w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Kino, magia, życie – kręcenie filmów w nowym dziesięcioleciu – zapis przemówienia wygłoszonego przez Shah Rukha Khana 18 marca 2011 roku podczas sesji „Dialog sztuk” w ramach India Today Conclave



Magia to obraz życia. Widzę ją wszędzie. Widzę ją w kwiatach, w chmurach, w snopach światła przenikających przez konary drzew, w pięknych oczach mojej ukochanej, odbijających światło księżyca, i w słowach moich dzieci. Dostrzegam magię w tym, czego uczy mnie mój ból, w tym, jak ból przeradza się w szczęście i jak szczęście przeobraża ból. Postrzegam magię jako życie. Patrzę w taki sposób, ponieważ robię filmy.
Trzeba patrzeć, by zobaczyć tę magię. Mieć oczy, by ją zobaczyć, i serce, by ją poczuć. Filmy są jak oczy, pozwalające ci zobaczyć świat w szczególny sposób. Nie są magiczne, ponieważ preparują senny świat, są magiczne, ponieważ przyglądają się światu tak, jakby był snem.

To właśnie zadanie filmów. Przekładają świat na serię obrazów – tak, jak to czynią sny. Przetransponowanie tych obrazów tworzy wrażenie życia; w dobrym filmie to uczucie skupia emocje i przekuwa wprost w emocje patrzącego. To pozwala mu przez chwilę spostrzec odmienną rzeczywistość od jego własnej. Dzieje się tak przede wszystkim poprzez uczucie.

W świecie, który zmierza szybko w stronę konstruowania umocnień, świecie, który coraz częściej używa technologii, by „wyciszyć” poczucie życia i wykreować dystans pomiędzy konkretnymi ludzkimi więziami, możność, by owo poczucie życia sobie uświadomić, jest w kinie unikatowa. Wyjątkowa, ponieważ wykorzystuje wiele zmysłów – nie tylko jeden, jak to jest w przypadku czytania. Wzrok, słuch (a być może w przyszłości także dotyk) – wszystko współdziała, by wykreować uczucie i emocję. To magia, ale w niezwykły (buddyjski – jeśli można tak rzec) sposób – także prawda. Gra pomiędzy rzeczywistością a surrealizmem w filmach jest w rzeczywistości wnikliwym i celnym odbiciem życia i jego prawdy.

Film, jak powiedział Frank Capra, jest jednym z trzech uniwersalnych języków, oprócz muzyki i matematyki. Indyjskie filmy, pozwolę sobie dodać, w dzisiejszej dekadzie, przemawiają tymi trzema językami połączonymi w jeden – mamy muzykę, obrazy, a przedstawiciele firm dodali do nich matematykę.

Dobrze jest mówić poetycko o kinie, patrzeć na świat oczyma malarza itd. Ale prawda jest taka, że biznes zaczął odgrywać w przemyśle ogromną rolę. Tak wielką, że bylibyśmy głupcami, zaprzeczając jego znaczeniu i przywiązując się tylko do naszych artystycznych pasji. Sądzę, że skoro interesy stały się tak ważne, należy przyjrzeć się rynkowi. Minęły czasy, w których indyjskie filmy mogły ignorować Zachód i resztę świata jako rynek zbytu. Chciałbym dziś powiedzieć o tym, jak możemy rywalizować, aby odnieść sukces na tym polu – dzięki zastosowaniu praktycznych umiejętności Zachodu w tej dziedzinie.

W całym kraju wygłasza się prawdy i półprawdy o Indiach i ich rozwoju. Widzę wędrujące w górę wykresy i mam wrażenie, że rozkwitamy jako naród.
Słyszę przemówienia ministra finansów, czcigodnego pana premiera, mówiących o sposobie przyspieszenia naszego wzrostu dochodu narodowego brutto, i wierzę, że jesteśmy jedną z wiodących gospodarek świata. Mam także własną teorię na temat wzrostu i rozwoju narodów.

W rozwijającym się państwie, w którym trzy nieodzowne potrzeby życiowe zostały zaspokojone albo będą zaspokojone – jak w naszym kraju – ośrodek zainteresowania przesuwa się w stronę czwartego istotnego pragnienia wszystkich ludzi. Te pierwsze trzy to jedzenie, dom i ubranie. Oczywiście przed nami wciąż długa droga, zanim oczekiwania wszystkich zostaną spełnione w tym zakresie. Ale pragnienia mają to do siebie, że są organiczne, nie – uporządkowane. I my w Indiach kierujemy się właśnie w stronę czwartego pragnienia – rozrywki.
Najstarsza nowoczesna forma rozrywki w Indiach to oczywiście filmy. Stoimy więc teraz u progu wielkiej eksplozji w przemyśle filmowym. Rozrywki związane ze sportem według mnie będą następne.

To, co stawia rozrywkę jeszcze bardziej w centrum, to fakt, że jeśli kierunek ekonomii kraju zaczyna przynosić pozytywne efekty, większość zwykłych ludzi zaczyna dostrzegać struktury rozrywki, ponieważ łatwiej je zauważyć. Teraz, w epoce telewizji i internetu – nawet jeszcze bardziej. Rozrywka jest – jestem o tym przekonany – opakowaniem rozwijającego się kraju. Aspektem, który się zauważa i mówi się o nim najwięcej. Tak stało się kilka lat wstecz, kiedy zaczęliśmy mówić o filmach koreańskich; wcześniej o chińskich, a jeszcze wcześniej o japońskich. Angielskie i hollywoodzkie filmy są w centrum od lat, jak to wiemy aż nazbyt dobrze.

Tak więc – świat patrzy na Indie. Indyjska ekonomia stworzyła rynkowe podwaliny pod Bollywood i wspaniale jest znaleźć się tutaj w tym miejscu i czasie. To teraz pole gry. Z Mumbaju do Melrose droga coraz krótsza. Powiedziałbym, że z Bombaju do Beverly Hills, ale tego rodzaju aliteracji nie wolno używać muzułmańskim aktorom, a nie chcę wywoływać nowych sporów, toteż wrócę do tematu.
Z Mumbaju do Melrose droga coraz krótsza. To prawda i widać to wokół. Warner, Sony i Disney działają w Indiach, tworząc filmy hindi i regionalne. UTV robi filmy hollywoodzkie. Studio 18 i Eros odważyły się związać ze studiami hollywoodzkimi. A Big Picture pokazało nam coś absolutnie powalającego, co tak naprawdę uświadomiło nam, że kupili oni całe Hollywood, tak jak to robi Reliance, kiedy wchodzi w jakiś biznes.

Pośród wszystkich tych wspaniałych wydarzeń w świecie rozrywki jest jedno słowo, które słyszę nieustannie od indyjskich filmowców i wobec którego odczuwam niechęć. Chciałbym wspomnieć o tym, a potem przejść do bardziej pozytywnych sposobów uczynienia naszego kina bardziej międzynarodowym. To jedno słowo, określenie niepokoi mnie – wszyscy indyjscy filmowcy wciąż gonią za nieuchwytnym snem zwanym crossover film. Czym jest crossover film? Jest film akcji, romans, komedia, dramat... Ale czym jest film crossover, o którym ciągle mówimy? Myślę, że nic takiego nie ma. Nie istnieje nic znanego jako crossover film.
Ponieważ gdyby istniał, Hollywood, nasz bystrzejszy kuzyn, zacząłby już robić w Ameryce filmy crossover i podbijać indyjski rynek filmowy. Od lat filmowcy stamtąd próbowali pokazywać nam swoje filmy, jak to czynili na całym świecie, odnosząc sukces, ale nie do końca im się udało.
Szybko zdali sobie sprawę, że indyjski widz przyzwyczajony jest do pewnego rodzaju kina, które jest unikatowe dla Indii. Sentymentalizm, piosenki, dramatyzm... matka... To wszystko tworzy Bollywood i nie może być powielone w Hollywood. Szybko więc zdecydowali się wypuścić filmy, które nie skupiały się na dialogach, i zdubbingować je w językach indyjskich. Filmy, których Indusi nie mają ochoty oglądać, jeśli bohater z bohaterką nie tańczą.
A zatem gromadziliśmy się, by oglądać dinozaury, które nie tańczą, i dziewczyny z marines, które nie śpiewają, i mówią w bhojpuri i marathi. Musimy wziąć przykład z naszego mądrzejszego kuzyna, Hollywood, i przestać się upierać przy sprzedawaniu naszego snu jako trzygodzinnych, obciążonych przerwą propozycji kinowych, z nadzieją, że uda się im przekroczyć granice. Pozwólcie mi powiedzieć wyraźnie – ten pomysł nie wypali. Długość filmu powinna być wprost proporcjonalna do wytrzymałości ludzkiego pęcherza (Alfred Hitchcock).
Zamiast więc podążać za naszym pragnieniem do przekraczania granic, powinniśmy myśleć o globalizacji filmów bollywoodzkich, ponieważ to konieczność. A by to zrobić, potrzebujemy relacji na zasadzie: coś za coś z zachodnim kinem; szczególnie z Hollywood.

Jestem przekonany, że trzeba powitać u nas zachodnie filmy z otwartymi ramionami. Pozwólmy im cieszyć się korzyściami z tego powiększającego się rynku filmowego i telewizyjnego. Współpracujmy i pozwólmy im robić filmy tutaj, ponieważ jesteśmy tani. Nie w znaczeniu bycia tandetnymi, ale w znaczeniu porównania z kosztownymi filmami stanowiącymi trendy, które są tworzone w Hollywood. Te inwestycje nie będą ogromne według ich standardów, więc będą szczęśliwi, ponieważ nic nie przemawia do Hollywood bardziej niż pieniądze. Jestem pewien, że ich studia się zrewanżują i wszyscy, którzy będą chcieli, będą mogli tam pojechać i robić filmy w hollywoodzkim stylu, a my będziemy mieli wkrótce naszych ludzi pracujących w Hollywood.

W zamian, zamiast liczyć jedynie na inwestycje w nasze kompanie i filmy, pozwólmy uczyć się od nich trzech podstawowych umiejętności. Mówię – umiejętności, ponieważ uważam, że Bollywood jest opóźnione, jeśli chodzi o trzy bardzo ważne aspekty robienia filmów.
Tak, jakbyśmy byli zdolni ochronić naszych widzów przed oglądaniem innych filmów poza indyjskimi. Hollywood przyzwyczaiło cały świat do cieszenia się filmami oglądanymi w pewnym formacie. Musimy zrozumieć ten format i nie obstawać uparcie przy naszym sposobie narracji. I nie mam na myśli charakterystycznych dla naszych filmów historii.

Scenariopisarstwo w filmach bollywoodzkich. Im wcześniej indyjscy filmowcy zdadzą sobie sprawę, że pisanie scenariusza to nie sztuka, ale dziedzina nauki, tym szybciej nasze filmy staną się globalne. Hollywood może podzielić się z nami swoją wiedzą praktyczną.

Will Smith powiedział mi, że robi dwa filmy rocznie. Jeden z powodów artystycznych jako aktor, a drugi, żeby zagrać z większą gwiazdą niż on sam. Kiedy go zapytałem, kto nią jest, odparł, że efekty specjalne. To dziwne, że mamy największy rozwijający się przemysł związany z oprogramowaniem komputerowym na świecie i z jakiegoś powodu jesteśmy tacy opóźnieni w stosowaniu go w samych Indiach. Mamy środki, by kupować sprzęt, ale nie wyszkoliliśmy techników do jego obsługi. To jest ten wielki wkład, którego oczekujemy z Hollywood. Musimy wykształcić ludzi, którzy potrafią zrobić nasze własne, tańsze, lepsze, szybsze oprogramowanie do robienia filmów, i mieć wykwalifikowane zespoły i talenty zajmujące się efektami specjalnymi na miejscu. Jako że robienie tutaj filmów jest tańsze – pozwólmy sobie zaprosić naszych hollywoodzkich odpowiedników do pomocy w rozwijaniu tego przemysłu. Jeśli naprawdę chcemy być globalni, to jest najważniejsze kryterium. Popatrzcie na sukcesy hollywoodzkich produkcji, jeśli chodzi o blockbustery – jeśli nie wszystkie, to przynajmniej większość z nich ma w obsadzie większe gwiazdy niż Will Smith. To dotyczy nie tylko efektów specjalnych, ale technologii kręcenia filmu w ogóle.
Przestańmy puszyć się z dumy, bo usunęliśmy linki z „Harry’ego Pottera”, ze scen, w których latał. Zamiast tego zróbmy własnego „Hariego Puttara” albo coś innego. Nasza młoda publiczność zasługuje na to i pragnie tego. A jeśli wkrótce tego nie zrealizujemy, młoda widownia reprezentująca szybko rozwijające się, młode Indie, wkrótce przestanie oglądać nasze produkty. Ona ma teraz dostęp do światowej rozrywki z zasięgu rąk, jak dawniej miała cyrk. Nasze filmy ryzykują, że na wewnętrznym rynku staną się wkrótce pieśnią przeszłości. Zabrałem moje dzieci do Muzeum Historii Naturalnej, a one dowcipkowały z przyjaciółmi: „Nasz tata zabrał nas do cyrku martwych zwierząt”.

Trzecia z najważniejszych kwestii, które musimy zaadaptować z zachodnich filmów, to dyscyplina i organizacja, z jaką oni prowadzą swój biznes. To zorganizowanie istnieje już w innych dziedzinach przemysłu w Indiach, ale żałośnie go brak w przemyśle filmowym. Wymaga to oparcia naszego systemu dystrybucyjnego na ich modelu.
Inny najbardziej zasadniczy aspekt, który powinniśmy wziąć pod uwagę, związany jest z nauką marketingu filmów. To nauka, która czyni z rozrywki wydarzenie. Jeśli nasza branża ma się dobrze rozwijać także na rynku wewnętrznym, musimy nauczyć się sposobów sprzedawania naszych snów jak największej liczbie ludzi w jak najkrótszym czasie. To era szybkiej informacji, docierającej do odbiorców skupiających się na niej na bardzo krótko.

Chciałbym także dodać (na marginesie)., że jeśli rząd zacznie traktować kinematografię jak przemysł w tych bardzo wielu aspektach, tak jak to robi w stosunku do innych gałęzi przemysłu, to w bardzo dużym stopniu pomoże sprawie indyjskiego kina.

Dokonanie tego rodzaju wymiany idei i nauki z naszymi zachodnimi przyjaciółmi tylko wtedy będzie miało sens, jeśli będziemy się domagać używania ich szerokiej sieci dystrybucji na całym świecie. Oni też będą bardziej zaangażowani i zapaleni do uczynienia naszych filmów globalnymi przy naszym współudziale. W innym wypadku pozostaniemy tylko nowinką w kręgach festiwali filmowych. Przedmiotem podziwu i protekcjonalnego traktowania nad kilkoma lampkami wina. Jeśli po prostu ograniczymy się do użytkowania inwestycji pieniężnych z ich studiów [filmowych], sprzedamy się tanio – a tego, jak wszyscy wiemy, Indusi nie będą w stanie przeżyć.

Wiedza, że machina kina zachodniego może sprowadzić się do Bollywood, jest bardziej konieczna niż inwestycje już poczynione. Nadszedł czas symbiotycznej relacji, w której jedno i drugie będzie się karmić wiedzą, a nie tylko pieniędzmi. Kwestie ekonomiczne też się pojawią, ponieważ w efekcie światowa publiczność będzie częściej oglądać nasze filmy, a Indusi – częściej oglądać filmy zachodnie. .

Reasumując – przy tym wszystkim nie myślę nawet sugerować, że my sami pozbędziemy się tego, co znamy najlepiej. Uczenie się zachodniego stylu pisania scenariuszy i technologii nie oznacza utraty zasadniczych cech naszych opowieści. Musimy utrzymać naszą własną kinową odrębność. Nasza siła zawsze tkwiła w tym, że jesteśmy samowystarczalnym narodem z własną kinematografią. Także jednym z kilku narodów poza USA, który posiada system gwiazd w przemyśle filmowym. To nic złego.
Każda nacja, która nie ma silnego systemu gwiazd, przestaje być komercyjnie żywotna w dziedzinie robienia filmów. Nasze regionalne filmy w językach południowych, ostatnio kino bhojpuri czy marathi wystarczą, by utrzymywać wewnętrzną gałąź rozrywki i szeroki, tradycyjny rynek diaspory, ale jeśli nie wprowadzimy zmian w technologii, nauce marketingu i pisania, ten rynek się skurczy. Oto dlaczego bardziej potrzebujemy wiedzy Hollywood niż jego inwestycji finansowych.

Nasze filmy są jak my – dramatyczne, zabawne, nadwrażliwe i nigdy nie pokorne. Nasze unikatowe kino zawiera w sobie muzykę i piosenki, ale to nie musical, a dramat muzyczny. Gatunek samoistny. I pozwólcie mi powiedzieć znowu, że są romantyczne filmy, dramaty, filmy akcji; i dramat muzyczny jest akceptowany i oglądalny. Nie ma gatunku takiego, jak crossover. Obszczekujemy nie to drzewo, co trzeba. Zamiast tego współpracujmy ze wspaniałymi zachodnimi przyjaciółmi, by pomóc zachować naszą mocną, odmienną formę dramatu muzycznego, i sprawić, by wyruszyła w świat. Tylko jeśli będzie bogata w treść, to nawet przybrana w zachodnie szaty, odniesie sukces. Ale nigdy nie powinno stać się tak, że pójdziemy na kompromis odnośnie naszego rdzennego kontekstu; jeśli tak się stanie, zabijemy nasz własny rynek i romantykę indyjskiego snucia opowieści.

Zazwyczaj wszystkie te gospodarki, które traktowały technologię i naukę jako źródło swojego zasadniczego napędu, stawały się prekursorami na świecie. Ale technologia i nauka teraz są łatwo dostępne i będą się upowszechniały. To, co podniesie ekonomiczną wartość produktu, to siła umysłu. Kreatywność, wyobraźnia, empatia, estetyka. Jestem przekonany, że indyjskie historie mają to wszystko w nadmiarze, powinniśmy tylko uczyć się tak szybko, jak to możliwe.

Jutro jest najważniejsze. Doskonale, jeśli przybywa i oddaje się w nasze ręce. Istnieje nadzieja, że nauczyliśmy się czegoś od przeszłości. Wierzę, że indyjskie kino jest jutrem naszych czasów. Musimy się tylko nauczyć od bardzo doświadczonego i obfitego wczoraj zachodniego kina. A świat filmów będzie należał do naszych bardzo utalentowanych, młodych twórców. Z tym przekonaniem kończę cytatem z jednego z moich obrazów: „Film się jeszcze nie skończył, moi przyjaciele. To jeszcze nie koniec”. Dziękuję.
 

Tłumaczenie: GosiaJG

 
Shah Rukh Khan na IT Conclave 2011 - video z oficjalnej strony Conclave (9 części)
 
&
Shah Rukh Khan na IT Conclave 2011 - video z youtube.com - Część 1:
 
 
Część 2:
 

 
Część 3:
 
 
Część 4:
 
 


© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"