w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

Shah Rukh Khan: mistrz ceremonii

livemint.com, 9 listopada 2012
Tytuł oryginalny: (Shah Rukh Khan: Master of ceremony)
Autor: Nandini Ramnath

Khan o swoim nowym filmie, 100-crorowym biznesie i pragnieniu zagrania bohatera kina akcji, a nie kochanka.

To juz trzecia tura wywiadów Shah Rukha Khana tego dnia. Do wieczora gwiazdor prawdopodobnie będzie miał chrypę, ale co trzeba zrobić, to trzeba; cały ten nonsens spotkań z mediami, ta udawana bliskość, to wystawienie się na dociekliwość i stawianie czoła niewygodnym pytaniom o twoje życie uczuciowe (które przecież może nie oznaczać "domowe"), to obnażające doświadczenie rozmowy z gwiazdorem będącym po złej stronie czterdziestki. A jednak trudno jest poznać, co tak naprawdę sądzi Khan na temat perspektywy stanięcia twarzą w twarz z prasą w związku ze zbliżającą się premierą filmu "Jab Tak Hai Jaan".
47-letni aktor i producent może być znudzony, zły, wyczerpany czy zachwycony, ale nie łamie niepisanego kodu zachowań celebryty w spotkaniu z dziennikarzami.
Jedna z najsłynniejszych twarzy Indii, a dla reszty świata twarz Bollywood, wygląda w danej chwili na lekko ogorzałą, ale Khan jest prawdziwym profesjonalistą, kiedy dochodzi do wpuszczenia świata zewnętrznego do swojego wewnętrznego sanktuarium, którym w tej właśnie chwili jest przytulne studio w jego biurze za domem na przedmieściach Mumbaju. W czterech ścianach pokrytych półkami z książkami, w skórzanych sofach, które trzeszczą i wzdychają, jakby były żywe, Khan popada w ton osobisty. Reporterzy, którzy nie chcą więcej ponad cytat lub dwa, zwykle po wywiadzie z Khanem uchodzą, niosąc gotowy nagłówek, akapit otwierający, zdania, które bez korekty można umieścić na plakacie, i uwagi końcowe. Jest inteligentny i czarujący, dba o to, aby do dziennikarzy zwracać się po imieniu, odpowiadając na pytania (to zawsze cecha zdobywająca serca), odpowiada na nie obszernie, elegancko robi uniki przed tymi podchwytliwymi, sypie dowcipami i kalamburami.

"Zawsze uważałem, że aktor, wykonawca, powinien dawać" - mówi Khan. -"Kiedy zaczynałem, powiedziano mi, że gwiazdy mają być tajemnicze, zagadkowe, stawiać przed sobą pijarowy mur. Zawsze uważałem, że jestem tutaj, bo bardzo dużo mam".
Ostatnimi czasy stara się trzymać na wodzy swój niepohamowany język, mówi, oraz zachowywać dla siebie wykpiwające własną osobę żarty i zgryźliwe obserwacje. "Niewiele zrobiłem rzeczy żenujących czy takich, z którymi nie można się rozprawić odrobiną humoru" - mówi Khan. -"Kiedyś miałem to w nosie, dziś jestem ostrożniejszy. Żona zakazała mi prowadzenia uroczystości rozdania nagród, bo moja nonszalancja jest opacznie rozumiana. Kiedyś lubiłem konferencje prasowe, ale teraz stały się banalne. Robię się coraz bardziej i bardziej zamknięty. A wy oczekujecie ode mnie tylko jakiegoś cytatu do artykułu, który i tak już jest napisany".



Rozwaga Khana może być wynikiem ostatniej serii niefortunnych zdarzeń, jak chłodne przyjęcie jego filmu "Ra.One", odpierane ostro plotki o romansie z aktorką Priyanką Choprą i odrodzona popularność rywala, super-macho Salmana Khana, ulubieńca szarych kinowych mas. Dochodzi do tego jeszcze niesmaczna burda między Khanem a oficjelami Mumbai Cricket Association na mumbajskim stadionie Wankhede podczas IPL (Khanowi zabroniono wstępu na stadion przez pięć lat). Na szczęście dla niego drużyna IPL, KKR, której jest współwłaścicielem, wygrała turniej.
Kręcenie filmu "Jab Tak Hai Jaan", reżyserowanego przez Yasha Choprę i produkowanego przez firmę Yash Raj Films (YRF), to zarówno dla Khana, jak YRF sprawa wielkich emocji. Chopra zmarł 21 października, na kilka tygodni przez premierą; Khan związany był z nim długą, istotną dla kariery więzią. Jednak jest jeszcze inna, mało delikatna, acz dokuczliwa kwestia. Największy hit roku i prawdopodobnie jeden z najlepiej zarabiających filmów w dziejach również ukazał się pod szyldem YRF, ale wystąpił w nim Salman. "Ek Tha Tiger" jest jednym z nielicznych filmów, które zarobiły ponad 100 crore rupii, ale tak samo było z "Rowdy Rathore" i "Barfi!" Presja osiągnięcia niebotycznego sukcesu może podłamać choćby najsilniejszą konkurencję.

W ostatnich miesiącach Khan musiał gasić i inne pożary, a jego pozaekranowe zachowanie sprawiło, że zasłużył na status niegrzecznego chłopca, który przez lata był monopolem Salmana. Jeszcze do niedawna ekstrawagancja Khana była raczej ekonomiczna niż osobista. Reprezentuje on jedną z najbardziej znanych historii sukcesu związanych z liberalizacją lat 90 - jest doskonałym przykładem retoryki "teraz moja kolej", jaka krążyła po kraju w latach otwierania się jego ekonomii na kapitał zagraniczny. "Sukces Shah Rukha Khana można traktować jako metaforę kraju zmieniającego się właśnie w oszałamiającym tempie" - pisała Anupama Chopra w książce z 2007 roku "King of Bollywood: Shah Rukh Khan And the Seductive World of Indian Cinema". Khan złagodził kilka napięć związanych z jego początkowymi latami w kinie hindi i stał się uosobieniem wartości klasy średniej i własnego oddania, skoncentrowanej ambicji i ciężkiej pracy, co pomogło mu wykorzystać jak najlepiej wczesny etap reform. "Jeśli uszczęśliwiasz ludzi, pieniądze przyjdą za tym" - mówił Khan. - "Powodzi mi się dobrze, bo wciąż chcę uszczęśliwiać".

Nasi ekranowi idole ciężko pracują na swoje zarobki. Sława, zamiast ich izolować, czyni ich bardziej przystępnymi i bardziej zależnymi dla i od specjalistów od image'u, reklamodawców, mediów i opinii publicznej. Jako że Khan jest pionierem wielozadaniowości gwiazd ekranu, nie ma nikogo bardziej zaznajomionego z uciążliwością działań pozaaktorskich, takich jak przedpremierowe działania promocyjne, kampanie reklamowe, występy sceniczne i przeróżne inauguracje. Khan ma jakość "być tutaj i teraz", która znaczy od lat 90 publiczny dyskurs na jego temat. Uosabia ambicję, energię, ducha przygody i tupetu.
Na ekranie rozpościera szeroko ramiona, deklarując rozmiary swojego pragnienia. Poza nim otacza się wszystkimi sidłami sukcesu - ma nadmorską posiadłość w Mumbaju, firmę Red Chillies Entertainment, niezliczone kontrakty reklamowe, żonę, która jest ikoną stylu na jej własnych prawach, drużynę krykietową.
Ale stoi obecnie również w niezbyt miłej pozycji - obserwowania, jak doganiają go rywale. W obecnych czasach wszyscy główkują. Gwiazdy filmowe unikają kontrowersji, a sukcesy kasowe filmów obracają w żywą gotówkę zakładając firmy producenckie, walcząc o kontrakty reklamowe i budując intensywne promocje przedpremierowe. Idą w ślady Khana w tym sensie, że bazując na kapitale własnej osobowości, przekuwają historię swego życia w bilans zysków.

Gdzie to pozostawia Khana? W tym momencie jest sceptyczny, kiedy sugeruje mu się zmianę gustów publiczności, i zapalony do robienia filmów, które zarobią przynajmniej 100 crore. "Czemu nie 200 crore? Czemu nie 2,000 crore?" - mówi. -"Słyszeliśmy już wcześniej te cyfry. Medialne omówienia filmów stały się powierzchowne, niepoważne. Są gwałtowne i szybkie, ale nie ma w nich analizy, próby zrozumienia. Nie mówię, że nie macie dość rozumu, żeby je pisać, ale że nie macie czasu analizować aspektów artystycznych filmu. Powstaje więc poczucie - zróbmy to jak najprościej, nadajmy jakiś kształt".
To "zbędne i głupie" redukować kręcenie filmów do suchych cyfr, jak mówi Khan. "Jedyną enigmatyczną rzeczą dotyczącą filmu jest to, że kiedy zapytasz o niego dziesięciu różnych ludzi, dostaniesz dziesięć różnych odpowiedzi. Liczby dodaje się, żeby czytający pojął sprawy kreatywne na poziomie podstawowym, ale nie jest to esencja filmu. To tak komercyjne, jak mogą być same filmy Tak proste i komercyjne, jak mogą być moje filmy. Nie lubię sprowadzania ich do liczb. Prostota nie musi być przynajmniej wspólnym mianownikiem".

Jego nowy film jest jedną z tych "prostych," robionych z serca historii miłosnych, z jakich jest on najbardziej znany. Jego dwudziestoletnia filmografia obejmuje pracę z ludźmi tak odmiennymi jak Mani Kaul i Mani Ratnam, ale to współpraca z klanem Choprów była najbardziej owocna w jego karierze. "Jab Tak Hai Jaan", który wchodzi do kin 13 listopada, pokazuje Khana w znajomym klimacie kochasia brzdąkającego na gitarze. Gra z Katriną Kaif i Anushką Sharmą u boku, muzyka, który staje się wojskowym (albo na odwrót - YRF milczy jak kamień na temat fabuły). "Yash-ji zadzwonił i powiedział: "Czemu wciąż robisz te filmy akcji, "Ra.One" i "Dona 2", nie grałeś w romansie od "Veer Zaara", w takiej historii o niczym innym prócz miłości" - mówi Khan. "Co kilka lat przychodził do mnie i mówił - kochajmy. Teraz już jestem ustawiony na kolejnych osiem lat, a potem poczuję, jak za nim tęsknię".

Mówi też, że każdy film nakręcony z Choprami był punktem zwrotnym. "Ludzie mówią: ta sama co zawsze Szwajcaria, ta sama heroina, a zatem czemu te filmy się sprawdzają?" - mówi Khan. -"Bo one są jak powietrze, jak natura - bez nich nie możesz żyć".
Kaul zrobił dobry użytek z nerwowej energii Khana w "Ahmag" (1992) opartym na "Idicie" Dostojewskiego, a Ratnam doprowadził do granic jego image "umierającego z miłości" w "Dil Se" (1998). Ale to trzej filmowcy, na lepsze czy gorsze, najmocniej ukształtowali ekranową osobowość Khana. Chopra spieniężył krótki etap khanowskiego bycia złym chłopcem w 1993 roku, obsadzając go jako niezrównoważonego psychicznie stalkera w "Darr", a potem całkowicie zmienił kulę energii z dołeczkami w zreformowaną wersję wrażliwego, romantycznego bohatera, jakiego stworzył w latach 60. Choprowski "Dil To Pagal Hai", nakręcony w 1997 roku, przebrał znany od wieków miłosny trójkąt w designerskie ciuchy. Khan i jego partnerzy nosili dobrane kolorystycznie stroje i tańczyli do choreografii współczesnego choreografa, Shiamaka Davara. Serce pozostało jednak stanowczo indyjskie - czyste, dziewicze, obowiązkowe, skłonne do poświęceń, bez reszty romantyczne.

Syn Chopry, Aditya, w "Dilwale Dulhania Le Jayenge" (1995), "Mohabbatein" (2000) i "Rab Ne Bana Di Jodi" (2008) oraz Karan Johar w "Kuch Kuch Hota Hai" (1998) i "Kabhi Khushi Kabhie Gham" (2001) rozbudowali rozpoczęty przez Choprę romantyczny wizerunek. Sukces tych trzech filmów przyćmił lepsze role Khana z tego okresu w produkcjach takich jak "Pardes" (1997), "Baadshah" (1999) "Josh" (2000) i "Swades" (2004).
Sam Khan wolałby raczej "kopniakiem otworzyć drzwi i zabić kogoś" w tamtym okresie kariery. "Nie utknąłem w stereotypie, tylko stworzyłem typ bohatera" - mówi. -"Zawsze chciałem być bohaterem kina akcji, marzeniem mojego życia jest założyć biały zakrwawiony podkoszulek, mieć spluwę w ręce i kobietę u boku" - mówi. -"Dlatego uwielbiam "Dona" i "Ra.One". Z rozkoszą zagrałbym kolejnego złego, który będzie niezwykle gładki i subtelny".

Technicznie może w każdej chwili wyprodukować dokładnie taki film, ale rachunek nie jest tak prosty. Khan musi ciągle jeszcze pamiętać o deficycie jakichś 4-5 crore własnych środków włożonych w "Ra.One", jak mówi. Ma na plecach obowiązek utrzymania firmy z personelem liczącym około piętnastu osób (Red Chillies ma też oddział stworzony do produkcji efektów specjalnych), kiedy planuje posunięcia zawodowe. "Nigdy nie robiłem żadnych kalkulacji. I nie lubię spotykać się z moim księgowym" - deklaruje Khan. -"To ja podejmuję decyzję o kręceniu filmu. Jeśli podoba mi się scenariusz, lubię zaangażowanych w niego ludzi, nakręcę film i będę go intensywnie reklamował. Moje pojęcie biznesowe jest podstawowe. Wypłaciliśmy pensje? Zapłaciliśmy za wodę i prąd? Kiedy poniosę straty, wystąpię w telewizji, zatańczę na weselu i wpłacę pieniądze do kasy".

Jako producent chce eksperymentować, ale w granicach rozsądku. "Chce kręcić filmy, których inni nie chcą robić - chcę, żeby nasze filmy miały doskonałość, klasę i poziom międzynarodowy" - mówi jak szef studia z dawnych lat. -"Nie chcę, żeby Indusi w trzecim pokoleniu gdzieś w Anglii mówili: "Jak na film indyjski, to całkiem niezły".
Może pojawianie się na spotkaniach na czas byłoby dobrym początkiem? Może czekanie na Khana jest łatwiejsze niż czekanie na Godota - bo on, w przeciwieństwie do bohatera Samuela Becketta, w końcu się pojawia - ale jest nie mniejszym testem hartu ducha. Większość dziennikarzy, którzy robili wywiady z różnymi celebrytami, przyzwyczajona jest do zerkania godzinami na tarczę zegarka. Z Khanem umówieni jesteśmy na 4, ale ponieważ kiedy przyjeżdżamy, kolejka chętnych jest już spora, dostajemy audiencję o 6.20. Khan mówi, że ludzie, którzy zarządzają Red Chillies, próbują go dyscyplinować. "Mam grupę pięknych pań, które kierują moim życiem, mówią, żebym kończył o czasie, był w pracy na 9 rano i rzucają mi słowa jak słowność i komunikacja. Omijam biuro, ale one są wytrwałe".

www.livemint.com
Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"