w telegraficznym skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

- Nota od autora

- Słowo wstępne K. Johara

- 1. Chromosom X

- 2. A ja mam moją mamę

- 3. Dziecko przeznaczenia

- 4. Trudna przeprawa

- 5. Miasto Aniołów

- 6. Miłość w czasach stresu

- 7. Sprytne zagrania

- 8. Zmysłowe usta i gorący seks

- 9. Skarby aktorstwa

- 10. Bardzo gniewny młody człowiek z dołeczkami

- 11. Haha hihi  

- 12. Jestem najlepszy. Ding dong

- 13. „Kabhi Alvida Na Kehna”

- 14. Inni

- 15. Inni 2

- wywiad z M. Shiekhem

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Rozdział 1. Chromosom X 

"Still Reading Khan"
Autor: Mushtaq Shiekh


Nazywają go Qissa Khawani Bazaar. Jego mosiężne samowary, imbryki i filiżanki herbaty niegdyś służyły zdrożonym wędrowcom do Peszawaru, nadciągającym od Khyber Pass (Khyber Pass – górska droga łącząca Afganistan i Pakistan – przypisek tłumaczki, za Wilkipedią), którzy rozsiadali się i raczyli lokalnych mieszkańców opowieściami o swoich podróżach.
Dwieście lat później, na tej niegdyś wydeptanej drodze, nie ma już podróżnych, ale bazar wciąż opowiada swoje historie o ludziach, którzy przybywali z daleka i podróżowali do odległych krain.
Kilka minut drogi od bazaru leży Dakki Naal Bandi, dom przodków legendarnego bollywoodzkiego aktora Raja Kapoora. Odrobinę dalej walczy o kawałek miejsca Mohalla Khodabad, w którym urodził się Dilip Kumar. A kolejne 500 metrów dalej, w wąskiej uliczce Shah Wali Katal stoi ciemnozielony dom zbudowany z niewypalanych cegieł. „Dad Shah Rukh kor de,” (To jest dom Shah Rukha) mówi z dumą miejscowy. Jednak tutaj urodził się Meer Taj Mohammed Khan, ojciec Shah Rukha.
Nazwali go Mannat. Zmęczeni turyści odpoczywający na promenadzie Banstand w Bandrze wpatrują się w rozłożystą 90 letnią budowlę o klasycznych liniach i greckiej fasadzie. Lustrują wzrokiem ogromny taras, z którego najprawdopodobniej widać morze. „Yeh Shah Rukh ka ghar hai,” mówi z dumą miejscowy (To jest dom Shah Rukha). Jest to także dom Aryana i Suhany, dzieci Shah Rukha.
Ta podróż nie zaczęła się w Qissa Khawani Bazaar i na pewno nie kończy się w Mannacie. Każdy krok tego dziennika podróży ma swoje własne małe zajazdy, punkty przeznaczone na odpoczynek i zwyczajne przygody. Jednak musi mieć ona jakiś początek, więc czemu nie umieścić go tu, w Shah Wali Katal, Mohalla Khodabad, Qissa Khawani Bazaar, z którego 16-letni Meer Taj Mohammad wyruszył w drogę do Delhi?
Nikt nie wie na pewno, skąd przywędrowali Pakhtuni. Czy byli Aryjczykami? Czy Arabami? Korzenie tego wojowniczego plemienia ukryte są w mrokach czasu. Ale na pewno i dziś wiemy, że mają ogromną potrzebę niezależności i kodeks honorowy. Znamy ich jako Pasztunów (Pathans), co jest zniekształceniem słowa Pakhtun dokonanym przez Anglików, którzy doświadczyli ich prężnej, przeogromnej siły. Peszawar, obecnie stolica Północno-Zachodniej Przygranicznej Prowincji Pakistanu (North-West Frontier Province – jedna z czterech prowincji Pakistanu – przypisek tłumaczki), jest ich domem i był domem Meera Taja Mohammeda. Znał dobrze to miasto. Często przemierzał jego liczne boczne uliczki, rozbiegające się we wszystkie strony miasta, mijając przydrożne kafejki i herbaciarnie. Meer Taj Mohammad był najmłodszym z pięciu synów, jacy urodzili się w kupieckiej rodzinie. Ale on chciał być prawnikiem.
Pewnego chłodnego poranka ten przystojny, wysoki młody człowiek wyszedł ze swojego domu na spacer – 942 kilometrowy spacer do Delhi. Meer Taj Mohammad postanowił za wszelką cenę zostać prawnikiem. Duma regionu, Islamia College, jeszcze nie istniał.
Dlaczego szedł? Oczywiście, ekstremalne wysiłki nie były mu obce, w końcu był wytrawnym himalaistą. Ale przecież bez kłopotu mógł wskoczyć do jednego z tych długich, wiekowych autobusów, które jeździły od granicy przez Grand Trunk Road (GT Road – jedna z najstarszych i najdłuższych dróg Azji Południowej. Biegnie od Bangalu, przez Indie Północne, aż do Peszawaru – przypisek tłumaczki), lub nowym Frontier Mail, uruchomionym przez Brytyjczyków kilka lat wcześniej, 1 września 1928 roku, a opisanym w London Times w 1930 roku jako „najsłynniejszy pociąg Imperium Brytyjskiego.” Pociąg mógł zabrać go z Peszawaru do Rawalpindi, potem do Lahore, żeby, wysadziwszy go w Delhi, skierować się w stronę ostatecznego miejsca przeznaczenia, bombajskiego dworca Colaba. Był jeszcze Grand Trunk (GT) Ekspres, który w pierwszą trasę z Peszawaru do Mangalore wyruszył w 1929 roku.
Idąc od własnego domu, musiał przejść przez Qissa Khawani Bazaar, obfitujący w herbaciarnie, nie te firmowe, ze szkła i stali, ale takie z drewnianymi ławkami i mosiężnymi samowarami, w których zawodowi gawędziarze, podróżni, a często jeden czy drugi łgarz, zabawiali klientów przy gorących filiżankach mocnej, słodkiej herbaty. Może tutaj się zatrzymał. Było jeszcze dość wcześnie. I chłodno. Być może herbaciarnia dopiero się otwierała, kiedy ogrzewał ręce kubkiem zielonej herbaty, w której wciąż jeszcze wirowały herbaciane liście. Być może wstąpił do sąsiedniego sklepu, po świeży chleb, prosto z pieca, którego kojące ciepło promieniowało przez płócienną torbę zawieszoną na plecach.
Z rynku, Chowk Yadgaar, Meer Taj Mohammad wyruszył zapewne w drogę kierując się do granicy miasta. W tym czasie Peszawar otaczały mury miejskie z 16 bramami. Brama Kabulska spoglądała w stronę Kyber Pass, drogi na Kabul. Dziś jest ona tylko wspomnieniem, choć nazwa przetrwała. Ale młody chłopak prawdopodobnie skierował się na Grand Trunk Road, prowadzącą do Lahore.
Całe lata później, Shah Rukh opisze Meera Taja Mohhamada jako idealistę, łagodnego olbrzyma, oczytanego, wykształconego mężczyznę, który znał sześć języków – perski, sanskryt, pasztuński, pendżabski, hindi i angielski. Jego wrodzona uczciwość często narażała firmy, które prowadził, na straty. Ale to nie skłoniło go do odstąpienia od ideałów, nie naruszyło jego wrodzonej siły, determinacji i umiejętności dostosowywania się. W sercu pozostał 16-latkiem kroczącym ku swej przyszłości.
Niewiele o nim wiadomo, ale to, czego się można dowiedzieć, jest intrygujące. Shah Rukh mówi, że w Delhi jego ojciec spędził początkowe lata ucząc się w koledżu dla dziewcząt. Musiał umieć oczarowywać ludzi, bo przekonał dyrektora – Anglika, żeby przyjął go nie tylko do szkoły, ale i do akademika.
Nikt dokładnie nie wie, kiedy wstąpił do Khudai Khidmatgar (Sług Bożych), organizacji założonej przez Przygranicznego Gandhiego, znanego też jako Basza lub Ghaffar Khan. Ale Shah Rukh mówi, że w tamtych czasach był uważany za najmłodszego bojownika o niepodległość. Organizacja Khudai Khidmatgar została utworzona w 1920 roku, a Meer Taj Mohhamad pewnie był dzieckiem, kiedy Qissa Khawani Bazaar stał się miejscem krwawej masakry w latach 30.
Aktywiści Khudai Khidmatgar pracowali ciężko nad dziełem zaszczepienia w Peszawarze ruchu biernego oporu zapoczątkowanego przez Gandhiego. 23 kwietnia 1930 roku nieuzbrojona grupa protestująca przeciwko aresztowaniu Baszy Khana, została ostrzelana przez żołnierzy brytyjskich. Mówi się, że przez niemal sześć godzin Khudai Khidmatgar stali na wprost strzelających żołnierzy. Mężczyźni, ranni i zabici, padali, a na ich miejsce wchodzili nowi. Na Qissa Khawani Bazaar zginęło ponad 200 osób, zanim żołnierze z regimentu Garhwali stawili opór i odmówili otwarcia ognia. Żołnierze zostali oddani pod sąd wojenny, a tych z Khudai Khidmatgar, którzy przeżyli, pojmano, torturowano, więziono.
Jako chłopiec, Meer Taj Mohammad musiał karmić się niekończącymi się opowieściami o odwadze i poświęceniu swoich rodaków, Pasztunów. To właśnie mogło mieć wpływ na decyzję o wstąpieniu do organizacji tak szybko, jak to tylko możliwe.
Nie wiemy, dlaczego opuścił dom w tak młodym wieku. Może wiedział, że nie chce przystąpić do rodzinnego interesu. Może z pasji do prawa, a może rodzina nie patrzyła łaskawym okiem na młodego bojownika, bo wolała, żeby zajął się raczej handlem. Może to nawet jego pragnienie dołączenia do Khudai Khidmatgar przywiodło go do Delhi.
Podobno ci, którzy chcieli stać się jednym z Khudai Khidmatgar, musieli złożyć przysięgę: „Jestem Sługą Bożym, a ponieważ Bóg nie potrzebuje usług, będę służył Mu bezinteresownie, służąc Jego stworzeniom. Nigdy nie użyję przemocy. Nie będę brał odwetu ani szukał zemsty. Wybaczę każdemu, kto nie wzdraga się przed stosowaniem ucisku i występuje przeciwko mnie. Nie stanę się uczestnikiem żadnej zmowy, waśni rodzinnych i wrogości. Każdego Pasztuna będę uważał za brata i towarzysza. Zaniecham złych obyczajów i praktyk. Będę prowadził proste życie, czynił dobro, a powstrzymywał się od zła. Będę kształtował dobry charakter i dobre nawyki. Nie będę wiódł gnuśnego życia. Nie będę za mą służbę oczekiwał żadnej nagrody. Będę nieustraszony i gotów na każde poświęcenie.”
Meer Taj Mohammad obrał słowa tej przysięgi jako swoje życiowe kredo. Jednak wkrótce uświadomił sobie, że pozostaje ona w konflikcie z obraną karierą prawniczą. Dotąd, pochłonięty udziałem w ruchu wyzwoleńczym, nie poświęcał tej kwestii wiele uwagi. Jednak jedno stało się pewne, nie dla tego młodego człowieka było wydeptywanie posadzek na dziedzińcach sądowych.
Dla Meera Taja Mohammada i jego towarzyszy Khudai Khidmatgars, podział Indii i wykrojenie w 1947 stanu Pakistan było ciosem najdotkliwszym ze wszystkich. W 1947 roku zgromadzenie narodowe Prowincji Północno-Zachodniej opowiedziało się za pozostaniem przy Indiach. Prócz tego postanowiono, że o losie Pasztunów zadecyduje plebiscyt. Kongres Prowincji Północno-Zachodniej zbojkotował go w ramach protestu i prawie 10% populacji odmówiło wzięcia udziału w głosowaniu. Plebiscyt, przy około 1% głosów przeciw, opowiedział się po stronie dołączenia do Pakistanu.
Khudai Khidmatgars, którzy od samego początku popierali Kongres, byli zdruzgotani. Niektórzy zostali w Indiach, a inni kontynuowali walkę w nowo utworzonym Pakistanie. Pod rządami nowych władców, sformowanej świeżo Ligi Muzułmańskiej, działalność Khudai Khidmatgars została zakazana, a oni sami więzieni, jako zdrajcy, być może dlatego, że byli ściśle powiązani z rządzącą w Indiach Partią Kongresową.
Meer Taj Mohammad był jednym z tych, którzy nie pogodzili się z wynikami plebiscytu i zdecydowali się na pozostanie w Indiach. Zamieszkał w Delhi, choć obrana kariera prawnicza okazała się daleka od wyznawanych ideałów. Musiało mu być trudno starać się im sprostać, w obliczu utraty złudzeń i zdrady, ale on nie zamierzał wyzbyć się swoich ideałów dla korzyści materialnych i władzy. I nigdy tego nie zrobił. Do tego czasu zyskał już sobie przyjaciół, którzy zasiadali w Partii Kongresowej,. Choć on sam nie zgadzał się z wieloma jej posunięciami i politycznymi decyzjami, postanowił trzymać się z dala od polityki jakiejkolwiek partii, choć należał do kręgów bliskich rodzinie Nehru i walka o wpływy w pierwszych latach budowania narodu nie była mu obca.
W latach 50 Delhi było nadal skupiskiem wiosek, formującym się dopiero miastem imigrantów, ludzi, którzy ocaleli z indyjskiego holokaustu – Podziału. Państwo ustanawiało podstawy największej światowej demokracji. W 1952 odbyły się pierwsze w tym kraju wolne wybory. Kongres pod wodzą Pandita Jawaharlala Nehru zwyciężył, zdobywając w Izbie Niższej 249 z 489 miejsc o które się ubiegał. Nawet przed ogłoszeniem ostatnich 133 wyników stało się jasne, że Kongres ma większość w parlamencie.
Aż do tej chwili Meer Taj Mohammad odrzucał oferty robienia kariery politycznej, preferując swoje nieskomplikowane, ale bezkompromisowe życie. Ale w 1952 roku odnotowujemy, że w okręgu wyborczym Mewatu (około 50 kilometrów od tego, co dziś jest znane jako New Delhi), młody człowiek stanął do walki o stanowisko z niejakim Maulaną Abulem Kalamem Azadem.
Motywacje stojące za decyzją czynnego zajęcia się polityką nie są jasne. Ale tak czy inaczej było to nieudane przedsięwzięcie, bo Meer Taj Mohammad stracił nie tylko stanowisko, ale i swój depozyt. Azad został potem pierwszym indyjskim ministrem edukacji, a Meer Taj Mohammad, jak się wydaje, nie odchorował porażki, bo nadal pozostał w przyjaźni z osobistościami Partii Kongresowej. Wśród jego przyjaciół nadal pozostawali ludzie, jak Shah Nawaz, generał nowo powstałej indyjskiej Armii Narodowej, który otrzymał też tekę w nowo sformowanym rządzie Nehru.
Był rok 1960, kiedy Meer Taj Mohammad spotkał Fatimę, 16-letnią dziewczynę, którą poślubił. W tym czasie pracował już w branży transportowej, jak w „Chalte Chalte.” I podobnie jak w filmie, jego firma stanęła w obliczu kłopotów, kiedy kiedy wyszło na jaw, ze partnerzy zagarniali dla siebie więcej, niż wynosiły ich udziały. Jednak firma musiała przetrwać aż do czasów, gdy Shah Rukh poszedł do szkoły, bo pamięta on, jak mówi dyrektorce, że jego tato jest kierowcą ciężarówki.
Spotkanie 29-letniego Meera Taja Mohammada i Fatimy obrosło już w legendę, a normalną reakcją na tę opowieść jest, „Och, całkiem jak w filmie hindi, prawda?” Meer Taj Mohammad i generał Shah Nawaz odbywali swój codzienny spacer wokół Bramy Indii w Delhi, kiedy na ich oczach wydarzył się okropny wypadek. Samochód koziołkował, więżąc pasażera w środku, a kierowca zbiegł. Wspólnymi siłami wyciągnęli ze środka ciężko ranną dziewczynę i odwieźli ją do szpitala. Kiedy już mieli wychodzić, pobiegł za nimi lekarz. „Ona potrzebuje transfuzji krwi.” Jakimś cudem grupa krwi Meera Taja Mohammada była odpowiednia i dziewczyna została uratowana. Meer Taj Mohammad znów spróbował opuścić szpital, kiedy zatrzymała go kolejna sprawa najwyższej wagi. Matka Fatimy, która w Bangalore oczekiwała kolejnego dziecka, poroniła i także ona potrzebowała transfuzji. Meer Taj Mohammad pojechał do Bangalore, żeby oddać dla niej krew. Teraz był członkiem rodziny, jego krew nieodwołalnie zmieszała się z ich krwią.
Fatima, córka inżyniera z Bangalore, przyjechała do Delhi, żeby zacząć naukę w college'u, kiedy wydarzył się wypadek. Jej obrażenia były tak poważne, że doznała czasowej amnezji, tracąc z pamięci ostatnich sześć miesięcy życia. Tak więc jej ojciec powierzył Meerowi Tajowi Mohammad owi zadanie pomocy w odzyskaniu jej przeszłości. Zaczął on odwiedzać ją regularnie w college'u, choć do tego czasu zdołał się już dowiedzieć, że była ona zaręczona z krykiecistą Abbasem Alim Baig. Wydarzenia, które nastąpiły potem, były nie-filmową wersją „Dilwale Dulhania Le Jayenge” (skłonność do porównywania życia do filmów hindi to nie trywializowanie, ale podkreślenie dziwnych zbiegów okoliczności, podczas których fikcja i rzeczywistość wydają się tak splatać, że nikt już nie wie, która którą inspirowała).
Generał Shah Nawaz zrozumiał trudne położenie młodych i postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Pewnego dnia, kiedy cała rodzina Fatimy zebrała się w Delhi, rozpoczął z jej ojcem rozmowę o Meerze Taju Mohammadzie. „Czemuż to nie miałbyś wydać jednej z córek za Taja?” zapytał. W końcu, ciągnął, zawdzięczasz mu dwa życia. Ojciec Fatimy był zachwycony i postanowił poprosić Meera Taja Mohammada o wybór narzeczonej spośród własnych córek. Meer Taj Mohammad cichutko wskazał w kierunku Fatimy i powiedział, „Chciałbym poślubić właśnie ją.” Rodzina była wstrząśnięta, wiedzieli, że Taj był świadomy jej zaręczyn i nie mieli najmniejszych podejrzeń, że wybierze właśnie ją. Ostatecznie jednak dali zgodę. W końcu to on uratował jej życie, a jaki był lepszy sposób, żeby spłacić dług , niż usankcjonować ich związek?
Shah Rukh wspomina, że rodzice byli biegunowo różni. Choć Meer Taj Mohammad był czarującym człowiekiem, jego łatwość obcowania z ludźmi i poczucie humoru zyskiwały mu przyjaźnie, które miały moc przetrwania nawet różnic ideologicznych, w głębi swojej istoty był introwertykiem. Dla kontrastu Fatima była pełna energii. „Mogła znaleźć się w jakimkolwiek towarzystwie, rozmawiać, sprzeczać się, żartować i stać się jego duszą. Z kolei mój ojciec wolał raczej usiąść w kącie, odsiedzieć chwileczkę i pójść sobie,” mówi Shah Rukh.
Te różnice znaczyły też ich życie codzienne. Meer Taj Mohammad nie pozwalał, aby jego marzenia wchodziły w kolizję z przekonaniami, co najczęściej oznaczało, że to Fatima musiała brać w swoje ręce sprawy praktyczne rodziny.
Shahnaaz Lala Rukh i Shah Rukh urodzili się kolejno 6 i 2 listopada 1960 i 1965 roku. W tym czasie rodzina mieszkała w domu nr F-44 w dzielnicy Rajinder Nagar. Ale firma transportowa Meera Taja Mohammada już wykazywała oznaki upadku. Dla Fatimy był to czas próby. Matka dwójki małych dzieci musiała zdawać sobie sprawę, że najmilsza cecha jej męża, jego uczciwość, była powodem niepowodzeń firmy. Na głowie Fatimy było przeprowadzić finanse rodziny przez trudne czasu.
Po zamknięciu firmy transportowej, przed Meerem Tajem Mohammadem pojawiła się inna możliwość. W latach 70 wyznaczono miejsce pod budowę delhijskiego World Trade Center. Wpływowi przyjaciele Meera Taja Mohammada zadbali o to, żeby przypadł i jemu przypadł kawałek miejsca na prowadzenie działalności gospodarczej. Ale on spojrzał na plany i wskazał punkt po przeciwnej stronie ulicy, naprzeciwko WTC. Powiedział, „Chciałbym dostać ten róg.” Urzędnik był zdumiony. „Chyba otworzę tutaj stoisko z herbatą,” kontynuował, a szczęka urzędnika opadła. Matce Shah Rukh pozostała rzecz praktyczna – wybranie przestrzeni oferowanej na sklepy.
Na skrzyżowaniu dróg pomiędzy Rosyjskim Centrum Kulturalnym powstało małe przydrożne stoisko herbaciane, do którego ludzie napływali przez cały dzień. Młody chłopak siadał w kącie, gotując herbatę na dany dzień. Do kłębiącego się w garnku wrzątku z wirującymi w środku liśćmi herbaty, dodawał niezbędną „masalę” - miętę, kardamon, imbir, cynamon, może odrobinę pieprzu i na koniec szczyptę sekretnych ingrediencji pomysłu samego kucharza. Na koniec dodawał mleko bawole, odmierzając go trochę mniej niż wody. Cała mieszanina musiała pogotować się razem przez minutę czy dwie przed podaniem w ceramicznych „kulhas” (czarkach – przypisek tłumaczki). Na specjalne życzenie klienci mogli dostać Khada Chamach Chai, tak słodką i gęstą, że, jak głosi legenda, zanurzona w niej łyżeczka stała prosto. Obecnie takie stoiska w Delhi są znane z tego, że używa się w nich proszku Cadbury do słodzenia herbaty, ulubionej w ciemne, zimne zimowe wieczory. Tutaj w herbacianym kramie ludzie siadali na drewnianych ławkach, omawiając program dnia w rosyjskim Centrum Kulturalnym, a inni szukali odpowiedzi na życiowe pytania w kulhadzie, dodając gamę aromatów do gorącej masala chai. Ale najczęściej rozmowa koncentrowała się wokół zadziwiająco wykształconego właściciela stoiska, bardziej krzepiącego niż sama herbata. Wysoki, przystojny, jasnooki mężczyzna o rozwianych włosach, pełen pogody ducha i ostrego dowcipu, o każdej porze przyciągał ich uwagę. Mógł rozmawiać z nimi ich własnym językiem i omawiać każdy temat pod słońcem. Wkrótce aromat herbaty splatał się z delikatną nutą chole bature (chole batura – uliczna przekąska popularna na północy Indii. Kawałki kurczaka na ostro podawane z chlebkiem – przypisek tłumaczki, za veggiecookbook.wordpress.com). Nowy kucharz do menu herbaciarni włączył przekąski. Meer Taj Mohammad spełnił obietnicę, zrobił interes na herbacianym kramie (czyli tapri, jak je nazywają)
W roku 1972 WTC było gospodarzem azjatyckiego EXPO 72. Położone naprzeciwko Rosyjskie Centrum otrzymało bardzo cenny eksponat – bryłę ziemi, którą Neil Armstrong przywiózł ze swojego lądowania na Księżycu. Bardzo szybko ustawiła się gigantyczna kolejka ludzi chcących ja zobaczyć, sięgająca WTC. Dla drżących z zimna podczas delhijskiej zimy tapri Meera Taja Mohammada serwujące kubki ciepła, był tym, czego potrzebowali. Interes prosperował świetnie, choć zyski dzielono pomiędzy personel. To właśnie ten brak udziału w zyskach należnego z racji na prawa własności firmy, prowadził Meera Taja Muhammada od jednego biznesu do drugiego. Miał sklep meblowy, małą rafinerię, a w pewnym momencie prowadził bufet w National School of Drama i jak zwykle, na liście dłużników miał kolejkę studentów. Jeszcze do dziś aktorzy, jak Raj Babbar, są mu winni pieniądze.
„Tato nauczył mnie, że na dłuższą metę, uczciwość zawsze popłaca. W mojej szkole, u świętego Kolumbana, zawsze, kiedy nie było nas na lekcjach, musieliśmy przynieść usprawiedliwienie, bo inaczej dostawaliśmy chłostę. Ojciec nigdy mi nie odmawiał. Jeśli mówiłem, „Nie chcę dziś iść do szkoły,” mówił, „Jeśli nie czujesz się na siłach, to w porządku.” I pisał usprawiedliwienie.”
Ale później, jednego dnia, nie dostał takiego usprawiedliwienia. Wtedy przekonał się, że uczciwość naprawdę popłaca. „Pewnego dnia zawołał mnie i powiedział, 'Dziś pójdziesz do szkoły i powiesz, że nie masz żadnej wymówki za wczorajszą nieobecność.' Strasznie balem się brata Morrisa, naszego wysokiego, postawnego, irlandzkiego nauczyciela. Kiedy używał rózgi, to naprawdę bolało. Powiedziałem mu, 'Mój ojciec zwykle daje mi kartkę, ale dziś nie dal. Nie dlatego, że nie chciał, tylko powiedział, że nie mam żadnej wymówki, że wczoraj nie przyszedłem.' Brat powiedział, 'To jest właściwe podejście. Przynajmniej nie skłamałeś. Byłeś uczciwy.' I nie ukarał mnie.”
To było jedno z wydarzeń, które nauczyło Shah Rukha brać odpowiedzialność za własne czyny. Innym razem, późnym wieczorem, ktoś załomotał do drzwi, ewidentnie w wielkim gniewie. Meer Taj Mohammad zmarszczył brwi na to nieoczekiwane zakłócenie spokoju, ale drzwi otworzył, stając twarzą w twarz z rozwścieczonym mężczyzną, ewidentnie pijanym, który zaczął go wyzywać, wymachując nożem. „Twój syn zranił mojego syna. Zabiję go!”
Meer Taj Mohammad uniósł brwi i powiedział, spokojnie i uprzejmie, „Chciałby pan rozmawiać z moim synem? Zechce pan poczekać?” i odwrócił się do syna. „Zraniłeś kogoś?” zapytał. „Tak,” odpowiedział Shah Rukh. „To lepiej załatw to z tym panem stojącym pod drzwiami. Idź.”
Przerażony czterolatek wyszedł szurając nogami, ku przerażeniu matki. Rzuciła się w przód, żeby protestować i chronić, ale mąż ją zatrzymał. Mały chłopiec, cały we łzach, popatrzył w górę na nóż, przełknął głośno i powiedział, „Wujku, naprawdę przepraszam. Nie chciałem mu zrobić nic złego. To był wypadek.” Pijany ogr nagle okazał przebłysk ludzkich uczuć, powarczał jeszcze trochę i odszedł.
„Mój ojciec miał chyba wielką wiarę w naturę ludzką. Ale to właśnie nauczyło mnie jednej rzeczy, że jeśli popadnę w kłopoty, muszę rozwiązać to sam. Nauczył mnie odpowiedzialności za siebie samego,” Mówi Shah Rukh. Często wspomina się Meer Taja Mohammada przez te właśnie niezwykłe relacje, jakie miał ze swoimi dziećmi, które traktował jak osoby, jak dorosłych. „Dzięki ojcu każda domowa, praca, każdy obowiązek, zmieniał się w zabawę. Zaszczepił w nas pomysł, żebyśmy zrobili to czy tato, bo to będzie świetna zabawa. To dlatego dziś ja uważam pracę za zabawę. To chyba dlatego mam tyle energii. Lubiłem się cieszyć drobnymi rzeczami, jak siedzenie i śledzenie drogi wiewiórki na balkon podczas upalnego delhijskiego lata. To było dla mnie jak gra, najlepsza rzecz, jaka mogła mi się przydarzyć tego dnia.”
Meer Taj Mohammad miał dziecięce poczucie humoru, co często owocowało wybuchami gromkiego śmiechu, nawet przy najpoważniejszych okazjach. Pewnego razu przyjaciel poprosił go o przysługę. Potrzebował pomocy Meera Taja Mohammada jako tłumacza, ponieważ miał właśnie podpisać umowę z dwoma angielskojęzycznymi biznesmenami. Meer Taj Mohammad zgodził się. „Ale,” błagał przyjaciel, „żadnych żartów, kalamburów, żadnych dowcipów. To dla mnie bardzo duża sprawa.” Meer Taj Mohammad przysiągł. Przyjechali razem do hotelu, dokonano prezentacji. Wszystko szlo dobrze, aż do chwili, w której jeden z cudzoziemców, chcąc okazać sympatię, pochylił się w kierunku Meera Taja Mohammada i powiedział, „Mów mi Dick.” Po upływie jednej desperackiej sekundy, Meer Taj Mohammad płakał ze śmiechu, trzymając się za obolały brzuch. Przyjaciel zamarł. Dość powiedzieć że był to kontrakt, który Pan Fiut spaprał z kretesem!
Shah Rukh często opowiada, jak to on i siostra otrzymali swoje imiona po dwóch ogierach, które były własnością Meera Taja Mohammada. Oczywiście, nie wiemy, czy to prawda, czy ojciec wymyślił tę historyjkę jako kolejny dowcip. Meer Taj Mohammad często błaznował w domu, przemycając pod płaszczykiem zabawy poważne życiowe lekcje. Na przykład zajrzał kiedyś do pokoju córki i zobaczył, że Shahnaaz jest pochłonięta powieścią, a nie podręcznikiem, który miała studiować. Zawołał syna i powiedział mu, co ma robić, a potem wszedł do pokoju Shahnaaz udając wściekłość. Porwał książkę i cisnął ja przez okno. Na dole Shah Rukh czekał z wyciągniętymi rękami, żeby ja złapać. Shahnaaz dopiero później uświadomiła sobie, że padła ofiara kawału, a książka jest bezpieczna. Wiedziała jednak również, że następnym razem może ona nie wrócić.
„Nawet gdy dziś spotykam ludzi, którzy go znali, mówią mi o jego poczuciu humoru i o tym , jakim był gentlemanem. Ja też tak go wspominam. Bardzo chciałbym być taki jak on, wychować dzieci tak samo, jak on nas wychował. Ale nie wiem, czy mi się to uda, bo jestem bardziej wybuchowy.” Kiedy sąsiedzi z góry skarżyli się, że „rzeczy spadają z góry na dół,” zażartował, „Newton odkrył to dawno temu.” Był uosobieniem czaru. Kiedy sąsiadka, „ciocia z Południa,” skarżyła się, że Shah Rukh zaczepia jej córkę, zapytał z całą powagą, „Czy ona jest tak piękna jak pani?” owa dama, lekko zaskoczona, zagapiła się na niego. A kiedy ponowił pytanie, odpowiedział, że tak. Meer Taj Mohammad odparł, „W takim razie przykro mi, ale nie mogę go winić.” I dama odeszła cala w uśmiechach.
Meer Taj Mohammad kochał czytanie i ogrodnictwo. Przemawiał godzinami do roślin w ogrodzie. Ale był tez roztargniony. Czasami wychodził z domu tylko w koszuli, butach i skarpetkach, ale bez spodni, albo tak pogrążał się w myślach, że zapominał, gdzie jest. Pewnego dnia zabrał śniadanie do toalety, nie, nie w żołądku – na talerzu.
Meer Taj Mohammad miał gorący temperament, ale Shah Rukh nie pamięta, żeby kiedyś ojciec zrobił mu awanturę czy uderzył. Nawet przy tych rzadkich okazjach, kiedy wpadał w furię, trwało to tylko przez chwile abo dwie. Pamięta tylko jeden raz, kiedy ojciec autentycznie wyszedł z siebie. W domu naprzeciwko odbywało się wesele. Ale tego dnia wrzawa była w nim większa niż zazwyczaj. O domu wdarła się jakaś duża grupa i ewidentnie miała tam miejsce jakaś awantura. Wściekły Meer Taj Mohammad wkroczył do środka i zaczął wrzeszczeć, „Co tu się dzieje? Co to za hałas?” Cóż, Meer Taj Mohammad widocznie mógł wystraszyć; jego grzmiący głos i wysoka sylwetka z szerokimi ramionami natychmiast uciszyła grupę, która jak jeden mąż odwróciła się, gapiąc się na olbrzyma szeroko otwartymi oczami. Z kolei Meer Taj Mohammad uświadomił sobie, że stoi przed zespołem eunuchów, którzy gwałtownie domagają się od właściciela domu, żeby i zapłacił umówiona stawkę. Meer Taj Mohammad zagapił się na nich w zadziwieniu, a potem wybuchnął śmiechem. Ale to, co wydarzyło się później pokazuje, jak ciepłym był człowiekiem. Zaprosił eunuchów do domu, poczęstował herbatą i przekąskami, zbeształ za prześladowanie biednego właściciela domu, a w końcu zapłacił im i odprawił.
Jako dziecko, Shah Rukh i ojciec mieli stały zwyczaj. Co rano Meer Taj Mohammad zagrzewał mleko dla Shah Rukha i podawał mu je. W tym celu musiał wstawać rano, żeby je przyszykować. Pewnego dnia wpadł mu do głowy lepszy pomysł. Odtąd weszło im w zwyczaj, że obaj, ojciec i syn, szli razem do punktu Mother Diary, gdzie po wrzuceniu żetonu, Shah Rukh pił mleko prosto z kurka, łapiąc je w stulone dłonie i chłepcąc.
Wieczorami wściekłe ujadanie psa powiadamiało chłopca, że jego ojciec wraca do domu. Spieszył mu na spotkanie i wchodził z nim, trzymając się jego teczki. Ta ich zażyłość sprawiła, że Shah Rukh przyswoił sobie wiele z kodeksu wartości swojego ojca – odpowiedzialność, uczciwość, niezależność. „To on sprawił, że przedmioty są dla mnie mniej lub bardziej nieistotne. Widział obie strony monety. Zawsze uczył mnie, żeby wszystko robić po swojemu. Kiedy spytałem, czy mogę przejechać 20 kilometrów rowerem, odpowiedział, „Czemu pytasz mnie? Jeśli uważasz, że możesz to zrobić, zrób. Kiedy byłem w twoim wieku, wszedłem na K2 nie pytając rodziców o zgodę.”
Shah Rukh wspomina rodzinne wakacje w latach 80. Nie było żadnych luksusów, bo bycie z Meerem Tajem Mohammadem oznaczało znoszenie niewygód, podróżowanie lokalnymi środkami transportu i przybywanie do obskurnych hoteli bez wcześniejszej rezerwacji. Te wakacje były także ostatnią wizytą Meera Taja Mohammada w domu rodzinnym, wizytą, która przyniosła mu wiele bólu i cierpienia, ponieważ właśnie wtedy uświadomił sobie, że teraz to jego rodzina dąży do podziału – majątku po dziadkach. Shah Rukh nie zdawał sobie sprawy, ile było w nim goryczy, choć dowiedział się o tym później, od przyjaciół rodziny.
Wróciwszy do Delhi, Meer Taj Mohammad coraz częściej zaczął chorować. Zdiagnozowano nowotwór. Początkowo rodzina nie pojmowała, że rak może go zabić. Nadzieja umiera ostatnia. Ale powoli i ona zaczęła znikać, gasnąc w oczach, jak ojciec. Na oczach Shah Rukha, jego oparcie zaczęło znikać, słabnąć dzień po dniu. Pod koniec ledwo mógł mówić i musiał pisać, kiedy chciał porozumieć się z rodziną. Wkrótce wszyscy sobie uświadomili, że to będzie ostatnia bitwa Meera Taja Mohammada.
Shah Rukh miał 15 lat kiedy zmarł jego ojciec.
Pewnego dnia, o bardzo wczesnej godzinie, około 2.30 nad ranem, zadzwoniono ze szpitala, przekazując złe wieści. Latif Fatima obudziła syna, nie mogła wydobyć z siebie właściwych słów, więc powiedziała, „Chodź, tato chce się z tobą zobaczyć.”
„Kiedy umarł mój tato, nie płakałem. Myślałem, że to bardzo bohaterskie. Niosłem jego trumnę i myślałem, że jestem teraz małym dorosłym. Ale czułem się oszukany, mimo, że on przygotował mnie na własną śmierć."


Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"