w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

"Jestem schizofrenikiem na wolności"

Artykuł-wywiad dla Times of India - 11 listopada 2008r.
Autor: Mark Manuel


Pożegnawszy ostatnich gości i położywszy dzieci do łóżek, może w końcu usiąść ze mną przy kawie i papierosie. Po domu chodzi zwykle w dopasowanych, nisko skrojonych jeansach, znad których zawadiacko zerkają na mnie jego bokserki. Do tego dochodzi luźny t-shirt i wygodne tenisówki. Ale w końcu jest we własnym domu! A ja razem z nim w jego salonie.

Salon, urządzony ręką Gauri Khan, swoją wielkością, wyposażeniem, kolorystyką i innymi gadżetami dosłownie zapiera dech w piersiach. Jest wprost spektakularny i zdumiewający. Shah Rukh i dzieci mają absolutny zakaz wygłupiania się w tym miejscu. „Ale kiedy Gauri nie ma w pobliżu, robimy dokładnie wszystko, na co mamy ochotę, pozwalamy nawet psu się wysiusiać.” – śmieje się, zwężając figlarnie oczy w szparki i racząc mnie swoim słynnym, szerokim uśmiechem.

Podczas tej godziny, przez którą miałem jego uwagę na wyłączność, cały czas był maksymalnie skupiony na rozmowie, a jego szybkie i błyskotliwe riposty były cięte jak nóż. Gdzieś w głębi rezydencji jego osobisty trener Prashant ucinał sobie drzemkę. Shah Rukh, jeśli czuł taką potrzebę – mogło to być nawet o drugiej w nocy – budził go i razem ćwiczyli przez około 35 minut. „Lubię się spocić” - powiedział mi – „jeśli trenuję, to bez przerw, nie ma tu miejsca na odpoczynek, czy muzykę. Chyba łatwo to pojąć – po prostu wykonuję partię ćwiczeń, biorę kąpiel, potem sobie coś przekąszę.”

Ale nie rozmawiamy o ćwiczeniach, ani o filmach, ani nawet o Salmanie Khanie. Rozmawiamy o Shah Rukhu. Zaskoczył mnie, mówiąc: „Jestem schizofrenikiem na wolności. Mam w sobie dwóch ludzi, Shah Rukha 1 i 2. Jeden pracuje dla drugiego. Facet, dla którego pracuję, jest ogromnym farciarzem w życiu – ale nie jest mną. Ludzie mówią, że ja odgrywam Shah Rukha Khana. Że moje role są drogą do ostatecznego końca. Bzdura. Moja praca mnie definiuje. Ale nie posiadam mojej własnej tożsamości. Moją tożsamością jest pracownik zatrudniony przez publikę.”

Jest tym aktorem, który z czasem zdobył kontrolę nad masami i całym Bollywoodem. „Kontrola to za mocne słowo.” – zaprotestował – „Nie mam takiej władzy, mimo iż znajduję się na liście najbardziej wpływowych ludzi, obok pana Mukesha (Mukesh Ambani, indyjski businessman, szósty najbogatszy człowiek świata – przyp. tłum.) i Laxmiego Mittala (indyjski przemysłowiec i finansista, dyrektor m. in. ICICI Bank – przyp. tłum.). Zapewne jest tak, gdyż jestem typem ofiarodawcy, jestem w stanie przyciągnąć do siebie rzesze ludzi. Wielkoduszność i dobroć wypływa z ofiarowywania. Chcę wierzyć i wierzę, że ludzie garną się do mnie, bo chcą dla mnie coś zrobić. Oni również są darczyńcami. Nie muszę ich prosić, by do mnie dołączyli. Więc jeśli już mówić o tym, że rządzę Bollywoodem, to poprzez ofiarowywanie – a nie otrzymywanie, bo nikt przecież nic nie da temu, kto chce tylko brać. Ja im daję, oni dają mnie – między nami istnieje coś na kształt symbiozy. Ale tak sobie myślę, że wedle twojej koncepcji „kontroli” można by wyobrazić sobie mnie podnoszącego słuchawkę i cedzącego przez zęby: ‘Brachu, wszystkie seanse mojego filmu mają mieć komplet publiczności, jasne?"

Zbywam to pytanie, zagadując, jak sądzi – od teraz, gdy ma 43 lata – ile zostało mu lat dobrego grania. Z miną pokerzysty odparował: „Osiemdziesiąt siedem! Wierzę w to, że fizycznie, psychicznie i zawodowo jestem nie do złamania. Czas jest miernikiem wątłości i słabości. A dobre kino jest jak pozytywne myślenie – nic go nie ogranicza. Aktorstwa nie da rady opisać, omówić, przedyskutować, ani przeanalizować, gdyż dziewięćdziesiąt procent słów używanych do opisu nie jest w stanie oddać wrażeń i emocji. Aktorstwo musisz poczuć. To jest właśnie to, co robię. Przestałem poświęcać mój czas wyłącznie dla samego siebie. Przeszłe dwadzieścia lat to najlepszy okres w moim życiu. Startuję w moim własnym wyścigu. Jeśli ścigasz się wystarczająco długo, możesz pobić na głowę całą resztę, bo wyścig dotyczy odległości… nie czasu. Kocham tworzyć filmy. Ale nie przywiązuję się do sukcesów, które odnoszą, lub porażek, które ponoszą. Pod tym względem właściwie jestem oderwany od moich filmów. Gdy są już gotowe – ja wtedy sobie odpuszczam. Filmy są życiem w miniaturce. Gdy nadchodzi piątkowa noc, ja nadal jestem na najwyższych obrotach. Nie powiem, że nie przeszkadza to moim reżyserom!”

Nawet nie ogląda swoich własnych filmów, a jeśli już, to nie w celu rozrywki swojej lub czyjejś… no chyba że to dla kogoś ważne. Jego rodzina ma podobne podejście: „Gauri i ja wychowaliśmy dzieci tak, aby nie uważały filmów swojego taty za coś niezwykłego.” – tłumaczy – „A w filmach, jak i w życiu, nie jest czymś niezwykłym bycie niezwykłym, wyjątkowe jest bycie zwyczajnym. Moje filmy właśnie o tym opowiadają. Ukazuję wnętrze bohaterów czyniących dobrze na zewnątrz. Wiesz, to tak jak z Clarkiem Kentem kryjącym się za Supermanem. Jeśli potrafi latać i zbawiać świat, czy będziesz mieć mniej ciepłych myśli o nim tylko dlatego, że nie jest cool i nie nosi dopasowanych ciuchów? Moje życie takie jest. Mogę żyć jak król, ale w moich przekonaniach i ufnościach jestem zwyczajny, prosty, brzydki, nudny… i dobrze mi z tym.”

Zgoda, czemu nie, ale przecież który zwykły facet romansuje na ekranie z najseksowniejszymi boginiami kina? „I co z tego.” – kpi – „Uwielbiam je, łączą mnie z nimi naprawdę bliskie więzi, ale nie całuję ich na ekranie, ani nie kocham się z nimi poza ekranem. Jestem jednak tradycjonalistą. Nie mówię, że pokazywanie seksu jest złe. Ale ja mam przecież piękną żonę w domu. Moim zdaniem prawdziwy mężczyzna to ten, który szanuje kobiety; ten, który nie robi pompatycznego show ze swojej męskości; ten, który jest uprzejmy i miły… Elegancki i staranny wygląd jest w porządku, dopóki nie próbujesz zgrywać maczo. A drzwi takich facetów są dla kobiet zawsze otwarte. Jeśli potrafisz być czarujący, śmiej się i nie pozwól im odczuć, że twoim jedynym celem jest zaciągnięcie ich do łóżka… dziewczyny będą cię kochać. Dobrze się czuję w towarzystwie kobiet. Przechodzę obojętnie obok pogłosek o mojej homo lub biseksualności. Jestem mężczyzną na tyle, że potrafię koegzystować z bardziej zmysłową stroną mojej natury. Potrafię okazywać szczęście, nie wstydzę się łez. Nie muszę udowadniać, że jestem hetero. Chyba, że tylko mojemu synowi… gdy muszę mu pokazywać, że nadal jestem posiadaczem sześciopaka.”

Rozkręcił się na dobre, ale zaczęło się już robić późno. Wyszedł na zewnątrz, żeby mnie odprowadzić. „Pójdę na dach i pomodlę się do gwiazd” – powiedział, zaskakując mnie po raz drugi tego wieczoru. „Dwie z tych gwiazd to moi rodzice. A ja modlę się tylko o proste, zwykłe rzeczy. Żeby mój syn nadal radził sobie dobrze w mistrzostwach taekwondo. I żeby moja córka czerpała wciąż tyle radości z malowania. Mówię mojej mamie: ‘Tam, dokąd odeszłaś, też możesz czynić te wszystkie dobre rzeczy.’ Na zasadzie handlu musi istnieć coś, co zrekompensuje mi stratę moich rodziców. Czytam również Koran, modlę się po arabsku, angielsku i w hindi, żywiąc nadzieję, że Bóg jest wielojęzyczny i rozumie przynajmniej jedną z moich modlitw. Gauri recytuje Gayatri Mantrę. Nasze dzieci robią i jedno i drugie. Ten dom jest naprawdę niezwykły. Kiedy moja córka zapytała mnie, czy jesteśmy Pasztunami czy Pendżabczykami, zaskoczyłem ją, mówiąc - jesteśmy chrześcijanami!”


Tłumaczenie: shahrukhkhan.pl

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"