w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Przemówienie wygłoszone przez Shah Rukha Khana 12 kwietnia 2012 r. na Uniwersytecie Yale z okazji przyznania mu członkostwa w Chubb Fellowship
 
Dobry wieczór wszystkim. Chciałbym podziękować wszystkim za to, że mogę tu być. Chciałbym także podziękować Ishy (Ambani) za to, że podążała za najbardziej niezorganizowaną i niekomunikatywną osobą na świecie w celu zorganizowania dzisiejszego spotkania z wami wszystkimi. Dziękuję, jestem naprawdę zaszczycony i bardzo szczęśliwy, że mogę tutaj być.

Mam w pamięci swój pobyt w Yale pięć lat temu. Był grudzień i tak cholernie zimno, że w chwili, kiedy miałem wyznać miłość swojej partnerce i zaśpiewać bollywoodzką piosenkę, która szła jakoś tak - "Kabhi Alvida Naa Kehna" - moje usta zamarzły na śmierć. Powiedziałem "na śmierć", bo kiedy zbliżyłem się, by ją pocałować, wypowiadając bezgłośnie "Kabhi Alvida Naa...", moje usta i szczęka się zablokowały.
Mam więc nadzieję, że moja druga wizyta w waszej wspaniałej uczelni okaże się inna, ponieważ byłoby to bardzo kłopotliwe, gdybym powiedział "Dobry wieczór, Yalejczycy" czy "Yalersi", czy jakkolwiek na was mówią, a utknął bym na "yaaaaa..." i tyle byłoby z wykładu.

Powiedziano mi, żebym nie rozwodził się za bardzo na temat moich filmów, kiedy do was mówię, mam wygłosić inspirującą przemowę - powiedzieć wam rzeczy, o których możecie pomyśleć, kiedy opuścicie tę salę.
To mnie martwi i przyprawia o tremę. Jest was tu tysiąc pięćset osób mających nadzieję usłyszeć słowa mądrości z ust tego seksownego i pożądanego mężczyzny, który ostatnim razem nie mógł pocałować dziewczyny, bo było za zimno. Ale ja nie jestem tym facetem; to znaczy - z pewnością jestem sexy i pożądany, i nie zostawię was dłużej bez inspiracji, skoro tu przyszliście.

Któregoś dnia przeczytałem taki kiepski żart w Google (tak, wszystko wyszukuję w Google, nawet scenariusz do mojego następnego filmu, i nie wstydzę się tego - mnie też możecie wyszukać w Google, jeśli chcecie).
Nieważne, dowcip szedł jakoś tak - umierający człowiek, łapiąc oddech, desperacko gestykulując do księdza, wskazał na leżącą obok niego kartkę papieru. Z wielkim wysiłkiem napisał na niej kilka słów, podał księdzu i zmarł. Ksiądz włożył kartkę do kieszeni i zapomniał o niej aż do pogrzebu. Nagle przypomniał sobie o bazgrołach umierającego człowieka. Rozwinął papier, powiedział żałobnikom, że ma zamiar przeczytać im wspaniałe słowa, by ich zainspirować. Na kartce było napisane: "Stoisz na mojej rurce z tlenem, głupku!".
Nie zamierzam być dzisiaj jak ten ksiądz. Zamiast tego opowiem wam w prostych słowach o kilku doświadczeniach z mojego życia, które może was nie zainspirują, ale pomogą przetrwać. Jeśli to zrobicie - szczęście, kreatywność i sukces podążą za wami; a nawet jeśli nie, to będziecie musieli mimo to żyć tym życiem. Mam tylko nadzieję, że moje słowa dadzą wam wystarczającą ilość wiedzy, byście mogli powiedzieć światu: "Hej, chłopaki, stoicie na mojej rurze z tlenem. Przesuńcie się i pozwólcie mi oddychać".

Jak się to najczęściej robi, podróże określa się według wieku i czasu, czy nawet miejsca docelowego. Czuję jednak, że trudno jest mi opowiedzieć wam historię swojego życia według tych kryteriów, ponieważ pojęcie czasu zawsze mi się wymykało. Dzień śmierci mojego ojca wydał mi się dłuższy niż całe moje dzieciństwo.
Dzień, w którym odniosłem pierwszy sukces, wydał mi się jakiś taki ulotny, jednogodzinny, być może niewystarczająco długi. Zastanawiałem się, dokąd odszedł. Nawet dobowy cykl czasu wprawi mnie w zakłopotanie. Przez większość dni pracuję w ciemności aż do wschodu słońca, kładę się spać, kiedy świat budzi się do światła. Moi przyjaciele nazywają mnie sową, ja lubię myśleć o sobie jak o nietoperzu... Batmanie... Księciu ciemności.
Wiek także nie jest moją mocną stroną, ciągle nie mogę ustalić, ile mam lat - 45 czy 15? Gdybym mógł, romansowałbym z dziewczynami, które mają jedną trzecią mojego wieku, i które normalnie mówią do mnie "wujku".
Miałem wiele zabawy przy kolekcjonowaniu figurek z mojego ostatniego filmu ("Ra.One"), żadne krytyczne opinie nie miały dla mnie znaczenia.
Jeśli chodzi o mój cel podróży, nie sądzę żebym jakiś znał. Idę, biegnę ku moim marzeniom. W czasie podróży zmieniają się rzeczy, zmieniają się ludzie, ja się zmieniam, świat się zmienia, nawet marzenia się zmieniają. Nie mam wyznaczonego miejsca, do którego muszę dotrzeć, po prostu robię to, co, jak wiem, umiem robić najlepiej. Prawdopodobnie skończę jako zramolały starzec na wózku inwalidzkim, ubrany w pelerynę i rajstopy, wyobrażający sobie swój własny odlot z tego świata - ale oczywiście z młodą dziewczyna w ramionach.

Opowiem więc wam historię o sobie, ale opowiem ją po swojemu. Językiem moich własnych spostrzeżeń, poprzez rzeczy, poza sławą, sukcesem i farbowaniem włosów, które według mnie mają znaczenie. Zrozumiałem, że miara mojego życia znajduje się w przestrzeni doznań mojego serca i nic innego się nie liczy. Jeśli coś stamtąd weźmiecie, to dobrze; w przeciwnym razie mogę tam umieścić muzykę i taniec z mojego ostatniego wielkiego przeboju, napić się drinka i jeszcze raz spróbować ćwiczyć całowanie w chłodzie Yale.

Jakkolwiek na nie patrzę w ewentualnej analizie, moje życie skupiło się wokół mojej kreatywności. Przyswoiłem świat poprzez twórczą ekspresję, a w zamian świat doświadczył mnie. Dorosłem, by zrozumieć, że z jednej strony świat będzie podtrzymywał kreatywność jako możliwie najszczersze uczucie. Z drugiej strony oznaki (blichtr, przepych, bogactwo), które pojawiają się dzięki tej dobrze rozpoznawalnej formie kreatywności, zawsze będą kwestionowane. Dlaczego to robimy? Bo czasami to pozwala nam poczuć się lepiej niż twórca, a czasami wypełnia lukę w nas samych, która powstaje z chęci budzenia podziwu za swoją kreację. Tak czy inaczej, kreacja umożliwia nam zmierzenie stopnia zaangażowania w otaczający nas świat.

Jestem aktorem; moje życie to świadectwo tej dwoistości.
George Burns powiedział, że "w aktorstwie chodzi o szczerość". Jeśli potrafisz udawać, to masz sukces w kieszeni. Nie mógł tego zdefiniować lepiej. Szczery i sztuczny, tak właśnie czuję się przez cały czas jako osoba twórcza.
Pozwólcie, że opowiem wam o mojej schizofrenii.
Twórcza ekspresja wywodzi się z najgłębszych doświadczeń artysty jako takiego. Dobry artysta nie może być oddzielony od tego, co stworzył. Dobra sztuka to szczera sztuka. Człowiek może być artystą, pisarzem, rzeźbiarzem, aktorem albo rzeźbić słupy z totemami. Kimkolwiek jest, jeśli to, co tworzy, jest prawdziwe dla niego, staje się żywym świadectwem ludzkiej kreatywności. Jeśli zaś brakuje uczciwości, cały przekaz jest bezwartościowy.
Równocześnie - dość paradoksalnie - człowiek zostaje oddzielony od swojej kreacji z chwilą, gdy ta staje się własnością publiczną. Nie należy ona już dłużej do niego. Pochodzi więc z waszych trzewi, jest prezentowana innym, by ci ją zaakceptowali lub wrzucili do rynsztoka.
Wiele było nocy, kiedy wracałem do domu po otrzymaniu nagrody - podekscytowany i cały szczęśliwy - by przeczytać, że to, na co tak naprawdę zasłużyłem, to Złoty Banan dla najgorszego aktora roku. Zaczynałem się załamywać, złościć i byłem całkowicie przekonany, że zarówno banany, jak i krytyków powinno się obdzierać ze skóry i dawać małpom.
Na chwilę traciłem moją zdolność do dawania i zamykałem się w sobie. A oto, gdzie jest haczyk: kiedy jesteście zdesperowani, a świat patrzy na was z góry, jest tylko jedna rzecz, którą możecie zrobić, by przetrwać - trzymajcie się tego, kim jesteście wewnątrz. Świat będzie dla was nieżyczliwy, ale nie będzie mógł was zobaczyć. W tych czasach musicie nauczyć się zdolności patrzenia na siebie.

Życie twórcy jest jak balansowanie na linie. Zaczynam gubić się w moim własnym melodramacie. To frustrujące, że zaczynam próbować dorastać do wizji, jaką mają inni ludzie, jeśli chodzi o mnie. A kiedy stawiam czoła różnicy poglądów, gubi się gdzieś mój romans z publicznością. To zmienia się w balansowanie na krawędzi, żeby robić to, co umiem robić najlepiej i nie przejmować się reakcją ludzi, dla których przede wszystkim to robię.
Tańczę intensywniej, dłużej kręcę młynki i piruety na linie - rozciągnięty, naprężony, zawieszony do góry nogami.
Staram się nie ześlizgnąć, mogę się zsunąć, ale nigdy nie spadnę. A przez cały czas mam uśmiech na twarzy i rozdaję autografy. Wszystko, czym jestem, jest ekwilibrystyczną próbą zrównoważenia moich działań i zewnętrznych reakcji na bezwstydne obnażenie mojego wnętrza.
Zaczynam się czuć jak uliczny artysta, który wyczuwa, że jego publiczność to tylko grupa przypadkowych przechodniów, klaszczących z mieszaniną zaciekawienia i litości, a nawet lekceważenia. Jednak kiedy odgrywam tę iluzję prawdziwego życia, przez większość czasu moja szczerość siedzi na widowni, bije brawo i śmieje się w głos z mojej własnej głupoty...

Zatem moi przyjaciele, nauczcie się także śmiać z samych siebie. Nigdy nie bądźcie cyniczni w stosunku do siebie i swojego życia. Cynizm w stosunku do własnego życia to najbardziej destrukcyjna rzecz, jaką możecie mu zrobić.
Pamiętajcie - kreatywność to wasz dar dla świata. Nigdy nie jest walutą wymienną za cokolwiek, nawet za uznanie. Musicie poszukiwać głębiej, ja robię to, pijąc wódkę za wódką, słuchając własnego użalania się nad sobą i smętnych piosenek - wy powinniście znaleźć mniej destruktywny sposób. Jakkolwiek to zrobicie, musicie wierzyć, że tworzycie tylko dlatego, że to jest największy dar, jaki możecie ofiarować światu. Może nawet właśnie dlatego mówimy, że Bóg jest stwórcą.

One nie pochodzą z waszego talentu czy twórczych wynurzeń. Biorą się z interesów, które robią otaczający was ludzie. Ci ludzie tkwią w tym branżowym handlu - nie wy. Waszą sprawą jest dawanie i uczenie się. Wasze dzieło sztuki może nie zostać dokończone w czasie waszego życia. Wasze spełnienie zawsze będzie leżeć w twórczej ekspresji, a nie w jej produktach.
Nie przejmujcie się uszczypliwymi uwagami, krytykami, i wiedzcie, że zawsze macie wybór pomiędzy handlem wymiennym a tworzeniem. Życie twórcy zawsze będzie balansowaniem na linie.
Nie starajcie się napełnić żołądka kreatywnością; to pokarm dla waszej duszy, nie dla ciała. Nie obawiajcie się przeciwstawiać konwencjom. Nie bójcie się niszczyć systemów, które zabijają sztukę i waszą duszę. Nie obawiajcie się być głodnymi. Nie obawiajcie się, jeśli to konieczne, iść samotnie, ponieważ po linie wszyscy kroczymy w pojedynkę. Pamiętajcie, jeśli jesteście twórcami, jesteście ekwilibrystami - nie mówiąc już o tym, że mało kto zna to słowo.
Moje życie skoncentrowało się wokół kreatywności, ale także - jak każdej ludzkiej istoty - wokół pragnienia odnalezienia szczęścia. Jesteście w wieku, kiedy najłatwiej mylimy szczęście z wynagrodzeniem, więc powiem to całkiem otwarcie: jeśli jesteście inteligentni, jeśli chcecie przeżyć niepowstrzymany atak życiowych wyzwań, prędzej czy później zrozumiecie, że rzeczy, które uszczęśliwiały was dziesięć lat temu, uszczęśliwią was też, kiedy dotrzecie do etapu zdziadziałego superbohatera. Dzieciaki, zacznijcie kolekcjonować swoje gadżety z filmów - i to już!

Mam wszystko, czego chciałem, kiedy byłem w waszym wieku: odniosłem sukces, jestem sławny, bogaty i mam trzy play stations: jedną do domu, jedną do strzelanek i jedną tylko dlatego, że mogę ją mieć. Ale żadna z tych rzeczy nie ma wpływu na moje poczucie szczęścia; taki wpływ ma tylko jedna rzecz - miłość moich dzieci.
Nie macie dzieci (mam nadzieję), ale macie rodziców, macie ludzi, których kochacie i nic ponad to na tym świecie nie znaczy więcej. Innymi słowy - szczęście tkwi w rzeczach, których nigdy nie będziecie w stanie przeliczyć na pieniądze.
Dla mnie szczęście to przytulanie się do moich dzieci i oglądanie "I Carly" czy "The Family Guy," - no, przynajmniej przez większość czasu. Pewnego dnia z synem przypadkiem natknęliśmy się w necie na Kamasutrę i mogę wam powiedzieć, że to doświadczenie nie było najszczęśliwsze. Ma 14 lat i wiedział o tym więcej niż ja.
Pragnę, byście sprawę szczęścia zrozumieli dobrze, bo wiem, ze w jednej kwestii wszyscy rodzice są właściwie tacy sami. Niektórzy są twardzi, niektórzy mniej zabawni, niektórzy żenująco dziwni, ale dla każdego rodzica początkiem i końcem ich życia jest to - że wy, dzieciaki, jesteście ich największym źródłem szczęścia.
Rodzice nie chcą niczego w zamian, jedynie szacunku dla tego uczucia, to wszystko.
Weźcie moje własne dzieci. Wierzę, że dziewczynki naprawdę pochodzą z Wenus - moja córeczka jest z krainy łagodności, opiekuńczości, miłości, inteligencji i wszystko to jest piękne. Mój chłopak pochodzi z planety "jestem za dobry, by być twoim dzieckiem". Faceci są okropni. Nie jestem seksistowski, ale to prawda.
Byłem w Londynie, kręciłem film i tęskniłem za dziećmi. Wywodzę się z nudnej szkoły ludzi, którzy wysyłają listy do swoich dzieci w nadziei, że staną się lepszymi istotami ludzkimi, wysłałem więc mojej córce kilka wersów z poematu E. E. Cummingsa:

…nie wiem, co ty masz w sobie, co tak wszystko w krąg
otwiera i zamyka; tylko coś we mnie mi wróży,
że głos twych oczu głębszy jest niż wszystkie róże
i nikt, nawet deszcz, nie ma takich drobnych rąk.*

Natychmiast otrzymałem odpowiedź: "Podoba mi się to, tato. Jest piękne. Mam zamiar zapisać to w moim sekretnym pamiętniku z sekretnym zamkiem i schować go w tajnym schowku pod plakatami Katy Perry i Lady Gagi. Kocham cię i tęsknię. Jestem strasznie podekscytowana, oglądając dziś wieczorem "The Hunger Games".
Czułem się źle, że nie mam czegoś pożytecznego dla mojego kochanego syna, wysłałem więc mu coś, co też przeczytałem. Napisałem "Jak się masz, mój synu. Tęsknię za tobą. Wiesz, że chłopiec to ktoś, kogo matka kocha najbardziej. Małe dziewczynki go nienawidzą. Jest prawdziwy z brudem na twarzy, piękny ze skaleczonym palcem, jest mądrością ze śmierdzącymi włosami i nadzieją na przyszłość z żabą w kieszeni. Kocham cię".
Odpowiedział mi jedną literą z alfabetu. Jedno nędzne "Y" w odpowiedzi na moje emocjonalne, ojcowskie wynurzenia. To i emotka. Chciałem polecieć do Bombaju, powiesić go za nogi, aż sam zacząłby wyglądać jak głupia emotka z czerwoną twarzą. Ale nie poleciałem, zamiast tego tylko się uśmiechnąłem.
Obydwie odpowiedzi sprawiły, że poczułem miłość do moich dzieci. Cokolwiek robią, tak długo, jak są szczęśliwe, ja jestem szczęśliwy.

Mówię więc do was jako rodzic dwójki bardzo dziwnych dzieci. Cokolwiek robicie, jakikolwiek popełniacie błąd, w jakikolwiek sposób odnosicie się do nich, wasi rodzice są waszymi najlepszymi przyjaciółmi.
Mogą być nudni, niemądrzy czy czasami surowi. Być może czasami niektórzy z was są zażenowani ich zachowaniem - wiem że moje dzieci są moim - ale jeśli któreś z was wpadnie w jakiegoś rodzaju tarapaty, najlepszymi przyjaciółmi, którzy stoją za waszymi plecami, są wasi rodzice. Zawsze przyjdą pocieszyć.
Straciłem swoich rodziców, kiedy byłem bardzo młody i tęsknię za nimi z całego serca. Zatem wy wszyscy, którzy wciąż macie jeszcze swoich, nie słuchajcie ich, oszukujcie, jeśli musicie, odrobina kłamstwa też nie zaszkodzi, ale upewnijcie się, że troszczycie się o to, co macie, ponieważ kiedy ich stracicie, tak jak ja, naprawdę będziecie tęsknić za kimś, wobec kogo możecie być niegrzeczni; za kimś, kogo możecie wziąć za pewnik, komu mówicie i z kim robicie wszystko, co tylko zapragniecie. Zatęsknicie za komfortem bycia kochanym bezwarunkowo. Nazywam rodziców bezwarunkowymi i wyrozumiałymi workami treningowymi, które czują się najszczęśliwsze, kiedy zostaną walnięte przez własne dzieci.
Jeśli chcecie przeżyć życie, najlepiej natychmiast zacząć szanować dar miłości.
W dzieciństwie pierwszymi nauczycielami tej akceptacji są wasi rodzice. Jeśli nie jesteście w stanie zaakceptować miłości, jaką wam dają w jakiejkolwiek formie (nawet jeśli jest to mocne uderzenie w twarz), to kiedy sami zostaniecie rodzicami, w końcu odrobicie tę lekcję, może nieco bardziej szorstko niż nauczyciele, którzy dali wam życie - i zgodzicie się, że uczenie się Kamasutry od mojego syna to nienajlepszy pomysł.
Nawiasem mówiąc, uczy się w szkole, którą otworzyła w Indiach mama Ishy. Muszę powiedzieć, Madame, że pani program nauczania jest zupełnie inny od tego, jaki miałem, kiedy chodziłem do szkoły.

Czy mi się to podoba, czy nie, moje życie jest grą z tym, co świat nazywa "sukcesem".
Sukces to cudowna rzecz, ale raczej nie jest rodzajem doświadczenia, z którego się uczymy. Czerpiemy z niego przyjemność, być może nawet na niego zasłużyliśmy, ale nie zdobywamy dzięki niemu wiedzy. I może dlatego nie może być przekazywany; to, że ja odniosłem sukces, nie oznacza, że moje dzieci też go odniosą. Nieważne, jak wiele je nauczę o tym, co zrobiłem w życiu, a nawet, czy się do tego zastosują co do słowa.
Czuję, że mówienie o tym, jak odnieść sukces, jest stratą czasu. Zamiast tego pozwólcie mi powiedzieć, bardzo szczerze, że to, co mi się przydarzyło, stało się, ponieważ zawsze byłem przerażony widmem porażki. Tak bardzo chcę odnieść sukces, jak bardzo nie chcę porażki.
Pochodzę z bardzo normalnej rodziny, z niższej klasy średniej. Widziałem wiele porażek. Mój ojciec był wspaniałym człowiekiem, najszczęśliwszym pechowcem na świecie. Moja matka także zawiodła, nie została ze mną wystarczająco długo, by zobaczyć, jak staję się gwiazdą. Właściwie byliśmy bardzo biedni i pozwólcie, że powiem wam - ubóstwo wcale nie jest uszlachetniającym doświadczeniem. Bieda pociąga za sobą strach i stres, a czasami depresję. Patrzyłem na moich rodziców, jak przechodzili przez to kilka razy.
W młodości, po śmierci moich rodziców, ubóstwo utożsamiałem z porażką. Po prostu nie chcę być biedny. Kiedy więc dostałem szansę grania w filmach, a było to w kręgu moich zainteresowań, zrobiłem to. Była to czysta ucieczka od strachu, niepowodzenia i biedy. Większość filmów, na które podpisałem kontrakty, była odrzucana przez bardziej znanych aktorów i producenci nie mogli znaleźć nikogo, kto chciałby je zrobić. Zrobiłem je wszystkie, żeby uniknąć bezrobocia. Powstały w odpowiednim momencie. Stałem się wielką gwiazdą, co czasami oznacza, że nasz sukces nie jest bezpośrednim rezultatem naszych działań. Sukces po prostu się dzieje. Naprawdę. Jest przypadkowy, a my przypisujemy sobie zasługę. Wiem, bo robiłem to czasami bez skrępowania.
Wierzę więc, że prawdziwa droga do sukcesu wiedzie przez strach i porażkę. Jeśli nie będziecie się wystarczająco mocno bali porażki, jest mało prawdopodobne, byście odnieśli sukces. Nie jest przyjemnie zawieść, to jest trudne. Każdy z was tego doświadczy. Wy także, jeśli nie będziecie gotowi. Wykorzystajcie to, by odnieść sukces.
Oto, jak ja to zrobiłem:
1. Po pierwsze - to nie brak porażki sprawi, że odniesiecie sukces; to wasza odpowiedź na porażkę pomoże wam ochronić się przed przeciwnościami, jakich doświadczycie. Osobiście mam jedną odpowiedź na porażkę - pragmatyzm; rozeznanie i wiara, że jeśli jeden sposób nie działa, może zadziałać inny.
2. Porażka także daje mi motywację do większego wysiłku - ciężka praca niezmiennie w większości przypadków prowadzi do późniejszego sukcesu.
3. Kolejna porażka uczy mnie, że muszę przestać udawać kogoś, kim nie jestem. Dało mi to jasność trzymania się rzeczy, które rzeczywiście mają dla mnie znaczenie, zamiast odwracania uwagi od istoty sprawy.
4. Niepowodzenie pozwala wam sprawdzić, kto jest waszym prawdziwym przyjacielem. Prawdziwa siła waszych relacji zostanie przetestowana tylko w obliczu silnych przeciwności losu.
5. Pokonanie niektórych z moich porażek sprawiło, że odkryłem, że mam silną wolę i jestem bardziej zdyscyplinowany niż przypuszczałem. To pomogło mi zaufać mojej własnej zdolności przetrwania.
Porażka jest niesamowitym nauczycielem. Jest pewna dobrze znana historia prezesa banku, który został zapytany o sekret swojego sukcesu. "Trafne decyzje" - odpowiedział. "Skąd pan wie, jak podejmować właściwe decyzje?" - padło następne pytanie. "Doświadczenie" - zabrzmiała odpowiedź. "No cóż, jak zdobyć to doświadczenie?" - zapytał jego rozmówca. "Błędne decyzje" - odpowiedział. Musicie wiedzieć i nauczyć się, że życie nie jest tylko listą kontrolną przejęć, osiągnięć i spełnień, wasze kwalifikacje i CV nie mają znaczenia. Życie jest skomplikowane i znajduje się poza jakąkolwiek kontrolą. Pokora pomoże wam przetrwać zmienne koleje losu.

Nie chcę, by brzmiało to tak poważnie. Mam nadzieję, że wszyscy zachowacie dozgonną miłość do nauki, że nigdy nie zaprzestaniecie marzyć o ekscytujących i inspirujących sprawach, a kiedy poniesiecie porażkę, będzie na tyle dotkliwa, że następnym razem odniesiecie sukces. Nie bójcie się bać, obawiajcie się niestawiania czoła waszym lękom i niepowodzeniom.
Na koniec przeczytam wam wiadomość, jaką dzisiaj dostałem od mojego dziecka: "Tato, Chuck Norris nauczył swojego psa sprzątać swoją kupę, ponieważ Chuck Norris nie daje nikomu wciskać sobie gówna".
Pamiętajcie więc - macie wystarczająco dużo szczęścia, by być linoskoczkami, którzy mają niesamowity zestaw worków treningowych - troszczcie się o nie. Niepowodzenie to okrutny przyjaciel, trzymajcie go blisko i nie pozwalajcie nikomu wcisnąć sobie gówna.
Błogosławię was wszystkich i dziękuję za uwagę.

* oryginał astherain.blogspot.com/...-such-small.html
* tłumaczenie Stanisława Barańczaka milosc.info/...Gdzies-gdziem-nigdy-nie-dotarl.php
 
Tłumaczenie: An87 na podstawie: SRK's speech at Yale University  


© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"