w telegraficznym skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

- Nota od autora

- Słowo wstępne K. Johara

- 1. Chromosom X

- 2. A ja mam moją mamę

- 3. Dziecko przeznaczenia

- 4. Trudna przeprawa

- 5. Miasto Aniołów

- 6. Miłość w czasach stresu

- 7. Sprytne zagrania

- 8. Zmysłowe usta i gorący seks

- 9. Skarby aktorstwa

- 10. Bardzo gniewny młody człowiek z dołeczkami

- 11. Haha hihi  

- 12. Jestem najlepszy. Ding dong

- 13. „Kabhi Alvida Na Kehna”

- 14. Inni

- 15. Inni 2

- wywiad z M. Shiekhem

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Rozdział 2. A ja mam moją mamę.

"Still Reading Khan"
Autor: Mushtaq Shiekh


"To dziwaczny dom, cały skierowany pionowo. Jestem w Nautam Nagar, stoję przed domem, do którego Latif Fatima przeniosła się z dziećmi po śmierci męża. Dziś czarna tablica przed wejściem oznajmia, że mieści się tu hostel dla pracujących kobiet.
Przez chwilę waham się stojąc na podwórku. Nie widzę nikogo, kto mógłby mnie zatrzymać i spytać, kogo szukam w hostelu dla kobiet. Wchodzę do pokoju frontowego. Wciąż nikogo. I nagle znad jednej części pokoju dobiega łomot kroków kogoś zbiegającego po schodach. Stoję w miejscu, kiedy huragan zbliża się do mnie. Młody, dziarski chłopak pojawia się z tupotem u wylotu schodów, trzymając w jednym ręku cztery albo pięć szklanek, w drugiej imbryk, a w ustach kilka banknotów. Nawet nie zauważa mojej obecności, kiedy wypada przez drzwi.
Halo, krzyczę. Żadnego odzewu. Postanawiam wziąć sprawy w swoje ręce. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, uda mi się obejrzeć dom, w którym mieszkał Shah Rukh. Albo ulice Delhi będą mogły napawać się widokiem zdesperowanego pisarza, gnającego jak nietoperz z piekła rodem w ucieczce przed hordą rozwścieczonych pracujących kobiet.
Zatrzymuję się na moment, rozglądając się. W mojej głowie wciąż od nowa przewija się zdanie, „to był dziwaczny dom, cały zorientowany pionowo.” Ale zaraz, kto to powiedział? Wytężam umysł kierując się w stronę drzwi. Oczywiście! Benny Thomas, przyjaciel Shah Rukha, kolega z czasów teatralnych. „Cały pionowy, nigdy nie widziałem podobnego domu,” powiedział.
Wspinam się po schodach i zaglądam do pokoju, który musiał być sypialnią Latif Fatimy. Kolejny ciąg schodów prowadzi mnie do pokoju Lali, czyli raczej siostry Shah Rukha, Shahnaaz. Wdrapuję się na jeszcze kilka schodów, żeby w końcu dotrzeć do sypialni Shah Rukha. Ale w tej chwili siedzą w nim trzy młode kobiety.
Wpatrują się we mnie, czekając na wyjaśnienia. Pośpiesznie się przedstawiam. Ale kiedy pytam, czy mogę tu zrobić zdjęcie, ich twarze nadal mają dziwny wyraz. „Pokój Shah Rukha?” pytają z odcieniem niedowierzania. „Sypialnia Shah Rukha!” tym razem z wykrzyknikiem.
Później, kiedy schodzę na dół, próbuję wyobrazić sobie jak było tu dawniej i poskładać to w całość. Na parterze musiał być salon, kuchnia na lewo do schodów, drzwi wejściowe po prawej. Nie wydaje mi się, żeby w tym domu Latif Fatima mogła dać ujście swojemu nieposkromionemu duchowi i energii.
W jej poprzednim mieszkaniu aż roiło się od politycznych znajomych Meera i współpracowników Fatimy z jej pracy socjalnej. Ale i ten budynek miał napełnić się życiem dzięki przyjaciołom Shah Rukha, kumplom ze szkoły, kolegom z college'u i grupy teatralnej. W jego pokoju zawsze ktoś był i Latif Fatima często wracała do domu lub budziła się słysząc jego dźwięczny głos, akcentujący mocniej jakieś zdanie.
Rzucam okiem na piętro, na którym mieszkała Fatima, pracując i martwiąc się o dzieci. Siadam, zamykam oczy i staram się przywołać typową noc w budynku w Gautam Nagar.
Jest bardzo późno, kiedy Latif Fatima wybudza się ze snu. Już po północy. Co ją zaniepokoiło? Cichy okrzyk, skrobanie klucza w zamku. Siada na łóżku, z jedną dłonią wciąż zaciśniętą na pliku papierów, które przeglądała, kiedy ogarnęła ją senność. Stłumione kroki idące w górę po schodach. Uśmiecha się. Kroki numer jeden to Shah, numer dwa i trzy to mogą być Benny i Sunjoy, delikatny dziewczęcy śmiech, to na pewno Divya. Otrząsa się ze snu. Wkrótce i tak Shah zejdzie na dół, sprawdzić, czy się obudziła i wyżebrać filiżankę herbaty czy kawy. Wstaje i idzie do drzwi. Tamci i tak są już na górze. Zagląda do Lali, ale wygląda na to, że ona śpi.
Z pokoju Shaha dobiega zbiorowy kaszel. Uśmiecha się. Znowu palą. Udawany kaszel rozlega się za każdym razem, kiedy chcą ukryć dźwięk pocierania zapałką o bok pudełka. Shah pewnie mówi o aktorze Pranie, bo szyderczy śmiech Benny'ego punktuje każde zdanie. Divya chyba wyszła na mały balkon przy pokoju Shaha. Drzwi są otwarte, zimny powiew delhijskiego powietrza wpada do domu.
Fatima uśmiecha się na myśl o Divyi Seth. Kilka dni temu Divya i szkolny kolega Shaha, Raman, przywieźli go do domu po meczu squasha. Wybuchnęła płaczem, kiedy tylko rzuciła okiem na jego spuchniętą twarz. Dzieciaki przerażone wybiegły z domu. Potem odkryła, że podczas gry rakieta Ramana uderzyła go w oko i dzieci były przerażone, że być może go oślepili.
Wraca do pokoju i podnosi plik papierów. Niedługo będzie świtać. Musi odwiedzić izbę zatrzymań dla nieletnich, być na jednym czy drugim spotkaniu. Podnosi oczy na sufit. Pewnie siedzieli do późna, gadając o teatrze. Pewnie niewiele też jedli. Może jakiś gulasz, wypili pełno herbaty i jedli te okropne parathy z jajkiem, o których ciągle mówią
Idzie do kuchni i wyjmuje filiżanki. Wkrótce Shah Rukh po cichu schodzi na dół, żeby zabrać gorące napoje i kurczaka, którego przyniosła na obiad z własnej restauracji, Rambler. Rozsiądzie się na stole w salonie, albo będzie chodził po kuchni, opowiadając, co robił tego dnia. Inni całkowicie zatopią się w dyskusji. Tak prawdopodobnie kończy się noc i zaczyna kolejny dzień w domu przy Gautam Nagar.
Młody herbaciarz wyrywa mnie z objęć przeszłości kiedy przebiega obok. Spieszy się, żeby oddać resztę jednej z tych, które zamieszkują górne piętro.
Myślę o trzech kobietach zamieszkujących dawną sypialnię Shah Rukha i wspominam to, co opowiedział mi Sunjoy Mukherjee, kolejny kolega Shah Rukha z czasów TAG, o czasach, kiedy ten pokój był pełen ludzi i gier elektronicznych. Divya Seth, Benny Thomas i – oczywiście – zastępy innych przyjaciół wpadali nieustannie – czuli się tu tak swobodnie. Benny praktycznie tu mieszkał, pisząc i pomagając Shah Rukhowi przygotowywać radiowe skecze na zajęcia w Jamia Millia.
Fatima nie robiła im żadnych trudności. „Była cudowna. Była zabawna, była zwariowana, była niegrzeczna, była ekscentryczna i była uroczą panią. Zawsze bardzo nieskrępowana, dowcipna, roześmiana. I ciężko pracująca. Ciągle pracowała,” Mówi Divya. Od kiedy tylko tu się wprowadzili, dom był otwarty dla przyjaciół Shah Rukha.
„Była dla nas wszystkim. Nie miała nic przeciwko temu, że byliśmy w domu. I mogliśmy przesiadywać z nią, w domu lub w restauracji Rambler, nawet kiedy Shah Rukha nie było,” wspomina Vivek Vaswani.
Jej życie, od kiedy tylko pamiętała, było pełne najfantastyczniejszych wypadków i zbiegów okoliczności. Poznała swojego męża podczas jednego z takich wypadków -wypadku drogowego, z którego ją uratował. Była wtedy bardzo młoda uzupełniała swoją edukację w Delhi. Choć była już zaręczona, poczuła dziwny pociąg do tego wysokiego, miłego młodego mężczyzny, który regularnie ją odwiedzał. I jak to bywa w życiu, kiedy Meer Taj Mohammad poprosił o jej rękę, z radością wyraziła zgodę.
Meer Taj Mohammad kiedyś uratował życie Fatimy. Ale potem to Fatima, jako żona i matka, przeprowadzała rodzinę przez liczne kryzysy, jakich nie szczędziło im życie.
Kiedy się pobierali, Meer Taj Mohammad był praktykującym prawnikiem. Ale ostatecznie zrezygnował z tej kariery, ze względu na rosnącą korupcję, ogarniającą „brązowych sahibów,” którzy po uzyskaniu niepodległości zawładnęli Delhi. Mniej więcej wtedy, kiedy urodziła się Lala, zdystansował się od polityki i polityków, choć i on i potem Fatima, nadal utrzymywali bliskie stosunki z rodziną Nehru, a potem Gandhi.
Shah Rukh urodził się w pięć lat po Lali, na etapie, kiedy jego ojciec prowadził kulejącą firmę transportową, Fatima dokończyła studia i zaczęła pracować jako pracownik socjalny, stając się potem pracownikiem sądowym magistratu, pracując z młodocianymi przestępcami i dziećmi ulicy. Kiedy upadła firma transportowa, Meer Taj Mohammad przez kilka miesięcy prowadził stołówkę w NSD (National School of Drama) i kram z herbatą i przekąskami przed World Trade Center. To chyba poddało Fatimie pomysł otwarcia restauracji. „Wychowałem się na suchym pasztuńskim jedzeniu z Peszawaru: udziec jagnięcy, chaat i aromatyczna masala khana z Hyderabadu , briyani i khatti dal. Moi rodzice zwykle mieszali to wszystko i tym mnie karmili. A do tego dodawali jedzenie przyniesione z restauracji, kurczaka w maśle i kormę z baraniny,”mówi Shah Rukh. Jedzenie z Rambler często podtrzymywało siły wygłodniałej gromady przyjaciół Shah Rukha.
Fatima przez wiele lat godziła życie rodzinne, pracę w magistracie i prowadzenie restauracji. I nagle, kiedy sprawy zaczynały stabilizować się w spokojną rutynę, nadszedł kolejny kryzys. Tym razem uderzył w samo serce rodziny. U Meera Taja Mohammada zdiagnozowano raka. Ciężar emocjonalny i finansowy był tak duży, że rodzina niemal załamała się pod nim. „Jeden zastrzyk kosztował 5.000 rupii, a on potrzebował wziąć 23 w ciągu 10 dni. To było niezwykle kosztowne i w naszej firmie nastąpił krach. Moja matka w tym czasie pracowała dniem i nocą. Zdobywała pieniądze wszelkimi możliwymi sposobami,” wspomina Shah Rukh. Fatima nie znała spoczynku, pracując w domach poprawczych, wypełniając urzędnicze obowiązki, a potem biegnąc do restauracji, w prowadzeniu której pomagał jej szwagier.
Kiedy Meer Taj Mohammad zmarł osiem miesięcy później, rodzina stała już na skraju bankructwa. Zdeterminowana Fatima przejęła tez biznesowe obowiązki Taja. Rządziła rodzina, ale niczego ie odmawiała dzieciom. Shah Rukh wspomina, że poprosił ją o samochód, żeby jeździć z domu do Hans Raj College. Fatima nie odezwała się ani słowem, ale następnego dnia kiedy Shah Rukh wyszedł z domu, samochód czekał przed bramą.
„Nie kontrolowała swoich dzieci. Doświadczyła złych czasów, ale nie pozwoliła, żeby ja złamały i nigdy nie dała odczuć Shah Rukowi, że mają kłopoty, nigdy tego nie uzewnętrzniała. Jego stosunek do matki był niemal fanatyczny. Byli bardzo blisko; to było niewiarygodne. Przyjaciele, matka-syn, brat-siostra, wszystkie te relacje naraz. Ciocia była w stanie zrobić dla niego wszystko,” wspomina Sunjoy. Fatima wspierała swoje dzieci w każdym życiowym zawirowaniu, była jak palec losu popychający Shah Rukha do przodu na każdym kroku jego drogi. Benny potwierdza, „To, że Shah Rukh jest dziś tym, kim jest, to dzięki matce. Jego przebojowość, ambicja, zaradność i pewność siebie zostały mu zaszczepione przez matkę. Ludzie myślą, że Shah Rukh wierzy w siebie, ale to nic w porównaniu z tym, jak wierzyła w niego jego matka. Dla niej Shah Rukh, już wtedy, w latach 80 był tym, kim dziś widzi go świat. Mówiła, cokolwiek będzie robił, będzie najlepszy, będzie najlepszym sportowcem świata, najlepszym aktorem świata, najlepszym biznesmenem świata. Nigdzie nie było lepszego od niego. Nie chodziło jej tylko o to, że on jest dobry i że coś w życiu osiągnie, ale o to, że zawsze wybije się ponad innych. Nie widziała świata poza swoim synem.” Dla Fatimy Shah Rukh już był supergwiazdorem.
To Fatima wprowadziła Shah Rukha w świat filmów hindi. „Miałem zwykle kiepskie oceny z hindi. Potrafiłem dostać 0 punktów na 10. Powiedziała, jeśli zdobędziesz 10 punktów, zabiorę cię do kina. Od tego dnia, stałem się orłem z hindi. Pamiętam pierwszy film, na jaki poszliśmy, to była „Joshilaa” Deva Ananda,” mówi Shah Rukh.”
To Fatima nalegała, żeby Shah Rukh chodził z nią na przyjęcia. Na nich przedstawiała go ludziom z branży, zanim jeszcze Shah Rukh w ogóle zaczął myśleć o karierze filmowej jako możliwej opcji życiowej. To właśnie Fatima zabrała go na spotkanie z agentem obrotu nieruchomościami, którego wynikiem była pierwsza wielka szansa, serial „Fauji,” który sprawił, że tłumy go pokochały.
„Nie zmuszała mnie do niczego. Kiedy mówiłem jej, że chciałbym grać, lub występować w filmach, nie protestowała. Chciałem studiować reżyserię. Dostałem się do NSD. Nie chciałem tego robić, ale powiedziała mi, po prostu złóż papiery.”
To także na prośbę Fatimy pojechał z nią do Ajmer-E-Sharif, gdzie miał miejsce jeden z najdziwniejszych przypadków jego życia. Prowadząc ją przez zatłoczone, wąskie uliczki prowadzące do świętego meczetu, nagle zorientował się, że nie ma portfela. Kiedy tylko matka szczęśliwie znalazła się w środku, wrócił tą samą drogą, gorączkowo go szukając. Nagle zatrzymał go jakiś głos, mówiący, „Co to, synu, zgubiłeś coś?” Shah Rukh podniósł wzrok i zobaczył pir babę siedzącego na rogu ulicy. „To był twój portfel, a w nim parę setek rupii?” spytał baba. Shah Rukh patrzył na niego podejrzliwie. Skąd to wiedział? Pir baba spojrzał na niego i powiedział ze śmiechem, „Tu kuch sau ke liye ro raha hain, jab karodon aane walen hain?” (Płaczesz, bo straciłeś kilkaset rupii, a czekają na ciebie miliony). Skąd wiedział?
Kiedyś Gauri, jego dziewczyna, postanowiła zniknąć z jego życia. Nie była pewna, dokąd zmierza ich znajomość, więc wyjechała do Bombaju. Fatima, nawet nie proszona, włożyła mu do ręki plik 10.000 rupii, mówiąc, żeby przywiózł ją do domu. „Moja matka zachowała się jak prawdziwy przyjaciel, kiedy powiedziałem, że chcę ożenić się z Gauri. Nie pytała, czy jest Hinduską, czy Chinką.”
Kiedy nadeszły lata 90, Shah Rukh dzielił swój czas pomiędzy Bombaj i Delhi. Pracował równocześnie nad kilkoma projektami. Kręcił „Mayę Memsaab” z Ketanem Mehtą, skończył właśnie zdjęcia do „Ahamak” Maniego Kaula i spędzał dużo czasu na panie swojego drugiego serialu telewizyjnego, „Circus,” w Bombaju. Kiedy był na planie, dostał telefon od Divyi. Przyjaciele z TAG często dzwonili, ale tym razem Divya miała złe wiadomości. Fatima zadzwoniła do niej, bo nie mogła dodzwonić się do syna. Czuła się źle. Rana na stopie nie chciała się goić i skierowano ją do szpitala.
Shah Rukh pospieszył do domu i znalazł matkę w obskurnym szpitalu, pod opieka hakima (słowo "hakim" oznacza mędrzec lub lekarz. "Lekarz" i szpital chodzą w parze, Mustaq nie nadaremno używa jednak określenia „hakim,” a nie „doctor.” Nie wiem więc do końca, czy chodzi o prawdziwego lekarza medycyny, czy o kogoś w rodzaju znachora – przypisek tłumaczki). Wstrząśnięty, jak wspomina Divya, natychmiast przeniósł ją do szpitala Świętej Rodziny. Lekarz rodzinny Divyi, który ją zbadał powiedział im, że choroba jest tak zaawansowana, że właściwie poza kontrolą. „Nie wiem, czy cokolwiek można pomóc, ona jest....” Nie mógł nawet dokończyć zdania. Poprosiliśmy, żeby robił, co w jego mocy,” mówi Divya.
Shah Rukh musiał wracać do Bombaju, obowiązki go wzywały. Potrzebował pieniędzy, żeby płacić za szpital. W tym czasie Lala, Gauri i przyjaciele czuwali przy łóżku Fatimy. Czasami Shah Rukh prosił Vivka Vaswaniego, żeby kupował w Bombaju określone lekarstwa. Vivek chodził od apteki do apteki, póki ich nie zdobył. Potem wiózł je do Ramana, który był już wtedy pilotem w Indian Airlines, z którym leciały do Delhi.
Latif Fatima wciąż zapadała w nieświadomość i budziła się z niej. Ale kiedy odzyskiwała przytomność, była dawną pełną żywotności sobą, żartując sobie z pielęgniarkami i śmiejąc się z przyjaciółmi Shah Rukha. Shah Rukh w tym czasie przestał walczyć z jej przeznaczeniem. Wiedział, jak to się skończy. Całymi dniami przesiadywał przy jej łóżku, nie spał, nie jadł. Przyjaciele czasami na siłę wyciągali go na obiad czy kolację, albo brali dla niego jedzenie na wynos, żeby mógł się posilić w szpitalu.
Potem Latif Fatima została przeniesiona do innego szpitala. Przez calutki miesiąc Shah Rukh nie opuszczał jej pokoju. Potem zapadła w śpiączkę. Przez te dwa miesiące tylko jeden jedyny raz zmęczenie okazało się silniejsze i Shah Rukh zapadł w sen. Sen był tak głęboki, że przyjaciele wpadli w panikę. Dobijali się do jego drzwi bardzo długo, zanim otworzył.
Około kwietnia 1990 Latif Fatima zaczęła powoli odchodzić. Divya dobrze pamięta jej ostatnie dni, ból i udrękę jej dwojga dzieci. „Możesz sobie wyobrazić, że twoja własna matka tak leży przez półtora miesiąca?” Zwłaszcza jedno wydarzenie wstrząsnęło Divyą do głębi. Przez ostatnie dni u Fatimy wytworzyły się odleżyny i Shah Rukh stracił całe opanowanie. Pewnego dnia, kiedy Divya jak zwykle była w pobliżu, Shah Rukh zaczął nalegać, żeby dokładnie zobaczyła to, o czym on mówi. „Był rozgniewany, zmusił mnie, żebym obejrzała odleżyny, a ja płakałam i mówiłam mu, że nie chcę na to patrzeć,” mówi Divya. „Nie,” wykrzyczał Shah Rukh w gniewie i bólu, „Musisz to zobaczyć. Nie mam mowy, żebym sam tak cierpiał.” Divya w milczeniu zapada we wspomnienia.
Pewnego ranka Shah Rukh wyszedł kupić lekarstwa, a Latif Fatima wtedy umarła. „Śmierć mojej matki uświadomiła mi, że nie ma nic trwałego. Przestałem czegokolwiek oczekiwać. Nic mnie już nie szokowało. Dużo płakałem. To był najboleśniejszy moment w moim życiu, śmierć mojej matki. To wtedy modliłem się po raz pierwszy w życiu, kiedy umierała. Wcześniej nigdy się nie modliłem. Taką byliśmy rodziną, muzułmanami, którzy nigdy nie zmuszali do modlitwy. I wtedy modliłem się po raz pierwszy w życiu, ale ona i tak umarła.”
Kiedy Divya tego ranka przyjechała ze szpitala, poszła prosto do Shah Rukha, ale powiedzieli jej tylko, żeby poszła na górę, do jego siostry. Lala siedziała w pokoju, biała jak prześcieradło. „Dekh ma chali gayi, chali gayi ma,” powiedziała (Patrz, mama odeszła, ona odeszła). „To było wstrząsające,” mówi Divya. „Ale Lala była pod kontrolą. Trzymała mnie za rękę, wiedziała, że trzeba ją przebrać, wiedziała, że musi być przy tym przebieraniu. Robiła wszystko jak automat.” Divya pamięta, jak się bała, jak była przerażona, co teraz będzie z Shah Rukhiem i Lalą.
Nadszedł czas, żeby zabrać ją w ostatnią podróż. Nadpłynął zmierzch i zaczął padać deszcz. Kiedy kondukt wyszedł z domu i powoli ruszył przed sienie, od czasu do czasu rozlegał się grzmot pioruna i światło błyskawicy rozjaśniało mrok. Shah Rukh musiał być podtrzymywany przez przyjaciół, bo nie mógł iść. Nie mógł mówić. Kondukt żałobny dotarł na miejsce wiecznego spoczynku Latif Fatimy. Odmówiono rytualne modlitwy, czas było już kończyć, opuścić trumnę w głąb ziemi. Ale Shah Rukh nie chciał na to pozwolić. Z płaczem przywarł do matki. Nie słuchał błagań przyjaciół. Opuszczało go całe dotychczasowe życie. Nie mógł pozwolić jej odejść. Maulvi (nauczyciel, specjalista od prawa koranicznego, ktoś, kto prawdopodobnie prowadził ceremonię – przypisek tłumaczki) próbował mu wytłumaczyć. „Nie rób tego matce. Pozwól jej odejść w spokoju,” mówił. Oszalały Shah Rukh wywrzeszczał mu w twarz, „Nie mów mi, co mam robić, a czego nie robić mojej matce. Nie waż się. To moja matka. Mogę robić, co chcę. To moja matka.” Trzeba było sił wszystkich przyjaciół, żeby go uspokoić.
„Nie wiem, jakim cudem pozostał żywy po jej śmierci. W pewnym sensie jakaś jego część obumarła całkowicie. Kompletnie. Myślę, że częściowo wskrzesiły ją jego dzieci,” mówi Divya.
Po powrocie z pogrzebu Shah Rukh zamknął się w swoim pokoju, maniakalnie grając w gry elektroniczne. Nie chciał myśleć, nie chciał czuć. Tak było lepiej. Czasami schodził do przyjaciół, którzy nadal gromadzili się w salonie, a wtedy smutek od nowa ściskał go za serce. „Płakał histerycznie i pędem wracał do swojego pokoju,” mówi Sunjoy. „Nic już dla niego nie było takie, jak przedtem. Życie się odmieniło. Ten smutek wciąż w nim jest, to on go prowadzi. Wszystko, co robi, robi dla matki. Mam wrażenie, że czasami wszystko wydaje mu się rozmyte, jak we śnie,”mówi Sunjoy.
Kiedy słuchał, jak Shah Rukh mówi o Fatimie, uświadamiam sobie, że stracił w niej swojego mentora, swojego guru, swoje najważniejsze źródło życia. „Wchłonąłem od matki wszystkie podstawowe wartości. Nauczyła mnie wielu rzeczy. Na przykład, żeby nigdy nie obcinać wydatków, jeśli chce się zwiększyć dochody. To dlatego jestem utracjuszem. A także, żeby nigdy nie zabierać czy życzyć sobie czegoś, z czym wiążą się złe emocje. W urdu ma to nazwę manhoosiyat. To dlatego do dziś nie tknąłem pieniędzy po matce. Wiem, że nie tego chciała. Wziąłem tylko telewizor, który mi dała, kiedy przeniosłem się do Bombaju. Moje mienie, moja firma, samochody, wszystko to jest wciąż w Delhi. Nie wziąłem niczego, bo jeśli nie ma jej, żeby mi to dać, to ja tego nie chcę. A ona byłaby szczęśliwa, gdybym zamiast to brać, zdobył wszystko samodzielnie.”
„Nauczyła mnie też nikogo nie krzywdzić. Ani ona ani ojciec nigdy mnie nie uderzyli. Byli bardzo łagodnymi ludźmi. Mama nauczyła mnie jak przybrać kilka bardzo słodkich wyrazów twarzy.
„Ale co najważniejsze, to ona przekazał mi moją życiową filozofię. Nauczyła, że nic nie zostało mi dane na zawsze, nawet ona sama. Więc ciesz się tym, co masz w tym momencie, bo w następnym może ci być odebrane. Wszystko przemija. To dlatego wszystko mam gdzieś. Kiedy to mówię, to brzmi bardzo w stylu macho. Ale podstawą tego jest fakt, że jeśli mogłem zostać pozbawiony jej, to i wszystkiego innego mogę zostać pozbawiony. Jeśli mogę żyć bez niej, to mogę też żyć bez gwiazdorstwa, pieniędzy, czegokolwiek.
„I tak naprawdę najbliżej szczęścia jesteś wtedy, kiedy umrzesz. Ludzie mówią, że lekarstwem na życie jest śmierć. Może w tej chwili, w tym jednym momencie, kiedy wszystkie troski opuszczają twój umysł, umierasz. Przysparzałem mojej mamie wiele zmartwień, żeby nie mogła umrzeć. Nie przestawałem błagać 'proszę, nie odchodź.'
„Nadal wierzę, że ona jest i że troszczy się o mnie. Inaczej nie miałbym tego, co mam. Jest moim sztywnym łączem z Bogiem, bo nie ma na świecie niczego, czego chciałem, a nie dostałem. Dla siebie nie proszę o nic, bo jej by się to nie podobało. Ale zawsze kiedy modlę się za kogoś, kto jest biedny, chory, lub smutny, mówię to mojej mamie i jestem pewien, że ona coś z tym zrobi, ponieważ w większości przypadków dzieje się w tych sprawach coś dobrego. Kiedy jestem szczęśliwy, płaczę, bo nie mogę się tym szczęściem podzielić z nią.”
„Moja siostra Shahnaz jest bardzo prostoduszna i słodka. Jest też bardzo rozpieszczona. Bardzo ją kocham. Wyrosłem w jej cieniu, bo była starszym dzieckiem w rodzinie. Patrzyłem na nią z podziwem. Teraz, po śmierci rodziców, jest bardzo cicha. Mieszka ze mną. Jest wykształconą dziewczyną. Zrobiła kurs zarządzania, pracowała jako oficer w muzeum - pomniku Indiry Gandhi. Ma tytuł magistra psychologii. Śmierć ojca wstrząsnęła nią do głębi. Ja byłem młodszy, więc chyba dlatego szybciej doszedłem do siebie po śmierci taty. A kiedy ona już pogodziła się ze śmiercią ojca, umarła mama. Przeszła przez bardzo ciężkie chwile.”
„Jest moją jedyną więzią z rodzicami. W niej widzę ojca i matkę. Ciągle powtarzam Shahnaaz, „Jesteś zupełnie jak mama.” Ona też ma napady złości. Moja matka wciąż jest ze mną. Uczyła mnie, żebym pracował. Mówiła, „To ci pomoże poradzić sobie z wszystkim.” Trzymam się tego. Zanim moje siostra mogła odebrać od niej tę bezcenną lekcję, matka zniknęła. Wcześniej była towarzyską dziewczyną. Teraz jest cicha i spokojna.
„Żałuję tylko jednego, że moja matka nigdy nie zobaczyła mojej aktorskiej pracy. Nie było jej, kiedy dostałem pierwszą nagrodę. Nie, nie było jej, ale musiała to widzieć. Bardzo mi jej brakuje. Myślę sobie, że jest gwiazdą. Kiedy jestem najbardziej smutny, wychodzę na taras i płaczę. Wiem, że skądś patrzy na mnie. Bo bez jej błogosławieństw to by się nie stało, nie byłby, kim jestem.”
Kiedy spaceruję po domu myślę, że Latif Fatimie to by się podobało – że teraz jej domem jest schronieniem dla ciężko pracujących kobiet, niezależnych, silnych kobiet, które opuściły własne domy, żeby zarobić na życie. I myślę sobie, że część jej energii spływa z tych ścian i zaraża te kobiety tą radością życia, którą miała ona."


Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"