w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

o filmach

   - Asoka

   - Devdas

   - Don

   - Dilwale Dulhania Le Jayenge

   - Koyla

   - My Name is Khan

   - Rab Ne Bana Di Jodi

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Dilwale Dulhania Le Jayenge

autorka: Anupama Chopra British Film Institute 2002

 
Rozdział VI
Tradycja i nowoczesność, strach i ukojenie

W DDLJ stało się tak, że wybitny talent trafił na najwłaściwszy czas. Bardzo skomplikowanej epoce zaproponował nieskomplikowane rozwiązania. W latach 90 Indie doświadczyły zawrotnej galopady zmian. Młode pokolenie w niespotykanej dotąd skali zetknęło się z zachodnią kulturą i wartościami, a niektórzy założyli kurtki Harleya Davidsona i przejęli modny slang, kompletnie niezrozumiały dla ich rodziców. Rodziny stanęły w obliczu konieczności podjęcia pracy przez oboje rodziców, niezadowolenia kobiet i ich dążenia do autonomii, rozwodów.
Seksualność została wydobyta z zakurzonej indyjskiej szafy. Nastąpił istny zalew wymuskanych, półnagich ciał, magazyny, nawet tak szanowane jak Filmfare czy Femina, klipy muzyczne i filmy wciąż przesuwały granicę tego, co dopuszczalne. Nagle Indusi klasy średniej zaczęli masowo dyskutować o swoich dewiacjach i pragnieniach w prasie i telewizji. Telewizyjne sitkomy oglądane przez gospodynie domowe jak Indie długie i szerokie, mówiły o pozamałżeńskim seksie i cudzołóstwie. Indusi jakby nagle chcieli powiedzieć pełnym głosem, przynajmniej na małym ekranie i w czasopismach, że uprawiają seks i to nie zawsze w małżeńskiej odmianie. I rzeczywiście, pokolenie nastolatków z wielkich metropolii - Mumbaju, Delhi i Kolkatty angażowało się w aktywność seksualną z tym samym zamiłowaniem, jakie zapewne prezentowali ich rówieśnicy z Nowego Jorku czy Paryża. (Artykuł Vijaya Junga Thapy i Sheeli Raval, w „India Today” (21 wrzesień 1998) pt „Sex: wczesne przebudzenie” prezentuje wyniki badań rejestrujących wzrost aktywności seksualnej indyjskich nastolatków. Podano w nim dane Ministerstwa Zdrowia dotyczące stanu Maharashtra z 1997, odnotowujące, że 21, 7 procent wszystkich aborcji – czyli ponad 41.000 przypadków, dotyczyły dziewcząt poniżej 15 roku życia – przypisek A.Ch)
Wszystkim tym tendencjom i zmianom towarzyszył wzrost wszelakich fundamentalizmów, szczególnie okrzepnięcie i tak potężnej indyjskiej prawicy, która definiowała „kulturę indyjską” w wyjątkowo ciasny sposób. Problem tego, co jest czysto indyjskie, a co jest obcą inwazją lub neokolonializmem stał się nieustającym tematem publicznych dyskusji w ostatnich latach. Większość tych debat krążyła wokół kobiet i ich ciała, wokół tego, co stanowi „Bhartyia Nari”, czyli cnotliwą niewiastę indyjską.
Indie jako takie często przedstawiane są pod postacią „Bharat Mata”, czyli Matki Indii, która jest ubrana na biało i nieposzlakowanie cnotliwa. Politycy często mówią społeczeństwu, że cnota i honor „Bharat Mata” muszą być chronione. Ta współczesna Matka Indie nie przypomina innych, starszych bogiń z hinduistycznego panteonu, spośród których większość to postaci niedwuznacznie seksualne i absolutnie autonomiczne w swoich działaniach. Są one niezależne, a czasami dysponują przerażającymi mocami. Nie potrzebują żadnej ochrony, właściwie to one chronią bogów – mężczyzn przed tym czy innym demonem.
Osią konfliktu w DDLJ jest Simran i to, jaki ma być jej los. Twórcy filmu demonstrują bolesne zrozumienie frustracji i pragnień jego bohaterek. Jednakże stanowczo i bardzo zręcznie odmawiają oni przyznania Simran prawa do działania, do jakiejkolwiek aktywności w swojej własnej sprawie. Po pierwszym odruchu i chęci ucieczki, czeka ona w ciszy na wynik potyczki między jej ojcem, a ukochanym, która zadecyduje o jej szczęściu, a na koniec przechodzi spod jednej męskiej kurateli pod drugą. W drugiej części filmu staje się zadziwiająco cicha i spokojna, kamera najczęściej pokazuje ją siedzącą, nieruchomą, podczas, gdy machinacje Raja i ślubne przygotowania kłębią się wokół niej. Staje się, w miarę rozwoju opowieści, coraz bardziej pasywna. I pozostaje, aż do końca, dziewicą.
Dialog pomiędzy nowoczesnością a tradycją w Indiach ( i w Londynie także) pozostaje otwarty. Indusi nie chcą wyrzucać przeszłości na śmietnik, ale chcą także tego, co współczesne, nowe, są bardzo kreatywni jak chodzi o techniki łączenia tych dwóch światów, ale podczas tego procesu nie brakuje bólu, porażek, strat. Realne odpowiedniki Rajów i Simran angażują się codziennie w swoją walkę i tworzą nowe rozwiązania i kompromisy, żeby móc stawić czoła wyzwaniom autonomii, seksualności, własnej odrębności. Indusi są oczywiście Indusami na różne sposoby, naród biliona ludzi, w obrębie którego spotyka się dziesiątki języków, plemion i kultur, nie może mieć jednej prostej i wąskiej definicji tego, czym jest charakter narodowy. Jak pokazuje DDLJ, można być Indusem w kurtce Harleya Davidsona tak samo, jak Indusem w dhotti. Jak mówi piosenka, to „dil” (serce) o tym decyduje, a nie japońskie buty. Ale serce, które staje przed tymi problemami musi być śmiałe, zdolne do nadzwyczajnej szlachetności i ogromnych zmian, nawet kosztem własnej integralności.
DDLJ zmaga się z tymi najważniejszymi kwestiami, a rozwiązania, jakie oferuje, są zadziwiająco konserwatywne, szczególnie w założeniu, czego chcą lub oczekują kobiety. Filmowa Simran jest „Bhartyia Naris”, która nikomu nie zagraża, a już najmniej tym strukturom, które utrzymują jedność jej rodziny. Film wydaje się sugerować, że te wielkie batalie o przedefiniowanie pojęcia indyjskości, integralności jednostki, charakteru narodowego, można łatwo rozwiązać, jeśli będzie się właściwie kontrolować kobiety oraz ograniczać ich seksualność. A paradoksalne jest to, że oczywiście współczesne kobiety są dalekie od poddania się jakiejkolwiek kontroli czy ograniczeniom. (Artykuł Shefalee Vasudev, „Tylko sex, poproszę”, który ukazał się w India Today 27.05.2002, traktował o kobietach z ośrodków miejskich mających „związki ograniczające się do seksu”. 27-letnia pani inżynier pochodząca z Bangalore, Simi Chandran, mówi w nim, „Czemu z seksu robi się taka wielka sprawę? Jeśli podchodzisz do tego jak należy, masz z tego dużo przyjemności i jak czekolady – chcesz więcej” - przypisek A.Ch)
I być może w tym właśnie tkwi wielkie pocieszenie, jakie proponuje DDLJ. Oferuje on każdemu, zarówno kobietom jak mężczyznom, którzy stają w obliczu przerażających niepewności nowej wolności i nieprzewidywalnej przyszłości, wizję współczesności, która łączy w sobie stabilizację dawnego porządku i nęcące możliwości nowego. DDLJ napełnia nas nostalgią na myśl o możliwości takiej przyszłości, w której Baldev i Raj, Simran i Lajjo mogą egzystować obok siebie bez bezpowrotnego ranienia niczyich uczuć, bez złamanych serc, bez rozłamów i rozlewu krwi, a szczególnie, bez jakiegokolwiek nieusankcjonowanego seksu.
Właściwie nieistotne jest, że taka idealna teraźniejszość właściwie nie istnieje. Kino Adityi Chopry i jego kolegów po fachu: Sooraja Batjatyi i Karana Johara, pokazuje życie nie takim, jakie jest, ale takim, jakie powinno być. Filmy indyjskie z góry są oskarżane o eskapizm, ale wiele indyjskich śpiewanych i tańczonych obrazów pokazuje twardą rzeczywistość pełną przemocy, korupcji i zwątpienia. Ale DDLJ i podobne mu filmy kreują błyszczący, doskonały świat, w którym nie ma upału, kurzu, szczurów i tłumu na ulicach.
Te filmy, które cieszą przebogatymi, pięknymi, przestrzennymi dekoracjami, zagranicznymi plenerami, opisywane są czasami jako „epickie”. Są one epickie w najbardziej powierzchownym sensie, w takim, że kreują bohaterów większych niż życie, którzy egzystują w idealnych krajobrazach, ale starannie unikają podstawowego aspektu epickości, czyli głębokiego poczucia tragedii i wstrząsającego spektaklu o jednostkach uwikłanych tragicznie przez czas i miejsce. Niezależnie od pewnej magiczności, dawne filmy były nieubłaganie realistyczne. Ale nowe pokolenie neokonserwatywnych twórców nie jest zainteresowana tym rodzajem epickiego realizmu. Oni oferują przyjemne, łagodne przekonanie, ze – przynajmniej przez kilka godzin – ze światem i Indiami wszystko jest w porządku. I być może tego przekonania wszyscy potrzebujemy, zwłaszcza tu, w Indiach.
Na ironię zakrawa fakt, że filmy te nakręcili młodzi i inteligentni mężczyźni, którzy doskonale znają rzeczywistość świata, w którym wyrośli oraz złożoność – społeczną i seksualną własnego życia. Poprzednia generacja reżyserów indyjskich robiła filmy, które kwestionowały przynajmniej niektóre aspekty status quo, krytykowały ustrój polityczny, poślednią pozycję kobiet, zasady rządzące społeczeństwem. Niektórzy nawet borykali się z problemem seksualności. W wielu wczesnych filmach Yasha Chopry jak w „Dhool Ka Phool”, „Kabhi Kabhie” i „Trishul” (1978) jednym z bohaterów jest nieślubne dziecko. Lecz w zawrotnej atmosferze lat 90 ogromna grupa reżyserów wydawała się chcieć powrotu do Indii, jakich nigdy nie było. Może właśnie dlatego ich filmy odniosły tak oszałamiający sukces.
Przynajmniej na dużym ekranie, w rytualnej przestrzeni sali kinowej, indyjska publiczność wydaje się chcieć pokazania jej takiej kultury, która daje ciepłe pokrzepienie, uspokaja. Szczególnie aktorki proszone są często o sportretowanie na ekranie cnotliwej „Bhartyia Naris”. A zabawne jest to, że plotkarskie magazyny w rodzaju Stardust regularnie zamieszczają długie artykuły o rozkosznie nie-cnotliwych działaniach członków branży filmowej obojga płci. Czytelnicy tych magazynów, jak Indie długie i szerokie, a także na całym świecie, prowadzą równie skomplikowane i trudne życie, jak ci wszyscy „filmowi ludzie” o których przed chwila czytali. I przynajmniej do dziś, wszyscy ci czytelnicy są skłonni zapłacić 30 rupii za 13 rupiowy bilet, żeby uczestniczyć w prostolinijnym spektaklu. Tu już nie tylko „eskapizm” – realizm nigdy nie zniknął kompletnie z indyjskiego kina, ale konieczne szukanie pocieszenia, zbiorowe wyrażenie nadziei. A poza tym – ma się kawał nadzwyczajnej rozrywki.
Ostatecznie, nikt, nawet po tylu latach, nie może w pełni satysfakcjonująco wyjaśnić, czemu DDLJ ciągle przyciąga publiczność. To mistrzowsko zrealizowany film, w którym spotkali się fantastyczny reżyser i utalentowana ekipa. Jego sceny są zaskakujące i świeże, film jest emocjonujący, poruszający i bardzo rozrywkowy. Reżyser DDLJ zna od podszewki język filmów hindi i używa chwytów tego kina w wyrafinowany i twórczy sposób. Aditya zaczął uczyć się kina indyjskiego kiedy tylko nauczył się patrzeć i słuchać, a wraz z DDLJ pokazał się jako godny dziedzic własnego ojca i całej jego tradycji.
Shah Rukh Khan uważa, ze nie da się zanalizować magii DDLJ. Na plakacie z filmu, który wisi w biurze Adityi widnieje dedykacja napisana jego ręką:

Kochany Adi,
dużo ponad połowę mojej kariery temu, dałeś mi marzenie, które napełniło radością całe moje życie. Obejrzą je moje dzieci, wnuki będą zachwycone, a jestem pewien, że i w niebie grają nasz film – więc moi rodzice też go widzieli. Dzięki, że zabrałeś mnie do nich i zrobiłeś ze mnie gwiazdę, jaką jestem dzisiaj. Przesyłam ci wiele miłości i dalej, stwórzmy razem jeszcze jakieś marzenia. Niech Cię Bóg błogosławi
Shah Rukh

Siedem lat później, DDLJ wciąż zaprasza: „Zakochaj się”.


Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"

>> przeczytaj o filmie w dziale filmografia
>> zobacz galerię zdjęć z filmu