w skrócie

autobiografia

wywiady

artykuły

przemówienia

o filmach

Still Reading Khan

mapa wspomnień

co lubi SRK ?

nagrody

inni o SRK

 

20 lat - potęga Shah Rukha Khana

Artykuł ze strony www.bollywoodhungama.com, 26, 28, 30 czerwca 2012
Tytuł oryginalny: (20 years - The might of Shah Rukh Khan)
Autor: Joginder Tuteja


Część 1

"W kółko powtarza tę samą rolę".
"Jest manipulatorem, planuje strategicznie".
"Kiedy zrobi coś na serio?".
"Lubi pracować wciąż z tymi samymi ludźmi".
"Niedobrze się robi, kiedy znowu widzi się go na ekranie".
"Za bardzo lubi rywalizację, po prostu zabija konkurencję".
"OK, jest potęgą w box office, ale jaki wniósł wkład w kino?".
"Od samego początku w branży zmienia wszystko w towar".
"Już się skończył; chyba się nie spodziewał, że potrwa dłużej niż do tej pory".

Od 1992 (kiedy to zadebiutował filmem "Deewana") do grudnia 2011 (kiedy odbyła się premiera "Dona 2") Shah Rukh Khan zaliczył dziesiątki dziwacznych stwierdzeń jak powyższe (i wiele innych) podobnej treści. Hity czy klapy, popularność czy jej brak, docenienie czy nienawiść, uwielbienie czy zazdrość - w ciągu mijających lat Shah Rukh Khan doświadczył natarcia krytyków, klik i tym podobnych ludzi. Jednakże, o czym się równie nieustająco (i jakże wygodnie) zapomina, ignoruje, czy pomija, ta lawina krytycyzmu pochodzi od garstki konkretnych ludzi. Przez wiele lat pracy Shah Rukh zbudował gmach ogromnej życzliwości, reputacji i wiarygodności; coś, czym mogą pochwalić się tylko nieliczni aktorzy obecnego pokolenia.

Dlatego też, kiedy podaje się fakty, jak poniżej, nie powoduje to takiego hałasu, jak negatywne stwierdzenia:
- film po filmie Shah Rukh łamał rekord otwarcia swojego poprzedniego filmu
- każdy z około dziesięciu jego ostatnich filmów należy do innego gatunku
- jest jedynym supergwiazdorem, który pracował w mainstreamowej produkcji bez piosenek ("Chak de India") w ostatnich dziesięciu latach
- w minionej dekadzie jedynymi filmami z Shah Rukhem w roli głównej, które nie odniosły sukcesu kasowego, były "Swades", "Paheli", "Asoka", "One 2 Ka 4" i "Phir Bhi Dil Hai Hindustani"
- jest jedynym supergwiazdorem z taką liczbą występów specjalnych/gościnnych na koncie (wszystkie robione dla przyjaciół) - "Dulha Mil Gaya", "Luck By Chance", "Bhoothnath", "Krazzy 4", "Heyy Babyy", "I See You", "Kaal", "Kuch Meetha Ho Jaaye", "Saathiya", "Gaya Gamini", "Har Dil Jo Pyaar Karega")
- zagrał Raja tylko trzy razy w ciągu ostatnich dziesięciu lat ("Rab Ne Bana Di Jodi", "Chalte Chalte", "Mohabbatein").

Co więcej, może się poszczycić cyframi, statystykami i rosnącą lawinowo (międzynarodową) popularnością, czyli czymś, co możemy przeanalizować w czterech wyraźnych etapach: 1992-1995, 1996-2000, 2001-2005, 2006-2012). Gołym okiem widać, że podczas, gdy ilość jego odnoszących ogromne sukcesy filmów nieustannie rosła w miarę postępów kariery, to rozczarowania nie były ani wielkie, ani liczne.

1992-1995

Największe sukcesy: "Deewana", "Darr", "Baazigar", "Dilwale Dulhania Le Jayenge", "Karan Arjun".
Największe rozczarowania: "Anjaam", "Zamana Deewana", "Oh Darling! Yeh hai India", "Guddu", "Trimurti".

Shah Rukh pojawił się w czasach, kiedy znalezienie dla siebie miejsca w branży było nie lada wyzwaniem dla każdego aktora. Nie było multipleksów, telewizja kablowa dopiero raczkowała i programy wyświetlano w niej za darmo, dominowały filmy akcji z Sunnym Deolem i Sanjayem Duttem na czele, a podobni im Akshay Kumar i Ajay Devgan z przytupem zaczynali karierę. Dwaj inni Khanowie - Aamir i Salman - już dali się poznać od dobrej strony jako bohaterowie romantyczni i osadzeni byli mocno na tym małym rynku, jakim było Bollywood tamtych czasów. W Bollywood królowali gangsterzy, a co najważniejsze, Shah Rukh wyglądał tak niekonwencjonalnie, jak to tylko możliwe.
To właśnie wtedy postanowił zrobić coś, czego żaden aktor w przeszłości nie zrobił. Zaczął od roli romantycznej ("Deewana"), zyskał rozpoznawalność, w kolejnej odsłonie ("Raju Ban Gaya Gentleman") wprowadził w postać trochę szarych tonów, zdobył pierwsze pochwały krytyki, następnie zagrał relatywnie mniejsze, ale ważne role ("Dil Ashna Hai", "King Uncle") i nagle zaatakował i to zaatakował mrocznie w dwu następujących po sobie odsłonach - "Baazigar" i "Darr". Wszystkich zaskoczył, nawet tych bliskich Shah Rukhowi - osobie. Nikt nie spodziewał się, że może zrzucić dziewczynę z dachu ("Baazigar"). Nikt nie spodziewał się, że zagra psychopatę ("Darr") z takim zapałem, że okrzyk "K k k... Kiran" stanie się najczęściej cytowanym (i naśladowanym) tekstem filmowym przez niemal już dwadzieścia lat.

Ogromne sukcesy kasowe nie kazały na siebie czekać i choć "Anjaam" został przyjęty raczej chłodno (bo przyszedł za szybko po wymienionych negatywnych rolach), Shah Rukh nie przestawał eksperymentować. Zagrał w surrealistycznym "Oh Darling! Yeh Hai India" i choć można się spierać, że współcześnie (i z trochę lepszą realizacją) ten ciekawy temat (wyprzedawanie, cóż - dosłowne - Indii), miałby lepszy efekt, to pozostaje faktem, że film ten stał się jedną z największych katastrof Shah Rukha Khana. "Guddu" przeszedł kompletnie niezauważony, a choć pierwsze w karierze magnum opus, "Trimurti", po gigantycznym otwarciu zrobiło klapę, on sam szykował się już do sprawienia jeszcze większej niespodzianki. A tą niespodzianką był "Dilwale Dulhania Le Jayenge", film, który zmienił sposoby funkcjonowania Bollywood.
Nic dziwnego, że w historii kina indyjskiego za każdym razem, kiedy definiuje się jakiś jego etap, będzie zawsze określone, czy jest to faza po "DDLJ", czy przed "DDLJ". Film grany jest wciąż od ponad 850 tygodni. Pomimo wszelkich teorii konspiracyjnych o "sponsorowaniu" seansów w jedynym kinie w Mumbaju, w którym film jest wyświetlany, nikt nie może zaprzeczyć, że do czasu premiery "Three Idiots", która zapewniła mu niezłą konkurencję, "DDLJ" był najbardziej ukochanym filmem milionów przez ostatnich siedemnaście lat.



W międzyczasie pojawiły się dość przypadkowe filmy jak "Zamana Deewana" (który przeszedł kompletnie niezauważony z powodu niemal zerowej reklamy), a Shah Rukh umocnił się na samym szczycie megablockbusterem "Karan Arjun", który nie tylko pobił niezagrożony od dwóch lat rekord "Khalnayak" (szczycący się największym otwarciem w historii), ale utrzymał ten stan przez cały rok, póki jego własny film "Trimurti" nie osiągnął tego samego i nie utrzymał rekordu przez dobry rok.
Shah Rukh Khan w ciągu czterech lat od debiutu znalazł się na samym szczycie, a szykował się do przekroczenia kolejnych granic w nadchodzących latach.


Część 2

W części pierwszej śledziliśmy podróż Shah Rukha przez lata 1992-1995. Teraz pokazujemy, jak wprowadził Bollywood w nowe millenium i nadal dominował w jego pierwszej dekadzie.

1996-2000

Największe sukcesy - "Dil To Pagal Hai", "Pardes", "Yes Boss", "Kuch Kuch Hota Hai", "Mohabatein", "Josh".
Największe rozczarowania - "English Babu Desi Mem", "Dil Se", "Phir Bhi Dil Hai Hindustani".

Okres ten zaczął się od krótkiego oczekiwania, w którym odbywały się premiery pomniejszych filmów. "Chaahat" i "Army" nie poległy w box-office, ale też nie były nigdy materiałem na blockbustery. Jednak w tamtym czasie oczekiwania w stosunku do Shah Rukha były już takie, że za każdym razem spodziewano się od niego tylko wielkiego hitu kasowego. Klapy takie jak "English Babu Desi Mem" nie dotykały go zbyt mocno, bo zawsze miał w odwodzie "Yes Boss", żeby zrekompensować straty. Jednakże Raj stał się już w tamtym czasie taką legendą, że równać się z nim (lub go prześcignąć) mógł tylko Rahul. Filmem był "Dil To Pagal Hai" producentem Yash Raj Films, a gatunkiem - romans. Tak, bardzo dobrze wypadał w komediach ("Baadshah", "Duplicate") i filmach akcji ("Koyla"), ale magia słodkich głupstewek, jak "bliżej" szeptane do ucha Madhuri Dixit, była tak wielka, że potęgi Raja/Rahula nie można było zignorować.
Film osiągnął wielki sukces, ale także doświadczył ostrej krytyki. Często powtarzane: "On jest dobry tylko jako Raj i Rahul" zaczęło krążyć nawet, kiedy Shah Rukh Khan próbował zrobić coś kompletnie innego w "Dil Se". Dziś robi się dziesiątki filmów o terroryzmie, ale wtedy królowały romanse i bezmyślne komedie. Jednak on zaryzykował i choć film przepadł w box-office, Shah Rukh miał wreszcie trochę wytchnienia, zbierając pochwały za aktorstwo. W postaci zwykłego szarego człowieka, Amarkantha Vermy, pokazał dobitnie i wyraźnie, że kiedy ma materiał, może zabłysnąć w każdej roli. Kolejny eksperyment - "Phir Bhi Dil Hai Hindustani" - także nie wypalił, a ponieważ trzeba było mieć na uwadze komercję, Shah Rukh Khan zręcznie oddał, co jej się należało, "masalowym" filmem rozrywkowym "Josh".

Także za granicą Shah Rukh zaczął być coraz bardziej rozpoznawalny, co najbardziej pokazał megasukces filmu "Pardes". W międzyczasie zacieśnił więzy z obozem Choprów dzięki "Mohabbatein". Ta rola wcale nie była małym wyzwaniem dla młodego człowieka, który zgodził się założyć okulary, nie mieć przez większość filmu partnerki, a do tego być nauczycielem trzech młodych ludzi - Udaya Chopry, Jimmy'ego Shergilla i Jugala Hansraja. Krytycy nadal grzmieli, że to kolejna identyczna rola, ale atrybuty przypisane Rajowi Aryanowi Malhotrze nie należały do konwencjonalnego bollywoodzkiego gwiazdora.



Nie zważając na ataki krytyki ze strony określonej grupy i maszerując mocno drogą popularności i sukcesów kasowych, Shah Rukh Khan w tym czasie sformował kolejną "jodi" - tym razem z Karanem Joharem w "Kuch Kuch Hota Hai". Film stał się kamieniem milowym w jego karierze, jako że okazał się międzynarodowym hitem. Nie miał nic przeciwko zagraniu po raz kolejny Rahula, najpierw w modnych designerskich ciuchach chłopaka z college'u, potem w formalnych garniturach ojca małej dziewczynki. Od tej chwili rozpoczęła się podróż, która zmieniła Shah Rukha Khana z po prostu kolejnego supergwiazdora w ikonę, która zdominowała hollywoodzki bieg wydarzeń na następną dekadę.

2001-2005

Największe sukcesy - "Kabhi Khushi Kabhie Gham", "Devdas", "Hum Tumhare Hain Sanam", "Kal Ho Naa Ho", "Chalte Chalte", "Veer-Zaara", "Main Hon Naa".
Największe rozczarowania - "One 2 Ka 4", "Yeh Lamhe Judaai Ke", "Swades", "Paheli".

W roku 2001 zaczęła się złota era, która trwała dla Shah Rukha Khana przez długie lata. Oczywiście zdarzały się na początku potknięcia w postaci jednej po drugiej porażek "One 2 Ka 4" i "Asoki". Jego pojawienie się w filmie akcji było zbyt dużym zaskoczeniem, a marzenie o założeniu liczącej się firmy producenckiej także wzięło w łeb. Minął cały rok bez choćby jednego sukcesu, ale za rogiem czaił się już huragan. Film miał tytuł "Kabhi Khushi Kabhie Gham", łączył go znów z Karanem Joharem i Kajol, po "KKHH". Szybko okrzyknięty największym multistarrerem swoich czasów, z gwiazdami, prócz nich dwojga, tak potężnymi jak Amitabh Bachchan, Hrithik Roshan i Kareena Kapoor na jednym ekranie, film wstrząsnął wszelkimi rekordami filmów hindi na świecie. Miał wprost niewyobrażalne otwarcie i pozostawał na szczycie przez kilka lat, aż kolejny film Shah Rukha, produkowany przez niego "Main Hoon Naa" pobił jego rekord w Indiach. "Kabhi Khushi Kabhie Gham" był długodystansowcem. Tak, znów grał Rahula, ale tym razem film był bardziej historią ojca i syna, niż bohatera i jego heroiny. Choć już w nagłówkach zaczęły pojawiać się doniesienia o pozaekranowej rywalizacji Shah Rukha Khana i Amitabha Bachchana, na ekranie byli jak czysty dynamit. Shah Rukh Khan, nie oglądając się za siebie, pospieszył z "Devdasem", zmieniając go, mimo ogromnych nakładów finansowych, w potężny sukces. "Kal Ho Naa Ho" nadał nowy kierunek filmom przeznaczonym głównie dla multipleksów, ale też poza nimi był dużym sukcesem. "Chalte Chalte", jeden z najskromniejszych filmów w repertuarze Shah Rukha Khana, stał się także sukcesem. W międzyczasie small time film (który kiedyś opóźnił się i przeleżał na półkach), "Yeh Lamhe Judaai Ke", pokazał się i zniknął - i na szczęście prawie nikt nie zauważył jego obecności (lub jej braku).



Nieustający marsz kolejnych rekordów i ich bicia trwał. Shah Rukh Khan wystartował ostrożnie z kolejnym filmem własnej produkcji, "Main Hoon Naa", wiążąc się z debiutującą w roli reżyserki Farah Khan i deklarując otwarcie, że masalowe filmy rozrywkowe wróciły. Rekord otwarcia filmu wstrząsnął posadami ziemi, utrzymał się przez dwa lata, aż do premiery kolejnego filmu Shah Rukha, "Veer Zaara", który rekord pobił i utrzymał się na pozycji przez półtora roku. Choć przez niemal połowę filmu Shah Rukh grał starego człowieka, to już wtedy nagłówki gazet wypełniła negatywna krytyka, więc fakt, że Shah Rukh odważył się (z sukcesem) na taki eksperyment, nie zrobił tak dużego wrażenia, na jakie zasługiwał.
Przeciwnie, pod ostrzałem krytyki znalazł się jego portret Mohana Bhargavy w "Swades". Film zaszokował branżę raczej chłodnym przyjęciem. Otrzymał mieszane recenzje, niektóre bardzo ostre. Filmu nie wyświetlano w kinach, co zakrawa na ironię, bo dziś wśród szerokich rzesz widowni film uchodzi za kultowy. "Swades" cieszył się ogromną popularnością na rynku kaset video i w telewizji kablowej, i pozostaje wielką zagadką, jak mógł polec w box-office, a kręcony-przez-pięć-lat "Hum Tumhare Hain Sanam" zdołał osiągnąć status hitu?


Część 3

2006-2010

Największe sukcesy - "Don - The Chase Begins Again", "Kabhi Alvida Naa Kehna", "Chak De! India", "Om Shanti Om", "Rab Ne Bana Di Jodi", "My Name Is Khan", "Ra.One", "Don 2"
Największe rozczarowania - brak.

Shah Rukh nie przestał eksperymentować. Na każdego "Dona - The Chase Begins Again" miał "Chak De! India". Na każdy "Om Shanti Om" był "My Name Is Khan". Naprawdę, kiedy patrzy się na jego filmografię z ostatnich kilku lat, to widać, że jest on jednym z nielicznych aktorów, którzy nieustannie eksperymentują z gatunkami filmowymi. "Don - The Chase Begins Again" był filmem akcji, "Kabhi Alvida Naa Kehna" dramatem pozamałżeńskich związków, "Om Shanti Om" filmem z reinkarnacją w tle, "Chak De India" filmem sportowym, "Rab Ne Bana Di Jodi" emocjonującym romansem, a "My Name Is Khan" nie mógł poruszać bardziej aktualnego tematu.



Czy miał wielkie sukcesy? Cóż, owszem, i to w prawie każdej z tych odsłon. "Don - The Chase Begins Again", wystawiający się na oczywiste ryzyko porównań z filmem Amitabha Bachchana z lat 70, otrzymał mieszane recenzje, ale ludzie walili na niego do kin do tego stopnia, że na skutek zderzenia premier kompletnie zmiażdżył "Jaan-E-Mann", czego skutki jego twórca, Sajid Nadiadwala, odczuwa do dziś. Podwójnie zakręcony finał pozostawił widzów z opadem szczęki, a film stał się tak popularny wśród masowej publiczności, że natychmiast ogłoszono produkcję sequela. Jednak w przypadku następnego filmu, "Kabhi Alvida Naa Kehna", na głowy twórców posypało się więcej gromów niż pochwał, zwłaszcza ze strony indyjskiej publiczności. Powód był prosty - niewielu było gotowych prać domowe brudy, a ponieważ film stawiał wyzwania cnocie moralności, publiczność wolała nie "ryzykować" oglądania go z bliskimi i drogimi. Oczywiście za granicą film był gigantem, a w samych Indiach także sporym sukcesem. Jednak wciąż oczekiwano na wory pieniędzy, coś, co przyszło za sprawą "Chak De! India" i wstrząsnęło branżą.

Film opowiadał o hokeju, miał około piętnastu kompletnie nieznanych dziewcząt, ani jednej sceny śpiewanej, jego reżyser nakręcił wcześniej mroczny, ponury "Ab Tak Chappan", a na domiar wszystkiego reklama była minimalna. Jak należało oczekiwać, "Chak De! India" miał bardzo kiepskie otwarcie. W piątkowy poranek film powitały na wpół puste sale kinowe i wydawało się, że dla Shah Rukha powtórzy się fatum "Swades". I wtedy zdarzył się cud. Kiedy dobiegał końca otwierający weekend, film już był okrzyknięty współczesnym klasykiem. Kabir Khan kompletnie przyćmił Raja/Rahula (cóż, prawie), sukces filmu był ewenementem, narodziny nowego Shah Rukha Khana głoszono unisono wszem i wobec i w końcu można było odpocząć od: "Potrafi tylko w kółko się powtarzać!".

Można było się spodziewać, że teraz zacznie się traktować poważniej, i na ekranie, i poza nim. Ale on pozostał do szpiku kości businessmanem - umysłem, duszą i sercem (i słusznie). Za powagą "Chak De! India" pospieszyła lekkość "Om Shanti Om". Jego drugi film z Farah Khan mówił wyraźnie - "Właśnie tacy jesteśmy, kochaj nas albo rzuć". Rezultat? Film zmiótł długotrwały rekord otwarcia "Dhoom2" i utrzymał pozycję przez niemal rok, aż do premiery "Singh Is Kinng" Akshaya Kumara. Każdym kolejnym filmem Shah Rukh Khan osiągał gromadzenie niewyobrażalnych dochodów z box-office, z każdym tytułem windując poprzeczkę. Jego "Om Shanti Om" był pierwszym filmem przełamującym barierę 80 crore, wynik powtórzył następną premierą, "Rab Ne Bana Di Jodi".
Niewielu jest takich, którzy odważyliby się nosić wąsy, workowate spodnie z luźną koszulą i okulary w grubych oprawach przez połowę ekranowego czasu. Niewielu odważyłoby się na sposób podawania dialogów, który balansował na granicy otwarcie irytująco śmiesznej maniery. Niewielu potrafiłoby z takim przekonaniem zaadaptować mowę ciała kompletnego nieudacznika. Ale Shah Rukh Khan w "Rab Ne Bana Di Jodi" zrobił to wszystko i na dodatek pobił rekord otwarcia "Singh In Kinng". Podobnie jak "Chak De! India", "Rab Ne Bana Di Jodi" także startował powoli, ale bardzo szybko zajął należne miejsce.

Jednak wkrótce po premierze filmu Shah Rukh wziął sobie mały urlop. Wiele osób sądziło, że po kilku filmach eksperymentach wystąpi teraz z kolejną masalą. Zamiast tego Shah Rukh zdecydował się pójść zupełnie nieprzetartą ścieżką dzięki następnemu filmowi, "My Name Is Khan". Człowiek uznany za terrorystę, cierpiący na syndrom Aspargera, niepotrafiący w zwykły sposób wyrażać myśli, nie śpiewający i nie tańczący wokół drzew, odbywający przez większość czasu samotną podróż bez miłości i bez damskiego towarzystwa - to raczej nie jest przepis na blockbuster, którego można by się spodziewać po największym supergwiazdorze, zawsze twierdzącym, że jego zadaniem jest dawanie rozrywki.
I rzeczywiście, film nie był blockbusterem, przynajmniej w Indiach. Był solidnym hitem i zgromadził dochody pozwalające mu usadowić się wśród dziesięciu najbardziej dochodowych filmów wszech czasów. Ale popatrzmy na to tak: film przeznaczony był dla publiczności międzynarodowej i jeśli mamy określić jego widownię docelową, to za granicą film bardzo dobrze się sprzedawał. W Indiach przeznaczony był dla wyrobionych widzów i z tej perspektywy sprzedał się o wiele lepiej, niż zrobiłby to jakikolwiek inny film tego rodzaju. Co ciekawe, sam reżyser Karan Johar dużo ryzykował, bo jego "Kurbaan", o wiele bardziej konwencjonalny, choć poruszający ten sam temat - terroryzm - poległ w box-office kilka miesięcy wcześniej. W tym kontekście sukces "My Name Is Khan" jest bez wątpienia znaczny i choć końcowe przychody były mniejsze niż z dwóch ostatnich blockbusterów - "Om Shanti Om" i "Rab Ne Bana Di Jodi" - Shah Rukh Khan na pewno tego nie żałował.

Wejście do klubu 100 crore

"Ra.One" nie tylko spotkał się z dość chłodnym przyjęciem, ale zebrał największą krytykę w historii kariery Shah Rukha Khana. Publiczność wyraźnie się podzieliła; niektórzy chwalili eksperyment, inni uważali, że on nie tylko przedobrzył sam film, ale przesadził z jego marketingiem i promocją. Film był pierwszym biletem wstępu Shah Rukha do klubu 100 crore, ale nie spełnił jego oczekiwań. Szczerze mówiąc, Shah Rukh wolałby zapewne, aby to wejście oprócz dochodów przyniosło także uznanie krytyki.
Jego "Don 2" okazał się drugim filmem, który zaraz potem przekroczył granicę 100 crore i
dał tym samym Shah Rukowi wiele powodów do radości. Można to nazwać "efektem "Ra.One", ale wrogowie tym razem się wycofali. Publiczność dała filmowi zielone światło i jego przyjęcie było o wiele lepsze.

Można teraz oczekiwać, że Shah Rukh będzie bił kolejne rekordy zamiast być po prostu zadowolonym z wejścia do klubu rekordzistów. W końcu to właśnie on w swojej dwudziestoletniej karierze pobił wiele rekordów i nie zdziwilibyśmy się, gdyby ten trend się utrzymał w nadchodzących miesiącach. Czy będzie to kolejny film Yash Raj z Katriną Kaif i Anushką Sharmą? Czy będzie to "Chennai Express" z Rohitem Shettym? Nie zapominajmy o "Happy New Year", który na powrót zwiąże go z Farah Khan.
Wszystko wyjaśni się do końca 2013 roku, ale jedno jest pewne - potęga Shah Rukha pozostanie przy nim, mimo ogromnej konkurencji wokół.

Tłumaczenie: Mowilka

© Tekst chroniony prawem autorskim.
    Wykorzystanie i publikacja w całości lub we fragmentach jedynie za zgodą serwisu.
    Więcej informacji w dziale "strona"