w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

No limits - Bez ograniczeń

Filmfare, październik 1997.
Autor: Jitesh Pillai


W tej metodzie jest szaleństwo. Chaos rządzi. Stado producentów wisi u klamki jego charakteryzatorni. Jego projektant, prezentując odpowiednią dawkę przesadnego entuzjazmu, prezentuje 20 par dresów do przejrzenia.
Aktor zapala tysięcznego papierosa, wydychając warkocze srebrzystego dymu i zwiększając natężenie uroku osobistego. Ostatnio Shah Rukh Khan podbił wszystkich łagodną charyzmą i dołeczkami w „Yes Boss” i „Pardes”.
Kiedy się z nim spotykam, wita mnie z dwudniowym zarostem na twarzy, rozczochranymi włosami, w wymiętym t-shircie wywleczonym na dżinsy. Typowy palacz.
Albo prawie. Bo kiedy rusza kamera, porusza się z szaleńczą energią, wchodząc momentalnie w swoją rolę. Jestem na planie „Duplicate” i SRK romansuje z Juhi Chawlą oraz Sonali Bendre - wyłącznie przed kamerą.
Przebywanie z nim jest zawsze wypełnione niespodziankami. Płyną słowa. Dziś jest nie inaczej. Shah Rukh Khan jest zdenerwowany, bo jakiś tabloid napisał o nim bzdury. Niesprawdzone, głupie. Wygłasza tyradę przeciw nieuczciwym pismakom.

Wezwanie na zdjęcia. Grupa dziennikarzy roztapia się w mrokach studia.
Po czasie, który wydaje się wiecznością, Shah Rukh wraca. Serwuje gag za gagiem. Patologiczny performer. Uwielbia sprawiać przyjemność. Prawie jakby nie było wcześniej wybuchu przeciw gryzipiórkom.
Przekomarzam się z nim. Pytam, czy on atakuje media, czy media jego, zważywszy na zatrważające tempo, w jakim się pojawia w telewizji i prasie.
Shah Rukh śmieje się: „Myślę, że media są atakowane Shahem. Serio, odkąd BBC zrobiła ze mną wywiad, wydaje mi się, że nasza prasa się obudziła i odkryła fakt, że może jednak gwiazdy nie są takie głupie. Właściwie czuję się urażony. Przede wszystkim prasa głównego nurtu prezentuje rodzaj lekceważącej postawy wobec filmów i gwiazd. Ale są pod wrażeniem, jeśli ktoś posługuje się płynnym angielskim. Anglojęzyczni stali się lubiani w wywiadach. Mimo że prasa zadziera nosa, kiedy pisze o filmach hindi, potrzebuje gwiazd do cytowania i wywiadów. Dlaczego te podwójne standardy”?

Shah Rukh gwałtownie wybucha też przeciw mediom zanudzającym o związkach pomiędzy światem przestępczym i showbiznesem. Przywołuje przypadki, w których właściciele tytułów i redaktorzy naczelni zachowywali się służalczo w zetknięciu z antyspołecznymi typami – aż do tytułowania szefów podziemia i morderców „panami”.
Akcentuje jeszcze bardziej: „A my, aktorzy, jesteśmy traktowani jak śmiecie. Kupienie działki staje się ohydną zbrodnią. Jako aktorzy zabawiamy tysiące ludzi. Zważywszy na to, że rząd zarabia miliony rupii na przemyśle rozrywkowym, myślę, że jesteśmy traktowani podle”.
Kolejne wióry lecą, kiedy rozmawiamy o tragedii księżnej Diany, ściganej przez paparazzich aż do śmierci. Czy nasze media też są tak bezwzględne? Czy stosunek do naszych gwiazd nie jest względnie łagodniejszy?
SRK kontynuuje atak: „Tak, nikt nie śledzi moich ruchów jelit. Ale prawdę mówiąc także nasze media są dość bezlitosne. Może nie szaleją tak, jak zagraniczni paparazzi, jednak tylko dlatego, że ich indyjscy odpowiednicy nie mają wymyślnych gadżetów jak teleobiektywy czy nowoczesne bajery, które pozwalają przenikać przez ściany i pokonywać odległości.
Widzisz, narzekamy, że nie mamy wyszukanego wyposażenia i warunków pracy, jak w Hollywood, ale jeśli byśmy mieli, byłoby też to… Mówisz, że media tutaj są mniej brutalne –zupełnie się nie zgadzam.
Niech się pojawią trzy artykuły na temat polityków zamieszanych w skandale łóżkowe, a zaraz pojawi się zatrzęsienie podobnych tekstów. Jakby ktoś tylko czekał, by puściła tama obrzydliwości. Przepraszam, że to mówię, ale mam po dziurki w nosie tego działania mediów. Dzięki, ale nie dziękuję”.

Szybko i energicznie macha rękami. Jak zwykle jego twarz to mapa emocji. Gwałtownie zmieniamy temat na mniej ponury. Podczas gdy pojawiają się relacje o zagrożeniu w jego życiu prywatnym, plany zawodowe napawają optymizmem. „Yes Boss” spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem w dużych miastach, a filmowi „Pardes” też poszło całkiem nieźle.
Mówię mu, że „Yes Boss” to film słaby technicznie i ratuje go tylko aktorstwo wykonawców głównych ról, co do tego nie ma wątpliwości. Kiedy o tym gadam, stwierdzając, że być może „Raju Ban Gaya Gentleman” Aziza Mirzy był lepszy, Shah Rukh zdecydowanie ripostuje: „Yes Boss” to lepszy film niż „Raju…”! Taaak, jest marny pod względem technicznym, bo tylko 11 kamerzystów przy nim pracowało… podczas gdy przy „Raju…” był jedynie Binod Pradhan…

„Yes Boss” dało mi kopa na kolejny rok. To zadziałało, bo w filmie jest mnóstwo cudownych momentów – przede wszystkim z udziałem Juhi i mnie. Wzorowałem niezdarność i niewinność mojego bohatera na reżyserze Azizie Mirzy. Jest bardzo prostoduszny. W istocie nie jest w stanie radzić sobie z produkcją czy nawet podkreślić swojego autorytetu. Nigdy nie będzie jak inni potentaci filmowi. Jeśli Bóg da, pewnego dnia „Yes Boss” odegra znaczącą rolę w retrospektywie Shah Rukha Khana”.

A czy widziałby „Pardes” pomiędzy swymi najznamienitszymi dokonaniami? I czy mógłby z łaski swojej udzielić mi informacji na temat swego poróżnienia się z Subhashem Ghaiem? Na to pytanie odpowiada prosto z mostu: „Słuchaj, według mnie jest w złym stylu, bym mówił źle o jednym z moich filmów i jego reżyserze. Zawsze stanę po stronie „Pardes”, na dobre i na złe. Poza tym cieszę się, że poszło mu dość dobrze w kinach. Ale by być absolutnie szczerym – nie czuję się częścią „Pardes”. Ale nawet w takij sytuacji biorę za niego pełną odpowiedzialność. Może powinienem chodzić na spotkania z czytaniem scenariusza. Nie robiłem tego. Ogólnie rzec biorąc, jestem daleko bardziej zaangażowany w pracę z reżyserami, ale z panem Subhashem tak nie było”.

Subhash Ghai publicznie stwierdził, że Shah Rukh ma zwyczaj zdominowywać swoich reżyserów. Mówię o tym, a Shah Rukh chichocze: „Sprawdź wszystkich reżyserów, z którymi pracuję. Jestem ogromnie zaangażowany w moje filmy. Palę się, skaczę z dwupiętrowego budynku, ryzykuję życie. Żaden z moich reżyserów nigdy nie narzekał, że jestem zbyt wścibskim typem. Tak naprawdę każdy z nich bez wyjątku chce mnie powtórnie zatrudnić. Zawsze pracowałem z silnymi reżyserami, nie potakiwaczami i wazeliniarzami.
Zapytaj Rakesha Roshana, Rajeeva Mehrę, Maniego Ratnama, Mansoora Khana czy Yasha Choprę, czy kiedykolwiek ich zdominowałem” - mówi, przewracając oczami. „No tak, może powinienem zdominować pana Subhasha. Przynajmniej moja rola nie poszłaby w tym kierunku, w jakim to się stało, ha ha”.
Więc czy będzie kręcił „Shikhar” z Subhashem Ghaiem? Plotkuje się, że film lepiej odłożyć do szuflady. Shah Rukh mówi wprost: „Moja umowa z panem Subhashem dotyczyła zrobienia dwóch filmów. Nakręciłem „Trimurti” i „Pardes”. Nie mam najmniejszego pojęcia o „Srikhar”. Jeśli będzie chciał, bym wystąpił w tym filmie, jestem pewien, że mi o tym powie i dogadamy się w sprawie szczegółów”.

Podczas mówienia doprowadza do perfekcji wykrzywianie i zagryzanie ust. Pytam go o wskazówkę, jak to jest z tym aktorstwem. Wzdycha: „Po pięciu latach uświadomiłem sobie, jak ważne jest, by pracować z wykształconymi reżyserami. Braki w edukacji wychodzą w praniu. Teraz na szczęście pracuję z ludźmi, z którymi się dogaduję. Jestem pewien, że moje filmy z Manim Ratnamem i Mansoorem Khanem, jeśli już nic innego nie osiągną, będą świetną rozrywką i okażą się fascynujące”.
W przypływie ochoty na przechwałki oświadcza: „Podpaliłem się w „Koyli”, grałem lizusa w „Yes Boss” i byłem dodatkowo gloryfikowany w „Pardes”. Mam udział w trójkącie miłosnym w „Dil To Pagal Hai”. Pierwsze trzy filmy były dobrym biznesem. Dostaję propozycje filmowe codziennie. O co się martwić? Czytałem gdzieś w książce Deepaka Chopry, że przeszłość jest historią, a przyszłość tajemnicą. Teraźniejszość jest darem - dlatego nazywamy ją prezentem (gra słów: słowo „present” oznacza zarówno prezent, jak i teraźniejszość - przypis tłumacza). Więc chciałbym płynąć z prądem, iść za ciosem”.

Znowu zostaje wezwany do ujęcia. Kiedy tańczy, jak mu choreograf zagra, podziwiam jego zapał, który jest prawdopodobnie sekretem jego sukcesu. Nieostrożność słonia w składzie porcelany.
Gdy wraca, pytam go, jakich głównych rad udzieliłby młodym aktorom. Rzeczowo stwierdza: „Aktorstwa nie da się nauczyć. Nie mamy wyspecjalizowanych warsztatów czy studiów, jak szkoła Lee Strasberga („Actor's Studio”, słynna szkoła aktorska w Nowym Jorku - przypis tłumacza). Nie mamy nauczycieli jak Uta Hagen czy Sandy Meisner. W tamtych szkołach aktorzy mogliby nauczyć się dyscypliny i kontroli. Tutaj nauka aktorstwa polega na tańcu i lekcjach konnej jazdy. Robią z ciebie tancerzy i kaskaderów, a nie aktorów. Osobiście zawsze postrzegałem siebie jako eksponat w witrynie. Mam przyciągnąć publiczność, nie przebierając w środkach, sprawić, by chciała mnie kupić. Dość pewnie mogę powiedzieć, że czasami moje filmy mogą być rozczarowaniami, ale jako aktor nigdy nie zawodzę publiczności”.

Brzęczy dzwonek komórki. To Madhuri Dixit. Rozmawiają o planowanym dubbingu do „Dil to Pagal Hai”. Przekomarza się z nią bezlitośnie. Wyłączając się, zwraca się do mnie: „Uwielbiam pracować z Madhuri Dixit i Juhi Chawlą. Są świetnymi aktorkami i zmuszają, by im dorównać. Nawet do najbardziej nieskomplikowanych scen podchodzą serio. Lubię ich podejście do pracy. Nie są zblazowane.
Taki jest także Anil Kapoor. Szczery i uczciwy w stosunku do tego, co robi. Czasem wysiłki nie przynoszą efektu, ale przynajmniej ma silne przekonania.
Wiesz, co? Chciałbym poznać Madhuri i Juhi dużo, dużo wcześniej. Nie umiem powiedzieć, jak bardzo szczęśliwy się czuję, pracując z nimi. Są wielkimi gwiazdami, ale bardzo zrównoważonymi. W odróżnieniu od innych gwiazdeczek dwóch filmów, nieumiejących się zachować, okropnych, którym się wydaje, że robią producentowi wielką łaskę, bo raczą pojawić się na planie”.

Ale w branży powtarzało się po „Koyli” i „Anjaam”, że jego wspólna praca z Madhuri Dixit nie jest udana. „Branża i media są nadzwyczajnie krótkowzroczne, tworząc tak upraszczające założenia” – odpala. „Możesz obwiniać filmy, ale żadnej z naszych kreacji nie można nic zarzucić, ani w „Koyli”, ani w „Anjaam”.
To, co wy nazywacie „chemią” pomiędzy aktorem i aktorką, to w rzeczywistości świetna relacja zawodowa. Pomiędzy mną i Madhuri istnieje porozumienie i wyczucie, które jest widoczne na ekranie. Zobacz „Dil To Pagal Hai” i będziesz wiedział, o czym mówię.
Bezmyślne stwierdzenia, że w „Koyli” nie wyglądała pięknie, są beznadziejne. Oboje mieliśmy wyglądać właśnie tak. Nie zmienialiśmy zbyt często kostiumów. Powinniśmy wyglądać gorzej. Wyglądamy trochę lepiej i bardziej „filmowo” tylko podczas piosenki „Tanhai”. Płacą nam za grę, a nie za to, że pięknie się prezentujemy. Po dwunastu latach olśniewania urodą w filmach jak „Tezaab”, „Beta”, „Hum Aapke Hain Koun!” itp. Madhuri w „Koyli” nie musiała wyglądać aż-tak-pięknie”.

Jeśli w rozmowie następuje niezręczna trzydziestosekundowa przerwa, Shah Rukh wypełnia ją gagami i anegdotami. W biznesie, który oferuje bardzo niewiele dla dorosłych aktorów, próbuje wyjść poza wyświechtane klisze. Zapas przeczytanych książek i obejrzanych filmów często przychodzi mu na ratunek.
Jak na sygnał, mamrocze: „Przeczytałem cudowne słowa pewnego aktora. Powiedział: „Doświadczeń jest wiele - są zabawne, dobre, smutne itd. Doświadczenia są jak krople farby na czystym lustrze wody”. Czy to nie wspaniałe?"
Nadciąga noc, a on gawędzi z ożywieniem. Mówię mu, że legendarny Humphrey Bogart powiedział kiedyś: „Nie jesteś gwiazdą, dopóki nie umieją wymówić twojego nazwiska w Karaczi”. Mistrz gagów odparowuje: „Zapewniam cię, że umieją wymówić dobrze moje nazwisko nawet tam”. I pyta z nieodgadnionym wyrazem twarzy: „Przy okazji, a kto to jest Bogart?”


Tłumaczenie: Gosia JG

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"