Przywrócić porządek strzaskanemu światu.
Autor: Gosia JG
Jeśli
wierzyć mediom, trzeci film Adityi Chopry powstał właściwie
przez przypadek. Shah Rukh Khan w jednym z wywiadów mówił:
„Ani ja nie planowałem pracować z Adityą Choprą, ani on nie
miał zamiaru kręcić filmu. To się po prostu zdarzyło.
Zrobiłem „Rab Ne...” tylko dlatego, że film Raju Hiraniego
został odwołany. Więc Adi przyszedł do mnie i powiedział, że
napisał w dwanaście dni scenariusz filmu i chce, żebym w nim
wystąpił. Zgodziłem się i film powstał w czterdzieści siedem
dni”.(1)
Aditya Chopra, starszy syn wielkiego Yasha Chopry, który
odcisnął wyraźne piętno na indyjskiej kinematografii,
stworzył własny, kopiowany przez innych styl, i można go bez
przesady uznać za żyjącą legendę – jest producentem,
scenarzystą, ale przede wszystkim znany jest jako reżyser
trzech filmów – „Dilwale Dulhania Le Jayenge” (1995), „Mohabbatein”
(2000) i „Rab Ne Bana Di Jodi” (2008).
Od zawsze chciał być reżyserem. Jak pisze Anupama Chopra:
„Aż do ósmego roku życia Aditya Chopra był przekonany, że
każdy na świecie robi filmy. (...) Wyrósł na chłopaka
upartego, skupionego i niezwykle ambitnego. Czasami się
jąkał i nie czuł się swobodnie przy obcych, ale mając
dziewięć lat, sam już układał historie. Podczas mahurat,
czyli pierwszego uroczystego klapsa filmu „Silsila” w 1980
roku, Aditya opowiedział swój pomysł na scenariusz Shabanie
Azmi. (...) Shabana, czołowa aktorka rozwijającego się
indyjskiego kina artystycznego, miała opinię nietuzinkowej
artystki i intelektualistki, ale to nie speszyło Adityi.
Opowiadał tak przejrzyście i z przekonaniem, że Shabana
powiedziała potem Javedovi Akhtarowi, że ten dzieciak będzie
kiedyś świetnym reżyserem”. (2)
Aditya zaczął jako „człowiek od wszystkiego” na planie filmu Yasha „Chandni” (1989). Kilka lat później to on podrzucił
ojcu pomysł nakręcenia filmu o obsesyjnym kochanku – ten
właśnie pomysł był początkiem filmu „Darr”. Po wielkim jego
sukcesie Yash zaproponował synowi, by ten sam nakręcił film.
Tak zaczęła się historia „Dilwale Dulhania Le Jayenge” –
obrazu, który zmienił oblicze indyjskiego kina, uczynił
megagwiazdami reżysera i aktorów występujących w rolach
głównych – Shah Rukha Khana i Kajol, i stał się najdłużej
pozostającym na ekranach filmem w dziejach indyjskiej
kinematografii (jest grany nieprzerwanie od premiery 20
października 1995 roku po dziś dzień w kinie Maratha Mandir
w Mumbaju).
Kolejny film w reżyserii Adityi Chopry, „Mohabbatein” z 2000
roku, nie był już ani takim sukcesem, ani tak ważnym
dziełem. Zawiódł w nim przede wszystkim scenariusz.
Kiedy okazało się, że Aditya będzie kręcił kolejny film, po
ośmiu latach od premiery „Mohabbatein” i po latach
zajmowania się tylko ich produkowaniem dla rodzinnej firmy
Yash Raj, od razu zaczęły się plotki i spekulacje dotyczące
treści. Informacja, że główną rolę zagra Shah Rukh Khan,
dodatkowo podgrzała atmosferę. Wieść o tym, że reżyser
poszukuje do głównej roli kobiecej nowej twarzy, przyczyniła
się do powstania plotki, że film będzie opowiadał o związku
młodziutkiej dziewczyny z dużo starszym od niej mężczyzną,
NRI, i będzie wersją historii o Pigmalionie. Niektórzy już
zaczęli odsądzać reżysera od czci i wiary, zgorszeni takim
pomysłem.
Aditya Chopra unika bycia osobą publiczną. Niewiele wiadomo
o jego życiu prywatnym, nie jest pożywką dla ciągle głodnych
plotkarskich mediów indyjskich. Nie bywa na premierach, nie
udziela wywiadów, unika fotografów. Podobno dlatego, żeby
pozostać anonimowym i móc bez problemu oglądać filmy podczas
zwykłych piątkowych premier – nie na specjalnych pokazach z
udziałem gwiazd. Aditya jest maniakiem kina. Anupama Chopra
pisze: „W bollywoodzkim slangu stał się tym, co nazywa się
„widzem pierwszego spektaklu pierwszego dnia”. Od 1989 do
1991, Aditya prowadził dziennik tych seansów. (...)
Zawierały tytuł każdego filmu, który widział Aditya, dochody
z pierwszego tygodnia wyświetlania, rezultaty kasowe w
następnych tygodniach, przewidywania box-office i prawdziwe
wyniki. Zbierał też recenzje i typował zwycięzców box-office.
Na koniec roku Aditya sprawdzał, jak trafne były jego
przewidywania. Miał rację w 80 procentach przypadków. (...)
Nie był wybrednym widzem. Konsumował, co Bollywood
zaserwowało, od filmów klasy C, jak „College Girl” z1991 (w
recenzji napisał, że to „zwyczajowa opowieść o gwałcie i
zemście”), do gwiazdorskich filmów klasy A”. (3)
Podobno nikt nie zna Adityi Chopry, a Shah Rukh Khan
twierdzi, że gdyby nagle się okazało, iż to artystyczny
przydomek Yasha i Adi tak naprawdę nie istnieje – nie byłby
zdziwiony. Ale trzeba nie mieć pojęcia o kinie tego twórcy,
by podejrzewać, że nakręci on opowieść pozbawioną smaku.
Aditya nie należy do reżyserów łamiących obyczajowe bariery,
nowatorskich w zakresie treści. Jak sam przyznaje – dla
niego ważne jest przede wszystkim snucie historii. Potrafi
„wycisnąć” maksimum z wykorzystywanego wiele razy schematu i
poprzez lekkie przestawienie akcentów stworzyć coś
przykuwającego uwagę i fascynującego. Jego dotychczasowe
filmy to potwierdzają. To opowieści nowoczesne w formie,
świetnie zrealizowane pod względem technicznym – i bardzo
tradycyjne pod względem prezentowanego systemu wartości.
Społeczeństwo indyjskie zorganizowane jest zgodnie z
zasadami dharmy. „Dharma to właściwe postępowanie, prawość,
wypełnianie obowiązku”. Każdy człowiek istnieje przede
wszystkim jako jednostka społeczna. „Prawo jednostki do
odrębności praktycznie nie istniało (...) obowiązek
społeczny jest obowiązkiem jednostki; dobro społeczne jest
jego dobrem. Cele jednostkowe i społeczne zlewają się w
jedno. Taka idea życia zakłada zaprzeczenie praw naturalnych
w kształcie znanym w nowożytnej Europie”. (4)
Istotną rolę w tak zorganizowanym społeczeństwie odgrywa
rodzina. „(...) stanowiła najmniejszą, choć niewątpliwie
najważniejszą komórkę społeczną. Przez zasady, jakim była
podporządkowana, wywierała ona bezpośredni, ogromny wpływ na
jednostkę, określając jej postępowanie nie tylko w sferze
codziennych obowiązków, lecz w całym przebiegu życia”. (5)
„Dominującą formą indyjskiej rodziny była duża rodzina
wielopokoleniowa, mieszkająca wspólnie pod jednym dachem.
(...) Swoim członkom duża rodzina niewątpliwie dawała
poczucie bezpieczeństwa i emocjonalny luksus, wynikający ze
świadomości przebywania w środowisku uporządkowanym. Do
dzisiejszego dnia duża rodzina jest podstawową formą
organizacji społecznej w Indiach”. (6)
We współczesnym świecie, przede wszystkim w obrębie klasy
średniej, rodzina zostaje poddana presji i następuje w wielu
wypadkach jej upadek. Poczucie przynależności do większej
całości staje się niejednokrotnie mniej istotne niż
realizacja własnych ambicji. Często trudno jest pogodzić
dążenie do osiągnięcia indywidualnego sukcesu z tradycyjnymi
wartościami. Kinematografia jednak zachowuje status quo.
Rodzina wielopokoleniowa nadal jest tu niewzruszonym
gwarantem istnienia i przekazywania z pokolenia na pokolenie
niezmiennych prawd W takiej rodzinie każdy zna swoje miejsce
i wie, jakie obowiązki powinien wypełnić. Szczególnie ważne
jest to w sytuacji bycia NRI, czyli Non Resident Indians –
Indusów mieszkających poza granicami ojczyzny.

Aditya Chopra w swoim najnowszym filmie, „Rab Ne Bana Di
Jodi”, pokazuje dekonstrukcję porządku świata, spowodowaną
tragedią. Aby przywrócić równowagę i ustalone wartości,
należy przywrócić porządek światu. I to jest to, czym – w
przewrotny sposób – będzie się zajmował główny bohater
filmu.
Najpierw jednak warto przyjrzeć się sposobowi stworzenia
innych istotnych postaci, które oprócz fabularnej biografii
przynoszą ze sobą bogactwo skojarzeń i odwołań.
Dekonstrukcja, a wręcz katastrofa – następuje już w
pierwszych minutach filmu. Młoda dziewczyna dowiaduje się,
że autobus wiozący jej narzeczonego i jego rodzinę miał
wypadek. Nikt nie przeżył. Ojciec dziewczyny po tej
informacji doznaje poważnej zapaści zdrowotnej.
Ojciec w strukturze indyjskiej rodziny jest postacią
niezwykle znaczącą. „Wszyscy członkowie rodziny
przestrzegali tych samych przepisów i byli posłuszni
wyłącznej władzy „pana domu”. Ten ostatni był zarazem ojcem,
zarządcą i kierownikiem duchowym owej małej społeczności.
Rządził swą rodziną tak jak król państwem. (...) Dla
omówienia wspólnych spraw „pan domu” zwoływał narady
rodzinne, przy czym ostateczna decyzja zawsze należała do
niego”. (7)
Indyjskie kino niezwykle często odwołuje się do takiego
właśnie postrzegania postaci ojca. Taką tradycyjną postać
pokazują również dwa pierwsze filmy Adityi Chopry.
W „Dilwale...” surowy i stojący na straży tradycyjnych
wartości Baldev Singh jest przeciwstawiony lekkoduchowi
Dharamveerowi Malhotrze, ojcu Raja. Jednak ojciec chłopaka
jest postacią przede wszystkim o wymiarze komediowym. W „Mohabbatein”
z kolei surowy dyrektor szkoły Narayan Shankar sprawuje rząd
dusz nad życiem i przyszłością chłopców uczęszczających do
Gurukul. Ten pierwszy ukazany został przede wszystkim w
środowisku domowym, ten drugi – jako realizujący się w pracy
po rodzinnej tragedii. Ale obaj są mężczyznami, którym nikt
się nie sprzeciwia. I obu zagrali aktorzy kojarzeni z rolami
władczych, nieustępliwych bohaterów – odpowiednio Amrish
Puri i Amitabh Bachchan.
Ojciec ukazany w „Rab Ne Bana Di Jodi”, postać epizodyczna,
ale jednak istotna w strukturze filmu i mająca duży wpływ na
układ zdarzeń w opowiadanej historii – jest nieco inny.
Wykształcony, podobnie jak Narayan Shankar – nie narzuca
jednak, jak on, swojej woli córce. W przeciwieństwie do
Narayana i Baldeva – pozwala jej na samodzielne wybranie
sobie męża i na małżeństwo z miłości – co nawet we
współczesnych Indiach nie jest zbyt częste. Internetowe
statystyki wskazują, że 90-95% małżeństw w Indiach nadal
jest aranżowanych. Z drugiej jednak strony – podobnie jak
ojcowie z „Dilwale...” i „Mohabbatein” – mimo że sam
umożliwia córce wykształcenie, nie postrzega jej inaczej niż
w ramach typowej struktury rodzinnej. W taki sposób
skonstruowany jest przecież świat, w którym każdy doskonale
zna swe miejsce. Dzięki temu świat ten trwa od wieków.
Córka – kolejna postać, której warto się przyjrzeć w
odniesieniu do tradycyjnego modelu rodziny, powielanego w
kinie indyjskim – w żaden sposób nie dąży do samodzielności.
W „Dilwale...” Simran nie buntuje się przeciw temu, że
ojciec wybrał jej męża. Prosi go tylko o jeden miesiąc
„wolności”, by móc przed zamążpójściem „zobaczyć trochę
świata”. Z fabuły „Rab Ne Bana Di Jodi” wynika, że Taani
także była przede wszystkim przygotowywana do roli
„indyjskiej żony”. Pozostaje w domu, przygotowuje mężowi
posiłki, prosi go o pozwolenie na udział w kursie tańca.
Jest to zapewne wynikiem wychowania, świadomości społecznych
powinności, o których była mowa wcześniej. Powinnością córki
jest być posłuszną ojcu i jego decyzjom. Dlatego nie powinna
dziwić postawa Taani, która po śmierci swego ukochanego
zgadza się na prośbę umierającego ojca, pragnącego, by
wyszła za mąż za jego dawnego ucznia, Surindera Sahniego.
Według słów ojca – nie mają oni nikogo innego, kto byłby im
bliski. Taka okoliczność jest oczywiście równie nietypowa
dla indyjskiego społeczeństwa, jak korzystna z punktu
widzenia scenariuszowego. Sytuacja kobiety pozbawionej
opieki męskiej jest w tradycyjnym indyjskim społeczeństwie
nie do pozazdroszczenia. Kobieta całe życie podlega
mężczyźnie – najpierw rodzicowi, potem mężowi, a po jego
śmierci – synom. Jest to odwieczne prawo, zapisane w
starożytnych kodeksach:
„W dzieciństwie pod władzą ojca
Pozostaje, a w młodości
Tego, kto rękę dostał.
Gdy zaś męża już nie stanie,
Wtedy synom ma podlegać. (8)
Ojciec Taani kieruje się więc dbałością o dobro i
bezpieczeństwo córki po jego śmierci. A młoda dziewczyna
bardzo dojrzale i w przemyślany sposób ocenia swoją
sytuację.
Porządek zostaje także naruszony w momencie, kiedy Taani
rozmawia ze swoim świeżo poślubionym mężem i mówi, że nigdy
go nie pokocha. Jej zachowanie odsuwa także na czas
nieokreślony możliwość fizycznego dopełnienia związku.
Według kodeksów starożytnych obowiązkiem żony jest kochać
męża. „Ich przeznaczeniem – uznawanym przez Manu za jedyne
naturalne i właściwe – było zamążpójście i dbałość o męża i
dzieci”. (9)
Dodatkowym elementem „zakłócenia” jest zestawienie słów
bohaterów z ich wiekiem i doświadczeniem. Taani jest
ewidentnie sporo młodsza od męża – ale w kwestiach
uczuciowych ma więcej do powiedzenia. Erotycznie – nie,
Aditya Chopra stawia ją w rzędzie swoich dziewiczych
bohaterek. Przeżyła jednak wielką miłość zakończoną
tragedią. To z pewnością dało jej poczucie niepewności
wszystkiego na świecie. Spowodowało, że życie nabrało też
gorzkiego smaku.
Mężczyzna jest w „Rab Ne Bana Di Jodi” postacią, którą można
postrzegać dwojako. Z jednej strony jest bardzo tradycyjnym
mężczyzną, niewyróżniającym się spośród innych
przedstawicieli klasy średniej. Jest pobożny – film pokazuje
go kilkukrotnie modlącego się w Złotej Świątyni. Skończył
studia, pracuje w przedsiębiorstwie energetycznym, na
stanowisku państwowym, zarabia na tyle dobrze, by utrzymać
dom, będący zapewne spadkiem rodzinnym. Także i w jego
przypadku nie mówi się zbyt wiele o rodzinie, i on jest jej
pozbawiony, a poza znajomymi z pracy i przyjacielem,
ekscentrycznym fryzjerem, nie ma nikogo bliskiego. Bardzo
możliwe jest, że został osierocony w bardzo młodym wieku.
Był na tyle duży, by zapamiętać wartości przekazywane przez
rodzinę – i na tyle mały, że nie został wyswatany. Wychowany
był w tradycyjnym zapewne domu, w świecie, w którym istniał
wyraźny rozdział płci w codziennym życiu. Nie dziwi zatem
jego nieśmiałość i jakikolwiek brak doświadczenia w
kontaktach z kobietami. W sprawach uczuciowych, w porównaniu
z żoną jest nowicjuszem – czego zresztą nie kryje. Od
chwili ożenku utrzymuje żonę, zarabia na rodzinę. Zgadza się
jednak na warunki żony – i to jest zupełnie nowe spojrzenie.
Przyjmuje do wiadomości fakt, że Taani go nie kocha.
Postanawia jej dać tyle czasu, ile będzie ona potrzebować,
na oswojenie się z nową sytuacją. Zgadza się na odsunięcie w
czasie (nie wiadomo, na jak długo) bliskości fizycznej.
Harmonia świata zostaje zakłócona. Należy ją przywrócić.
Jak? Przedstawione metody mogą się wydawać nieodpowiednie,
ale są dopuszczalne – bo trzeba tenże świat wszelkimi
sposobami z powrotem umieścić w tradycyjnych koleinach. A
przecież i tak nastąpiła jego dekonstrukcja. Co nie znaczy
oczywiście, że spowodowała przesunięcie w stronę anarchii.
Surinder staje się Rajem – hałaśliwym, „trendy” aż do
przesady, ocierającym się bardzo często o kicz flirciarzem –
ale o złotym sercu. Przesadnie obcisłe dżinsy, buty z
czubem, nastroszona fryzura, tandetne teksty „na podryw”.
Raj jest karykaturą „metroseksualnego macho”. Ale jaki ma
być? Wzorzec męskości, nowoczesny w opozycji do „starego” i
mało przebojowego Suriego, przefiltrowany jest przez
osobowość jego przyjaciela, Bobby’ego Khosli, który co
prawda jest ciepłym, wspaniałym facetem, ale jego gusta są
dość prowincjonalne – i pretensjonalne.
Działanie bohaterów sankcjonuje Bóg, przywoływany kilkakroć.
To Bóg pozwala niejako, by w świecie pozbawionym równowagi
doprowadzić do jeszcze większego zamieszania – po to, by
ostatecznie przywrócić harmonię i ład. To dzięki niemu
karkołomna przebieranka nie wymknie się spod kontroli – mimo
że chwilami będzie się wydawało, że tragedia jest o
milimetr. Bo przecież to oczywiste, że w pewnej chwili Taani
zacznie się zakochiwać w Raju. Raj, schowany za kolorowymi
szkłami okularów przeciwsłonecznych, mówi do Taani tak, jak
Suri w swej nieśmiałości nigdy by się nie odważył. Ogląda ją
z bliska, tańczy z nią, dotyka jej. Suri patrzy na żonę
zazwyczaj z drugiego końca kilkumetrowego stołu jadalnego.
Raj rozmawia z Taani o jej marzeniach, potrzebach, słucha
jej – a ona mówi mu o rzeczach, o których Suri nie ma
pojęcia. O tym, że mąż kocha Taani, wie widz. Ona tego nie
wie, bo Suri w żaden sposób tego nie okazuje. Taani może
wierzyć, że to dobro, które jej wyświadcza, wynika z jego
charakteru. Jest nieśmiały i nie ma pojęcia o uwodzeniu
kobiety. Kojarzy jej się z najgorszym dniem jej życia –
kiedy straciła ukochanego narzeczonego. Młoda, energiczna
Taani widzi Suriego w domu, podczas posiłków, przy
komputerze. Wydaje się dość nudny. Nie bawią go filmy, na
których ona się śmieje. Widać między nimi różnicę pokoleń.
Ale Bóg nie pozwoli, by tragedia się dopełniła.
Jedną z kluczowych scen jest ostatnia z trzech
rozgrywających się w Złotej Świątyni w pendżabskim
Amritsarze. To najświętsze miejsce dla wyznawców sikhizmu,
sanktuarium zbudowane w centrum Starego Miasta na wyspie
otoczonej wodami świętego jeziora Amrit Sarovar.
Raj, wcześniej rozmawiając z Taani, mówi jej, że się
zakochał, bo zobaczył w niej Boga, ona jest jego odbiciem.
Nie oczekuje wzajemności. Chce, by Taani też w kimś kiedyś
ujrzała boskie odbicie. Miłość Suriego/ Raja ma taki wymiar,
że najlepiej oddaje ją tekst z zupełnie innego kręgu
kulturowego – Pierwszy List Św. Pawła do Koryntian:
„Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
(...)
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma”.
To miłość całkowicie pozbawiona egoizmu – chociaż przecież
niepozbawiona pragnień. Uczucie do Taani nie ma charakteru
braterskiego. To dlatego Raj tak bardzo nie chce zawiązać
dziewczynie rakhi na nadgarstku. Ale ona mówi mu gorzko, że
w nikim Boga nie widzi. Jej modlitwa w świątyni to prośba
właśnie o to – o możliwość dostrzeżenia Boga w czyjejś
twarzy.
I Bóg na to pozwala. Bo świat roztrzaskany w kawałki, świat,
w którym nastąpiło zamieszanie – musi wrócić do normy. Taani
dostrzeże więc odbicie Boga w swoim niepozornym mężu. W
świątyni po raz pierwszy dotyka stóp Suriego. Ten gest
wyrażający szacunek wobec człowieka, od którego jeszcze
kilka dni wcześniej pragnęła uciec – pokazuje zmianę w
sposobie postrzegania przez nią świata.
Dekonstrukcja nie przyniosła tragedii, ale – paradoksalnie –
pozwoliła na powrót do harmonii. Oboje – Suri i Taani –
nauczyli się czegoś o sobie. Ona dostrzegła, że jej mąż jest
nie tylko safandułowatym, nudnym urzędnikiem. Bo czy kogoś
takiego byłoby stać na szaleństwo stania się Rajem? A przede
wszystkim przekonała się, że Suri kocha ją tak, jak o tym
marzyła; że potrafi poświęcić dla niej wszystko. On
zobaczył, że Taani to nie tylko posłuszna „indyjska żona”.
Kłębią się w niej emocje, okazuje się, że prowadzi motocykl,
tańczy, jest „charakterna” i pełna życia.
Nietradycyjne (czy wręcz: wywrotowe) sposoby służą temu, by
przywrócić tradycyjny porządek Tradycyjne małżeństwo, w
którym mąż i żona będą się kochać – i wypełniać swe
powinności.
Bo przecież Aditya Chopra nie łamie reguł. Snuje historie,
które wciągają i pozostają z widzem na długo. Coraz bardziej przemyślane i w pełni dojrzałe. Jak „Rab Ne Bana Di
Jodi”.
(1) S. Khan, Adi napisał scenariusz „Rab Ne
Bana Di Jodi” w 12 dni i chciał, żebym w nim zagrał.
Zgodziłem się. Rozmowę przeprowadził Devansh Patel,
bollywoodhungama.com, 11grudnia 2008, tłum. Mowilka
(2) A. Chopra, Dilwale Dulhania Le Jayenge,
British Film Institute 2002, rozdział 2, tłum. Mowilka
(3) A. Chopra, ibidem
(4) K. Dębnicki, Konflikt i przemoc w
systemie politycznym niepodległych Indii, Warszawa 2006, s.
53
(5) J. Auboyer, Życie codzienne w dawnych
Indiach, Warszawa 1968, s. 167
(6) K. Dębnicki, op.cit., s. 54
(7) J. Auboyer, op.cit., s. 169-170
(8) Manu Swajambhuwa, Manusmyrti czyli
Traktat o Zacności, Warszawa 1985, [cyt. za:] A. L. Basham,
Indie, Warszawa 1964, s. 234
(9)
A. Sieklucka, Równouprawnienie kobiet w sikhizmie, s. 78,
[w:] D. Chmielowska i in. (red.), Być kobietą w Oriencie,
Warszawa 2008
© Tekst chroniony prawem autorskim.
Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
Więcej informacji w dziale "strona"
>> przeczytaj o filmie w dziale filmografia
>> przeczytaj wywiady z SRK
>> zobacz galerię zdjęć z filmu