśliwy ... panie, byłem pańskim wiernym sługą (dosł. 'jadłem pańską sól' (czyli: jadłem z pańskiego stołu)- przypisek wrydha)... Mmm, to teraz zjedz kulkę (tym samym płaskim tonem (cytaty z 'Sholay' – przypisek mój)

Musimy wejść w to, co nazywamy bohaterem. Ograniczeniem bohatera nie jest charakterystyka postaci, jego ograniczeniem jest charakterystyka grającego go aktora. Ale jest linia, której nie możemy przekroczyć. Nie otworzę się na tyle, żeby przekroczyć tę linię. Nie zrobię tego. Nie tylko nie zrobię, ja po prostu nie mogę tego zrobić. Tak więc bohater nie jest ograniczony tylko przez to, co napisał o nim autor, czyli że można grając go dojść do pewnego punktu ani kroku dalej, postać jest również zakreślona ograniczeniami grającego ja aktora, co mogę pokazać odtąd dotąd i ani kroku dalej. Projekcja aktora na granego przez niego bohatera jest na takim poziomie, na jaki aktor się zgadza.

Mówiliśmy o aktorskiej manierze; jąkanie się z 'Darr' stało się twoim znakiem rozpoznawczym.
Pewnego dnia oglądałem z BBC czy jakiś program popularnonaukowy, w którym mówili, że wynaleziono chip, który po wszczepieniu pomaga pozbyć się jąkania. Mówili, że ludzie jąkają się, kiedy ich umysły za bardzo skupiają się na tym, jak mówią. Na przykład, jeśli, powiedzmy, idę na spotkanie z Seemą i mój umysł jest zbyt tym zaprzątnięty, może to przybrać formę - spotykam się z ssssssSeemą. To S rani umysł.... umysł staje się zbyt wrażliwy na określone dźwięki. A kiedy stajesz się na coś aż tak wrażliwy? Kiedy jesteś tego bardzo świadomy. Czułem więc, że mój bohater jest tak wyczulony na Kiran, że jąka się wymawiając K, ale tylko wtedy, kiedy mówi jej imię. W każdym innym przypadku nie jąka się, wymawiając K.
Poza tym wiesz, ze ja przeszedłem szkołę gry aktorskiej grając w angielskim teatrze. Whhhhha Wendy... WWWWWWonder. Tak mówią Brytyjczycy Hugh Grant czy Peter Sellers. Umiem przepięknie się jąkać po moich występach teatralnych.
Kiedy oglądałeś film – w scenie, w której on umiera, mówi po prostu „I love you Kiran”. Nagle nie jest już na nią tak wyczulony. W ostatnim ujęciu tego filmu on się nie jąka; niewielu to zauważyło. Ale dla mnie był to znak, że on już nie jest jej świadomy, ona należy do kogo innego, ona nie jest jego. Emocje są takie 'pomogłaś temu drugiemu! Do diabła z tobą, Kiran, ale kocham cię, Kiran.' Taaak, ale ludziom łatwiej zrzucić to na manierę. A to był jedyny film, w jakim się jąkałem.
Inną rzeczą, o której się nie mówi jest to, że zmieniam głos na potrzeby postaci. W 'Darr' naśladowałem głos jednego chłopaka ze szkoły, Cawasa Baaza, który się jąkał – miał bardzo cienki głos. Głos jest bardzo dziwny... bardzo dziwaczny, upiorny. Upiorny to właściwe słowo. Często ludzie, kiedy chcą mnie naśladować, parodiują jąkanie się
W 'Devdasie mówię „Co za sukinsyn pije” .... (niskim, gardłowym tonem), a nie (cienkim, piskliwym) „Co za sukinsyn pppppppije, żeby jakoś to przetrwać.”

Powiedziałeś mi kiedyś, że przyglądasz się ludziom i przyswajasz sobie drbne rzeczy, które robią. Jak to się dzieje?
Musisz postrzegać każdą osobę w wyjątkowy sposób. To tak, jak normalnie oko nie widzi tego, co widzi kamera, jak operator ustawia kadr pomiędzy dwoma drzewami, a ty mówisz, co on chce zobaczyć między dwoma drzewami?. Ale czasami jesteś w szoku widząc, jak kamera widziała ten kadr.
To tak jak z dowcipem, każdy może go opowiedzieć, ale komik estradowy, jak Sajid (Khan), powie go lepiej. Osoba, która nie jest aktorem, czy która nie myśli przez cały czas o graniu, albo która nie wierzy, że grać można 24 godziny na dobę, może nic nie zauważyć, czy nie postrzegać innych w odmienny sposób.
Więc na przykład zauważam sposób chodzenia. I to jest normalny krok. Nie chodzi o to, że ktoś kuleje. Chodzi o sposób chodzenia. Albo to jak podskakuje. Chodzi o to, że ja odnotowuję coś, co każdy może zobaczyć, ale ja widzę, jak można to coś wykorzystać w graniu. Widzę uśmiech, jakiś wyraz twarzy. Zapamiętuję to. Obserwuję ludzi podczas wszelkich życiowych czynności. To jak mówią i jak rozmawiają, jak siedzą, wiesz, mały gest, spojrzenie.
Najbardziej poruszające są dzieci, bo ich ekspresja nie została jeszcze uformowana przez środowisko, w którym żyją. Są szczere w swoim sposobie bycia. Nie zachowują się tak, jak wypada.
Pamiętam takie wydarzenie z Suhaną; powiedzieliśmy jej, ze jedziemy do Goa. Aryan nagle zdał sobie sprawę, że ona myśli, ze Goa to osoba, nie miejsce. Ona myślała, że Goa to przyjaciel, który gdzieś mieszka i że my jedziemy do jego domu. Zapytałem ją, 'Suhana, ty myślisz, że Goa to człowiek?' A jej twarz nagle przybrała ten dziwny wyraz. Ani nie zaprzeczyła, ani nic nie powiedziała. Wciąż nie wiem, co znaczyła ta mina, ten wyraz twarzy? Czy była smutna? Czy była w takim wieku, w którym człowiek zdaje sobie sprawę, że jego przypuszczenie było błędne? Była upokorzona? Ale to była reakcja nieuzasadniona w stosunku do tego, jaka powinna być. Widać było w niej ten dziwny ból i widziałem w jej oczach spojrzenie, które mówiło 'Jak mogłam tego nie wiedzieć? Jak mogłam nie wiedzieć, że Goa to miejsce, nie człowiek.'
Chciałbym kiedyś ten wyraz twarzy wykorzystać w którymś filmie. Na przykład ktoś pyta mnie, czy kochasz tę kobietę, a ja tylko patrzyłbym na niego. Brzmi to bezsensownie, ale jest to spojrzenie, które jest niezafałszowane, niewymuszone, tępe, dziwaczne. Wielu ludzi uważa, że aktorzy nie umieją patrzeć. Ja widzę i używam tego co zobaczę w na najdziwniejsze sposoby.
I to nie chodzi tylko o to, co ludzie robią, ale i o to, co mówią.
Jest taka kwestia, którą chciałbym strasznie wykorzystać kiedyś w filmie. Chyba pojawiła się w filmie Karana (Johara): 'Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia, czy mam wejść jeszcze raz?' Uważam, ze to cholernie dobre zdanie. Potem taka kwestia. Popisywałem się kiedyś przed moim makijażystą, że 'Czegóż to ja dziś nie pokażę', a on odparował z oczywistym, 'Czego nie pokażesz?' To było absolutnie spontaniczne i chcę gdzieś użyć tego zdania.

Jest jeszcze słówko 'phir'. Wykorzystałem je w „Yes Boss”. Podczas finałowej walki uderzyłem Adityę Pascholego bardzo mocno.'BACH' i padł, Juhi patrzy na mnie zachwycona, tak wow, a ja mówię 'a co?' To tak jakbym powiedział na przykład do kucharza 'pyszne jedzenie, paluszki rybne były świetnie przyrządzone', a on popatrzyłby na mnie i powiedział 'no i co z tego?'
I ta kwestia z „Yes Boss”, „Sir, należę do pana.” Wdaję się w bójkę z Hari Singhiem (który był przedtem sekretarzem Sridevi) a on mi ubliża, 'Ty łachudro, ty alfonsie.' A ja odpowiadam 'Sir, w końcu należę do pana.” Scena w której użyłem tego w 'Yes Boss' to ta, kiedy Aditya Panscholi mówi, „Jedzenia jest w bród', a ja odpowiadam 'Sir. proszę się częstować, to wszystko należy do pana...”

Jeszcze jakieś inspiracje?
Jeśli chodzi o sposób chodzenia, to cała masa. W 'Kabhi Haan Kabhi Naa', chodzę krokiem Zahida, syna Saeeda. 'Josh' właściwie ściągnięty jest od aktora z filmu „Białe piaski”, tego gościa, który grał w „9 ½ tygodnia” (Mickeya Rourke – przypisek mój).
W 'Baazigarze' naśladowałem Amitabha Bachchana Babu z 'Satte Pe Satta'. W 'Dilwale...' bohater jest trochę jak ja sam, ma moje poczucie humoru. Nawet w 'Kal Ho Naa Ho' bohater ma trochę mojego poczucia humoru, trochę złośliwego, jak to 'Hej, Jennifer Lopez” - ale to żarty, które nie ranią do żywego. Bohater 'Pardes' zagrany był neutralnie. Nie rozumiałem, skąd on się wziął, dokąd zmierza. Zagrałem go więc bezpiecznie.
W 'Ram Jaane' inspiracją jest historia, jaką usłyszałem w dzieciństwie – że małe dzieci gryzą własne dłonie. Kiedy są rozzłoszczone, tak właśnie robią. Właśnie w taki sposób zagrałem tę postać.
Prostota bohatera 'Main Hoon Na' jest całkowicie wzięta od Aryana. Jeśli poprosić Aryana, żeby czegoś nie mówił, na pewno powie. Wie, ze nie powinien tego robić; ale chce to powiedzieć. A potem robi coś takiego, że zakochujesz się w nim, zamiast go zbesztać. Próbowałem to powtórzyć w scenie, w której obie moje ręce się unoszą i zaczynam śpiewać, a Sushmita mówi, 'Wydaje mi się, czy śpiewałeś dla mnie?' A ja mam ten wyraz twarzy - taki jakby ogłuszony, taki głupi, że tylko małe dziecko taki może mieć, cały dialog na tym bazuje. To jest absolutnie Aryanowe, że 'jestem tylko małym cynowym żołnierzykiem.'

Ona mówi: 'Śpiewałeś dla mnie, czy nie, mów!'
Wtedy ja, że 'Ma'am ja...'
'Mów!'
'Ma'am ja tylko... jestem małym cynowym żołnierzykiem.'

Nie zawsze robię to świadomie. To nie tak, że siadam i robię notatki. To się po prostu dzieje. Czasami wiem, skąd to czy tamto wziąłem, czasami nawet nie pamiętam, ale po prostu chwytam niuanse danej sceny.
Na przykład w 'Devdasie', są tam takie kwestie, które wypowiada każdy człowiek, który przychodzi na pogrzeb; 'Był dobrym człowiekiem'. Albo, 'A dopiero niedawno go spotkałem'. Albo, 'Daj mi znać, gdybyś czegoś potrzebowała.' Każdy na pogrzebie mówi te trzy zdania.
Ale kiedy mówię to na pogrzebie własnego ojca, cała scena nabiera dziwnego wydźwięku. Te słowa brzmią dobrze w ustach obcego, ale wypowiadane przez syna brzmią co najmniej dziwacznie. Tak to zagrałem w 'Devdasie'.
Czasami coś jest kwestią nagłego impulsu. Bardzo lubię tę scenę z 'Devdasa': 'Nie zniosę aby dotykał cię ktoś jeszcze'. I jestem pijany. I próbuję złapać robaka, który krąży wokół nas. I muszę spaść ze schodów. Jak spadam ze schodów? 'Lotos, nawet kiedy skąpie się w mule, nadal zwabia pszczołę' i bohater już spada – dum, dum, dum...
Upadek Devdasa w pijanej scenie jest wzięty z opisu trzech stadiów pijaństwa z 'Burmistrza Casterbridge' Thomasa Hardy. Jednym z nich jest, że leży się jak świnia. Chciałem leżeć jak świnia, z rozrzuconymi nogami, z twarzą obróconą na bok. Chciałem zagrać ten fragment właśnie tak.
W Devdasie, nawet w kiedy stacza się w kompletną degradację, jest wciąż ogromnie dużo godności. Wiesz, chciałem zagrać go jako człowieka bez kręgosłupa, ale w nim wciąż było to coś. Zagrałem to w scenie (kiedy Parvati odwiedza go po śmierci ojca), w której on mówi, 'Ucieknij teraz ze mną'
Ona odpowiada; 'Deva, nie jestem w stanie, nie mogę uciec'. To bardzo poniżająca scena. I wtedy, on nagle mówi: 'Zobacz, zatrzymałem go, to był twój dzbanek, prawda? Ech, nie potrzebuję kogoś takiego jak ty, znajdź mi inną narzeczoną.'
I potem nagle on mówi, proszę, odejdź ze mną, bo mnie kochasz. A ona odpowiada, nie mogę tego zrobić. Więc ja mówię, 'Obiecuję, że zanim umrę, dowlokę się do twoich stóp.'
W ostatnim ujęciu tej sceny – które zostało dodane później, kiedy wychodzę z pokoju i odwracam się do niej, mówię jedno słowo, które ona powtarza w filmie: 'dhusht'. Dzieje się to, że ja właściwie nazywam ją dziwką. Ash była zdezorientowana, kiedy to powiedziałem. Klimat tej sceny jest taki, że Devdas właściwie błaga ją, ucieknij ze mną, dam ci wszystko. Widzisz, jestem w stosunku do ciebie cyniczny, jestem sarkastyczny, bo kocham cię więcej niż własne życie. Ucieknij teraz ze mną...
Nie!
Dziwka.

I Bhansali mi powiedział, 'Nie, nie, Shah Rukh, jak możesz tak powiedzieć'
Powiedziałem, nie, tam będzie ta dziwka, ona tam musi być. Musi tam być trochę zabawy.
Nie chodzi o to, że ją poniżam. Nie wiem nawet jakiego słowa użyć. Odwracam się więc, mówię to słowo, ale mówię je tak, ze zawiera ono w sobie ogromny ładunek miłości. Potem pewien Indus powiedział, 'Sir, proszę powiedzieć 'dhusht.' to bardzo czułe słówko.”

Na ile twoi rówieśnicy i współcześni aktorzy mają wpływ na twoją grę? Kto miał największe oddziaływanie? Co z Dilipem Kumarem?
Jeśli chcesz wiedzieć, to ja należę do pokolenia, które zaczyna myśleć, że on jest za wolny. Ja lubię szybkość w dialogach. Jeśli nie ma szybkości, potrzebna jest intensywność lub styl pokroju Amitabhowego, że 'klucz od tego pomieszczenia mam teraz ja' (to i następne zdania odnoszą się do sceny zez słynnego filmu Big B, 'Deewar')

Jaka to scena?
Ta, kiedy on wślizguje się do środka, zamyka drzwi na klucz, klucz wrzuca do kieszeni i mówi, że odtąd wyjdą stąd tylko ci, co przeżyją. Patrz, jak on to gra. I że teraz to on ma klucz od zamka, który zamyka te drzwi.

I zaczynają się bić.

Popatrz, jaki ma styl. Po bójce on bierze klucz, otwiera zamek, wychodzi, ale nie kroczy jak macho man. Popatrz, jaka piękna reżyseria, reżyser musiał powiedzieć widowni, że to była straszna bójka, człowieku, ale musiał powiedzieć także jasno, że to co zrobił bohater to nie był tylko dlatego, że taki ma styl. Wymagało to pokazania, że trzeba było sprać tego kudłacza na kwaśne jabłko, że trzeba było mieć do tego jaja. I ten gość był wielki, człowieku, bohater co się zowie.
Co więc robi Amitabh, kiedy już wychodzi stamtąd? Idzie i wkłada głowę pod kran, odkręca go, a z niego wypływa brudna woda, a on wkłada pod nią głowę. Co za bohater. To nie pierwszy lepszy gość, który pobił złego faceta. Dlaczego więc Amitabh Bachchan stał się gwiazdorem? To właśnie dlatego, za ten jeden gest włożenia głowy pod kran. Bo w tym momencie zdajesz sobie sprawę, że właśnie stoczył ciężką walkę, że prawie zabił tego drugiego, ale, o rany, pokazał, że nawet Amitabh Bachchan musi... od czasu do czasu umyć włosy. To jest silny facet. Tylko Amit jest w stanie tak to zagrać. Rajesh Khanna, nie, gdyby to był Rishi Kapoor, też nie, to tylko pomocnik.”

Dla mnie to jasne, że to Amitabh Bachchan. Bo wyrosłem oglądając go. Byłem maniakiem kina od połowy lat 70 do końca lat 80. A to były czasy, kiedy Amitabh Bachchan był częścią życia nas wszystkich. Nie mogłeś wyjść z domu, żeby się na niego codziennie nie natknąć. Jego wizerunek, jego głos, rozmach, z jakim wcielał się w super bohaterów... On jest naszym supermanem. Jak chodzi o aktorstwo, to on wywarł na mnie największy wpływ.
To jest styl. A ta scena z „Amar Akbar Anthony.” Zostaje zlany przez Vinoda Khannę. Mówi, 'Starszy bracie, ty pobiłeś dziesięciu, a ja tylko dwóch. Ale solidnie ich zalałem, no nie?' Serce się do niego wyrywa, yaar. Co za młodszy brat! W filmach hindi starszy brat może zbić młodszego . Ale jeśli ten młodszy brat mówi coś takiego, twoje serce bije dla niego. Bo tak, yaar naprawdę dał im wycisk, yaar. Wyobraź sobie teraz, że jakiś zły aktor to gra. Żadnego stylu, żadnego występu, żadnego grania dla pierwszego rzędu.

Oprócz niego, bardzo duży wpływ miał na mnie Michael J.Fox. To chyba była epoka, w której on rządził - „Powrót do przeszłości” i „Happy Times.” Nawet 'Yes Boss” to „Miłość czy pieniądze” Michaela J.Foxa. Uwielbiam go.
Trzecia inspiracja to Peter Sellers. Zakochałem się w Peterze Sellersie po „Strzale w ciemności” i uwielbiam serię o Różowej Panterze.
Są też ludzie jak Raj Babarand i Ajit Vachchani, których oglądałem w NSD (National School Of Drama – przypisek mój), Surekha Sikriand i, do pewnego stopnia, mój przyjaciel Raghubhai, Rajsh Vivek. Wyrosłem w tej atmosferze. Oglądałem ich w sztuce „Suraj Ka Satwan Ghoda”. Widziałem, jak grali w „Ashwathamie”. Widziałem ich w „Razia Sultana”. Z jakim napięciem oglądałem te spektakle! Byłem zwykle pod ogromnym wrażeniem ich umiejętności. Chodziłem tam codziennie na spektakle. Przedstawienia wystawiano w starym forcie. Mówię o tym oczywiście z retrospektywy, bo na pewno wtedy nie przyszło mi do głowy, że będę kiedyś aktorem, tak jak oni.
Myślę, że takie wspomnienia pozostają, stają się częścią twojego umysłu, a ty je potem nieświadomie wykorzystujesz. Pamiętam bardzo żywo tamte spektakle – każdą część i to, co mi się podobało – i nawet teraz, kiedy kogoś z nich spotykam, okazuję im wiele szacunku, bo oni, nieświadomie, uformowali mnie aktorsko. Jestem tego bardzo pewien. Kiedy ludzi mówią, że ja naśladuję innych, ja myślę jedynie o tych aktorach, którzy mieli na mnie wpływ i nie wstydzę się o tym mówić. To oni wtedy nauczyli mnie niuansów tego, czym jest aktorstwo. To są także wspomnienia dzieciństwa, które tkwią we mnie.
Hmmm … Divya Seth! Pracowałem z nią, jest współczesną mi aktorką. Divya jest wspaniałą aktorką, jedną z najlepszych, z jakimi grałem. Jednak, jeśli kiedykolwiek miałem jakiegoś nauczyciela aktorstwa, to był to Barry John.

Czy to właśnie teatrze rozpalił cię do występów na żywo? Czy to dlatego grałeś w teatrze?
Dla mnie aktorstwo wszędzie ma tak samo ekscytujący wpływ. Tak, był taki wpływ, choć uświadomiłem to sobie później. Występ na żywo jest o wiele trudniejszy, bardziej szarpie nerwy, przy spektaklu na żywo musisz wszystko zrobić, połączyć to w jedno, nie wiedząc, jak wypadnie, jaka będzie reakcja, jak na przykład przy prowadzeniu gali Filmfare'owej. Jest to wielkie wyzwanie. Jeśli film się nie udał, to i tak nie widzisz na żywo odbioru publiczności. Na scenie widzisz od razu, czy wszystko idzie dobrze, czy nie. Tak więc, dopóki będę miał choć jednego widza, będę szczęśliwy mogąc występować i nasłuchiwać reakcji.

Teatr jest uważany za sztukę wyższą. Zgadzasz się z tym?
Nie.

Ludzie, którzy wywodzą się z teatru uważają się za lepszych.
I ja tak miałem, kiedy tu przyjechałem. To było tak, nie będę odstawiał tych tandetnych tańców, nie będę taki i taki. Ja wiem więcej. Ale myślę, ze może dzięki teatrowi rzeczywiście trochę więcej wiedziałem i poradziłem sobie. Na sto procent, teatr zapewnił mi dobry start, przynajmniej jak chodzi o aktorstwo. Tańczyć nauczyłem się w teatrze, walczyć nauczyłem się w teatrze, języka ciała, wykorzystania przestrzeni, jak upadać, jak wstawać, jak grać sceny pełne napięcia, wyczucia puenty w komedii, to wszystko pochodziło z mojego wychowania teatralnego. Moim punktem odniesienia jest do dziś teatr angielski. Wszystko to zebrane razem dało mi przewagę na starcie. Radziłbym więc ludziom myślącym o aktorstwie, żeby pograli w teatrze. Ale także mówię zawsze, że ja byłem właściwym człowiekiem we właściwym czasie na właściwym miejscu. To tajemnica mojego sukcesu.


Tłumaczenie: Mowilka

Gorące podziękowania na wryddhy dla ogromny wkład pracy i zaangażowanie w tłumaczenie obfitych kwestii w hindi


© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"