w telegraficznym skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

- Nota od autora

- Słowo wstępne K. Johara

- 1. Chromosom X

- 2. A ja mam moją mamę

- 3. Dziecko przeznaczenia

- 4. Trudna przeprawa

- 5. Miasto Aniołów

- 6. Miłość w czasach stresu

- 7. Sprytne zagrania

- 8. Zmysłowe usta i gorący seks

- 9. Skarby aktorstwa

- 10. Bardzo gniewny młody człowiek z dołeczkami

- 11. Haha hihi  

- 12. Jestem najlepszy. Ding dong

- 13. „Kabhi Alvida Na Kehna”

- 14. Inni

- 15. Inni 2

- wywiad z M. Shiekhem

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Rozdział 13. „Kabhi Alvida Na Kehna”  

"Still Reading Khan"
Autor: Mushtaq Shiekh


Karan Johar: Wcześniej planowałem zrobić wysokobudżetowy film historyczny. Włożone weń zostało sporo pracy. Mój ojciec odwiedził Lahore i zrobił zdjęcia miejsc, w których miał być kręcony. Miałem przygotowane około sześćdziesięciu czy siedemdziesięciu procent scenariusza. Pracowałem nad tym około pół roku i wiedziałem, że będzie to saga z wielkim budżetem – historia miłosna, której tło miały stanowić wydarzenia z roku 1946, tuż przed Podziałem, i z czasu Podziału. To miała być zrobiona z rozmachem opowieść o miłości, zdradzie i poświęceniu. Mój ojciec był zachwycony, że nakręcę ten film.

Ale 26 czerwca 2004 roku, kiedy straciłem mojego ojca, utraciłem też moją wiarę w ten film. Myślałem, że będzie zbyt ekstrawagancki, będzie wymagał zbyt wiele zaangażowania. A bez mojego ojca to stało się niemożliwe. Realizacja przedsięwzięcia wymagała ode mnie, oprócz umiejętności reżyserskich i możliwości scenariopisarskich, bym stał się producentem, stanął u steru – a tego nie potrafiłem.

Zacząłem się więc zastanawiać, co dalej. Chciałem zrobić coś, z czym mógłbym się identyfikować. Shah Rukh nie przestawał mi powtarzać, żebym nakręcił coś małego, coś, co bardzo mocno we mnie siedzi. Ale problem był w tym, że bardzo mocno siedzi we mnie wiele rzeczy. Nie było więc łatwo zastosować się do rady.

Poleciałem do Londynu, gdzie często bywałem, poszukując pomysłu; właściwie – poszukując czegokolwiek. Czasem to znajdowałem, czasem nie. Poleciałem tam i byłem całkowicie zamyślony, próbując poukładać sobie rzeczy w głowie. Poszedłem na film „Przed zachodem słońca” – sequel „Przed wschodem słońca” – w którym para znana z tego pierwszego filmu spotyka się dziesięć lat później. Pamiętam, że poszedłem do Odeon Covent Garden i spacerowałem po prawie pustym hallu – poza mną było tam jeszcze czworo ludzi. „Przed wschodem słońca” to film, w którym prowadzonych jest mnóstwo rozmów; o dwojgu ludziach, on jest w związku małżeńskim, kiedy spotyka dziewczynę poznaną dziesięć lat wcześniej. To bardzo prosty film, ale zmusił mnie do myślenia o małżeństwie i związkach. Nagle sprawy, które zostały poruszone w tym filmie, dotyczące małżeństwa, sprawiły, że wróciłem myślami do wszystkiego, co ja myślałem o małżeństwie. Kiedy tak spacerowałem, to mnie w jakiś sposób zainspirowało. Przywiązałem się do scenariusza filmu.

Potem poszedłem do Caffe Uno tuż obok, na kawę. Para siedząca tuż za mną rozmawiała dość głośno i słyszałem całą rozmowę. Wiem, że podsłuchiwanie jest niegrzeczne, ale oni wydawali się o to nie dbać. To było małżeństwo, rozstali się. On jej mówił, że czas, żeby się wyprowadził, bo już jej nie kocha, a ona przytaknęła bardzo spokojnie. Powiedziała mu, że powinni przeprowadzić tę rozmowę dawno temu. Potem rozmawiali o swoim synu, Stephenie, o tym, co z nim będzie. Stwierdziła, że powinien zrozumieć, ponieważ to, co dotychczas oglądał, było gorsze. Oboje mówili bardzo sensownie, to brzmiało bardzo fachowo, a jednak bardzo emocjonalnie, było praktyczne, ale także było w tym mnóstwo uczuć.
Już wiedziałem, że taki właśnie film chcę zrobić. To było jak karma, przeznaczenie – że poszedłem zobaczyć ten film, zatrzymałem się w tej kawiarni i usłyszałem tę rozmowę. To tak, jakby pokazał mi drogę, którą powinienem pójść.

Następnego dnia zadzwoniłem do Adiego (Aditya Chopra) i powiedziałem mu, że chcę nakręcić taki film. Stwierdził, że to świetny pomysł, ale jeśli będę to robił, powinienem iść na całość, być dość odważnym, by przewidzieć, czego chcę na taśmie filmowej. Powiedział, żebym nie próbował w żadnym wypadku wkładać w to Karana Johara. Stwierdził: „Nie mówię, żebyś zniszczył otoczkę, ale przeforsuj to całkowicie, ponieważ dotychczas otoczka była najważniejsza i tak naprawdę nie zostało odkryte to, co jest w środku”. Więc zdecydowałem się pójść dalej i zrobić „Kabhi Alvida Na Kehna” – moje spojrzenie na małżeństwo.

Wydaje mi się, że osoby trzecie potrafią na wszystko patrzeć obiektywnie. To dlatego zająłem się tematyką małżeńską w tym filmie. Nie jestem żonaty, nie sądzę, że kiedykolwiek będę, ale mam zaskakująco cyniczne nastawienie do tej instytucji – z powodu innych. Mój cynizm jest rezultatem moich relacji z ludźmi, którzy pozostawali w związkach małżeńskich lub cierpieli z powodu nich. Na przykład moi przyjaciele ze szkoły – dziesięciu z nich zawarło związki małżeńskie i ośmiu z nich wraca do życia w pojedynkę. Albo płacą alimenty, albo są w trakcie rozwodu, albo są rozwiedzeni – albo powinni się rozwieść.
Wreszcie – jestem dość obiektywny w tym temacie, ponieważ przy kilku okazjach miałem okazję wysłuchać argumentów obu stron. A ten film to rezultat moich osobistych obserwacji, rezultat tego, co widzę każdego dnia wokół mnie, tego, przez co ludzie przechodzą w swoich domach i z czym przychodzą na imprezy. To punkt widzenia kogoś z zewnątrz, outsidera.

Byłbyś zaskoczony, wiedząc, jak niewiele filmów widziałem. Ale obserwuję. Obserwuję drzewa, rośliny, ludzi. Obserwuję ich na imprezach, w ich własnym środowisku, otoczeniu, w moim biurze – wszędzie. Jestem obserwatorem ludzi i widzę, że większość z nich w dzisiejszych czasach ma problem odnośnie małżeństwa.
Wydawało mi się, że mogę to połączyć z interesującą dla widzów historią, i pomimo tego przedstawić mój punkt widzenia w delikatny sposób.

Nie jestem człowiekiem od przesłań dla społeczeństwa i nie mam zamiaru wysyłać do kogokolwiek jakiegokolwiek przesłania. Nie jest moim zamierzeniem mówić ci, jak bardzo powinieneś być proekologiczny. Nie mam zamiaru ci mówić, byś rzucił palenie czy nie pił. Nie powiem ci, żebyś przestał ćpać. Myślę, że ty sam powinieneś podejmować takie decyzje. Ale są to decyzje, które bywają trudne, trudno je podjąć, ponieważ nie ma plakatów z wypisanymi na nich rozwiązaniami. Myślę, że czasem film takie rozwiązanie podpowiada. „KANK” to mój sposób zwrócenia uwagi na nieszczęśliwe pary lub na pary, które myślą, że są szczęśliwe, i powiedzenia im, że można żyć dalej mimo nieudanego związku, że czas przejąć nad sobą kontrolę.

Takie są intencje stojące za „KANK”, taka jest koncepcja tego filmu. To jednak coś innego niż to, co zrobiłem dotychczas. Nie mówię, że różnica jest kolosalna, bo to mój świat bhangry, disco i zagranicy, mój świat splendoru, świetnych kostiumów i zdjęć. Ale pod tym wszystkim, jeśli zeskrobie się wierzchnią warstwę, odnajdzie się bardzo przekonywającą historię.

Jestem pasjonatem w stosunku do „KANK”, ponieważ to pierwszy film, w którym nie ma nic ze mnie samego. Było wiele z tego, kim jestem, w „Kuch Kuch Hota Hai”, był zawód miłosny, miłość rodzicielska i rodzicielskie oddanie w „Kabhi Khushi Kabhie Gham”. W „Kal Ho Naa Ho” przejawia się mój strach przed śmiercią i wielka przyjaźń. W „KANK” nie ma ze mnie nic. Żadna postać nie ma nic wspólnego ze mną, żadna scena nie jest reminiscencją czegoś, co mi się przydarzyło.

Myślę, że to mój najbardziej analityczny film, film, który jest naprawdę moją koncepcją, ale nie wynika z mojego życia. Rozważania mogą dotyczyć mojego życia, ale także mogą pochodzić od różnych ludzi, którzy są wokół mnie. W każdym innym filmie jestem ja sam, ale w przypadku tego – spoglądam z zewnątrz, mam dystans.

Wydaje mi się, że ludzie żyją według książek, jeśli chodzi o małżeństwo czy inne instytucje. A ja uważam, że nie ma książek. Ty jesteś książką. Piszesz swoją książkę, czytasz ją, odkładasz, jeśli musisz, wyrzucasz, jeśli to konieczne. Kobiety uwięzione z nieudanym małżeństwie twierdzą: „Och, zrobię to dla mojego dziecka”. Ale czy nie zdają sobie sprawy, że dla dziecka gorsze będzie oglądanie matki żyjącej w złym małżeństwie? Mnóstwo ludzi jest uwięzionych w nieudanych związkach i przedstawia mnóstwo usprawiedliwiających teorii na temat tej sytuacji. Sądzę, że nieudane małżeństwa są niepotrzebne. Wydaje mi się, że skraca się długość życia poprzez obciążenie toksycznym związkiem. Moim zdaniem w takiej sytuacji trzeba się rozstać, ponieważ można przez to przejść i żyć dalej. Człowiek rodzi się, by wypełniać wiele zobowiązań, ale najważniejszym jego obowiązkiem jest to, by był człowiekiem wobec siebie. Często ludzie sobie tego nie uświadamiają. Ulegają naciskowi społecznemu czy presji rodziców. Co was to obchodzi, co ludzie powiedzą? Będą gadać w każdej sytuacji. Jeśli nie jesteś szczęśliwy, jeśli czujesz, że twoje małżeństwo nie będzie udane, po prostu daj temu spokój. A jeśli uważasz, że ma szansę, jeśli jest w nim dosyć miłości – wspaniale, spraw, żeby było udane. Wierzę, że prawdziwa miłość może pokonać słabości, ale w przypadku, kiedy tej miłości nie ma, pozostaje tylko zobowiązanie. Co więc, na miłość boską, ludzie robią? Mam nadzieję, że „KANK” będzie pobudką dla małżeństw trwających w letargu.

Ukazuję w „KANK” bardzo silne emocje. Emocje są uniwersalne, zrozumiałe w każdym języku. Czy rodziny będą się z tym filmem identyfikowały? Wierzę, że może on szokować, może sprawić, że pomyślisz, może sprawić, że wrócisz po nim do domu i powiesz, że to nie jest film Karana Johara. Ale to nie zmienia faktu, że to nadal film. Może zawieść jako produkt marki Karan Johar, ale nieważne – lubisz go, nie znosisz czy kochasz – nie możesz zignorować tego, co próbuje ci przekazać.

Wszyscy mnie pytali, czy Shah Rukh pasuje do „KANK”. Moja odpowiedź jest prosta. Shah Rukh nie jest odpowiedni do roli, którą gra w „KANK”. Jeśli spojrzysz przez pryzmat jego wizerunku społecznego, w ogóle nie pasuje do roli. Shah Rukh oszukujący swoją żonę to hara-kiri, ponieważ wszyscy wiedzą, że jest najlepszym mężem w branży, najlepszym ojcem, uwielbiającym przebywać w domu, a właściwie – w posiadłości. Jego założenia to rzeczywistość. Chce być wspaniałym mężem i ojcem, i, mogąc patrzeć na niego z bliska, wiem, że takim właśnie jest.
Tak naprawdę wydaje mi się, że trzeba go mocniej uszczypnąć, żeby uwierzyć, że ktoś taki jak on rzeczywiście istnieje. Dla niego grać tę postać to prawie tak, jakby poprosić mnie o reżyserowanie filmu akcji; te dwie rzeczy po prostu nie idą z sobą w parze.

Rzeczywiście był w niezręcznej sytuacji. Shah Rukh zazwyczaj wkłada samego siebie w każdą postać, wyobraża sobie sytuacje i gra niezwykle prawdziwie. W tej jednej sytuacji nie mógł tak postąpić, ponieważ nie wiedział, jak to zrobić. Jest bardzo nieśmiały i zażenowany wobec sytuacji jak te w filmie, rumieni się na myśl o pewnych scenach, czerwieni się, ponieważ nie wierzy, że ludzie zachowują się w taki sposób – ale tak się dzieje, dlatego czuł się bardzo zakłopotany. I myślę, że to zakłopotanie czyni go jeszcze wspanialszym w tym filmie. To, że czuł się niezręcznie, i fakt, że tak myślał, podnoszą wartość jego kreacji.

Reżyserowanie Shah Rukha Khana to niezwykle łatwa sprawa. Nie mówię mu nic, poza hasłami „akcja” i „cięcie”, a i to tylko dlatego, że tak wypada. Nigdy nie reżyserowałem Shah Rukha. Przychodzi na plan, a potem wychodzi. A ja po prostu patrzę na niego, kiedy robi to, co robi.

Kiedy Shah Rukh czytał scenariusz, był bardzo zmartwiony. Nazywa „KANK” „śmiercią Rahula”. Uważa, że YRF i Dharma wykreowali Rahula czy Raja, a teraz, w tym filmie zrobiłem z niego oszusta, który zdradza żonę, oszukuje syna. Był na początku trochę zdenerwowany w związku z tym, jak zostanie zaakceptowany przez publiczność. Wiedziałem, że on czuje, że to film, który musi powstać, ale naprawdę się zastanawia, czy powinien być zrobiony teraz. Ja też się zastanawiam. Ale jestem niezwykle podekscytowany tym, by dowiedzieć się, co powiedzą ludzie po zobaczeniu go. Powiedziałbym, że jestem równie zdenerwowany. Wiem, że moja matka też się trochę denerwuje w związku z tą produkcją.

Mój film nie jest drastyczny; sprawia tylko, że można poczuć się nieswojo. Jeśli jesteś żonaty lub jeśli jesteś zamężna, nie możesz tylko go zobaczyć, a potem wrócić do domu, popatrzeć na swojego współmałżonka i wyrzucić film z pamięci. To przerażające. Nie po to robi się filmy. Ne mają na celu zmuszania cię do myślenia. Film ogląda się po to, żeby nie myśleć. Wiem, że pojawią się także gniewne reakcje. Wiem, że ci, którzy odnoszą się do niego z nienawiścią, mają nieudane małżeństwa. W życiu ludzi agresywnych w stosunku do „KANK” wyraźnie są sprawy, którym powinni się przyjrzeć. Tak to widzę.

Kolejny ważny element filmu to napięcie seksualne. Jest nam ono bardzo bliskie. Każde inne jest zawsze bardziej odległe. Napięcie seksualne jest tym, z czym zasypiasz, z czym przychodzisz do domu, czego dotykasz i co odczuwasz każdego dnia. To jedyne napięcie, które może cię tak naprawdę zabić od środka. Nie w kategoriach medycznych, ale emocjonalnych.

Możesz być zdenerwowany, jeśli chodzi o rzeczy niedotyczące ciebie, o sprawy, które ci się nie przydarzyły, są nieuchwytne – jak problemy pieniężne, decyzje biznesowe czy związane z pracą. Ale one nie kładą się z tobą do łóżka, nie żyją z tobą. To dlatego napięcie seksualne jest tak identyfikowalne – ponieważ jest wokół ciebie cały czas; patrzysz na nie ciągle, jest przy tobie, jak nic innego. Szczęście to nie jest to, z czym śpisz, depresja to nie to, z czym żyjesz, pieniądze to nie to, z czym wzrastasz. Twoja żona, partnerka jest kimś, z kim jesteś połączony, z kim oddychasz, jesz, śpisz; i jeśli między tobą a twoją żoną jest stan niepewności – to przerażające, straszne.

W filmie interesujące jest to, że mężczyzna i kobieta mający romans pozostają w związkach małżeńskich z bardzo porządnymi ludźmi. Cała czwórka jest w porządku i jednocześnie cała czwórka popełnia błędy. Takie jest naprawdę życie – wszyscy każdego dnia jesteśmy dobrzy i źli. Budzimy się i mówimy rzeczy, które są w porządku, a od razu w następnej chwili takie, które w porządku nie są; w następnej chwili robimy coś, co jest ok, a zaraz potem coś, co nie jest ok. Jesteśmy złożeni z przeciwieństw; większość z nas. To dlatego Shakespeare powiedział, że lepiej znaleźć miejsce pośrodku. Ale to jest tak trudne, ponieważ nigdy nie znajduje się tego miejsca. Jest się albo na początku, albo na końcu czegoś. Popada się albo w jedną skrajność, albo w drugą. Nigdy nie osiąga się równowagi, to jest coś, czego nigdy się nie znajduje.

W tym obrazie nie ma białych i czarnych postaci. Wydaje mi się, że to byłoby stereotypowe –jeśli mężczyzna zdradza żonę, to jego żona musi być suką, a jeśli kobieta zdradza męża, to znaczy, że on musi być gnojkiem. Dlaczego? Można żyć w całkiem zwyczajnym, miłym małżeństwie. To dlatego Rani jest najbardziej skomplikowaną postacią z wszystkich. Jest zamężna z takim miłym mężczyzną, że każda kobieta powie: „Szalona, nie zdajesz sobie sprawy, jaki skarb masz w domu, ciągle szukasz”. Ale ona czuje, że wyszła za mąż za dzieciaka. Ciągle myśli, że poślubiła chłopca, podczas gdy mogła poślubić mężczyznę. Wreszcie znajduje namiętność, jakiej pragnie, w innym mężczyźnie, a potem wraca do domu, do tego, który jest taki kochany – ale jest chłopcem; nie rozumie w ogóle jej emocjonalnych potrzeb; rozumie je ten drugi.

Ten drugi z kolei – jest cyniczny, prostacki i nieprzyjemny – ale się zakochuje. Ona trwa w przyjacielskim związku, a która kobieta wybrałaby miłość zamiast przyjaźni? Pojawia się starcie między nimi dwojgiem. Właśnie o tym Shah Rukh mówi Rani na początku: „Ożeniłem się z przyjaciółką, nie ma nic lepszego od poślubienia przyjaciela”. A ona mówi, że czasem przyjaźń zajmuje miejsce miłości, wypełnia jej miejsce i wtedy na miłość nie ma już miejsca. On patrzy na nią i pyta, siadając na ławce, czy to, co czuje wobec mężczyzny, za którego wychodzi za mąż, to miłość, czy przyjaźń. Nie wiedzą, co powiedzieć, ponieważ tak naprawdę także poślubia przyjaciela.

Powiedziałem kiedyś, że miłość to przyjaźń. Mógłbym teraz rzec, że to kłamstwo. I nie chodzi o to, że sprzedawałem kłamstwo, sprzedawałem to, co ludzie chcieli usłyszeć i zobaczyć. Ale wyrosłem z tego; to film o tym, jak naprawdę bywa w życiu. Sprzedawałem marzenia; zamierzam sprzedawać rzeczywistość w otoczce snu. Chcę sprzedawać to, co prawdziwe, w opakowaniu jak ze snu, ale nie zamierzam handlować marzeniami. O tym jest „KANK”.

Postać grana przez Preity Zintę jest zbyt poprawna i akuratna, to jest jej problem. Zawsze mówi odpowiednie rzeczy. Przecież to nudne. Jest zbyt prawą moralistką. Wszystko w niej jest stosowne i właściwe. Robi karierę i wierzy, że kobieta taka jak ona nie oszukuje – i nie powinna być oszukiwana, a małżeństwo jest słuszną rzeczą. Wierzy, że jeśli kobieta bierze ślub, to na całe życie.
Te wszystkie ukryte sensy są obecne w filmie.

Pytanie, które w nim zadaję, brzmi: jeśli odnajdziesz bratnią duszę po ślubie, co zrobisz? Do tego nawiązuje tytuł. Nigdy nie mówisz „żegnaj”, nawet jeśli wypowiadasz te słowa. Chcę powiedzieć, że jeśli kogoś tracisz, on lub ona tak naprawdę nie odchodzą. Twoje serce nigdy naprawdę się nie żegna, ponieważ kawałek tego związku, cząstka tej osoby jest zawsze z tobą. Tytuł ma wiele znaczeń. Użyłem go, ponieważ kiedy małżeństwo się kończy, tak naprawdę nigdy nie zostawiasz go za sobą; ta osoba nigdy cię nie opuszcza, ten związek nigdy nie mija. Ktoś, kto umiera, nigdy cię tak naprawdę nie zostawia. Jeśli cokolwiek będzie ci bliskie, nigdy się z tym nie pożegnasz, chociażbyś nawet wypowiedział słowa pożegnania. Jeżeli nawet podpiszesz papiery rozwodowe, wspomnienia o związku – dobre czy złe – pozostaną na zawsze. Nie jesteśmy w stanie odrzucić rzeczy, które były ważne w naszym życiu. I o tym też – symbolicznie – jest „KANK”. Tak naprawdę nigdy nie mówisz niczemu „żegnaj”.

Tłumaczenie: Gosia JG

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"